<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; Tokio</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/tag/tokio/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Mon, 06 Feb 2012 11:11:56 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>&#8222;Po zmierzchu&#8221; Haruki Murakami</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/10/po-zmierzchu-haruki-murakami/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/10/po-zmierzchu-haruki-murakami/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 28 Oct 2008 21:02:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Japonia]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Haruki Murakami]]></category>
		<category><![CDATA[noc]]></category>
		<category><![CDATA[Tokio]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=493</guid>
		<description><![CDATA[Po Murakamim wiadomo czego się spodziewać i nie powiem, aby „Po zmierzchu” zawiodło me oczekiwania w tej kwestii, choć uczciwie rzecz ujmując nie jest to najlepsza powieść Japończyka. Daleko jej do magii „Tańcz, tańcz, tańcz” (o „Kafce nad morzem” i &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/10/po-zmierzchu-haruki-murakami/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/10/zmierzchu.jpg" rel="lightbox[493]"><img class="alignleft size-medium wp-image-494" title="Po zmierzchu - Haruki Murakami" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/10/zmierzchu.jpg" alt="" width="140" height="200" /></a>Po Murakamim wiadomo czego się spodziewać i nie powiem, aby <a href="http://www.muza.com.pl/?module=okladki&amp;id=41601" target="_blank"><strong>„Po zmierzchu”</strong></a> zawiodło me oczekiwania w tej kwestii, choć uczciwie rzecz ujmując nie jest to najlepsza powieść Japończyka. Daleko jej do magii <a href="http://lekturki.com/2008/07/tancz-tancz-tancz-haruki-murakami/" target="_blank">„Tańcz, tańcz, tańcz”</a> (o „Kafce nad morzem” i „Kronice ptaka nakręcacza” wspominać nie będę, jako że wciąż są przede mną), które oczarowało mnie dokumentnie przed kilkoma miesiącami, ale nie jest również powieścią niedoskonałą. Ot dobra (ale nie wybitna) powieść świetnego pisarza. Czyta się ją z przyjemnością, ale i sporym niedosytem. Zabawne, bo to co krytycy najczęściej wytykają Murakamiemu, czyli fakt, że jego powieści mają wciąż tego samego bohatera, ja uważam za jedną z zalet. W „Po zmierzchu” nie ma znanych postaci, są co prawda ten same problemy &#8211; motywy, ale może właśnie dlatego to nie to?</p>
<p class="MsoNormal">Co oddać muszę Murakamiemu &#8211; opowieść ma swój specyficzny klimacik i co ciekawe, jest szalenie filmowa. &#8222;Po zmierzchu&#8221; to historia rozgrywająca się w ciągu jednej nocy. Opowieść o ludziach, którzy z różnych przyczyn nie śpią. Temat stworzony do kina, bo kino kocha takie skończone, choć niedomknięte całostki. Powieść sprawia wrażenie pisanej z myślą o adaptacji na srebrnym ekranie. Jest tu i coś z <a href="http://www.filmweb.pl/f8708/Po+godzinach,1985" target="_blank">„Po godzinach” Martina Scorsese</a> i z wczesnych filmów Jima Jarmuscha (<a href="http://noc.na.ziemi.filmweb.pl/" target="_blank">„Noc na ziemi”</a> chociażby). Jest i niepokój z Lyncha i coś z ducha Wong Kar Waia. Czytając „Po zmierzchu” miałam przed oczami kompletne kadry, widziałam, jak postaci zaciągają się papierosami, niespiesznie popijają kawę, kupują w seven eleven, spacerują po nocnym Tokio. Mari, jedna z głównych postaci, miała twarz Faye z <a href="http://chungking.express.filmweb.pl/" target="_blank">„Chungking Express”</a>.</p>
<p class="MsoNormal">Tyle, że lekko niesamowito-dekadencki klimacik to za mało. Wie o tym doskonale Wong Kar Wai, który opowiada swoje piękne historie w sposób tyleż czarowny co zajmujący a właśnie takiego pociągającego elementu (motywu? wątku?) zabrakło mi u Murakamiego. W tej powieści, z pozoru tak spójnej i precyzyjnie nakreślonej, brakuje &#8222;czegoś&#8221; co pchałoby akcję do przodu. Czegoś co przykułoby uwagę, zaintrygowało i pochłonęło. Bez tego fabuła &#8222;Po zmierzchu&#8221; snuje się aż nazbyt niemrawo. Nie czułam historii od początku, co z czasem doprowadziło do serii lekkich ziewnięć. W końcu po zmierzchu się śpi, a nie włóczy po jakiś podłych zakamarkach.</p>
<p class="MsoNormal">Nie, nie jest to nieudana powieść. Murakami nie pisze nieudanych powieści, ale zdecydowanie jedna ze słabszych tego autora.</p>
<p class="MsoNormal"><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/10/po-zmierzchu-haruki-murakami/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Tańcz, tańcz, tańcz&#8221; Haruki Murakami</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/07/tancz-tancz-tancz-haruki-murakami/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/07/tancz-tancz-tancz-haruki-murakami/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 Jul 2008 15:01:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Japonia]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Haruki Murakami]]></category>
		<category><![CDATA[Sapporo]]></category>
		<category><![CDATA[Tokio]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=269</guid>
		<description><![CDATA[Z &#8222;Tańcz, tańcz, tańcz&#8221; i mną było tak: Najpierw, przez niemal dwa miesiące książka leżała w różnych strategicznych punktach mieszkania, czyniąc mi, już samym swym widokiem, nieme wyrzuty, po to aby, gdy już uznałam, że nadszedł odpowiedni moment (na co &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/07/tancz-tancz-tancz-haruki-murakami/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/07/tancz.jpg" rel="lightbox[269]"><img class="alignleft alignnone size-full wp-image-270" style="float: left;" title="Tańcz, tańcz, tańcz" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/07/tancz.jpg" alt="" width="180" height="268" /></a>Z &#8222;Tańcz, tańcz, tańcz&#8221; i mną było tak: Najpierw, przez niemal dwa miesiące książka leżała w różnych strategicznych punktach mieszkania, czyniąc mi, już samym swym widokiem, nieme wyrzuty, po to aby, gdy już uznałam, że nadszedł odpowiedni moment (na co głównie miał wpływ nie ubłagalnie zbliżający się termin zwrotu do biblioteki), łyknąć to dość opasłe (około 530 stron) tomisko w trzy wieczory. W takt niecierpliwego przytupywania nóżką w autobusie, pracy, sklepie czy gdzie <em>kiedy wreszcie uda mi się w Murakamim zatopić.</em></p>
<p>&#8222;<a href="http://merlin.pl/Tancz-Tancz-Tancz-okladka-miekka_Haruki-Murakami/browse/product/1,508025.html;jsessionid=006803F7C2DA2206E53640F73D591EA4.LB3" target="_blank"><strong>Tańcz, tańcz, tańcz</strong></a>&#8221; okazało się być wciągające jak bagno. Wprost nie mogłam oderwać się od czytania, powtarzając w kółko, niczym jakąś mantrę, że jeszcze tylko dwie stroniczki, jeszcze tylko do końca rozdziału i już idę spać. I nie szłam spać, bo czytałam dalej, a zarywanie nocy dla książki zdarza mi się wyjątkowo rzadko. To musi być faktycznie COŚ na tyle dobrego, że będzie w stanie pokonać mojego wewnętrznego śpiocha. Murakami dał radę, przy okazji fundując mi mnóstwo przyjemności wynikającej z obcowania z jego pisarstwem, z którym nie miałam styczności już od blisko roku. Okazało się, że tak długa przerwa tylko wyszła mi na dobre. Przesyt zniknął. Zastąpił go apetyty. Najzabawniejsze jest to, jak bardzo lektura jest uzależniona od różnych czynników nie związanych z samą treścią. Rok temu zdążyłam ledwie napocząć &#8222;Tańcz, tańcz&#8230;&#8221;, gdy stwierdziłam, że potrzebuję przerwy od Murakamiego, że mam dosyć jego wydumanych bajeczek o dziwnych ludziach z jeszcze dziwaczniejszymi problemami. Teraz mój odbiór tej samej powieści okazał się skrajnie odmienny. Od znudzenia do euforii? Właściwie czemu nie.</p>
<p>Nie mam ochoty bawić się w streszczanie fabuły, która poniekąd jest kontynuacją mojej dotychczasowej ulubienicy, czyli &#8222;Przygody z owcą&#8221; (w chwili obecnej zdetronizowanej przez swój sequel oczywiście). Cieszę się, że udało mi się zachować oryginalną kolejność, aczkolwiek z blogów, które podczytuje wynika, że bez znajomości &#8222;Przygody…&#8221;, &#8222;Tańcz, tańcz, tańcz&#8221; też się podoba (swoją drogą dziwi mnie tylko czemu polski wydawca Murakamiego nie uznał za stosowne zasygnalizować zależności między obiema powieściami). Powracając do meritum, o fabule pisać nie będę, bo podsumowana w kilku zdaniach zabrzmi, jak jeden wielki banał, a powieść bynajmniej banalna nie jest. Pomijając cudowny murakamiański klimacik, za który się Harukiego albo kocha, albo znieść nie może, &#8222;Tańcz, tańcz, tańcz&#8221; jest opowieścią po trosze kryminalną, po trosze obyczajową, przy czym motyw kryminalny wynika tylko (i wyłącznie) z osnucia fabuły wokół pewnej  zagadki, do której rozwikłania dąży główny bohater. Rozwiązanie jednak nie stanowi celu samego w sobie. Tajemnica po prostu jest, a dążenie ku jej poznaniu okaże się dla naszego bezimiennego (chyba, że coś mi umknęło, jeśli tak &#8211; proszę o naprostowanie na właściwe tory) drogą ku samopoznaniu tudzież spełnieniu. Mówiłam, że brzmi to idiotycznie, ale na szczęście tylko tak brzmi, bo w rzeczywistości jest to znakomita powieść ze świetnie skrojonymi postaciami, klimacikiem i odrobiną wyrafinowanego humoru.</p>
<p>Warto, polecam, zachęcam. Najlepiej w oryginalnej kolejności.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/07/tancz-tancz-tancz-haruki-murakami/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>15</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Sen_numer_9” David Mitchell</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/03/sen_numer_9-david-mitchell/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/03/sen_numer_9-david-mitchell/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 10 Mar 2008 16:25:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[David Mitchell]]></category>
		<category><![CDATA[Japonia]]></category>
		<category><![CDATA[miasto]]></category>
		<category><![CDATA[oniryczna]]></category>
		<category><![CDATA[sen]]></category>
		<category><![CDATA[sf]]></category>
		<category><![CDATA[Tokio]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.wordpress.com/?p=158</guid>
		<description><![CDATA[Ostatnio nie pisałam, ponieważ albo nie miałam czasu, albo walczyłam z niemocą cielesną tudzież duchową, której pojawienie się jest ściśle związane z nadejściem pierwszych dni wiosny. Jakiś czas temu w Trójce usłyszałam, że gdy dopada nas ogólna słabość, należy się &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/03/sen_numer_9-david-mitchell/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ostatnio nie pisałam, ponieważ albo nie miałam czasu, albo walczyłam z niemocą cielesną tudzież duchową, której pojawienie się jest ściśle związane z nadejściem pierwszych dni wiosny. Jakiś czas temu w Trójce usłyszałam, że gdy dopada nas ogólna słabość, należy się jej  poddać, bo widocznie organizm jej potrzebuje. Więc się poddałam. Chwilowo oczywiście. Teraz powracam, żeby niczym Feniks z popiołów wygrzebać się z zaległości w opisywaniu lekturek.</p>
<p><img class="alignleft" style="float: left;" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/03/sen-9.jpg" alt="sen-9.jpg" width="192" height="293" /> Na pierwszy ogień <a href="http://merlin.pl/Sen_numer_9_David-Mitchell/browse/product/1,299624.html;jsessionid=F6C9BFB911B6ACF1622325CE8071D75D.LB3?nojsuser=true" target="_blank">„Sen_numer_9” Davida Mitchella</a>. Dlaczego postanowiłam dać szansę akurat teraz, akurat tej książce – tego nie wie nikt. Nawet ja. Po prostu, pewnego niedzielnego wieczora, stanęłam przed moim regałem z książkami dumając „co by tu teraz przeczytać”. I padło na „Sen_numer_9”. Chyba gdybym teraz nie sięgnęła po nią, powieść nie doczekałaby się należnej jej uwagi. A warto dać szansę Davidowi Mitchellowi.<br />
Główną postacią jest Eidżi Miyake, dziewiętnastoletni fan Johna Lennona. Przyjechał do Tokio z dalekiej prowincji, aby odszukać swojego ojca. Ojciec ma jednak jakieś swoje powody, dla których nie chce poznać syna i unika jakiegokolwiek z nim kontaktu. Eidżi ma również matkę, która po gorącym romansie w młodości, nie umiała ułożyć sobie życia, topiąc smutki w alkoholu. Od lat przebywa w klinice psychiatrycznej. Eidżi miał także siostrę bliźniaczkę, miał gdyż zginęła w tragicznym. Młodzieńca na prowincji nie trzymało właściwie już nic, więc wyruszył do Tokio, aby pod pretekstem szukania Ojca, przeżyć największą przygodę swego życia.Bo Tokio jest tu miastem zagadką i miastem pandemonium. Miastem, w którym wszystko się może zdarzyć i, w którym życie jest jak sen.<br />
Początek powieści troszkę mnie zraził: pierwsza część została napisana w stylu science fiction. Liczy się w niej tylko Eidżi i jego mały matrix. I, pomimo tego, że sf nie lubię i programowo nie czytam, we &#8222;Śnie_numer_9&#8243; było coś tak pociągającego, że kontynuowałam lekturę z czymś co można nazwać rosnącym zainteresowaniem. Na szczęście (dla mnie) Mitchell szybko porzuca entourage sf i powieść nabiera bardziej realistycznego wymiaru. Tylko, że realistyczny nie jest chyba właściwym słowem. Powiem więc, że bliżej jej do realności życia codziennego, choć wszystkie przygody Eidżiego trudno nazwać prozą życia. Niecodzienne zdarzenia i dziwaczne postacie, a wszystko to unurzane w onirycznej aurze powieści, w której ani przez chwilę nie wiadomo czy to o czym czytamy wydarzyło się naprawdę, czy są to rojenia w głowie Eidżiego.</p>
<p>Streszczanie powikłanej struktury powieści nie ma najmniejszego sensu. Powiem tylko, że jest pokręcona i zakręcona, ale mimo to czyta się to wszystko naprawdę nieźle. Mam sentyment do tego typu książek, bo w jakimś tam stopniu przypominają ukochanego <a title="ohydna okładka :P" href="http://merlin.pl/Mag_John-Fowles/browse/product/1,512304.html;jsessionid=ADB6EDC611B60F4C3896A71D11EF2FD0.LB3" target="_blank">&#8222;Maga&#8221; Johna Fowlesa</a> (nawet u Mitchella jest dość podoba scena dziwnego sądu, Ci co czytali Fowlesa będą wiedzieć co mam na myśli). Podobało mi sie również sposób w jaki opisano Tokio, tego miejskiego potwora. Czytając Mitchella cały czas zapominałam, że autor jest Anglikiem, a nie rodowitym mieszkańcem Nipponu. Oczywiście &#8222;Sen_numer_9&#8243; ma kilka dłużyzn (nieznośnie nudny pamiętnik kamikaze), ale i tak będę wspominać przygodę z Eidżim Mijake bardzo ciepło. Polecam.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/03/sen_numer_9-david-mitchell/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Zagubieni w Tokio” Marcin Bruczkowski</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/02/zagubieni-w-tokio-marcin-bruczkowski/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/02/zagubieni-w-tokio-marcin-bruczkowski/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 15 Feb 2008 07:02:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Japonia]]></category>
		<category><![CDATA[Marcin Bruczkowski]]></category>
		<category><![CDATA[Tokio]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.wordpress.com/?p=137</guid>
		<description><![CDATA[Mam wrażenie, że ostatnio przyciągam głównie jakieś denne czytadła. Nie wiem czy aż tak zmieniły się moje upodobania, czy odmóżdżająca praca przed komputerem daje się we znaki, czy po prostu mam takiego pecha i należy nade mną wykonać jakieś magiczne &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/02/zagubieni-w-tokio-marcin-bruczkowski/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal">Mam wrażenie, że ostatnio przyciągam głównie jakieś denne czytadła. Nie wiem czy aż tak zmieniły się moje upodobania, czy odmóżdżająca praca przed komputerem daje się we znaki, czy po prostu mam takiego pecha i należy nade mną wykonać jakieś magiczne odczyny. Żałuję, że wczoraj, zaraz po przeczytaniu „Zagubionych w Tokio” nie zasiadłam do pisania, aby na świeżo dać upust gotującym się we mnie emocjom. Że byłam poirytowana to mało powiedzieć, byłam zła jak chrzan, że traciłam czas i energię na wydumaną opowieść a’la Murakami. Wrrrr</p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://www.marcin.bruczkowski.com/index.php?pID=6463" target="_blank"><img class="alignleft" style="float: left;" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/02/bruczkowski.jpg" alt="bruczkowski.jpg" /> „Zagubieni w Tokio”</a> chyba miało być powieścią o potędze męskiej przyjaźni. Książka jest bowiem zapisem poszukiwań japońskiego przyjaciela głównej postaci &#8211; Michała Jachimczyka, kolejnego zagubionego na Dalekim Wschodzie Polaka (sztandarowy typ postaci w pisarstwie Bruczkowskiego) – który któregoś dnia nie zjawia się w pracy i ślad po nim ginie. Jakby zapadł się pod ziemię. Jak dla mnie na kilometr to pachnie Harukim Murakamim (a konkretnie <a href="http://merlin.pl/frontend/browse/product/1,446573.html" target="_blank">„Końcem świata i hard-boiled wonderland”</a>), ale niestety Bruczkowski nie jest tak utalentowanym pisarzem, ani (co ważniejsze) nie jest Japończykiem. Co za tym idzie nie umie odtworzyć niezwykłej atmosfery prozy Murakamiego, tej nutki niepokoju i niezwykłości otaczającego świata. Książka Bruczkowskiego jest nudna, bezbarwna akcja wlecze się w sposób niemiłosierny i, krótko mówiąc, miałam w nosie jak się skończy.</p>
<p class="MsoNormal">A jednak z jakiegoś powodu postanowiłam dobrnąć do końca. Nie dlatego, że z powołania jestem męczennicą, która w wolnych chwilach lubi się pokatować źle napisanymi powieściami. Zrobiłam to, bo (o ma naiwności) do końca miałam nadzieję, że książka się zmieni, że Bruczkowski pomysłowo wybrnie z tego bagna. Nie wybrnął. Jeśli ktoś się zagubił w tej książce to właśnie on. Zapomniał czym zjednał sobie czytelników debiutując <a href="http://www.marcin.bruczkowski.com/index.php?pID=5056" target="_blank">„Bezsennością w Tokio”</a>: lekkim i dowcipnym autobiograficznym opisem życia w Tokio. Walory poznawcze podane w bardzo przystępnej formie (do tego zilustrowanej sporą ilością zdjęć) zadecydowały o tym, że „Bezsenność…” przeczytałam jednym tchem, zaczytana aż po uszy. W <a href="http://www.marcin.bruczkowski.com/index.php?pID=5057" target="_blank">„Singapur, czwarta rano”</a> autor, skuszony swym niespodziewanym literackim sukcesem, zaczyna bawić się w ‘prawdziwe pisanie’; podąża w stronę fikcji, choć wciąż można się sporo dowiedzieć o dolach i niedolach mieszkańca Malajów. Jednak w „Zagubionych w Tokio” Bruczkowski przesadził. Atmosfery Japonii w książce jak na lekarstwo, za to szanowny autor z siebie samego czyni (skądinąd dość bufonowatego) bohatera książki, która de facto jest fikcyjną opowieścią. Efekt? Bruczkowski ustami swojej głównej postaci (czyli Michała Jachimczyka) opowiada o sobie jaki to jest fajny, mądry i zdolny, a świat bez niego nie byłby taki sam. Żenada.</p>
<p class="MsoNormal">Panie Marcinie, zapewniam Pana, że nadmiar wiary w siebie jest szkodliwy dla zdrowia.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/02/zagubieni-w-tokio-marcin-bruczkowski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>23</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

