Articles tagged with: Tokio
Japonia, Lekturki, Piękna »
Po Murakamim wiadomo czego się spodziewać i nie powiem, aby „Po zmierzchu” zawiodło me oczekiwania w tej kwestii, choć uczciwie rzecz ujmując nie jest to najlepsza powieść Japończyka. Daleko jej do magii „Tańcz, tańcz, tańcz” (o „Kafce nad morzem” i „Kronice ptaka nakręcacza” wspominać nie będę, jako że wciąż są przede mną), które oczarowało mnie dokumentnie przed kilkoma miesiącami, ale nie jest również powieścią niedoskonałą. Ot dobra (ale nie wybitna) powieść świetnego pisarza. Czyta się ją z przyjemnością, ale i sporym niedosytem. Zabawne, bo to co krytycy najczęściej wytykają Murakamiemu, …
Japonia, Lekturki, Piękna »
Z „Tańcz, tańcz, tańcz” i mną było tak: Najpierw, przez niemal dwa miesiące książka leżała w różnych strategicznych punktach mieszkania, czyniąc mi, już samym swym widokiem, nieme wyrzuty, po to aby, gdy już uznałam, że nadszedł odpowiedni moment (na co głównie miał wpływ nie ubłagalnie zbliżający się termin zwrotu do biblioteki), łyknąć to dość opasłe (około 530 stron) tomisko w trzy wieczory. W takt niecierpliwego przytupywania nóżką w autobusie, pracy, sklepie czy gdzie kiedy wreszcie uda mi się w Murakamim zatopić.
„Tańcz, tańcz, tańcz” okazało się być wciągające jak bagno. Wprost …
Brytyjskie, Lekturki »
Ostatnio nie pisałam, ponieważ albo nie miałam czasu, albo walczyłam z niemocą cielesną tudzież duchową, której pojawienie się jest ściśle związane z nadejściem pierwszych dni wiosny. Jakiś czas temu w Trójce usłyszałam, że gdy dopada nas ogólna słabość, należy się jej poddać, bo widocznie organizm jej potrzebuje. Więc się poddałam. Chwilowo oczywiście. Teraz powracam, żeby niczym Feniks z popiołów wygrzebać się z zaległości w opisywaniu lekturek.
Na pierwszy ogień „Sen_numer_9” Davida Mitchella. Dlaczego postanowiłam dać szansę akurat teraz, akurat tej książce – tego nie wie nikt. Nawet ja. Po …
Lekturki, Polska »
Mam wrażenie, że ostatnio przyciągam głównie jakieś denne czytadła. Nie wiem czy aż tak zmieniły się moje upodobania, czy odmóżdżająca praca przed komputerem daje się we znaki, czy po prostu mam takiego pecha i należy nade mną wykonać jakieś magiczne odczyny. Żałuję, że wczoraj, zaraz po przeczytaniu „Zagubionych w Tokio” nie zasiadłam do pisania, aby na świeżo dać upust gotującym się we mnie emocjom. Że byłam poirytowana to mało powiedzieć, byłam zła jak chrzan, że traciłam czas i energię na wydumaną opowieść a’la Murakami. Wrrrr
„Zagubieni w Tokio” chyba miało …







