<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; Rosja</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/tag/rosja/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Wed, 23 May 2012 14:19:26 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Tajemnice Syberii</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/07/stacja-tajga-petra-hulova/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/07/stacja-tajga-petra-hulova/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 06 Jul 2011 13:03:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[czytelnicze wyzwanie]]></category>
		<category><![CDATA[Dania]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[literatura czeska]]></category>
		<category><![CDATA[Petra Hůlová]]></category>
		<category><![CDATA[pociąg]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[Syberia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1528</guid>
		<description><![CDATA[Jeśli jest tak, jak ostatnio napisała porządek_alfabetyczny, że seria z miotłą jest czyśćcem dla kobiet-pisarek, literacką II-ligą, to najwyraźniej Petra Hůlová odbyła już pokutę w babińcu i awansowała do serii Don Kichot i Sancho Pansa. W pełni zasłużenie, bo „Stacja &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/07/stacja-tajga-petra-hulova/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jeśli jest tak, jak ostatnio napisała <a href="http://porzadekalfabetyczny.blox.pl/2011/06/papiloty-wianki-umieranie-z-pragnienia.html" target="_blank">porządek_alfabetyczny</a>, że seria z miotłą jest czyśćcem dla kobiet-pisarek, literacką II-ligą, to najwyraźniej Petra Hůlová odbyła już pokutę w babińcu i awansowała do serii Don Kichot i Sancho Pansa. W pełni zasłużenie, bo „Stacja Tajga” to świetny kawał literatury.</p>
<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/07/Stacja-Tajga_Petra-Hulova.jpg" rel="lightbox[1528]"><img class="size-full wp-image-1529 aligncenter" title="Stacja-Tajga_Petra-Hulova" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/07/Stacja-Tajga_Petra-Hulova.jpg" alt="" width="269" height="410" /></a></p>
<p>Przyznaję jednak, że do powyższej konkluzji nie łatwo było mi dojść, jako że przez mniej więcej pierwsze 120-stron dość intensywnie biłam się z myślami czy w ogóle kontynuować lekturę. Nie byłam przekonana ani tym bardziej przygotowana na chaotyczną, nielinearną narrację, którą, post factum,  muszę uznać za jeden z największych atutów powieści. Powieści wielowymiarowej, nie poddającej się łatwej lekturze, poplątanej i pełnej tajemnic jak losy bohaterów Hůlovej. Bo, wbrew temu co można wywnioskować na podstawie lektury czwartej strony okładki, „Stacja Tajga” nie jest li tylko opowieścią o zniknięciu (Hablunda, duńskiego samozwańczego ekspedytora, który tuż po II wojnie światowej wyruszył do syberyjskiego Charynia, po to, aby nigdy z stamtąd nie wrócić) i poszukiwaniu czy może raczej poszukiwaniach prowadzonych przez Erskego, doktoranta na etnologii, który pod pretekstem szukania tematu do swej dysertacja, powraca do Charynia wiele lat później, aby dowiedzieć się czegoś o Hablundzie.</p>
<p>Tak więc „Stacja Tajga” to nie tylko rozwiązywanie zagadki i grzebanie w przeszłości (nawiasem mówiąc finał był dla mnie dużym zaskoczeniem), ale w mym odczuciu coś bardziej pociągającego – opowieść o mieszkańcach Syberii. Autochtonach i przesiedlonych z Zachodu. Wnikliwe studium ich donkiszoterii, wiwisekcja drobnomieszczańskich naleciałości, skrzętnie skrywanych grzeszków. Portret nieufnej, podzielonej klasowo i zamkniętej w sobie miniaturowej społeczności, zagubionej w głuszy, funkcjonującej zapewne tylko dzięki temu, że Charyń leży przy nitce kolei Transsyberyjskiej. Sama kolej gra zresztą w powieści niepoślednią rolę. Fragmenty opowiadającej o pracy konduktora krążącego niczym Latający Holender między Moskwą i Władywostokiem, podobnie jak widoki zasypanej śniegiem tajgi przesuwającej się za oknami pociągu są magiczne.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p><em>Stacja Tajga </em>Petra Hůlová, przełożył Piotr Godlewski, W.A.B., Warszawa 2011, s. 427.<br />
seria <a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank">don Kichot i Sancho Pansa</a></p>
<p>O poprzedniej powieści Petry Hůlovej – „Czasie czerwonych gór” można przeczytać <a href="http://lekturki.com/2008/06/czas-czerwonych-gor-petra-hulova/" target="_blank">TUTAJ</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/07/stacja-tajga-petra-hulova/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W przedpieklu</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/03/stroma-sciana-eugenia-ginzburg/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/03/stroma-sciana-eugenia-ginzburg/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Mar 2011 00:28:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[(auto)biografie i wspomnienia]]></category>
		<category><![CDATA[Bolszaja Rossija]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Eugenia Ginzburg]]></category>
		<category><![CDATA[gułag]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[stalinizm]]></category>
		<category><![CDATA[Syberia]]></category>
		<category><![CDATA[totalitaryzm]]></category>
		<category><![CDATA[Wyzwania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1508</guid>
		<description><![CDATA[Prosta, elegancka i trzymająca w napięciu. Rozłożysta, bo nasycona ogromem szczegółów. „Stroma Ściana” to książka z gatunku tych, o których trudno pisać, bo cokolwiek napisać o powikłanych losach osób, których udziałem była gehenna stalinowskich więzień i gułagu zabrzmi banalnie. Poza &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/03/stroma-sciana-eugenia-ginzburg/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Prosta, elegancka i trzymająca w napięciu. Rozłożysta, bo nasycona ogromem szczegółów. „Stroma Ściana” to książka z gatunku tych, o których trudno pisać, bo cokolwiek napisać o powikłanych losach osób, których udziałem była gehenna stalinowskich więzień i gułagu zabrzmi banalnie. Poza tym, a nie jest to stwierdzenie szczególnie odkrywcze, dużo łatwiej pisać o literaturze przeciętnej niż wybitnej, a bez wątpienia o wybitność ocierają się autobiograficzne zapiski Eugenii Ginzburg.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="alignnone" title="&quot;Stroma ściana&quot; Eugenia Ginzburg" src="https://lh3.googleusercontent.com/-95o1e0P8i90/TXV4lJrthYI/AAAAAAAAAUg/il07OZfGsjU/s1600/Stroma-sciana.jpg" alt="" width="198" height="280" /></p>
<p>Jest rok 1937. Ginzburg – wzięta nauczycielka akademicka i dziennikarka, żona kazańskiego dygnitarza, komunistka wierząca i praktykująca, zostaje aresztowana. Za rzekomą działalność terrorystyczną, w rzeczywistości bez powodu, na podstawie sfałszowanych dowodów i relacji przekupionych świadków. Jej los podzieliły wówczas setki tysięcy radzieckich intelektualistów, ale Eugenia tego jeszcze nie wie. Aresztowanie wprawią ją w zakłopotanie. Nie żeby się go nie spodziewała. Sygnały, że kroi się coś niedobrego, w ciągu ostatnich miesięcy jej wolności były liczne, ale do ostatniej chwili nie wierzyła, że podobna zniewaga może spotkać uczciwego i oddanego członka partii. Toteż aresztowanie bierze  początkowo za pomyłkę systemu, ale system totalitarny się nie myli i (jeszcze) do błędów nie przyznaje. Tego Eugenia też jeszcze nie wie, a zetknięcie ze stalinowskim systemem więziennym, wielogodzinne przesłuchania i pokazowy proces to dopiero początek jej długiej drogi przez mękę. Przez kolejne kręgi piekła: od izolatki w więzieniu o zaostrzonym rygorze w Jarosławiu, przez wielodniowy etap na Kołymę i sam pobyt w obozach pracy.</p>
<p>Ginzburg zaczęła spisywać wspomnienia jeszcze na Kołymie. Po odbyciu dziesięcioletniego wyroku została zwolniona z obozu, ale pozbawiona praw obywatelskich i możliwości powrotu na kontynent. Dopiero po śmierci Stalina pisarka doczekała się rehabilitacji. Jej zapiski, w kontekście innych czytanych przeze mnie książek dotykających kwestii stalinowskich czystek, są pozycją bezprecedensową. Po pierwsze ze względu na samą Ginzburg, jakby nie patrzeć dumną posiadaczkę legitymacji partyjnej, sercem i rozumem popierającą Ojca Narodów. Oczywiście do czasu. Jej poglądy ewoluują, czemu, w nader stonowany i elegancki sposób, daje wyraz w „Stromej ścianie”. Co znamienne i  zdaje się również bezprecedensowe – pisarka, pomimo ogromu cierpień jakich doświadczyła, nie potępia swych oprawców w jednoznaczny sposób. Gardzi nimi, ale nie potępia.</p>
<p>Nie mniej dojmujące od gehenny w obozie są wspomnienia z życia po obozie – de facto ograniczającego się do nieśmiałych prób stworzenia zalążków normalności, ciągłego balansowania na granicy tego co dozwolone i surowo zakazane. Teoretycznie jako wolny człowiek, w praktyce obywatel drugiej, a może nawet trzeciej kategorii, pozbawiony możliwości pracy w ukochanym zawodzie, oddzielony od rodziny, żyjący na skraju ubóstwa, w permanentnym poczuciu zagrożenia – czy i kiedy znów aresztują?  A jednak, paradoksalnie zapiski Ginzburg tchnął specyficznym optymizmem. Przywracają  wiarę w ludzką solidarność i dobrą wolę, które nie zanikają nawet w tak podłych i zdehumanizowanych okolicznościach jak pobyt na Kołymie. Zresztą dzięki bezinteresownej dobroci przypadkowych osób Ginzburg w ogóle udało się przetrwać.</p>
<p>Tylko tytuł wydaje mi się idiotycznie przetłumaczony, bo czy istnieją ściany, które nie są strome?</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>„Stroma ściana” Eugenia Ginzburg, przełożył Andrzej Mandalian, Czytelnik, Warszawa 2009, s. 631.</p>
<p><a href="http://rosjawliteraturze.blogspot.com/" target="_blank">Książka przeczytana na potrzeby wyzwania Rosja w literaturze</a></p>
<h5>[z Biblioteki Jagiellońskiej]</h5>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/03/stroma-sciana-eugenia-ginzburg/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>17</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ojciec narodu i gwiazda</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/12/pierwszy-dzien-reszty-zycia-jurij-druznikow/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/12/pierwszy-dzien-reszty-zycia-jurij-druznikow/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 30 Dec 2010 16:42:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bolszaja Rossija]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[Jurij Drużnikow]]></category>
		<category><![CDATA[powieść szpiegowska]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[Stalin]]></category>
		<category><![CDATA[stalinizm]]></category>
		<category><![CDATA[totalitaryzm]]></category>
		<category><![CDATA[Wyzwania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1473</guid>
		<description><![CDATA[Wizyty w bibliotece wprawiają mnie w szczególnie euforyczny stan ducha. Nie inaczej było dziś. Płynąc na fali radości z powodu udanych łowów (2x Wasilij Grossman, 2x Magda Szabo, 1x Richard Yates, 1x Jo Nesbo, którego książki kompletuje niczym wyprawkę, oczywiście &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/12/pierwszy-dzien-reszty-zycia-jurij-druznikow/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wizyty w bibliotece wprawiają mnie w szczególnie euforyczny stan ducha. Nie inaczej było dziś. Płynąc na fali radości z powodu udanych łowów (2x Wasilij Grossman, 2x Magda Szabo, 1x Richard Yates, 1x Jo Nesbo, którego książki kompletuje niczym wyprawkę, oczywiście poszłam po zupełnie inne książki) postanowiłam reaktywować Lekturki.</p>
<p>Gdy mnie tu nie było, byłam albo we Wrocławiu na <a href="http://www.festiwal.portalkryminalny.pl/" target="_blank"><strong>Międzynarodowym Festiwalu Kryminału</strong></a> (z którego relacje pisałam dla Portalu Kryminalnego), albo na przekór zimie wraz z atmosferycznymi przyległościami – w Francji i z powrotem przez Drezno, które między nami mówiąc dużo bardziej ujęło mnie niż Paryż. Po tych wojażach i wariactwach innych zaordynowałam sobie 4 tygodnie <em>dolce far niente</em>. Jak sama nazwa wskazuje w owym okresie nie robiłam nic prócz tego co absolutnie robić musiałam. Wypadł zatem i blog, bo i od niego potrzebowałam oddechu. Zresztą niespecjalnie byłoby o czym pisać, bo i na czytanie nie miałam czasu lub chęci. W czasie absencji ćoś tam jednak przeczytałam:</p>
<p>„Pierwszy dzień reszty życia” Jurija Drużnikowa<br />
„African Psycho” Alaina Mabanckou<br />
„Rafę” Edith Wharton<br />
„Niespokojnego człowieka” Henninga Mankella</p>
<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/12/Pierwszy-dzien-reszty-zycia_Jurij-Druznikow.jpg" rel="lightbox[1473]"><img class="alignleft size-full wp-image-1474" title="Pierwszy-dzien-reszty-zycia_Jurij-Druznikow" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/12/Pierwszy-dzien-reszty-zycia_Jurij-Druznikow.jpg" alt="" width="200" height="321" /></a>Każda z powyższych warta jest wzmianki i o każdej postaram się coś tam sprokurować. Na początek niech będzie Jurij Drużnikow, bo biedaczek najdłużej czeka. Poza tym „Pierwszy dzień reszty życia” przeczytałam z myślą o wyzwaniu Rosja w literaturze, a to obliguje do działania. Tym bardziej, że <strong>powieść Drużnikowa – wypożyczona w ciemno – okazała się lekturą wybitnie zajmującą i po prostu szkoda byłoby o niej tu nie wspomnieć.</strong></p>
<p>Rzecz z gatunku tych gęstych i wielowątkowych, w których <em>bogu-ducha-winny-bohater</em> zostaje wbrew swej woli wciągnięty w nieprawdopodobną i w istocie swej absurdalną intrygę o zasięgu międzynarodowym. Tym bogu-ducha-winnym jest tu Drużnikow we własnej osobie – dysydent, emigrant, wykładowca literatury rosyjskiej na jednym z uniwersytetów w Kalifornii i pisarz, z premedytacją i sporą dozą przewrotności bawiący się konwencją powieści sensacyjno-szpiegowskiej. Z myślą o kolejnej książce pisarz prowadził niezobowiązujące badania na temat Gwiazdy Generalissmusa – odznaczenia, którym towarzysz Stalin sam siebie uhonorował za wygranie II wojny światowej. Wkrótce po tym ślad po Gwieździe zaginął. Nic jednak co tyczy się osoby Stalina nie może być niezobowiązujące, nawet w roku 2005, tym bardziej, że nie tylko Drużnikowa żywo interesują dalsze losy orderu.</p>
<p>Współczesne, sensacyjne w istocie swej, poszukiwania Gwiazdy Generalissmusa w „Pierwszym dniu reszty życia” skonfrontowane są z opowieścią o historii Gwiazdy, a dokładnie opowieścią o Stalinie. Drużnikow poddaje intrygującej analizie stan umysłu zmęczonego, schorowanego despoty. Kreśli intymny portret człowieka bytującego na granicy życia i śmierci, wciąż niepokojący się o swoją pozycję. Nie jest tu krwiożerczym tyranem, a sfatygowanym dziadzią znudzonym koniecznością wielogodzinnego machania do rozentuzjazmowanego tłumu swych „dzieci”. Uwielbienie mas to mało. Wódz wciąż czuł się niedoceniony, zagrożony przez najbliższych współpracowników, Berię i Mołotowa, którzy choć skaczą wokół niego jak małe pieski, to kto wie czy za jego plecami nie spiskują? Stalinowi nie wystarczył tytuł marszałka. Stalin  marzył o czymś znakomitszym, ważniejszym, o tytule generalissimusa od wdzięcznego narodu. A że przy okazji mógł ukręcić międzynarodowy interes i zyskać nowego sojusznika w postaci kuwejckiego szejka? Czemu nie.</p>
<p>Uczynienie ze Stalina bohatera- kontrapunktu dla opowiadanej historii nie jest zabiegiem nowym. Tym samym chwytem posłużył się Anatolij Rybakow w monumentalnej sadze „Dzieci Arbatu”. I tu i tu okazało się to bardzo trafnym rozwiązaniem. Fragmenty ze Stalinem to najbardziej udana część „Pierwszego dnia reszty życia”, ale i tej współczesnej – z pozoru dość chaotycznie nakreślonej – nic zarzucić nie mogę. Jedyne czego mogę sobie życzyć to, to aby częściej trafiać na tak udane powieści: z wartką akcją, suspensem i ironicznym komentarzem do rzeczywistości. Nie tylko rosyjskiej.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5.5 out of 6 stars</p>
<p>„Pierwszy dzień reszty życia” Jurij Drużnikow, przełożył Piotr Fast, W.A.B., Warszawa 2010<br />
<strong>seria <a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank">don Kichot i Sancho Pansa</a></strong></p>
<p>[z Biblioteki Jagiellońskiej]</p>
<p><strong>Książka przeczytana w ramach wyzwania <a href="http://rosjawliteraturze.blogspot.com/" target="_blank">Rosja w Literaturze</a></strong></p>
<p><strong><img class="alignnone" title="Rosja w literaturze" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TFVTKw2z3qI/AAAAAAAAE_w/zp557s3TcIY/S1600-R/maly+baner.jpg" alt="" width="455" height="180" /><br />
</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/12/pierwszy-dzien-reszty-zycia-jurij-druznikow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gdy rozum śpi budzą się paranoje</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/09/sonata-kreutzerowska-lew-tolstoj/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/09/sonata-kreutzerowska-lew-tolstoj/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 27 Sep 2010 19:14:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bolszaja Rossija]]></category>
		<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Stareńkie]]></category>
		<category><![CDATA[klasyka]]></category>
		<category><![CDATA[kolbier]]></category>
		<category><![CDATA[Lew Tołstoj]]></category>
		<category><![CDATA[mizoginizm]]></category>
		<category><![CDATA[morderstwo]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[obsesja]]></category>
		<category><![CDATA[pociąg]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[Wyzwania]]></category>
		<category><![CDATA[XIX wiek]]></category>
		<category><![CDATA[zazdrość]]></category>
		<category><![CDATA[zbrodnia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1424</guid>
		<description><![CDATA[Lew Tołstoj znany był ze swego moralnego rygoryzmu i radykalnych poglądów na życie, religie czy kwestie społeczne, przy czym ten jego radykalizm z biegiem lat coraz bardziej się pogłębiał, niebezpiecznie przybliżając się ku anarchizmowi. Co bardziej obcesowe jednostki powiedziałyby, że &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/09/sonata-kreutzerowska-lew-tolstoj/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/09/sonata_kreutzerowska.jpg" rel="lightbox[1424]"><img class="alignnone size-full wp-image-1425" title="sonata_kreutzerowska" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/09/sonata_kreutzerowska.jpg" alt="" width="198" height="292" /></a></p>
<p>Lew Tołstoj znany był ze swego moralnego rygoryzmu i radykalnych poglądów na życie, religie czy kwestie społeczne, przy czym ten jego radykalizm z biegiem lat coraz bardziej się pogłębiał, niebezpiecznie przybliżając się ku anarchizmowi. Co bardziej obcesowe jednostki powiedziałyby, że Lwowi Nikołajewiczowi na starość pomieszało się w głowie. Naturalnie, jego przemyślenia znajdowały również swe odzwierciedlenie w literaturze – im późniejsza, tym bardziej intensywnie. Doskonale widoczne jest to w <strong>„Sonaty Kreutzerowskiej”</strong> wydanej w serii <a href="http://lekturki.com/tag/koliber/" target="_blank">Koliber</a> (tom 100). Tytułowy utwór z 1889 roku (dwadzieścia lat po „Wojnie i pokoju” i dwanaście po „Annie Kareninie”) zestawiono tu z opowiadaniem „Albert” napisanym trzydzieści lat wcześniej. Oba teksty łączy wątek muzyczny i właściwie nic poza tym. Różnią się od siebie tak diametralnie, że nie sposób pojąć jakim trafem wyszły spod ręki jednego pisarza.</p>
<p>„Albert” to uroczy literacki drobiazg, z ducha nieco przypominający opowieści niesamowite. Tołstoj opowiada historię krótkiej przyjaźni zamożnego kawalera i zapijaczonego acz wybitnie uzdolnionego skrzypka – Alberta &#8211; niegdyś triumfującego w koncertowych salach, teraz bezdomnego menela, który przepił nawet własne skrzypce, a powodem jego społecznej i moralnej degrengolady była, oczywiście, nieszczęśliwa miłość. „Albert” jest stosunkowo wczesnym utworem toteż Tołstoj, miast kategorycznej krytykować, pisze o muzyku w tonacji lirycznej, nawet z pewną dozą czułości. <strong>W zgoła odmienny ton uderza trzydzieści lat później w „Sonacie Kreutzerowskiej”. Dość powiedzieć, że z każdą chwilą miałam coraz większą ochotę, aby </strong><strong>z trzaskiem </strong><strong>zamknąć książkę  i rzucić nią o ścianę. </strong></p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" title="Lew Tołstoj na dwa lata przed śmiercią" src="http://polish.ruvr.ru/data/2010/08/16/1231194782/3Lev%20tolstoy.jpg" alt="" width="460" height="268" /></p>
<p>W szkole uczono i uczulano, że bohaterów nie należy utożsamiać z autorem, ale nawet pobieżnie znając biografie i poglądy hrabiego Tołstoja trudno nie odnieść wrażenia, że sporo przemyśleń wsadzonych w usta Pozdnyszewa pokrywa się z jego osobistymi zapatrywaniami na temat roli kobiety we współczesnym świecie czy może raczej – zgubnych skutków obcowania z kobietami. W uproszczeniu rzec by można, że <strong>„Sonata Kreutzerowska” jest sztandarowym przykładem literatury mizoginistycznej, ale tak radykalne (jako wkurzona kobieta powiedziałabym nawet &#8211; świńskie) poglądy nie wzięły się znikąd. </strong>Tołstoj za młodu, podobnie jak Pozdnyszew, bynajmniej święty nie był. Był natomiast rozpustnikiem. Choć nie znosił tego w sobie, nie mógł oprzeć się powabom kobiet i za to tak ich nie cierpiał, obwiniając niemalże za całe zło świata. Antypatia do kobiet wyczuwalna jest właściwie w każdej z jego monumentalnych powieści (vide choćby głupia niczym źrebię Natasza Rostowa z „Wojny i pokoju”), ale właśnie w „Sonacie Kreutzerowskiej” ulega szczególnej kondensacji. Opowiadanie jest studium zazdrości i obsesji w wydaniu patologicznym. Zazdrości i obsesji, która doprowadziło do zbrodni. Akcja rozgrywa się w ciągu jednej nocy, w pociągu. Współpasażer – ów Pozdnyszew – popijając szatańsko mocną herbatę, spowiada się narratorowi ze swego życia i zguby do jakiej doprowadziła go kobieta. Żadna tam kobieta fatalna. Ot matka dzieciom i jego żona zarazem. Pozdnyszew wmówił sobie, że zdradzała go z ubogim muzykiem i przyznaje, że ją zabił. Z premedytacją, zimną krwią, a mimo to sąd go uniewinnił, a i on post factum nie odczuwa wyrzutów sumienia.</p>
<p>Punktem kulminacyjnym opowiadania jest scena, w której żona i domniemany kochanek, przepełnieni muzyczną pasją, grają sonatę Kreutzerowską Beethovena. Napięcie erotyczne miało między nimi aż  trzaskać, ale czy można uwierzyć na słowo Pozdnyszewowi, temu demonicznemu paranoikowi, radykałowi i sfiksowanemu histerykowi? Myślę, że intencje Tołstoja i mój odbiór „Sonaty Kreutzerowskiej” diametralnie się od siebie różnią.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>„Sonata Kreutzerowska. Opowiadania” Lew Tołstoj, przełożyły Maria Leśniewska i Eleonora Słobodnikowa, Książka i Wiedza, Warszawa 1987</p>
<p><strong>Książka przeczytana w ramach wyzwania <a href="http://rosjawliteraturze.blogspot.com/" target="_blank">„Roja w literaturze”</a></strong></p>
<p><a href="http://rosjawliteraturze.blogspot.com/"><img class="alignnone" title="Rosja w literaturze" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TFVTKw2z3qI/AAAAAAAAE_w/zp557s3TcIY/S1600-R/maly+baner.jpg" alt="" width="410" height="162" /></a></p>
<p>[z biblioteki na Borsuczej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/09/sonata-kreutzerowska-lew-tolstoj/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>17</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czerepne ripadlo</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/08/empire-v-wiktor-pielewin/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/08/empire-v-wiktor-pielewin/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Aug 2010 11:41:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bolszaja Rossija]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[sf]]></category>
		<category><![CDATA[wampir]]></category>
		<category><![CDATA[Wiktor Pielewin]]></category>
		<category><![CDATA[Wyzwania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1387</guid>
		<description><![CDATA[Psst. Słyszycie to? Tak zgrzytają moje zęby na myśl o wampirzych sagach, które jak grzyby po deszczy czy pierwiosnki na wiosnę radośnie objawiają się na półkach księgarni. A jednak przemogłam mą wewnętrzną niechęć i zrobiłam, mały acz znaczący, wyjątek dla &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/08/empire-v-wiktor-pielewin/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/empirev.jpg" rel="lightbox[1387]"><img class="alignleft size-full wp-image-1388" title="Empire V" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/empirev.jpg" alt="" width="200" height="317" /></a>Psst. Słyszycie to? Tak zgrzytają moje zęby na myśl o <em>wampirzych</em> sagach, które jak grzyby po deszczy czy pierwiosnki na wiosnę radośnie objawiają się na półkach księgarni. A jednak przemogłam mą wewnętrzną niechęć i zrobiłam, mały acz znaczący, wyjątek dla <em>wampirzej</em> literatury. Dla kogo? Oczywiście dla <a href="http://lekturki.com/tag/wiktor-pielewin/" target="_blank">Wiktora Pielewina</a> i jego <strong>“Empire V”</strong>.</p>
<p>Niezbyt rozgarnięty pracownik supermarketu – Roma – pewnego dnia spostrzega na płycie chodnikowej ogłoszenie o wielce obiecującej treści. Nie mając zbyt wiele do stracenia podąża w nakazanym kierunku po to, aby trafić do kwatery pewnego tajemniczego jegomościa, który(niespodzianka) wgryza się w szyję oszołomionego chłopaka i natychmiast umiera. Gdy Roma się ocknie będzie już wampirem, a wampiry w Rosji to elita i to taka przez duże e.</p>
<p>Tak zaczyna się „Empire V”, kolejna szaleńcza podróż mojego ulubionego (obok Lwa Tołstoja – wiem zestawienie dość zaskakujące) rosyjskiego pisarza. Jeśli można o nim powiedzieć coś pewnego to, to że wypracował sobie własny, zuchwały, ale i wdzięczny styl. Styl, którego niepodobna pomylić z żadnym innym. Proza Pielewina jest przewrotną i piekielnie inteligentną zabawą z konwencją oraz językiem. Intertekstualnymi igrzyskami. Mieszanką kultury współczesnej z dawną, tą z intelektualnych wyżyn z popularną czy, jak kto woli niską, wschodu z zachodem, mitologii z dyskursem akademickim i nade wszystko rosyjskimi realiami, co po przepracowaniu przez (nie bójmy się tego słowa!) wybujałą wyobraźnię pisarza daje co najmniej interesujące i nie rzadko bardzo zabawne efekty.</p>
<p>Na najbardziej podstawowym poziomie znaczeń „Empire V” jest czymś w rodzaju transgresywnej powieści rozwojowej. Pielewin, podobnie jak w poprzednich powieściach, skupia się na zmaganiach swojego samotnego i poniekąd wyobcowanego bohatera z otaczającą go rzeczywistością, choć tu od zmagań ważniejszych będzie jednak proces dojrzewania. Fabułę „Empire V”  tworzą kolejne etapy wtajemniczania w <em>wampirzy</em> świat, rozpoznawanie jego wewnętrznych uwarunkowań, filozofii i zależności. Kąsanie &#8211; owszem, jest, ale to właściwie jedyny wampirzy atrybut z całego szeregu kulturowych przyległości. Innymi słowy – zero czosnku i osikowych kołków. Pielewin z sobie znaną nonszalancją skupił się na kreacji świata alternatywnego, z pozoru niesamowitego w gruncie rzeczy silnie zakorzenionego w rosyjskiej współczesności i jednocześnie będącego zgryźliwym komentarzem do niej. Nie trzeba zresztą zbytnio wysilać mózgownicy i być biegłym rosjanoznawcą by wlot złapać kogo symbolizują Pielewinowskie wampiry.</p>
<p>Zakończenie zaskakuje, zresztą całą powieść czyta się wyśmienicie, aczkolwiek – jeśli wolno mi cokolwiek zasugerować – frasunek i przegrzane zwoje mózgowe nie sprzyjają lekturze Pielewina. W podobnym stanie ducha próbowałam przebrnąć  przez „Empire V” rok temu i po jakiś 50 stronach powieść wylądowała z powrotem na półce.  Cieszę się, że jednak do niej wróciłam.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5.5 out of 6 stars</p>
<p>„Empire V” Wiktor Pielewin, przełożyła Ewa Rojewska-Olejarczuk, W.A.B., Warszawa 2008</p>
<p><strong>Seria <a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank">dok Kichot i Sancho Pansa</a></strong></p>
<p style="text-align: center;">Książka przeczytana w ramach wyzwania <a href="http://rosjawliteraturze.blogspot.com/" target="_blank">„Roja w literaturze”</a><br />
<a href="http://rosjawliteraturze.blogspot.com/" target="_blank"><img class="alignnone" title="Rosja w literaturze" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TFVTKw2z3qI/AAAAAAAAE_w/zp557s3TcIY/S1600-R/maly+baner.jpg" alt="" width="410" height="162" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/08/empire-v-wiktor-pielewin/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>31</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Arystokraci muszą zginąć [Pokonani - I. Gołowkina]</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/04/pokonani-irina-golowkina/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/04/pokonani-irina-golowkina/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 02 Apr 2010 21:04:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bolszaja Rossija]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[arystokracja]]></category>
		<category><![CDATA[epopeja]]></category>
		<category><![CDATA[Irina Gołowkina]]></category>
		<category><![CDATA[rewolucja]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[stalinizm]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1222</guid>
		<description><![CDATA[„Pokonani” mnie nie pokonali, choć nie powiem abym chwil zwątpienia nie miała. Na szczęście ostatnie dwieście stron tej niemalże dziewięćset stronicowej powieści rekompensuje trudy przedzierania się w pocie czoła, z maczetą i dużym zasobem cierpliwości, przez siedemset pozostałych. Dzieło Iriny &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/04/pokonani-irina-golowkina/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/04/pokonani.jpg" rel="lightbox[1222]"><img class="alignleft size-full wp-image-1223" title="Pokonani" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/04/pokonani.jpg" alt="" width="185" height="300" /></a>„Pokonani” mnie nie pokonali, choć nie powiem abym chwil zwątpienia nie miała. Na szczęście ostatnie dwieście stron tej niemalże dziewięćset stronicowej powieści rekompensuje trudy przedzierania się w pocie czoła, z maczetą i dużym zasobem cierpliwości, przez siedemset pozostałych.</p>
<p style="text-align: justify;">Dzieło Iriny Gołowkiny &#8211; wnuczki Mikołaja Rymskiego–Korsakowa, która w wyniku sowieckich czystek straciła męża – byłego carskiego oficera i syna, nie jest powieścią wybitną ani nawet bardzo dobrą, ale z pewnością interesującą i wartościową. Przez dziesięciolecia skazane na nieoficjalny obieg, wydane dopiero po śmierci Gołowkiny, wciąż przeraża i frapuje. Autorka podobno zarzekała się, że w „Pokonanych” nie ma ani jednego zmyślonego faktu i właśnie ten wstrząsający realizm i tragizm ujętych w niej wydarzeń jest najmocniejszą stroną książki. To porażający opis mechanizmów działania państwa totalitarnego, rozpisanego na liczne akty konsekwentnego procesu unicestwiania, nagonki widzianej z perspektywy zająca &#8211; elementu wrogiego klasowo. Gołowkina z rozmachem portretuje gehennę arystokracji w rządzonej przez bolszewików Rosji. Ci którzy po rewolucji październikowej nie zdołali lub nie chcieli wyemigrować, skazani byli na społeczną degradację i ostracyzm, donosy i skrajne ubóstwo, ale, jak przekonuje pisarka,  było to niczym w zestawieniu z psychicznym terrorem jakim poddawano ex-arystokratów. Czujne oko policji politycznej GPU nieustannie lustrowało robaczywe środowiska, poszukując elementów kontrrewolucyjnych i wrogich klasowo, a jeśli nie wrogich to chociażby podejrzanych.</p>
<p style="text-align: justify;">W Rosji lat trzydziestych dwudziestego wieku de facto każdy był podejrzany, a już zwłaszcza jeśli miał cokolwiek wspólnego z poprzednim ustrojem. Tacy są bohaterowie powieści Gołowkiny: zdeklasowani arystokraci i zbolali patrioci, stłoczeni w zagraconych pokojach, bezrobotni i bez prawa do pracy, żyjący z wyprzedawania porcelany i rodowych precjozów, wciąż tkwiący na straży, zawzięcie tępionych przez sowietów, dawnych obyczajów i tradycji. Co zaskakuje i poniekąd irytuje w „Pokonanych” to duma i egzaltacja postaci, które nie potrafią poradzić sobie z nową rzeczywistością. Nieporadni, zagubieni, zastraszeni. Jawnie wyszydzani przez nowych sowieckich obywateli, bezsilni wobec ich postępującego moralnego rozkładu i zbydlęcenia. Są przegrani, boleśnie nieżyciowi dlatego skazani na klęskę – w najlepszym wypadku los zesłańca. Choć nie, w „Pokonanych” nie ma lepszych lub gorszych rozwiązań – wszystkie są tak samo tragiczne.</p>
<p style="text-align: justify;">Powieści szkodzi nadmierna czułostkowość Gołowkiny, która, owszem, pisze sugestywnie i w odpowiednio posępnym tonie, ale i też okrutnie schematycznie i płaczliwie. Jej świat jest niemalże doskonale czarno biały. Postaci dzielą się na dobrych białogwardzistów i okrutnych czerwonoarmistów, szlachetnych arystokratów i zbydlęconych komunistów i, co istotne, nie ewoluują – wciąż są tak samo naiwne, butne i wrażliwe. Na przykład takie dwie wesołe i zatrważająco lekkomyślne istoty &#8211; Lela i Asia -  mentalnie wcale nie takie dalekie kuzynki Nataszy Rostowej z „Wojny i pokoju”, dobrodusznie naiwne i głupiutkie niczym źrebięta, bezwiednie galopują przez sowiecką codzienność, ale gdy sytuacja zmusi je do błyskawicznego dojrzenia &#8211; na refleksje będzie już za późno. Przypadek Wiaczesława Konoplannikowa – zapalonego komsomolca i wyznawcy idei komunistycznych, który w toku powieści, rzec by można, nawraca się na praworządność – tylko podkreśla romantyczny wydźwięk powieści Gołowkiny. Jeśli ktoś jest w „Pokonanych” zły to takim już pozostanie.</p>
<p style="text-align: justify;">Wydawca porównał „Pokonanych” do „Przeminęło z wiatrem”, ale nie jest to chyba najtrafniejsze zestawienie. Odpowiedniejszy byłby <a href="http://lekturki.com/2009/11/doktor-zywago-borys-pasternak/" target="_blank">„Doktor Żywago”</a>, choć Gołowkina nie ma nawet połowy literackiego talentu Borysa Pasternaka. Jeszcze lepszy byłby wstrząsający cykl „Dzieci Arbatu” Anatolija Rybakowa, ale przy tej wielowątkowej panoramie Rosji doby stalinowskiego terroru, nadmiernie emocjonalna powieść Gołowkiny wypada niczym rozwlekłe utyskiwania ubogiej arystokratki ze skłonnością do pokątnego popłakiwania nad marnością losu swego.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>[„Pokonani” Irina Gołowkina, przełożyła Jadwiga M. Jędrzejewska, Czytelnik, Warszawa 1996]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/04/pokonani-irina-golowkina/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Doktor Żywago&#8221; Borys Pasternak</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/11/doktor-zywago-borys-pasternak/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/11/doktor-zywago-borys-pasternak/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Nov 2009 21:38:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bolszaja Rossija]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Borys Pasternak]]></category>
		<category><![CDATA[Nobel]]></category>
		<category><![CDATA[rewolucja]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[totalitaryzm]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>
		<category><![CDATA[ZSRR]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1100</guid>
		<description><![CDATA[Przeczytałam „Doktora Żywago” (wpis długi, chaotyczny i bardzo osobisty) To truizm, ale jest tak, że jeśli w pewnym wieku nie przeczyta się pewnych książek, później jest coraz trudniej zebrać się w sobie i do nich wrócić. Tak zwana proza życia &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/11/doktor-zywago-borys-pasternak/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-medium wp-image-1101" title="Doktor Żywago Borys Pasternak" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/11/Doktor-Zywago_Borys-Pasternak-206x300.jpg" alt="Doktor Żywago Borys Pasternak" width="206" height="300" />Przeczytałam <strong>„Doktora Żywago”</strong> (wpis długi, chaotyczny i bardzo osobisty)</p>
<p style="text-align: justify;">To truizm, ale jest tak, że jeśli w pewnym wieku nie przeczyta się pewnych książek, później jest coraz trudniej zebrać się w sobie i do nich wrócić. Tak zwana proza życia nie motywuje ani tym bardziej nie ułatwia zgłębiania twórczości klasyków literatury, a biedny człowiek wciąż tylko goni w piętkę. Znajoma mojej mamy z rozrzewnieniem wspomina mroki stanu wojennego, bo właśnie wtedy w końcu znalazła czas na przeczytanie wszystkich siedmiu części „W poszukiwaniu straconego czasu” Prousta. Poza nią i paroma osobami, które twórczość Prousta znać muszą, nie znam nikogo kto znalazł czas i chęci, aby przeczytać całego Prousta dobrowolnie i dla własnej satysfakcji, ale nie o recepcji Marcela pisać miałam.</p>
<p style="text-align: justify;">Miałam o „Doktorze Żywago” &#8211;  monumentalnym literackim fresku Borysa Leonidowicza Pasternaka, od lat jednej z najważniejszych pozycji na mojej liście do-koniecznego-przeczytania. Książce, którą bardzo chciałam wreszcie poznać i której w pewnym stopniu się obawiałam, podświadomie omijałam wynajdując jakieś mgliste wykręty, że jeszcze nie ten czas, że pora roku nieodpowiednia, że moje wydanie się rozkleja w palcach, że czcionka za mała itp. Zresztą „Doktor Żywago” nie jest powieścią zdatną do czytania ot tak sobie w tramwaju czy w kolejce do lekarza. Pasternak wymaga całkowitego czytelniczego poddaństwa, maksymalnego skupienia i uwagi. Jego dziełu trzeba się w pewnym sensie ofiarować, bo tylko wówczas lektura ma sens. Jeśli, tak zwany, <em>znój codzienności</em> zbytnio cię absorbuję – nawet nie zaczynaj. Szkoda twojego czasu i prozy Pasternaka, której walorów i piękna nie będziesz w stanie docenić.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="alignright" style="margin-left: 10px; margin-right: 0px;" title="Doktor Żywago Davida Leana" src="http://www.kdc.pl/pub/mm/img/220/309682.jpg" alt="" width="158" height="217" />Ale to ciągłe odkładanie lektury „Doktora Żywago” miało jeszcze jeden powód – obawę przed nieuchronną konfrontacją książki z <a href="http://www.filmweb.pl/f31892/Doktor+%C5%BBywago,1965" target="_blank">ekranizacją Davida Leana z 1965 roku</a>, bałwochwalczo przeze mnie uwielbianą i, choć widziałam ją wiele razy, wciąż nieodmiennie i tak samo mnie wzruszającą. Paradoksalnie wizja Leana (i Nicolasa Roega, który jest autorem wspaniałych zdjęć) w pewnym stopniu ukształtowała moje wyobrażenie na temat wyglądu Rosji, a cały dowcip polega zaś na tym, że żadnej sceny nie nakręcono w Rosji. „Doktora Żywago” kręcono bowiem w Hiszpanii, Finlandii i Kanadzie, a jednak na hasło „zima w Rosji” natychmiast pojawia mi się przed oczami obrazek <a href="http://www.filmmusic.pl/images/covers/arty/zhivago4.jpg" rel="lightbox[1100]" target="_blank"> tonącego w śniegu Warykina</a>, zasypanego <a href="http://21.media.tumblr.com/tumblr_kpbtdaxIBf1qzdvhio1_500.jpg" rel="lightbox[1100]" target="_blank">salonu tamtejszego dworku</a> albo pociągu <a href="http://www.seanmichaelragan.com/img/strelnikovs_train_03.png" rel="lightbox[1100]" target="_blank">Strelnikowa</a>. Ot magia srebrnego ekranu, ale znów zboczyłam z tematu.</p>
<p style="text-align: justify;">Spodziewałam się, że romantyczna interpretacja losów Jurija, Toni i Lary a’la David Lean będzie różna od literackiego pierwowzoru, a jednak zaskoczyło mnie, że oba dzieła różnią się aż tak bardzo, a odmienność ta bynajmniej żadnego z nich w mych oczach nie deprecjonuje. Film Leana to melodramat z wszystkimi wadami i zaletami tego gatunku. Jest zatem wzruszający (a nawet łzawy), pełen wzniosłych uczuć i gorących afektów, dramatycznych zwrotów akcji, które prowadzą ku, nieuchronnie rozdzierającemu, finałowi. Nad pasternakowskimi bohaterami wisi fatum niczym mityczny miecz Damoklesa, Larze i Juriemu nigdy nie będzie dane żyć razem i to jest de facto jedyny punkt tak mocno akcentowany przez obu autorów, tyle że każdy z nich uczynił z owego fatum nieco inny użytek.</p>
<p style="text-align: justify;">Oczywiście mityczny miecz Damoklesa nie ma nic wspólnego ze starożytnością, zemstą bogów czy innymi nadprzyrodzonymi czynnikami. Przybiera zupełnie namacalną postać bolszewika, rewolucjonisty, który z czerwonym sztandarem zawłaszcza, depcze i niszczy carską Rosję w każdym jej przejawie i tak jak w filmie Leana rewolucja jest przede wszystkim efektownym tłem dla burzliwej miłości, u Pasternaka &#8211; główną bohaterką tego epickiego fresku, ukazaną poprzez pryzmat losów pojedynczego człowieka, który na swe nieszczęście był wrażliwym poetą i inteligentem, a ówczesna władza nie sprzyjała zwłaszcza nieskorym do współpracy indywidualistom.</p>
<p style="text-align: justify;">Na początku zaskoczyła mnie mnogość drugo- a nawet trzecioplanowych postaci znikających równie niepostrzeżenie, jak się pojawiały, nie wpływając w znaczący sposób na rozwój akcji, która aż do samego końca lawirować będzie wokoło historycznych wydarzeń, od czasu do czasu zatrzymując się przy nich na dłużej. Bez trudu można sie w tej pasternakowskiej mnogości zagubić, nie łatwo jest się przez nią przebić, zresztą rozdrobniona, dynamiczna narracja nie ułatwiają odbioru. Tyle pierwszego wrażenie, bo „Doktor Żywago” wiele zyskuje przy uważnej, skrupulatnej rzec by można, lekturze. W tą opowieść trzeba się wgryźć, wgłębić po to, aby móc w pełni chłonąć jej mroźny klimat i bolesną dramaturgię.</p>
<p style="text-align: justify;">Uderzającą cechą Juriego Żywagi jest brak jakichkolwiek przejawów buntu, w pełni świadoma akceptacja cierpienia, bo lepiej cierpieć niż zachować się niehonorowo i próbować ratować swój los w sposób nieszlachetny, nie licujący z własnymi przekonaniami. Juri pasywne poddaje się swemu fatum czy może raczej woli bożej, jako że „Doktor Żywago” jest powieścią głęboko chrześcijańską. Co interesujące, Pasternak kategorycznie nie odrzuca rewolucji, zdaje się być nią zafascynowany i przerażony zarazem. Znakomicie sportretował mechanizmy rewolucyjnej władzy, systemu, który w imię idei szerzy zniszczenie, pożera własne dzieci, odbiera wolność, zastrasza, niszczy indywidualizm i tłamsi, a po to, aby utrzymać naród w szachu.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>Przeczucie wyzwolenia unosiło się w powietrzu przez wszystkie powojenne lata i stanowiło ich jedyną historyczną treść – </em>kończył „Doktora Żywago” Borys Pasternak. On sam nie doczekał wolności. Po opublikowaniu we Włoszech dzieła swego życia, stał się ofiarą zorganizowanej nagonki. Zarzucano mu między innymi zdradę komunistycznych ideałów, a powieść okrzyknięto mianem antyradzieckiej. W 1958 roku zmuszony był odmówić przyjęcia Literackiej Nagrody Nobla. Pasternak bał się, że wyjazd do Sztokholmu zamknie mu drogę powrotną do ojczyzny. Zmarł dwa lata później.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p style="text-align: justify;">[„Doktor Żywago” Borys Pasternak, Wydawnictwo Literackie Muza, Warszawa 2004]</p>
<p style="text-align: justify;">Teraz najwyższa pora zacząć myśleć o przeczytaniu „Czarodziejskiej góry” :-)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/11/doktor-zywago-borys-pasternak/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>25</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Transsiberian&#8221; (2008) reż. Brad Anderson</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/11/transsiberian-2008-rez-brad-anderson/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/11/transsiberian-2008-rez-brad-anderson/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 24 Nov 2008 16:45:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Filmy]]></category>
		<category><![CDATA[Brad Anderson]]></category>
		<category><![CDATA[pociąg]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[Syberia]]></category>
		<category><![CDATA[thriller]]></category>
		<category><![CDATA[zima]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=535</guid>
		<description><![CDATA[Wedle życzenia i trochę dla odmiany dziś będzie o filmie. Filmie, który idealnie wpisuje się w mój kanon zimowego kina. Inspiracji dostarczyły mi śnieżne zaspy za oknem, bowiem, podobnie jak Chihiro, uważam, że czytaniu/ oglądaniu trzeba pomagać i pewne (nazwijmy &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/11/transsiberian-2008-rez-brad-anderson/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/11/transsiberian2008pe5.jpg" rel="lightbox[535]"><img class="alignleft size-medium wp-image-1219" title="transsiberian2008pe5" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/11/transsiberian2008pe5-205x300.jpg" alt="" width="205" height="300" /></a>Wedle życzenia i trochę dla odmiany dziś będzie o filmie. Filmie, który idealnie wpisuje się w mój kanon zimowego kina. Inspiracji dostarczyły mi śnieżne zaspy za oknem, bowiem, podobnie jak Chihiro, uważam, że czytaniu/ oglądaniu trzeba pomagać i pewne (nazwijmy je) produkty kultury dużo tracą, jeśli obcujemy z nimi w czasie nieodpowiedniej pory roku. Myślę sobie, że <a href="http://www.filmweb.pl/f32581/Fanny+i+Aleksander,1982" target="_blank">„Fanny i Alexander”</a> (ba, cały Bergman) albo <a href="http://www.filmweb.pl/f31892/Doktor+%C5%BBywago,1965" target="_blank">„Doktor Żywago”</a> (w wersji Davida Leana z 1965 roku) – moje dwa najbardziej ukochane filmy zimowe – utraciłyby przynajmniej połowę swego czaru, gdybym nie oglądała ich w okresie świąt bożego narodzenia. I podobnie rzecz się ma z <a href="http://www.filmweb.pl/f326488/Transsiberian,2008" target="_blank"><strong>„Transsiberian”</strong></a> – filmem z akcją umiejscowioną w pociągu przemierzającym zasypaną śniegiem Rosję.</p>
<p>Pokuszę się w tym miejscu o pewną dygresję, jako że pociąg jest jednym z moich ulubionych miejsc rozgrywania akcji, żeby tylko wymienić takie tytuły, jak <a href="http://pozdrowienia.z.moskwy.filmweb.pl/" target="_blank">„Pozdrowienia z Rosji”</a>, <a href="http://polnoc.polnocny.zachod.filmweb.pl/" target="_blank">„Północ – północny zachód”</a>, <a href="http://bilety.filmweb.pl/" target="_blank">„Bilety”</a> czy <a href="http://starsza.pani.znika.filmweb.pl/" target="_blank">„Zniknięcie starszej damy”</a> albo mistrzowski <a href="http://www.filmweb.pl/f8718/Poci%C4%85g,1959/recenzje?review.id=6558" target="_blank">„Pociąg” Jerzego Kawalerowicza</a> z nieodżałowanym Zbyszkiem Cybulskim (film, który zainspirował mnie do tego stopnia, że postanowiłam pojechać pociągiem na Hel i daruję sobie opis mego rozczarowania, gdy okazało się, że już nie wysiada się prosto na plażę). Od teraz do tego zacnego grona dołączył również film Brada Andersona.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://farm4.static.flickr.com/3296/3056405190_09b2a13295_o.jpg" rel="lightbox[535]"><img class="aligncenter" title="Transsyberian 1" src="http://farm4.static.flickr.com/3296/3056405190_09b2a13295_o.jpg" alt="" width="487" height="164" /></a></p>
<p>Zaczyna się bardzo niepozornie. Przeciętne amerykańskie małżeństwo wyrusza z Pekinu w podróż koleją transsyberyjską. 6 dni w pociągu to bardzo dużo, zwłaszcza w pociągu z arogancką i niekomunikatywną obsługą, z zepsutym klozetem i do tego w sercu skutej lodem rosyjskiej głuszy. Jessie jest nawróconą grzesznicą, Roy dobrodusznym naiwniakiem w złotych okularach. W pociągu poznają ekscytującą parę – Hiszpana i młodziutką Amerykankę, dziwnych ludzi z tajemniczą przeszłością. Carlos fascynuje Jessie, swoją nieuczesaną naturą, która przypomina jej burzliwą młodość. I pewnie dalej jechaliby sobie przez Syberię, flirtując i popijając czaj, gdyby w czasie postoju w Irkucku nie zaginął Roy. Od tej chwili akcja przyspiesza i z obyczajowego ple ple przeradza się w trzymający w napięciu thriller, którego nie powstydziłby się mistrz gatunku &#8211; Alfred Hitchcock. Zniknięcie Roya uruchamia bowiem całą lawinę dramatycznych i przerażających wydarzeń, a towarzyszące widzowi od samego początku niczym niepoparte przeczucie, że coś się święci, od teraz przybiera jak najbardziej namacalną formę.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://farm4.static.flickr.com/3177/3056405152_f7bd17c04b_o.jpg" rel="lightbox[535]"><img class="aligncenter" title="Transsyberian 2" src="http://farm4.static.flickr.com/3177/3056405152_f7bd17c04b_o.jpg" alt="" width="487" height="165" /></a></p>
<p>Brad Anderson odwalił kawał świetnej roboty. Nie jest łatwo mnie wystraszyć, ale oglądając „Transsiberian” autentycznie się bałam. Nie byłam w stanie wypracować dystansu względem postaci, przeżywałam każde ich posunięcie. Wynikało to nie tylko z sugestywnej atmosfery, która z każdą minutą się zagęszcza, ale również z faktu, że reżyser buduje napięcie wychodząc od najbardziej pierwotnych lęków: potrzeby bezpieczeństwa, poczucia alienacji, zagubienia w obcej, nieprzychylnej rzeczywistości oraz niemożności porozumienia.</p>
<p>Krzywdzące byłoby określenie„Transsiberian” prostym (niczym konstrukcja cepa) kinem akcji, bo choć sensacyjna intryga stanowi główną oś fabuły, jest to film wielowymiarowy, dający sporo do myślenia, ze świetnie skonstruowanymi i zagranymi postaciami. Andersona interesują moralna dwuznaczność postępowania, nierozstrzygalne dylematy, wybory, których nikt nie chciałby podejmować. W tle przemyka nieprzewidywalna Rosja – zimna, tajemnicza, biedna i niepokojąca. To mocne kino, które na długo pozostaje w pamięci. I wciska w fotel.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5.5 out of 6 stars</p>
<p>Tylko błagam – następnym razem nie pozwólcie Benowi Kingsleyowi mówić po rosyjsku.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/11/transsiberian-2008-rez-brad-anderson/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Ludowy akt miłości” James Meek</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/09/ludowy-akt-milosci-james-meek/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/09/ludowy-akt-milosci-james-meek/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 09 Sep 2008 20:24:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[James Meek]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>
		<category><![CDATA[zima]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=439</guid>
		<description><![CDATA[James Meek popełnił (a używam tego określenia z premedytacją) powieść zawiesistą, przytłaczającą nadmiarem opisów, właściwie nadmiarem słów w ogóle. Zgłębiającą ciemne zakamarki ludzkiej natury. Mroczną, jak syberyjska zima, w czasie której rozgrywa się wątłą, wręcz przeciekającą między palcami, akcja &#8222;Ludowego &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/09/ludowy-akt-milosci-james-meek/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/09/ludowy.jpg" rel="lightbox[439]"><img class="alignleft alignnone size-medium wp-image-432" style="float: left;" title="Ludowy akt miłości" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/09/ludowy-193x300.jpg" alt="" width="193" height="300" /></a>James Meek popełnił (a używam tego określenia z premedytacją) powieść zawiesistą, przytłaczającą nadmiarem opisów, właściwie nadmiarem słów w ogóle. Zgłębiającą ciemne zakamarki ludzkiej natury. Mroczną, jak syberyjska zima, w czasie której rozgrywa się wątłą, wręcz przeciekającą między palcami, akcja <a href="http://www.wab.com.pl/index.php?id=7&amp;bid=519" target="_blank"><strong>&#8222;Ludowego aktu miłości&#8221;</strong></a>.</p>
<p>Przebrnięcie przez powieść Meeka zajęło mi niemal tydzień. Obyło się bez szczególnego entuzjazmu za to z umiarkowanym zainteresowaniem wobec kolejnych meandrów fabuły. Nie dlatego, że &#8222;Ludowy akt miłości&#8221; (skądinąd nominowany do Nagrody Bookera w 2005 roku) jest literacko ułomny. Nie. Powód jest zgoła odmienny.</p>
<p>James Meek nie ukrywa swej fascynacji Rosją. Ujawnia się ona zresztą w co drugim zdaniu. Meek wszedł w skórę rodowitego Rosjanina i pisze tak, jakby nie był londyńczykiem, a człowiekiem wschodu. &#8222;Ludowy akt miłości&#8221; dzięki temu jest powieścią wolną od kulturowego skrzywienia. Spojrzenia obywatela zachodu, który bądź to nad wszystkim dziwuje, bądź filtruje zastany świat poprzez swój (zachodni) światopogląd. Meek niczemu się nie dziwi, bliższa jest mu raczej postawa zaintrygowanego obserwatora. &#8222;Ludowy akt&#8230;&#8221; jest bardziej rosyjski niż niejedno rosyjskie dzieło, co w mym odczuciu wcale nie jest zaletą.</p>
<p>Historię opowiedzianą w powieści bez trudu można podsumować w kilku zdaniach i de facto trudno uwierzyć, że groteskowa rzeczywistość, w której obracają się postaci nie jest wytworem pisarskiej fantazji autora, a opowieścią snutą na kanwie autentycznych wydarzeń.<br />
<img class="alignright" style="float: right;" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/09/people.jpg" alt="" width="128" height="195" />W 1919 roku do okupowanej przez garstkę czeskich żołnierzy, mieściny w samym sercu syberyjskiego pustkowia, przybywa samotny wędrowiec &#8211; uciekinier z kolonii karnej. Pojawienie się mężczyzny ożywia skostniałą społeczność. Budzi niepokój zarówno pośród okupantów, jak i rdzennych mieszkańców &#8211; członków prawosławnej sekty skopców, żywych aniołów, którzy uwierzyli, że poprzez kastrację (i spalenie &#8222;kluczy do piekła&#8221;, jak nazywali genitalia) zyskają zbawienie. W &#8222;Ludowym akcie&#8230;&#8221; mnóstwo jest pozorów. Każda postać ukrywa się za maską, a konieczność życia wbrew sobie w ciągłym kłamstwie czyni z bohaterów powieści Meeka jedne ze smutniejszych postaci w literaturze. Uwiązane do swych nieprawdziwych wizerunków, zniewolone ukrytymi pragnieniami.</p>
<p>Jednak &#8222;Ludowy akt miłości&#8221; to przede wszystkim opowieść o różnych obliczach fanatyzmu. Zarówno religijnego, jak i politycznego. To także powieść o sile poświęcenia. Myślę sobie, że czytelnicy lubujący się w dostojewszczyźnie, po lekturze książki Jamesa Meeka powinni poczuć się ukontentowani. Ja jednak do grona &#8222;dostojomaniaków&#8221; się nie zaliczam, w związku z czym &#8222;Ludowy akt miłości&#8221; wspominam z dość mieszanymi uczuciami, jako interesującą, ale nie porywającą powieść o Rosji.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 3 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/09/ludowy-akt-milosci-james-meek/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Mały palec Buddy” Wiktor Pielewin</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/07/maly-palec-buddy-wiktor-pielewin/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/07/maly-palec-buddy-wiktor-pielewin/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 Jul 2008 15:06:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bolszaja Rossija]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[Wiktor Pielewin]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=286</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiaj słów kilka o Wiktorze Pielewinie. Dawno nie czytałam żadnej prawdziwie rosyjskiej książki. Owszem trafiło się kilka o Rosji, ale literatura z samego Imperium samoistnie poszła w odstawkę, przez co zapomniałam jak bardzo ją lubię, więc gdy napatoczył mi się &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/07/maly-palec-buddy-wiktor-pielewin/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dzisiaj słów kilka o <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Wiktor_Pielewin" target="_blank"><strong>Wiktorze Pielewinie</strong></a>.</p>
<p>Dawno nie czytałam żadnej prawdziwie rosyjskiej książki. Owszem trafiło się kilka o Rosji, ale literatura z samego Imperium samoistnie poszła w odstawkę, przez co zapomniałam jak bardzo ją lubię, więc gdy napatoczył mi się &#8222;<a href="http://www.wab.com.pl/index.php?id=7&amp;bid=240" target="_blank"><strong>Mały palec Buddy</strong></a>&#8221; w duchu z radości po trzykroć przyklasnęła, bo: po pierwsze nadrobię zaległości w Pielewinie, po drugie odświeżę sobie znajomość z Rosją, po trzecie (wynikające z pierwszego) będę mogła na blogasku swym wysmażyć jakiś piękny pean ku czci jego twórczości, którą wielce sobie cenię (choć nie bezkrytycznie). Co też niniejszym w tym miejscu mam zamiar uczynić.</p>
<p>Wiktor Pielewin to typ osobnika obok, którego nie sposób przejść obojętnie. Starczy przyjrzeć się jego <a href="http://images.google.pl/images?client=firefox-a&amp;rls=org.mozilla%3Apl%3Aofficial&amp;hl=pl&amp;q=%D0%92%D0%B8%D0%BA%D1%82%D0%BE%D1%80+%D0%9E%D0%BB%D0%B5%D0%B3%D0%BE%D0%B2%D0%B8%D1%87+%D0%9F%D0%B5%D0%BB%D0%B5%D0%B2%D0%B8%D0%BD&amp;btnG=Szukaj+obraz%C3%B3w&amp;gbv=2" target="_blank">konterfektom</a> &#8211; gdybym po zmierzchu spotkała kogoś z taką aparycją przypuszczalnie czmychnęłabym gdzie pieprz rośnie. Na szczęście, prawdopodobieństwo naszego tete-a-tete jest bliskie zeru, dzięki czemu mogę się skupić na walorach literackich. W moim prywatnym rankingu bowiem, Pielewin plasuje się w pierwszej dziesiątce najlepszych pisarzy, aczkolwiek doskonale zdaję sobie sprawę, że dla czytelników nie gustujących w &#8222;takich&#8221; klimatach jego twórczość może okazać się postmodernistycznym bełtem. Pielewin bynajmniej nie jest pisarzem łatwym w odbiorze, ale z obcowania z jego prozą można czerpać całe mnóstwo przyjemności &#8211; pod warunkiem, że na siłę nie będzie się doszukiwać sensu. Świat Pielwina bowiem rządzi się specyficzną (a)logiką sytuującą się gdzieś pomiędzy popkulturą, czymś co uchodzi za współczesną kulturę wysoką, poetyką science- fiction oraz szeroką gamą stricte rosyjskich paradoksów tudzież absurdów  i o dziwo to wszystko ze sobą ładnie współgra. Oczywiście jeśli na siłę nie będziemy się doszukiwać sensu. Bo i tak się go nie znajdzie ;)</p>
<p>Pielewin nie pisze po bożemu. Pielewin pisze po swojemu, pod włos, kontrowersyjnie i zawadiacko, ale bez narracyjnych bajerów i silenia się na oryginalność. Ma swój niezwykle wyrazisty styl, który wyróżnia go na tle współczesnych prozaików. Potrafi czerpać pełnymi garściami motywy z kultury współczesnej, po to aby je wymiędlić, doprawić dużą ilością ironii i absurdu, a następnie wypluć. Co i rusz z lubością uciera nosa wszystkim tym, którzy wykazują skłonność do nadmiernego go zadzierania (tak jak na przykład francuscy filozofowie). Poza tym Pielewin jest urodzonym ironistą, a ja uwielbiam wyrafinowaną ironię, więc i jego też wielbić muszę. Co też czynię, zwłaszcza po lekturze <a href="http://www.wab.com.pl/index.php?id=7&amp;bid=479" target="_blank"><strong>&#8222;Świętej księdze wilkołaka&#8221;</strong></a>, IMHO najlepszej powieści, którą dotąd popełnił, przy czytaniu, której obśmiałam się, jak norka.</p>
<p><img class="alignright alignnone size-full wp-image-287" style="float: right;" title="Mały palec Buddy" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/07/piel.jpg" alt="" width="180" height="261" />&#8222;Mały palec Buddy&#8221;, pierwsza &#8222;pełnometrażowa&#8221; powieści Pielewina (wcześniej wydał dwa tomy opowiadań), jest książką dojrzałą i przemyślaną. Akcja rozgrywa się równocześnie na trzech płaszczyznach: w 1918 roku, w oddziale dowodzonym przez Czapajewa, współcześnie w psychuszce oraz w świecie wizji pacjentów tejże psychuszki (w mej opinii najlepsze fragmenty &#8222;Małego palca…&#8221;, kwintesencja &#8222;Pielewinizmu&#8221; mieniącego się wyrafinowaną ironią oraz purnonsensowym humorem). Wojenną zawieruchę i współczesność spina postać Piotra Pusto &#8211; rewolucyjnego poety, którego Czapajew ściąga na front jako swego komisarza i który (zabrzmi to kuriozalnie) w tym samym czasie, ale kilkadziesiąt lat później jest poddawany eksperymentalnej terapii w zakładzie psychiatrycznym. Pielewin tak zręcznie przeplata obie (nawiasem mówiąc groteskowe do cna) płaszczyzny, że do końca nie wiadomo, która jest bardziej prawdziwa, tym bardziej, że żadna na taką nie wygląda. Trudno jednoznacznie stwierdzić o czym tak naprawdę jest &#8222;Mały palec Buddy&#8221;, bo de facto nie jest ona ani o Czapajewie, ani tak do końca o pustce (jak chce, żebyśmy myśleli autor), choć rozmaite filozoficzne dysputy o materii rzeczy zajmują tu sporo miejsca. O niczym &#8222;Małym palec Buddy&#8221; również nie jest, ale stawianie takich pytań niebezpiecznie przybliża mnie ku pytaniu o sens, a o to pytać nie można. Jednak w tym szaleństwie jest metoda. Pielewin podważa zdroworozsądkowe postrzeganie rzeczywistości, bo rzeczywistość w jego wydaniu jest zbyt powykrzywiana i nieprawdopodobna by mogła być sensowna.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/07/maly-palec-buddy-wiktor-pielewin/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

