<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; Niemcy</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/tag/niemcy/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Mon, 06 Feb 2012 11:11:56 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Początek końca lub koniec początku</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/05/koniec-tygodnia-bernhard-schlink/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/05/koniec-tygodnia-bernhard-schlink/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 01 May 2010 10:40:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Bernhard Schlink]]></category>
		<category><![CDATA[komunizm]]></category>
		<category><![CDATA[lewacki]]></category>
		<category><![CDATA[literatura niemiecka]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[RAF]]></category>
		<category><![CDATA[terror]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1266</guid>
		<description><![CDATA[Sukces komercyjny i artystyczny adaptacji „Lektora” przysłużył się i Bernhardowi Schlinkowi. Przesadą byłoby twierdzić, że dzięki niemu przedarł się do zbiorowej świadomości czytelników, ale bez wątpienia zaznaczył w niej swe istnienie. Zaczęto go tłumaczyć na język polski* i dobrze, bo &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/05/koniec-tygodnia-bernhard-schlink/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/04/Koniec-tygodnia_Bernhard-Schlink.jpg" rel="lightbox[1266]"><img class="alignleft size-full wp-image-1267" title="Koniec-tygodnia_Bernhard-Schlink" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/04/Koniec-tygodnia_Bernhard-Schlink.jpg" alt="" width="198" height="280" /></a>Sukces komercyjny i artystyczny adaptacji <a href="http://lekturki.com/2009/03/lektor-bernhard-schlink/" target="_blank">„Lektora”</a> przysłużył się i <a href="http://lekturki.com/tag/bernhard-schlink/" target="_blank">Bernhardowi Schlinkowi</a>. Przesadą byłoby twierdzić, że dzięki niemu przedarł się do zbiorowej świadomości czytelników, ale bez wątpienia zaznaczył w niej swe istnienie. Zaczęto go tłumaczyć na język polski* i dobrze, bo jest pisarzem wartościowym i godnym uwagi.</p>
<p>Schlink lubuję się w rozbieraniu na czynniki pierwsze doświadczeń <em>posttraumatycznych</em>. Jest moralistą, co nie znaczy, że ma tendencje do moralizowania. Jego postaci są uwikłane w historię, a nawet – jak jest to w przypadku <strong>„Końca tygodnia”</strong> – historię tworzą. Akcja tej kameralnej powieści rozgrywa się w czasie trzech dni. Były członek terrorystycznej organizacji RAF (czyli Frakcji Czerwonej Armii) po ponad dwudziestu latach zostaje ułaskawiony i wychodzi z więzienia. Zapatrzona w niego siostra, aby umilić mu powrót do rzeczywistości, zaprasza do swojej wiejskiej posiadłości kilkoro znajomych Jorga z dawnych lat. Wszyscy w latach siedemdziesiątych z mniejszym lub większym zaangażowaniem sympatyzowali z czerwoną bojówką, teraz, po latach, zdążyli obrosnąć w mieszczański tłuszczyk i burżuazyjne piórka, wyprzeć się głoszonych w młodości ideałów, a o swych inklinacjach do komunizmu zapomnieć.</p>
<p>Pojawienie się Jorga, na którym w duchu już dawno temu postawili krzyżyk, zagraża ich wypracowanemu z takim trudem mieszczańskiemu porządku. Jest jak wyrzut sumienia boleśnie przypominający o grzechach przeszłości. Czy oceni ich jako zdrajców? Filistrów? Na wszelki wypadek goście wolą się dystansować. Duszną atmosferę i dręczący ich niepokój świetnie oddał Schlink w scenie pierwszego wspólnego posiłku. Zgromadzone towarzystwo nie wie jak ma traktować Jorga. Są skonsternowani i zmieszani. Czy lepiej udawać, że nic się nie stało i o minionych dwudziestu latach nie wspominać czy, odwrotnie, zawczasu przejść do ofensywy broniąc się atakiem?</p>
<p>Jorg jest postacią mdłą, wypraną z emocji i woli, zgnębioną i przegraną. Martwy za życia, obojętny i wypalony. Odliczający dni do końca. Schlink konfrontuje go z Markiem &#8211; młodym lewackim aktywistą, który po cichu liczy, że ex-terrorysta stanie się duchowym przywódcą odradzającego się ruchu. Jeszcze więcej zamieszania wprowadza pojawienie się syna, którego Jorg za młodu się wyparł. Jeżeli ktoś w „Końcu tygodnia” jednoznacznie potępia działalność RAF-u to będzie to właśnie on, zapalczywy wróg fanatyzmu ideowego.</p>
<p>Solidna proza psychologiczna z wiarygodnie nakreślonymi postaciami. Schlink nie ocenia, ani nie generalizuje, interesuje go moment z historycznego i fabularnego punktu widzenia najmniej efektowny. Zaczyna w momencie, w którym innymi by skończyli, stąd „Koniec tygodnia” uznać można jako zupełnie udane postscriptum do najnowszej historii Niemiec. Nie wróżę mu jednak powtórki sukcesu „Lektora”, nie tylko dlatego, że nie stoi za nim nagrodzony Oscarem film. Jest to po prawdzie powieść ważna i interesująca, ale przy okazji nieefektownie napisana i, co tu dużo gadać, dość nudna…</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>[„Koniec tygodnia” Bernhard Schlink, przełożyła Maria Szafrańska – Brandt, Muza, Warszawa 2010]</p>
<p>*życzę sobie, aby na fali czytelniczego zainteresowania przetłumaczono również jego kryminalną trylogię z detektywem Selbem</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/05/koniec-tygodnia-bernhard-schlink/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Klucz do Mefista [Mefisto - K. Mann]</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/04/mefisto-klaus-mann/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/04/mefisto-klaus-mann/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 07 Apr 2010 22:26:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[artysta]]></category>
		<category><![CDATA[Faust]]></category>
		<category><![CDATA[Hendrik Höfgen]]></category>
		<category><![CDATA[KIK]]></category>
		<category><![CDATA[Klaus Mann]]></category>
		<category><![CDATA[literatura niemiecka]]></category>
		<category><![CDATA[nazizm]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[teatr]]></category>
		<category><![CDATA[totalitaryzm]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1231</guid>
		<description><![CDATA[Przez lata lekko skandaliczna aura unoszącą się wokół „Mefista”, bodaj najlepszego a na pewno najgłośniejszego dzieła Klausa Manna, nierozerwalnie związana była ze statusem „powieści z kluczem”. Jednak od jej premiery na łamach emigracyjnego pisma „Pariser Tageszeitung” minęło już grubo ponad &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/04/mefisto-klaus-mann/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/04/mefisto.jpg" rel="lightbox[1231]"><img class="alignleft size-full wp-image-1230" title="mefisto" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/04/mefisto.jpg" alt="" width="200" height="301" /></a>Przez lata lekko skandaliczna aura unoszącą się wokół „Mefista”, bodaj najlepszego a na pewno najgłośniejszego dzieła Klausa Manna, nierozerwalnie związana była ze statusem „powieści z kluczem”. Jednak od jej premiery na łamach emigracyjnego pisma „Pariser Tageszeitung” minęło już grubo ponad pół wieku, gorące emocje jakie budziła bezpowrotnie wystygły. Kontekst historyczny, wciąż istotny do odczytania powieści pokrył się patyną, a fakt, że pisarz w mniej lub bardziej zakamuflowanej sposób sportretował środowisko artystów z pierwszych stron gazet po prawdzie wciąż dodaje dziełu pewnej pikanterii, ale jak pokazał czas – nie to jest największą wartością „Mefista”.</p>
<p style="text-align: left;">Tytułowy Mefisto, czyli Hendrik Höfgen – to postać w każdym calu autentyczna. Mann sportretował pod tym mianem swego byłego przyjaciela i szwagra <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Gustaf_Gr%C3%BCndgens" target="_blank">Gustafa Gründgensa </a>– zdolnego i chorobliwie ambitnego aktora prowincjonalnego, człowieka o niezwykłym czarze i powabie, zakompleksionego cynika i efekciarza, którego jedynym celem było osiągnięcie sławy. Środki nie miały znaczenia, liczył się cel, a dzięki niespotykanemu urokowi i sprytowi Hendrikowi, bez względu na okoliczności,  zawsze udawało się dopiąć swego. Fetowano jego sukcesy trzykrotnie:</p>
<blockquote style="text-align: left;">
<p style="text-align: justify;"><em>Pierwsze wywyższenie było najsolidniejsze i najbardziej zasłużone, w Hamburgu bowiem Hendrik pracował rzetelnie, publiczność zawdzięczała mu niejeden piękny wieczór. Drugi okres koniunktury w Berlinie za czasów „systemu” miał już przesadne, gorączkowe tempo i wiele chorobliwych objawów. Ale ta trzecia koniunktura miała charakter awansu wojskowego, zastosowanego „uderzeniowo”, ajk wszelkie posunięcia rządu narodowosocjalistycznego. Niedawno był Hendrik Höfgen emigrantem, wczoraj jeszcze na pół podejrzaną figurą, z którą niechętnie pokazywano się publicznie; dosłownie w ciągu jednej nocy wyrósł na wielkiego człowieka – jedno skinienie grubego ministra dokonało tego cudu.</em>[s. 239-240]</p>
</blockquote>
<p style="text-align: left;">Clue mannowskiej powieści jest owa trzecia – największa &#8211; erupcja sławy Höfgena. Moment, gdy artystyczna elita w popłochu pakowała walizki i opuszczała granice III Rzeszy, a on z artysty o wyraźnie lewicowych poglądach, które de facto przekreślały jego karierę w faszystowskich Niemczech, dzięki przychylności marszałka Hermanna Göringa awansuje na jedną z największych gwiazd narodowosocjalistycznej sceny. Nie mniej istotny jest proces dochodzenia do pozycji i towarzyszących splendorów, który Mann opisuje w sposób wyzuty z emocji, bezwzględny i suchy. Höfgen, <a href="http://farm3.static.flickr.com/2777/4501300242_d31865883d.jpg" rel="lightbox[1231]"><img class="alignright" title="Gustaf Gründgens jako Mefisto" src="http://farm3.static.flickr.com/2777/4501300242_d31865883d.jpg" alt="" width="207" height="300" /></a>choć czarowny karierowicz, nie pozbawiony był jednak skrupułów. Trapiły go moralne dylematy, ale ambicje usypiały sumienie. Wmawiał sobie, że służy tylko sztuce, ale z pozoru apolityczna kariera uwierzytelniała i wspierała nazistowską władzę. W życiu i na scenie był znakomitym aktorem, do perfekcji opanował sztukę kokietowania odpowiednich osób, każdy jego gest podyktowany był określonemu celowi. <em>Kłamie zawsze i nie kłamie nigdy. Fałsz jest jego prawdą, to brzmi zawile, ale jest bardzo proste. Wierzy we wszystko i w nic nie wierzy. To aktor </em>[s. 168]. Trafniej Hendrika Höfgena podsumować się nie da.</p>
<p style="text-align: left;">Tytuł jest cudownie przewrotny i symboliczny zarazem. Rola Mefistofelesa w „Fauście” była najsłynniejszą aktorską kreacją Gründgensa/ Höfgena, a jego życie, kariera i postawa jest przeniesioną w rzeczywistość egzemplifikacją motywu zaprzedania duszy diabłu z dramatu Goethego. Tyle, że Gustaf/Hendrik będzie tu Faustem, który oddał duszę nazistom, aby ci pozwolili mu triumfować.</p>
<p style="text-align: left;">Emocje towarzyszące publikacji „Mefista”  opadły dawno temu. Pierwszo- i drugoplanowi aktorzy mannowskiego dramatu powymierali, powieść już nie bulwersuje tak jak dawniej. Kontekst historyczny utracił swą dawną wagę. Rzec by można, że pisarzowi wreszcie udało się osiągnąć zamierzony cel. „Mefisto” wytrzymał próbę czasu i ze skandalizującej „powieści z kluczem” urósł do miana uniwersalnego i skłaniającego ku refleksjom studium ludzkich postaw w obliczu uwodzicielskiego reżimu i wyboru: zaspokojenie ambicji czy własne sumienie? Wnioski z lektury, nawiasem mówiąc znakomitej, są dość dojmująco mroczne, a jak bardzo niepokojąco aktualna jest to powieść można przekonać się oglądając fabularyzowany dokument Marcela Łozińskiego <a href="http://jak.to.sie.robi.filmweb.pl/" target="_blank">„Jak to się robi”</a>. Hendrik Höfgen i polityczny golem Piotra Tymochowicza mają z sobą zaskakująco wiele wspólnego…</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p style="text-align: justify;">[„Mefisto” Klaus Mann, przełożyła Jadwiga Dmochowska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1983]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/04/mefisto-klaus-mann/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Afrykańska odyseja&#8221; Klaus Brinkbäumer</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/10/afrykanska-odyseja-klaus-brinkbaumer/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/10/afrykanska-odyseja-klaus-brinkbaumer/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 06 Oct 2009 21:07:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Czarne_reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Klaus Brinkbaumer]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1021</guid>
		<description><![CDATA[„Kochankowie mojej matki” Christophera Hope’a wbrew początkowym oporom, okazało się lekturą na tyle zajmującą, że postanowiłam iść za ciosem i od razu zabrać się za kolejną „afrykańską” książkę. Sęk w tym, że w „Afrykańskiej odysei” Klausa Brinkbaumera penetruje zupełnie inne &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/10/afrykanska-odyseja-klaus-brinkbaumer/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/2009/10/kochankowie-mojej-matki-christopher-hope/" target="_blank"><img class="alignleft size-full wp-image-1022" title="Afrykańska odyseja" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/10/odyseja.JPG" alt="Afrykańska odyseja" width="193" height="300" />„Kochankowie mojej matki” Christophera Hope’a</a> wbrew początkowym oporom, okazało się lekturą na tyle zajmującą, że postanowiłam iść za ciosem i od razu zabrać się za kolejną <a href="http://lekturki.com/tag/afryka/" target="_blank">„afrykańską”</a> książkę.</p>
<p>Sęk w tym, że w <strong>„Afrykańskiej odysei”</strong> Klausa Brinkbaumera penetruje zupełnie inne rejony  Czarnego Lądu, nie tylko w najbardziej literalnym, czyli geograficznym znaczeniu, ale również tematycznie obie książki są zupełnie odmienne (nie wspominając już o tym, że Chistopher Hope to prozaik, a Klaus Brinkbaumer jest reporterem).</p>
<p>Klaus Brinkbaumer wyrusza w podróż po Afryce Północnej. Wraz z Ghańczykiem Johnem Ampaną przemierza  drogę, którą codziennie pokonują tysiące, uciekających przed ubóstwem i upokorzeniami, emigrantów w poszukiwaniu lepszego losu w Europie. Johnowi się udało przedostać do Hiszpanii, bo był wytrwały, sprytny, ale i miał sporo szczęścia, ale jemu podobnych szczęściarzy nie jest wielu. Do Europy bowiem dociera zaledwie mały odsetek spośród tych, którzy opuścili swoje domy i rodziny, ale nawet ten „mały odsetek” równa się dla Europejczyków duży problem.</p>
<p>„Afrykańska odyseja” to reportaż, w którym ścierają się dwie perspektywy – na jednym biegunie Brinkbaumer usadowił Afrykańczyka, dla którego emigracja na północ jest kwestią być czy nie być i to nie tylko jego, ale i całej (często licznej) rodziny. Drugi biegun to uzbrojeni w noktowizory strażnicy europejskiego raju. Z ich perspektywy imigranci są tylko i wyłącznie nieproszonymi gośćmi, których należy szybko odesłać tam skąd przybyli. Odtworzenie trasy emigrantów  przez Saharę jest dla Brinkbaumera przyczynkiem do analizy sytuacji współczesnej Afryki – głodnej, biednej i zacofanej. Interesują go zarówno powody, dla których afrykańscy Odyseusze wyruszają w drogę, ale i również przyczyny niechęci czy wręcz wrogiej polityki imigracyjnej Europy.</p>
<p>Każdy liczy się z tym, że może już nigdy nie zobaczyć swoich bliskich, a jednak chęć ucieczki z Afryki zwycięża. No risk. No fun czy może raczej no money, bo o nic innego, jak o twardą europejską walutę tu toczy się gra. Jest to być może spore uproszczenie, bo pobudki, dla których Afrykanie emigrują są bardzo różne, ale ostatecznie sprowadzają się do czystej ekonomii. Tym bardziej, że Europa rozczarowuje, przy bliższym poznaniu nie jest wcale takim rajem jak go malują, co tylko napędza błędne koło. Afrykańscy imigranci mają problemy z aklimatyzacją w nowych społecznościach, ale wrócić nie mogą. Prosta arytmetyka pokazuje, że to właśnie ich praca utrzymuje tych, którzy zostali, a powrót = pozbawienie rodziny środków do życia.</p>
<p>Cieśnina Gibraltarska &#8211; wrota Europy &#8211; w najwęższym punkcie ma zaledwie 14 kilometrów szerokości, a jednak reportaże Klausa Brinkbaumera pokazują, że te 14 kilometrów to odległość niemalże nie do przeskoczenia, nie tylko przez emigrantów, dla których cieśnina jest najpopularniejszym kanałem przerzutu, ale i dla całej społeczności Afrykańskiej. Owe 14 kilometrów to symbol ekonomicznej, ale i mentalnej przepaści oddzielającej Europę od Czarnego Lądu.</p>
<p>„Afrykańska odyseja” to książka gorzka, ale z pewnością potrzebna i warta uwagi.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p>[„Afrykańska odyseja” Klaus Brinkbäumer, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2009]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/10/afrykanska-odyseja-klaus-brinkbaumer/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Dom na pustkowiu&#8221; Andrea Maria Schenkel</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/07/dom-na-pustkowiu-andrea-maria-schenkel/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/07/dom-na-pustkowiu-andrea-maria-schenkel/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 10 Jul 2009 18:04:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Andrea Maria Schenkel]]></category>
		<category><![CDATA[literatura niemiecka]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[z dreszczykiem]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=905</guid>
		<description><![CDATA[„Dom na pustkowiu” Andrei Marii Schenkel przepada w przedbiegach do miana książki roku, ba, nawet miesiąca, nie mniej jednak ten niewielki objętościowo debiut urzędniczki pocztowej jest pozycją godną odnotowania z dwóch, bardzo istotnych, powodów: ma bardzo sugestywny klimat i jest &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/07/dom-na-pustkowiu-andrea-maria-schenkel/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-906" title="Dom na pustkowiu - Andrea Maria Schenkel" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/07/dom.jpg" alt="Dom na pustkowiu - Andrea Maria Schenkel" width="176" height="280" />„Dom na pustkowiu” Andrei Marii Schenkel przepada w przedbiegach do miana książki roku, ba, nawet miesiąca, nie mniej jednak ten niewielki objętościowo debiut urzędniczki pocztowej jest pozycją godną odnotowania z dwóch, bardzo istotnych, powodów: ma bardzo sugestywny klimat i jest zaskakująco dobrze napisany.</p>
<p>Schenkel bowiem ani nie jest zawodową pisarką, ba nawet nie ma humanistycznego wykształcenia. Na skrzydełku polskiego wydania można przeczytać, że ukończyła szkołę dla państwowych urzędników niższego szczebla, a obecnie jest prowincjonalną gospodynią domową, która w wolnych chwilach pisuje książki. I to jak! Debiutancki „Dom na pustkowiu” pomimo pewnych oczywistych niedostatków jest powieścią skonstruowaną w sposób szalenie przemyślany i świadomy, a Schenkel okazuje się pisarką obdarzoną naturalnym talentem do pisania i warsztatem, przy którym nie jeden zawodowy pisarz poczuje się niczym dyletant w tym fachu.</p>
<p>Po prawdzie „Dom na pustkowiu” jest literacką fikcją, nie mniej jednak Schenkel skonstruowała fabułę w sposób przywodzący na myśl technikę zastosowaną przez Trumana Capote’a w „Z zimną krwią”. Powieść zatem czyta się niczym zbeletryzowany dokument, a że napisana została w sposób szalenie sugestywny i realistyczny wciąż zmagałam się z poczuciem, że to wszystko musiało wydarzyć się naprawdę. Podskórnie wyczuwałam narastające, gęstniejące wokół mnie zło. „Dom na pustkowiu” jest bowiem przerażającym literackim świadectwem społecznej znieczulicy, czającego się prawdziwego zła, którym Schenkel utożsamia z przyzwalającym milczeniem, cichą akceptacją rozgrywającego się w odludnym domu rodzinnego dramatu. Niespiesznie, krok po kroku, oczami różnych mieszkańców wioski, odsłania kulisy rodzinnej tragedii, która rozegrała się w domu na pustkowiu.</p>
<p>Niepokojąca powieść, której lektura gwarantuje dreszczyk emocji.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/07/dom-na-pustkowiu-andrea-maria-schenkel/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Czuję. Zawrót głowy&#8221; W.G. Sebald</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/04/czuje-zawrot-glowy-wg-sebald/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/04/czuje-zawrot-glowy-wg-sebald/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 30 Apr 2009 08:44:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[pamięć]]></category>
		<category><![CDATA[przeszłość]]></category>
		<category><![CDATA[W.G. Sebald]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=839</guid>
		<description><![CDATA[„Czuję. Zawrót głowy” pierwsza przetłumaczona na język polski książka Winfrieda Georga Sebalda w porównaniu z jego późniejszymi publikacjami to zaledwie przedsmak bezdyskusyjnego literackiego geniuszu w dojrzałej formie. I tak jak możne z pewną dozą prawdopodobieństwa postawić tezę, że  „Wyjechali” było &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/04/czuje-zawrot-glowy-wg-sebald/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/04/czuje.jpg" rel="lightbox[839]"><img class="alignright size-medium wp-image-1232" title="czuje" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/04/czuje-185x300.jpg" alt="" width="185" height="300" /></a><a href="http://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka.php?ID=1" target="_blank">„Czuję. Zawrót głowy”</a></strong> pierwsza przetłumaczona na język polski książka <a href="http://lekturki.com/tag/wg-sebald/" target="_blank">Winfrieda Georga Sebalda</a> w porównaniu z jego późniejszymi publikacjami to zaledwie przedsmak bezdyskusyjnego literackiego geniuszu w dojrzałej formie. I tak jak możne z pewną dozą prawdopodobieństwa postawić tezę, że  <a href="http://lekturki.com/2008/11/wyjechali-wg-sebald/" target="_blank">„Wyjechali”</a> było literacką wprawką przed <a href="http://lekturki.com/2007/12/austerlitz-wg-sebald/" target="_blank">„Austerlitz”</a>, o tyle „Czuję. Zawrót głowy” to szkic poprzedzający <a href="http://lekturki.com/2009/03/pierscienie-saturna-wg-sebald/" target="_blank">„Pierścienie Saturna”</a> czy wręcz uboższy brat tegoż, a skoro zeszłam na familiarną nomenklaturę to dodam w podobnym tonie, że pomimo pewnych niedostatków „Czuję. Zawrót głowy” to wciąż wykapany synek swego tatusia, książka, w której bez trudu odnajduje się wszystkie interesujące go motywy, które później w tak piękny sposób znalazły swe rozwinięcie w kolejnych pozycjach, a z racji tego, że jest to najprawdopodobniej ostatni wpis* na temat Sebalda, jednego z najważniejszych dla mnie pisarzy, chciałabym miast klasycznej recenzji spojrzeć na całą jego twórczość z nieco szerszej perspektywy pisząc coś w rodzaju małego przewodnika po obsesjach determinujących jego twórczości.</p>
<p>Swego czasu, jeszcze na studiach, uczono nas jak odróżniać filmowych rzemieślników od autorów kina. Wedle tego rozróżnienia autorzy muszą posiadać swój własny, wyrazisty i niepowtarzalny styl, który wyróżnia ich na tle innych twórców. W myśl tej definicji Sebald jest bezdyskusyjnym autorem literatury, który wyrastając (w sposób dość odległy, ale jednak) z postmodernistycznych podwalin stworzył osobistą klasę pisarstwa odznaczającego się oszczędnym acz niekonwencjonalnym podejściem do literatury, wyrastającym ponad formalne ramy. Jego książki to gatunkowe hybrydy, które nie poddają się kategorycznym klasyfikacjom. Tak również jest z „Czuję. Zawrót głowy”, którego forma sytuuje gdzieś pomiędzy historycznym esejem, literacką anegdotą a osobistym dziennikiem i relacją z podróży. Sebald pisał „powieści – nie powieści”, szalenie osobiste, a może to tylko pisarz chciał, abyśmy myśleli, że są osobiste? Ciągły dialog między literacką fikcją a rzeczywistymi wydarzeniami podkreśla jeszcze bardziej figura narratora, skonstruowana w sposób, który każe utożsamiać go z głosem Sebalda – niedzisiejszego z ducha wędrowca, humanisty i erudyty. Najdoskonalszym przykładem przemieszania totalnego fikcji z faktami jest „Austerlitz”, którego tytułowa postać nawet jeśli jest tylko wytworem wyobraźni pisarza ma symboliczne znaczenie, będąc odzwierciedleniem kondycji dwudziestowiecznego wędrowca i emigranta czasów schyłku wielkiej kultury.</p>
<p>Kondycja człowieka na emigracji, i to zarówno cielesnej jaki i duchowej, jest zresztą motywem stale przewijającym się przez twórczość Sebalda, poczynając właśnie od „Czuję. Zawrót głowy”, nawiasem mówiąc najbardziej osobistej książki pisarza, w której, sam dobrowolny emigrant od lat mieszkający we wschodniej Anglii, powraca do bawarskiej wsi, z której pochodzi, a powrót ów stanowi pretekst do snucia wspomnień. Uruchamia machinę przypominania, co prowadzi wprost do kolejnego, w mym odczuciu najważniejszego, leit motivu twórczości W.G. Sebalda – kultu pamięci czy może raczej pamiętania. Każda kolejna książka jest bowiem próbą odtworzenia mechanizmów pamiętania, trochę tak jakby Sebald z lubością zamykał się w lamusie i pośród zgromadzonych tam przedmiotów czy postaci wybierał te najbardziej zakurzone jednocześnie próbując dociec przyczyn owego zapomnienia? Nad wszystkim, niczym fatum, unosi się poczucie przypadkowości jaką gotuje kapryśny los. Każda z sebaldowskich „powieści – nie powieści” stanowi swoiste misterium pamiętania, jest  próbą ocalenia od zapomnienia tego co jeśli jeszcze nie zostało wyparte do lamusa już wkrótce odejdzie w niebyt. Również „Czuję. Zawrót głowy” wypełniają takie konterfekty czasu schyłku, przez co można pociągnąć paralelę między twórczością Sebalda, a filmami Luchino Viscontiego – najwybitniejszego portrecisty świata umierającego.</p>
<p><img class="alignright" title="Czuję. Zawrót głowy" src="http://farm4.static.flickr.com/3602/3485132427_b694542f02_m.jpg" alt="" width="240" height="180" />Na koniec coś o czym bodaj ani razu nie wspominałam, a co stanowi jeden z najciekawszych wyznaczników pisarstwa Sebalda, a mowa o specyficznej wizualności jego książek. Zwykło się bowiem uważać, że obrazki są dobre tylko w książkach dla dzieci, a jest to myślenie zgoła błędne czego najdoskonalszym przykładem są właśnie książki Sebalda, do których autor z ogromnym pietyzmem dobiera ilustracje: archiwalne fotografie, ryciny, reprodukcje autentycznych dokumentów, wycinki z gazet, bilety etc dzięki czemu jego proza przeskakuje na wyższy, doskonalszy poziom. Sebald pozostawia mało miejsca dla wyobraźni czytelnika, ofiarowując mu zestaw gotowych podpowiedzi – artefaktów, które jego „powieści – nie powieści” przesuwają jeszcze bardziej ku wrażeniu realizmu. Fikcji przecież nie da się sfotografować? A może mylę się?</p>
<p>„Czuję. Zawrót głowy” w porównaniu z późniejszymi dokonaniami Sebalda sprawia wrażenie  literacko nieco topornej. Po prawdzie to wciąż bardzo interesująca i wartościowa pozycja, ale na tle wybitnej reszty jest tylko poprawna i dobra.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>* W.G. Sebald przed swą tragiczną śmiercią napisał zaledwie 4 książki plus trochę esejów.</p>
<p>Na deser – polecam Waszej uprzejmej uwadze <a href="http://sebald.wordpress.com/" target="_blank">sebaldianowskiego bloga</a> oraz interesującą <a href="http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&amp;w=83262561&amp;v=2&amp;s=0" target="_blank">dyskusję na forum gazety</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/04/czuje-zawrot-glowy-wg-sebald/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Lektor&#8221; Bernhard Schlink</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/03/lektor-bernhard-schlink/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/03/lektor-bernhard-schlink/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Mar 2009 19:00:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Bernhard Schlink]]></category>
		<category><![CDATA[nazizm]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[trauma]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=684</guid>
		<description><![CDATA[Dziś rozpisywać się zamiaru nie mam, więc będzie to jedna z najkrótszych recenzji jakie przydarzyło mi się do tej pory popełnić na „łamach” Lekturek. Skrupułów nie mam żadnych, skoro wszyscy (przepraszam, wszystkie:) piszą teraz o „Lektorze”, książce, na którą zagięłam &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/03/lektor-bernhard-schlink/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-685" title="Lektor Bernhard Schlink" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/03/lektor.jpg" alt="Lektor Bernhard Schlink" width="142" height="200" />Dziś rozpisywać się zamiaru nie mam, więc będzie to jedna z najkrótszych recenzji jakie przydarzyło mi się do tej pory popełnić na „łamach” Lekturek. Skrupułów nie mam żadnych, skoro wszyscy (przepraszam, wszystkie:) piszą teraz o <a href="http://muza.com.pl/?module=okladki&amp;id=42017" target="_blank"><strong>„Lektorze”</strong></a>, książce, na którą zagięłam parol wieki temu i którą w końcu udało mi się przeczytać, to nie widzę ani powodu, ani konieczności, abym i ja dodała swoje trzy grosze. Zresztą dziewczyny napisały bardzo interesujące recenzje, a od tych ochów i achów zrobiło się w naszym małym blogowym światku odrobinę nudno. Więc trzech groszy nie będzie, łyżki dziegciu też nie, pochwał również. Miast tego krótka acz treściwa rekomendacja –  blogowe zachwyty nie są czczą gadaniną, rzeczywiście „Lektor” jest książką znakomitą, wstrząsającą i tajemniczą. Słowa są tu zbędne – po prostu warto przeczytać.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/03/lektor-bernhard-schlink/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>18</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Pierścienie Saturna” W.G. Sebald</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/03/pierscienie-saturna-wg-sebald/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/03/pierscienie-saturna-wg-sebald/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 18 Mar 2009 22:51:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Anglia]]></category>
		<category><![CDATA[dawno_temu]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[pamięć]]></category>
		<category><![CDATA[podróż]]></category>
		<category><![CDATA[przeszłość]]></category>
		<category><![CDATA[W.G. Sebald]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=674</guid>
		<description><![CDATA[Lubię czytać publikowane w Dzienniku recenzje Piotra Kofty. Mamy dość podobne gusta i zbieżne oczekiwania względem literatury, jednak w przypadku tekstu na temat „Pierścieni Saturna” Winfreda Georga Sebalda poczuwam się do obowiązku głośnego zaprotestowania w pewnej kwestii. Bynajmniej na myśli &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/03/pierscienie-saturna-wg-sebald/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-medium wp-image-675" title="Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/03/sebald-189x300.jpg" alt="Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka" width="189" height="300" />Lubię czytać publikowane w Dzienniku recenzje Piotra Kofty. Mamy dość podobne gusta i zbieżne oczekiwania względem literatury, jednak w przypadku <a href="http://www.dziennik.pl/kultura/ksiazki/article293154/Piekno_rozpadu.html" target="_blank">tekstu</a> na temat <a href="http://www.wab.com.pl/index.php?id=7&amp;bid=759" target="_blank"><strong>„Pierścieni Saturna”</strong></a> Winfreda Georga Sebalda poczuwam się do obowiązku głośnego zaprotestowania w pewnej kwestii.</p>
<p>Bynajmniej na myśli nie mam wartości „Pierścieni Saturna”, jako że jest to proza absolutnie i bezdyskusyjnie wybitna (a także, co koniecznie muszę po raz kolejny odnotować, kongenialnie przetłumaczona przez stałą tłumaczkę dzieł Sebalda &#8211; Małgorzatę Łukasiewcz). Chodzi mi raczej o postawioną w tekście tezę, jakoby czytelnicy przed trzydziestką nie  byli w stanie wzbić swych umysłów na odpowiedni poziom abstrakcji, który umożliwiłby im czerpanie pełnej satysfakcji z lektury. Kofta generalizuje na własnym przykładzie: <em>jak podejrzewam &#8211; dekadę temu nie sięgnąłbym jeszcze po tę książkę, a jeślibym sięgnął, to pewnie bym ją z powrotem odłożył na półkę. Nie dlatego, że jest w jakikolwiek sposób zła &#8211; bo jest znakomita &#8211; ale z tej przyczyny, że jej konsumpcja wymaga szczególnego rodzaju nastroju, który u dwudziestoparolatka w zasadzie nie występuje, zaś u trzydziestoparolatka już owszem, a niekiedy nawet w nadmiarze</em>. Zgodzić się z tym nie mogę i zaoponować po prostu muszę, bo w metryczce wciąż mam (i przez dłuższą chwilę mieć będę) dwójkę na froncie, a jednak ów szczególny sprzyjający percepcji nastrój i mnie się udzielił (jakkolwiek zaznaczyć również powinnam, że nie do końca pojmuję na czym jego osobliwość polegać by miała, ale mniejsza o to, być może klapki z oczu mi spadną gdy zaliczę trzeci krzyżyk). Zresztą moim zdaniem recepcja prozy Sebalda nie wymaga od czytelnika jakiegoś szczególnego nastroju, a raczej sensytywności. W przypadku „Pierścieni Saturna” – wrażliwości na unikalne piękno świata umierającego, na urok rozkładu, ale przemijanie myśli i ludzkich wytworów jest tylko jednym z wielu tematów podjętych w tej niezwykłej książce.</p>
<p>Punktem wyjściowym zapisków Sebalda jest odbyta latem 1992 roku piesza wędrówka po wschodnich rubieżach hrabstw Suffolk oraz Norfolk, ale „Pierścienie Saturna” nie są ani dziennikiem z podróży ani reportażem. Bliżej im do serii z pozoru nieco chaotycznych wspomnień i szkatułkowo poprowadzonych opowieści spiętych <em>leit motivem</em>, którym tym razem są mechanizmy pamięci, a właściwie pamięć  w ogóle. W.G. Sebalda niespiesznego piechura i erudytę, człowieka zdecydowanie niedzisiejszego, pociąga piękno minionej świetności, materialnego rozpadu, duszny odorek zakurzonej przeszłości odesłanej do lamusa i skazanej na zapomnienie. Portretuje dawną świetność i dziewiętnastowieczną pychę, która z dzisiejszej perspektywy była strategią szalenie krótkowzroczną. Jego myśli płyną w sposób nader swobodny, inspiruje go otoczenie, kolejne historyjki wynikają jedna z drugiej dążąc ku zaskakującym kierunkom. Jeden z rozdziału Sebald dedykował straconemu za zdradę główną <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Roger_Casement" target="_blank">Rogerowi Casementowi</a>, na którego temat obejrzał fragment filmu dokumentalnego. Postać Casementa, wysoko postawionego urzędnika kolonialnego w Afryce, była jednak dla pisarza tylko punktem wyjścia bardziej złożonej opowieści o życiu Josepha Conrada, który Casementa uważał za <em>jedynego prawego człowieka pośród skorumpowanych przez tropikalny klimat albo własną chciwość i żądzę posiadania Europejczyków</em> [s. 118], którą okrasił wspomnieniem wujka Franza Kafki, dygresją na temat moralnej szpetoty Belgii uformowanej przez lata niepohamowanego kolonialnego wyzysku (<em>W każdym razie pamiętam dobrze, że za mego pierwszego pobytu w Brukseli w grudniu 1964 roku napotkałem grubasów i obłąkanych niż gdziekolwiek indziej przez cały rok</em>; s. 141), wspomnieniem wizyty w <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Waterloo,_Belgium" target="_blank">miejscu upamiętniającym bitwę pod Waterloo</a>, które wg Sebalda jest kwintesencją owej przyrodzonej Belgom brzydoty. Tam spotkał staruszkę, której data urodzenia przywiodła mu na myśl kongijską kolej, a ta z kolei wprost doprowadziła do smutnych losów Rogera Casementa.</p>
<p>Efekty zastosowania pisarskiej maniery opierającej się na z pozoru chaotycznych wolnych skojarzeniach dają kapitalne efekty. „Pierścienie Saturna” to kolejna quasi powieść W.G. Sebalda, nieustanny dialog literackiej fikcji z  autentyzmem, którego nie sposób przyporządkować do żadnej szufladki. Raz jeszcze pisarz, w służbie przewodniemu motywowi, zaprzęg mnogość literackich gatunków, choć tym razem wyraźnie awangardzie sebaldowskiej miszkulancji przewodzi esej – popis rzadko spotykanej pośród współczesnych literatów erudycji i, upasionego w czasie tysięcy godzin spędzonych w bibliotekach, intelektu. Wędrówka po wschodnim wybrzeżu Anglii na dobrą sprawę jest najmniej istotnym elementem tej opowieści. Sebalda uczynił z niej pretekst, rodzaj fabularnej ramy, którą wypełnił relacją owszem z peregrynacji, tyle że po zakamarkach własnego umysłu. W zaludnionych przez dziesiątki autentycznych postaci „Pierścieniach Saturna” każdy fragment jest zasadny, a pozorny chaos okazuje się przemyślaną pisarską strategią, w której nie ma miejsca na przypadek.</p>
<p>Rzecz znakomita, ale to, znając inne książki Sebalda (<a href="http://lekturki.com/2008/11/wyjechali-wg-sebald/" target="_blank">„Wyjechali”</a> oraz <a href="http://lekturki.com/2007/12/austerlitz-wg-sebald/" target="_blank">„Austerlitz”</a>), żadna niespodzianka. Pięknie spisana, osobliwie wstrząsająca i pociągająca zarazem. Wiem, że jest dopiero marzec, a przede mną jeszcze kilkadziesiąt lekturek, ale „Pierścienie Saturna” są poważnym kandydatem do miana książki roku 2009, a Winfred Georg Sebald &#8211; od teraz jest jednym z najbardziej znaczących pisarzy mego życia.</p>
<p>Obowiązkowo! Koniecznie! Kategorycznie!</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 6 out of 6 stars!</p>
<p>Polecam również wspaniałą recenzję <a href="http://wyborcza.pl/1,75475,6124035,Pierscienie_bez_Nibelungow.html?nltxx=1721533&amp;nltdt=2009-01-06-03-16" target="_blank">Juliusza Kurkiewicza</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/03/pierscienie-saturna-wg-sebald/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Wyjechali” W.G. Sebald</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/11/wyjechali-wg-sebald/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/11/wyjechali-wg-sebald/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 12 Nov 2008 19:08:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja]]></category>
		<category><![CDATA[holocaust]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[pamięć]]></category>
		<category><![CDATA[W.G. Sebald]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=522</guid>
		<description><![CDATA[Do cytowanych przez wydawców (rzekomych) zachwytów krytyki i recenzentów zwykłam podchodzić z ogromną rezerwą. Właściwie nie przykładam do nich większej wagi, bo czego się nie robi, żeby sprzedać więcej? (Na przykład wymyśla farmazony różnej maści &#8211; sama sobie odpowiadam). Jednak &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/11/wyjechali-wg-sebald/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/10/wyjechali.jpg" rel="lightbox[522]"><img class="alignleft size-full wp-image-497" title="Wyjechali W.G. Sebald" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/10/wyjechali.jpg" alt="" width="150" height="238" /></a>Do cytowanych przez wydawców (rzekomych) zachwytów krytyki i recenzentów zwykłam podchodzić z ogromną rezerwą. Właściwie nie przykładam do nich większej wagi, bo czego się nie robi, żeby sprzedać więcej? (Na przykład wymyśla farmazony różnej maści &#8211; sama sobie odpowiadam). Jednak w przypadku <a href="http://lekturki.com/tag/wg-sebald/" target="_blank">W.G. Sebalda</a> mogłabym się podpisać pod każdą z przytaczanych na okładce opinii, a co do tego, że był to pisarz wybitny absolutnie nikt nie musi mnie przekonywać.</p>
<p>Gdy rok temu zaczynałam czytać <a href="http://lekturki.com/2007/12/austerlitz-wg-sebald/" target="_blank"><strong>„Austerlitz”</strong></a> nic nie wskazywało na to, że czeka mnie literackie objawienie, że z perspektywy minionych miesięcy będę wspominać właśnie tą powieść, jako jedną z bardziej wstrząsających i smutnych, jakie kiedykolwiek czytałam. Z <a href="http://www.wab.com.pl/index.php?id=7&amp;bid=258" target="_blank"><strong>„Wyjechali”</strong></a> było odrobinę inaczej, bo od początku wiedziałam, że czeka mnie literacka uczta i Sebald mnie nie zawiódł, potwierdzając swoją pisarską klasę.</p>
<p>O niezwykłości prozy Sebalda decydują dwa czynniki. Po pierwsze &#8211; to tematyka, której dotyka. W „Wyjechali” (podobnie jak w „Austrerlitz”zresztą ) pisarz niejako mimochodem porusza temat drugiej wojny światowej oraz holocaustu, ale czyni to w sposób niezwykle subtelny. Zupełnie jakby nie liczyły się wypowiadane słowa, tylko sensy, który wynikają z ich wypowiedzenia. Sebald podejmuje wciąż te same motywy, które przemykają gdzieś w tle, wspomniane niby <em>ad hoc</em>, a jednak pełniące deterministyczną funkcję względem całej opowieści wpływające na losy postaci. W „Wyjechali” Sebald opowiada cztery historie ofiar – nieofiar holocaustu, bo trudno powiedzieć, że jego postaci w heroicznych okolicznościach przetrwały zagładę. Oni ją przeżyli, elegancko i bezkrwawo, dzięki temu, że wyjechali. Po prostu. W ten sposób dochodzimy do drugiego ważnego tropu jego twórczości – motywu samotności i wykorzenienia. Sebald posiłkując się figurą emigranta pisze o losach współczesnych eremitów. Takim pustelnikiem był Austerlitz, byli nimi również doktor Henry Selwyn, nauczyciel Paul Bereyter, stryjeczny dziadek pisarza (narratora?)  Ambros Adelwarth oraz malarz Max Ferber. Ich (właściwie dobrowolna) alienacja wynikała właśnie z doświadczenia holocaustu, który choć nie bezpośrednio, ale jednak zaważył na ich losach.</p>
<p>Po drugie – styl. Czy może raczej specyficzna pisarska maniera Sebalda, który pisał w sposób wymykający się wszelkim klasyfikacjom. Jego utwory prozatorskie to hybrydy sytuujące się na przecięciu kilku gatunków. Nie sposób jednoznacznie określić również „Wyjechali”, bo ani to fabularyzowany przypowieść o samotności, ani lekko eseizujący zbiór nowel, ani literacki reportaż skomponowany z okruszków pamięci i wspomnień. Pisarz podąża śladami swych postaci, rozmawia, pyta i wspomina. Miesza fakty, wyobrażenia, stare fotografie i fragmenty dzienników. Każda nowela została skonstruowana z takich właśnie ścinków pamięci, które układają się w kunsztowne historie. Każde z tych sebaldowskich  dociekań stanowi osobną próbę rekonstrukcji prawdy, istoty rzeczy w jej najbardziej namacalnej tkance, tyle że ta, niczym pamięć, bywa zwodnicza i ulotna. „Wyjechali” to również opowieść o przemijaniu, o kruchości istnienia czy może raczej kruchości pamięci na temat istnienia. U Sebalda chwiejna jest również granica między fikcją a rzeczywistością, co udatnie podkreśla enigmatyczna figura pierwszoosobowego narratora &#8211; opowiadacza, którego jednak nie można kategorycznie utożsamić z samym z autorem.</p>
<p><a href="http://en.wikipedia.org/wiki/W._G._Sebald" target="_blank">W.G. Sebald</a> to pisarz osobny, obdarzony nieprzeciętnym talentem literackim (którego kunszt można podziwiać dzięki pięknym przekładom Małgorzaty Łukasiewicz). Jego skromny dorobek literacki sytuuje się gdzieś na obrzeżach współczesnej prozy europejskiej. W mym odczuciu wciąż pozostaje dość mocno niedoceniony, a szkoda, bo to pisarz niezwykły, a „Wyjechali” to po prostu piękna książka.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/11/wyjechali-wg-sebald/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Cisza jest dźwiękiem&#8221; Juli Zeh</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/09/cisza-jest-dzwiekiem-juli-zeh/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/09/cisza-jest-dzwiekiem-juli-zeh/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 22 Sep 2008 04:35:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Podróżnicze]]></category>
		<category><![CDATA[Bałkany]]></category>
		<category><![CDATA[Juli Zeh]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=452</guid>
		<description><![CDATA[Od tygodnia usiłuję zebrać myśli i napisać kilka sensownych zdań na temat niezwykłej relacji z samotnej podróży po zniszczonej przez wojnę Bośni i Hercegowinie, ale za każdym razem, gdy zabierałam się za pisania, nie byłam w stanie skonstruować nawet jednego &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/09/cisza-jest-dzwiekiem-juli-zeh/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/09/cisza.jpg" rel="lightbox[452]"><img class="alignleft alignnone size-full wp-image-444" title="cisza" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/09/cisza.jpg" alt="" width="150" height="213" /></a>Od tygodnia usiłuję zebrać myśli i napisać kilka sensownych zdań na temat niezwykłej relacji z samotnej podróży po zniszczonej przez wojnę Bośni i Hercegowinie, ale za każdym razem, gdy zabierałam się za pisania, nie byłam w stanie skonstruować nawet jednego zdania, które oddałoby chociaż w niewielkim stopniu niezwykłą urodę tej przejmującej książki i jednocześnie nie zabrzmiało banalnie.</p>
<p>Nie potrafię pisać tak jak Juli Zeh,  więc zamiast odzierać &#8222;Cisza jest dźwiękiem&#8221; z czaru, który zawdzięcza subtelnemu, lekko poetyzującemu pióru i wyczuciu pisarki, wolę po prostu napisać, że jest to przepiękna, zapadająca w pamięć książka. Prawdziwy literacki smakołyk.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5.5 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/09/cisza-jest-dzwiekiem-juli-zeh/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Berlin-Moskwa. Podróż na piechotę” Wolfgang Büscher</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/05/berlin-moskwa-podroz-na-piechote/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/05/berlin-moskwa-podroz-na-piechote/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 20 May 2008 06:58:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Podróżnicze]]></category>
		<category><![CDATA[Białoruś]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[podróż]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[wędrówka]]></category>
		<category><![CDATA[Wolfgang Büscher]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=231</guid>
		<description><![CDATA[Wolfgang Büscher spakował plecak i, o brzasku pewnego letniego dnia, wyruszył w podróż na wschód. Na piechotę. Do Moskwy. W ten dość ekstrawagancki sposób postanowił uczcić swoje pięćdziesiąte urodziny i my, czytelnicy, wraz z nim uczestniczymy w tej dziwnej włóczędze, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/05/berlin-moskwa-podroz-na-piechote/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/05/berlin-moskwa-podroz-na-piechote_wolfgang-buscherimages_big1583-89755-08-4.jpg" rel="lightbox[231]"><img class="alignleft alignnone size-medium wp-image-232" style="float: left;" title="Berlin-Moskwa. Podróż na piechotę - Wolfgang Büscher" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/05/berlin-moskwa-podroz-na-piechote_wolfgang-buscherimages_big1583-89755-08-4-188x300.jpg" alt="" width="180" height="268" /></a><a href="http://www.czarne.com.pl/?q=a:^14" target="_blank">Wolfgang Büscher</a> spakował plecak i, o brzasku pewnego letniego dnia, wyruszył w podróż na wschód. Na piechotę. Do Moskwy. W ten dość ekstrawagancki sposób postanowił uczcić swoje pięćdziesiąte urodziny i my, czytelnicy, wraz z nim uczestniczymy w tej dziwnej włóczędze, która im bliżej finalnego spełnienia, tym co raz bardziej upodabnia się do dziwnego, powykrzywianego snu. Wędrując poprzez kolejne krainy, Büscher nie ocenia, ani nie kala się jako Niemiec. Jest bezstronnym obserwatorem, który w sposób suchy i beznamiętny zdaje nam relacje z odwiedzonych miejsc i napotkanych po drodze osób. To taki typ surowego pisarstwa, które może wyjść tylko spod męskiej ręki, ale z drugiej strony czy jakaś kobieta zdecydowałaby się na potencjalnie tak niebezpieczną podróż?</p>
<p>Büscher jest mistrzem beznamiętnego opisu. Wydarzeniom trudno nadać jakąkolwiek gradacje, bo autor niczym się szczególnie nie zachwyca, na nic szczególnie nie utyskuje, niczego w sposób kategoryczny nie potępia. Pogodzony ze swym chlebem powszednim, czyli losem wędrowca – tułacza, przemierzał kolejne kilometry – nachalnie gościnnej Polski, ospałej Białorusi i tajemniczo niebezpiecznej Rosji. Pisarstwo Wolfganga Büschera ma tą dziwną cechę totalnego wymieszania realizmu i reporterskiej dociekliwości z oniryczną aurą. Bo trudno nie oprzeć się wrażeniu, że marsz na wschód, ku Moskwie, jest li tylko dziwnym snem. Rojeniem w głowie autora, który wyśnił sobie całą galerię dziwnych postaci i sytuacji z rodzaju nie mieszczących się w racjonalnym poznaniu. A jednak Büscher, na przekór temu dojmującemu uczuciu, zdaje się cytować nieśmiertelną kwestię z &#8222;Hamleta&#8221;, że więcej jest rzeczy na niebie i ziemi niż śniło się waszym filozofom.</p>
<p style="padding-left: 30px;"><em>Tak było zawsze. Wieczorem kląłem na Rosję z powodu jej chamstewka albo jakiejś bezgranicznej znieczulicy, a następnego dnia wprawiała mnie w zakłopotanie bezgraniczna pomoc i gościnność, z jaką się nigdy wcześniej nie spotkałem</em>. [s. 243]</p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://www.czarne.com.pl/?a=133" target="_blank">Dziwna to książka</a>. Monotonna, jak leniwie zmieniające się krajobrazy. Wyzuta z wszelkich ekscytacji. Zaprzeczenie literatury, która czyta się z wypiekami na twarzy. „Berlin-Moskwa. Podróż na piechotę” czytałam długo. Przerywałam, aby sięgnąć po inne lekturki i ponownie wracałam do zarzuconej lektury, aby wraz z Büscherem kontynuować marsz. I dotrwałam do końca. Wspólnie zdobyliśmy Moskwę. <span style="font-size: 12pt; line-height: 115%;"> </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/05/berlin-moskwa-podroz-na-piechote/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

