<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; Nagroda Pulitzera</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/tag/nagroda-pulitzera/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Mon, 06 Feb 2012 11:11:56 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>&#8222;Podróż Enrique&#8221; Sonia Nazario</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/10/podroz-enrique-sonia-nazario/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/10/podroz-enrique-sonia-nazario/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 29 Oct 2009 19:41:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Nagroda Pulitzera]]></category>
		<category><![CDATA[Sonia Nazario]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1056</guid>
		<description><![CDATA[„Podróż Enrique” Sonii Nazario jest dowodem na to, że więcej nie znaczy lepiej, a zachowawczość i powściągliwość to jej obce. Podobnie, jak czytana przeze mnie nie tak dawno temu „Afrykańska odyseja” Klausa Brinkbäumera również, powstała na kanwie cyklu nagrodzonych Pulitzerem &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/10/podroz-enrique-sonia-nazario/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>„</strong><img class="alignleft size-full wp-image-1057" title="Podróż Enrique" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/10/enrique.jpg" alt="Podróż Enrique" width="197" height="280" /><strong>Podróż Enrique” Sonii Nazario</strong> jest dowodem na to, że więcej nie znaczy lepiej, a zachowawczość i powściągliwość to jej obce.</p>
<p>Podobnie, jak czytana przeze mnie nie tak dawno temu <a href="http://lekturki.com/2009/10/afrykanska-odyseja-klaus-brinkbaumer/" target="_blank">„Afrykańska odyseja” Klausa Brinkbäumera</a> również, powstała na kanwie cyklu nagrodzonych Pulitzerem reportaży prasowych, książka amerykańskiej dziennikarki podejmuje temat emigracji z krajów trzeciego świata do ziemi obiecanej, tyle że u Brinkbäumera była do Europa, a u Nazario jest USA. Piszą zresztą o tym w zupełnie odmienny sposób, co w przypadku Sonii Nazario niekoniecznie korzystnie wpłynęło na książkę. Brinkbäumer jest chłodnym profesjonalistą, który o trudnych i smutnych sprawach pisze w sposób oszczędny i konkretny, chętnie ubierając je społeczny lub kulturowy kontekst. Sonia Nazario odwrotnie, pisze bardzo (za bardzo) emocjonalnie, kontekst kulturowy w jej wykonaniu praktycznie nie istnieje, ze społecznym jest lepiej, ale i tak w „Podróży Enrique” króluje redundancja tanich emocji i akcentowane wzruszające drobiazgi. Wszystko to przez nadmierne skupienie się na ckliwym realizmie: strachu, bólu, pocie i łzach, które zapewne mają wywołać w czytelniku wstrząs, a w praktyce dają efekt przeciwny do założonego.</p>
<p>Po prawdzie nie wątpię, że eskalacja emocji w wykonaniu Nazrio ma poparcie w rzeczywistości. Przejazd na dachu pociągu przez Meksyk nie jest bowiem ot takim sobie przedsięwzięciem, zwłaszcza jeśli jest się dzieckiem, a niemalże na każdym kroku dybią na ciebie bandyci, złodzieje, gwałciciela, nieprzychylnie nastawiona ludność lokalna oraz skorumpowane służby emigracyjne i w dodatku nie wiadomo co gorsze.</p>
<p>W „Podróży Enrique” nie ma właściwych odpowiedzi ani dobrych rozwiązań. Każda podjęta decyzja ma ambiwalentny wydźwięk. To głód i bieda, ale także chęć dorobienia się, popycha Latynosów z ku granicy Meksyku i USA na Rio Grande. Całą spiralę nieszczęść nakręca już sama decyzja o emigracji: jeśli się na nią nie zdecydujesz – twoja rodzina będzie głodować, jeśli się na nią zdecydujesz – z biegiem czasu (i napływem dolarów) będą rosły wzajemne pretensje i oskarżenia. Dzieci nie chcą wybaczyć rodzicom, że ci zostawili ich samych sobie lub pod opieką krewnych, a najnowszy model butów nike’a nie rekompensuje im braku ciepła i troski. Niektóre dzieci tęsknią tak bardzo, że decydują się wyruszyć w drogę w ślad za rodzicami. Nazario opowiada o jednym z nich, choć nazywanie 17 letniego młodego mężczyznę, który w tak zwanym międzyczasie zdążył spłodzić potomka, dzieckiem to gruba przesada. Nie mniej jednak dla autorki liczy się przede wszystkim efekt, a tytułowe Enrique jest postacią &#8211; symbolem, którego odyseja ma być odzwierciedleniem losów tysięcy dużo młodszych biedaków, więc niech już będzie 17-letni dzieciak.</p>
<p>Nie wiadomo czy „Podróż Enrique” powinno się czytać jako reportaż czy jako paradokumentalną powieść, bo nie jest ani jednym, ani drugim. Sposób ujęcia tematu przywodzi mi na myśl latynoską telenowele pełną mniejszych i większych tragedii oraz melodramatycznych wzruszeń. Nazario odczuwa silną potrzebę dopowiadania do końca i jeszcze dodatkowego akcentowania szczególnie dojmujących aspektów wędrówki, troszkę tak jakby z góry założyła, że „Podróż Enrique” czytać będą tylko nieszczególnie lotni umysłowo odbiorcy, którym wszystko to co istotne trzeba pokazać palcem, a dla lepszego efektu jeszcze kilka razy powtórzyć.</p>
<p>Nie mniej jednak Sonii Nazario odmówić nie można zaangażowania oraz świetnego przygotowania. Podobnie jak Enrique i ona odbyła podróż na dachu pociągu przez Meksyk (co zresztą napawa ją dumą niebywałą), poza tym skrupulatnie sportretowała rodzinne relacje i, co bardzo ważne, towarzyszy swemu bohaterowie także po przybyciu do USA. „Amerykańska” odsłona odysei chłopaka, poprowadzona równolegle z losami jego bliskich w Hondurasie, jest zresztą najciekawszą częścią książki, dla której warto po „Podróż Enrique” sięgnąć. Okazuje się bowiem, że mordercza droga przez Meksyk jest dopiero początkiem długiej drogi, niekoniecznie prostej, a życie w USA, jakkolwiek obfitujące w różne udogodnienia, wcale nie jest tak różowe, jak emigranci roją sobie przed wyruszeniem w drogę. Po pierwszych tygodniach euforii przychodzi czas opamiętania i gorzkich refleksji. Erupcja wzajemnych pretensji i niezrozumienia między kiedyś sobie bliskimi osobami. Owa upragniona bliskość jest tylko pozorem, co Sonia Nazario znakomicie oddaje. Psychologia postaci jest tu znakomita.</p>
<p>Jedna kwestia bardzo mnie zaintrygowała, a Sonia Nazario w żaden sposób się do niej nie ustosunkowała. Co na te masowe przejażdżki na dachach pociągów spółki kolejowe i maszyniści? Czyżby w Meksyku można było bez biletu przemieszczać się pociągami towarowymi?</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>[„Podróż Enrique” Sonia Nazario, Wydawnictwo Replika, Zakrzewo 2009]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/10/podroz-enrique-sonia-nazario/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao” Junot Diaz</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/06/krotki-i-niezwykly-zywot-oscara-wao-junot-diaz/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/06/krotki-i-niezwykly-zywot-oscara-wao-junot-diaz/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 06 Jun 2009 12:45:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[Junot Diaz]]></category>
		<category><![CDATA[Nagroda Pulitzera]]></category>
		<category><![CDATA[popkultura]]></category>
		<category><![CDATA[znak PROZA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=868</guid>
		<description><![CDATA[Przeczytałam ostatnie zdanie „Krótkiego i niezwykłego żywota Oscara Wao” dokładnie tydzień temu. Przeczytałam i stwierdziłam, że muszę się przespać z problemem. Nie, nie dlatego, aby nagrodzona Pulitzerem powieść Junota Diaza w jakikolwiek sposób mnie przerosła, a dlatego, że musiałam sobie &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/06/krotki-i-niezwykly-zywot-oscara-wao-junot-diaz/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/06/diaz.jpg" rel="lightbox[868]"><img class="alignleft size-medium wp-image-1171" title="diaz" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/06/diaz-204x300.jpg" alt="" width="204" height="300" /></a>Przeczytałam ostatnie zdanie <a href="http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2395" target="_blank"><strong>„Krótkiego i niezwykłego żywota Oscara Wao”</strong></a> dokładnie tydzień temu. Przeczytałam i stwierdziłam, że muszę się przespać z problemem. Nie, nie dlatego, aby nagrodzona Pulitzerem powieść Junota Diaza w jakikolwiek sposób mnie przerosła, a dlatego, że musiałam sobie przemyśleć czy to co pisarz zaserwował w powieści jest tym czego od literatury oczekuję i szczerzę przyznaję, że nie, nie jest. W czym, nawiasem mówiąc, zapewne będę odosobniona, bo „Żywot Oscara Wao” zbiera same entuzjastyczne recenzje.</p>
<p>Co Diazowi trzeba oddać, napisał powieść niezmiernie przekorną i przemyślaną. Jego Dominikana to ponury rewers Dominikany znanej folderu turystycznego: taka co ma wielkie zęby do straszenia, a nie rajskie plaże do leniuchowania, a tytułowy Oscarek<strong>*</strong> to tłusty nieudacznik, który każdym szczegółem swego nieporadnego jestestwa mimowolnie kontestuje kult macho. Co nie zmienia faktu, że chłopak bardzo chciał być macho, albo chociaż zasmakować dziewczyny, co wydawało się być awykonalne ze względu na patologicznie introwertyczną naturą i tuszą. Afekt jakim obdarzał piersiaste latynoski pozostawał zatem w sferze w najlepszym wypadku platonicznej, a zazwyczaj jednak nieodwzajemnionej, a sam Oscar wolał zagłębiać się w świecie fantastyki i gier RPG. Do czasu.</p>
<p>Właściwie rzec bym mogła, że Junot Diaz mnie nieco oszukał, bo nastawiłam się na opowieść stricte o  Oscarku (sugestia w tytule), tym czasem dostałam nie chronologicznie spisaną sagę jego całej rodziny czy może raczej opowieść o powtarzalności kapryśnego losu, pechu (klątwie, czyli <em>fuku</em>), który prześladował kolejne pokolenia. Nade wszystko zaś „Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao” jest apoteozą heroizmu, który drzemie w każdym, nawet w nieporadnym Oskarze, który w obliczu prawdziwego zagrożenia zrazu odkrył w sobie pokłady niemalże nieludzkiej odwagi.</p>
<p>Last but not least, jak mawiają Anglicy – język Junota Diaza. A właściwie dwa języki, bo choć powieść napisana została po angielsku upstrzona jest mnóstwem hiszpańskojęzycznych wtrąceń (które na szczęście przetłumaczono, a wiem, że posiadacze egzemplarzy w oryginale tyle szczęścia nie mieli). Diaz pisze dosadnie<strong>**</strong>, dowcipnie, bezceremonialnie i figlarnie, sporo tu przekleństw, jeszcze więcej kolokwializmów i grubiaństwa wszelakiej maści, co czyni z „Krótkiego i niezwykłego żywota” powieść dosyć ciężką do przebrnięcia.  Mi w każdym razie było ciężko, a proces czytania wlókł się i wlókł. Właściwie z ulgą odetchnęłam, gdy dotrwałam do ostatniej kropki.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 3.5 out of 6 stars</p>
<p><strong>*</strong> Już samo imię Oscar jest jakże znaczące, śmiem twierdzić, że będąc Oscarem nie można być szczęśliwym, popatrzcie tylko na Oskarka z „Blaszanego Bębenka” Guntera Grassa, albo Oskara Zrzędę z „Ulicy Sezamkowej”, którą namiętnie oglądałam lata temu.<br />
<strong>**</strong> Nie chcąc być gołosłowną zacytują taki mały smaczek oddający specyfikę stylu i leksyki Diaza: <em>Jak niektórzy z was wiedzą, trzcinowe pola, to, kurwa, nie przelewki i nawet najbystrzejsi mogą się zgubić w ich nieskończoności, by po wielu miesiącach ukazać się ponownie w postaci aranżacji z kości</em> [s. 138]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/06/krotki-i-niezwykly-zywot-oscara-wao-junot-diaz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>28</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Prochy Angeli&#8221; Frank McCourt</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/05/prochy-angeli-frank-mccourt/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/05/prochy-angeli-frank-mccourt/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 28 May 2008 15:01:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[(auto)biografie i wspomnienia]]></category>
		<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[dzieciństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Frank McCourt]]></category>
		<category><![CDATA[Irlandia]]></category>
		<category><![CDATA[Nagroda Pulitzera]]></category>
		<category><![CDATA[Pi]]></category>
		<category><![CDATA[ubóstwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=239</guid>
		<description><![CDATA[Muza mnie opuściła do cna. Wyzuta z pomysłów, wymięta jam i zmęczona. I kto na tym najbardziej traci &#8211; oczywiście lekturki, bo czytać &#8211; czytam, ale pisać o tym co czytam wcale nie mam ochoty, nic a nic. Więc poniekąd &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/05/prochy-angeli-frank-mccourt/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/05/prochy.jpg" rel="lightbox[239]"><img class="alignleft alignnone size-medium wp-image-241" style="float: left;" title="Prochy Angeli " src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/05/prochy-188x300.jpg" alt="" width="180" height="286" /></a>Muza mnie opuściła do cna. Wyzuta z pomysłów, wymięta jam i zmęczona. I kto na tym najbardziej traci &#8211; oczywiście lekturki, bo czytać &#8211; czytam, ale pisać o tym co czytam wcale nie mam ochoty, nic a nic. Więc poniekąd z obowiązku, póki jeszcze jestem &#8222;na świeżo po&#8221;, kilka zdań o &#8222;Prochach Angeli&#8221;, książce, do której czytelnicze przymiarki czyniłam od dość dawna i nawet miałam (w sumie wciąż mam) wypożyczoną wersje anglojęzyczną. Jedynym co odwodziło mnie od przeczytania jej była mikroskopijna czcionka. W każdym bądź razie, czas temu jakiś odkryłam, że pierwsze polskie wydanie, nagrodzonych Pulitzerem, wspomnień Franka McCourta ukazało się pod (jakże patetycznym) tytułem &#8222;Popiół i żar&#8221; i w tej edycji bez problemu udało mi się książkę znaleźć w bibliotece (w której ostatnio spędzam sporo czasu, na przykład dziś wybieram się oddać skonsumowane wczoraj w ramach wieczornego relaksu na sofie hrabalowe &#8222;Auteczko&#8221; i przy okazji wypożyczyć coś na jego miejsce). Nie o tym, jednak miałam pisać.<a href="http://merlin.pl/Prochy-Angeli_Frank-McCourt/browse/product/1,524571.html;jsessionid=676C99435B33073A0B13B01E1987F777.LB2" target="_blank"><strong></strong></a></p>
<p><a href="http://merlin.pl/Prochy-Angeli_Frank-McCourt/browse/product/1,524571.html;jsessionid=676C99435B33073A0B13B01E1987F777.LB2" target="_blank"><strong>&#8222;Prochy Anegli&#8221;</strong></a> (bo jednak to tłumaczenie tytułu preferuję) to powieść znakomita. Słodko &#8211; gorzka, na przemian smutna i rozbawiająca do łez. Unurzana w irlandzkich klimatach pijańsko-patriotyczno-kościelnych, które de facto obce są współczesnemu (młodemu) Polakowi, dla którego Zielona Wyspa jest ziemią obiecaną, celem zarobkowych pielgrzymek. Irlandia u McCourta, ta z przełomu lat trzydziestych i czterdziestych ubiegłego wieku, z ziemią obiecaną nie ma nic wspólnego. To raczej ziemia przeklęta, wyklęta, na której możesz cię wzbogacić co najwyżej o suchoty albo zapalenie płuc, a wtedy to już tylko do piachu.<br />
<em>Kiedy myślę o swoim dzieciństwie, zastanawia mnie, jak udało mi się przeżyć. Było to, naturalnie, żałosne dzieciństwo, bo nad szczęśliwym dzieciństwem w ogóle nie warto się zastanawiać. Gorsze od normalnego żałosnego dzieciństwa jest żałosne irlandzkie dzieciństwo, a jeszcze gorsze &#8211; żałosne irlandzkie dzieciństwo katolickie</em> [s. 9] Ostatnie cztery słowa to klucz do zrozumienia powieści oraz dramatyzmu wzrastania na Zielonej Wyspie, zwłaszcza z perspektywy permanentnie niedożywionego szkraba w dziurawych butach.</p>
<p>Właściwie gdybym nie posiadała elementarnej wiedzy na temat historii Irlandii i pewności, że &#8222;Prochy Angeli&#8221; są zbeletryzowanymi wspomnieniami żywego, stąpającego po ziemi człowieka, mogłabym pomyśleć, że McCourt celowo udramatyzował opowieść o swym dzieciństwie, które najlepiej określa triada: bród+smród+ubóstwo, a w szczelinach pomiędzy nimi rodzina oraz kościół. Instytucje bardziej despotyczne niż opiekuńcze, wiecznie czegoś od młodego bohatera oczekujące, w zamian oferujące ograniczone zainteresowanie. Ze strony familii &#8211; sfiksowany na punkcie patriotyzmu ojciec-alkoholik (z manierami prezbiterianina, co z wyrzutem w kółko wypominano autorowi i jego rodzeństwo) chciał, aby Frank umarł za Irlandię. Ze strony kościoła oczekiwano, że odda życie za wiarę. Przestaje dziwić fakt, że biedaczek najmilsze chwile spędzał w szpitalu.</p>
<p>U McCourta miesza się dosłownie wszystko: katolicyzm w najbardziej apodyktycznym wydaniu z dojrzewaniem pełnym pokus, głód i ubóstwo z chwilami szczęścia i beztroskie (jakie mogą być udziałem tylko tych, którzy nic nie mają), toksyczna rodzina z miłością braterską, niewinność z grzeszkami rozmaitymi, kufelek piwa ze smakiem oranżady, smak świńskiego łba z toffi. A wszystko to suto podlane zabobonno &#8211; ludycznym sosem, dzięki któremu lektura tej smutno &#8211; gorzkiej książki przysporzyła mi sporo uciechy i kilkanaście wybuchów śmiechu. Polecam.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/05/prochy-angeli-frank-mccourt/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Zabić drozda” Harper Lee</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/03/%e2%80%9ezabic-drozda%e2%80%9d-harper-lee/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/03/%e2%80%9ezabic-drozda%e2%80%9d-harper-lee/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 Mar 2008 17:07:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[amerykańska prowincja]]></category>
		<category><![CDATA[dzieciństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Harper Lee]]></category>
		<category><![CDATA[literatura młodzieżowa]]></category>
		<category><![CDATA[Nagroda Pulitzera]]></category>
		<category><![CDATA[salamandra]]></category>
		<category><![CDATA[Wyzwania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.wordpress.com/?p=161</guid>
		<description><![CDATA[Dlaczego Harper Lee napisała tylko jedną książkę? Właśnie takie pytanie zadałam sobie po przeczytaniu „Zabić drozda”, książki, którą połknęłam niemal jednym tchem, nie nudząc się ani przez chwilę. Książki, która mną wstrząsnęła i zachwyciła zarazem. Więc dlaczego? Z jednej strony &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/03/%e2%80%9ezabic-drozda%e2%80%9d-harper-lee/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/03/drozda.jpg" rel="lightbox[151]"><img class="alignleft size-medium wp-image-1150" title="Zabić drozda" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/03/drozda-196x300.jpg" alt="" width="196" height="300" /></a> <span style="font-family: Georgia;">Dlaczego Harper Lee napisała tylko jedną książkę? Właśnie takie pytanie zadałam sobie po przeczytaniu „Zabić drozda”, książki, którą połknęłam niemal jednym tchem, nie nudząc się ani przez chwilę. Książki, która mną wstrząsnęła i zachwyciła zarazem. Więc dlaczego? Z jednej strony mam do autorki pewien żal, że po tak błyskotliwym debiucie nie kontynuowała kariery pisarskiej. Mogłaby napisać jeszcze wiele wybornych książek, ale z drugiej strony, równie dobrze mogłoby to być wiele miernot. Dlatego również po cichu podziwiam Harper Lee za to, że nie poddała się (zapewne silnej) presji sukcesu i postanowiła pozostać autorką jednej, ale za to wybitnej, książki. </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: Georgia;">Nagrodzona Pulitzerem <a href="http://merlin.pl/Zabic-drozda_Harper-Lee/browse/product/1,428697.html;jsessionid=115672C38416EFC2AB7E74EB2436F588.LB2" target="_blank">„Zabić drozda”</a> to powieść czarującą. Przenosi nas w czasy schyłku wielkiego kryzysu na senną, amerykańską prowincję, konkretnie do (fikcyjnego) hrabstwa Maycomb w Alabamie. Właśnie zaczyna się lato. Najbardziej ukochana przez dzieci pora roku. Dla siedmioletniej Skaut będą to ostatnie miesiące wolności, bo już od września zacznie chodzić do szkoły. Jednak zanim nadejdzie jesień, dziewczynka wraz ze swym starszym bratem Jemem oraz Dillem – kolegą z sąsiedztwa, spędzi wiele dni na beztroskich zabawach i psotach. Póki co głównym problemem młodych bohaterów „Zabić drozda” będzie tajemnicza postać Boo Radleya – sąsiada, który nigdy nie wychodził z domu w związku z czym płodna dziecięca wyobraźnia miała nieskończone pole do popisu. Kim jest Boo, czemu nie wychodzi z domu, czy faktycznie żywi się wiewiórkami i – o zgrozo – jak go z tego domu wykurzyć?</span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: Georgia;">Alabama w latach trzydziestych była stanem, w którym wciąż bardzo żywa pozostawała niechęć do czarnoskórych. Byli tolerowani, nic nad to. Ojciec Skaut i Jema – noszący wdzięczne imię – Atticus jako adwokat został przydzielony do obrony czarnoskórego Toma Robbinsa, oskarżonego o napaść i gwałt na białej dziewczynie. Atticus jest przykładem człowieka prawego pod każdym względem. Być może nie spisuje się najlepiej w roli rodzica (co zresztą sam przyznaje), ale za to jest człowiekiem, który ściśle trzyma się pewnego kodeksu etycznego czym zjednał sobie uwielbienie swych dzieci oraz szacunek mieszkańców Maycomb. Atticus ponad wszystko ceni sobie dobro i prawdę. Pozostaje niezrażony i nie poddaje się naciskom społecznym, wierzy w niewinność Toma Robbinsa i, pomimo sprawy z góry skazanej na przegraną, broni go zacięcie. Mieszkańcom Maycomb, dotąd traktujące Atticusa jako autorytet moralny, bardzo się to nie podoba. Społeczność odwraca się od rodziny Finchów niczym obrażona panna, co siłą rzeczy odbije się również na dzieciach.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: Georgia;">„Zabić drozda” to powieść nie tylko o tolerancji i względności postaw moralnych (w myśl zasady, że punkt widzenia zależy do punku siedzenia), ale również, a może przede wszystkim opowieść o sielskim dzieciństwie na amerykańskiej prowincji. Skaut, rezolutna i dowcipna narratorka powieści, jest postacią filuterną, bystrą i zupełnie po dziecięcemu naiwną i bezbronną. Obserwuje z zaciekawianiem wszystko to co wokół niej się dzieje i próbuje po swojemu, dziecięcemu to zrozumieć. Tylko, że trudno jest pojąć tak dojmującą i na co dzień skrętnie skrywaną nienawiść względem innych. Harper Lee, wychowana na amerykańskiej prowincji, pieczołowicie i z ogromną dozą czułości odmalowała ten ciasny światek ploteczek, zadbanych ogródków, popołudniowych herbatek, ale także głęboko skrywanych tajemnic. Martha Grimes pisząc swoją trylogię o młodocianej pani detektyw Emmie Graham, na pewno inspirowała się jej pisarstwem. </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: Georgia;"><strong>Wspaniała książka, </strong>przejmująca choć napisana z lekkością i polotem. Gdybym kiedyś miała jakiś wpływ na układania listy lektur szkolnych, chciałabym żeby się tam znalazła. </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/03/%e2%80%9ezabic-drozda%e2%80%9d-harper-lee/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

