<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; multikulti</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/tag/multikulti/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Mon, 06 Feb 2012 11:11:56 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Preethi good thing</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/08/gypsy-masala-preethi-nair/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/08/gypsy-masala-preethi-nair/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Aug 2010 11:59:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Czytadło]]></category>
		<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Hindusi]]></category>
		<category><![CDATA[multikulti]]></category>
		<category><![CDATA[Preethi Nair]]></category>
		<category><![CDATA[rodzina]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1403</guid>
		<description><![CDATA[Powieści Preethi Nair czytam tylko latem. Co roku jedną. Dwa lata temu zachwyciły mnie „Kolory miłości”, w ubiegłym roku nieco rozczarowało „Sto odcieni bieli”, a teraz zupełnie przyjemną niespodziankę sprawiła mi debiutancka „Gypsy Masala”. Tym milszą, że powieść okazała się &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/08/gypsy-masala-preethi-nair/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/gypsy_masala.jpg" rel="lightbox[1403]"><img class="size-full wp-image-1404  aligncenter" title="gypsy_masala" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/gypsy_masala.jpg" alt="" width="190" height="290" /></a></p>
<p>Powieści Preethi Nair czytam tylko latem. Co roku jedną. Dwa lata temu zachwyciły mnie <a href="http://lekturki.com/2008/08/kolory-milosci-preethi-nair/" target="_blank">„Kolory miłości”</a>, w ubiegłym roku nieco rozczarowało <a href="http://lekturki.com/2009/07/sto-odcieni-bieli-preethi-nair/" target="_blank">„Sto odcieni bieli”</a>, a teraz zupełnie przyjemną niespodziankę sprawiła mi debiutancka <strong>„Gypsy Masala”</strong>. Tym milszą, że powieść okazała się być napisana w na tyle prosty sposób, że czytanie ani nie znużyło mnie, ani nie przysporzyło językowych trudności, bo właśnie, koniecznie dodać muszę, książka nie doczekała się (jeszcze?) polskiego wydania, a ja przeczytałam jej oryginalne wydanie dzięki uprzejmości Matali, która była tak miła i sprezentowała mi swój egzemplarz.</p>
<p>Czytanie w języku obcym, prócz rozlicznych wad typu ślimacze tempo lektury, ma również sporo zalet, przy czym bodaj tę najważniejszą, obok <em>practising language skills,</em> są obniżone wymagania względem lektury, a właśnie „Gypsy Masali” nie sposób nazwać powieścią w pełnym znaczeniu tego słowa. To raczej sprawnie napisane czytadło czy literacka wprawka, choć co Nair oddać trzeba, literacka wprawka zmyślnie skonstruowana: troje pierwszoosobowych opowiadaczy &#8211; Molu oraz jej przybrani rodzice &#8211; z własnymi historiami, które dopiero w połączeniu tworzą spójną całość wyjaśniającą wszystkie rodzinne „białe plamy.</p>
<p>Fabuła „Gypsy Masali” jest prosta jak konstrukcja cepu i do tego snuta na bazie typowych dla nurtu <em><a href="../../../../../tag/multikulti/">multikulti</a> </em>kontrastów. Rozdźwięk między nowoczesnością a tradycją czy kulturą Wschodu i Zachodu został pokazany na przykładzie relacji rodzinnych w środowisku indyjskich imigrantów z pierwszego i drugiego pokolenia. Postaci Nair uwikłane w obowiązki względem rodziny, opresyjnej kultury i tradycji, wtłoczone wbrew w woli w sztywne role, będą zmuszone niejednokrotnie dokonywać dramatycznych wyborów i przewartościowań w imię (jakkolwiek patetycznie i kiczowato to nie brzmi) realizacji siebie.</p>
<p>Właściwie każda z postaci mogłaby być bohaterem osobnej, bardziej złożonej powieści i poniekąd faktycznie tak się dzieje, bo wątki zaledwie pobieżnie zarysowane w „Gypsy Masala” znajdą swoje pełniejsze rozwinięcie w „Stu odcieniach bieli” i „Kolorach miłości”. A sam debiut? Przyjemna i bezpretensjonalna lektura. W porządku, może i odrobinę kiczowata i z naiwnym przesłaniem, ale i tak dobry z niej  przerywnik od poważniejszych spraw.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p>„Gypsy Masala” Preethi Nair, Harper Collins Publishers, Londyn 2004</p>
<p><strong>Powieści z nurtu <a href="http://lekturki.com/tag/multikulti/" target="_blank">multikulti</a></strong></p>
<p>[zbiór własny]<strong><br />
</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/08/gypsy-masala-preethi-nair/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Czas postu, czas uczty” Anita Desai</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/10/czas-postu-czas-uczty-anita-desai/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/10/czas-postu-czas-uczty-anita-desai/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Oct 2009 21:52:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Daleki Wschód]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Anita Desai]]></category>
		<category><![CDATA[Hindusi]]></category>
		<category><![CDATA[Indie]]></category>
		<category><![CDATA[multikulti]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1026</guid>
		<description><![CDATA[Kilka dni temu Krepińska wspomniała o jesiennych porządkach literackich: wakacyjne książki ustępują miejsca tym nieco innym. Takim, które idealnie nadają się do czytania w te słynne jesienne wieczory (których nawiasem mówiąc nie cierpię, ale zupełnie nie o tym pisać miałam) &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/10/czas-postu-czas-uczty-anita-desai/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-1027" title="czas postu czas uczty" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/10/czas_postu__czas_uczty.jpg" alt="czas postu czas uczty" width="184" height="300" />Kilka dni temu <a href="http://krepinska.blogspot.com/">Krepińska</a> wspomniała o jesiennych porządkach literackich: wakacyjne książki ustępują miejsca tym nieco innym. Takim, które idealnie nadają się do czytania w te słynne jesienne wieczory (których nawiasem mówiąc nie cierpię, ale zupełnie nie o tym pisać miałam) i faktycznie coś w tym jest. Pewne lektury nadają się do czytania tylko w określonych „okolicznościach przyrody”, a przynajmniej u mnie tak to funkcjonuje. W każdym razie  „Czasem postu, czasem uczty” Anity Desai właśnie zainaugurowałam literacką jesień.</p>
<p>Bowiem, choć właściwie nie wiem czemu, literatura z kulturowego pogranicza wchodu z zachodem tworzona przez anglojęzyczne Induski nieodmiennie kojarzy mi się z jesienią, ewentualnie zimą, ale bynajmniej nie z latem. Myślę sobie nawet, że gdybym „Czas postu, czas uczty” przeczytała kilka tygodni temu byłabym mniej tolerancyjna dla stylistycznej nieporadności przekładu, którą teraz przełknęłam. Nie bez wewnętrznego oporu, bo, najoględniej rzecz ujmując, powieść Anity Desai pod tym względem wypada bardzo kiepsko. Przetłumaczona została bowiem w irytującej manierze, która zaowocowała suchymi, oderwanymi od siebie zdankami, tak topornymi, że przywodzącymi na myśl kołki ociosane tępą siekierką. Odstawmy jednak na bok stylistyczną indolencję, bo na szczęście nieporadny przekład nie zabił interesującej fabuły.</p>
<p>Bardzo lubię hinduskie klimaty, więc gdy tylko mam okazję sięgam po taką literaturę. Jednak w porównaniu ze znanymi mi pisarkami nurtu <a href="http://lekturki.com/tag/multikulti/" target="_blank">multikulti</a> Anita Desai nie tylko oscyluje wokół nieco innej tematyki, ale i sięga niejako głębiej. Mniej, a właściwie niemalże zupełnie, nie interesuje jej pozycja kobiety na kulturowym przecięciu, ani ewentualne problemy tożsamościowe wynikające z niego, co z kolei jest motywem przewodnim powieści <a href="http://lekturki.com/tag/preethi-nair/" target="_blank">Preethi Nair</a> czy <a href="http://lekturki.com/2008/12/aranzowane-malzenstwa-chitra-banerjee-divakaruni/" target="_blank">Chitry Banerjee Divakaruni</a>. Desai w „Czasie postu, czasie uczty” skupia swoje zainteresowania wokół kwestii relacji rodzinnych, a raczej ich kulturowej odmienności. Nie ma tu wzajemnego przenikania wpływów wschodu i zachodu, miast tego są bardzo wiarygodnie sportretowane dwie rodziny: indyjska i amerykańska oraz uniwersalne problemy: nadmiar oraz niedostatek troski.</p>
<p>W indyjskiej, bardziej rozbudowanej, części Desai opowiada historię dorosłej kobiety, być może nieco umysłowo opóźnionej, która przez od zawsze żyła pod dictum swych surowych i konserwatywnych rodziców, którzy jako wyrocznie tego co wypada i nie wypada, sprawowali absolutną kontrolę nad każdym aspektem jej istnienia, jednocześnie nie ukrywając, że Uma właściwie jest dla nich tylko i wyłącznie niewdzięcznym ciężarem. Nie pozwolili dziewczynie ukończyć edukacji, miast tego kazali zajmować się ich maleńkim synem – owocem późnej namiętności, który pojawił się w chwili, gdy oboje już dawno zwątpili, że kiedykolwiek uda im się spłodzić syna. Gdy Arun dorósł, a Umę, pomimo kilkukrotnych upokarzających prób, nie udało się wydać za mąż, rodzice niemalże ubezwłasnowolniają, czyniąc z niej niemalże służącą. Najbardziej dojmujący u Desai jest sposób w jaki opisała bolesną samotność Umy, poczucie bycia zbędnym, niechcianym i wyalienowanym na emocjonalnym pustkowiu rodzinnego łona. Dziewczyna ponad wszystko pragnęła odrobiny ciepła i zrozumienia, ale drobnomieszczańska mentalność mamy i papy odarła ją przede wszystkim z  godności.</p>
<p>W amerykańskiej części rodzinne stosunki mają się zgoła odmiennie, lecz tylko z pozoru. W rodzinie, do której trafia na czas wakacji studiujący w USA Arun, nikt specjalnie się sobą nie interesuje. Po prawdzie przybysz z innej kultury na jakiś czas skupia na sobie całą uwagę i entuzjazm pani domu, która nagle, po trosze z nudów, a po trosze z chęci odmienienie swego jałowego życia, postanawia przerzucić się na wegetarianizm i hinduską żywność, ale jej zaabsorbowanie przemija równie szybko, jak się pojawiło. Symbolem obumarłych stosunków wewnątrz rodziny jest fakt, że jej członkowie nie zwykli razem spożywać posiłków. Każdy żywi się tym czym chce i kiedy chce, nie zawracając sobie głowy towarzystwem bliskich. Pasją pani domu jest dbanie o to, aby jej rodzina zawsze miała do dyspozycji zamrażalnik pełen gotowych dań, a obsesja ciągłego uzupełniania zapasów żywności jest jedyną aktywnością, która przynosi jej spełnienie. Zupełnie nie interesuje jej, że córka żywi się jedynie czekoladowymi batonikami, ani tym bardziej nie dopuszcza do siebie świadomości, że za chwilę będzie je zwracać w toalecie. I choć w amerykańskiej rodzinie wszyscy są syci, jest to tylko sytość pozorna, bo w rzeczywistości tkwią na emocjonalnej pustyni. Całemu temu zamieszaniu przygląda się okiem przybysza z zewnątrz Arun, którego tak samo konfundują wymioty młodej Amerykanki, jak emocjonalna oschłość całej rodziny, ale i konsumpcyjny pęd pani domu.</p>
<p>W „Czasie postu, czasie uczty” Anita Desai popada ze skrajności w skrajność, przekonując, że bez względu na wychowanie i kulturę nie warto być nadgorliwym i przesadnym w żadnej ze sfer istnienia. Bowiem jakkolwiek by się od siebie nie różniły kultury – podstawowe ludzkie potrzeby wciąż pozostają takie same. Niby nic odkrywczego, ale przeczytać warto.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>[„Czas postu, czas uczty” Anita Desai, Wydawnictwo Akademickie Dialog, Warszawa 2004]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/10/czas-postu-czas-uczty-anita-desai/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>18</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Sto odcieni bieli” Preethi Nair</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/07/sto-odcieni-bieli-preethi-nair/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/07/sto-odcieni-bieli-preethi-nair/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 12 Jul 2009 12:09:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[multikulti]]></category>
		<category><![CDATA[Preethi Nair]]></category>
		<category><![CDATA[Wyzwania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=908</guid>
		<description><![CDATA[Mniej więcej roku temu zachwyciłam się lekkością i wdziękiem „Kolorów miłości” Preethi Nair. Bardzo cieszyła mnie myśl, że na przeczytanie wciąż czeka, jeszcze goręcej wychwalane i polecane, „Sto odcieni bieli”. Znakomitym pretekstem do tego by w końcu zabrać się za &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/07/sto-odcieni-bieli-preethi-nair/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-909" title="Sto odcieni bieli" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/07/sto.jpg" alt="Sto odcieni bieli" width="184" height="300" />Mniej więcej roku temu zachwyciłam się lekkością i wdziękiem <a href="http://lekturki.com/2008/08/kolory-milosci-preethi-nair/" target="_blank">„Kolorów miłości” </a>Preethi Nair. Bardzo cieszyła mnie myśl, że na przeczytanie wciąż czeka, jeszcze goręcej wychwalane i polecane, „<strong>Sto odcieni bieli</strong>”. Znakomitym pretekstem do tego by w końcu zabrać się za lekturę okazało się <a href="http://koloroweczytanie.blox.pl/html" target="_blank">kolorowe wyzwanie czytelnicze</a>. Tak więc wczorajszy wieczór przeznaczyłam na czytanie Nair i przyznać muszę, że tym razem nie jestem aż tak oczarowana jak miało to miejsce rok temu&#8230;</p>
<p>Co nie zmienia faktu, że „Sto odcieni bieli” czytało mi się przyjemnie i w dodatku z nieuchronnie wzmagającym się apetytem. Uwielbiam indyjskie smaki, a pieczołowite opisy kuchennych rytuałów tudzież (o zgrozo!) ich aromatycznych efektów aż za skutecznie wiercą dziurę w żołądku. Ale powieść Nair na szczęście to nie tylko gotowanie, choć można je spokojnie uznać za motyw przewodni „Stu odcieni bieli”, ale również całkiem przyjemne obyczajowe czytadło, powiedziałabym, że magiczne acz mało odkrywcze, sprowadzające się do jakże miłej dla podniebienia tezy, że odpowiednio przygotowane potrawy są lekarstwem na każdy problem.</p>
<p>Tych kłopotów zresztą Nalini ma całkiem sporo. Wyrwana ze swych ukochanych Indii, przeniesiona to chłodnej Anglii, w której czuje się obca i bezużyteczna i jakby tego było mało bez słowa wyjaśnienia porzucona przez wiarołomnego małżonka. Zostaje zatem sama z długami i dwójką małych dzieci, ale wtedy na scenę wkraczają życzliwy ludzi, którzy dyskretnie pomagają Nalini odbudować nie tylko wiarę w siebie, ale i życie w ogóle. Kluczem do szczęścia będzie kuchnia i magiczne przetwory, które mają moc rozwiązywania problemów. Zaś jedyną osobą, która nie chce tego dostrzec jest córka Nalini – Maja, druga narratorka, która nie może pogodzić się z rzekomą śmiercią ojca i nie chce wybaczyć matce, że ta śmiała ułożyć sobie życie u boku innego mężczyzny.</p>
<p>Fabuła jest zaskakująco prosta i przewidywalna, a cały jej urok kryje się właśnie w owej prostolinijności, ciepłym przesłaniu i magii kryjącej się w zakamarkach kuchni. A czego mi zabrakło? Błyskotliwości i dowcipu „Kolorów miłości”, a i pary narratorek za nic nie byłam w stanie polubić. Irytowała mnie życiowa nieporadność i wiernopoddańczość Nalini, ale i arogancja i upór Mai. Nie mniej jednak godziny spędzone w towarzystwie Preethi Nair uważam za zupełnie udane, a i chętnie przeczytałabym kolejną jej książkę.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/07/sto-odcieni-bieli-preethi-nair/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>“Mały słownik chińsko-angielski dla kochanków” Xiaolu Guo</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/03/maly-slownik-chinsko-angielski-dla-kochankow-xiaolu-guo/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/03/maly-slownik-chinsko-angielski-dla-kochankow-xiaolu-guo/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 01 Mar 2009 20:22:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Daleki Wschód]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Anglicy]]></category>
		<category><![CDATA[multikulti]]></category>
		<category><![CDATA[Xiaolu Guo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=657</guid>
		<description><![CDATA[Znacie ten dowcip o papudze – alkoholiczce, której właściciel zagroził, że jeśli raz jeszcze przyłapie ją na popijaniu gorzałki powyrywa jej wszystkie pióra? Przez jakiś czas był spokój, ale któregoś dnia, gdy wrócił do domu zastał papugę w sztok pijaną, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/03/maly-slownik-chinsko-angielski-dla-kochankow-xiaolu-guo/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-658" title="Mały słownik chińsko - angielski dla kochanków - Xiaolu Guo" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/03/guo.jpg" alt="Mały słownik chińsko - angielski dla kochanków - Xiaolu Guo" width="176" height="280" />Znacie ten dowcip o papudze – alkoholiczce, której właściciel zagroził, że jeśli raz jeszcze przyłapie ją na popijaniu gorzałki powyrywa jej wszystkie pióra? Przez jakiś czas był spokój, ale któregoś dnia, gdy wrócił do domu zastał papugę w sztok pijaną, z pasją wyrywającą swoje piórka i mrucząc pod dziobem: <em>Po co mi te pióra</em>? Do podobnych wniosków doszła główna bohaterka <a href="http://bonito.pl/ksiazka/0000347694.html" target="_blank"><strong>„Małego słownika chińsko-angielskiego dla kochanków”</strong></a>, ale nie uprzedzajmy faktów.</p>
<p><a href="http://www.guoxiaolu.com/" target="_blank">Xiaolu Guo</a>, pisarka a właściwie wszechstronnie utalentowana artystka znana w Polsce dotąd jedynie z opublikowanej przed kilkoma laty <a href="http://muza.com.pl/?module=okladki&amp;id=41298" target="_blank">„Kamiennej wioski”</a>, popełniła powieść interesującą z przynajmniej kilku powodów. Po pierwsze „Mały słownik…” jest jedną z nielicznych pozycji, która (odwrotnie niż zdążyliśmy przywyknąć) traktuje o zachodnim świecie widzianym z perspektywy dalekowschodniego obserwatora. To zdecydowanie jeden z najwyżej cenionych przeze mnie literackich motywów, wzajemne ścieranie, przenikanie i oddziaływanie na siebie skrajnie różnych kultur. I faktycznie z łatwością mogłabym wymienić przynajmniej dwa tuziny publikacji rożnych amerykańskich i europejskich mądrych głów próbujących objąć i usystematyzować fenomen kultury ludów Azji. A w drugą stronę nie działa to już tak dobrze, a przynajmniej tego typu literatura nie jest zbyt chętnie tłumaczona na język polski.</p>
<p>Co wynikło ze zetknięcia rdzennej Chinki z Anglikiem? Zważywszy na lekką formę powieści Xiaolu Guo – sporo zabawnych perypetii, ale i kilka gorzkich refleksji. Humorystyczny potencjał „Małego słownika…” kryje się, co nie trudno odgadnąć, w językowych kłopotach bohaterki, którą rodzice (nawiasem mówiąc wieśniacy, którzy dorobili się na fabryce obuwia) wydelegowali do Londynu na roczny kurs angielskiego.</p>
<p style="padding-left: 30px;"><em>Oto zarządzanie rodziców: uczyć jak pisać i czytać angielski w Anglii, potem wrócić do Chin, zostawić posadę w państwowym zakładzie pracy i robić mnóstwo pieniędzy z wielki międzynarodowych stosunków biznesowych dla ich butnej fabryki.</em> [s. 19]</p>
<p>Książka jest zatem językowo i gramatycznie nieporadnym pamiętnikiem czy może raczej zeszytem do słówek opatrzonych osobistymi komentarzami nieco zagubionej narratorki, która stara się nie tracić rezonu nawet w obliczu tak rażących kulturowych zawiłości, jak choćby „bita śmietana” (<em>Jak ludzie biją śmietanę? Blisko Chinatown widzę plakat. Na plakacie naga kobieta tylko nosi skórzane botki i skórzane majtki i bije nagiego mężczyznę klęczącego pod nogami. Więc angielski kucharz także bije w kuchni?</em>) albo niepojętej ciągłości angielskich czasów. Komizm kryjący się w językowych lapsusach dość szybko się jednak wyczerpuje, a wtedy na scenę wkracza angielski kochanek i zabawna historyjka o perypetiach dwudziestoletniej Chinki za wielką wodą zmienia się w dość przewidywalne romansidło. Wciąż obłożone sporą dawką błyskotliwej ironii i intrygujących komentarzy na temat natury związków damsko-męskich, ale jednak przewidywalne i niestety nadmiernie upraszczające pewne kwestie.</p>
<p>Gdy rok mija, a troskliwy urząd imigracyjny Zjednoczonego Królestwa odmawia przedłużenia wizy, panna Z. powraca na stare śmieci, do Chin. Jednak rok w stolicy zepsutego kraju zachodniego (który, cytując „Misia”, może i ma jakieś plusy, ale chodzi o to, aby plusy nie przysłoniły minusów) musiał odbić na jej osobowości jakieś piętno. Niczym papużka z cytowanego wcześniej dowcipu Zhuang odrzuca piórka i państwową posadę, pijana nowymi doświadczeniami chce żyć na modłę zachodnią z dala od rodzinnej fabryki. I jakie z tego wniosek? Zachód przewróci w głowie nawet najzagorzalszym konserwom. Co zaś tyczy się samego „Małego słownika…” – nie, nie jest to literatura wielka, raczej sympatyczne czytadełko i choć Xiaolu Guo nie wnosi nic nowego do kulturoznawczego dyskursu nie można odmówić jej pisaninie świeżości i wdzięku.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/03/maly-slownik-chinsko-angielski-dla-kochankow-xiaolu-guo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Aranżowane małżeństwa” Chitra Banerjee Divakaruni</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/12/aranzowane-malzenstwa-chitra-banerjee-divakaruni/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/12/aranzowane-malzenstwa-chitra-banerjee-divakaruni/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 23 Dec 2008 09:04:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[Chitra Banerjee Divakaruni]]></category>
		<category><![CDATA[Hindusi]]></category>
		<category><![CDATA[multikulti]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=582</guid>
		<description><![CDATA[Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że „Aranżowane małżeństwa” to zbiór opowiadań bliźniaczo podobny do czytanego przeze mnie nie tak dawno temu „Tłumacza chorób” Jhumpy Lahiri. I faktycznie z wierzchu obie publikacje dotykają tych samych spraw. Obie pisarki &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/12/aranzowane-malzenstwa-chitra-banerjee-divakaruni/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-574" title="Aranzowane małżeństwa - Divakaruni" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/12/aranzowane.jpg" alt="Aranzowane małżeństwa - Divakaruni" width="187" height="280" />Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że <strong><a href="http://www.zysk.com.pl/catalog/product_info.php?products_id=2161" target="_blank">„Aranżowane małżeństwa”</a></strong> to zbiór opowiadań bliźniaczo podobny do czytanego przeze mnie nie tak dawno temu <a href="http://lekturki.com/2008/10/tlumacz-chorob-jhumpa-lahiri/" target="_blank">„Tłumacza chorób” Jhumpy Lahiri</a>. I faktycznie z wierzchu obie publikacje dotykają tych samych spraw. Obie pisarki są amerykańskimi Hinduskami i obie interesuje sytuacja kulturowego przecięcia – spotkania tradycji Wschodu z nowoczesnością Zachodu czy, inaczej rzecz ujmując, piszą o hinduskiej mniejszości w USA. Tyle, że każda z nich skupia się na nieco innym aspekcie emigracji. Jhumpe Lahiri bardziej interesowała kulturowa asymilacja, Divakaruni natomiast zmiany w tradycyjnym postrzeganiu kobiety. Zmiany, które wynikają z zetknięcia z kulturą świata zachodniego.</p>
<p>Na „Aranżowane małżeństwa” złożyło się 11, w mym odczuciu bardzo dobrych i co ważne równych, opowiadań. Niedawno Chihiro przy okazji recenzji <a href="http://chihiro.blox.pl/2008/12/Unaccustomed-Earth-Jhumpa-Lahiri.html" target="_blank">najnowszego tomu Jhumpy Lahiri</a> określiła jej teksty mianem <em>takich w sam raz</em>. Podobnie rzecz ma się z twórczością <a href="http://www.chitradivakaruni.com/" target="_blank"><strong>Chitry Banerjee Divakaruni</strong></a>, której opowiadania podobały mi się jeszcze bardziej niż te pióra Lahiri. Być może dlatego, że pisarce bardzo zgrabnie udało się pożenić dwa żywo interesujące mnie tematy: motyw obcości kulturowej z kobiecością w wersji dalekowschodniej. Co ważne, „Aranżowane małżeństwa” nie są książką z tezą, a Divkaruni nie pcha się ku tendencyjnym wnioskom i ryzykownym generalizacją o jakie ją, hinduską emigrantkę, można by podejrzewać. Wynika to być może z tego, że pisarka mieszka w Stanach już od ponad 30 lat (co samo przez się wyklucza podejrzenie o entuzjazm neofitki), więc nawet jeśli jest szczególna entuzjastką zachodniej wolności czy indyjskiego wychowania, nie daje tego po sobie poznać.</p>
<p>Lubię, gdy zbiór opowiadań nie jest przypadkową zbieraniną, a opowiadania łączy jakiś wspólny element. Motywem przewodnim &#8222;Aranżowanych małżeństw&#8221; jest próba dookreślenia tożsamości współczesnych Hindusek, bo okazuje się, że pojawia się spory rozdźwięk między regułami, według których młode dziewczęta są wychowywane, a ich praktycznym zastosowaniem, gdy te już dorosną. Wszystkie bohaterki Chitry Banerjee Divakaruni są poniekąd niewolnicami dwóch ideologii czy może raczej niewidzialnej granicy między nimi. Klasycznego wychowanie w duchu patriarchatu, w myśl którego kobieta jest kurą domową przypisaną do męża, któremu ma służyć posłusznie i rodzić dzieci. Dużo dzieci, najlepiej płci męskiej. Dla wielu mieszkańców Dalekiego Wschodu kobiety wciąż są obywatelkami drugiej kategorii, albo i trzeciej, jeśli nie mogą dać swemu mężowi syna, a wywierana na nie kulturowa presja nijak się ma do wolności, którą oferuje Zachód. Jednak to poczucie wolności bywa złudne, zwłaszcza w chwilach, gdy Zachód pokazuje swe rasistowskie oblicze. Bohaterki Divakaruni czują się zagubione, bo ani wpojone im tradycyjne zasady, ani rozpasanie obyczajowe Zachodu nie dają odpowiedzi, jak żyć. Wielka szansa okazuje się przekleństwem. Są uwięzione między mityczną wspaniałością Ameryki, a niemożnością aklimatyzacji jeszcze bardziej utrudnianą przez tradycyjne wychowanie. I rodziców. Rodziców, którzy może i z odległości kilkudziesięciu tysięcy kilometrów, ale jednak czułym okiem spoglądają w stronę swego potomstwa, kategorycznie żądają ślepego podążania za tradycją i przestrzegania pewnych reguł.</p>
<p>Mieszkańcy Azji nie wierzą w miłość. Wierzą w zdrowy rozsądek i małżeństwa aranżowane za pośrednictwem swata, bo tylko to daje podstawę trwałego związku. Małżeństwo z miłości to wymysł Zachodu. Divakaruni poddaje tą tezę subtelnej krytyce. Jej opowiadania nie są o swataniu, ani o skutkach swatania, ale o swoistym przewartościowaniu, które dokonuje się (niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki) w chwili przekroczenia granicy kulturowej. A o jego specyfice niech najlepiej świadczy fakt, że choć zachodni światopogląd kusi, od wpojonego w dzieciństwie wzornika zachowań kategorycznie odciąć się nie da. Wychowankom tradycyjnych kultur zawsze trudno będzie zmienić swój sposób postrzegania rzeczywistości.</p>
<p>Bardzo dobry zbiór. Amen.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5.5 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/12/aranzowane-malzenstwa-chitra-banerjee-divakaruni/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Tłumacz chorób” Jhumpa Lahiri</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/10/tlumacz-chorob-jhumpa-lahiri/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/10/tlumacz-chorob-jhumpa-lahiri/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 06 Oct 2008 21:08:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[Hindusi]]></category>
		<category><![CDATA[Jhumpa Lahiri]]></category>
		<category><![CDATA[multikulti]]></category>
		<category><![CDATA[znak PROZA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=468</guid>
		<description><![CDATA[Zaskakująco dobra książka, a właściwie zbiór opowiadań. Nierównych, ale zdumiewająco dobrych. Sięgając po „Tłumacza chorób” nie spodziewałam się zbioru opowiadań. Nie wiem czemu byłam przekonana, że Jhumpa Lahiri zadebiutowała powieścią. Możecie się zatem jedynie domyślać, jakich rozmiarów była moja konsternacja, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/10/tlumacz-chorob-jhumpa-lahiri/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/10/tlumacz.jpg" rel="lightbox[468]"><img class="alignleft size-medium wp-image-462" title="Tłumacz chorób - Jhumpa Lahiri" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/10/tlumacz.jpg" alt="" width="150" height="217" /></a>Zaskakująco dobra książka, a właściwie zbiór opowiadań. Nierównych, ale zdumiewająco dobrych.</p>
<p>Sięgając po <strong><a href="http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,923,tutul,T%C5%82umacz%20chor%C3%B3b" target="_blank">„Tłumacza chorób”</a></strong> nie spodziewałam się zbioru opowiadań. Nie wiem czemu byłam przekonana, że <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Jhumpa_Lahiri" target="_blank">Jhumpa Lahiri</a> zadebiutowała powieścią. Możecie się zatem jedynie domyślać, jakich rozmiarów była moja konsternacja, gdy po obiecująco rozpoczętej historii kryzysu w związku amerykańskich hindusów pisarka urwała wątek i przeskoczyła kilkadziesiąt lat wstecz, aby rozpocząć snucie następnej (nie mniej obiecującej) opowieści o przyjaźni Bengalczyka i pary Hindusów widzianej oczami małej dziewczynki. Nie powiem, poczułam się odrobinę wystrychnięta na dudka (co zresztą wynikło tylko i wyłącznie z mojego wrodzonego gapiostwa), bo (podobnie, jak większość mych krajan) nie przepadam za krótkimi formami literackimi, poza tym już zdążyłam rozgościć się w życiu pary z pierwszego opowiadania, a tu taki zawód. Ale! Jak mawiają mądrzy ludzie &#8211; nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło i dokładnie tak było z Jhumpą Lahiri.</p>
<p>Na „Tłumacza chorób” składa się dziewięć opowiadań z akcją osadzoną w środowisku hinduskich emigrantów w USA. Każda kolejna historia jest lepsza od poprzedniej. Nie wiem czy jest to celowy zabieg pisarki, czy opowiadania zostały uszeregowane w kolejności powstawania, bo jeśli tak, to z łatwością można prześledzić stopniowy rozkwit niebywałego talentu Jhumpy Lahiri do opowiadania obyczajowych historyjek z ogromną dozą empatii, jednocześnie podsycając niepokój. Opowiadania Lahiri są ciepłe, pełne emocji, ale czytelnika nie opuszczają nieokreślone złe przeczucia. Jak w horrorze – to poczucie, że „coś” czai się za krzakiem, tyle że „Tłumacz chorób” to nie horror, a to niepokojące „coś” kryje się w skomplikowanych relacjach ludzi, którzy nie potrafią ze sobą rozmawiać. Postaci z opowiadań nawet jeśli żyją długo to już niekoniecznie szczęśliwie. Doskwiera im samotność, poprzez swój status emigranta czują się wyalienowani i zagubieni. Nierozumiani i samotni.</p>
<p>Historyjki Lahiri nie są równe, ale każda jest przynajmniej dobra. Im bliżej końca, tym głębiej wbijają w fotel. Choć są to de facto zamknięte całostki, swobodnie mogłyby stanowić zalążek dłuższych opowieści. Stąd niedosyt, który towarzyszył mi niemal do samego końca. Ostatnie opowiadanie &#8211; „Trzeci i ostatni kontynent” -  o hindusie, który wynajmował pokój u wiekowej Amerykanki, dla odmiany jest takie akurat. Wycyzelowane i dające poczucie pełni. Większa ilość słów przytłumiłaby jego siłę rażenia i pewnie właśnie dlatego &#8222;Trzeci i ostatni kontynent&#8221; trzepnął mną do tego stopnia, że nie mogłam uwolnić się od niego jeszcze przez wiele godzin.</p>
<p>Niesamowita książka. Genialny debiut wypadałoby dodać, jak najbardziej słusznie uhonorowany <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Pulitzer_Prize_for_Fiction" target="_blank">Nagrodą Pulitzera w roku 2000</a>. Polecam nie tylko miłośnikom literackich miniatur.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/10/tlumacz-chorob-jhumpa-lahiri/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Kolory miłości” Preethi Nair</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/08/kolory-milosci-preethi-nair/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/08/kolory-milosci-preethi-nair/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 22 Aug 2008 17:15:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Hindusi]]></category>
		<category><![CDATA[multikulti]]></category>
		<category><![CDATA[Preethi Nair]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=422</guid>
		<description><![CDATA[Nie chcę, ale muszę. Nie wiem kto tak powiedział, ale mogłabym się podpisać pod tymi słowami. Oto bowiem ścierają się we mnie dwie wykluczające się wzajemnie postawy: lenia i pedantycznego recenzenta, który sobie nie daruje jeśli w kilku zdaniach nie &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/08/kolory-milosci-preethi-nair/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft alignnone size-medium wp-image-417" title="kolory miłości" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/08/kolory-197x300.jpg" alt="" width="180" height="260" /> Nie chcę, ale muszę. Nie wiem kto tak powiedział, ale mogłabym się podpisać pod tymi słowami. Oto bowiem ścierają się we mnie dwie wykluczające się wzajemnie postawy: lenia i pedantycznego recenzenta, który sobie nie daruje jeśli w kilku zdaniach nie wspomni o <a href="http://czytelnia.onet.pl/0,12493,0,1,nowosci.html" target="_blank"><strong>&#8222;Kolorach miłości&#8221;</strong></a> Preethi Nair &#8211; książce przecudnej urody (jak powiedziałaby pewna pani profesor z UJotu). Więc sami widzicie &#8211; nie chcę, ale muszę.</p>
<p>Przyjemniejszej wakacyjnej czytanki nie mogłam znaleźć, dość powiedzieć, że tą uroczą opowiastkę o angielskiej Hindusce &#8211; początkującej malarce i prawniczce z przymusu, połknęłam w ciągu jednego, deszczowego, popołudnia. Wyciągnięta na kanapie, z dużą ilością pysznej herbaty <em>summer pudding</em> w podorędziu, bo akurat tego dnia lato mogłam znaleźć tylko w filiżance. I ku memu zaskoczeniu, częściowo autobiograficzna powieść Preethi Nair okazała się porywającym remedium na słotę.</p>
<p>Tym co najlepsze często rządzi przypadek. &#8222;Kolory miłości&#8221; wydłubałam w miejscowej bibliotece (która już nie raz zdumiała mnie swymi zasobami) i wypożyczyłam na doczepkę, skuszona miejscem akcji (Londyn) oraz środowiskiem angielskich hindusów. Od zawsze intrygowało mnie pojęcie kultury widzianej oczami obcego &#8211; w znaczeniu osoby wywodzącej się spoza danego kręgu, podobnie, jak rozmaite etniczne wpływy tudzież kulturowe mieszanki. Interesuje mnie spojrzenie zahukanego cudzoziemca, przybysza z innej kultury, który na swój sposób próbuje się dostosować. &#8222;Kolory miłości&#8221; w pewnym sensie podejmują ten temat. Główną bohaterką jest niemal zupełnie zasymilowana z Brytyjczykami Nina, która jednak tak do końca od swych indyjskich korzeni uwolnić się nie może. Nie pozwalają jej na to zgorzkniali rodzice, nie potrafiący pogodzić się ze swą emigrancką dolą, rozdarci między Indiami i zimną Anglią. Chcą zjeść ciastko i mieć ciastko: oswoić na swoje potrzeby to co obce jednocześnie nie wyrzekając się swej etniczności.</p>
<p>Z grubsza poukładane życie Niny obraca się w pył. Zdradzona przez ukochanego (nie &#8211; Hindusa), z którym czyniła przymiarki do zamążpójścia, wciąż nie pogodzona ze śmiercią najbliższej przyjaciółki, przywiązana kontraktem do znienawidzonej, ale prestiżowej pracy w kancelarii, swatana z rozmaitymi nudziarzami i, jakby tego było mało, molestowana przez guru z obrzydliwym uzębieniem. To zabawne, ale właśnie owa obleśna dziadyga przyczyni się do przełamania życiowego impasu, który zresztą uczyni z Niny, trochę wbrew jej woli, mistrzynię w żonglowaniu kłamstwami. Jak bowiem powiedzieć rodzicom, osobom prostym i twardogłowym, że właśnie z hukiem porzuciło się karierę prawniczą i od teraz będzie się żyć z malowania? Rozsądniej będzie pewne fakty przemilczeć i dla świętego spokoju dać się wyswatać z jakimś poukładanym Hindusem, a po cichu malować. I w tym miejscu Nair zmajstrowała konwencyjny zwrot. Przypadkowo jedna z prac Niny wpada w oko znanemu marszandowi, który chce więcej. Chce Farukiego, Faruki nie istnieje, więc trzeba go stworzyć na potrzeby marketingu. Jeśli dotąd &#8222;Kolory miłości&#8221; były świetne, od tej chwili stają się kapitalne! Nair nie rezygnując z aspektu obyczajowego, pokazuje zupełnie nowe oblicze, dowcipnie i z polotem opisując pozerstwo artystycznego światka oraz kulisy pracy agentki sztuki. Najbardziej ubawiły mnie fragmenty, w których pisarka łobuzersko puszcza oko do krytyków sztuki, którzy (a wiem to z po części z autopsji, edukacja zobowiązuje) z lubością dorabiają ideologię nawet tam, gdzie na próżno jej szukać. Cóż, taka specyfika ich profesji ;)</p>
<p>Czy coś mi się nie podobało? Tak, durny tytuł mianowicie, mający się tak do oryginalnego &#8222;Beyond Indigo&#8221;, jak kwiatek do kożucha, czyli nijak. Poza tym znakomita lektura. Lekka, zgrabna, wciągająca i bardzo przyjemna.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 6 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/08/kolory-milosci-preethi-nair/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>17</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

