<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; Mario Vargas Llosa</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/tag/mario-vargas-llosa/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Mon, 06 Feb 2012 11:11:56 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>„Pantaleon i wizytantki” Mario Vargas Llosa</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/10/pantaleon-i-wizytantki-mario-vargas-llosa/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/10/pantaleon-i-wizytantki-mario-vargas-llosa/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 09 Oct 2008 09:19:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ameryka Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Mario Vargas Llosa]]></category>
		<category><![CDATA[Nobel]]></category>
		<category><![CDATA[wojsko]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=472</guid>
		<description><![CDATA[Ależ z tego Mario świntuszek, jednak nie o tym pisać miałam. Miałam natomiast o  mieszanych uczuciach towarzyszących lekturze „Pantaleona i wizytantek” – zupełnie zgrabnej, zabawnej i po swojemu mądrej powieści, która ostatecznie utwierdziła mnie w przekonaniu, że latynoamerykańskie klimaty to &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/10/pantaleon-i-wizytantki-mario-vargas-llosa/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/10/pantaleon.jpg" rel="lightbox[472]"><img class="alignleft size-medium wp-image-474" title="Pantaleon i wizytantki - Mario Vargas Llosa" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/10/247695_pantaleon_i_wizytantki.jpg" alt="" width="120" height="174" /></a>Ależ z tego <a href="http://www.mariovargasllosa.pl/" target="_blank">Mario</a> świntuszek, jednak nie o tym pisać miałam. Miałam natomiast o  mieszanych uczuciach towarzyszących lekturze <a href="http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,324,tutul,Pantaleon%20i%20wizytantki" target="_blank"><strong>„Pantaleona i wizytantek”</strong></a> – zupełnie zgrabnej, zabawnej i po swojemu mądrej powieści, która ostatecznie utwierdziła mnie w przekonaniu, że latynoamerykańskie klimaty to nie do końca to czego szukam w literaturze. Nie bardzo interesuje mnie to co mają mi do zaoferowania pisarze z Ameryki Południowej<strong>*</strong>. To nie mój świat, nie moje dowcipy, dylematy i dramaty. Wychowałam się w zimnej Polsce, dlatego zdecydowanie bliższa jest mi literatura starego kontynentu. Z kolei dalekowschodnie czytanki pozostają dla mnie wciąż niewyczerpalnym źródłem inspiracji, zachwytu i niedowierzania. Dla odmiany proza latynoamerykańska interesuje mnie, jak ubiegłoroczne opady śniegu na Kamczatce. Zupełnie nie moje klimaty, ale żeby móc sobie to w pełni uświadomić potrzebny mi był Llosa. Właściwie to jestem mu za to wdzięczna.</p>
<p>Do rzeczy. Llosa od zawsze czuł pociąg ku tematom militarnym (czego bezpośrednich powodów można doszukiwać się w traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa, o których pisał w debiutanckim <a href="http://lekturki.com/2008/04/miasto-i-psy-mario-vargas-llosa/" target="_blank">„Mieście i psy”</a>). Tym razem jednak dobrze znany temat ubrał w rubaszne szatki, czyniąc z „Pantaleona i wizytantek” gorzką satyrę na wojsko jako instytucję oraz kult macho w ogóle. Niech jednak lekki ton opowieści was nie zwiedzie, bo niewiele tu do śmiechu. Pośród peruwiańskich żołnierzy masowo szerzą się gwałty dokonywane na niewieścich cywilach. <em>Jak dotąd ani areszty, ani kary nie zmieniły stanu rzeczy: żołnierz, który przyjeżdża na służbę do puszczy, staje się z miejsca szalejącym jebusem</em> [s. 15]. By przywrócić armii dobre imię generalicja wpada na genialny w swej prostocie plan – skoro z chucią walczyć nie można należy ją odgórnie zaspokoić. W tym celu powołują do życia ściśle tajny oddział wizytantek (= panienek lekkich obyczajów). Taki mobilny zamtuz pod opieką Pantaleona, który ze świeżo upieczonego kapitana przeistacza się w zakamuflowanego sutenera i zarządcę tego całego interesu. A włada nim z zaangażowaniem godnym podziwu, tym bardziej, że materia delikatna, tajemnice przed rodziną utrzymywać trzeba, a i biedny Pantaleonek dotąd nie mógł poszczycić się jakimkolwiek doświadczeniem w branży erotycznej.</p>
<p>Ta powieść nie jest wulgarna, raczej lekko frywolna, a frywolność ta wynika tylko i wyłącznie z różowej tematyki „Pantaleona i wizytantek”. W zasadzie Llosa o świntuszeniu pisze w sposób tak bezceremonialnie obojętny, jakby rzecz tyczyła mycia zębów, a nie usług erotycznych na skalę masową. Obiektywnie rzecz ujmując to naprawdę dobra i niegłupia książka. Świetnie skonstruowana (ostatnio zresztą mam szczęście do powieści z oryginalną konstrukcją), napisana dowcipnie i ze swadą. Pomimo narracyjnych wygibasów (słynna llosowska narracja polifoniczna) czyta się ją błyskawicznie. Tylko co z tego. To nie wina Mario, że literatura latynoamerykańska to zdecydowanie nie to, co tacy jak ja lubią najbardziej.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>&#8212;&#8212;<br />
<strong>*</strong>Życie bez wyjątków jest nudne, więc i od tej reguły znajduję bez trudu kilka chwalebnych odstępstw, ot choćby „Sto lat samotności” Marqueza (ale pozostałe książki to już zdecydowanie nie to) albo przepiękną „Księgę istot zmyślonych” Borgesa.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/10/pantaleon-i-wizytantki-mario-vargas-llosa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Ciotka Julia i skryba” Mario Vargas Llosa</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/04/%e2%80%9eciotka-julia-i-skryba%e2%80%9d-mario-vargas-llosa/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/04/%e2%80%9eciotka-julia-i-skryba%e2%80%9d-mario-vargas-llosa/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 23 Apr 2008 13:01:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ameryka Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Mario Vargas Llosa]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[Nobel]]></category>
		<category><![CDATA[Peru]]></category>
		<category><![CDATA[seks]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=208</guid>
		<description><![CDATA[Po upierdliwym „Mieście i psach” stwierdziłam, że nie umiem powiedzieć czy styl MVL mi odpowiada, czy też nie, więc aby raz na zawsze rozstrzygnąć tą kwestię, od razu zabrałam się za czytanie kolejnej jego książki. Padło na „Ciotkę Julię i &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/04/%e2%80%9eciotka-julia-i-skryba%e2%80%9d-mario-vargas-llosa/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/04/llosa_ciotkajuliaiskryba.jpg" rel="lightbox[208]"><img class="alignleft alignnone size-medium wp-image-209" style="float: left;" title="Ciotka Julia i skryba" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/04/llosa_ciotkajuliaiskryba-203x300.jpg" alt="" width="180" height="268" /></a><a href="http://lekturki.com/2008/04/miasto-i-psy-mario-vargas-llosa/" target="_blank">Po upierdliwym „Mieście i psach”</a> stwierdziłam, że nie umiem powiedzieć czy styl <a href="http://www.mariovargasllosa.pl/" target="_blank">MVL</a> mi odpowiada, czy też nie, więc aby raz na zawsze rozstrzygnąć tą kwestię, od razu zabrałam się za czytanie kolejnej jego książki. Padło na <strong><a href="http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2082,Ciotka_Julia_i_skryba" target="_blank">„Ciotkę Julię i skrybę”</a></strong>, bo… ma taką śliczną okładkę (ta kształtna łydeczka, te soczyste kolory). W ogóle w tym miejscu muszę nadmienić, że jestem zachwycona szatą graficzną wszystkich wydań Llosy, za które słusznie <a href="http://www.znak.com.pl/wydarzenie,nazwa,77,tytul,Najpi%C4%99kniejsze%20ksi%C4%85%C5%BCki%20roku" target="_blank">wyróżniono wyd. Znak</a>. Nie o tym jednak miał być ten post. Miał być o tym czy w końcu się dowiedziałam czy lubię czytać MVL czy nie, ale rozwiązanie tej zagadki pozostawiam na deser.</p>
<p class="MsoNormal">„Ciotkę Julię…” czytało się najpierw średnio, potem trochę gorzej niż średnio, potem przez chwilę fatalnie (a fatalność graniczyła z poirytowaniem), a potem (tak mniej więcej od 200 strony) bardzo dobrze (do tego stopnia, że pozostałe 270 stron łyknęłam w ciągu jednego popołudnia). Llosa osadził akcję w czasach, gdy bycie aktorem radiowym uchodziło za najnędzniejszą z profesji, a do pracy w charakterze redaktora serwisu informacyjnego przyjmowano analfabetów. Urocze to były czasy, kiedy nasz Mario, jeszcze studenciak, ale już utrzymujący się z pracy w radiu i oburzający się, gdy (o zgrozo) ktoś nazwie go Marito. A tak zwykła go tytułować cioteczka Julia, ponętna (niczym ta łydka z okładki) rozwódka, która właśnie przybyła do swych limańskich krewnych. Oficjalnie, aby ochłonąć po rozwodzie, a nieoficjalnie, aby przygruchać sobie nowego małżonka. Zatroskana familia próbowała wyswatać cioteczkę na różne sposoby, nie przypuszczając, jakie bezeceństwa dzieją się pod ich nosami. Zaczęło się bardzo niewinnie – wspólnymi wyjściami do kina. W kinie, rzecz powszechnie wiadoma, jest ciemno, a ciemność (kolejna rzecz powszechnie wiadoma) sprzyja różnym drobnym perwersyjkom. Ale! Wszystkich spragnionych literackich opisów rozpusty cielesnej, lojalnie przestrzegam &#8211; do konsumpcji szybko nie przejdziemy, i to bynajmniej nie z troski o czytelnicze morale. Akcja posuwa się drobnymi kroczkami, jakby była znużona nadmiarem słońca. Llosa snuje historie swej młodzieńczej miłości niespiesznie, do tego przerywając ją co i rusz fragmentami powieści radiowych, które urywają się w kluczowym momencie. Nie wspomniałam jeszcze o drugiej, bardzo ważnej, osobie w życiu Marito (MVL wybacz). Jeśli ciotka Julia odpowiadała za sferę cielesną, o tyle, poznany w radiu skryba w osobie Pedro Comacho, poprzez inteligentną konwersację, dopieszczał jego sferę duchową. Ów tajemniczy i niepozorny jegomość, prócz pisania na kilometry (tak, na kilometry) bulwarowych tworów literackich, z uporem wyznawał osobistą filozofię życiową, która z kolei fascynowała naszego Marito, stawiającego pierwsze nieśmiałe kroki pisarskie.</p>
<p class="MsoNormal">Nazwać „Ciotkę Julię i skrybę” <em>powieścią pełną rozpusty</em> jest grubą przesadą. Pełen rozpusty to był markiz de Sade, ale niekoniecznie Llosa, który jest jednak dobry w pisaniu farmazonów (patrz powieści radiowe Comacho), a już ponad wszystko uwielbia skandale ze sobą w roli głównej. Do perfekcji opanował trudną sztukę siania zamętu wokół własnej osoby w czasach, gdy nie było Pudelka, o Internecie nikt nie słyszał, a telewizja wciąż raczkowała. „Ciotkę Julię…” oceniam na czwórkę z plusem (plus za przednie farmazony i galerię barwnych postaci) i dalej nie wiem czy lubię czytać Llosę. Może dam mu jeszcze jedną szansę (&#8222;Pantaleon i wiztytantki&#8221;? &#8222;Święto kozła&#8221;?), ale za czas jakiś, bo teraz mam ochotę na coś z zupełnie innej beczki.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/04/%e2%80%9eciotka-julia-i-skryba%e2%80%9d-mario-vargas-llosa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>18</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Miasto i psy” Mario Vargas Llosa</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/04/miasto-i-psy-mario-vargas-llosa/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/04/miasto-i-psy-mario-vargas-llosa/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 17 Apr 2008 14:34:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ameryka Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[dojrzewanie]]></category>
		<category><![CDATA[kryzys męskości]]></category>
		<category><![CDATA[macho]]></category>
		<category><![CDATA[Mario Vargas Llosa]]></category>
		<category><![CDATA[męskość]]></category>
		<category><![CDATA[Nobel]]></category>
		<category><![CDATA[wojsko]]></category>
		<category><![CDATA[Wyzwania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=197</guid>
		<description><![CDATA[Upierdliwa twórczość Mario Vargas Llosy. Dokładnie taki tytuł miałaby ta notka, gdyby moja podskórna pedanteria nie nakazywałaby mi (dla porządku i większej czytelności) tytułować posty o książkach, wciąż i nieodmiennie, według tego samego schematu. A nic prócz owej &#8222;agresywnej nachalności&#8221; &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/04/miasto-i-psy-mario-vargas-llosa/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal"><img class="alignleft alignnone size-full wp-image-199" style="float: left;" title="miasto-i-psy1" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/04/miasto-i-psy1.jpg" alt="" width="180" height="280" /><em>Upierdliwa twórczość Mario Vargas Llosy</em>. Dokładnie taki tytuł miałaby ta notka, gdyby moja podskórna pedanteria nie nakazywałaby mi (dla porządku i większej czytelności) tytułować posty o książkach, wciąż i nieodmiennie, według tego samego schematu. A nic prócz owej &#8222;agresywnej nachalności&#8221; nie jest w stanie lepiej oddać klimatu <strong><span> </span><a href="http://serwisy.gazeta.pl/kolekcje/1,65370,2307894.html" target="_blank">„Miasta i psów”</a></strong> – powieści <a href="http://www.mariovargasllosa.pl/" target="_blank">Mario Vargas Llosy</a>, w której pisarz rozlicza się z pryncypialną szkołą wojskową imienia Leoncia Prady, do której został delegowany przez własnego ojca, liczącego, że ta wybije mu z głowy literackie zapędy.</p>
<p class="MsoNormal">W debiucie Llosy sporo jest wątków autobiograficznych, jednak jego pisarstwo nie jest li tylko osobistą zemstą kadecika, za różne krzywdy, których zaznał w ramach swej (Re)edukacji. Nie. Mario Vargas patrzy na całe zagadnienie szerzej, a hermetyczna szkolna społeczność jest jedynie pretekstem, punktem wyjściowym głębszej refleksji na temat pojęcia &#8216;męskości&#8217; w kulturze iberoamerykańskiej. A wśród Latynosów najpopularniejszym (a w pewnych kręgach zapewne jedynym słusznym) wizerunkiem mężczyzny jest tryskający testosteronem samiec, czyli mówiąc krótko macho (<em>i niech kobiety mi wybaczą</em>). Co ciekawe, „Miasto i psy”, powieść wydaną w 1964 roku, można potraktować jako swoisty, literacki głos w dyskusji francuskich poststrukturalistów na temat represywnej funkcji kultury, która konstruuje i instytucjonalizuje pewne normy społeczne, tym samym ustanawiając kanon tego co dobre, prawidłowej i właściwie dla „zdrowych jednostek”. A co w takim razie z odmieńcami? Co z wrażliwymi chłopcami, którzy nie potrafią odnaleźć się szkolnym rygorze, którzy miast upijać się i „dymać” wszystko co się rusza, traktować kobiety jak ladacznice, maltretować słabszych? Czy „nie-macho” równoznaczne jest z „nie-normalny”, gorszy? Jak poradzą sobie z, wynikającym z tego, społecznym ostracyzmem?</p>
<p class="MsoNormal">Llosa bierze pod lupę szkolną społeczność – zamknięty światek pączkującej dopiero męskości, której jednak przyszło wzrastać w środowisku regresywnym, hołdującym wartościom determinowanym przez instynkty. Z wojskowym rygorem radzą sobie bardzo różnie. Jedni przy pomocy pięści (jak na przykład Jaguar), inni skrywając swą wrażliwą naturę pod maską &#8216;erotomana gawędziarza&#8217; (jak Alberto – duchowy alter ego pisarza, który zyskał szacunek kolegów pisząc im na zamówienie erotyczne nowelki i miłosne listy do ukochanych), ale są i tacy, którzy z opresyjnym otoczeniem zupełnie sobie nie radzą. Jak chłopiec zwany Niewolnikiem, niemęsko wrażliwy, przez co skazany na etykietkę kozła ofiarnego, na którym można sobie pofolgować. MVL drobiazgowo lustruje to pseudo-patriotyczne wojskowe środowisko, do szpiku zły i brudny hipermęski świat, który z pełnym rozmysłem likwiduje najsłabsze jednostki. Nie szczędząc drastycznych szczegółów, krok po kroku, kamyczek po kamyczku przybliżając ku tragicznym wydarzeniom, które runą na bohaterów niczym lawina.</p>
<p class="MsoNormal">Upierdliwość twórczości Llosy zasadza się właśnie na owej skrupulatności. „Miasto i psy” to książka trudna, nie tylko ze względu na posępną tematykę, ale również na specyficznie llosowski sposób prowadzenia narracji, rozbitej na wiele głosów, często zmieniającej perspektywę, poszarpanej, pozornie chaotycznie skaczącej po tematach, jednak finalnie tworzącej przemyślaną koncepcję. To taki typ książki, w czytanie której trzeba włożyć całego siebie, oddać w ofierze całą swą uwagę, by móc<span> </span>w pełni uczestniczyć w fabule. Mario Vargas Llosa żąda od czytelnika stuprocentowego skupienia i, przynajmniej ode mnie, je dostał. Upierdliwie nieznośne męskie pisarstwo, w którego odmętach jednak (!) postanowiłam się zanurzyć.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/04/miasto-i-psy-mario-vargas-llosa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

