<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; emigracja</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/tag/emigracja/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Wed, 23 May 2012 14:19:26 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Niewyparzony pysk Pana Rudnickiego</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/02/smierc-czeskiego-psa-janusz-rudnicki/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/02/smierc-czeskiego-psa-janusz-rudnicki/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 Feb 2011 14:30:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Alma Mahler]]></category>
		<category><![CDATA[archipelagi]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Hans Christian Andersen]]></category>
		<category><![CDATA[James Joyce]]></category>
		<category><![CDATA[Janusz Rudnicki]]></category>
		<category><![CDATA[oniryczna]]></category>
		<category><![CDATA[pogranicze]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1495</guid>
		<description><![CDATA[Janusz Rudnicki. Finalista Nagrody Literackiej Nike 2010. Zdaje się, że nie był to jego debiut na krótkiej liście. Nie mogę sobie teraz przypomnieć, co skłoniło mnie, aby sięgnąć po jego prozę. Na pewno nie fakt, że był w finale, bo &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/02/smierc-czeskiego-psa-janusz-rudnicki/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/02/smierc_czeskiego_psa.jpg" rel="lightbox[1495]"><img class="alignnone size-full wp-image-1496" title="smierc_czeskiego_psa" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/02/smierc_czeskiego_psa.jpg" alt="" width="202" height="315" /></a></p>
<p><strong>Janusz Rudnicki</strong>. Finalista Nagrody Literackiej Nike 2010. Zdaje się, że nie był to jego debiut na krótkiej liście. Nie mogę sobie teraz przypomnieć, co skłoniło mnie, aby sięgnąć po jego prozę. Na pewno nie fakt, że był w finale, bo nominacje i nagrody nie są kryterium wedle, którego dobieram sobie lektury. Dość powiedzieć, że gdy bibliotekarka wręczyła mi rewers do podpisu, z pełną konsternacją odkryłam, że widnieje na nim <strong>„Śmierć czeskiego psa”</strong>, a nie „Męka kartoflana”, którą wedle swego mniemania zamawiałam, ale to już mało istotne.</p>
<p>Istotne natomiast jest to, że odkryłam dla siebie kolejnego wybitnego prozaika. Polskiego – a to cenne i miłe zarazem. Autora o niewyparzonej gębie czy może raczej piórze, operującego soczystą frazą. Bezwzględnego i prowokującego. Wyspecjalizowanego w krótkich formach, które od pewnego czasu pochłaniam z ogromnym upodobaniem i wciąż mi tych opowiadań mało. Na moje szczęście Rudnicki zdążył spłodzić ich już całkiem sporo. Życzę sobie, aby były równie mięsiste, przewrotne i zabawne, jak te ze zbioru „Śmierci czeskiego psa”.</p>
<p>Na tom składają się teksty pierwsze i drugie. Ta cezura znacząca. Teksty pierwsze to w znakomitej większości gorzka groteska. Fantasmagoria z pogranicza Polski, Niemiec i Czech. Zapiski wydarzeń absurdalnych, przerażających czy zabawnych. W swej wymyślnej niedorzeczności sytuujących się gdzieś na pograniczu snu i jawy. Jak proza Franza Kafki, choć Kafka i Rudnicki to dwa zgoła odmienne literackie temperamenty. Łącznikiem, punktem wspólnych tekstów pierwszych jest postać, zapewne o autobiograficznej proweniencji, emigranta, tułacza, gastarbeiter. Taki, co niespecjalnie mu się w życiu wiedzie, a teraz w dodatku uwikłany w niedorzeczne perypetie rodem ze snu. Tak jak w tytułowym opowiadaniu, w którym czeski pies po śmierci zostaje w kartonie po telewizorze uprowadzony przez niemieckich Cyganów. Często punktem wyjścia są autentyczne wydarzenia, które Rudnicki nicuje po swojemu, filtruje przez siebie. Tak jest choćby w przypadku miniaturki <em>Na barykadzie</em>, do której inspiracji dostarczyła pisarzowi prasowa notka o Polakach masowo sprzedających (!) krew i osocze w Görlitz.</p>
<p>Wreszcie teksty drugie. Perełki! Tu już nie wydarzenia, a bardzo konkretne postaci: Hans Christian Andersen, Alma Mahler, James Joyce, Hans-Peter (dla odmiany nie literat, a bezrobotny z byłego RFN) czy Janusz Rudnicki we własnej, neurotycznej do granic możliwości, osobie. W genialnym (!) opowiadaniu <em>Jeżdżę </em>dzieli się refleksjami na temat podróży pociągiem i uczestnictwa w festiwalach i doprawdy nie wiadomo ile tu autentycznego Rudnickiego, a ile konfabulacji. To opowiastki o bardzo konkretnych postaciach, których punktem wyjścia często jest film czy fragment książki na ich temat. Świeżo zdobytą biograficzną wiedzę autor znów nicuje na własną modłę, podaje z odmiennej perspektywy i słowami, które wypływają z tej jego niewyparzonej, neurotycznej, pisarskiej gęby. I tak Andersen a’la Rudnicki jest przede wszystkim cierpiącym na rozliczne bóle ciała i duszy homoseksualistą z obsesją masturbacji. Alma – wyrachowaną arywistką, która kreuje swój wizerunek poprzez dobieranych z odpowiedniego klucza mężów.  A Joyce? Joyce to permanentnie wygłodniały epistolarny żebrak.</p>
<p>Proszę więcej.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>„Śmierć czeskiego psa” Janusz Rudnicki, W.A.B., Warszawa 2009, s. 208.<br />
<a href="http://lekturki.com/tag/archipelagi/" target="_blank"><strong>seria archipelagi</strong></a></p>
<p>[z Biblioteki Jagiellońskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/02/smierc-czeskiego-psa-janusz-rudnicki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Preethi good thing</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/08/gypsy-masala-preethi-nair/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/08/gypsy-masala-preethi-nair/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Aug 2010 11:59:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Czytadło]]></category>
		<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Hindusi]]></category>
		<category><![CDATA[multikulti]]></category>
		<category><![CDATA[Preethi Nair]]></category>
		<category><![CDATA[rodzina]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1403</guid>
		<description><![CDATA[Powieści Preethi Nair czytam tylko latem. Co roku jedną. Dwa lata temu zachwyciły mnie „Kolory miłości”, w ubiegłym roku nieco rozczarowało „Sto odcieni bieli”, a teraz zupełnie przyjemną niespodziankę sprawiła mi debiutancka „Gypsy Masala”. Tym milszą, że powieść okazała się &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/08/gypsy-masala-preethi-nair/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/gypsy_masala.jpg" rel="lightbox[1403]"><img class="size-full wp-image-1404  aligncenter" title="gypsy_masala" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/gypsy_masala.jpg" alt="" width="190" height="290" /></a></p>
<p>Powieści Preethi Nair czytam tylko latem. Co roku jedną. Dwa lata temu zachwyciły mnie <a href="http://lekturki.com/2008/08/kolory-milosci-preethi-nair/" target="_blank">„Kolory miłości”</a>, w ubiegłym roku nieco rozczarowało <a href="http://lekturki.com/2009/07/sto-odcieni-bieli-preethi-nair/" target="_blank">„Sto odcieni bieli”</a>, a teraz zupełnie przyjemną niespodziankę sprawiła mi debiutancka <strong>„Gypsy Masala”</strong>. Tym milszą, że powieść okazała się być napisana w na tyle prosty sposób, że czytanie ani nie znużyło mnie, ani nie przysporzyło językowych trudności, bo właśnie, koniecznie dodać muszę, książka nie doczekała się (jeszcze?) polskiego wydania, a ja przeczytałam jej oryginalne wydanie dzięki uprzejmości Matali, która była tak miła i sprezentowała mi swój egzemplarz.</p>
<p>Czytanie w języku obcym, prócz rozlicznych wad typu ślimacze tempo lektury, ma również sporo zalet, przy czym bodaj tę najważniejszą, obok <em>practising language skills,</em> są obniżone wymagania względem lektury, a właśnie „Gypsy Masali” nie sposób nazwać powieścią w pełnym znaczeniu tego słowa. To raczej sprawnie napisane czytadło czy literacka wprawka, choć co Nair oddać trzeba, literacka wprawka zmyślnie skonstruowana: troje pierwszoosobowych opowiadaczy &#8211; Molu oraz jej przybrani rodzice &#8211; z własnymi historiami, które dopiero w połączeniu tworzą spójną całość wyjaśniającą wszystkie rodzinne „białe plamy.</p>
<p>Fabuła „Gypsy Masali” jest prosta jak konstrukcja cepu i do tego snuta na bazie typowych dla nurtu <em><a href="../../../../../tag/multikulti/">multikulti</a> </em>kontrastów. Rozdźwięk między nowoczesnością a tradycją czy kulturą Wschodu i Zachodu został pokazany na przykładzie relacji rodzinnych w środowisku indyjskich imigrantów z pierwszego i drugiego pokolenia. Postaci Nair uwikłane w obowiązki względem rodziny, opresyjnej kultury i tradycji, wtłoczone wbrew w woli w sztywne role, będą zmuszone niejednokrotnie dokonywać dramatycznych wyborów i przewartościowań w imię (jakkolwiek patetycznie i kiczowato to nie brzmi) realizacji siebie.</p>
<p>Właściwie każda z postaci mogłaby być bohaterem osobnej, bardziej złożonej powieści i poniekąd faktycznie tak się dzieje, bo wątki zaledwie pobieżnie zarysowane w „Gypsy Masala” znajdą swoje pełniejsze rozwinięcie w „Stu odcieniach bieli” i „Kolorach miłości”. A sam debiut? Przyjemna i bezpretensjonalna lektura. W porządku, może i odrobinę kiczowata i z naiwnym przesłaniem, ale i tak dobry z niej  przerywnik od poważniejszych spraw.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p>„Gypsy Masala” Preethi Nair, Harper Collins Publishers, Londyn 2004</p>
<p><strong>Powieści z nurtu <a href="http://lekturki.com/tag/multikulti/" target="_blank">multikulti</a></strong></p>
<p>[zbiór własny]<strong><br />
</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/08/gypsy-masala-preethi-nair/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;America Dream. Niedopowieść&#8221; Natalia Bielawska</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/03/america-dream-niedopowiesc-natalia-bielawska/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/03/america-dream-niedopowiesc-natalia-bielawska/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 24 Mar 2010 01:23:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Eskapistyczne]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[american dream]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Franz Kafka]]></category>
		<category><![CDATA[intertekstualność]]></category>
		<category><![CDATA[Natalia Bielawska]]></category>
		<category><![CDATA[Nowy Jork]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1203</guid>
		<description><![CDATA[Myślisz sobie, że wyjechać do Nowego Jorku to jak złapać pana boga za nogi? Akurat. W brawurowy i wybitnie dowcipny sposób przekonuje o tym Natalia Bielawska, która czas temu jakiś na własnej skórze przekonała się jak to jest z tym &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/03/america-dream-niedopowiesc-natalia-bielawska/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/03/American-Dream_Natalia-Bielawska.jpg" rel="lightbox[1203]"><img class="alignleft size-full wp-image-1204" title="American-Dream_Natalia-Bielawska" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/03/American-Dream_Natalia-Bielawska.jpg" alt="" width="197" height="280" /></a>Myślisz sobie, że wyjechać do <a href="http://lekturki.com/tag/nowy-jork/" target="_blank">Nowego Jorku</a> to jak złapać pana boga za nogi? Akurat. W brawurowy i wybitnie dowcipny sposób przekonuje o tym Natalia Bielawska, która czas temu jakiś na własnej skórze przekonała się jak to jest z tym mitycznym amerykańskim snem. Zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością okazało się doświadczeniem tyleż pouczającym i z perspektywy czasu zabawnym, co i poniekąd bolesnym.</p>
<p style="text-align: justify;">Powiedzieć, że ideały Natki, śladem fortepianu Chopina, sięgnęły bruku to jednak grubsza przesada. Znamienny jest już sam fakt, że w plecaku zamiast kultowego <a href="http://www.lonelyplanet.com/uk">Lonly Planet</a>, albo chociaż swojskiego przewodnika Pascala miała „Amerykę” Franza Kafki. Ten zdawać by się mogło nieistotny drobiazg jest  symptomatyczny, ba nawet kluczowy dla „American Dream. Niedopowieść”. Po prawdzie Natka wyrusza na podbój Ameryki nie z powodu małego obyczajowego skandalu, który był udziałem Karla Rossmanna z najpogodniejszej spośród kafkowskich powieści*, a z pobudek czysto finansowych, ale i tak los nie szczędzi jej przykrości i tak zwanych „podnożnych kłód”. Jej amerykański sen zaczyna się od zetknięcia z podstarzałym erotomanem (u którego sprząta), później trafia jej się fucha baby sitterki rozwydrzonych niczym dziadowski bicz sześcioletnich bliźniaczek, które mamusia dostała w prezencie na 34 urodziny, ale bisurmańskie obyczaje dziewczynek zdają się być i tak niczym przy chorobliwym skąpstwie, zdziecinniałych i bez przerwy rżnących w pokera, dziadków. Po ucieczce z gniazda gorgony Natka przez chwilę niańczy podkochującego się w niej staruszka z Parkinsonem, po to aby w końcu trafić do Leo Wartelskiego – mocno leciwego ortodoksyjnego Żyda, w którego zapuszczonym apartamencie zakotwiczy się już do końca swych amerykańskich wakacji (snów?), i którego z żalem żegnać będzie. Bo jeśli kogoś będzie Natce brakować to właśnie Leo – nie Ameryki.</p>
<p style="text-align: justify;">Tyle fabuły – w skrócie, bo choć „American Dream. Niedopowieść” to powieść maleńka, bynajmniej uboga nie jest. Jest natomiast szalenie błyskotliwa. Kulturowe oczytanie koleżanki Bielawskiej wprawia w popłoch, o zazdrości już nie wspomnę. Czegóż, a raczej kogóż tu nie ma? Cytaty, intertekstualne zabawy, odwołania w stronę Fiodora Dostojewskiego, Salvadora Dali, Andy’ego Warhola, Beatelsów, Zygiego Freuda i Rammsteina dla odmiany tudzież wielu innych ojców, twórców i klasyków, których peany na cześć Nowego Jorku tudzież <em>american way of life </em>nijak się mają do rzeczywistości. Wizja Ameryki Bielawskiej dalece odbiega od histerycznych zachwytów nad splendorami Nowego Świata (znanymi skądinąd z <a href="http://lekturki.com/2008/04/nowy-jork-przewodnik-niepraktyczny-kamila-slawinska/" target="_blank">innych lektur</a>). NYC jeśli nawet jest pępkiem świata, to jest to pępek z przepukliną. Wielkie Jabłko Robaczywko. Pisarka konsekwentnie odczarowuje urok Ameryki i, co oddać jej należy, czyni to w sposób bardzo wiarygodny acz nieco powierzchowny, choć to drugie trzeba policzyć jej na plus, bo dzięki temu udaje się utrzymać lekki ton i niepowtarzalny charakter powieści.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie jest to książka – zapiski zgorzkniałej baby, której za wielką wodą nie wyszło, więc post factum postanawia sobie tak a nie inaczej poużywać. Na szczęście. „American Dream. Niedopowieść” nie można traktować również jako tekstu zrodzonego z potrzeby krytyki amerykańskiej kultury. To przede wszystkim zbeletryzowany zapis osobistych doświadczeń autorki. Doświadczeń, które pewnie podziela wielu innych młodych Polaków. Język (Niedo)powieści to osobna kwestia. W wielkie ukontentowanie wprawiły mnie słowne akrobacje, dowcipne kalambury (ot choćby taki: <em>dostanie pierdolca, czyli zarobi swojego PIERwszego DOLara)</em> i buńczuczna metaforyka.</p>
<p style="text-align: justify;">Właściwie można by rzec, że „American Dream. Niedopowieść” czyta się samo. Samoczytająca się książka.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p style="text-align: justify;">[„American Dream. Niedopowieść” Natalia Bielawska, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2009]</p>
<p style="text-align: justify;">*Choć to „pogodność” iście kafkowska, jeśli wiecie co mam na myśli. Fakt, w porównaniu z „Procesem”, o koszmarnym „Zamku” już nie wspominając, „Ameryka” jest powieścią poniekąd optymistyczną, ale i tak na swój sposób upiorną.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/03/america-dream-niedopowiesc-natalia-bielawska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Podróż Enrique&#8221; Sonia Nazario</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/10/podroz-enrique-sonia-nazario/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/10/podroz-enrique-sonia-nazario/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 29 Oct 2009 19:41:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Nagroda Pulitzera]]></category>
		<category><![CDATA[Sonia Nazario]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1056</guid>
		<description><![CDATA[„Podróż Enrique” Sonii Nazario jest dowodem na to, że więcej nie znaczy lepiej, a zachowawczość i powściągliwość to jej obce. Podobnie, jak czytana przeze mnie nie tak dawno temu „Afrykańska odyseja” Klausa Brinkbäumera również, powstała na kanwie cyklu nagrodzonych Pulitzerem &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/10/podroz-enrique-sonia-nazario/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>„</strong><img class="alignleft size-full wp-image-1057" title="Podróż Enrique" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/10/enrique.jpg" alt="Podróż Enrique" width="197" height="280" /><strong>Podróż Enrique” Sonii Nazario</strong> jest dowodem na to, że więcej nie znaczy lepiej, a zachowawczość i powściągliwość to jej obce.</p>
<p>Podobnie, jak czytana przeze mnie nie tak dawno temu <a href="http://lekturki.com/2009/10/afrykanska-odyseja-klaus-brinkbaumer/" target="_blank">„Afrykańska odyseja” Klausa Brinkbäumera</a> również, powstała na kanwie cyklu nagrodzonych Pulitzerem reportaży prasowych, książka amerykańskiej dziennikarki podejmuje temat emigracji z krajów trzeciego świata do ziemi obiecanej, tyle że u Brinkbäumera była do Europa, a u Nazario jest USA. Piszą zresztą o tym w zupełnie odmienny sposób, co w przypadku Sonii Nazario niekoniecznie korzystnie wpłynęło na książkę. Brinkbäumer jest chłodnym profesjonalistą, który o trudnych i smutnych sprawach pisze w sposób oszczędny i konkretny, chętnie ubierając je społeczny lub kulturowy kontekst. Sonia Nazario odwrotnie, pisze bardzo (za bardzo) emocjonalnie, kontekst kulturowy w jej wykonaniu praktycznie nie istnieje, ze społecznym jest lepiej, ale i tak w „Podróży Enrique” króluje redundancja tanich emocji i akcentowane wzruszające drobiazgi. Wszystko to przez nadmierne skupienie się na ckliwym realizmie: strachu, bólu, pocie i łzach, które zapewne mają wywołać w czytelniku wstrząs, a w praktyce dają efekt przeciwny do założonego.</p>
<p>Po prawdzie nie wątpię, że eskalacja emocji w wykonaniu Nazrio ma poparcie w rzeczywistości. Przejazd na dachu pociągu przez Meksyk nie jest bowiem ot takim sobie przedsięwzięciem, zwłaszcza jeśli jest się dzieckiem, a niemalże na każdym kroku dybią na ciebie bandyci, złodzieje, gwałciciela, nieprzychylnie nastawiona ludność lokalna oraz skorumpowane służby emigracyjne i w dodatku nie wiadomo co gorsze.</p>
<p>W „Podróży Enrique” nie ma właściwych odpowiedzi ani dobrych rozwiązań. Każda podjęta decyzja ma ambiwalentny wydźwięk. To głód i bieda, ale także chęć dorobienia się, popycha Latynosów z ku granicy Meksyku i USA na Rio Grande. Całą spiralę nieszczęść nakręca już sama decyzja o emigracji: jeśli się na nią nie zdecydujesz – twoja rodzina będzie głodować, jeśli się na nią zdecydujesz – z biegiem czasu (i napływem dolarów) będą rosły wzajemne pretensje i oskarżenia. Dzieci nie chcą wybaczyć rodzicom, że ci zostawili ich samych sobie lub pod opieką krewnych, a najnowszy model butów nike’a nie rekompensuje im braku ciepła i troski. Niektóre dzieci tęsknią tak bardzo, że decydują się wyruszyć w drogę w ślad za rodzicami. Nazario opowiada o jednym z nich, choć nazywanie 17 letniego młodego mężczyznę, który w tak zwanym międzyczasie zdążył spłodzić potomka, dzieckiem to gruba przesada. Nie mniej jednak dla autorki liczy się przede wszystkim efekt, a tytułowe Enrique jest postacią &#8211; symbolem, którego odyseja ma być odzwierciedleniem losów tysięcy dużo młodszych biedaków, więc niech już będzie 17-letni dzieciak.</p>
<p>Nie wiadomo czy „Podróż Enrique” powinno się czytać jako reportaż czy jako paradokumentalną powieść, bo nie jest ani jednym, ani drugim. Sposób ujęcia tematu przywodzi mi na myśl latynoską telenowele pełną mniejszych i większych tragedii oraz melodramatycznych wzruszeń. Nazario odczuwa silną potrzebę dopowiadania do końca i jeszcze dodatkowego akcentowania szczególnie dojmujących aspektów wędrówki, troszkę tak jakby z góry założyła, że „Podróż Enrique” czytać będą tylko nieszczególnie lotni umysłowo odbiorcy, którym wszystko to co istotne trzeba pokazać palcem, a dla lepszego efektu jeszcze kilka razy powtórzyć.</p>
<p>Nie mniej jednak Sonii Nazario odmówić nie można zaangażowania oraz świetnego przygotowania. Podobnie jak Enrique i ona odbyła podróż na dachu pociągu przez Meksyk (co zresztą napawa ją dumą niebywałą), poza tym skrupulatnie sportretowała rodzinne relacje i, co bardzo ważne, towarzyszy swemu bohaterowie także po przybyciu do USA. „Amerykańska” odsłona odysei chłopaka, poprowadzona równolegle z losami jego bliskich w Hondurasie, jest zresztą najciekawszą częścią książki, dla której warto po „Podróż Enrique” sięgnąć. Okazuje się bowiem, że mordercza droga przez Meksyk jest dopiero początkiem długiej drogi, niekoniecznie prostej, a życie w USA, jakkolwiek obfitujące w różne udogodnienia, wcale nie jest tak różowe, jak emigranci roją sobie przed wyruszeniem w drogę. Po pierwszych tygodniach euforii przychodzi czas opamiętania i gorzkich refleksji. Erupcja wzajemnych pretensji i niezrozumienia między kiedyś sobie bliskimi osobami. Owa upragniona bliskość jest tylko pozorem, co Sonia Nazario znakomicie oddaje. Psychologia postaci jest tu znakomita.</p>
<p>Jedna kwestia bardzo mnie zaintrygowała, a Sonia Nazario w żaden sposób się do niej nie ustosunkowała. Co na te masowe przejażdżki na dachach pociągów spółki kolejowe i maszyniści? Czyżby w Meksyku można było bez biletu przemieszczać się pociągami towarowymi?</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>[„Podróż Enrique” Sonia Nazario, Wydawnictwo Replika, Zakrzewo 2009]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/10/podroz-enrique-sonia-nazario/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Afrykańska odyseja&#8221; Klaus Brinkbäumer</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/10/afrykanska-odyseja-klaus-brinkbaumer/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/10/afrykanska-odyseja-klaus-brinkbaumer/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 06 Oct 2009 21:07:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Czarne_reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Klaus Brinkbaumer]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1021</guid>
		<description><![CDATA[„Kochankowie mojej matki” Christophera Hope’a wbrew początkowym oporom, okazało się lekturą na tyle zajmującą, że postanowiłam iść za ciosem i od razu zabrać się za kolejną „afrykańską” książkę. Sęk w tym, że w „Afrykańskiej odysei” Klausa Brinkbaumera penetruje zupełnie inne &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/10/afrykanska-odyseja-klaus-brinkbaumer/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/2009/10/kochankowie-mojej-matki-christopher-hope/" target="_blank"><img class="alignleft size-full wp-image-1022" title="Afrykańska odyseja" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/10/odyseja.JPG" alt="Afrykańska odyseja" width="193" height="300" />„Kochankowie mojej matki” Christophera Hope’a</a> wbrew początkowym oporom, okazało się lekturą na tyle zajmującą, że postanowiłam iść za ciosem i od razu zabrać się za kolejną <a href="http://lekturki.com/tag/afryka/" target="_blank">„afrykańską”</a> książkę.</p>
<p>Sęk w tym, że w <strong>„Afrykańskiej odysei”</strong> Klausa Brinkbaumera penetruje zupełnie inne rejony  Czarnego Lądu, nie tylko w najbardziej literalnym, czyli geograficznym znaczeniu, ale również tematycznie obie książki są zupełnie odmienne (nie wspominając już o tym, że Chistopher Hope to prozaik, a Klaus Brinkbaumer jest reporterem).</p>
<p>Klaus Brinkbaumer wyrusza w podróż po Afryce Północnej. Wraz z Ghańczykiem Johnem Ampaną przemierza  drogę, którą codziennie pokonują tysiące, uciekających przed ubóstwem i upokorzeniami, emigrantów w poszukiwaniu lepszego losu w Europie. Johnowi się udało przedostać do Hiszpanii, bo był wytrwały, sprytny, ale i miał sporo szczęścia, ale jemu podobnych szczęściarzy nie jest wielu. Do Europy bowiem dociera zaledwie mały odsetek spośród tych, którzy opuścili swoje domy i rodziny, ale nawet ten „mały odsetek” równa się dla Europejczyków duży problem.</p>
<p>„Afrykańska odyseja” to reportaż, w którym ścierają się dwie perspektywy – na jednym biegunie Brinkbaumer usadowił Afrykańczyka, dla którego emigracja na północ jest kwestią być czy nie być i to nie tylko jego, ale i całej (często licznej) rodziny. Drugi biegun to uzbrojeni w noktowizory strażnicy europejskiego raju. Z ich perspektywy imigranci są tylko i wyłącznie nieproszonymi gośćmi, których należy szybko odesłać tam skąd przybyli. Odtworzenie trasy emigrantów  przez Saharę jest dla Brinkbaumera przyczynkiem do analizy sytuacji współczesnej Afryki – głodnej, biednej i zacofanej. Interesują go zarówno powody, dla których afrykańscy Odyseusze wyruszają w drogę, ale i również przyczyny niechęci czy wręcz wrogiej polityki imigracyjnej Europy.</p>
<p>Każdy liczy się z tym, że może już nigdy nie zobaczyć swoich bliskich, a jednak chęć ucieczki z Afryki zwycięża. No risk. No fun czy może raczej no money, bo o nic innego, jak o twardą europejską walutę tu toczy się gra. Jest to być może spore uproszczenie, bo pobudki, dla których Afrykanie emigrują są bardzo różne, ale ostatecznie sprowadzają się do czystej ekonomii. Tym bardziej, że Europa rozczarowuje, przy bliższym poznaniu nie jest wcale takim rajem jak go malują, co tylko napędza błędne koło. Afrykańscy imigranci mają problemy z aklimatyzacją w nowych społecznościach, ale wrócić nie mogą. Prosta arytmetyka pokazuje, że to właśnie ich praca utrzymuje tych, którzy zostali, a powrót = pozbawienie rodziny środków do życia.</p>
<p>Cieśnina Gibraltarska &#8211; wrota Europy &#8211; w najwęższym punkcie ma zaledwie 14 kilometrów szerokości, a jednak reportaże Klausa Brinkbaumera pokazują, że te 14 kilometrów to odległość niemalże nie do przeskoczenia, nie tylko przez emigrantów, dla których cieśnina jest najpopularniejszym kanałem przerzutu, ale i dla całej społeczności Afrykańskiej. Owe 14 kilometrów to symbol ekonomicznej, ale i mentalnej przepaści oddzielającej Europę od Czarnego Lądu.</p>
<p>„Afrykańska odyseja” to książka gorzka, ale z pewnością potrzebna i warta uwagi.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p>[„Afrykańska odyseja” Klaus Brinkbäumer, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2009]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/10/afrykanska-odyseja-klaus-brinkbaumer/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Wyspa klucz&#8221; Małgorzata Szejnert</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/05/wyspa-klucz-malgorzata-szejnert/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/05/wyspa-klucz-malgorzata-szejnert/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 21 May 2009 21:24:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[dawno_temu]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Małgorzata Szejnert]]></category>
		<category><![CDATA[Nowy Jork]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=847</guid>
		<description><![CDATA[Być może w mym stwierdzeniu będzie pewne nadużycie i może jakaś przesada, ale czytając z niesłabnącym upodobaniem reportaże dziennikarzy związanych z Gazetą Wyborczą: Szczygła, Tochmana, Surmiak-Domańskiej czy Hugo-Badera, teksty co najmniej bardzo dobre, a w wielu przypadkach wybitne, teksty ściskające &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/05/wyspa-klucz-malgorzata-szejnert/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-848" title="Wyspa klucz - Małgorzata Szejnert" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/05/szjnert.jpg" alt="Wyspa klucz - Małgorzata Szejnert" width="178" height="252" />Być może w mym stwierdzeniu będzie pewne nadużycie i może jakaś przesada, ale czytając z niesłabnącym upodobaniem reportaże dziennikarzy związanych z Gazetą Wyborczą: Szczygła, Tochmana, Surmiak-Domańskiej czy Hugo-Badera, teksty co najmniej bardzo dobre, a w wielu przypadkach wybitne, teksty ściskające w dołku rzec by można, dochodzę do wniosku, że to chyba nie przypadek, że oni wszyscy, te tuzy polskiego reportażu, związali się z poczciwym Wyborczakiem. I choć każdy z nich pisze inaczej, każdego interesują zupełnie inne tematy, a jednak łączy ich pewien wspólny rys – głęboko humanistyczne podejście do człowieka. Czy to wystarczy, aby reporterów skupionych wokół GW określić mianem szkoły reportażu? – nie wiem i nawet nie czuję się kompetentna, aby o czymś takim rozsądzać, ale co do jednego jestem pewna – za wychowanie tego stadka asów dziennikarstwa w pewnym sensie odpowiada Małgorzata Szejnert. I zrazu, po przeczytaniu <a href="http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2356,tytul,Wyspa%20klucz" target="_blank"><strong>„Wyspy klucz”</strong></a> wątpliwości co do tego nie mam. Pod okiem tak wspaniałej szefowej &#8211; królowej reportażu po prostu musieli zostać tylko najlepsi.</p>
<p>Co tu dużo gadać, Szejnert zachwyca! Choć mogłabym nie być zbyt obiektywna, bo jak powszechnie wiadomo w blogowych kręgach mam słabość do literackich portretów <a href="http://lekturki.com/tag/nowy-jork/" target="_blank">Nowego Jorku</a>, choć bez wątpienia Big Apple za dużo u Szejnert nie ma. Jest natomiast wyspa Ellis, będąca przez ponad pół wieku dla milionów emigrantów zza oceanu kluczem, który mógł zamknąć lub otworzyć wrota ziemi obiecanej. Szejnert wbrew pokusie, której łatwo ulec, nie opowiada jednak o efektownym powikłaniu losów tychże biedaków, choć i emigranci są jednym z bohaterów tego wspaniałego reportażu. Dziennikarka woli skupić swą uwagę na wyspie, jej dość krótkich acz burzliwych dziejach opisanych poprzez pryzmat ludzi, którzy mieli na nią jakiś wpływ: kolejnych zarządców, tragarzy, matron, tłumaczy. Dzięki temu powstał reportaż nietuzinkowy. Fascynujący głos o piekącej do dziś kwestii amerykańskiej imigracji, przejmująca opowieść o świetności i upadku pewnego niemalże mitycznego miejsca. Miejsca, które przerodziło się w niebyt, co czyni z Małgorzaty Szejnert kolejną po mym ulubionym <a href="http://lekturki.com/tag/wg-sebald/" target="_blank">W.G. Sebaldzie</a> znakomitą portrecistkę mikroświatów umierających, z takim pietyzmem wskrzeszanych przy pomocy pióra.</p>
<p>„Wyspa klucz” stanowi lekturę piękną i frapującą zarazem. I tu właśnie w sposób najdoskonalszy ujawnia się maestria Małgorzaty Szejnert, która potrafi opowiadać o budynkach, procedurach i zarządzeniach, tematach, nie łudźmy się samych w sobie nieszczególnie interesujących, w sposób porywający, który nie pozwala od książki oderwać się choćby na chwilę. Swoją drogą ciekawa jestem czy nie zdarzyło wam się kiedyś w czasie spaceru po opuszczonym miejscu poczuć mieszankę fascynacji, ciekawości i przerażenia, taką, że aż dreszcze przechodzą po plecach? Podobne odczucia towarzyszą lekturze „Wyspy klucz”, wszak opuszczone budynki na Ellis Island zamieszkują duchy, tysiące duchów, których obecność dzięki plastycznemu pióru Małgorzaty Szejnert wyczuwa się niemal na każdym kroku.</p>
<p>Znakomity reportaż, ale i wyborna literatura. Pieję z zachwytu pod niebiosa!</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 6 out of 6 stars</p>
<p><a href="http://www.znak.com.pl/wirtualnaksiazka,id,4620" target="_blank"><strong>Tutaj</strong></a> można zajrzeć do książki.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/05/wyspa-klucz-malgorzata-szejnert/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Zarys dziejów traktora po ukraińsku” Marina Lewycka</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/01/zarys-dziejow-traktora-po-ukrainsku-marina-lewycka/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/01/zarys-dziejow-traktora-po-ukrainsku-marina-lewycka/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Jan 2009 21:32:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Marina Lewycka]]></category>
		<category><![CDATA[Pi]]></category>
		<category><![CDATA[starość]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=613</guid>
		<description><![CDATA[Nic epokowego, ale skoro przyjemnie się czytało, więc czemu nie? Na szczęście debiutancka powieść Mariny Lewyckiej nie wiele ma wspólnego z traktorami, ale za to na nieszczęście ma również niewiele wspólnego z komediową konwencją tak dumnie zapowiadaną na okładce*. Chyba, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/01/zarys-dziejow-traktora-po-ukrainsku-marina-lewycka/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-614" title="Zarys dziejów traktora po ukraińsku" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/01/traktor.jpg" alt="Zarys dziejów traktora po ukraińsku" width="174" height="280" />Nic epokowego, ale skoro przyjemnie się czytało, więc czemu nie?</p>
<p>Na szczęście debiutancka powieść <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Marina_Lewycka" target="_blank">Mariny Lewyckiej</a> nie wiele ma wspólnego z traktorami, ale za to na nieszczęście ma również niewiele wspólnego z komediową konwencją tak dumnie zapowiadaną na okładce*. Chyba, że kogoś bawi nieporadny pseudo związek osiemdziesięciokilkuletniego starca i dużo młodszej biuściastej blond (farbowanej oczywiście) Ukrainki z przemytu. Teraz, gdy czytam poprzednie zdanie dostrzegam w tym faktycznie jakiś komediowy potencjał, w samej powieści jednak więcej będzie dramatyzmu niż humoru. Ów dziadzia też jest emigrantem, ale powojennym, dość silnie zasymilowanym wdowcem, intelektualistą i genialnym wynalazcą, jak sam siebie określa, choć między nami mówiąc, te znamiona geniuszu i indywidualizmu bliższe są szaleństwu, o które (całkiem słusznie) podejrzewają go obie dorosłe córki. Rodzina Mayewskich może i nie była podręcznikowym przykładem perfekcyjnego stadła, ale jakoś znosiła swoje towarzystwo, w każdym razie dopóki nestorka rodu nie zmarła. Wtedy relacje nieco się nadpsuły a owdowiały Nikołaj poczuł zew drugiej młodości. Ślepy na prośby i groźby obu córek znalazł i co gorsze sprowadził do domu nową miłość życia -  Walentynę, która z piersiastego anioła bardzo szybko przeistoczyła się w wyrachowaną harpię z piekła rodem, której w głowie tylko pieniądze, a właściwie dobra, które można za nie nabyć. Trzeba się zatem Walentyny pozbyć, najlepiej w trybie natychmiastowym i raz na zawsze, a to nie takie proste. Trwać będzie przez mniej więcej 2/3 książki.</p>
<p>Stopień irytacji, jaki budziło we mnie zachowanie Walentyny mogę tylko porównać do tego, który wyzwalali we mnie sąsiedzi Trelkovsky&#8217;go w <a href="http://www.filmweb.pl/f7194/Lokator,1976" target="_blank">„Lokatorze” Romana Polańskiego</a>. Upierdliwa, pyskata i zabójczo sprytna. Do tego bez najmniejszych skrupułów znęcająca się nad niedołęgim starcem – swym mężem. Szczerze przejęłam się losem tego starego durnia (tak, durnia, bo będąc ślepym na wszelkie przestrogi na własne życzenie sobie tą szarańcze do domu sprowadził) i w duchu kibicowałam rozsądnym córkom, które wszelkimi prawnie dozwolonymi środkami usiłowały wyeliminować Waleczkę. Ta jednak, jak zaraza, wciąż powracała.</p>
<p>Wbrew tym wszystkim odmalowanym powyżej okropieństwom „Zarys dziejów traktora po ukraińsku” jest powieścią ciepłą i krzepiącą. Lewycka w przyjemnie lekkim tonie opowiada o starości, przemijaniu, nieuchronnym dziecinnieniu. To powieść prosta, ale nie prostacka. Skłaniająca ku autorefleksji, mówiąca o starości z ogromną empatią i szacunkiem. Prócz dramatycznych podchodów z Walentyną, Lewyckiej udało się przemycić sporo wspomnień jej własnej rodziny z czasów przed emigracyjnych. Analizuje różnicę miedzy dzisiejszą a powojenną falą emigrantów ze wschodu.  Aspekt różnić kulturowych jest tu zresztą dość pomysłowo wygrany.<br />
Niezła książka (nawiasem mówiąc nominowana do Nagrody Bookera oraz Orange Prize w 2005 roku).</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>* Pech? Siła wyższa? Ostatnio czuję się jak detektyw na tropie głupot i nieścisłości umieszczanych w notach wydawniczych.</p>
<p>Tak na marginesie, Wydawnictwo Albatros jest jedynym znanym mi wydawnictwem, które nie posiada własnej strony internetowej. Nie wiem czemu tak jest, ale IMHO to jak strzelić sobie samemu w kolano, ale jak mawiają mądrzy ludzie &#8211; nie mój cyrk &#8211; nie moje małpy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/01/zarys-dziejow-traktora-po-ukrainsku-marina-lewycka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Wyjechali” W.G. Sebald</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/11/wyjechali-wg-sebald/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/11/wyjechali-wg-sebald/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 12 Nov 2008 19:08:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja]]></category>
		<category><![CDATA[holocaust]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[pamięć]]></category>
		<category><![CDATA[W.G. Sebald]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=522</guid>
		<description><![CDATA[Do cytowanych przez wydawców (rzekomych) zachwytów krytyki i recenzentów zwykłam podchodzić z ogromną rezerwą. Właściwie nie przykładam do nich większej wagi, bo czego się nie robi, żeby sprzedać więcej? (Na przykład wymyśla farmazony różnej maści &#8211; sama sobie odpowiadam). Jednak &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/11/wyjechali-wg-sebald/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/10/wyjechali.jpg" rel="lightbox[522]"><img class="alignleft size-full wp-image-497" title="Wyjechali W.G. Sebald" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/10/wyjechali.jpg" alt="" width="150" height="238" /></a>Do cytowanych przez wydawców (rzekomych) zachwytów krytyki i recenzentów zwykłam podchodzić z ogromną rezerwą. Właściwie nie przykładam do nich większej wagi, bo czego się nie robi, żeby sprzedać więcej? (Na przykład wymyśla farmazony różnej maści &#8211; sama sobie odpowiadam). Jednak w przypadku <a href="http://lekturki.com/tag/wg-sebald/" target="_blank">W.G. Sebalda</a> mogłabym się podpisać pod każdą z przytaczanych na okładce opinii, a co do tego, że był to pisarz wybitny absolutnie nikt nie musi mnie przekonywać.</p>
<p>Gdy rok temu zaczynałam czytać <a href="http://lekturki.com/2007/12/austerlitz-wg-sebald/" target="_blank"><strong>„Austerlitz”</strong></a> nic nie wskazywało na to, że czeka mnie literackie objawienie, że z perspektywy minionych miesięcy będę wspominać właśnie tą powieść, jako jedną z bardziej wstrząsających i smutnych, jakie kiedykolwiek czytałam. Z <a href="http://www.wab.com.pl/index.php?id=7&amp;bid=258" target="_blank"><strong>„Wyjechali”</strong></a> było odrobinę inaczej, bo od początku wiedziałam, że czeka mnie literacka uczta i Sebald mnie nie zawiódł, potwierdzając swoją pisarską klasę.</p>
<p>O niezwykłości prozy Sebalda decydują dwa czynniki. Po pierwsze &#8211; to tematyka, której dotyka. W „Wyjechali” (podobnie jak w „Austrerlitz”zresztą ) pisarz niejako mimochodem porusza temat drugiej wojny światowej oraz holocaustu, ale czyni to w sposób niezwykle subtelny. Zupełnie jakby nie liczyły się wypowiadane słowa, tylko sensy, który wynikają z ich wypowiedzenia. Sebald podejmuje wciąż te same motywy, które przemykają gdzieś w tle, wspomniane niby <em>ad hoc</em>, a jednak pełniące deterministyczną funkcję względem całej opowieści wpływające na losy postaci. W „Wyjechali” Sebald opowiada cztery historie ofiar – nieofiar holocaustu, bo trudno powiedzieć, że jego postaci w heroicznych okolicznościach przetrwały zagładę. Oni ją przeżyli, elegancko i bezkrwawo, dzięki temu, że wyjechali. Po prostu. W ten sposób dochodzimy do drugiego ważnego tropu jego twórczości – motywu samotności i wykorzenienia. Sebald posiłkując się figurą emigranta pisze o losach współczesnych eremitów. Takim pustelnikiem był Austerlitz, byli nimi również doktor Henry Selwyn, nauczyciel Paul Bereyter, stryjeczny dziadek pisarza (narratora?)  Ambros Adelwarth oraz malarz Max Ferber. Ich (właściwie dobrowolna) alienacja wynikała właśnie z doświadczenia holocaustu, który choć nie bezpośrednio, ale jednak zaważył na ich losach.</p>
<p>Po drugie – styl. Czy może raczej specyficzna pisarska maniera Sebalda, który pisał w sposób wymykający się wszelkim klasyfikacjom. Jego utwory prozatorskie to hybrydy sytuujące się na przecięciu kilku gatunków. Nie sposób jednoznacznie określić również „Wyjechali”, bo ani to fabularyzowany przypowieść o samotności, ani lekko eseizujący zbiór nowel, ani literacki reportaż skomponowany z okruszków pamięci i wspomnień. Pisarz podąża śladami swych postaci, rozmawia, pyta i wspomina. Miesza fakty, wyobrażenia, stare fotografie i fragmenty dzienników. Każda nowela została skonstruowana z takich właśnie ścinków pamięci, które układają się w kunsztowne historie. Każde z tych sebaldowskich  dociekań stanowi osobną próbę rekonstrukcji prawdy, istoty rzeczy w jej najbardziej namacalnej tkance, tyle że ta, niczym pamięć, bywa zwodnicza i ulotna. „Wyjechali” to również opowieść o przemijaniu, o kruchości istnienia czy może raczej kruchości pamięci na temat istnienia. U Sebalda chwiejna jest również granica między fikcją a rzeczywistością, co udatnie podkreśla enigmatyczna figura pierwszoosobowego narratora &#8211; opowiadacza, którego jednak nie można kategorycznie utożsamić z samym z autorem.</p>
<p><a href="http://en.wikipedia.org/wiki/W._G._Sebald" target="_blank">W.G. Sebald</a> to pisarz osobny, obdarzony nieprzeciętnym talentem literackim (którego kunszt można podziwiać dzięki pięknym przekładom Małgorzaty Łukasiewicz). Jego skromny dorobek literacki sytuuje się gdzieś na obrzeżach współczesnej prozy europejskiej. W mym odczuciu wciąż pozostaje dość mocno niedoceniony, a szkoda, bo to pisarz niezwykły, a „Wyjechali” to po prostu piękna książka.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/11/wyjechali-wg-sebald/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Extra Virgin&#8221; Annie Hawes</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/05/extra-virgin-annie-hawes/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/05/extra-virgin-annie-hawes/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 23 May 2008 04:09:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Annie Hawes]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Liguria]]></category>
		<category><![CDATA[Wyzwania]]></category>
		<category><![CDATA[Włochy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=237</guid>
		<description><![CDATA[Dyskretny urok ksenofobii – tak w trzech słowach można podsumować książkę Annie Hawes, która towarzyszyła mi w trakcie mediolańskiej majówki. Bo czy można sobie wyobrazić lepszą lekturę dla totalnego laika w tematyce włoskiej (czytaj: mnie), niż literacką opowieść o wszelakich &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/05/extra-virgin-annie-hawes/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/05/tryptyk-wloski.jpg" rel="lightbox[237]"><img class="size-full wp-image-236 alignnone" title="Tryptyk Extra Virgin" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/05/tryptyk-wloski.jpg" alt="Tryptyk Extra Virgin" width="574" height="145" /><br />
</a></p>
<p style="text-align: left;">
<p class="MsoNormal">Dyskretny urok ksenofobii – tak w trzech słowach można podsumować książkę Annie Hawes, która towarzyszyła mi w trakcie mediolańskiej majówki. Bo czy można sobie wyobrazić lepszą lekturę dla totalnego laika w tematyce włoskiej (czytaj: mnie), niż literacką opowieść o wszelakich gafach i <em>faux pas </em>dwóch zagubionych pośród liguryjskich pagórków Angielek, które jak nikt inny mogły zrozumieć ból istnienia (czytaj Weltschmerz) z powodu niemożności napicia się porządnej herbaty, albo co gorsza – porozumienia się ze skądinąd bardzo sympatycznymi Włochami.</p>
<p class="MsoNormal">Obmyślając listę książek na potrzeby <a href="http://6kontynentow.blox.pl/html" target="_blank">wyzwania 6 kontynentów</a>, specjalnie i z premedytacją wybrałam <strong><a href="http://merlin.pl/Extra-virgin_Annie-Hawes/browse/product/1,530783.html" target="_blank">„Extra Virgin”</a></strong>, jako reprezentantkę Starego Kontynentu. Tak sobie oto sprytnie wykoncypowałam, że przeczytam Hawes zanim udam się na majówkę, dzięki czemu przyswoję wyciąg z włoskich dziwactw zaserwowanych w strawnej postaci. Oczywiście plan spalił na panewce i koniec końców zabrałam „Extra Virgin” do Włoch.</p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Książka Hawes to kolejny klon gatunku powieści quasi podróżniczych &#8211; quasi obyczajowych. Podobnie, jak prowansalski Peter Mayle czy toskańska Frances Mayes (zabawna podobieństwo nazwisk), liguryjska Hawes porzuca splendory cywilizacyjne deszczowego Londynu i wraz z siostrą przeprowadza się do opuszczonej chałupy pośród tarasów obrośniętych oliwkami. Bohaterki od podstaw uczą się, jak przetrwać w tym dziwnym świecie, pośród niezrozumiale fukających tubylców, którzy bardzo nie lubią obcych. Nie tylko obcokrajowców, ale właściwie wszystkich, którzy nie pochodzą z Ligurii (a już zwłaszcza Sycylijczyków, bo to lenie), wszystkich którzy zachowują się i ubierają inaczej tudzież nie szanuj tutejszych obyczajów (inna sprawa, że w wielu przypadkach nie zdają sobie sprawy z ich istnienia). To dziwne i zamknięte w sobie towarzystwo, prócz tego, że oczywiście ma się za pępek świata, nie chce i nie może zrozumieć zwyczajów żywieniowych innych nacji (spaghetti jako główne danie? To jakieś herezje), zresztą jedzenie i nieodzownie towarzyszący mu proces trawienia jest jednym z głównych tematów „Extra virgin”. Drugi bezpośrednio wiąże się z pierwszym – oliwki. Ich uprawa, ich zbiory, ich tłoczenie. W Ligurii wszystko się kręci wokół oliwek, więc trudno nie oprzeć się pokusie i w trakcie lektury nie schrupać kilku (co też czyniłam i do czego się przyznaję).</p>
<p class="MsoNormal">Powieść Annie Hawes jest miejscami tak apetyczna, jak te wszystkie kulinarne cuda, które z takim pietyzmem opisano. W głównej mierze jest to jednak ciepły i zabawny zapis procesu adaptacji do nowych, ekscentryczno &#8211; liguryjskich warunków, opowieść o tym, jak wyhodować sobie swój własny raj na ziemi, bez bieżącej wody, ale za to pośród zniewalającej roślinnej głuszy i oczywiście oliwek. Przyczepić się jednak muszę do sposobu prowadzenia narracji. Hawes pisze chaotycznie, beztrosko przeskakując między wydarzeniami, które raz porzuca po to by za czas jakiś do nich powrócić. „Extra virgin” pełne jest dygresji, zupełnie jakby autorka bała się, że w natłoku wspomnień i anegdot godnych spisania, umknie jej coś ważnego, coś co akurat się przypomniało. Dlatego książka trochę męczy. Trzeba robić przystanki, odpoczywać, aby móc znów zatopić się pośród Liguryjskich wzgórz.</p>
<p class="MsoNormal">Pomimo narracyjnego zastrzeżenia – bardzo dobra lektura. Szkoda było rozstawać się z liguryjskimi przyjaciółmi, dlatego ucieszyłam się, gdy odkryłam, że Hawes napisała jeszcze dwie „włoskie” książki: &#8222;Ripe for the picking&#8221; oraz &#8222;Journey to the South&#8221;.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/05/tryptyk-hawes.jpg" rel="lightbox[237]"><img class="alignnone size-medium wp-image-238" title="Tryptyk Annie Hawes" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/05/tryptyk-hawes-300x153.jpg" alt="" width="300" height="153" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/05/extra-virgin-annie-hawes/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Nowy Jork. Przewodnik niepraktyczny” Kamila Sławińska</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/04/nowy-jork-przewodnik-niepraktyczny-kamila-slawinska/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/04/nowy-jork-przewodnik-niepraktyczny-kamila-slawinska/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 Apr 2008 08:14:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Przewodniki]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Kamila Sławińska]]></category>
		<category><![CDATA[na podstawie blogu]]></category>
		<category><![CDATA[Nowy Jork]]></category>
		<category><![CDATA[przewodnik]]></category>
		<category><![CDATA[terra incognita]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=192</guid>
		<description><![CDATA[Czy zdarzyło Wam się kiedyś zachwycać lekturą i jednocześnie coraz bardziej nie lubić jej autora? Mi tak. Właśnie w trakcie czytania Przewodnika Sławińskiej. Książki nieznośnie irytującej i genialnie smakowitej. Całe zamieszanie przez autorkę – narratorkę, która, w ramach obchodów dziesięciolecia &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/04/nowy-jork-przewodnik-niepraktyczny-kamila-slawinska/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/04/nowy-jork-niepraktyczny.jpg" rel="lightbox[192]"><img class="alignleft alignnone size-full wp-image-193" style="float: left;" title="nowy-jork-niepraktyczny" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/04/nowy-jork-niepraktyczny.jpg" alt="" width="180" height="257" /></a> Czy zdarzyło Wam się kiedyś zachwycać lekturą i jednocześnie coraz bardziej nie lubić jej autora? Mi tak. Właśnie w trakcie czytania <strong><a href="http://www.wab.com.pl/index.php?id=7&amp;bid=623" target="_blank">Przewodnika Sławińskiej</a></strong>. Książki nieznośnie irytującej i genialnie smakowitej.</p>
<p class="MsoNormal">Całe zamieszanie przez autorkę – narratorkę, która, w ramach obchodów dziesięciolecia swej bytności za Oceanem, skleciła to najbardziej nieużyteczne itinerarium, na podstawie swojego bloga. Dlatego prócz wyczerpujących opisów rozmaitych nowojorskich atrakcji, Sławińska funduje nam coś w rodzaju terapii poprzez pisanie. Rozlegle i rozwlekle leczy swoje emigranckie kompleksy, prawiąc z pasją i pełnym przekonaniem, jakoby była rodowitym Nowojorczykiem. Mieszkając w smutnej i szarej Polsce, trudno samemu nie popaść w kompleksy czytając o wspaniałościach Big Apple i wyrafinowanej osobowości narratorki, która nakazuje jej patrzeć z góry na każdego, kto nie dostrzega piękna w ‘nowojorskiej ptasiej kupie’, tym samym spadając do miana profana niegodnego tego miasta (a właściwie: MIASTA). <span> </span></p>
<p class="MsoNormal">Jednak pomimo tego swoistego zadufania Kamili Sławińskiej, jej Niepraktyczny Przewodnik czyta się znakomicie. Po pierwsze dlatego, że autorka pisze w sposób błyskotliwy i pełen wdzięku, pięknym literackim językiem. Po drugie &#8211; Nowy Jork to Nowy Jork. Wciąż i nieodmiennie Ziemia Obiecana, więc niemożność stąpania po niej, można sobie udatnie zrekompensować lekturą Przewodnika, który, pomimo mej galopującej antypatii dla autorki, oceniam na 6.</p>
<p class="MsoNormal">A <a href="http://niedoczytania.pl/?p=171" target="_blank">tu ja o &#8222;Nowy Jork. Przewodnik niepraktyczny&#8221;</a> dla Niedoczytania.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/04/nowy-jork-przewodnik-niepraktyczny-kamila-slawinska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

