<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; dzieciństwo</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/tag/dziecinstwo/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Wed, 23 May 2012 14:19:26 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Bergman wielkim poetą nie był</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/03/niedzielne-dziecko-ingmar-bergman/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/03/niedzielne-dziecko-ingmar-bergman/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 Mar 2011 15:51:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Biblioteczka Konesera]]></category>
		<category><![CDATA[dzieciństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Ingmar Bergman]]></category>
		<category><![CDATA[konflikt]]></category>
		<category><![CDATA[lato]]></category>
		<category><![CDATA[literatura szwedzka]]></category>
		<category><![CDATA[ojciec]]></category>
		<category><![CDATA[Szwecja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1519</guid>
		<description><![CDATA[Ingmar Bergman wielkim poetą nie był. Wielkim reżyserem owszem. Ale czytając „Niedzielne dziecko” trudno nie oprzeć się wrażeniu, że mógłby i wielkim pisarzem być. Tym bardziej, że na filmowej emeryturze, na którą oficjalnie przeszedł po ukończeniu „Fanny Alexander” spędził dwadzieścia &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/03/niedzielne-dziecko-ingmar-bergman/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ingmar Bergman wielkim poetą nie był. Wielkim reżyserem owszem. Ale czytając „Niedzielne dziecko” trudno nie oprzeć się wrażeniu, że mógłby i wielkim pisarzem być.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="alignnone" title="Niedzielne dziecko" src="http://www.proszynski.pl/includes/modules/thumb/phpThumb.php?src=../../../images/media/products//niedzielnedziecko.jpg&amp;w=200" alt="" width="200" height="281" /></p>
<p>Tym bardziej, że na filmowej emeryturze, na którą oficjalnie przeszedł po ukończeniu „Fanny Alexander” spędził dwadzieścia pięć lat (inna sprawa, że w międzyczasie wziął udział w jeszcze kilku filmowych projektach, nie mniej jednak z kamerą oficjalnie pożegnał się w 1982 roku). Spłodził też trochę książek, ale literaturą stricte, z małymi wyjątkami, się nie parał.</p>
<p>„Niedzielne dziecko” – zmysłowa mini powieść oparta na autobiograficznych wątkach – jest właśnie takim <em>małym wyjątkiem, </em>niewielkim acz znaczącym literackim smakołykiem. Bergman cofa się do lat dwudziestych, swojego dzieciństwa, osadzając akcję w pewien upalny lipcowy weekend, który rodzina Bergmanów spędza z dala od Sztokholmu w wynajętym na lato domu. Ale nie dajcie się zwieść atmosferze idyllicznej beztroski, to tylko pozory, efektowne tło dla opowieści o skomplikowanych relacjach młodocianego Ingmara – wówczas przez wszystkich pieszczotliwie nazywanego Puniem – z ojcem, darzonym powszechnym szacunkiem protestanckim pastorem, w rzeczywistości oschłym i surowym tyranem. Konflikcie, który nieprzerwanie, z większym lub mniejszym natężeniem, trwał do śmierci pastora.</p>
<p>Punio, owo niedzielne dziecko, zdaje się żyć w zawieszeniu między światem realnym, a tym wyobrażonym. Jest dzieckiem niezwykle wrażliwym, wyczulonym na wszelkie niuanse w międzyludzkich relacjach. Zafascynowany tym co mroczne i tajemnicze, a zwłaszcza ciemnymi stronami ludzkiej duszy. Na z gruntu niewinne swary ze starszym bratem, rodzinne posiłki, zabawy czy spacery Bergman nakłada sceny żywo niepokojące i mroczne, nijak nie pasujące do tej sielskiej atmosfery. Stąd „Niedzielne dziecko” jest i w istocie swej opowieścią o lęku. Jego powodach, zarówno tych nadprzyrodzonych – jak wisielec z lasu, jak i niemalże namacalnych – rozpadające się na oczach chłopca małżeństwo rodziców czy właśnie ojciec na swój sposób terroryzujący go psychicznie.</p>
<p>Wielbiciele „Fanny i Alexander” tacy jak ja z radością odnotują punkty wspólne powieści i filmu. Jednym z nich bez wątpienia jest monstrualnie otyła ciotka Emma, której Bergman najpewniej bardzo nie lubił, bo uczynił z niej w filmie żywą pochodnię. Pojawia się też kochana i oddana pokojówka Maj, a i ojczym Fanny i Alexandra – biskup Edward ucieleśniający w filmie zło &#8211; żywo przypomina surowego patriarchę rodu Bergmanów.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p><em>Niedzielne dziecko</em> Ingmar Bergman, przełożyła Halina Thylwe, Prószyński i S-ka, Warszawa 1994, s. 101.<br />
seria: <a href="http://lekturki.com/tag/biblioteczka-konesera/" target="_blank"><strong>Biblioteczka Konesera</strong></a><br />
<strong><a href="http://lekturki.com/tag/szwecja/" target="_blank">literatura szwedzka</a></strong></p>
<p>[z Rajskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/03/niedzielne-dziecko-ingmar-bergman/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Złoty medal w megalomanii</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/11/biografia-glodu-amelie-nothomb/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/11/biografia-glodu-amelie-nothomb/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 04 Nov 2010 21:54:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[amelie nothomb]]></category>
		<category><![CDATA[anoreksja]]></category>
		<category><![CDATA[bangladesz]]></category>
		<category><![CDATA[Chiny]]></category>
		<category><![CDATA[dojrzewanie]]></category>
		<category><![CDATA[dzieciństwo]]></category>
		<category><![CDATA[galeria]]></category>
		<category><![CDATA[głód]]></category>
		<category><![CDATA[Japonia]]></category>
		<category><![CDATA[literatura belgijska]]></category>
		<category><![CDATA[Nowy Jork]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1460</guid>
		<description><![CDATA[Na początku była Japonia. Objadanie się słodyczami, kompulsywne wlewanie w siebie wody i pokątna lektura Biblii (z rozkosznym strachem). Potem Chiny, podkradanie słodkości, głód towarzystwa i upajanie się whisky. Na ósme urodziny dostała Nowy Jork! I opiekunkę Ingę, do której &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/11/biografia-glodu-amelie-nothomb/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/11/35991-450.jpg" rel="lightbox[1460]"><img class="alignnone size-full wp-image-1462" title="Biografia Głodu" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/11/35991-450.jpg" alt="" width="200" height="302" /></a></p>
<p>Na początku była Japonia. Objadanie się słodyczami, kompulsywne wlewanie w siebie wody i pokątna lektura Biblii (<em>z rozkosznym strachem)</em>. Potem Chiny, podkradanie słodkości, głód towarzystwa i upajanie się whisky. Na ósme urodziny dostała Nowy Jork! I opiekunkę Ingę, do której zapałała uczuciem tak szczerym i gorącym, jak tylko pozwoliła na to jej dziecięca (mocno zakrapiana Johnnym Walkerem) niewinność. Ale szczęście nie trwa wiecznie i za czas jakiś wylądowała w Bangladeszu. W centrum kanapowej agonii, a jedyną strawą miała być strawa ducha – literatura pochłaniana od metra. Anoreksja. Na dwunaste urodziny dostała słonia.  Tylko na jeden dzień. Trzynaste urodziny obchodziła w Birmie, czytając <a href="http://lekturki.com/2010/03/zlota-pagoda-yukio-mishima/" target="_blank">„Złotą pagodę” Mishimy</a>. Popadła w otchłań hormonalnego niebytu. Postanowiła odtąd żywić się już tylko słowami. Odkryła w sobie, że jest zgłodniała głodu. Wyglądała jak trup i dobrze się z tym czuła. Potem był Laos i powrót do jedzenia. Mając lat siedemnaście wylądowała na uniwersytecie w Brukseli, a dwadzieścia jeden – w Tokio. Potem było z „Pokorą i uniżeniem”, a przed  czasem słodyczy i Biblii <a href="http://lekturki.com/2008/08/metafizyka-rur-amelie-nothomb/" target="_blank">„Metafizyka rur”</a>. <strong></strong></p>
<p><strong>„Biografia głodu”</strong> to środek. Autobiograficzna powieść pisana z perspektywy głodu. Głodu nie tylko w tym najbardziej literalnym znaczeniu &#8211; jako pragnienia czy potrzeby spożycia pokarmu, ale i towarzystwa, słów, książek, alkoholu, wiedzy. Głodu niepokojąco bliskiego uzależnieniu, głodu jako wiecznego niedosytu, niemożności zaspokojenia. Ale &#8222;Biografia głodu&#8221; jest i megalomańskim (w stopniu doprowadzającym zęby do bólu) pamiętnikiem z dorastania dokonującego się w międzykontynentalnym i multikulturowym rozkroku, który bynajmniej tego, z natury swej skomplikowanego, procesu nie ułatwiał, ale przynajmniej wspomnieniu czasu pryszczy i pączkującego biustu dodaje uroku i niepowtarzalności. Bo czy ktoś zna pisarkę równie cudowną i napuszoną, jak <a href="http://lekturki.com/tag/amelie-nothomb/" target="_blank"><strong>Amelie Nothomb</strong></a>?</p>
<p>Pytanie, które zaciążyło mi nad lekturą brzmi: ile w „Biografii głodu” jest prawdziwej Amelii, a ile Amelii wykreowanej na potrzeby literatury. Albo inaczej: Ile w Nothomb jest pisarki, a ile zręcznej hochsztaplerki, która, owszem, potrafi grać słowem, być i liryczna i zabawna, a nawet trochę przeintelektualizowana, ale czyni to tylko po to, aby jeszcze bardziej schlebiać i pieścić swoje ego? Wiem, że są dywagacje warte mniej więcej tyle, co dochodzenie ilości procent cukru jest w cukrze, nie mniej jednak spokoju (dla odmiany) memu ego to nie daje. Nothomb pisze laurki ku swojej czci, z lubością spogląda na świat z góry i bezwarunkowo filtruje go przez siebie. Mizdrzy się spomiędzy wersów, upaja swą nietuzinkowością. To skupienie się na sobie, ten egocentryzm doprowadzony do ekstremum. Chwała bogu, że te książki są tak krótkie. Na większą skalę nothombowska maniera mogłaby być nie do zdzierżenia.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>„Biografia głodu” Amelie Nothomb, przełożyła Joanna Polachowska, Muza, Warszawa 2005</p>
<p>[z biblioteki na Rajskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/11/biografia-glodu-amelie-nothomb/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>15</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Do zobaczenia za kilka lat</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/08/nie-tylko-pomarancze-jeanette-winterson/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/08/nie-tylko-pomarancze-jeanette-winterson/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 09 Aug 2010 13:12:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Feministyczne]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[debiut]]></category>
		<category><![CDATA[dewocja]]></category>
		<category><![CDATA[dojrzewanie]]></category>
		<category><![CDATA[dzieciństwo]]></category>
		<category><![CDATA[homoseksualizm]]></category>
		<category><![CDATA[Jeanette Winterson]]></category>
		<category><![CDATA[LGBT]]></category>
		<category><![CDATA[religia]]></category>
		<category><![CDATA[salamandra]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1384</guid>
		<description><![CDATA[Przed chwilą do księgarni trafiła najnowsza powieść Jeannette Winterson – „Dyskretne symetrie” – a już zdążyła zebrać kilka szalenie entuzjastycznych recenzji (vide ta Patrycji Pustkowiak z ubiegłotygodniowej Kultury czy Marty Mizuro w Przekroju). Przewlekła przewrotność kazała mi sięgnąć znów po &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/08/nie-tylko-pomarancze-jeanette-winterson/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przed <a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/nie_tylko_pomarancze.jpg" rel="lightbox[1384]"><img class="alignleft size-full wp-image-1385" title="nie tylko pomarancze..." src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/nie_tylko_pomarancze.jpg" alt="" width="200" height="326" /></a>chwilą do księgarni trafiła najnowsza powieść Jeannette Winterson – „Dyskretne symetrie” – a już zdążyła zebrać kilka szalenie entuzjastycznych recenzji (vide ta Patrycji Pustkowiak z ubiegłotygodniowej Kultury czy Marty Mizuro w Przekroju). Przewlekła przewrotność kazała mi sięgnąć znów po prozę Winterson, choć nie czyniłam tego od ładnych kilku lat, aby (dla równowagi ducha) przypomnieć sobie dlaczego w pełni nie podzielam zachwytów nad jej pisarstwem. Padło na debiutanckie <strong>„Nie tylko pomarańcze…”</strong>, które spadły mi (dosłownie!) z bibliotecznej półki prosto w ręce. Chyba bardzo pchały się do wyjścia, bo jak wskazuje wlepka z terminami zwrotu – powieści nikt nie wypożyczał od trzech lat.</p>
<p>W debiucie Winterson najbardziej przypadł mi do gustu… wstęp, którym pisarka opatrzyła drugie wydanie „Nie tylko pomarańczy…”. Dzieli się w nim nie tylko kulisami powstawania powieści i klarowania koncepcji pisarskiej, ale również poglądami na kwestię bylejakości i to zarówno w literaturze jak i życiu, oraz spostrzeżeniami na temat brytyjskiego rynku wydawniczego. Prawdę powiedziawszy jej wyraziste poglądy z przedmowy są dużo bardziej interesujące niż sama powieść, która choć zaczyna się nader obiecująco, im bliżej końca tym coraz nudniejsza i bardziej przewidywalna się staje. W każdym razie z chęcią poczytałabym sobie więcej szkiców Winterson, ale nie o tym pisać miałam.</p>
<p>Winterson nie ukrywa, że od panów preferuje panie i o dojrzewaniu do tego odkrycia czy może raczej konstytuowaniu tej konkretnie preferencji opowiada w „Nie tylko pomarańcze…”. Jest to więc poniekąd autobiograficzna powieść rozwojowa, której pikanterii dodaj osadzenie akcji w środowisku katolików w wydaniu hard. Oto bowiem nasza Jeannette – jako dar boży – zostaje adoptowana przez kobietę głęboko religijną, dewotkę właściwie, oddaną całkowicie kościołowi, panu niebieskiemu i nawracaniu bezbożników.  Dla swej córki, którą zresztą jakoś szczególnie się nie przejmuje, przewidziała rolę misjonarki i faktycznie Jeannette pokornie daje się wkręcić w tę rolę. Do czasu, gdy wkracza w okres dojrzewania i w nie do końca uświadomiony sposób zaczyna pożądać kobiet, co, ze zrozumiałych powodów, jest nie do zaakceptowania dla jej matki.</p>
<p>Połączenie motywu dewocji religijnej z wątkami rodem z literatury <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/LGBT" target="_blank">LGBT</a> jest przedsięwzięciem odważnym i ryzykownym, ale Winterson wychodzi z tego obronną ręką. Co istotne – „Nie tylko pomarańcze…” nie są powieścią obrazoburczą, rozliczającą czy oceniającą, a od konfliktu dogmatów wiary dla pisarki ważniejsze jest podkreślenie dramatu dojrzewania. Zastanawiające w postawie jej literackiego alter ego jest to, że od razu akceptuje swą odmienność, poddaje się jej i decyduje na prowadzenie podwójnego życia – co oczywiście nie może trwać w nieskończoność. Jak na osobę wychowaną w tak silnie katolickim środowisku, przyszłą misjonarkę, można by spodziewać się, że pogodzenie się z nową – nie licującej z nauką kościoła – tożsamością przyjdzie Jeannette z większym trudem. Tym czasem nic bardziej mylnego. Godzi się z tym od tak, bez wewnętrznych dylematów i poczucia winy, a jeśli cierpi to z powodu rozstania z kochanką, a nie sprzeniewierzania się matce czy religijnym naukom. Pisarka (celowo?) przemilcza kwestię sumienia. W postawie jej alter ego jest coś szalenie aroganckiego i sztucznego, co sprawia, że ja jej nie wierzę.</p>
<p>Wspomnieć należy również o oczku w głowie i poniekąd znaku rozpoznawczym Winterson – słynnej nielinearnej narracji, z którą eksperymentuje w „Nie tylko pomarańcze…” wciskając na siłę alegoryczną przypowieść, faktycznie rozbijającą rytm opowieści. Nie lubię nielinearnej narracji i już wiem czemu po powieści Winterson sięgam raz na kilka lat.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>„Nie tylko pomarańcze…” Jeanette Winterson, przełożył Waldemar Łyś, Rebis, Poznań 2000</p>
<p><a href="http://lekturki.com/tag/salamandra/" target="_blank"><strong>seria Salamandra</strong></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/08/nie-tylko-pomarancze-jeanette-winterson/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>22</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Romantyczność</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/05/hotel-belle-rouen-martha-grimes/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/05/hotel-belle-rouen-martha-grimes/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 28 May 2010 11:38:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kryminalni]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[amerykańska prowincja]]></category>
		<category><![CDATA[dzieciństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Emma Graham]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[Martha Grimes]]></category>
		<category><![CDATA[mroczna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1295</guid>
		<description><![CDATA[Kilka tygodni temu obudziła się we mnie silna i dojmująca chęć doczytania do końca trylogii prowincjonalnej Marthy Grimes. Innymi słowy – poczułam, że to jest ta chwila, aby pożegnać się z Emmą Graham, że naszej znajomości nie ma sensu wydłużać &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/05/hotel-belle-rouen-martha-grimes/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/05/Hotel-Belle-Rouen_Martha-Grimes.jpg" rel="lightbox[1295]"><img class="alignleft size-full wp-image-1296" title="Hotel-Belle-Rouen_Martha-Grimes" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/05/Hotel-Belle-Rouen_Martha-Grimes.jpg" alt="" width="178" height="280" /></a>Kilka tygodni temu obudziła się we mnie silna i dojmująca chęć doczytania do końca trylogii prowincjonalnej <a href="http://lekturki.com/tag/martha-grimes/" target="_blank">Marthy Grimes</a>. Innymi słowy – poczułam, że to jest ta chwila, aby pożegnać się z <a href="http://lekturki.com/tag/emma-graham/" target="_blank">Emmą Graham</a>, że naszej znajomości nie ma sensu wydłużać w nieskończoność. Tym bardziej, że akcja wszystkich powieści rozgrywa się w ciągu jednego lata, a ja rozciągnęłam je do niedorzecznych w swej długości trzech lat.</p>
<p><em>Gdziekolwiek się nie obrócę czai się tajemnica</em> [s.44] zauważa Emma i faktycznie, rzec by można, że z lubością rozgrzebuje stare, zapomniane sprawy. W <strong>„Hotelu Belle Rouen” </strong>rozwiązuję zagadkę zniknięcia niemowlęcia porwanego przed dwudziestu laty podczas balu w tymże hotelu, który teraz jest niczym innym jak tajemniczą i malowniczą ruiną w środku lasu. Chyba wspominać nie muszę, że nie łatwo jest rozwikływać dawne tajemnice mając lat dwanaście, będąc kelnerką w hotelu prowadzonym przez ignorującą ją matkę i, gdyby obowiązków tam było mało, również <em>deus ex machiną </em><em>w musicalowej wersji Medei przygotowywanej przez brata? </em></p>
<p>Oryginalny tytuł powieści – „Belle Ruin” – świetnie oddaje klimat upadku i urok świata pokrytego kurzem i szlachetną patyną. Grimes z niezrównanym wdziękiem studiuje życie na prowincji, ale takiej przez duże p. Prowincji, gdzie diabeł mówi dobranoc, z dala od głównych szlaków komunikacyjnych. Miejsc zapomnianych, do których poza lokalną społecznością nikt się nie zapuszcza, a i oni czynią to niechętnie. To zabawne, że wcześniej na to nie zwróciłam uwagi, ale słodki klimat powieści Grimes to kwintesencja romantyzmu. Nie, nie epoki Mickiewicza i lorda Byrona. Tego romantyzmu, który nieuchronnie kojarzy się z pierwszymi zauroczeniami i nieśmiałymi miłosnymi gestami. Romantyczny nastrój tworzą już same nazwy i unosząca się wokół nich aura tajemnicy: Lake Noir, Spirit Lake, hotel Paradise czy Zapadły Dom. Jeśli Grimes jest mroczna to właśnie w taki romantyczny i słodki sposób, a właśnie w „Hotelu Belle Rouen” między wersami pobrzmiewają ślady pierwszej młodzieńczej fascynacji.</p>
<p>Szkoda, że to koniec, choć z drugiej strony czuć, że konwencja nieuchronnie się wyczerpywała i zaczynała zjadać własny ogon. Co prawda Grimes nie rzuciła mnie na kolana, ale i tak lektura „Hotelu Belle Rouen” wprawiła mnie w błogi nastrój. Poza tym powieść jest wyjątkowo zabawna.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p>[„Hotel Belle Rouen” Martha Grimes, przełożyła Barbara Kopeć – Umiatowska, W.A.B., Warszawa 2007]</p>
<p>Uwaga na marginesie: Koniecznie należy zachować kolejność oryginalną. Innymi słowy – trylogię Grimes czytamy po bożemu w kolejności: <a href="http://lekturki.com/2007/10/hotel-paradise-martha-grimes/" target="_blank">„Hotel Paradise”</a>, <a href="http://lekturki.com/2010/01/stacja-cold-flat-junction-martha-grimes/" target="_blank">„Stacja Cold Flat Junction”</a>, „Hotel Belle Rouen”.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/05/hotel-belle-rouen-martha-grimes/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bez zaangażowania. Bez zanurzenia</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/04/poslaniec-l-p-hartley/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/04/poslaniec-l-p-hartley/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Apr 2010 22:03:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Anglicy]]></category>
		<category><![CDATA[belle epoque]]></category>
		<category><![CDATA[dzieciństwo]]></category>
		<category><![CDATA[epoka wiktoriańska]]></category>
		<category><![CDATA[KIK]]></category>
		<category><![CDATA[l.p. hartley]]></category>
		<category><![CDATA[lato]]></category>
		<category><![CDATA[mezalians]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1234</guid>
		<description><![CDATA[Z westchnienie ulgi skończyłam czytać „Posłańca”. Zaskoczyło mnie, że powieść, która posiada wszelkie predyspozycje do miana wzruszającego dramatu psychologicznego spłynęła po mnie, jak po nie przymierzając kaczce. Czy znaczy to, że moja panieńska wrażliwość przeminęła (z wiatrem), czy może ludzki &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/04/poslaniec-l-p-hartley/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/04/poslaniec.jpg" rel="lightbox[1234]"><img class="alignleft size-full wp-image-1235" title="Posłaniec" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/04/poslaniec.jpg" alt="" width="179" height="290" /></a>Z westchnienie ulgi skończyłam czytać <strong>„Posłańca”</strong>. Zaskoczyło mnie, że powieść, która posiada wszelkie predyspozycje do miana wzruszającego dramatu psychologicznego spłynęła po mnie, jak po nie przymierzając kaczce. Czy znaczy to, że moja panieńska wrażliwość przeminęła (z wiatrem), czy może ludzki dramacik z powieści Lesliego Polesa Hartley’a jest tak letni, że przejąć się nim nie podobna?</p>
<p style="text-align: justify;">Oczywiście niecnie sobie kpię. Czynię to jednak nie bez powodu, bo faktycznie fabuła „Posłańca” jest zaskakująco mdła. Jej narrator &#8211; Leo Castels &#8211;  u schyłku życia powraca do wydarzeń, które miały miejsce przed ponad pięćdziesięciu laty, w upalne wakacje roku 1900. Wydarzeń, których wspomnienie wypreparował z swej pamięci i pogrzebał głęboko. Spędzał wówczas wakacje w wiejskiej posiadłości wydzierżawionej przez zamożnych rodziców kolegi ze szkoły. Inteligentny i uprzejmy chłopiec ze skromnej rodziny z trudem odnajduje się pośród oschłych przedstawicieli <em>upper middle class</em>, których nieodmiennie bawiły jego  prowincjonalne maniery i brak obycia. Leo jest uosobieniem niewinności i dziecięcej naiwności, chętnie zatem zgadza się,  gdy urocza córka właścicieli prosi go o wyświadczenie drobnej przysługi – dostarczenie liściku do gospodarstwa położonego nieopodal. W ten sposób niepostrzeżenie zostaje wciągnięty w coś czego zupełnie nie rozumie. Z pozoru niewinna wymiana wiadomości między prostym rolnikiem, a piękną panną z dworu staje się przyczynkiem do dramatu, którego Leo będzie nie mniej ważną postacią. Aż chce się dopowiedzieć, że nieszczęście czai się tuż za rogiem…</p>
<p style="text-align: justify;">„Posłaniec” to powieść o względności. Znamienne, że L.P. Hartley osadził akcję u schyłku epoki wiktoriańskiej i faktycznie wiktoriański dualizm czy może raczej hipokryzja jest tutaj najważniejszym punktem odniesienia. Ta epoka ściskająca niczym gorset. Oplatała ciasną siatką konwenansów, kategorycznie dyktując co wypada, a co absolutnie nie. Wedle jej dictum wypadało zatem być zaręczonym zubożałym z wicehrabią, ale nie wypadało kochać/ romansować z osobą postawioną niżej na drabinie społecznej. W ten niepokojąco dwoisty świat zostaje wciągnięty Leo. Zauroczony Marian – jedyną osobą w Brandham Hall, która okazywała mu zainteresowanie – skłonny był dla niej zrobić wszystko. Fakt, że uczyniła go swoim protegowanym napawał chłopca wyjątkową dumą. W swej dziecięcej dobroduszności nie przypuszczał, że troska dziewczyny nie jest bezinteresowna, że ta kupuje jego względy, aby móc wciągnąć go w moralnie dwuznaczną grę &#8211; zyskać dyskretnego posłańca. Do momentu, gdy czar pryska.</p>
<p style="text-align: justify;">„Posłaniec” jest więc i powieścią o dojrzewaniu, o próbie zrozumienia świata dorosłych – nieprzyzwoitego, pełnego tajemnic, kłamstw i skomplikowanych emocji. Gromadzące się  wokół niego wieloznaczności Leo przyjmuje z narastającą konsternacją. Próbuje  interpretować świat po swojemu, kluczem czyniąc wpojony mu purytański etos epoki wiktoriańskiej. Ów surowy obyczajowy światopogląd zemści się na nim nie mniej niż na dwójce tajemnych kochanków.</p>
<p style="text-align: justify;">Leo, choć grzeczny i dobrze ułożony, nie jest postacią wzbudzającą sympatie, a nawet powiedziałabym, że L.P. Hartley wyposażył go w pewną dozę arogancji i pychy przemieszanej z nieśmiałością, które to czynią z niego narratora dość antypatycznego. Zaskakujące jest, że dorosły Leo wspomina tamte lato w sposób pozbawiony jakiegokolwiek osądu moralnego. Podówczas dużo bardziej niż kwitnąca w cieniu szopy zakazana miłość interesowało go wahania temperatury i zabawy w stogu siana. Lato było upalne, emocje jeszcze gorętsze. Nastrój przywodzi na myśl <a href="http://lekturki.com/2008/02/pokuta-ian-mcewan/" target="_blank">&#8222;Pokutę&#8221; Iana McEwana</a>, a jednak „Posłańca” czyta się na chłodno i z dystansem. Bez zaangażowania. Bez zanurzenia.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p style="text-align: justify;">[„Posłaniec” L.P. Hartley, przełożyła Ryszarda Grzybowska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1992]</p>
<p style="text-align: justify;">pozostałe recenzowane przeze mnie powieści z serii <a href="http://lekturki.com/tag/kik/" target="_blank"><strong>KIK</strong></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/04/poslaniec-l-p-hartley/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Betonowy ogród&#8221; Ian McEwan</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/02/betonowy-ogrod-ian-mcewan/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/02/betonowy-ogrod-ian-mcewan/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 07 Feb 2010 21:12:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[dzieciństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Ian McEwan]]></category>
		<category><![CDATA[powieść inicjacyjna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1146</guid>
		<description><![CDATA[Zamiast patetycznej wzniosłości i pięknomowy będzie brzydko i dosadnie, bo i brzydki i dosadny jest &#8222;Betonowy ogród&#8221;. Pieprzone ciary, nie ciarki, a właśnie ciary. Dwa słowa, a jakże znamienne dla mego odbioru debiutanckiej powieści Iana McEwana &#8211; pisarza, którego cenię &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/02/betonowy-ogrod-ian-mcewan/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/02/betonowy-ogrod.jpg" rel="lightbox[1146]"><img class="alignleft size-full wp-image-1147" title="Betonowy ogród" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/02/betonowy-ogrod.jpg" alt="" width="180" height="280" /></a>Zamiast patetycznej wzniosłości i <em>pięknomowy</em> będzie brzydko i dosadnie, bo i brzydki i dosadny jest &#8222;Betonowy ogród&#8221;. <em>Pieprzone ciary, </em>nie ciarki, a właśnie <em>ciary</em>. Dwa słowa, a jakże znamienne dla mego odbioru debiutanckiej powieści Iana McEwana &#8211; pisarza, którego cenię wielce za nieco sentymentalną acz szalenie klimatyczną <a href="http://lekturki.com/2008/02/pokuta-ian-mcewan/" target="_blank">„Pokutę”</a> oraz wyśmienite <a href="http://lekturki.com/2009/02/na-plazy-chesil-ian-mcewan/" target="_blank">„Na plaży Chesil”</a> i nie cenię zupełnie za irytujące <a href="http://lekturki.com/2008/03/przetrzymac-te-milosc-ian-mcewan/" target="_blank">„Przetrzymać tę miłość”</a> oraz „Sobotę”, o której nigdy tu nie miałam okazji wspomnieć, bo i pisać za bardzo nie było o czym, jako że po jakiś 15 pierwszych stronach odechciało mi się czytania. Co innego „Betonowy ogród”. Niepokojąca perełka, uwodzicielska makabreska, przewrotna powieść inicjacyjna, której bohaterowie pozbawieni duchowych przewodników przekraczają próg dorosłości zdani na siebie i przypadek. Powieść nie wybitna, ale znamionująca literacki talent, którego erupcję można obserwować w kolejnych dekadach.</p>
<p style="text-align: justify;">Pierwsze skojarzenie to „Władca much” Williama Goldinga, „Niepokoje wychowanka Torlessa” Roberta Musila oraz „Jestem królem zamku” Susan Hill. Te trzy powieści postawiłabym w jednym rządku z debiutem McEwana. Nie są podobne, a jednak wspólny rys łączy je w pewien tematyczny ciąg. Każda nich jest swego rodzaju bezkompromisową konfrontacją świata dziecięcego z dorosłym dokonaną pod nieobecność czy też przy cichym przyzwoleniu tych drugich. Czwórka rodzeństwa z „Betonowego ogrodu” po śmierci rodziców zmuszona jest przedwcześnie dojrzeć, aby móc przejąć ich role, ale specyficznie niepokojący ton nadaje powieści już samo miejsce rozgrywania akcji: wielka samotna budowla pośród osiedla zrujnowanych domów z prefabrykatów. To pustkowie, także emocjonalne, na które nikt z własnej woli się nie zapuszcza i tym bardziej nie będzie niepokoić dzieci, które po śmierci ojca , a następnie matki zostają same. Zdają sobie sprawę, że fakt śmierci matki muszą zachować w tajemnicy, bo tylko w ten sposób zapewnią sobie spokój i możność wspólnego mieszkania. Wpadają, więc na makabryczny plan pozbycia się zwłok, a gdy sztywna matka przestaje być problemem, dzieci zaczynają szukać nowych tożsamości, powielając w zniekształconej formie społeczne schematy.</p>
<p style="text-align: justify;">Skonstruowany z precyzyjnych, oszczędnych zdań „Betonowy ogród” to jednak nie tylko ubrany w literackie piórka zapis koszmaru dzieciństwa w dysfunkcyjnej rodzinie. To również opowieści o erotycznej inicjacji i dojrzewaniu, ale i o degradacji pozytywnych wartości. Beznamiętny w swym okrucieństwie <a href="http://lekturki.com/tag/ian-mcewan/" target="_blank">IanMcEwan</a>, zdawać by się mogło zaprzysiężony konserwatysta, od początku konfrontuje dziecięcą niewinność z moralnie dwuznacznym złem, z którego analizy wyrasta „Betonowy ogród”. Finał łatwo przewidzieć, ale nie o efekt zaskoczenie tutaj chodzi.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p style="text-align: justify;">[„Betonowy ogród” Ian McEwan, tłumaczenie Marek Obarski, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2008]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/02/betonowy-ogrod-ian-mcewan/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>22</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Dziewczynka, która za bardzo lubiła zapałki&#8221; Gaétan Soucy</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/11/dziewczynka-ktora-za-bardzo-lubila-zapalki-gaetan-soucy/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/11/dziewczynka-ktora-za-bardzo-lubila-zapalki-gaetan-soucy/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 01 Nov 2009 21:59:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kanada]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[dzieciństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Gaetan Soucy]]></category>
		<category><![CDATA[groteska]]></category>
		<category><![CDATA[z dreszczykiem]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1062</guid>
		<description><![CDATA[Właściwie nie przepadam za Halloween i tą cała resztą amerykańskiego kiczu. Wiem, wiele osób składa tego typu deklaracje, a potem biegnie z wydrążoną dynią na jakąś imprezę. W tym roku dałam się jednak uwieść czy też zwieść urokowi kolorowych dyń &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/11/dziewczynka-ktora-za-bardzo-lubila-zapalki-gaetan-soucy/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-full wp-image-1063" title="Dziewczynka, która za bardzo lubiła zapałki" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/11/soucy.jpg" alt="Dziewczynka, która za bardzo lubiła zapałki" width="173" height="280" />Właściwie nie przepadam za Halloween i tą cała resztą amerykańskiego kiczu. Wiem, wiele osób składa tego typu deklaracje, a potem biegnie z wydrążoną dynią na jakąś imprezę. W tym roku dałam się jednak uwieść czy też zwieść urokowi kolorowych dyń i mrocznemu klimatowi wieczoru duchów i strachów. W przypływie natchnienia miałam nawet zamiar wykonać własną jack-o&#8217;-lantern, ale nie udało mi się nabyć odpowiedniej dyni, a i z planu oglądania oldschoolowych horrorów klasy B (lub gorszej) nic nie wyszło. W związku z tym postanowiłam sięgnąć po odpowiednio mroczną książkę, a ponieważ horrorów właściwie nie czytuję (a co za tym idzie nie mam ich w swojej biblioteczce), antologii opowieści niesamowitych z XIX-wiecznej prozy rosyjskiej też nie miałam ochoty napoczynać, a wszystkie inne niesamowitości już wcześniej zdążyłam przeczytać padło na <strong>„Dziewczynkę, która za bardzo lubiła zapałki”</strong> Gaetana Soucy i faktycznie było mrocznie, choć nie do końca tak, jak oczekiwałam.</p>
<p style="text-align: justify;">Soucy należy podobno do grona najbardziej znanych przedstawicieli francuskojęzycznej <a href="http://lekturki.com/category/ameryka-polnocna/kanada-usa/" target="_blank">literatury kanadyjskiej</a> (którą nawiasem mówiąc coraz bardziej lubię i z coraz większym entuzjazmem poznaję), jednak prawdę powiedziawszy po przeczytaniu „Dziewczynki, która za bardzo lubiła zapałki” czuję się dokumentnie skonfundowana i kompletnie nie wiem, co mam o tym myśleć. Tytuł czyni aluzje ku trawestacji znanej bajki Hansa Chrisitiana Andersena, a jednak nic bardziej mylnego. Właściwie powieść Soucy’ego nie ma nic wspólnego z bajką o biednej dziewczynce, może poza zapałkami w tytule.</p>
<p style="text-align: justify;">Streszczenie „Dziewczynki…” zdaje się być przedsięwzięciem karkołomnym z co najmniej kilku powodów. Powieść oparta jest na intrygującym zamyśle, naszpikowanym w dodatku sporą ilością „niespodzianek” (które jednak będą pospolitymi niewypałami, jeśli dość szybko odgadnie się pisarski zamysł Soucy’ego). Rzecz dotyczy dwójki braci, dość mocno upośledzonych, ale nie umysłowo, a społecznie i kulturowo. Apodyktyczny ojciec trzymał ich w odosobnieniu, w odciętej od świata posiadłości. Bracia nie mają imion, zachowują się jak dzikusy, działają podług swojego własnego kodeksu, a otoczenie interpretują poprzez pryzmat wiedzy zaczerpniętej ze słowników, pamiętnika księcia Saint Simona oraz… etyki Barucha Spinozy (<em>przy której z wysiłku dymi cała czapa</em>). Historia rozpoczyna się śmiercią ojca, osieroceni synowie muszą zdobyć trumnę, w tym celu jeden z nich (nasz narrator) wybiera się do pobliskiego miasteczka, a jest to nie lada wyczyn, bo dzieci nigdy nie były w miasteczku, a mieszkańcy osady nie mieli pojęcia o tym, co wyrabia się w mrocznej posiadłości <em>za sośniną. </em>Krok po kroku, Soucy odsłania kolejne fragmenty dramatu rozgrywającego się w patologicznej i dysfunkcyjnej rodzinie.</p>
<p style="text-align: justify;">Fabuła „Dziewczynki, która za bardzo lubiła zapałki” jest koszmarna. Koszmarna, bo opowiadająca o odrażających i przerażających wydarzeniach. Cały paradoks kryje się w tym, że Gaetan Soucy ma świetny literacki warsztat, a powieść jest napisana rewelacyjnie. Narracja poprowadzona jest z perspektywy prostodusznego dziecka, które nie jest świadome ciężaru gatunkowego wydarzeń, które obserwuje. Dziecka, które wszystko bierze za dobrą monetę, nie pojmując dramatyzmu zaistniałych sytuacji. Poza tym język powieści Soucy’ego jest niesamowity (brawa dla tłumaczki). Pod tym względem „Dziewczynka, która za bardzo lubiła zapałki” jest prawdziwą literacką perełką. Język, którym posługują się bracia jest mieszanką mowy naiwnej, kolokwializmów i neologizmów z frazami wyrwanymi z literatury. Przyznaję, że pomimo posępnej wymowy całości kilkukrotnie nie mogłam się powstrzymać od głośnego parsknięcia śmiechem, dzięki czemu częściowo udaje się rozładować upiorną atmosferę powieści. Nie mniej jednak lektura pozostawia po sobie pewien niesmak…</p>
<p style="text-align: justify;">Sześć za styl, język i warsztat. Dwa za resztę, co daje w efekcie cztery, ale jeśli czytać to tylko na własną odpowiedzialność.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>[„Dziewczynka, która za bardzo lubiła zapałki” Gaetan Soucy, Noir sur Blanc, Warszawa 2007]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/11/dziewczynka-ktora-za-bardzo-lubila-zapalki-gaetan-soucy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Paddy Clarke Ha Ha Ha” Roddy Doyle</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/09/paddy-clarke-ha-ha-ha-roddy-doyle/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/09/paddy-clarke-ha-ha-ha-roddy-doyle/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 Sep 2009 22:34:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Booker]]></category>
		<category><![CDATA[dzieciństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Irlandia]]></category>
		<category><![CDATA[Roddy Doyle]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=988</guid>
		<description><![CDATA[Irlandzka literatura po Joycie jest dość monotematyczna (ale i w swym monotematyzmie specyficznie urocza). Gro spośród pisarzy obraca się bowiem wokół podobnego zasobu anegdot przetwarzanych wedle własnych potrzeb. W takiej powieści musi być więc i trochę głodu, i trochę biedy, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/09/paddy-clarke-ha-ha-ha-roddy-doyle/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-990" title="Paddy Clarke Ha Ha Ha" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/09/paddy.jpg" alt="Paddy Clarke Ha Ha Ha" width="140" height="218" />Irlandzka literatura po Joycie jest dość monotematyczna (ale i w swym monotematyzmie specyficznie urocza). Gro spośród pisarzy obraca się bowiem wokół podobnego zasobu anegdot przetwarzanych wedle własnych potrzeb. W takiej powieści musi być więc i trochę głodu, i trochę biedy, koniecznie martwe niemowlę w rodzinie, obowiązkowo surowy ksiądz lub nauczyciel wyposażony w odpowiednią dyscyplinę oraz bystry acz przysparzający pewnych wychowawczych kłopotów urwis. Nie inaczej jest w przypadku <strong>„Paddy Clarke Ha Ha Ha” </strong>Roddy’ego Doyle’a (którego nawiasem mówiąc dotąd kojarzyłam jedynie z „The Commitments” i to z filmem Alana Parkera, nie powieścią).</p>
<p>Zachodzę w głowę dlaczego Doyle dostał Bookera właśnie za „Paddy’ego Clarka”, który sam w sobie jest powieścią przyzwoitą, ciekawie napisaną, ale z pewnością nie wybitną, albo chociaż na tyle dobrą, aby nagradzać ją tak prestiżowym wyróżnieniem. Być może w 1993 trafiły się wyjątkowo kiepskie nominacje i „Paddy” na ich tle pozytywnie się wyróżnił. Świeżości zresztą nie można mu odmówić. Nie wiem czy to znak firmowy Roddy’ego Doyle’a czy to jednorazowy incydent akurat przy okazji tej książki, ale w przypadku „Paddy’ego Clarka” trudno mówić o czymś takim jak linearna narracja, albo chronologia zdarzeń. Powieść nawet nie jest zbudowana, a skomponowana z szeregu luźno z sobą powiązanych scenek, które zmieniają się w jakimś nie do końca określonym porządku, co udatnie wpisuje się w konwencję dziecięcej narracji swobodnie przeskakującej z wątku na wątek. Narratorem jest właśnie ów Paddy, na oko dziesięcioletni chłopczyk zamieszkujący pod dublińską osadę, a sama książka Doyle’a jest w czymś w rodzaju powieści o kształtowaniu się osobowości młodego człowieka.</p>
<p>Te kilka irlandzkich powieści, które dotąd przeczytałam (plus tych kilka filmów osadzonych w realiach Zielonej Wyspy) utrwaliły mi w głowie obrazek irlandzkiego dziecka, które prócz tego, że musi mieć na imię Patrick i pomimo wiader święconej wody wylewanej mu głowę, broi, psoci i łobuzuje ile tylko się da, czyli dużo. Zdziwiłabym się gdyby było inaczej z Paddym, ale nie, i on bawi się ze swymi kumplami w sposób typowy dla dziesięciolatków z nadmiarem wolnego czasu: A to coś ukradnie, albo podpali, albo się z kimś pobije, nie będąc przy tym recydywistą, ale wciąż miłym, bystrym, a w domu dość grzecznym chłopcem. Scenki ze szkoły i podwórka Doyle przeplata epizodami rodzinnymi dodając tej bezpretensjonalnej i dość zabawnej powieści nieco poważniejszy aspekt. W domu chłopca bywa bowiem różnie, a między słowami narasta dramat rozpadu rodziny.</p>
<p>Największym atutem „Paddy Clarke Ha Ha Ha” jest język, wspaniale oddający mowę dziecka inteligentnego i oczytanego, ale i w dużej mierze wychowanego przez ulicę. Stąd język powieści Doyle’a to wybuchowa mieszanka kolokwializmów, wulgaryzmów, mowy naiwnej i „dorosłych” zdań. Dzięki temu powieść bywa i zabawna, i skłaniająca ku refleksjom natury wychowawczej, ale przede wszystkim jest szalenie realistyczna, a Paddy – wiarygodny.</p>
<p>Można przeczytać.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>[„Paddy Clarke Ha Ha Ha” Roddy Doyle, Wydawnictwo Amber, Warszawa 1995]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/09/paddy-clarke-ha-ha-ha-roddy-doyle/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Jestem królem zamku&#8221; Susan Hill</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/08/jestem-krolem-zamku-susan-hill/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/08/jestem-krolem-zamku-susan-hill/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 17 Aug 2009 22:43:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[dzieciństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Susan Hill]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=948</guid>
		<description><![CDATA[Po nieszczególnie udanym spotkaniu z Susan Hill przy okazji „Ludzi czystego serca” jestem zupełnie rada, że nie odpuściłam sobie dalszej z nią znajomości. A było warto, bo „Jestem królem zamku” to powieść zgoła odmienna, przerażająca i fascynująca zarazem. Z Susan &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/08/jestem-krolem-zamku-susan-hill/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-947" title="Jestem królem zamku" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/08/jestem.JPG" alt="Jestem królem zamku" width="180" height="279" />Po nieszczególnie udanym spotkaniu z <a href="http://lekturki.com/tag/susan-hill/" target="_blank">Susan Hill</a> przy okazji <a href="http://lekturki.com/2009/07/ludzie-czystego-serca-susan-hill/" target="_blank">„Ludzi czystego serca”</a> jestem zupełnie rada, że nie odpuściłam sobie dalszej z nią znajomości. A było warto, bo <strong>„Jestem królem zamku”</strong> to powieść zgoła odmienna, przerażająca i fascynująca zarazem.</p>
<p>Z Susan Hill w ogóle sprawy mają się dosyć zabawnie, jej pisarską wszechstronność można tylko porównać do mojego wrodzonego eklektyzmu w doborze lektur. Nie kto inny bowiem, a właśnie ta Susan Hill swego czasu popełniła kontynuację (sequel ;-) jednej z większych literackich ramot ubiegłego wieku, czyli <a href="http://lekturki.com/2008/01/%E2%80%9Erebeka%E2%80%9D-daphne-du-maurier/" target="_blank">„Rebeki” Daphne de Maurier</a> i nie kto inny, jak właśnie ta Susan Hill popełniła klasyczną już powieść grozy (niestety nie przetłumaczoną na język polski) „Woman In Black” i  cykl kryminałów z Simonem Serrailerem, z którym znajomość tak niefortunnie zapoczątkowała czas temu jakiś (i wciąż nie mam ochoty kontynuować…). „Jestem królem zamku” w tym towarzystwie zajmuje rzec by można miejsce niepoślednie, a mnogość możliwości odczytania i siła oddziaływania powieści rzuca zupełnie nowe światło na literacki dorobek Mrs Hill.</p>
<p>„Jestem królem zamku” porównywane jest do „Władcy much” Williama Goldinga i choć literacko nie dorasta mu do pięt wciąż jest bardzo interesujący spojrzeniem na przedwczesną dorosłość i okrucieństwo dzieci. Bohaterami powieści Susan Hill, nawiasem mówiąc postaciami skonstruowanymi w sposób bardzo wiarygodny i wielowymiarowy, jest dwójka prowadzących ze sobą bezwzględną rywalizację  dziesięciolatków. Jeden z nich – Hooper – występuje tu w roli gnębiciela, silny tylko z pozoru, cwany i przebiegły syn właściciela domu, którego gospodynią jest matka tego tłamszonego – Kingshawa – bystrego i z natury dobrego chłopca, choć zdecydowanie kiepsko znoszącego wyrachowania Hoopera. Jednym z ważniejszych tematów podjętych przez Hill jest kwestia walki z własnym strachem i ciągłym poczuciem zagrożenia. Hooper z premedytacją, wręcz sadystyczną satysfakcją wykorzystywał w swych okrutnych grach bojaźliwość Kingshawa, który ponad wszystko obawiał się śmierci. Jako syn gospodyni, gość, od początku był na przegranej pozycji, co sprytnie wykorzystywał jego antagonista, który pod płaszczykiem perfidii był żałosną i tchórzliwą kreaturą.  Nie mniej interesująca jest postać matki Kingshawa, która nie tylko jest literackim odbiciem kondycji kobiet w latach siedemdziesiątych – po seksualnej rewolucji, teoretycznie wyzwolonych, ale wciąż zależnych od mężczyzn, bo mężczyzna u boku to jedyny gwarant stabilizacji i spokojnej przyszłości, ale i przerażającym portretem matki oschłej, zimnej i wyrachowanej, bezkompromisowo dążącej do celu.</p>
<p>Przyznaję, że lektura nieco mi się dłużyła, ale za to zakończenie – porażające. Wbija w fotel.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p>[„Jestem królem zamku” Susan Hill, Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 1984]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/08/jestem-krolem-zamku-susan-hill/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Lato&#8221; Tove Jansson</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/04/lato-tove-jansson/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/04/lato-tove-jansson/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 28 Apr 2009 07:14:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Dla dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Skandynawia]]></category>
		<category><![CDATA[dzieciństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Finlandia]]></category>
		<category><![CDATA[lato]]></category>
		<category><![CDATA[Tove Jansson]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=833</guid>
		<description><![CDATA[Sama sobie obiecałam, że nie pozostawię lektury „Lata” Tove Jansson bez kilkudaniowej wzmianki, choćby z racji tego, że jest to książeczka niezwykła, czarująca i pod wieloma względami zupełnie niepodobna od koronnego cyklu o Muminkach. To niepodobieństwo zresztą jest w mym &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/04/lato-tove-jansson/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/04/lato_bez_muminkow.jpg" rel="lightbox[833]"><img class="alignleft size-full wp-image-1240" title="lato_bez_muminkow" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/04/lato_bez_muminkow.jpg" alt="" width="240" height="306" /></a>Sama sobie obiecałam, że nie pozostawię lektury <a href="http://www.nk.com.pl/engine/index.php?page=ksiazka&amp;id=638&amp;damaged=0&amp;tytul=Lato&amp;autorzy=Autor:%20Tove%20Jansson" target="_blank"><strong>„Lata”</strong></a> Tove Jansson bez kilkudaniowej wzmianki, choćby z racji tego, że jest to książeczka niezwykła, czarująca i pod wieloma względami zupełnie niepodobna od koronnego cyklu o Muminkach.</p>
<p>To niepodobieństwo zresztą jest w mym odczuciu dodatkową wartością tej niepowtarzalnej książeczki, w której Tove Jansson nie powiela samej siebie, pisze w zupełnie odmiennej tonacji niż czyniła to w przypadku książeczek o Muminkach. Rzec by można, że w „Lecie” pisarka jest nieco oschła, jakby po latach pisania słodkich opowieści z życia trolli postanowiła mniej słodzić, a bardziej skupić się na konkretach. Nie mniej interesujące wydają się dwie główne postaci: kilkuletnia niefrasobliwa Sophia oraz jej dość antypatyczna i chłodna babcia. W tle tajemnicze i intensywne lato na małej skalistej wysepce fińskich szkierów. Połączenie tych trzech składników dało bardzo oryginalną całość, którą aż chciałoby się zamknąć w szufladce młodzieżowych powieści przygodowych, ale się nie da, bo „przygód” w literackim znaczeniu tego słowa jest tu jak na lekarstwo (ba, czasem wręcz trudno oprzeć się wrażeniu, że to Babcia jednak bardziej rozrabia niż jej ciekawa świata wnuczka), miast tego powieść wypełniają statyczne scenki oraz uderzające swą plastycznością opisy bujnej przyrody, pięknej, dziwnej i niebezpiecznej, z którą ściśle współgra życie na odludnej wyspie.</p>
<p>Zastanawiająca jest figura ojca w „Lecie”, który z rzadka pojawia się, raczej w rozmowach babci i wnuczki niż we własnej osobie. Wydaje się być osobą, która po śmierci swej żony umyła ręce od wychowania Sophie, a jedyne co go zaprząta to własne sprawy. Sama Sophia zaś to dziecko co najmniej rozwydrzone, bezczelny mały tyran, który bez wahania i, co gorsze, nawet bez elementarnego poczucia niestosowności terroryzuje nieszczęsną babkę. Ta z kolei, pomimo swej oschłości, asystuje i wspiera dziewczynkę, a gdy trzeba „tłumaczy świat” i z cierpliwością godną buddyjskiego mnicha godzi na jej wybryki.</p>
<p>Jansson jako mała dziewczynka rokrocznie spędzała lato wraz z rodziną na wyspie Porvoo. Pod koniec maja opuszczali Helsinki po to, aby kolejne 4 miesiące spędzić na odludziu z dala od cywilizacji. Zatem z pewną dozą prawdopodobieństwa można przypuszczać, że pisarka w „Lecie” zawarła również własne wspomnienia z dzieciństwa. Ciekawe, które z przygód Sophie były jej udziałem?</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/04/lato-tove-jansson/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

