<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; don kichot i sancho pansa</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Wed, 23 May 2012 14:19:26 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Zawsze bowiem należy upraszczać</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 Oct 2011 13:34:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[Franz Kafka]]></category>
		<category><![CDATA[Georges Perec]]></category>
		<category><![CDATA[literatura francuska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1547</guid>
		<description><![CDATA[Georges Perec, zupełnie niespodziewanie, zirytował mnie w stopniu ponadprzeciętnym. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że to dziełko o objętości mikroskopijnej*, tak mikroskopijnej, że nazwanie go lekturą na jeden wieczór to grubsza przesada, bo to raczej czytanka na wieczoru ćwierć, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Georges Perec, zupełnie niespodziewanie, zirytował mnie w stopniu ponadprzeciętnym. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że to dziełko o objętości mikroskopijnej*, tak mikroskopijnej, że nazwanie go <em>lekturą na jeden wieczór</em> to grubsza przesada, bo to raczej czytanka na wieczoru ćwierć, albo i mniej, przysporzy mi tyle czytelniczego znoju, że będę czytała to w kawałkach, a między kolejnymi kawałkami zmuszona będę robić sobie kilkudniowe przerwy. Bo inaczej się nie dało. „O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika działu w celu upomnienia się o podwyżkę”, ten pozbawiony kropek szaleńczy potok słów, to nie książka na moje słaby nerwy.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="alignnone" title="O sztuce oraz sposobach" src="http://merlin.pl/O-sztuce-oraz-sposobach-usidlenia-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke_George,images_big,25,978-83-7414-928-0.jpg" alt="" width="255" height="410" /></p>
<p>Wbrew tytułowi notki, który pozwoliłam sobie zerżnąć z samego Pereca, w „O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika …” absolutnie nic nie jest proste. To koszmar, który narasta piramidalnie. Mamy oto bowiem szeregowego pracownika firmy-molocha z bliżej nieokreślonej branży. I ten skromny szeregowy pracownik chce poprosić o podwyżkę. Słowo „chce” jest tu kluczowe, bo od chęci do realizacji daleka, kręta i nieprzyzwoicie wyboista droga. Nieodzowny będzie spryt, cierpliwość i myślenie strategiczne. Na początek wypadałoby chociaż zastać kierownika w biurze, a to bynajmniej proste nie jest, tym bardziej, że taki kierownik w niemal każdej chwili może zatruć się nieświeżym jajkiem, zadławić ością lub zapaść na chorobę zakaźną typu odra, a w najgorszym wypadku wszystko to na raz. I broń boże nie próbuj usidlić kierownika w piątek. Piątek to generalnie fatalny dzień do załatwiania tego typu spraw.</p>
<p>Dzieło Pereca przywiodło mi na myśl „Zamek” Franza Kafki. W ogóle dużo tu z ducha Kafki, poczynając chociażby od, do szczętu zdehumanizowanego, przedsiębiorstwa, które <em>ci płaci za to, byś odwiedzał jego rozmaite działy, składające się na całość lub część jednego z najpotężniejszych przedsiębiorstw w jednym z najważniejszych sektorów naszego najbardziej narodowego przemysłu. </em> Obie książki w istocie opowiadają o  obsesyjnej próbie dotarcie do celu (u Kafki jest zamek, u Pereca podwyżka). Tyle, że ten cel w niepokojący sposób coraz bardziej się oddala. W  „O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika …” ów proces, ta pogoń za króliczkiem, przybiera monstrualne wręcz rozmiary, staje się orgią kombinatoryki i rachunku prawdopodobieństwa, co zresztą po części pokazuje schemat organizacyjny, którego fragment pozwalam sobie Wam zaprezentować.</p>
<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/10/schemat.perec.jpg" rel="lightbox[1547]"><img class="alignnone size-full wp-image-1548" title="schemat.perec" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/10/schemat.perec.jpg" alt="" width="570" height="472" /></a></p>
<p>A! Jest jeszcze jedna, dość zasadnicza, różnica między Kafką, a Perecem. Kafka był <em>sieriozny</em> do bólu. Perec – na szczęście nie.</p>
<p>„O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika działu w celu upomnienia się o podwyżkę”, Georges Perec, przełożył Wawrzyniec Brzozowski, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2011, s. 94.</p>
<p>*75 stron, w tym obrazki, reszta to posłowie</p>
<p>więcej książek z serii <a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank">don Kichot i Sancho Pansa<br />
</a>więcej <a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank">Georgesa Pereca</a></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tajemnice Syberii</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/07/stacja-tajga-petra-hulova/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/07/stacja-tajga-petra-hulova/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 06 Jul 2011 13:03:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[czytelnicze wyzwanie]]></category>
		<category><![CDATA[Dania]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[literatura czeska]]></category>
		<category><![CDATA[Petra Hůlová]]></category>
		<category><![CDATA[pociąg]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[Syberia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1528</guid>
		<description><![CDATA[Jeśli jest tak, jak ostatnio napisała porządek_alfabetyczny, że seria z miotłą jest czyśćcem dla kobiet-pisarek, literacką II-ligą, to najwyraźniej Petra Hůlová odbyła już pokutę w babińcu i awansowała do serii Don Kichot i Sancho Pansa. W pełni zasłużenie, bo „Stacja &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/07/stacja-tajga-petra-hulova/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jeśli jest tak, jak ostatnio napisała <a href="http://porzadekalfabetyczny.blox.pl/2011/06/papiloty-wianki-umieranie-z-pragnienia.html" target="_blank">porządek_alfabetyczny</a>, że seria z miotłą jest czyśćcem dla kobiet-pisarek, literacką II-ligą, to najwyraźniej Petra Hůlová odbyła już pokutę w babińcu i awansowała do serii Don Kichot i Sancho Pansa. W pełni zasłużenie, bo „Stacja Tajga” to świetny kawał literatury.</p>
<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/07/Stacja-Tajga_Petra-Hulova.jpg" rel="lightbox[1528]"><img class="size-full wp-image-1529 aligncenter" title="Stacja-Tajga_Petra-Hulova" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/07/Stacja-Tajga_Petra-Hulova.jpg" alt="" width="269" height="410" /></a></p>
<p>Przyznaję jednak, że do powyższej konkluzji nie łatwo było mi dojść, jako że przez mniej więcej pierwsze 120-stron dość intensywnie biłam się z myślami czy w ogóle kontynuować lekturę. Nie byłam przekonana ani tym bardziej przygotowana na chaotyczną, nielinearną narrację, którą, post factum,  muszę uznać za jeden z największych atutów powieści. Powieści wielowymiarowej, nie poddającej się łatwej lekturze, poplątanej i pełnej tajemnic jak losy bohaterów Hůlovej. Bo, wbrew temu co można wywnioskować na podstawie lektury czwartej strony okładki, „Stacja Tajga” nie jest li tylko opowieścią o zniknięciu (Hablunda, duńskiego samozwańczego ekspedytora, który tuż po II wojnie światowej wyruszył do syberyjskiego Charynia, po to, aby nigdy z stamtąd nie wrócić) i poszukiwaniu czy może raczej poszukiwaniach prowadzonych przez Erskego, doktoranta na etnologii, który pod pretekstem szukania tematu do swej dysertacja, powraca do Charynia wiele lat później, aby dowiedzieć się czegoś o Hablundzie.</p>
<p>Tak więc „Stacja Tajga” to nie tylko rozwiązywanie zagadki i grzebanie w przeszłości (nawiasem mówiąc finał był dla mnie dużym zaskoczeniem), ale w mym odczuciu coś bardziej pociągającego – opowieść o mieszkańcach Syberii. Autochtonach i przesiedlonych z Zachodu. Wnikliwe studium ich donkiszoterii, wiwisekcja drobnomieszczańskich naleciałości, skrzętnie skrywanych grzeszków. Portret nieufnej, podzielonej klasowo i zamkniętej w sobie miniaturowej społeczności, zagubionej w głuszy, funkcjonującej zapewne tylko dzięki temu, że Charyń leży przy nitce kolei Transsyberyjskiej. Sama kolej gra zresztą w powieści niepoślednią rolę. Fragmenty opowiadającej o pracy konduktora krążącego niczym Latający Holender między Moskwą i Władywostokiem, podobnie jak widoki zasypanej śniegiem tajgi przesuwającej się za oknami pociągu są magiczne.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p><em>Stacja Tajga </em>Petra Hůlová, przełożył Piotr Godlewski, W.A.B., Warszawa 2011, s. 427.<br />
seria <a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank">don Kichot i Sancho Pansa</a></p>
<p>O poprzedniej powieści Petry Hůlovej – „Czasie czerwonych gór” można przeczytać <a href="http://lekturki.com/2008/06/czas-czerwonych-gor-petra-hulova/" target="_blank">TUTAJ</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/07/stacja-tajga-petra-hulova/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Miłość, Ulisses, cenzura i Iran</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/04/milosc-ulisses-cenzura-i-iran/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/04/milosc-ulisses-cenzura-i-iran/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 07 Apr 2011 05:46:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[literacki off topic]]></category>
		<category><![CDATA[cenzura]]></category>
		<category><![CDATA[cytaty]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[Iran]]></category>
		<category><![CDATA[literatura irańska]]></category>
		<category><![CDATA[Persja]]></category>
		<category><![CDATA[seks]]></category>
		<category><![CDATA[Shahriar Mandanipour]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1526</guid>
		<description><![CDATA[Jego strumień świadomości płynie dalej, a ja w tym miejscu muszę pisać z większą inwencją niż James Joyce, bo ostatnia próba uzyskania zezwolenia na przekład Ulissesa na perski, jaką podjęli sam Joyce, jego irański tłumacz i jego wydawca, zakończyła się &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/04/milosc-ulisses-cenzura-i-iran/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p><em>Jego strumień świadomości płynie dalej, a ja w tym miejscu muszę pisać z większą inwencją niż James Joyce, bo ostatnia próba uzyskania zezwolenia na przekład </em>Ulissesa <em>na perski, jaką podjęli sam Joyce, jego irański tłumacz i jego wydawca, zakończyła się niepowodzeniem. Pan Pietrowicz, który w owych latach usiłował być łagodny wobec irańskich pisarzy i tłumaczy i chciał jakoś rozwiązywać ich problemy, zasugerował, aby w przekładzie </em>Ulissesa<em> na perski monolog Molly Bloom, jednej z kobiecych postaci tej książki, zawierający wizję cudzołóstwa</em>, <em>opublikować po włosku. W ten sposób powieść nie zostałaby poddana ostrej cenzurze, a jednocześnie irański czytelnik nie byłby narażony na erotyczną prowokację&#8230; Po włosku, nie po angielsku, gdyż język włoski nie jest szczególnie popularny w Iranie i ciekawscy czytelnicy nie znaleźliby u nas zbyt szybko słownika, by przetłumaczyć sobie monolog Molly Bloom i doznać podniecenia seksualnego.</em></p></blockquote>
<p><em>Irańska historia miłosna. Ocenzurowano </em>Shahriar Mandanipour, przełożył Maciej Świerkocki, W.A.B., Warszawa 2010, s. 110.</p>
<p><img class="alignleft" title="Irańska historia miłosna" src="http://merlin.pl/Iranska-historia-milosna-Ocenzurowano_Shahriar-Mandanipour,images_product,25,978-83-7414-819-1.jpg" alt="" width="172" height="280" />Czytam sobie od dwóch dni książkę niebywałą, przewrotną, szalenie oryginalną. Książkę, której każde kolejne zdanie dostarcza mi miłego dla ducha intelektualnego fermentu. Powieść autotematyczną, a autotematyzm jest jedną z tych strategii narracyjnych, które cenię sobie w sposób szczególny. To opowieść o pisaniu o miłości w kraju, w którym o miłości (cielesnej zwłaszcza) nawet myśleć nie wolno, a co dopiero pisać, mówić czy się jej publicznie oddawać. Dlatego para bohaterów &#8211; Sara i Dara (imiona z elementarza języka perskiego) &#8211; nie mogą sobie patrzeć w oczy, ani wprost rozmawiać. Dlatego wiadomości przesyłają sobie poprzez wymyślny kod literatury &#8211; w książkach. Ale tak samo jak na Sarę i Darego dybią patrole Kampanii Przeciwko Zepsuciu Społecznemu, na pisarza czy może raczej narratora poluje Cenzor &#8211; równie złowroga i bezkompromisowa instytucja, którą tu symbolizuje na wskroś antypatyczna figura Porfirego Pietrowicza. <em>Irańska historia miłosna. Ocenzurowano </em>jest zmyślnie skonstruowaną, wielowarstwową opowieścią o paradoksach życia w Iranie<em>. </em>W dodatku napisaną w przyjemnie lekkim i dowcipnym tonie. Słowem: zero ckliwości, brak umartwiania. Więcej, gdy już skończę.<em><br />
</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/04/milosc-ulisses-cenzura-i-iran/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ojciec narodu i gwiazda</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/12/pierwszy-dzien-reszty-zycia-jurij-druznikow/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/12/pierwszy-dzien-reszty-zycia-jurij-druznikow/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 30 Dec 2010 16:42:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bolszaja Rossija]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[Jurij Drużnikow]]></category>
		<category><![CDATA[powieść szpiegowska]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[Stalin]]></category>
		<category><![CDATA[stalinizm]]></category>
		<category><![CDATA[totalitaryzm]]></category>
		<category><![CDATA[Wyzwania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1473</guid>
		<description><![CDATA[Wizyty w bibliotece wprawiają mnie w szczególnie euforyczny stan ducha. Nie inaczej było dziś. Płynąc na fali radości z powodu udanych łowów (2x Wasilij Grossman, 2x Magda Szabo, 1x Richard Yates, 1x Jo Nesbo, którego książki kompletuje niczym wyprawkę, oczywiście &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/12/pierwszy-dzien-reszty-zycia-jurij-druznikow/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wizyty w bibliotece wprawiają mnie w szczególnie euforyczny stan ducha. Nie inaczej było dziś. Płynąc na fali radości z powodu udanych łowów (2x Wasilij Grossman, 2x Magda Szabo, 1x Richard Yates, 1x Jo Nesbo, którego książki kompletuje niczym wyprawkę, oczywiście poszłam po zupełnie inne książki) postanowiłam reaktywować Lekturki.</p>
<p>Gdy mnie tu nie było, byłam albo we Wrocławiu na <a href="http://www.festiwal.portalkryminalny.pl/" target="_blank"><strong>Międzynarodowym Festiwalu Kryminału</strong></a> (z którego relacje pisałam dla Portalu Kryminalnego), albo na przekór zimie wraz z atmosferycznymi przyległościami – w Francji i z powrotem przez Drezno, które między nami mówiąc dużo bardziej ujęło mnie niż Paryż. Po tych wojażach i wariactwach innych zaordynowałam sobie 4 tygodnie <em>dolce far niente</em>. Jak sama nazwa wskazuje w owym okresie nie robiłam nic prócz tego co absolutnie robić musiałam. Wypadł zatem i blog, bo i od niego potrzebowałam oddechu. Zresztą niespecjalnie byłoby o czym pisać, bo i na czytanie nie miałam czasu lub chęci. W czasie absencji ćoś tam jednak przeczytałam:</p>
<p>„Pierwszy dzień reszty życia” Jurija Drużnikowa<br />
„African Psycho” Alaina Mabanckou<br />
„Rafę” Edith Wharton<br />
„Niespokojnego człowieka” Henninga Mankella</p>
<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/12/Pierwszy-dzien-reszty-zycia_Jurij-Druznikow.jpg" rel="lightbox[1473]"><img class="alignleft size-full wp-image-1474" title="Pierwszy-dzien-reszty-zycia_Jurij-Druznikow" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/12/Pierwszy-dzien-reszty-zycia_Jurij-Druznikow.jpg" alt="" width="200" height="321" /></a>Każda z powyższych warta jest wzmianki i o każdej postaram się coś tam sprokurować. Na początek niech będzie Jurij Drużnikow, bo biedaczek najdłużej czeka. Poza tym „Pierwszy dzień reszty życia” przeczytałam z myślą o wyzwaniu Rosja w literaturze, a to obliguje do działania. Tym bardziej, że <strong>powieść Drużnikowa – wypożyczona w ciemno – okazała się lekturą wybitnie zajmującą i po prostu szkoda byłoby o niej tu nie wspomnieć.</strong></p>
<p>Rzecz z gatunku tych gęstych i wielowątkowych, w których <em>bogu-ducha-winny-bohater</em> zostaje wbrew swej woli wciągnięty w nieprawdopodobną i w istocie swej absurdalną intrygę o zasięgu międzynarodowym. Tym bogu-ducha-winnym jest tu Drużnikow we własnej osobie – dysydent, emigrant, wykładowca literatury rosyjskiej na jednym z uniwersytetów w Kalifornii i pisarz, z premedytacją i sporą dozą przewrotności bawiący się konwencją powieści sensacyjno-szpiegowskiej. Z myślą o kolejnej książce pisarz prowadził niezobowiązujące badania na temat Gwiazdy Generalissmusa – odznaczenia, którym towarzysz Stalin sam siebie uhonorował za wygranie II wojny światowej. Wkrótce po tym ślad po Gwieździe zaginął. Nic jednak co tyczy się osoby Stalina nie może być niezobowiązujące, nawet w roku 2005, tym bardziej, że nie tylko Drużnikowa żywo interesują dalsze losy orderu.</p>
<p>Współczesne, sensacyjne w istocie swej, poszukiwania Gwiazdy Generalissmusa w „Pierwszym dniu reszty życia” skonfrontowane są z opowieścią o historii Gwiazdy, a dokładnie opowieścią o Stalinie. Drużnikow poddaje intrygującej analizie stan umysłu zmęczonego, schorowanego despoty. Kreśli intymny portret człowieka bytującego na granicy życia i śmierci, wciąż niepokojący się o swoją pozycję. Nie jest tu krwiożerczym tyranem, a sfatygowanym dziadzią znudzonym koniecznością wielogodzinnego machania do rozentuzjazmowanego tłumu swych „dzieci”. Uwielbienie mas to mało. Wódz wciąż czuł się niedoceniony, zagrożony przez najbliższych współpracowników, Berię i Mołotowa, którzy choć skaczą wokół niego jak małe pieski, to kto wie czy za jego plecami nie spiskują? Stalinowi nie wystarczył tytuł marszałka. Stalin  marzył o czymś znakomitszym, ważniejszym, o tytule generalissimusa od wdzięcznego narodu. A że przy okazji mógł ukręcić międzynarodowy interes i zyskać nowego sojusznika w postaci kuwejckiego szejka? Czemu nie.</p>
<p>Uczynienie ze Stalina bohatera- kontrapunktu dla opowiadanej historii nie jest zabiegiem nowym. Tym samym chwytem posłużył się Anatolij Rybakow w monumentalnej sadze „Dzieci Arbatu”. I tu i tu okazało się to bardzo trafnym rozwiązaniem. Fragmenty ze Stalinem to najbardziej udana część „Pierwszego dnia reszty życia”, ale i tej współczesnej – z pozoru dość chaotycznie nakreślonej – nic zarzucić nie mogę. Jedyne czego mogę sobie życzyć to, to aby częściej trafiać na tak udane powieści: z wartką akcją, suspensem i ironicznym komentarzem do rzeczywistości. Nie tylko rosyjskiej.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5.5 out of 6 stars</p>
<p>„Pierwszy dzień reszty życia” Jurij Drużnikow, przełożył Piotr Fast, W.A.B., Warszawa 2010<br />
<strong>seria <a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank">don Kichot i Sancho Pansa</a></strong></p>
<p>[z Biblioteki Jagiellońskiej]</p>
<p><strong>Książka przeczytana w ramach wyzwania <a href="http://rosjawliteraturze.blogspot.com/" target="_blank">Rosja w Literaturze</a></strong></p>
<p><strong><img class="alignnone" title="Rosja w literaturze" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TFVTKw2z3qI/AAAAAAAAE_w/zp557s3TcIY/S1600-R/maly+baner.jpg" alt="" width="455" height="180" /><br />
</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/12/pierwszy-dzien-reszty-zycia-jurij-druznikow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czerepne ripadlo</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/08/empire-v-wiktor-pielewin/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/08/empire-v-wiktor-pielewin/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Aug 2010 11:41:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bolszaja Rossija]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[sf]]></category>
		<category><![CDATA[wampir]]></category>
		<category><![CDATA[Wiktor Pielewin]]></category>
		<category><![CDATA[Wyzwania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1387</guid>
		<description><![CDATA[Psst. Słyszycie to? Tak zgrzytają moje zęby na myśl o wampirzych sagach, które jak grzyby po deszczy czy pierwiosnki na wiosnę radośnie objawiają się na półkach księgarni. A jednak przemogłam mą wewnętrzną niechęć i zrobiłam, mały acz znaczący, wyjątek dla &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/08/empire-v-wiktor-pielewin/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/empirev.jpg" rel="lightbox[1387]"><img class="alignleft size-full wp-image-1388" title="Empire V" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/empirev.jpg" alt="" width="200" height="317" /></a>Psst. Słyszycie to? Tak zgrzytają moje zęby na myśl o <em>wampirzych</em> sagach, które jak grzyby po deszczy czy pierwiosnki na wiosnę radośnie objawiają się na półkach księgarni. A jednak przemogłam mą wewnętrzną niechęć i zrobiłam, mały acz znaczący, wyjątek dla <em>wampirzej</em> literatury. Dla kogo? Oczywiście dla <a href="http://lekturki.com/tag/wiktor-pielewin/" target="_blank">Wiktora Pielewina</a> i jego <strong>“Empire V”</strong>.</p>
<p>Niezbyt rozgarnięty pracownik supermarketu – Roma – pewnego dnia spostrzega na płycie chodnikowej ogłoszenie o wielce obiecującej treści. Nie mając zbyt wiele do stracenia podąża w nakazanym kierunku po to, aby trafić do kwatery pewnego tajemniczego jegomościa, który(niespodzianka) wgryza się w szyję oszołomionego chłopaka i natychmiast umiera. Gdy Roma się ocknie będzie już wampirem, a wampiry w Rosji to elita i to taka przez duże e.</p>
<p>Tak zaczyna się „Empire V”, kolejna szaleńcza podróż mojego ulubionego (obok Lwa Tołstoja – wiem zestawienie dość zaskakujące) rosyjskiego pisarza. Jeśli można o nim powiedzieć coś pewnego to, to że wypracował sobie własny, zuchwały, ale i wdzięczny styl. Styl, którego niepodobna pomylić z żadnym innym. Proza Pielewina jest przewrotną i piekielnie inteligentną zabawą z konwencją oraz językiem. Intertekstualnymi igrzyskami. Mieszanką kultury współczesnej z dawną, tą z intelektualnych wyżyn z popularną czy, jak kto woli niską, wschodu z zachodem, mitologii z dyskursem akademickim i nade wszystko rosyjskimi realiami, co po przepracowaniu przez (nie bójmy się tego słowa!) wybujałą wyobraźnię pisarza daje co najmniej interesujące i nie rzadko bardzo zabawne efekty.</p>
<p>Na najbardziej podstawowym poziomie znaczeń „Empire V” jest czymś w rodzaju transgresywnej powieści rozwojowej. Pielewin, podobnie jak w poprzednich powieściach, skupia się na zmaganiach swojego samotnego i poniekąd wyobcowanego bohatera z otaczającą go rzeczywistością, choć tu od zmagań ważniejszych będzie jednak proces dojrzewania. Fabułę „Empire V”  tworzą kolejne etapy wtajemniczania w <em>wampirzy</em> świat, rozpoznawanie jego wewnętrznych uwarunkowań, filozofii i zależności. Kąsanie &#8211; owszem, jest, ale to właściwie jedyny wampirzy atrybut z całego szeregu kulturowych przyległości. Innymi słowy – zero czosnku i osikowych kołków. Pielewin z sobie znaną nonszalancją skupił się na kreacji świata alternatywnego, z pozoru niesamowitego w gruncie rzeczy silnie zakorzenionego w rosyjskiej współczesności i jednocześnie będącego zgryźliwym komentarzem do niej. Nie trzeba zresztą zbytnio wysilać mózgownicy i być biegłym rosjanoznawcą by wlot złapać kogo symbolizują Pielewinowskie wampiry.</p>
<p>Zakończenie zaskakuje, zresztą całą powieść czyta się wyśmienicie, aczkolwiek – jeśli wolno mi cokolwiek zasugerować – frasunek i przegrzane zwoje mózgowe nie sprzyjają lekturze Pielewina. W podobnym stanie ducha próbowałam przebrnąć  przez „Empire V” rok temu i po jakiś 50 stronach powieść wylądowała z powrotem na półce.  Cieszę się, że jednak do niej wróciłam.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5.5 out of 6 stars</p>
<p>„Empire V” Wiktor Pielewin, przełożyła Ewa Rojewska-Olejarczuk, W.A.B., Warszawa 2008</p>
<p><strong>Seria <a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank">dok Kichot i Sancho Pansa</a></strong></p>
<p style="text-align: center;">Książka przeczytana w ramach wyzwania <a href="http://rosjawliteraturze.blogspot.com/" target="_blank">„Roja w literaturze”</a><br />
<a href="http://rosjawliteraturze.blogspot.com/" target="_blank"><img class="alignnone" title="Rosja w literaturze" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TFVTKw2z3qI/AAAAAAAAE_w/zp557s3TcIY/S1600-R/maly+baner.jpg" alt="" width="410" height="162" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/08/empire-v-wiktor-pielewin/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>31</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Probably the best collection of short stories in the world</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/08/bliznieta-fahrenheit-michel-faber/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/08/bliznieta-fahrenheit-michel-faber/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 07 Aug 2010 15:37:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[Michel faber]]></category>
		<category><![CDATA[sf]]></category>
		<category><![CDATA[wyobcowanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1380</guid>
		<description><![CDATA[Będzie to teza z gatunku tych ryzykownych, za którą rozgoryczeni wyznawcy „Szkarłatnego płatka i białego” zapewne zechcą mnie, niczym Azję Tuhaj-bejowicza, wbić na pal, ale i tak odważę się stwierdzić, że Michel Faber dużo lepiej spisuje się jako autor krótkich &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/08/bliznieta-fahrenheit-michel-faber/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/bliznieta.jpg" rel="lightbox[1380]"><img class="alignleft size-full wp-image-1381" title="Bliznieta Fahrenheit" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/bliznieta.jpg" alt="" width="200" height="300" /></a>Będzie to teza z gatunku tych ryzykownych, za którą rozgoryczeni wyznawcy „Szkarłatnego płatka i białego” zapewne zechcą mnie, niczym Azję Tuhaj-bejowicza, wbić na pal, ale i tak odważę się stwierdzić, że <a href="http://lekturki.com/tag/michel-faber/" target="_blank">Michel Faber</a> dużo lepiej spisuje się jako autor krótkich form literackich niż niemiłosiernie rozwlekłych powieści.  Opowiadania zebrane pod wspólnym tytułem <strong>„Bliźnięta Fahrenheit”</strong> dostarczyły mi wielu literackich wrażeń i zupełnie niespodziewanych podniet, a jako całość będą w czołówce pretendentów do miana książki roku.</p>
<p>Napisać wbijające w fotel opowiadanie to prawdziwa sztuka. Brzmi to okrutnie trywialnie, ale dobry tom opowiadań, zwłaszcza gromadzący twórczość powstałą w różnym czasie, to zjawisko równie rzadko występujące w przyrodzie jak… nie przymierzając narodziny dwugłowych cieląt. Tyle że takie wydarzenie z pewnością nie przeszłoby bez echa (już widzę ten dramatyczny nagłówek w Fakcie), co innego opowiadania, którymi, umówmy się, mało kto w Polsce w ogóle zawraca sobie głowę. Stąd jak mniemam tak nikłe zainteresowanie „Bliźniętami Fahrenheit”, a szkoda, bo akurat w tym przypadku narodowy atawizm wobec krótkich form lepiej zakopać w ogródku (ewentualnie wyrzucić przez okno). Opowiadania Fabera są bowiem niczym kolorowe pudełka pełne niespodzianek, a czytanie ich to nieustające pasmo zaskoczeń i emocji. Tytuły, nadawane nieco od czapy, niczego nie sugerują, ale już pierwsze zdania, wydawać by się mogło, bardzo wyraźnie kreują nastrój i określają temat tekstu, tym czasem nic bardziej mylnego. Faber kpi sobie z czytelniczych przyzwyczajeń, za nic ma utarte ścieżki myślowe i oklepane schematy narracyjne. Każde z siedemnastu opowiadań w pewien sposób zaskakuje: przewrotną puentą, niespodziewanym finałem czy fabułą, która z pozoru jest banalną historyjką „z życia wziętą” – w rzeczywistości okazuje się być zdumiewającą w swej nie oczywistości.</p>
<p>To ostatnie tyczy się jednego z, w mym odczuciu, najbardziej poruszających tekstów w zbiorze – „Prawdziwi pływacy” o matce narkomance, która na pływalni spotyka się z synem. Bystry dziesięciolatek na co dzień przebywa u rodziny zastępczej i z nieskrywaną niechęcią odnosi się do matki, choć ta za wszelką cenę stara się zaskarbić jego przychylność. Gdy w końcu nawiązuje się między nimi więź – Gail natychmiast musi wyjść z basenu. Narrator nie podaje powodu, ale tak steruje sytuacją, aby wzbudzić w czytelniku przekonanie, jakoby matka nie zerwała ostatecznie z nałogiem, a jej nagła ucieczka z wody powodowana jest koniecznością wstrzyknięcia sobie działki. Gdy prawdziwy powód okazuje się zgoła odmienny, Faber znów wzmaga napięcie nagłym zwrotem akcji, po to aby zakończyć w iście sielankowym tonie, pozostawiając czytelnika z rozdziawioną z wrażenia gębą.</p>
<p>Kapitalne jest również, choć z zupełnie innego powodu, kolejne opowiadanie – „Wykład o kokosach” będące w istocie swej opisem zbiorowej ekstazy 67 spoconych przedsiębiorców w czasie prelekcji o rzeczonych kokosach. Tutaj Faber wspiął się na wyżyny literackiej maestrii, tworząc tekst szalenie dwuznaczny, nasączony erotyką, której  de facto nie widać gołym okiem. Również dwuznacznością, ale zgoła nieerotyczną, nasączone jest opowiadanie „Finezja” – przejmująca miniaturka o totalitaryzmie, będąca również subtelnie nakreślonym starciem dyktatora i jednej z ofiar jego reżimu, która teraz ma ratować mu życie. Oboje mają wiele do zyskania, ale i sporo do stracenia.</p>
<p>Faber na przemian bawi, szokuje, (auto)ironizuje i zaskakuje celnymi obserwacjami. Miesza prozę z ducha psychologiczną z elementami sf. „Bliźnięta Fahrenheit” są tomem zaskakująco różnorodnym i bogatym, dającym wiele do myślenia. Trudno w tych tekstach wyłuskać jakiś wspólny rys, bo jedyne co łączy bohaterów to dobrowolne wyobcowanie czy może raczej pewna społeczna nieprzystawalność, ale to się nawet dobrze składa, bo dzięki temu lektura dostarcza licznych i nieoczekiwanych radości.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5.5 out of 6 stars – byłoby 6 gdyby nie małe rozczarowanie trzema ostatnimi tekstami</p>
<p>„Bliźnięta Fahrenheit” Michel Faber, przełożyła Aleksandra Ambros, Wydawnictwo W.A.B, Warszawa 2007<br />
<a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank"><strong>seria don Kichot i Sancho Pansa</strong></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/08/bliznieta-fahrenheit-michel-faber/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Kochankowie mojej matki&#8221; Christopher Hope</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/10/kochankowie-mojej-matki-christopher-hope/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/10/kochankowie-mojej-matki-christopher-hope/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 04 Oct 2009 18:12:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czarny Ląd]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Christopher Hope]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[RPA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1016</guid>
		<description><![CDATA[Ciocia Zosia radzi: pielęgnujcie swojego wewnętrznego lenia &#8211; nigdy nie wiadomo kiedy się przyda. Niewiele brakowało, abym lekturę „Kochanków mojej matki” porzuciła po przeczytaniu jakiś 50 stron. Naszła mnie wówczas dojmująca refleksja, że właściwie Afryka nie jestem kontynentem, który w &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/10/kochankowie-mojej-matki-christopher-hope/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="size-medium wp-image-1017 alignleft" title="hope" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/10/hope-189x300.jpg" alt="hope" width="189" height="300" />Ciocia Zosia radzi: pielęgnujcie swojego wewnętrznego lenia &#8211; nigdy nie wiadomo kiedy się przyda.</p>
<p>Niewiele brakowało, abym lekturę <strong>„Kochanków mojej matki”</strong> porzuciła po przeczytaniu jakiś 50 stron. Naszła mnie wówczas dojmująca refleksja, że właściwie Afryka nie jestem kontynentem, który w jakiś szczególny sposób mnie pociąga. Zuchwale stwierdziłabym wręcz, że kulturowo nie ma w sobie nic, co by mnie ciekawiło. Co innego <a href="http://lekturki.com/category/europa/" target="_blank">Europa</a>, albo <a href="http://lekturki.com/category/literatura-azji/" target="_blank">Azja</a>, ale <a href="http://lekturki.com/tag/afryka/" target="_blank">Afryka</a>? Może niekoniecznie, więc skoro niekoniecznie to po co czas marnotrawić na książkę, jakby nie patrzeć, słusznej objętości? O dziwo żadnego użytku z tych deliberacji z samą sobą nie zrobiłam. Wewnętrzny leń nie pozwolił mi ruszyć się z fotela, pod ręką nie miałam żadnej innej książki, więc czytałam dalej, a z każdą kolejną stroną powieść Christophera Hope’a podobała mi się coraz bardziej, bardziej i jeszcze bardziej.</p>
<p>Matka i jej kochankowie nie zajmują w powieści Południowoafrykańczyka aż tak wiele miejsca, co mógłby zasugerować tytuł i ukryć się nie da, że na dobre to książce wyszło. Pod pretensjonalnym tytułem ukrywa się napisana z werwą wielowymiarowa powieść z psychologicznym zacięciem, ale i głęboką analizą społecznych oraz obyczajowych przemian doby apartheidu i post-apartheidu. Ale „Kochankowie mojej matki” to również całkiem spory kawałek historii południowej Afryki podany w gładkiej acz zapadającej w pamięć formie. Na takim tle skomplikowane relacje matki i syna, temat przewodni powieści Christophera Hope’a, zdają się być tylko dodatkiem do całej reszty.</p>
<p>Najbardziej literalnym sposobem odczytania „Kochanków mojej matki” jest interpretacja poprzez postkolonializm, z którego poniekąd wyrasta sam pisarz – Afrykaner, potomek białych osadników, który po latach próbuje zmierzyć się z wątpliwym dziedzictwem swym przodków.  Dla Kathleen, matki głównego bohatera, białoskórej afrykańskiej awanturnicy, która ponad wszystko ceniła wolność i niezależność, świat nie miał granic czy może inaczej &#8211; nie istniały żadne granice: ani geograficzne, ani obyczajowe, a szacunkiem obdarzała każdego kto na to zasługiwał bez względu na pochodzenie i kolor skóry – zupełnie na odwrót niż zakładał apartheid.</p>
<p>Paradoksalnie ekscentryczna pilotka, przyjaciółka Pigmejów i Karen Blixen, która prócz tego, że znała 5 języków, jeździła konno, polowała na słonie i dziergała na drutach, <em>potrafiła też trochę boksować: przetrwała trzy rundy z Hemingwayem w jakiejś sali w Mombasie, choć – jak później powiedziała – „był wtedy nieźle zalany”</em> [s. 13], okazywała więcej atencji każdej przypadkowo napotkanej osobie niż własnemu synowi, który z resztą z trudem znosił jej towarzystwo. Po latach (i dwóch nieudanych małżeństwach, których przykry finał zawdzięczał matce) Alexander wyrusza w świat na własną rękę. Do Johannesburga powraca dopiero na wiadomość o chorobie matki, ale miasto (i kraj), który zastanie nie będzie już tym samym miejscem, w którym dorastał. Z <em>Joburga</em> podzielonego przez apartheid przemienił się w <em>Joburg </em>kulturowo wykorzeniony i dziesiątkowany przez AIDS, <em>Joburg </em>trwający w permanentnym stanie wojny, ale już nie między białymi i czarnymi, a między bogaczami i biedotą. Miasto, w którym dawni wojownicy o wolność wyparli się swych aspiracji i z radością stali się członkami establishmentu, a zastraszeni biali zamknęli się w osiedlach – fortecach.</p>
<p>„Kochankowie mojej matki” to powieść utrzymana w konwencji obyczajowo – przygodowej, z wartko toczącą się akcją i, co odnotowuję z prawdziwym ukontentowaniem, całkiem niezłym dowcipem, nie mniej jednak humor Hope’a przyprawiony jest sporą ilością goryczy. Wbrew pozorom nie jest to powieść o sentymentach za „starymi dobrymi czasami” kolonialnymi, kiedy to białe było na górze, a czarne na dnie. Christopher Hope postarał się o uniwersalne przesłanie, czyniąc ze swego dzieła pochwałę szacunku i tolerancji, ale i krytyczną próbę dekonstrukcji południowoafrykańskiej tożsamości. Duży plus za przewrotne zakończenie.</p>
<p>„Kochanków…” czytało mi się wyśmienicie i jestem niezmiernie wdzięczna memu wewnętrznemu leniowi, że nie pozwolił mi udać się na poszukiwania innej lekturki.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>[„Kochankowie mojej matki” Christopher Hope, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/10/kochankowie-mojej-matki-christopher-hope/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Ewangelia ognia&#8221; Michel Faber</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/08/ewangelia-ognia-michel-faber/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/08/ewangelia-ognia-michel-faber/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 20 Aug 2009 22:34:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[Michel faber]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=951</guid>
		<description><![CDATA[Z zainteresowaniem obserwuję rozwój pisarskiej kariery Michela Fabera. Nie żebym mu jakoś specjalnie kibicowała, bo nie, ale intryguje mnie jego literacka wszechstronność i gatunkowy eklektyzm i o ile sytuujące się gdzieś na obrzeżach literatury sf „Pod skórą” raczej mnie rozczarowało, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/08/ewangelia-ognia-michel-faber/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-952" title="Faber - Ewangelia ognia" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/08/faber.jpg" alt="Faber - Ewangelia ognia" width="176" height="280" />Z zainteresowaniem obserwuję rozwój pisarskiej kariery <a href="http://lekturki.com/tag/michel-faber/" target="_blank">Michela Fabera</a>. Nie żebym mu jakoś specjalnie kibicowała, bo nie, ale intryguje mnie jego literacka wszechstronność i gatunkowy eklektyzm i o ile sytuujące się gdzieś na obrzeżach literatury sf „Pod skórą” raczej mnie rozczarowało, a bałwochwalczo wielbiony przez rzesze czytelników pastisz powieści wiktoriańskiej „Szkarłatny płatek i biały” mimo wszystko nieco zmęczył i to nie pomimo a właśnie ze względu na pompę i rozmach faberowskiego pióra.  A tu niespodzianka – najnowsza powieść, w porównaniu z okrzyczanym „Płatkiem…” nad wyraz skromna, jest moim zdaniem bardzo, bardzo udana. To zdecydowanie najlepsza powieść Fabera, który po cichutku, po malutko acz konsekwentnie dąży do miana specjalisty do spraw literackich pastiszów.</p>
<p>Najogólniej rzecz ujmując <strong>„Ewangelii ognia”</strong> to ubrany w literacki szatki przewrotny opis kreowania wydawniczego hitu wraz ze wszystkimi reperkusjami, które zresztą są tu wyjątkowo barwne i pieczołowicie spisane. W ręce przeciętnego badacz antyku przez przypadek wpadają zapiski niejakiego Malchusa, które Theo identyfikuje jako piątą Ewangelię. Sęk w tym, że rękopis po przetłumaczeniu na angielski liczy sobie ledwo 30 stron, co zatem zrobić, aby na swym znalezisku jednak zarobić? Dopisać sensacyjną otoczkę, która zajmie kolejne sto stron, znaleźć wydawcę, skrócić nazwisko i… czekać na sukces. A ten oczywiście nadchodzi tyle, że… Ale to przeczytajcie sobie sami. Dodam może jeszcze, że setnie ubawiłam się czytając spreparowane przez Fabera recenzje z amazona.</p>
<p>Czy „Ewangelia ognia” to konkurencja dla „Kodu da Vinci” i całej reszty sakro-sensacji? Zdecydowanie nie choć obie powieści ukute są na podobnych motywach, tyle że po drodze nieco się z sobą rozmijają… Browna interesuje pędząca w zawrotnym tempie akcja i postaci, które będą dobrze kombinować i szybko biegać. Nie ma dla niego większego znaczenia sam punkt wejściowy – spisek na tle religijnym. U Fabera odwrotnie. Theo – ateista wydaniem piątej ewangelii tylko dolewa oliwy do ognia. Nie robi tego bowiem z pobudek religijnych, a tylko i wyłącznie po to, aby zarobić (plus może i trochę po to, aby utrzeć nosa byłej żonie i przez 5 minut być sławnym), a swą chęcią zysku bezwiednie uruchomił machinę społecznego fermentu, bo jak łatwo można odgadnąć pośród czytelników Ewangelii według Malchusa znajdą się i Ci, którzy uwierzyli, ale i tacy którzy będą głośno i stanowczo protestować przeciwko podkopywaniu ich filarów wiary. Theo będzie musiał zmierzyć się z etykietką autora bestselleru, autora przecenionego i mało wiarygodnego, a jednak uporczywie promowanego. Jak poradzi sobie ze swą niesławą i ogniem, który rozpętała publikacja?</p>
<p>Wytrawna satyra na przemysł wydawniczy i przy okazji prztyczek w nos Danowi Brownowi i tabunowi jemu podobnych. Polecam!</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p>["Ewangelia Ognia" Michel Faber, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/08/ewangelia-ognia-michel-faber/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Pierścienie Saturna” W.G. Sebald</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/03/pierscienie-saturna-wg-sebald/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/03/pierscienie-saturna-wg-sebald/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 18 Mar 2009 22:51:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Anglia]]></category>
		<category><![CDATA[dawno_temu]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[pamięć]]></category>
		<category><![CDATA[podróż]]></category>
		<category><![CDATA[przeszłość]]></category>
		<category><![CDATA[W.G. Sebald]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=674</guid>
		<description><![CDATA[Lubię czytać publikowane w Dzienniku recenzje Piotra Kofty. Mamy dość podobne gusta i zbieżne oczekiwania względem literatury, jednak w przypadku tekstu na temat „Pierścieni Saturna” Winfreda Georga Sebalda poczuwam się do obowiązku głośnego zaprotestowania w pewnej kwestii. Bynajmniej na myśli &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/03/pierscienie-saturna-wg-sebald/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-medium wp-image-675" title="Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/03/sebald-189x300.jpg" alt="Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka" width="189" height="300" />Lubię czytać publikowane w Dzienniku recenzje Piotra Kofty. Mamy dość podobne gusta i zbieżne oczekiwania względem literatury, jednak w przypadku <a href="http://www.dziennik.pl/kultura/ksiazki/article293154/Piekno_rozpadu.html" target="_blank">tekstu</a> na temat <a href="http://www.wab.com.pl/index.php?id=7&amp;bid=759" target="_blank"><strong>„Pierścieni Saturna”</strong></a> Winfreda Georga Sebalda poczuwam się do obowiązku głośnego zaprotestowania w pewnej kwestii.</p>
<p>Bynajmniej na myśli nie mam wartości „Pierścieni Saturna”, jako że jest to proza absolutnie i bezdyskusyjnie wybitna (a także, co koniecznie muszę po raz kolejny odnotować, kongenialnie przetłumaczona przez stałą tłumaczkę dzieł Sebalda &#8211; Małgorzatę Łukasiewcz). Chodzi mi raczej o postawioną w tekście tezę, jakoby czytelnicy przed trzydziestką nie  byli w stanie wzbić swych umysłów na odpowiedni poziom abstrakcji, który umożliwiłby im czerpanie pełnej satysfakcji z lektury. Kofta generalizuje na własnym przykładzie: <em>jak podejrzewam &#8211; dekadę temu nie sięgnąłbym jeszcze po tę książkę, a jeślibym sięgnął, to pewnie bym ją z powrotem odłożył na półkę. Nie dlatego, że jest w jakikolwiek sposób zła &#8211; bo jest znakomita &#8211; ale z tej przyczyny, że jej konsumpcja wymaga szczególnego rodzaju nastroju, który u dwudziestoparolatka w zasadzie nie występuje, zaś u trzydziestoparolatka już owszem, a niekiedy nawet w nadmiarze</em>. Zgodzić się z tym nie mogę i zaoponować po prostu muszę, bo w metryczce wciąż mam (i przez dłuższą chwilę mieć będę) dwójkę na froncie, a jednak ów szczególny sprzyjający percepcji nastrój i mnie się udzielił (jakkolwiek zaznaczyć również powinnam, że nie do końca pojmuję na czym jego osobliwość polegać by miała, ale mniejsza o to, być może klapki z oczu mi spadną gdy zaliczę trzeci krzyżyk). Zresztą moim zdaniem recepcja prozy Sebalda nie wymaga od czytelnika jakiegoś szczególnego nastroju, a raczej sensytywności. W przypadku „Pierścieni Saturna” – wrażliwości na unikalne piękno świata umierającego, na urok rozkładu, ale przemijanie myśli i ludzkich wytworów jest tylko jednym z wielu tematów podjętych w tej niezwykłej książce.</p>
<p>Punktem wyjściowym zapisków Sebalda jest odbyta latem 1992 roku piesza wędrówka po wschodnich rubieżach hrabstw Suffolk oraz Norfolk, ale „Pierścienie Saturna” nie są ani dziennikiem z podróży ani reportażem. Bliżej im do serii z pozoru nieco chaotycznych wspomnień i szkatułkowo poprowadzonych opowieści spiętych <em>leit motivem</em>, którym tym razem są mechanizmy pamięci, a właściwie pamięć  w ogóle. W.G. Sebalda niespiesznego piechura i erudytę, człowieka zdecydowanie niedzisiejszego, pociąga piękno minionej świetności, materialnego rozpadu, duszny odorek zakurzonej przeszłości odesłanej do lamusa i skazanej na zapomnienie. Portretuje dawną świetność i dziewiętnastowieczną pychę, która z dzisiejszej perspektywy była strategią szalenie krótkowzroczną. Jego myśli płyną w sposób nader swobodny, inspiruje go otoczenie, kolejne historyjki wynikają jedna z drugiej dążąc ku zaskakującym kierunkom. Jeden z rozdziału Sebald dedykował straconemu za zdradę główną <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Roger_Casement" target="_blank">Rogerowi Casementowi</a>, na którego temat obejrzał fragment filmu dokumentalnego. Postać Casementa, wysoko postawionego urzędnika kolonialnego w Afryce, była jednak dla pisarza tylko punktem wyjścia bardziej złożonej opowieści o życiu Josepha Conrada, który Casementa uważał za <em>jedynego prawego człowieka pośród skorumpowanych przez tropikalny klimat albo własną chciwość i żądzę posiadania Europejczyków</em> [s. 118], którą okrasił wspomnieniem wujka Franza Kafki, dygresją na temat moralnej szpetoty Belgii uformowanej przez lata niepohamowanego kolonialnego wyzysku (<em>W każdym razie pamiętam dobrze, że za mego pierwszego pobytu w Brukseli w grudniu 1964 roku napotkałem grubasów i obłąkanych niż gdziekolwiek indziej przez cały rok</em>; s. 141), wspomnieniem wizyty w <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Waterloo,_Belgium" target="_blank">miejscu upamiętniającym bitwę pod Waterloo</a>, które wg Sebalda jest kwintesencją owej przyrodzonej Belgom brzydoty. Tam spotkał staruszkę, której data urodzenia przywiodła mu na myśl kongijską kolej, a ta z kolei wprost doprowadziła do smutnych losów Rogera Casementa.</p>
<p>Efekty zastosowania pisarskiej maniery opierającej się na z pozoru chaotycznych wolnych skojarzeniach dają kapitalne efekty. „Pierścienie Saturna” to kolejna quasi powieść W.G. Sebalda, nieustanny dialog literackiej fikcji z  autentyzmem, którego nie sposób przyporządkować do żadnej szufladki. Raz jeszcze pisarz, w służbie przewodniemu motywowi, zaprzęg mnogość literackich gatunków, choć tym razem wyraźnie awangardzie sebaldowskiej miszkulancji przewodzi esej – popis rzadko spotykanej pośród współczesnych literatów erudycji i, upasionego w czasie tysięcy godzin spędzonych w bibliotekach, intelektu. Wędrówka po wschodnim wybrzeżu Anglii na dobrą sprawę jest najmniej istotnym elementem tej opowieści. Sebalda uczynił z niej pretekst, rodzaj fabularnej ramy, którą wypełnił relacją owszem z peregrynacji, tyle że po zakamarkach własnego umysłu. W zaludnionych przez dziesiątki autentycznych postaci „Pierścieniach Saturna” każdy fragment jest zasadny, a pozorny chaos okazuje się przemyślaną pisarską strategią, w której nie ma miejsca na przypadek.</p>
<p>Rzecz znakomita, ale to, znając inne książki Sebalda (<a href="http://lekturki.com/2008/11/wyjechali-wg-sebald/" target="_blank">„Wyjechali”</a> oraz <a href="http://lekturki.com/2007/12/austerlitz-wg-sebald/" target="_blank">„Austerlitz”</a>), żadna niespodzianka. Pięknie spisana, osobliwie wstrząsająca i pociągająca zarazem. Wiem, że jest dopiero marzec, a przede mną jeszcze kilkadziesiąt lekturek, ale „Pierścienie Saturna” są poważnym kandydatem do miana książki roku 2009, a Winfred Georg Sebald &#8211; od teraz jest jednym z najbardziej znaczących pisarzy mego życia.</p>
<p>Obowiązkowo! Koniecznie! Kategorycznie!</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 6 out of 6 stars!</p>
<p>Polecam również wspaniałą recenzję <a href="http://wyborcza.pl/1,75475,6124035,Pierscienie_bez_Nibelungow.html?nltxx=1721533&amp;nltdt=2009-01-06-03-16" target="_blank">Juliusza Kurkiewicza</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/03/pierscienie-saturna-wg-sebald/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Kradnąc konie&#8221; Per Petterson</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/11/kradnac-konie-per-petterson/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/11/kradnac-konie-per-petterson/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 15 Nov 2008 18:50:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Skandynawia]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[natura]]></category>
		<category><![CDATA[Norwegia]]></category>
		<category><![CDATA[Per Petterson]]></category>
		<category><![CDATA[samotność]]></category>
		<category><![CDATA[starość]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=521</guid>
		<description><![CDATA[Czy jest ktoś kto jeszcze nie czytał Pettersona? Do tej pory to byłam ja i prawdę mówiąc zupełnie nie kwapiłam się, aby zmienić ten stan rzeczy, pomimo napływających zewsząd głośnych zachwytów nad subtelnością i, jakże skandynawskim, chłodem bijącym z &#8222;Kradnąc &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/11/kradnac-konie-per-petterson/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/11/petterson.jpg" rel="lightbox[521]"><img class="alignleft size-full wp-image-520" title="Kradnąc konie Per Petterson" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/11/petterson.jpg" alt="" width="140" height="223" /></a>Czy jest ktoś kto jeszcze nie czytał Pettersona? Do tej pory to byłam ja i prawdę mówiąc zupełnie nie kwapiłam się, aby zmienić ten stan rzeczy, pomimo napływających zewsząd głośnych zachwytów nad subtelnością i, jakże skandynawskim, chłodem bijącym z <strong><a href="http://www.wab.com.pl/index.php?id=7&amp;bid=644" target="_blank">&#8222;Kradnąc konie&#8221;</a></strong>. O tym, że jednak przeczytałam zadecydował kompletny przypadek &#8211; zobaczyłam na półce w bibliotece i jakoś tak nie mogłam się oprzeć i odmówić sobie przyjemności zanurzenia się po raz kolejny w mrokach dalekiej północy, tym bardziej że nie przypominam sobie, abym dotychczas czytała cokolwiek norweskiego.</p>
<p>A jednak coś było na rzeczy skoro dotąd nie zainteresowałam się Pettersonem, bo &#8222;Kradnąc konie&#8221; to pierwsza skandynawska powieść, która zupełnie mi się nie podobała. Okazało się to to być przewidywalną historyjką o dramatach dzieciństwa, dojrzewaniu i starzeniu. Apoteozą przemijania i kruchości istnienia. Naprawdę nie rozumiem skąd te gremialne zachwyty, bo w tej powieści nie ma absolutnie niczego wartego uwagi, albo inaczej &#8211; nie ma niczego czego wcześniej by już nie napisano. Gdyby chociaż akcja toczyła się odrobinę bardziej miarowo, ale &#8222;Kradnąc konie&#8221; to w gruncie rzeczy powieść akcji pozbawiona. Składa się ze statycznych obrazków i wspomnień przeplatanych porządną dawką opisów przyrody, co od razu przywiodło mi na myśl nudne (jak flaki z olejem) szkolne lektury, w których ważkie kwestie łączono z kilometrami przymusowej kontemplacji uroków natury. Brrr</p>
<p>Petterson opowiada historię Tronda &#8211; samotnego introwertyka, który na starość postanawia zamieszkać z dala od cywilizacji i zakończyć swój średnio udany żywot w zgodzie z rytmem natury. Przypadkowe spotkanie z sąsiadem uruchamia lawinę wspomnień z dzieciństwa. Owe lato 1948 roku było momentem inicjacji chłopca, który wówczas po raz pierwszy zrozumiał czym jest przyjaźń, czym życie, a czym pożądanie. Lato ze wspomnień przeplata się z równie ospałymi obrazkami norweskiej zimy. Właściwie nie miałabym nic przeciwko, gdyby Petterson ograniczył się tylko do części zimowej, bo letnie epizody za bardzo przypominają western. Za dużo tam kowbojskiej szarży, koni i drewna. Mogłabym nawet jakoś przełknąć tą dojmującą melancholię (żeby nie powiedzieć nudę&#8230;), gdyby finał choć odrobinę mnie zaskoczył. Nie zaskoczył. Był tak samo niemrawy, jak reszta historii.</p>
<p>Przewidywalna, nijaka i obła, jak ryba. Wyłącznie dla wielbicieli opisów rąbania drewek i kontemplacji nudy. Dziewczyny co Wy w niej widzicie?</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 3 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/11/kradnac-konie-per-petterson/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>29</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

