Articles tagged with: don kichot i sancho pansa
Bolszaja Rossija, Lekturki, Piękna »
Psst. Słyszycie to? Tak zgrzytają moje zęby na myśl o wampirzych sagach, które jak grzyby po deszczy czy pierwiosnki na wiosnę radośnie objawiają się na półkach księgarni. A jednak przemogłam mą wewnętrzną niechęć i zrobiłam, mały acz znaczący, wyjątek dla wampirzej literatury. Dla kogo? Oczywiście dla Wiktora Pielewina i jego “Empire V”.
Niezbyt rozgarnięty pracownik supermarketu – Roma – pewnego dnia spostrzega na płycie chodnikowej ogłoszenie o wielce obiecującej treści. Nie mając zbyt wiele do stracenia podąża w nakazanym kierunku po to, aby trafić do kwatery pewnego tajemniczego jegomościa, który(niespodzianka) wgryza …
Europa, Krótkie formy literackie, Piękna »
Będzie to teza z gatunku tych ryzykownych, za którą rozgoryczeni wyznawcy „Szkarłatnego płatka i białego” zapewne zechcą mnie, niczym Azję Tuhaj-bejowicza, wbić na pal, ale i tak odważę się stwierdzić, że Michel Faber dużo lepiej spisuje się jako autor krótkich form literackich niż niemiłosiernie rozwlekłych powieści. Opowiadania zebrane pod wspólnym tytułem „Bliźnięta Fahrenheit” dostarczyły mi wielu literackich wrażeń i zupełnie niespodziewanych podniet, a jako całość będą w czołówce pretendentów do miana książki roku.
Napisać wbijające w fotel opowiadanie to prawdziwa sztuka. Brzmi to okrutnie trywialnie, ale dobry tom opowiadań, zwłaszcza gromadzący …
Czarny Ląd, Lekturki, Piękna »
Ciocia Zosia radzi: pielęgnujcie swojego wewnętrznego lenia – nigdy nie wiadomo kiedy się przyda.
Niewiele brakowało, abym lekturę „Kochanków mojej matki” porzuciła po przeczytaniu jakiś 50 stron. Naszła mnie wówczas dojmująca refleksja, że właściwie Afryka nie jestem kontynentem, który w jakiś szczególny sposób mnie pociąga. Zuchwale stwierdziłabym wręcz, że kulturowo nie ma w sobie nic, co by mnie ciekawiło. Co innego Europa, albo Azja, ale Afryka? Może niekoniecznie, więc skoro niekoniecznie to po co czas marnotrawić na książkę, jakby nie patrzeć, słusznej objętości? O dziwo żadnego użytku z tych deliberacji z …
Europa, Lekturki, Piękna »
Z zainteresowaniem obserwuję rozwój pisarskiej kariery Michela Fabera. Nie żebym mu jakoś specjalnie kibicowała, bo nie, ale intryguje mnie jego literacka wszechstronność i gatunkowy eklektyzm i o ile sytuujące się gdzieś na obrzeżach literatury sf „Pod skórą” raczej mnie rozczarowało, a bałwochwalczo wielbiony przez rzesze czytelników pastisz powieści wiktoriańskiej „Szkarłatny płatek i biały” mimo wszystko nieco zmęczył i to nie pomimo a właśnie ze względu na pompę i rozmach faberowskiego pióra. A tu niespodzianka – najnowsza powieść, w porównaniu z okrzyczanym „Płatkiem…” nad wyraz skromna, jest moim zdaniem bardzo, bardzo …
Europa, Lekturki, Piękna »
Lubię czytać publikowane w Dzienniku recenzje Piotra Kofty. Mamy dość podobne gusta i zbieżne oczekiwania względem literatury, jednak w przypadku tekstu na temat „Pierścieni Saturna” Winfreda Georga Sebalda poczuwam się do obowiązku głośnego zaprotestowania w pewnej kwestii.
Bynajmniej na myśli nie mam wartości „Pierścieni Saturna”, jako że jest to proza absolutnie i bezdyskusyjnie wybitna (a także, co koniecznie muszę po raz kolejny odnotować, kongenialnie przetłumaczona przez stałą tłumaczkę dzieł Sebalda – Małgorzatę Łukasiewcz). Chodzi mi raczej o postawioną w tekście tezę, jakoby czytelnicy przed trzydziestką nie byli w stanie wzbić swych …
Lekturki, Piękna, Skandynawia »
Czy jest ktoś kto jeszcze nie czytał Pettersona? Do tej pory to byłam ja i prawdę mówiąc zupełnie nie kwapiłam się, aby zmienić ten stan rzeczy, pomimo napływających zewsząd głośnych zachwytów nad subtelnością i, jakże skandynawskim, chłodem bijącym z „Kradnąc konie”. O tym, że jednak przeczytałam zadecydował kompletny przypadek – zobaczyłam na półce w bibliotece i jakoś tak nie mogłam się oprzeć i odmówić sobie przyjemności zanurzenia się po raz kolejny w mrokach dalekiej północy, tym bardziej że nie przypominam sobie, abym dotychczas czytała cokolwiek norweskiego.
A jednak coś było na …
Europa, Lekturki, Piękna »
Do cytowanych przez wydawców (rzekomych) zachwytów krytyki i recenzentów zwykłam podchodzić z ogromną rezerwą. Właściwie nie przykładam do nich większej wagi, bo czego się nie robi, żeby sprzedać więcej? (Na przykład wymyśla farmazony różnej maści – sama sobie odpowiadam). Jednak w przypadku W.G. Sebalda mogłabym się podpisać pod każdą z przytaczanych na okładce opinii, a co do tego, że był to pisarz wybitny absolutnie nikt nie musi mnie przekonywać.
Gdy rok temu zaczynałam czytać „Austerlitz” nic nie wskazywało na to, że czeka mnie literackie objawienie, że z perspektywy minionych miesięcy będę …







