Articles tagged with: Chiny
Brytyjskie, Lekturki »
Fajna książka. Przy czym słowa „fajnie” użyłam z premedytacją, bo co tak właściwe znaczy przymiotnik „fajne”? Według mnie wszystko i nic. Ot słowo wytrych, którego staram się nie (nad)używać, ale od czasu do czasu pokornie sama przed sobą przyznać muszę, że tylko to wstrętne „fajne” pasuje do danego wykwitu kultury masowej (głównie).
Czy „Kiedy byliśmy sierotami” jest powieścią napisaną z myślą o masowym czytelniku? I tak i nie. Literaturą z ducha popularną nie śmiałabym książki Kazuo Ishiguro nazwać, ale lekka (żeby nie powiedzieć bajkowa) konwencja z pewnością jest ukłonem w stronę …
Europa, Lekturki, Podróżnicze »
Z zasady nie czytuję horoskopów i pewnie dlatego lektury „Powiedział mi wróżbita” Tiziano Terzaniego nie będę wspominać ze szczególnym sentymentem. Prawdę mówiąc wolałabym w ogóle jej nie wspominać…
Mój gorący (ślepy?) afekt do dalekowschodnich klimatów powoli acz skutecznie się na mnie mści. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują bowiem, że muszę podejść do tamtejszej literatury, czy też literatury traktującej o tamtych stronach, w sposób nieco bardziej wybiórczy i przestać robić maślane oczy na widok każdej publikacji, która ma cokolwiek wspólnego z Azją. Koniec! Basta! Nie wszystko złoto co się święci, …
Lekturki, Non fiction, Podróżnicze, Polska »
Może nie jak kulą w płot, ale w porównaniu z cudownościami, które miałam przyjemność przeczytać ostatnio, „Kraj nad Jangcy” Pawła Jasienicy wypada tak trochę nie wiadomo jak. Niezgorzej, ale tez nie najlepiej, choć wyznać Wam muszę, że mogę być w mym osądzie odrobinę nieobiektywna, bo od kiedy naczytałam się Kapuścińskiego właściwie w każdym reportażu czy też książce podróżniczej doszukuje się czegoś na miarę jego stylu i to się zawsze źle kończy. Oczywiście, dla aktualnej lekturki. Jak kulą w płot, bo w końcu Ryszard Kapuściński był tylko jeden.
Z drugiej strony myślę …
Daleki Wschód, Lekturki »
Zupełnie niespodziewanie wpadłam w „Braci”, jak śliwka w kompot. Dosłownie i dokładnie. Da Chena właściwie nie czytałam, a pożerałam w każdej wolnej chwili, a że nie było ich ostatnio zbyt wiele – z tym większym utęsknieniem spoglądałam w stronę książki. To co prawda Azja w wydaniu dla mas, ale cóż z tego skoro czyta się ją wyśmienicie. Da Chen, kolejny po Lisie See i Amy Tan amerykański Chińczyk literatury, przypomniał mi za co ubóstwiam takie grubaśne opowieści z rozmachem i żywo nakreślonym tłem. Myślę, że „Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell …
Kobiece, Lekturki »
Ciemiężonych Azjatek nigdy za wiele, a poważnie rzecz ujmując, najwyraźniej zupełnie niezły “Klejnot Wschodu. Pamiętnik” M. Lindley nie zaspokoił mego apetytu na cierpiętnice z Dalekiego Wschodu (głównie dlatego, że rzecz była o femme fatale a nie ofierze patriarchatu). “Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz” natomiast uczyniło zadość mej chętce i to z nawiązką.
Okrzyczana i wychwalana w kręgach babskich książka w mym prywatnym odczuciu jest banalną historyjką o potędze przyjaźni i kobiecej zawistności. Od tuzinów tematycznie podobnych odróżnia ją jedno – owo dalekowschodnie tło, które czyni z “Kwiatu Śniegu…” powieść co najmniej …
Czytadło, Kobiece, Lekturki »
Podobało mi się, bo „Klejnot Wschodu. Pamiętnik” trafił na dobry moment. Od dłuższego czasu bowiem trapiła mnie chętka na lekturki o ciemiężonej po dalekowschodniemu kobiecości. Nie wiem czemu, ale musiały minąć dwa lata od kiedy przeczytałam (zresztą bez większych och i achów) „Wyznania gejszy” Arthura Goldena, bym nagle poczuła chęć przeczytania czegoś w podobnych klimatach. Padło na „Klejnot Wschodu”, który jest wprost wymarzoną lekturą na lato: bezpretensjonalną, lekką jak piórko i zupełnie nieangażującą umysłu. Ot kobiece czytadełko. Przeczytać i zapomnieć.
Winna jestem pewne sprostowanie, bowiem już w trakcie lektury przekonałam się, …
Daleki Wschód, Kobiece, Lekturki »
Choć zwykłam się tytułować miłośniczką kinematografii Kraju Środka, tamtejszą literaturę znam bardzo słabo, a właściwie w ogóle. Pewnie dlatego w ubiegłym roku sprawiłam sobie „Cukiereczki”. Nęciły kolorową okładką i zapowiedzią czegoś obrazoburczego i wywrotowego. Fakt, buntu w debiutanckiej powieść Mian Mian jest całkiem sporo, co udatnie przekłada się na jej walory. Nie jest to literatura wysokich lotów i na szczęście bez jakichkolwiek roszczeń w tym kierunku.
W książce ścierają się ze sobą dwa wymiary. Po pierwsze (najważniejsze) Mian Mian pisze o poszukiwaniu tożsamości w duchu młodzieńczej kontestacji. Tym bardziej żarliwej, …



