<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; chick lit</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/tag/chick-lit/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Mon, 06 Feb 2012 11:11:56 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Czytanie nie równa się czytaniu?</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/06/czytanie-nie-rowna-sie-czytaniu/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/06/czytanie-nie-rowna-sie-czytaniu/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 25 Jun 2009 21:20:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[literacki off topic]]></category>
		<category><![CDATA[chick lit]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=893</guid>
		<description><![CDATA[Krytycznym wpisem na temat nieszczęsnej „Wpadki&#8221; Rebeki Eckler (przy czym możemy mówić o dwóch wpadkach: tej związanej z posiadaniem dziecka i tej literackiej) wywołałam niechcący małą burzę i święte oburzenie, zupełnie jakby czytanie chick lit, ba pokusiłabym się nawet o &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/06/czytanie-nie-rowna-sie-czytaniu/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Krytycznym wpisem na temat nieszczęsnej <a href="http://lekturki.com/2009/06/wpadka-rebecca-eckler/" target="_blank">„Wpadki&#8221; Rebeki Eckler</a> (przy czym możemy mówić o dwóch wpadkach: tej związanej z posiadaniem dziecka i tej literackiej) wywołałam niechcący małą burzę i święte oburzenie, zupełnie jakby czytanie <em>chick lit</em>, ba pokusiłabym się nawet o generalizację, popularnej literatury w ogóle było jakąś wstydliwą przypadłością, czymś w rodzaju, wybaczcie barwne porównanie, hemoroidów, które w pewnym wieku posiada niemal każdy, ale niechętnie się do tego przyznaje. Zresztą tu się rodzi zabawny paradoks, jako że czytanie uchodzi za jedną z najbardziej nobliwych form spędzania wolnego czasu, ale czy czytanie Manna, Dostojewskiego, Pamuka albo Jelinek jest czynnością na równi nobliwą, jak obcowanie z prozą Kinga, Cobena, Kalicińskiej czy innego sprawnego rzemieślnika pokroju J.L. Wiśniewski? I czy można żyć tylko literaturą z najwyższej półki? Moim zdaniem nie. Dlatego z powątpiewaniem spoglądałam na kolegów ze studiów, którzy upierali się, że oglądają tylko Tarkowskiego i Angelopolusa i niczym poniżej ich się nie skalali. Jest w tym jakaś ukryta hipokryzja, bo tak się nie da moim mili. Perły i w gnoju się zdarzają i proszę się tu nie krygować, że jest inaczej. I mi, jako prawdziwemu nałogowcowi w dziedzinie pochłaniania literek, zdarza się niestety czytywać przypadkowe tytuły, bo z uzależnieniami już tak jest, że najlepiej jest obcować z towarem <em>prima sort</em>, ale jak kogo przyprze to nie pogardzi i działką najniższego gatunku… Ta gatunkowa i jakościowa różnorodność jest zresztą czymś z czym nigdy nie miałam najmniejszego problemu. Uwielbiam popkulturę i z lubością czerpię garściami inspiracje, również z jej eklektyzmu.</p>
<p>Czy czytanie horrorów, chick-litów, romansów albo sensacyjnych bzdur jest nobliwe? Nie. A zatem czy warto, jak zauważyła Vampire_Slayer, <em>robić sobie pasztet z mózgu</em>? Od czasu do czasu tak, bo po takim pseudoliterackim tworze prawdziwa, wartościowa literatura smakuje o wiele, wiele lepiej.</p>
<p>I to zasadniczo wyczerpuje to, co mam do powiedzenia w tym temacie. Spodziewajcie się wkrótce recenzji &#8222;Katonieli&#8221; :-)</p>
<p><strong>[Edit] Moi drodzy! W końcu, po długim okresie wzajemnego poklepywania się po ramionach i dopieszczania ego, udało mi się Was sprowokować do dyskusji! I to jakiej ciekawej. Bardzo Wam dziękuję za wszystkie głosy. Mam wrażenie, że w tej debacie nie ma złych argumentów ;-) Na komentarze odpowiem, na pewno, ale gdy będę mieć jakąś dłuższą spokojną chwilę.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/06/czytanie-nie-rowna-sie-czytaniu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>40</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Wpadka&#8221; Rebecca Eckler</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/06/wpadka-rebecca-eckler/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/06/wpadka-rebecca-eckler/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 24 Jun 2009 15:57:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czytadło]]></category>
		<category><![CDATA[Kanada]]></category>
		<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[chick lit]]></category>
		<category><![CDATA[Rebecca Eckler]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=890</guid>
		<description><![CDATA[Na myśl o czytaniu Pielewina boli mnie głowa.  Na myśl o napisaniu czegokolwiek na temat „Katonieli” również. Na myśl o „Wpadce” Rebecki Eckler może i głowa mnie nie boli, ale za to zęby i owszem, jako że już dawno nie &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/06/wpadka-rebecca-eckler/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-891" title="Wpadka - Rebecca Eckler" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/06/wpadka.jpg" alt="Wpadka - Rebecca Eckler" width="189" height="280" />Na myśl o czytaniu Pielewina boli mnie głowa.  Na myśl o napisaniu czegokolwiek na temat „Katonieli” również. Na myśl o <strong>„Wpadce” Rebecki Eckler</strong> może i głowa mnie nie boli, ale za to zęby i owszem, jako że już dawno nie miałam do czynienia z aż takimi dyrdymałami…</p>
<p>Swoją drogą czy i Wy też zauważyliście ten trend? Od pewnego czasu na książkowych blogach powiało literaturą, nazwijmy ją, „ambitną inaczej” &#8211; czytadłami i tak zwaną „babszczyzną”. I ja nie będę tu wyjątkiem i mnie proza życia zmogła na tyle, że poddałam się i połknęłam w dwa wieczory „Wpadkę” Rebecki Eckler – chick lita i to w dodatku z tych gorszych (czytaj: jeszcze głupszych niż przeciętna).</p>
<p>Treścią tej błahej powiastki stanowią przygotowania do narodzin pierworodnego potomka &#8211; efektu, co łatwo odgadnąć, spektakularnej wpadki. W relacji Rebecki Eckler, do bólu szczerej w swych wyznaniach kanadyjskiej dziennikarki, znajdą pożywkę i feministki i szowiniści. Te pierwsze będą miały się nad czym zżymać,  ci drudzy mają podany pod nos dowód na rzekomą intelektualną ułomności kobiet. Czytając „Wpadkę” trudno bowiem posądzać autorkę o wysokie IQ, a jej wypociny składają się na nieszczególnie korzystny wizerunek kobiety – próżnej egoistki i idiotki, którą nie obchodzi nic poza czubkiem własnego nosa i rozmiarem czterech liter. Serio, serio.</p>
<p>Nie wiem za bardzo jak ugryźć tą nieszczęsną „Wpadkę”, bo z tak trywialną historyjką nie miałam do czynienia od bardzo, bardzo dawna. Nawet jeśli na chwilę zapomni się o językowej i stylistycznej nieporadności oraz wymuszonych dowcipach, dość żenujących chwilami. Ostatecznie to tylko chick lit, ale jeszcze gorzej sprawy się mają z samą fabułą. Nawet jeśli „Wpadka” nie jest zbeletryzowaną autobiografią, to  z pewnością jest powieścią na motywach, rzec by można, autentycznych zdarzeń z życia Eckler, co stawia ją w co najmniej interesującym świetle. Jej powieść bowiem ani nie jest apoteozą macierzyństwa, ani tym bardziej opisem słodkiego znoju czekania na bobaska. To znaczy słodki znój oczekiwania jest, ale bobasek jest tu właściwie produktem ubocznym, a nie celem samym w sobie, a jedyne czym narratorka  kłopocze swoją ciężarną głowę to: a/ ile jeszcze przytyje do końca ciąży? b/ ile czasu zajmie jej zrzucenie nadwagi po ciąży? c/ co na jej nadwagę powie Narzeczony? I to zasadniczo wyczerpuje najważniejsze kwestie podjęte na  blisko 400 stronach. Dziecko dla Eckler jest tylko pretekstem do tego, aby jeszcze pieczołowiciej niż zwykle przyjrzeć się samej sobie. Stworzyć wokół siebie – niezależnej i życiowo ustawionej imprezowicz ki – kokon samouwielbienia, misterium samej siebie w stanie błogosławionym. Narcyzm do potęgi n-tej.</p>
<p>Jeśli to są, tak jak chce wydawca, <em>wyznania współczesnej przyszłej matki</em>, to ja już teraz z obawą spoglądałabym ku temu co wyrośnie z przyszłych dzieci ;-) Jednakowoż, jakby nie zżymać się nad tym literackim koszmarkiem, jedno Rebece Eckler przyznać trzeba – jej „Wpadkę” czyta się szybko i przyjemnie, a to dwa konieczne warunki wakacyjnego resetu z książką w ręku.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 3.5 out of 6 stars</p>
<p>Swoją drogą czuję, że to nie jest moje ostatnie spotkanie z lekkostrawną literaturą w najbliższym czasie…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/06/wpadka-rebecca-eckler/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>26</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Święta, święta&#8230;&#8221; Annie Sanders</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/12/swieta-swieta-annie-sanders/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/12/swieta-swieta-annie-sanders/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 30 Dec 2008 19:16:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Czytadło]]></category>
		<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Annie Sanders]]></category>
		<category><![CDATA[chick lit]]></category>
		<category><![CDATA[kobieca]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=589</guid>
		<description><![CDATA[Annie Sanders nie istnieje. Pod tym pseudonimem ukryły się dwie angielskie dziennikarki: Annie Ashworth oraz Meg Sanders, znane głównie z nadawanego przez BBC babskiego programu z dobrymi radami, a także wcześniejszej powieści z gatunku chick lit pod, jakże znamiennym, tytułem &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/12/swieta-swieta-annie-sanders/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-590" title="Swięta, święta... Annie Sanders" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/12/sanders.jpg" alt="Swięta, święta... Annie Sanders" width="175" height="280" />Annie Sanders nie istnieje. Pod tym pseudonimem ukryły się dwie angielskie dziennikarki: Annie Ashworth oraz Meg Sanders, znane głównie z nadawanego przez BBC babskiego programu z dobrymi radami, a także wcześniejszej powieści z gatunku <em>chick lit</em> pod, jakże znamiennym, tytułem „Goodbye Jimmy Choo”. Ich bożonarodzeniowy wypot pewnie nie miałby większej racji bytu, gdyby nie to, że co roku wszyscy (WSZYSCY, więc i ja) w mniej lub bardziej uświadomiony sposób poszukują tego osławionego ducha świąt. Dla niektórych kryje się pod choinką, dla innych w <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Kevin_sam_w_domu" target="_blank">„Kevinie samym w domu”</a>, albo (samokrytyka) w takiej miernocie literackiej, jak <strong>„Święta, święta…”</strong>. Wiedziały gały co brały, ale na litość boską, po dwóch Angielkach można spodziewać się choć odrobiny ironii! A tu nic. Zero. Za to mdlącego lukru aż w nadmiarze.</p>
<p>Rzecz tyczy dwóch niewiast – tej zapracowanej karierowiczki i świeżo upieczonej małżonki, która musi się zmierzyć z duchem poprzedniej żony (nawet nie subtelne nawiązanie do <a href="http://lekturki.com/2008/01/%E2%80%9Erebeka%E2%80%9D-daphne-du-maurier/" target="_blank">„Rebeki” Daphne du Maurier</a> i choć Bezimienna biła rekordy naiwności to i bohaterce „Święta, święta…”, z założenia uniwersyteckiej nauczycielce, autorki poskąpiły życiowej zaradności). Bohaterki zostały skonstruowane w sposób, który ma być symbolicznym odzwierciedleniem dwóch skrajnych postaw względem świątecznych przygotowań: neofickiej pieczołowitości spod znaku ‘zastaw się a postaw się’ i (kolokwialnie rzecz ujmując) – odwalania wszystkiego na wariata. Oczywiście w przypadku i jednej i drugiej pani wszystko zmierza ku łatwemu do przewidzenia szczęśliwemu finałowi. Unurzanemu w gęstym jak smoła rodzinnym ciepełku i ogromnych śnieżnych zaspach.</p>
<p>I miało być krzepiąco i zabawnie, a wyszło nudno i schematycznie. Właściwie nie ma tu zbytnio nad czym dywagować. Powieści pań Ashworth i Sanders nie można zarzucić niedostatków kompozycyjnych ani tym bardziej warsztatowych. Czyta się ją nawet jako tako, ale to trochę za mało. Zabrakło świeżości. Nieszablonowego punktu widzenia. Szczypty ironii i odwagi. Bez tego „Święta, święta…” to kolejna bożonarodzeniowa opowiastka pisana pod dyktando masowych gustów.</p>
<p>Nie warto.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 3 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/12/swieta-swieta-annie-sanders/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Piąta aleja&#8221; Candace Bushnell</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/12/piata-aleja-candace-bushnell/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/12/piata-aleja-candace-bushnell/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Dec 2008 19:54:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[Candace Bushnell]]></category>
		<category><![CDATA[chick lit]]></category>
		<category><![CDATA[Nowy Jork]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=575</guid>
		<description><![CDATA[Po trudach czytelniczych, na jakie naraziła mnie lektura „Karła”, potrzebowałam natychmiastowego wietrzenia umysłu, więc w charakterze remedium na zatrucie literaturą wysoką wybrałam coś z półki nieco niższej. Odtrutkę znalazłam na nowojorskiej 5th Avenue. Nie czytałam dotąd żadnej powieści Candace Bushnell, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/12/piata-aleja-candace-bushnell/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/12/piata.jpg" rel="lightbox[575]"><img class="alignleft size-medium wp-image-566" title="Piąta aleja - Bushnell" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/12/piata-199x300.jpg" alt="" width="199" height="300" /></a></p>
<p>Po trudach czytelniczych, na jakie naraziła mnie lektura <a href="http://lekturki.com/2008/12/karzel-par-lagerkvist/" target="_blank">„Karła”</a>, potrzebowałam natychmiastowego wietrzenia umysłu, więc w charakterze remedium na zatrucie literaturą wysoką wybrałam coś z półki nieco niższej. Odtrutkę znalazłam na nowojorskiej 5th Avenue.</p>
<p>Nie czytałam dotąd żadnej powieści Candace Bushnell, choć jako oddana wielbicielka „Sex and the City” (serialu oczywiście) od zawsze odczuwałam, rzecz by można, coś w rodzaju naturalnego pociągu ku jej pisarstwu. Nawet wylewane pod jej adresem (za przeproszeniem) kubły pomyj nie były w stanie mnie zniechęcić. Zresztą, jak powszechnie wiadomo, mam słabość do powieści z akcją osadzoną w Nowym Jorku (zwłaszcza na Manhattanie), co nawiasem mówiąc zawdzięczam wspomnianemu serialowi wg powieści Candace. Sami widzicie – ja i <a href="http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2267,tytul,Pi%C4%85ta%20Aleja" target="_blank"><strong>„Piąta aleja”</strong></a> byłyśmy sobie przeznaczone.</p>
<p>Po <em>chick lit</em> wiele mądrości spodziewać się nie można, bo nie mądrość jest tu w cenie, a życiowe czy może raczej uczuciowe perypetie okraszone odpowiednią dawką towarów luksusowych. Takim pustakiem mogę nazwać <a href="http://lekturki.com/2008/08/notatki-przyszlej-matki-risa-green/" target="_blank">„Notatki przyszłej matki”</a>, ale już nie „Piąta aleja” (fanfary), której bliżej do obyczajowej satyry niż różowego czytadła, i to nie tylko dzięki wielobarwnemu zastępowi kobiecych postaci i znakomitej, wielowątkowej konstrukcji. Oczywiście Bushnell nie skąpi opisów blichtru życia towarzyskiej śmietanki, bo tego oczekuję się od jej prozy, sporo tu jednak ironii i świeżutkich społecznych obserwacji.</p>
<p>Owe wzmiankowane kolorowe kobiece stadko to mieszkanki luksusowej kamienicy mieszczącej się pod numerem 1 na manhattańskiej 5th Avenue. Kogóż tu nie ma? Będzie i zgorzkniała zazdrośnica, która walczy o towarzyski i społeczny awans, i aspirująca do statusu gwiazdy młodziutka snobka, i skromna żona karierowicza i nuworysza, a także lekko przebrzmiała gwiazda filmowa, która właśnie powraca do dawnej sławy plus kilka innych, niemniej udanych. Pomiędzy silnymi, zdeterminowanymi i pewnymi siebie niewiastami pałętają się (dosłownie!) mało co warci mężczyźni. Niedoszli samce alfa, obecnie tkwiący w szponach kryzysu wieku średniego i swych popędów. Wzajemne niesnaski i perypetie mieszkańców kamienicy są jednak niczym przy ogromie powkładanych im przez pisarkę od ust zaskakująco trafnych spostrzeżeń na temat współczesnej kultury i społeczeństwa. Niby wszystko kręci się wokół pieniędzy i sławy, ale to tylko wierzchnia warstwa powieści, pod którą kryją się refleksje i o blogowaniu i o roli Internetu, o rozkwicie bankowości i kryzysie pisarskim tudzież ekonomicznym. Poza tym wciąż nadziwić się mogę, że królowa <em>chick lit</em> okazała się pisarką tak sprawnie władającą piórem, bo „Piąta aleja”, prócz tego, że jest świetną obyczajową satyrą na nowojorczyków, jest również powieścią z rewelacyjnie skonstruowaną narracją. Każda spośród postaci ma tu swój (rzecz by można) antenowy czas, a trzecioosobowy narrator z wyimaginowanym mikrofonem przechadza się między nimi troszcząc się o płynne zmiany.</p>
<p>Śmiem przypuszczać, że „Piąta aleja” miała być nieco ambitniejszym literacko przedsięwzięciem Candace B. – moim zdaniem i pomysł i realizacji bardzo się pisarce udały. „Piątą aleję” czyta się znakomicie z niesłabnącym zainteresowaniem i, jakże pożądanymi, wypiekami na twarzy. Bawiłam się doskonale i co ważne lektura nie pozostawiła posmaku obcowania z literaturą miałką i durną (czego troszkę się obawiałam po tych wiadrach pomyj). A przesłanie – bezcenne. Kobiety górą!</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>I dodać jeszcze muszę, że książka została bardzo elegancko wydana, co czyni z &#8222;Piątej alei&#8221; świetną kandydatkę na bożonarodzeniowy upominek ;)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/12/piata-aleja-candace-bushnell/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Notatki przyszłej matki&#8221; Risa Green</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/08/notatki-przyszlej-matki-risa-green/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/08/notatki-przyszlej-matki-risa-green/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 11 Aug 2008 21:32:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czytadło]]></category>
		<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[chick lit]]></category>
		<category><![CDATA[ciąża]]></category>
		<category><![CDATA[risa green]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=409</guid>
		<description><![CDATA[Nie wiem, jak u Was, ale u mnie wakacje w pełni :) Także w lekturkach o czym chyba najlepiej świadczy ich dobór. Chwilowo zarzuciłam wyzwaniową &#8222;Krakowską żałobę&#8221; (napoczętą w pociągu) i rzuciłam się na różowiutkie niczym fuksja &#8222;Notatki przyszłej matki&#8221;, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/08/notatki-przyszlej-matki-risa-green/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft alignnone size-medium wp-image-410" style="float: left;" title="Notatki przyszłej matki" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/08/notatki.jpg" alt="" width="176" height="260" />Nie wiem, jak u Was, ale u mnie wakacje w pełni :) Także w lekturkach o czym chyba najlepiej świadczy ich dobór. Chwilowo zarzuciłam wyzwaniową &#8222;Krakowską żałobę&#8221; (napoczętą w pociągu) i rzuciłam się na różowiutkie niczym fuksja <a href="http://www.soniadraga.pl/index.php?option=com_content&amp;task=view&amp;id=353&amp;Itemid=52" target="_blank"><strong>&#8222;Notatki przyszłej matki&#8221;</strong></a>, które nabyłam za złotych dziewięć z groszami w tesco w nocy z piątku na sobotę. Wierzcie mi mili moi, powiastka Risy Green absolutnie więcej nie jest warta :)</p>
<p>Chciałam chick lita &#8211; mam chick lita i już wiem (po pierwsze) czemu od czasu do czasu muszę coś takiego poczytać i (po drugie) czemu robię to tylko od czasu do czasu, w otoczeniu wysoce sprzyjającym relaksowi. &#8222;Notatki przyszłej matki&#8221; to powiastka leciutka jak piórko. Taka, która przyjemnie i bezrefleksyjnie wchodzi jednym uchem i natychmiast wychodzi drugim. Ciekawa jestem czy autorka o przygotowaniach do narodzin dziecka pisała z własnej perspektywy czy stworzyła swoją bohaterkę od podstaw, bez autobiograficznego rysu. W każdym bądź razie Larra jest chodzącym dowodem na to, że wykształcenie nie musi iść w parze z mądrością życiową. Powiedzieć, że ma rozumek, jak Kubuś Puchatek, to obrazić Kubusia ;)</p>
<p>W &#8222;Notatkach&#8230;&#8221; najbardziej uderzyła mnie chłodna kalkulacja bohaterki, żyjącej dla ciuchów (na które lubi wydawać niebotyczne kwoty) i gimnastyki utrzymującej w ryzach jej tłuszczyk. Pod naciskiem zrzędzącego męża, Larra postanawia dać się zapłodnić i to akurat w takim terminie, aby urlop macierzyński połączył się z wakacyjną przerwą, co da jej 6 miesięcy wolnego, więc skoro dla (świętego spokoju), mają już mieć to dziecko, to niech lepiej nastąpi to teraz. Reszta książki to zapis zmagań z rozmaitymi aspektami ciąży, z którymi Larra będzie walczyć do upadłego, bo nic tak jej nie brzydzi, jak brzemienne niewiasty z brzuchami wielkości lekarskich piłek.</p>
<p>Pustak. Lekturka jednak nie do końca taka płonna, bo Risie Green udało się skłonić mnie ku pewnym refleksjom: wciąż bowiem nie umiem rozstrzygnąć co jest bardziej durne &#8211; książka czy jej różowa bohaterka?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/08/notatki-przyszlej-matki-risa-green/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Kolekcja” Gioia Diliberto</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/04/%e2%80%9ekolekcja%e2%80%9d-gioia-diliberto/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/04/%e2%80%9ekolekcja%e2%80%9d-gioia-diliberto/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 Apr 2008 15:58:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czytadło]]></category>
		<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[chick lit]]></category>
		<category><![CDATA[Coco Chanel]]></category>
		<category><![CDATA[Gioia Diliberto]]></category>
		<category><![CDATA[moda]]></category>
		<category><![CDATA[Paryż]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=194</guid>
		<description><![CDATA[Przepis na babski wieczór: - 1 długi prysznic - ulubiony wygodny ciuch (np. piżama) - imbryk herbaty i porcelanowa filiżanka - „coś” pysznego do pogryzania - wygodny fotel (może być również kanapa lub łóżko) - świeczka/ świeczki do smaku ;) &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/04/%e2%80%9ekolekcja%e2%80%9d-gioia-diliberto/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="text-align: center;"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3016/2407623574_52a15c0c14_b.jpg" alt="" width="550" height="350" /></p>
<p class="MsoNormal"><span style="text-decoration: underline;">Przepis na babski wieczór:</span></p>
<p class="MsoNormal">- 1 długi prysznic</p>
<p class="MsoNormal">- ulubiony wygodny ciuch (np. piżama)</p>
<p class="MsoNormal">- imbryk herbaty i porcelanowa filiżanka</p>
<p class="MsoNormal">- „coś” pysznego do pogryzania</p>
<p class="MsoNormal">- wygodny fotel (może być również kanapa lub łóżko)</p>
<p class="MsoNormal">- świeczka/ świeczki do smaku ;)</p>
<p class="MsoNormal">- i clue: <strong><a href="http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2083,tytul,Kolekcja" target="_blank">„Kolekcja” Gioii Diliberto</a></strong>, w której zostajemy porwani do, tańczącego fokstrota i tango, powojennego Paryża, w którym pewna charyzmatyczna Mademoiselle, już wkrótce zostanie okrzyknięta ikoną klasycznej prostoty i elegancji. Póki co jednak Coco Chanel, bo to o niej mowa i to ona jest <em>femme fatale</em> tej powieści, wprawia w drżenie skostniałe środowisko paryskiego <em>haute couture</em> i tresuje zatrudnione u siebie krawcówny. Jedną z nich jest, dość ciężko doświadczona przez życie, Isabelle – sierota i suchotniczka, której liczne cierpienia los wynagrodził wyjątkowo zwinnymi palcami. Po dość niefortunnej śmierci swego narzeczonego, dziewczyna opuszcza prowincję i trafia do pełnego pokus międzywojennego Paryża. Wprost do pracowni <span> </span>przy domu mody Coco Chanel, gdzie będzie mogła w pełni rozwinąć skrzydła, przy okazji smakując po kawałeczku paryskich splendorów.</p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/04/diliberto_kolekcja.jpg" rel="lightbox[194]"><img class="alignleft alignnone size-medium wp-image-195" style="float: left;" title="Kolekcja" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/04/diliberto_kolekcja-205x300.jpg" alt="" width="180" height="260" /></a>„Kolekcja” jest zgrabna i powabna niczym słynna chanelowska mała czarna – prosta, ale elegancka. Podziwiam autorkę za tytaniczną pracę, którą włożyła w przygotowania do pisania. Dzięki temu mogła drobiazgowo i z pietyzmem odtworzyć uroki ówczesnego Paryża oraz… charakterek samej Chanel, która opisywana z perspektywy jednej ze swych wyrobnic, będzie nie skandalistą, ale raczej tytanem pracy i kapryśną perfekcjonistką, której reakcji nie sposób przewidzieć. Jednak z drugiej strony ten sposób prowadzenia narracji (tj. ciemiężona robotnica za grosze i jej wiecznie niezadowolona szefowa) nieuniknienie przywodzi na myśl książki typu „Diabeł ubiera się u Prady” (co dodatkowo zasygnalizowano dodając podtytuł: „Diabelski szyk Coco Chanel”). Na szczęście „Kolekcja” Diliberto nie powiela ogranych schematów. Jest, napisaną lekko i świeżo, powieścią dla i o kobietkach. W sam raz na weekendowy relaks.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/04/%e2%80%9ekolekcja%e2%80%9d-gioia-diliberto/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Niania w Nowym Jorku” Nicola Kraus, Emma McLaughlin</title>
		<link>http://lekturki.com/2007/12/niania-w-nowym-yorku-nicola-kraus-emma-mclaughlin/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2007/12/niania-w-nowym-yorku-nicola-kraus-emma-mclaughlin/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 30 Dec 2007 16:20:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czytadło]]></category>
		<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[chick lit]]></category>
		<category><![CDATA[Emma McLaughlin]]></category>
		<category><![CDATA[Nicola Kraus]]></category>
		<category><![CDATA[Nowy Jork]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.wordpress.com/2007/12/30/%e2%80%9eniania-w-nowym-yorku%e2%80%9d-nicola-kraus-emma-mclaughlin/</guid>
		<description><![CDATA[Po wymagającej lekturze W.G. Sebalda poczułam, że potrzebuję dobrego czytadła: czegoś lżejszego i mniej skomplikowanego. I wybrałam „Nianię w Nowym Jorku”. Dobry wybór, bo opowieść o dolach i niedolach niańki jest lekką, dobrze napisaną książką. W sam raz na raz: &#8230; <a href="http://lekturki.com/2007/12/niania-w-nowym-yorku-nicola-kraus-emma-mclaughlin/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal"><img class="alignleft" style="float: left;" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2007/12/niania.jpg" alt="niania.jpg" /> Po wymagającej lekturze <a href="http://lekturki.wordpress.com/2007/12/29/austerlitz-wg-sebald/" target="_blank">W.G. Sebalda</a> poczułam, że potrzebuję dobrego czytadła: czegoś lżejszego i mniej skomplikowanego. I wybrałam <a href="http://www.znak.com.pl/book.php?id=1974" target="_blank">„Nianię w Nowym Jorku”</a>. Dobry wybór, bo opowieść o dolach i niedolach niańki jest lekką, dobrze napisaną książką. W sam raz na raz: przeczytać i zapomnieć. Poza tym jakiś czas temu obejrzałam <a href="http://lekturki.wordpress.com/2007/11/19/post-po-weekendowy/" target="_blank">film ze Scarlett Johansson</a>. Podobał mi się, więc uznałam, że czas na książkę.</p>
<p class="MsoNormal">Zawsze chętnie sięgam po książki, których akcja rozgrywa się w Nowym Jorku. Wszystko to przez „Sex and the city”, serial, który namiętnie oglądałam w mych singielskich czasach. Z uwielbieniem, śledziłam losy czwórki wyemancypowanych przyjaciółek. A przy okazji zakochałam się w Wielkim Jabłku. Co prawda w „Niani…” nie ma zbyt wiele opisów miasta, ale jest aż nadto opisów życia miejskiego high life’u. Skoro takie życie (i całe szczęście!) nigdy nie będzie moim udziałem, mogę chociaż o nim poczytać, prawda?<br />
Nanny, studentka Uniwersytetu Nowojorskiego, postanawia dorobić jako niańka. Zostaje zatrudniona przez bardzo zamożną rodzinę X do opieki nad czteroletnim Grayerem. Dziewczyna szybko się jednak przekona, że spadnie na nią cały trud wychowania chłopca. Bardzo nieszczęśliwego chłopca, który choć żyje w luksusowym apartamencie, wśród wspaniałych zabawek, jest emocjonalną sierotką. Żadne z rodziców nie ma ochoty poświęcić mu uwagi.</p>
<p class="MsoNormal">Kilka miesięcy temu czytałam <a href="http://merlin.pl/frontend/browse/product/1,412648.html" target="_blank">inną książkę</a> duetu pisarskiego Kraus&amp;McLaughlin. Prawdę mówiąc nie było to coś nadzwyczajnego. Przeciętna książka z nowojorską societą w tle. Debiutancka &#8222;Niania&#8230;&#8221;  jest lepsza. Nie bardzo dobra, ale napisana z lekkością i swadą. Dobrze i szybko się ją czyta. To była dobra odskocznia po trudach czytania &#8222;Austerlitz&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2007/12/niania-w-nowym-yorku-nicola-kraus-emma-mclaughlin/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Szczęście nadejdzie jutro” Oksana Robski</title>
		<link>http://lekturki.com/2007/12/szczescie-nadejdzie-jutro-oksana-robski/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2007/12/szczescie-nadejdzie-jutro-oksana-robski/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 21 Dec 2007 16:28:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bolszaja Rossija]]></category>
		<category><![CDATA[Czytadło]]></category>
		<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[chick lit]]></category>
		<category><![CDATA[Oksana Robski]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[Rublowka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.wordpress.com/2007/12/21/%e2%80%9eszczescie-nadejdzie-jutro%e2%80%9d-oksana-robski/</guid>
		<description><![CDATA[Powieść o kulisach życia tak zwanych nowych Ruskich to raczej ciekawostka niż poważne dzieło. Prawdę mówiąc bardziej podobało mi się „Casual. Zwyczajna historia”, którą pochłonęłam pewnego letniego popołudnia, ale „Szczęście nadejdzie jutro” – kolejna powieść Oksany Robski też jest całkiem &#8230; <a href="http://lekturki.com/2007/12/szczescie-nadejdzie-jutro-oksana-robski/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal"><img class="alignleft size-full wp-image-1103" title="Oksana Robski" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2007/12/robski.jpg" alt="Oksana Robski" width="174" height="280" /> Powieść o kulisach życia tak zwanych nowych Ruskich to raczej ciekawostka niż poważne dzieło. Prawdę mówiąc bardziej podobało mi się <a href="http://merlin.pl/frontend/browse/product/1,445264.html" target="_blank">„Casual. Zwyczajna historia”</a>, którą pochłonęłam pewnego letniego popołudnia, ale <a href="http://merlin.pl/frontend/browse/product/1,524233.html" target="_blank">„Szczęście nadejdzie jutro”</a> – kolejna powieść Oksany Robski też jest całkiem niezła, czyta się ją szybko i przyjemnie. Oczywiście jeśli kogoś interesuje snobistyczne życie nuworyszów zamieszkujących okolice Rublowki. Bo jeśli nie &#8211; to książki Robski radzę omijać szerokim łukiem.</p>
<p class="MsoNormal">Bohaterka powieści, uzależniona od ‘koko dżambo’ matka dziecku i żona zamożnemu biznesmenowi, Nikita postanawia trochę z przekory, a trochę z nudów założyć agencje ochrony składającą się wyłącznie z kobiet. Ale jeśli drogi czytelniku masz nadzieję, że „Szczęście nadejdzie jutro” jest zapisem przygód ponętnych ochroniarek, czuję się w obowiązku wyprowadzić cię z błędu. Miast tego Robski skupia się na dogłębnym opisie rozpasania klasy próżniaczej (do której sama się zalicza, więc zna ją od podszewki). Galeria stworzonych przez nią postaci uosabia snobizm w czystej postaci, szasta dolarami na lewo i prawo i egzystuje na ciągłym haju. I tak w kółko przez niemal 400 stron.</p>
<p class="MsoNormal">Jeśli kogoś, tak jak mnie, interesuje Bolszaja Rossija z całym dobrodziejstwem inwentarza – polecam. Jeśli nie za bardzo – odradzam, bo „Szczęście nadejdzie jutro” Cię zanudzi. A <a href="http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,3156069.html" target="_blank">tu</a> do przeczytania artykuł o autorce i innych reprezentantach finansowej arystokracji z Rublowki.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2007/12/szczescie-nadejdzie-jutro-oksana-robski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

