<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; archipelagi</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/tag/archipelagi/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Mon, 06 Feb 2012 11:11:56 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Niewyparzony pysk Pana Rudnickiego</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/02/smierc-czeskiego-psa-janusz-rudnicki/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/02/smierc-czeskiego-psa-janusz-rudnicki/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 Feb 2011 14:30:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Alma Mahler]]></category>
		<category><![CDATA[archipelagi]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Hans Christian Andersen]]></category>
		<category><![CDATA[James Joyce]]></category>
		<category><![CDATA[Janusz Rudnicki]]></category>
		<category><![CDATA[oniryczna]]></category>
		<category><![CDATA[pogranicze]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1495</guid>
		<description><![CDATA[Janusz Rudnicki. Finalista Nagrody Literackiej Nike 2010. Zdaje się, że nie był to jego debiut na krótkiej liście. Nie mogę sobie teraz przypomnieć, co skłoniło mnie, aby sięgnąć po jego prozę. Na pewno nie fakt, że był w finale, bo &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/02/smierc-czeskiego-psa-janusz-rudnicki/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/02/smierc_czeskiego_psa.jpg" rel="lightbox[1495]"><img class="alignnone size-full wp-image-1496" title="smierc_czeskiego_psa" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/02/smierc_czeskiego_psa.jpg" alt="" width="202" height="315" /></a></p>
<p><strong>Janusz Rudnicki</strong>. Finalista Nagrody Literackiej Nike 2010. Zdaje się, że nie był to jego debiut na krótkiej liście. Nie mogę sobie teraz przypomnieć, co skłoniło mnie, aby sięgnąć po jego prozę. Na pewno nie fakt, że był w finale, bo nominacje i nagrody nie są kryterium wedle, którego dobieram sobie lektury. Dość powiedzieć, że gdy bibliotekarka wręczyła mi rewers do podpisu, z pełną konsternacją odkryłam, że widnieje na nim <strong>„Śmierć czeskiego psa”</strong>, a nie „Męka kartoflana”, którą wedle swego mniemania zamawiałam, ale to już mało istotne.</p>
<p>Istotne natomiast jest to, że odkryłam dla siebie kolejnego wybitnego prozaika. Polskiego – a to cenne i miłe zarazem. Autora o niewyparzonej gębie czy może raczej piórze, operującego soczystą frazą. Bezwzględnego i prowokującego. Wyspecjalizowanego w krótkich formach, które od pewnego czasu pochłaniam z ogromnym upodobaniem i wciąż mi tych opowiadań mało. Na moje szczęście Rudnicki zdążył spłodzić ich już całkiem sporo. Życzę sobie, aby były równie mięsiste, przewrotne i zabawne, jak te ze zbioru „Śmierci czeskiego psa”.</p>
<p>Na tom składają się teksty pierwsze i drugie. Ta cezura znacząca. Teksty pierwsze to w znakomitej większości gorzka groteska. Fantasmagoria z pogranicza Polski, Niemiec i Czech. Zapiski wydarzeń absurdalnych, przerażających czy zabawnych. W swej wymyślnej niedorzeczności sytuujących się gdzieś na pograniczu snu i jawy. Jak proza Franza Kafki, choć Kafka i Rudnicki to dwa zgoła odmienne literackie temperamenty. Łącznikiem, punktem wspólnych tekstów pierwszych jest postać, zapewne o autobiograficznej proweniencji, emigranta, tułacza, gastarbeiter. Taki, co niespecjalnie mu się w życiu wiedzie, a teraz w dodatku uwikłany w niedorzeczne perypetie rodem ze snu. Tak jak w tytułowym opowiadaniu, w którym czeski pies po śmierci zostaje w kartonie po telewizorze uprowadzony przez niemieckich Cyganów. Często punktem wyjścia są autentyczne wydarzenia, które Rudnicki nicuje po swojemu, filtruje przez siebie. Tak jest choćby w przypadku miniaturki <em>Na barykadzie</em>, do której inspiracji dostarczyła pisarzowi prasowa notka o Polakach masowo sprzedających (!) krew i osocze w Görlitz.</p>
<p>Wreszcie teksty drugie. Perełki! Tu już nie wydarzenia, a bardzo konkretne postaci: Hans Christian Andersen, Alma Mahler, James Joyce, Hans-Peter (dla odmiany nie literat, a bezrobotny z byłego RFN) czy Janusz Rudnicki we własnej, neurotycznej do granic możliwości, osobie. W genialnym (!) opowiadaniu <em>Jeżdżę </em>dzieli się refleksjami na temat podróży pociągiem i uczestnictwa w festiwalach i doprawdy nie wiadomo ile tu autentycznego Rudnickiego, a ile konfabulacji. To opowiastki o bardzo konkretnych postaciach, których punktem wyjścia często jest film czy fragment książki na ich temat. Świeżo zdobytą biograficzną wiedzę autor znów nicuje na własną modłę, podaje z odmiennej perspektywy i słowami, które wypływają z tej jego niewyparzonej, neurotycznej, pisarskiej gęby. I tak Andersen a’la Rudnicki jest przede wszystkim cierpiącym na rozliczne bóle ciała i duszy homoseksualistą z obsesją masturbacji. Alma – wyrachowaną arywistką, która kreuje swój wizerunek poprzez dobieranych z odpowiedniego klucza mężów.  A Joyce? Joyce to permanentnie wygłodniały epistolarny żebrak.</p>
<p>Proszę więcej.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>„Śmierć czeskiego psa” Janusz Rudnicki, W.A.B., Warszawa 2009, s. 208.<br />
<a href="http://lekturki.com/tag/archipelagi/" target="_blank"><strong>seria archipelagi</strong></a></p>
<p>[z Biblioteki Jagiellońskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/02/smierc-czeskiego-psa-janusz-rudnicki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Babodalia</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/05/chmurdalia-joanna-bator/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/05/chmurdalia-joanna-bator/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 03 May 2010 10:42:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Feministyczne]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[archipelagi]]></category>
		<category><![CDATA[Joanna Bator]]></category>
		<category><![CDATA[pamięć]]></category>
		<category><![CDATA[podróż]]></category>
		<category><![CDATA[śląsk]]></category>
		<category><![CDATA[wędrówka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1270</guid>
		<description><![CDATA[Wydumana, niewiarygodna, za długa i męcząca, a mimo to głęboka, barwna, wielowymiarowa i po prostu dobra. Czyli jaka? Mam pewien problem z „Chmurdalią” Joanny Bator. O dziwo problem ten nie wynika z faktu, że jest ona kontynuacją (czy jak kto &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/05/chmurdalia-joanna-bator/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/05/Chmurdalia_Joanna-Bator.jpg" rel="lightbox[1270]"><img class="alignleft size-full wp-image-1271" title="Chmurdalia_Joanna-Bator" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/05/Chmurdalia_Joanna-Bator.jpg" alt="" width="178" height="280" /></a>Wydumana, niewiarygodna, za długa i męcząca, a mimo to głęboka, barwna, wielowymiarowa i po prostu dobra. Czyli jaka?</p>
<p>Mam pewien problem z <strong>„Chmurdalią”</strong> Joanny Bator. O dziwo problem ten nie wynika z faktu, że jest ona kontynuacją (czy jak kto woli – <em>sequelem</em>) ciepło przeze mnie przyjętej „<a href="http://lekturki.com/2009/02/piaskowa-gora-joanna-bator/" target="_blank">Piaskowej góry</a>”, bo kontynuacje z reguły są dość problematyczne, a jeśli nie problematyczne to na pewno ryzykowne. Moja zagwozdka innej jest natury. Tak się bowiem niefortunnie składa, że „Chmurdalia” ma wszelkie zadatki do miana powieści znakomitej a gęsta symbolika pozwala na odczytywanie jej z różnych perspektyw, a jednak to co Bator ma do powiedzenia nie do końca mnie przekonuje. Sporo sobie obiecywałam po tej powieści i faktycznie z początku pisarka rozbudziła mą ciekawość, a nawet jakoś tam uwiodła, ale w pewnym momencie odniosłam wrażenie, że zabrnęła w ślepą uliczkę, pojawiło się za dużo ważnych wątków tudzież srok do ciągnięcia za ogon i pomysł zaczął się wypalać, a mnie coraz mniej interesować, a od tego już krótka droga do poczucie męczącej jednostajności, znużenia nadmiarem i ciężkością, jak po, nie przymierzając bardzo obfitym posiłku.</p>
<p>Umówmy się od razu, jeśli ktoś liczył na ciąg dalszy losów rodziny Chmurów i innych z Wałbrzycha, może odrobinę poczuć się zawiedziony. Bator, owszem, wykorzystuje postaci dobrze znane z „Piaskowej góry”, ale wskrzesza je w zgoła odmiennym celu. „Chmurdalia” nie jest sagą. Jest, brzydko mówiąc, nową jakością wyrosłą na fundamencie „Piaskowej góry”. Coś na tym zyskuje – szereg nietuzinkowych postaci, ale i coś traci – specyficzną językową chropowatość chociażby. Bator nadal wsłuchuje się w swoje bohaterki, dzięki czemu książka ma specyficznie intymny wymiar. Pierwszoplanową rolę gra Dominika Chmura, ale jest to funkcja bardzo umowna. Autorce potrzebny był ktoś kto zepnie tą wielowątkową, rozgrywającą się w przynajmniej pięciu krajach i na przestrzeni niemal całego dwudziestego wieku opowieść &#8211; hybrydę, a postać Dominiki Chmury, której cudem udaje się przeżyć wypadek samochodowy, doskonale do tego się nadawała. Dramatyczne przeżycia dodały dziewczynie skrzydeł. Uzmysłowiły  jak niewiele brakowało, aby podzielić pożałowania godny los matki Jadzi, tyle że zamiast bloku na Piaskowej Górze miałaby blok w warszawskiej Chomiczówce. Zatem budzi się, dojrzewa do zmian i wyrusza w drogę. W swoją odyseję. Bez celu i bez końca, bo sensem jej istnienia jest ruch i brak trwałości, świadomość, że w każdej chwili może ruszyć dalej, ale i strach przed stabilizacją, którą uosabia postać jej drobnomieszczańskiej matki. Wedle słów Dominiki: <em>ułożyć to można sobie majtki w szufladzie.<br />
</em></p>
<p>Ale Dominika nie jest jedynym łącznikiem wątków i postaci „Chmurdali”. Bator miała koncept dużo bardziej przewrotny czyniąc <em>leit motivem </em>powieści nocnik Napoleona – absurdalny w swej istocie symbol dawnych czasów oraz pamięci, która istnieje dzięki opowiadaniu i powtarzaniu historii. Bohaterowie „Chmurdali” dzielą się z grubsza na tych, którzy nocnik pożądali i tych, których wartość materialna <em>napoleonica</em> zupełnie nie obchodzi. Sam przedmiot miał dość długą i zawiłą historię, wielokrotnie przechodzi z rąk do rąk. Pojawiał i się znów znikał, aby w końcu, zatoczywszy coś w rodzaju koła dziejów, trafić do osoby, której był pisany.</p>
<p>Wspomniałam już, że w „Chmurdali” pojawia się sporo nowych postaci (być może istnienie niektórych z nich było zaznaczone już w „Piaskowej górze”, jeśli tak &#8211; proszę śmiało mnie z błędu wyprowadzać, ale ja sobie w każdym razie ich nie przypominam). Każdą z nich autorka obarcza pewnym bagażem symboli i znaczeń. Mnie najbardziej do gustu przypadły Ciocie Herbatki – dwie kruche stare panny przywodzące na myśl dobroduszność i matczyne ciepło Mamusi Muminka.  Fragmenty z ich udziałem, uroczo starodawne, przywodzące na myśl dawne życie w wiejskich dworkach, przypominają nieco <a href="http://lekturki.com/2009/01/lala-jacek-dehnel/" target="_blank">„Lalę” Jacka Dehnela</a>, a same Ciocie bohaterki z powieści Olgi Tokarczuk. Nie pytajcie czemu, ot taka impresja.</p>
<p>Niektórych zaskoczy, innych pewnie zaintryguje, że w „Chmurdali” pobrzmiewają dalekie echa… kultury japońskiej. Bator skonstruowała bowiem świat wedle specyficznych zasad matriarchatu, które skądinąd znane są z „Japońskiego wachlarzu”. Po prawdzie na Piaskowej górze rządzą mężczyźni, ale posiadana przez nich władza ma znaczenie symboliczne, a nad wszystkim panują One – silne i po swojemu wyemancypowane, nietuzinkowe i nie mieszczące się w patriarchalnych schematach. Oni, jeśli nie są martwi,  są grzeszni, spolegliwi, zadufani w sobie, leniwi, nieporadni.  Krótko mówiąc są zbędni, a ich udział został ograniczony do minimum. Jeśli już się pojawią, to przede wszystkim w roli ciemiężycieli stojących na straży opresyjnych norm patriarchalnego porządku lub są, cytując Jadzię, <em>homoniewiadomo</em>, jak Ivo – jeden z przyjaciół Dominiki – cukiernik marzący o własnej czekolateri.</p>
<p>Joanna Bator ma i gorzkie poczucie humoru, i znakomite wyczucie języka. Pisze w sposób bardzo oryginalny. Obiektywnie przyznaję, że „Chmurdalia” jest powieścią wartościową, ciekawie napisaną, dopracowaną i przewrotną, ale jeśli pozwolicie na chwilę dopuścić do głosu subiektywne ja, to powie ono wam, że wielowymiarowość i barwność owszem tak, ale cóż z tego jeśli napięcia <em>niet</em> i z niecierpliwością wygląda się końca. Trochę szkoda&#8230;</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>[„Chmurdalia” Joanna Bator, W.A.B., Warszawa 2010]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/05/chmurdalia-joanna-bator/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Piaskowa góra” Joanna Bator</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/02/piaskowa-gora-joanna-bator/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/02/piaskowa-gora-joanna-bator/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Feb 2009 22:38:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Feministyczne]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[archipelagi]]></category>
		<category><![CDATA[Joanna Bator]]></category>
		<category><![CDATA[PRL]]></category>
		<category><![CDATA[śląsk]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=651</guid>
		<description><![CDATA[Wielbiciele Japonii i „Japońskiego wachlarza” od teraz możecie się oficjalnie poczuć rozczarowania. „Piaskowa góra” nie ma absolutnie nic wspólnego z Krajem Kwitnącej Wiśni, co jednak w żaden sposób nie deprecjonuje tej nietuzinkowej, na wskroś polskiej powieści Joanny Bator, feminizującej kulturoznawczyni &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/02/piaskowa-gora-joanna-bator/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-1082" title="piaskowa góra" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/02/piaskowa-góra.jpg" alt="piaskowa góra" width="180" height="283" /></p>
<p>Wielbiciele Japonii i „Japońskiego wachlarza” od teraz możecie się oficjalnie poczuć rozczarowania. „Piaskowa góra” nie ma absolutnie nic wspólnego z Krajem Kwitnącej Wiśni, co jednak w żaden sposób nie deprecjonuje tej nietuzinkowej, na wskroś polskiej powieści Joanny Bator, feminizującej kulturoznawczyni oraz antropolożki.</p>
<p><em>W tym szaleństwie jest metoda </em>– powiedział Hamlet. <em>W tym bełkocie jest sens</em> – powiedziałam już ja, wasza nieustraszona recenzentka, która z niemałą satysfakcją a i przyjemnością przedarła się przez językowy gąszcz, który zgotowała Joanna Bator. Trud się opłacił, było warto, co odnotowuję z nie małą satysfakcją, choć czuję się zobligowana do  zaznaczenia, że nie jest to literatura ani lekka ani przyjemna, ani tym bardziej taka, którą pochłania się błyskawicznie. Lektura <a href="http://www.wab.com.pl/index.php?id=7&amp;bid=773" target="_blank"><strong>„Piaskowej góry”</strong></a> w swej istocie jest zaprzeczeniem łapczywego pożerania kolejnych zdań. Sam akt czytania przypominał mi raczej mozolne acz chciwe przebijanie się przez rozdziały. Joanna Bator ma własny styl! Pisze w sposób szalenie oryginalny, stylizując swą prozę na chaotyczny potok słów, upstrzony kolokwializmami i zwrotami przynależnymi do języka potocznego. To kolejna powieść mówiona tyle, że tu w wersji totalnej, bo rozpisanej na kilkanaście wewnętrznych głosów.</p>
<p>A gdy już zaakceptuje się pisarską manierę autorki (nawiasem mówiąc jakże odmienną od tej, którą zaprezentowała w „Japońskim wachlarzu”) spokojnie można zabrać się za odgryzanie, kawałek po kawałku, historii Piaskowej góry – wałbrzyskiego osiedla górniczego &#8211; opowiedzianej poprzez pryzmat jednej, prostej i nieszczególnie szczęśliwej, rodziny. Dość naiwnej, żeby nie powiedzieć zabobonnej i przeciętnie inteligentnej ludzkiej menażerii, która więcej ma zgryzot niż radości. Bardzo istotny w powieści Bator jest kontekst historyczny. To literatura z gatunku tych ściśle uwikłanych w konkretne czasy, choć pisarka bardzo niechętnie odwołuje się do historycznych wydarzeń czy dat. Prostą (czy wręcz prostacką) górniczą rodzinę bardziej bowiem interesowały dobra z Enerefu (a już najlepiej zięć stamtąd) i niewolnica Izaura niż jakieś strajki i polityczne przewroty. Fabuła „Piaskowej góry” obejmuje lekko licząc trzy dekady, w tym dwadzieścia lat siermiężnego PRL-u, sportretowanego w powieści aż nazbyt przekonywujący. Wszystko jest tu ordynarne, szare i nędzne: ludzkie charaktery, którym Bator nie szczędzi czułości i sarkastycznych szpil, ich pospolite otoczenie, nawet poniemiecko-górniczy krajobraz. Pisarka jest w tym względzie nonkonformistyczną naturalistką. Nie sentymentalizuje minionego ustroju, ale równie obcy jest jej mentorski ton. „Piaskowa góra” to solidna rodzinna saga z czasów PRL-u, ale również portret PRL-u widzianego oczami nieskomplikowanych, do bólu przeciętnych obywateli. Antybohaterów, którzy nie pchali się na wokandę.</p>
<p>Gorąco polecam (i już cieszę się na zapowiadany ciąg dalszy)</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/02/piaskowa-gora-joanna-bator/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Lala&#8221; Jacek Dehnel</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/01/lala-jacek-dehnel/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/01/lala-jacek-dehnel/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Jan 2009 23:18:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[archipelagi]]></category>
		<category><![CDATA[Jacek Dehnel]]></category>
		<category><![CDATA[Paszport Polityki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=598</guid>
		<description><![CDATA[[Uwaga! To będzie egzaltowany tekst tylko dla czytelników o mocnych nerwach. Nie zabraknie w nim ani kwiecistych epitetów, ani zachwytów, ani niemalże histerycznych wyrazów lubości. Słowem będzie to tekst, który nigdy nie wyszedłby spod ręki zdystansowanego krytyka, ale oddanej wielbicielki &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/01/lala-jacek-dehnel/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>[Uwaga! To będzie egzaltowany tekst tylko dla czytelników o mocnych nerwach. Nie zabraknie w nim ani kwiecistych epitetów, ani zachwytów, ani niemalże histerycznych wyrazów lubości. Słowem będzie to tekst, który nigdy nie wyszedłby spod ręki zdystansowanego krytyka, ale oddanej wielbicielki i owszem]</p>
<p><img class="alignleft size-medium wp-image-599" title="Lala - Jacek Dehnel" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/01/lala-191x300.jpg" alt="Lala - Jacek Dehnel" width="172" height="270" />Wszystkich tych, którzy byli ciekawi czy <a href="http://www.wab.com.pl/index.php?id=7&amp;bid=675" target="_blank"><strong>„Lala”</strong></a> mi się spodoba pragnę poinformować, że owszem – spodobała się i to nawet bardzo, a Jacek Dehnel właśnie ląduje w wąskim gronie mych najbardziej ulubionych pisarzy. Takich, którym ufam bezgranicznie, podziwiam i szanuję, a także programowo czytam wszystko co wyjdzie spod ich pióra. Dehenl jest tu drugim Polakiem, obok nieodżałowanego Ryszarda Kapuścińskiego.</p>
<p>To zabawne, ale gdyby nie <a href="http://lekturki.com/2008/11/balzakiana-jacek-dehnel/" target="_blank">„Balzakiana”</a> (po które sięgnęłam raczej z przekory niż z powodu jakiejś szczególnej miłości do Balzaka czy polskie literatury tym bardziej) nigdy nie przeczytałabym „Lali”. Swego czasu, zdaje się, że tuż po przyznaniu Dehnelowi Paszportu Polityki, nie wypadało jej nie znać, była sezonowym wydawniczym hitem. Lekturą obowiązkową, ale nie dla mnie, bo cóż ciekawego może być w historii czyjejś babci? Nuda i tyle -  sobie pomyślałam i koniec końców „Lali” nie przeczytałam. Teraz, bogatsza o pewne doświadczenie z panem Dehnelem, świadomie, z własnej nieprzymuszonej woli i dla przyjemności sięgnęłam po „Lalę” i powiem Wam moi mili – to jest to :)</p>
<p>Po prawdzie początek wcale tego nie wskazywał. Chaotyczna, przeciekająca między palcami narracja bez ładu i składu plus zastęp pobocznych postaci, w których wzajemnych relacjach pogubiłam się już na samym początku. Nie to jednak ważne, a to, że powieść (a właściwie styl pisarza) w swym toku przechodzi cudowną wręcz metamorfozę. „Wielka narracja” (jak sam nazywa ją Dehnel) ewoluuje, ba, wręcz się przepoczwarza. Nabiera nieznanej dotąd klarowności i spójności, a także ujmującego czaru, bo „Lala” to niesamowicie ciepła opowieść o babci pisarza  – owej tytułowej Lali &#8211; kapryśnej (a na starość wręcz nieznośnej) kresowej ziemiance z zamożnego rodu, ale również opowieść i o samym autorze.</p>
<p>Jacek Dehnel jest tu zatem nie tylko narratorem (czy może raczej moderatorem) opowieści, ale i ukrytym bohaterem, który pod pretekstem literackiego hołdu i pożegnania z ukochaną babcią dokonuje bardzo efektownego „wyjścia z szafy”. W „Lali” bowiem biografia babki przecina się z autobiografią wnuka, który przy okazji wyjaśnia dlaczego jest tym kim jest – rozmiłowanym w staroświecczyźnie, ostentacyjnie eleganckim młodzieńcem z cylindrem i laseczką. Klasycyzująca poza młodego literata nie wzięła się bowiem znikąd. Nie jest pustym gestem, a efektem ubocznym obcowania z otaczającą się nimbem sztuki Lalą, a także czymś, co z pewną dozą śmiałości, można uznać za reinkarnację niedoszłego dziadka pisarza, tłumacza i znawcy literatury francuskiej, Juliana Rogozińskiego.</p>
<p>Lektura „Lali” tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że Dehnel jest pośród polskich literatów postacią nietuzinkową i niezwykle utalentowaną. Olśniewającym swą erudycją i błyskotliwością zjawiskiem. Cudem natury niemalże. Wydaje się niemożliwe, aby zaledwie dwudziestoletni pisarz- debiutant popełnił powieść tak dojrzałą, dowcipną i piękną. A jednak. Cuda się zdarzają. Jestem zachwycona.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5.5 out of 6 stars</p>
<p>Brawo panie Jacku.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/01/lala-jacek-dehnel/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>33</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Balzakiana&#8221; Jacek Dehnel</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/11/balzakiana-jacek-dehnel/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/11/balzakiana-jacek-dehnel/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 17 Nov 2008 21:18:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[archipelagi]]></category>
		<category><![CDATA[Jacek Dehnel]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=529</guid>
		<description><![CDATA[Czytelnicza intuicja (może z maleńkimi wyjątkami)  ostatnio mnie nie zawodzi, a zachwyty nad Sebaldem i „Rebeliantką…” to zaledwie uwertura poprzedzająca entuzjazm (taki przez duże E) towarzyszący lekturze „Balzakian” – przecudnej urody zbioru czterech nowel. Dehnel, ten niepoprawny gaduła słynący ze &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/11/balzakiana-jacek-dehnel/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/11/balzakiana.jpg" rel="lightbox[529]"><img class="alignleft size-full wp-image-516" title="Balzakiana Jacek Dehnel" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/11/balzakiana.jpg" alt="" width="177" height="280" /></a>Czytelnicza intuicja (może z maleńkimi wyjątkami)  ostatnio mnie nie zawodzi, a zachwyty nad <a href="http://lekturki.com/2008/11/wyjechali-wg-sebald/" target="_blank">Sebaldem</a> i <a href="http://lekturki.com/2008/11/rebeliantka-o-zmarznietych-stopach-johanna-nilsson/" target="_blank">„Rebeliantką…”</a> to zaledwie uwertura poprzedzająca entuzjazm (taki przez duże E) towarzyszący lekturze <a href="http://www.wab.com.pl/index.php?id=7&amp;bid=740" target="_blank"><strong>„Balzakian”</strong></a> – przecudnej urody zbioru czterech nowel. Dehnel, ten niepoprawny gaduła słynący ze swego ekscentrycznego upodobania do staromodnego przyodziewku tudzież takiego stylu bycia, zaczarował mnie staroświeckim stylem prowadzenia narracji, eleganckim słownictwem i na wskroś współczesną refleksją. Bądź co bądź od czasu, gdy <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Balzak" target="_blank">Balzak</a> popełnił <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Komedia_ludzka" target="_blank">„Komedię ludzką”</a> (lekko licząc będzie to jakieś 160 lat temu) w ludzkiej mentalności zmieniło się wcale nie tak wiele. Każdy kto myśli, że pęd ku karierze i chęć wzbogacenia się za wszelką cenę to współczesne wynalazki… powinien poczytać Balzaka :)</p>
<p>W odgrzebywaniu zakurzonego klasyka jest coś ryzykowanego i pociągającego zarazem, bo na kilometr pachnie odgrzewaniem mocno leciwego kotleta (co grozi niestrawnością), ale i daje kuszące poletko do popisu erudycją, jeśli klasyczny pomysł odpowiednio się przetworzy. Nie sztuką byłaby prosta transpozycja motywów „Komedii ludzkiej” na polskie realia, sztuką już jest uczynienie z nich punktu wyjścia, na którym buduje się osobną intrygę, czarującą i wysmakowaną w dodatku. Takie są „Balzakiana”. Skądinąd Dehnel jest pisarzem szalenie konsekwentnym, bo skoro całym sobą podkreśla swoje inklinacje ku dziewiętnastowiecznej kulturze trudno, aby bawił się w postnowoczesne gierki z narracją i silił się na oryginalność poprzez stosowanie” bełkotu” (jakże typowego dla współczesnych polskich prozaików z „ambicjami”). Miast tego pisze w sposób elegancki, ale i dosadny oraz (co istotne) potoczyście i przystępnie. Wychodzi od balzakowskich motywów, ubiera je w staromodny sztafaż, ale skupia się na współczesności, nawiasem mówiąc dość kurczowo trzymając się polskich realiów (co za kilka lat może się odrobinę na „Balzakianach” zemścić; osobiście nie przepadam za aż tak silnym osadzaniem opowieści w konkretnych historycznych realiach, bo taka literatura dość szybko się dezaktualizuje), co podkreśla co i rusz wspominając o rozmaitych współczesnych fenomenach (np. najsłynniejszej toruńskiej rozgłośni) bądź wysyłając swe postaci do autentycznych plotkarskich pisemek (subtelnie kpiąc z kultu celebrytów).</p>
<p>Podobieństw do balzakowskiej „Komedii ludzkiej” jest tu z pewnością sporo, nie będę się bawić w ich wychwytywanie, bo jedyne czym mogę się wykazać to ignorancją względem francuskiego prozaika. Nie mniej jednak „Balzakiana” (podobnie jak „Komedia..”) z założenia mają być społecznym freskiem, portretowanego z perspektywy losów naiwnych jednostek, które Dehnel (podobnie jak Balzak) poddaje, dramatycznym w skutkach, konfrontacjom. Balzakiańskim światem rządzą specyficzne reguły. To nie tylko wspomniana chciwość i pogoń za sławą, choć te dwa czynniki pełną w nowelach kluczową rolę, ale również małostkowość, głupota, cynizm i wyrachowanie. Dehnel wystawia dobroduszność swych postaci na próbę, z której wychodzą przegrani. To smutne nowele, ale dzięki językowej swadzie i specyficznemu dowcipowi pisarza, nie odbiera się ich jako literatury ponurej, choć przyznać muszę, że w czasie lektury nie raz wzruszyłam się żałością losu jej bohaterów. Jest tu i historia córki kupca bławatnego, która wżeniła się we wschodzącą gwiazdę malarstwa, ale awans społeczny nie był kluczem do szczęścia. Jest historia nieszczęsnej Tońki, w której rodzeństwo widziało worek pieniędzy, a nie człowieka i, gdy ta zaniemogła przerzucali się biedaczką, jak starym sprzętem, którego wyrzucić szkoda, ale trzymać też nie ma po co. Jest i (moja ulubiona) historia wizerunkowego alter ego Dehnela, potomka podupadłej arystokracji, który żył z edukowania córek nuworyszy. Jest i historia zapomnianej gwiazdy piosenki, którą na siłę postanowiono odgrzać. Piękny zbiorek. Bogactwo charakterów (które ewoluują w toku akcji), rozmach kompozycyjny, ogromna siła wyrazu.</p>
<p>Wdzięk, ogłada i erudycja! Smakowite zestawienie godne dobrze wyedukowanej panienki  i właśnie takiej bardzo współczesnej, choć staromodnej z ducha, literatury. Czuję się zresztą literacko ukontentowana, a „Balzakiana”, póki co, są najpoważniejszym kandydatem do miana książki roku.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 6 out of 6 stars!</p>
<p>I pomyśleć, że w takich bólach i mękach przedzierałam się przez <a href="http://www.biblionetka.pl/ks.asp?id=3535" target="_blank">„Eugenię Grandet”</a>…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/11/balzakiana-jacek-dehnel/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>15</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

