<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; Anglicy</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/tag/anglicy/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Wed, 23 May 2012 14:19:26 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Zamiecione pod dywan</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/10/zabojstwa-w-badgers-drift-caroline-graham/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/10/zabojstwa-w-badgers-drift-caroline-graham/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 17 Oct 2010 12:20:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Kryminalni]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Anglicy]]></category>
		<category><![CDATA[Caroline Graham]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[Midsomer]]></category>
		<category><![CDATA[prowincja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1447</guid>
		<description><![CDATA[W kryminałach Caroline Graham jest coś kojącego. Może to ta estyma z jaką jej bohaterowie podchodzą do, z pozoru tak banalnej czynności, jaką jest picie herbaty? Zupełnie tak jakby filiżanka z parującą zawartością była remedium na dowolną przypadłość ciała lub &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/10/zabojstwa-w-badgers-drift-caroline-graham/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/Zabojstwa-w-Badger-s-Drift_Caroline-Graham.jpg" rel="lightbox[1447]"><img class="size-full wp-image-1448 aligncenter" title="Zabojstwa-w-Badger-s-Drift_Caroline-Graham" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/Zabojstwa-w-Badger-s-Drift_Caroline-Graham.jpg" alt="" width="176" height="280" /></a></p>
<p>W kryminałach <a href="http://lekturki.com/tag/caroline-graham/" target="_blank">Caroline Graham</a> jest coś kojącego. Może to ta estyma z jaką jej bohaterowie podchodzą do, z pozoru tak banalnej czynności, jaką jest picie herbaty? Zupełnie tak jakby filiżanka z parującą zawartością była remedium na dowolną przypadłość ciała lub ducha. Filiżanka herbaty – czy nie brzmi to obiecująco? W tej frazie kryje się jakiś niemalże arkadyjski pierwiastek, zwiastujący przyjemność i beztroskę i w podobnym błogostanie czytałam <strong>„Zabójstwa w Badger’s Drift”</strong>. Może to się wydać nieco zaskakujące, biorąc pod uwagę, że mówimy o kryminale – gatunku, który przynajmniej z założenia powinien podnosić poziom adrenaliny, a nie poczucia błogości. Poza tym w prowincjonalnych morderstwach nie ma nic kojącego, raczej na odwrót – skoro morduje się już nawet bogu-ducha-winne staruszki cywilizacja najwyraźniej chyli się ku upadkowi, herbata nie pomoże i nikt nie powinien czuć się bezpieczny.</p>
<p>„Zabójstwa w Badger’s Drift” to pierwsza powieść Caroline Graham z <a href="http://lekturki.com/tag/midsomer/" target="_blank">cyklu Midsomer</a>. Nie wiem czy najlepsza, nie mnie to oceniać, tym bardziej, że jej kryminały są do siebie dość podobne, ale bez wątpienia to właśnie ta część, spośród dotychczas przeze mnie przeczytanych, ostatecznie przekonała mnie do stylu Graham, a lektura sprawiła mi całą masę przyjemności. Powieść jest nader udaną kompozycją elementów, które w kryminałach szczególnie cenię, podanych w akuratnych proporcjach i zgrabnie ze sobą wymieszanych. Po pierwsze akcja na sennej angielskiej prowincji, co samo w sobie gwarantuje kameralność zbrodni, ale i dodaje śledztwu pikanterii. W Badger’s Drift wszak wszyscy się znają, a pod płaszczykiem przykładnych obywateli wiodą swe grzeszne żywota. Zbrodnia zaburza społeczny ład,  ale i elektryzuje znudzonych mieszkańców, którzy ze strachu przed zdemaskowaniem nabierają wody w usta, a trupa najchętniej zamietli by pod dywan. Po drugie niekonwencjonalne charaktery, oryginalne, ale wiarygodne: zaczynając od ofiary numer jeden – szalenie poukładanej starej panny, która na swe nieszczęście zobaczyła w lesie coś czego widzieć nie powinna, przez mamusię i synusia Rainbird, którzy specjalizowali się w obserwowaniu, ale bynajmniej nie ptaków, a mieszkańców osady, po, na przykład, zapyziałą i przysadzistą córkę miejscowego konowała lub jego szanowną małżonkę – ex prostytutkę. Po trzecie rezonująca para inspektor Barnaby – sierżant Troy, którego obezwładniająca głupota i przekonanie o (domniemanej) własnej doskonałości tyleż intelektualnej co fizycznej w „Zabójstwach w Badger’s Drift” wyjątkowo uroczo jest wygrane. Poza tym do końca nie domyślałam się kto zabił, a to duży plus.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>„Zabójstwa w Badger’s Drift” Caroline Graham, przełożyła Anna Sawicka-Chrapkowicz, GWP, Gdańsk 2005<br />
<a href="http://lekturki.com/tag/midsomer/" target="_blank"><strong>cykl Midosmer</strong></a></p>
<p>[z biblioteki na Królewskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/10/zabojstwa-w-badgers-drift-caroline-graham/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bardziej angielski niż królowa</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/07/lista-pana-rosenbluma-natasha-solomons/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/07/lista-pana-rosenbluma-natasha-solomons/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 19 Jul 2010 16:37:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Anglicy]]></category>
		<category><![CDATA[asymilacja]]></category>
		<category><![CDATA[judaica]]></category>
		<category><![CDATA[Natasha Solomons]]></category>
		<category><![CDATA[prowincja]]></category>
		<category><![CDATA[salamandra]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1343</guid>
		<description><![CDATA[Jak bardzo jestem „do tyłu” z wszystkim niech najlepiej świadczy fakt, że „Listę pana Rosenbluma” wybrałam sobie na lekturę towarzyszącą 20. Festiwalowi Kultury Żydowskiej, a ten skończył się dwa tygodnie temu. Swoją drogą chyba nie można wyobrazić sobie bardziej interesujących &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/07/lista-pana-rosenbluma-natasha-solomons/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/07/Lista-pana-Rosenbluma.jpg" rel="lightbox[1343]"><img class="alignleft size-full wp-image-1344" title="Lista-pana-Rosenbluma" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/07/Lista-pana-Rosenbluma.jpg" alt="" width="183" height="280" /></a>Jak bardzo jestem „do tyłu” z wszystkim niech najlepiej świadczy fakt, że <strong>„Listę pana Rosenbluma”</strong> wybrałam sobie na lekturę towarzyszącą <a href="http://lekturki.com/2010/07/festiwal-kultury-zydowskiej-krakow-2010/" target="_blank">20. Festiwalowi Kultury Żydowskiej</a>, a ten skończył się dwa tygodnie temu. Swoją drogą chyba nie można wyobrazić sobie bardziej interesujących okoliczności czytania, bo debiutancka powieści Natashy Solomons dotyka tematu powojennej asymilacji Żydów. W przewrotny sposób.</p>
<p>Jak zrobić z niemieckiego Żyda angielskiego dżentelmena w wersji hard? Znaczy się bardziej angielskiego niż sama Królowa? W teorii rzecz zdawać by się mogła dość prosta: wystarczy ściśle trzymać się listy. Listy zawierającej bodajże 115 wyznaczników angielskości, poczynając od takich oczywistości jak codzienna lektura Timesa, jaguar w garażu i garnitur od jednego słusznego krawca w szafie czy zakupy w Harrods po subtelności typu, jak te z punktu 108: <em>małżonka angielskiego dżentelmena farbuje włosy fioletową płukanką, ma wypielęgnowane paznokcie i gra w tenisa oraz brydża. </em>Z<em> </em>realizacją akurat tego punktu Jack Rosenblum – nasz neofita &#8211; będzie miał spory problem, bo to on marzył o całkowitej asymilacji, nie zaś jego żona Sadie, która ani na spoufalanie się z, ani tym bardziej na upodabnianie się do Angielek ochoty nie miała, a na aspiracje swego entuzjastycznego małżonka spogląda niczym na mrzonki osoby niespełna rozumu.</p>
<p>Gdy okoliczne kluby golfowe odmawiają przyjęcia w swe szranki Jacka, ten  tylko na chwilę traci rezon. Skoro Mohammed nie może przyjść do góry –  góra przyjdzie do Mohammeda. Porzuca świetnie prosperującą fabrykę  dywanów. Wyprowadza się do Dorset z zamiarem zbudowania własnego pola.  Szybko przekona się, że dobre chęci i zasobny portfel nie zagwarantują  ani przychylności lokalnej społeczności, ani sukcesu w branży  budowlanej.</p>
<p>&#8222;Lista pana Rosenbluma&#8221; skonstruowana jest dość typowym passusie: jedno pragnie czegoś co drugiemu zupełnie nie w smak. Powieść Solomons, od popadnięcia w banał, ratuje czas i miejsce, a nade wszystko konfrontacja wielu punktów widzenia: Jacka, Sadie oraz rdzennych mieszkańców, dla których żydowski przedsiębiorca jest w najlepszym wypadku nieszkodliwym wariatem, w gorszym – żałosnym i śmiesznym desperatem. Ten prosty zabieg  wydobył z „Listy pana Rosenbluma” nowy, głębszy wymiar, a także dodał powieści sporo humoru, dość gorzkiego nawiasem mówiąc.</p>
<p>Zachowawcza Sadie kurczowo trzyma się przeszłości. Definiuje swoje życie w kategoriach przedtem – życie w Niemczech oraz nowe życie w Anglii, które jest potem. Pielęgnuje pamięć o zmarłych przodkach, czuje się wykorzenienia, ale i tak nie ma zamiaru się zmieniać. Jack z kolei żyje teraźniejszością, a dla nowej tożsamości – maski, za którą skryje prawdziwe pochodzenie &#8211;  jest gotów poświęcić wiele, właściwie wszystko.  Nie waha się ani przed zmianą nazwiska, ani przed wgryzieniem się w pęto nie koszernej kiełbasy, przy czym to pierwsze będzie jak postawienie kropki nad i. Od tego momentu nie będzie już odwrotu.</p>
<p>Przyzwoita powieść, nawet bardzo jeśli weźmiemy pod uwagę, że to debiut. Z krzepiącym zakończeniem. W dodatku napisana w szalenie filmowy sposób, toteż nie dziwi informacja, że autorka już pracuje nad scenariuszem. Nie mniej jednak, jak na książkę osadzoną w środowisku Anglików, lektura „Listy pana Rosenbluma” nie wzbudziła we mnie szczególnego entuzjazmu.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>[„Lista pana Rosenbluma” Natasha Solomons, przełożyła Aleksandra Górska, Rebis, Poznań 2010]</p>
<p>Rebis, <a href="http://lekturki.com/2010/05/woda-dla-sloni-sara-gruen/" target="_blank">jak zwykle</a>, nie popisał się okładką. Popatrzcie jaką śliczną okładkę miało <a href="http://natashasolomons.files.wordpress.com/2010/02/rosenblum.jpg" rel="lightbox[1343]" target="_blank">wydanie hiszpańskie</a>, <a href="http://www.jewishbookweek.com/2010/images/MrRosenblum.jpg" rel="lightbox[1343]" target="_blank">angielskiemu</a> zresztą też niczego nie brakuje</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/07/lista-pana-rosenbluma-natasha-solomons/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>20</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>To co lubię</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/06/badyl-na-katowski-wor-alan-bradley/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/06/badyl-na-katowski-wor-alan-bradley/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 30 Jun 2010 14:24:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kanada]]></category>
		<category><![CDATA[Kryminalni]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Alan Bradley]]></category>
		<category><![CDATA[Anglicy]]></category>
		<category><![CDATA[Flawia de Luce]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[prowincja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1325</guid>
		<description><![CDATA[Szkoda mi było czytać. Naprawdę! Oczy same połykały kolejne zdania, ale zapał studziła jakże bolesna świadomość, że na kolejny odcinek przygód Flawii de Luce trzeba będzie czekać rok. R O K! A chciałabym już. Innymi słowy czytając „Badyl na katowski &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/06/badyl-na-katowski-wor-alan-bradley/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/06/badyl-na-katowski-wor.jpg" rel="lightbox[1325]"><img class="alignleft size-full wp-image-1326" title="badyl-na-katowski-wor" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/06/badyl-na-katowski-wor.jpg" alt="" width="200" height="311" /></a>Szkoda mi było czytać. Naprawdę! Oczy same połykały kolejne zdania, ale zapał studziła jakże bolesna świadomość, że na kolejny odcinek przygód <a href="http://lekturki.com/tag/flawia-de-luce/" target="_blank">Flawii de Luce</a> trzeba będzie czekać rok. R O K! A chciałabym już. Innymi słowy czytając „Badyl na katowski wór” przepadłam całkowicie i tylko różne wstrętne przydrożne zbiegi okoliczności sprawiły, że zamiast w jedno popołudnie, jak planowałam, lektura wydłużyła się na niemal tydzień, co z drugiej strony aż takie złe nie było, bo dzięki temu dłużej mogłam pobyć z Flawią w czarującym Bishop Lacey.</p>
<p><strong>„Badyl na katowski wór”</strong> jest równie ciepły, bezpretensjonalny i wciągający (i to w stopniu wręcz nieprzyzwoitym &#8211;&gt; tak wiem, nadmiar przymiotników to mój grzech) jak wydane przed rokiem „Zatrute ciasteczko”. Bradley, Kanadyjczyk z pochodzenia, ponownie zaprasza na senną prowincją z lat 50-tych. Do Anglii, bukolicznej i bajkowej, która de facto istnieje tylko w jego wyobraźni. Anglii, w której nawet germańscy najeźdźcy okazują się czarującymi osobnikami, którzy zamiast spuszczać bomby wolą złożyć hołd siostrom Bronte.</p>
<p>Od rozwiązania zagadki trupa z zagonu ogórków (tego z <a href="http://lekturki.com/2009/08/zatrute-ciasteczko-alan-bradley/" target="_blank">„Zatrutego ciasteczka”</a>) nie minęło wiele czasu, a Flawia znów ma pełne ręce roboty. Inscenizacja własnego pochówku na cmentarzu przy kościele świętego Tankreda to ostatnie wolne chwile jej najbliższych dni. Wciąż tak samo niedoceniania przez ojca i dręczona przez starsze siostry (które najchętniej by otruła i chyba tylko przyzwoitość od tego zamiaru ją odwodzi), jedenastoletnia nader bystra i rezolutna detektywka i chemiczka zmierzy się z dwiema kryminalnymi zagadkami. Pierwsza to tajemnicza śmierci sprzed lat, tym mroczniejsza i bardziej intrygująca, bo tycząca Flawii rówieśnika, który rzekomo powiesił się na starej szubienicy w sercu lasu. Druga zagadka będzie dziać się tu i teraz, właściwi na oczach Flawii i niemalże całej społeczności Bishop Lacy, ale szczegółów nie zdradzę. Przeczytajcie sobie sami.</p>
<p>„Badyl na katowski wór” jest nieco bardziej mroczny, a nawet rzec by można gotycki niż „Zatrute ciasteczko”. Fascynacja trupami i śmiercią nabiera rumieńców i urasta do miana hobby, tak samo ważnego dla Flawii jak chemiczne eksperymenty w, odziedziczonym po przodku, wiktoriańskim laboratorium. W dodatku jest sprytna niczym lisek, przymilna i czarująca na tyle, że potrafi się wkupić w łaski niemal każdego mieszkańca Bishop Lacey i wyciągnąć niby mimochodem interesujące ją informacje. Zresztą bez uroku osobistym Flawii średnio rozgarnięci stróże prawa nie mają zbyt dużych szans na rozwiązanie zagadki.</p>
<p>Wspomnieć jeszcze powinnam o szeregu nader dziwacznych i różnorodnych postaci – poczynając od lekko demonicznej żony kanonika przejawiającej skłonność do widzenia ludzkości jako zbiorowiska istnień zagrożonych wiecznym ogniem piekielnym, przez wciąż rezonującą ciotkę Felicity, na niejakiej Madzi Migotce – występującej tu w charakterze wioskowego głupka – kończąc. Akcja toczy się wartko, <a href="http://lekturki.com/tag/alan-bradley/" target="_blank">Alan Bradley</a> czaruje i bawi, ma niezrównany lekko staroświecki styl. Jego kryminały pełne są zaskakujących zwrotów akcji i wystudiowanych detali, które czynią z nich lekturę wielce zajmującą i przyjemną, a przy tym lekką.</p>
<p>Do prawdy nie mam pojęcia jak wytrzymam do przyszłego roku?</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>[„Badyl na katowski wór” Alan Bradley, przełożył Jędrzej Polak, Vesper, Poznań 2010]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/06/badyl-na-katowski-wor-alan-bradley/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>24</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kabotyni i prowincjusze</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/05/smierc-pustego-czlowieka-caroline-graham/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/05/smierc-pustego-czlowieka-caroline-graham/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 21 May 2010 17:13:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Kryminalni]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Anglicy]]></category>
		<category><![CDATA[Caroline Graham]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[Midsomer]]></category>
		<category><![CDATA[prowincja]]></category>
		<category><![CDATA[teatr]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1289</guid>
		<description><![CDATA[Mój drugi Midsomerek, a trzecia powieść Caroline Graham w ogóle. Przyjemna rzecz. Właśnie przyjemna – nie ekscytująca, zabójczo wciągająca czy taka, którą czyta się z wypiekami na twarzy, nerwowo przerzucając strony.  Graham pisze kryminały do smakowania, a słowa tego używam &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/05/smierc-pustego-czlowieka-caroline-graham/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/05/smiercpustego.jpg" rel="lightbox[1289]"><img class="alignleft size-full wp-image-1290" title="Śmierć pustego człowieka" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/05/smiercpustego.jpg" alt="" width="182" height="284" /></a>Mój drugi <a href="http://lekturki.com/tag/midsomer/" target="_blank">Midsomerek</a>, a trzecia powieść <a href="http://lekturki.com/tag/caroline-graham/" target="_blank">Caroline Graham</a> w ogóle. Przyjemna rzecz. Właśnie przyjemna – nie ekscytująca, zabójczo wciągająca czy taka, którą czyta się z wypiekami na twarzy, nerwowo przerzucając strony.  Graham pisze kryminały do smakowania, a słowa tego używam nie bez powodu, bo jeśli ktoś choć raz miał w ręku któryś z Midosmerków wie, że jedzenie (angielskie, toteż dość dziwne aczkolwiek opisane w zniewalająco apetyczny sposób) pełni w nich niebagatelną rolę.</p>
<p>Pamiętam jak rok temu z rosnącą konsternacją czytałam <a href="http://lekturki.com/2009/06/duch-w-machinie-caroline-graham/" target="_blank">„Ducha w machinie”</a>, minęłam bowiem setną stronę (a polskie wydania czcionkę mają dość mikroskopijną) a morderstwa albo chociaż podejrzenia morderstwa ani widu ani słychu. W <strong>„Śmierci pustego człowieka”</strong> jest nie inaczej. Graham z namaszczeniem przygotowuje czytelnika na meritum, a zuchwała i jakże teatralna zbrodnia dokonuje się w momencie, gdy dobrze pozna się każdą z postaci.</p>
<p>Powieści Graham są nietypowe również dlatego, że brakuje im postaci lidera wokół którego ogniskowała by się akcja. Innymi słowy nie ma tu kogoś na miarę <a href="http://lekturki.com/tag/wallander/" target="_blank">Kurta Wallandera</a> czy <a href="http://lekturki.com/tag/salvo-montalbano/" target="_blank">Salva Montalbana</a> albo chociaż <a href="http://lekturki.com/tag/emma-graham/" target="_blank">Emmy Graham</a>. Śledztwo prowadzą nadinspektor Barnaby i sierżant Troy (rozbrajająco głupawy) &#8211; dość zabawny i zgrany duecik, acz z perspektywy powieści mało istotny. Jak w klasycznym kryminalne – porządkują chaos i przywracają ład i właściwie nic nad to, bo w literackim uniwersum Caroline Graham bezdyskusyjny prym wiodą Ci, którzy u innych pisarzy są tylko tłem dla szarży detektywa.</p>
<p>Trupem, tyle zdradzić mogę, w „Śmierci pustego człowieka” jest jeden z aktorów amatorskiego teatrzyku, a jego przejście w zaświaty uświetni a nawet, rzec by można, uwiarygodni uroczystą premierę „Amadeusza”. Wśród postaci psudo aktorzy z przerostem ego, utalentowany amator (taki Billy Elliot aktorstwa), para gejów wielbiąca dobre jedzenie, megalomański reżyser, skromna i zahukana asystentka świetnie sprawdzająca się w roli popychadła do wszystkiego i kilka innych nie mniej intrygujących postaci. Graham ma rękę do kreowania takich nieszkodliwych wariatów i małomiasteczkowych ekscentryków skrywających swe prawdziwe instynkty pod gębą prawowitych obywateli w zadeptanych kapciach z kubkiem kakao i równo przyciętym trawnikiem. Jej postaci są bardzo różnorodne, a dzięki pogłębionej psychologii również wiarygodne. Dlatego „Śmierć pustego człowieka” dużo lepiej czyta się jako powieść psychologiczną z pysznym portretem angielskiej prowincji w tle, niż kryminał, który jest taki sobie.</p>
<p>Minus za okropną okładkę i wydanie, którego brzydota woła o pomstę do nieba.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p>{„Śmierć pustego człowieka” Caroline Graham, przełożyła Liliana Okupniak, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2006]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/05/smierc-pustego-czlowieka-caroline-graham/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kretyni z UK</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/05/dewiza-woosterow-pg-wodehouse/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/05/dewiza-woosterow-pg-wodehouse/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 12 May 2010 13:53:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Anglicy]]></category>
		<category><![CDATA[Jeeves]]></category>
		<category><![CDATA[P.G. Wodehouse]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1275</guid>
		<description><![CDATA[Tę jedyną, uroczą w swej naiwności i nieszczególnie mądrą książką, o której wspomniałam tutaj była „Dewiza Woosterów” niejakiego Pelhama Grenville’a Wodehouse, bliżej znanego po prostu jako P.G. Wodehouse. Miałam już przyjemność posmakować twórczości tego Pana. Rok temu, w czasie Wielkanocy, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/05/dewiza-woosterow-pg-wodehouse/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/05/wooster.jpg" rel="lightbox[1275]"><img class="alignleft size-full wp-image-1277" title="wooster" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/05/wooster.jpg" alt="" width="193" height="280" /></a>Tę jedyną, uroczą w swej naiwności i nieszczególnie mądrą książką, o której wspomniałam <a href="../../../../../2010/05/lalka-wojciech-koscielniak/">tutaj</a> była <strong>„Dewiza Woosterów” </strong>niejakiego Pelhama Grenville’a Wodehouse, bliżej znanego po prostu jako P.G. Wodehouse.</p>
<p>Miałam już przyjemność posmakować twórczości tego Pana. Rok temu, w czasie Wielkanocy, leczyłam przejedzenie jego <a href="../../../../../2009/04/pelnia-ksiezyca-pg-wodehouse/">„Pełnią księżyca”</a> toteż z grubsza wiedziałam czegóż spodziewać się po „Dewizie…”. Spakowałam ją do walizki zresztą z premedytacją. Co prawda należę do grona tych, co lubią mieć duży wybór i zawsze wiozą przynajmniej trzy książki*, ale zazwyczaj żadnej nie napoczną. Tym razem było inaczej, za co mogę podziękować mojemu szanownemu małżonkowi, który skazał mnie na samotne popołudnie w jednej z Warszawskich galerii handlowych**. Inna pewnie szlajałaby się po butikach, ja okopałam się na flance kawiarni i przeczytałam Wodehouse’a.</p>
<p>Akcja, choć rozgrywa się w środowisku angielskich wyższych sfer, swą niefrasobliwością i przewidywalnością przywodzi na myśl telenowelę. Suspens też nie jest najwyższej próby, toteż lekturze towarzyszy niezmienna konsternacja połączona z pytaniem: jak można być aż takim głąbem? Cóż z tego skoro Wodehouse ma talent do konstruowania karykaturalnych postaci –intelektualnie ograniczonych leni, snobów z imperialistycznymi zapędami wikłających się w coraz bardziej absurdalne towarzyskie tarapaty. Jedyną ostoją mądrości i rozsądku w tym towarzystwie jest powściągliwy kamerdyner Jeeves wciąż ratujący swego, wyposażonego w kurzy móżdżek, pryncypała Bertiego Woostera.</p>
<p>Fabuła „Dewizy Woosterów” jest tak zawiła, że nie sposób jest streścić w kilku zdaniach. Nie próbował nawet wydawca, zamieszczając na odwrocie jedynie zdawkową notkę na temat twórczości Wodehouse’a. W każdym razie przedmiotem dramatu, wokół którego kręci się akcja jest szkaradny srebrny mlecznik w kształcie krówki – obiekt pożądania tudzież poważnych sporów na linii damsko męskiej, co z kolei generuje cały szereg niedorzecznych scenek z udziałem między innymi sklerotycznego sędziego pokoju, hodowcy traszek, głupawego policjanta i przywódcy angielskiej organizacji nazistowskiej, której znakiem rozpoznawczym są czarne szorty. Katastrofy rytmicznie następują jedna po drugiej, a Berti (uchodzący w tym gronie niemalże za Alfę i Omegę oraz supermena w jednym), przy dyskretnym wsparciu Jeevsa, z pogodą ducha stawia czołom kolejnym niebezpieczeństwom aż po szczęśliwy finał.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 3.5 out of 6 stars</p>
<p>[„Dewiza Woosterów”, P.G. Wodehouse, z angielskiego przełożyła Hanna Rowińska, Książka i Wiedza, Warszawa 1984]</p>
<p>*tym razem prócz P.G. Wodehouse woziłam z sobą tomik reportaży Hanny Krall oraz tego nieszczęsnego Camillerego, którego „Złodziei kanapek” usiłuję przeczytać już od dobrych dwóch tygodni z marnym skutkiem.</p>
<p>**w Warszawie też byłam, w sumie po drodze jest z Lublina do Gdyni.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/05/dewiza-woosterow-pg-wodehouse/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gorączka detektywistyczna</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/04/podejrzenia-pana-whichera-kate-summerscale/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/04/podejrzenia-pana-whichera-kate-summerscale/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 29 Apr 2010 17:21:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Kryminalni]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Non fiction]]></category>
		<category><![CDATA[Anglicy]]></category>
		<category><![CDATA[epoka wiktoriańska]]></category>
		<category><![CDATA[Kate Summerscale]]></category>
		<category><![CDATA[prowincja]]></category>
		<category><![CDATA[true crime]]></category>
		<category><![CDATA[XIX wiek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1263</guid>
		<description><![CDATA[Dzień dobry. Nazywam się Zosia, mam lat tyle a tyle i jestem uzależniona od czytania kryminałów. Powiadają, że przyznać się przed sobą do nałogu to połowa sukcesu w drodze do jego wyeliminowania. Sęk w tym, że mi z moim małym &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/04/podejrzenia-pana-whichera-kate-summerscale/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/04/whicher.jpg" rel="lightbox[1263]"><img class="alignleft size-full wp-image-1264" title="whicher" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/04/whicher.jpg" alt="" width="192" height="304" /></a><em>Dzień dobry. Nazywam się Zosia, mam lat tyle a tyle i jestem uzależniona od czytania kryminałów. </em></p>
<p>Powiadają, że przyznać się przed sobą do nałogu to połowa sukcesu w drodze do jego wyeliminowania. Sęk w tym, że mi z moim małym feblikiem jest na tyle dobrze, że odwyku pod uwagę nie biorę. Czytanie powieści detektywistycznych, między nami mówiąc, jest okrutnie przyjemne i absorbujące, a i przykrości umysłowi nie czyni stanowiąc często pasjonującą intelektualną zagadkę czy jak kto woli rozgrywkę. Toteż nadal będę pielęgnować w sobie tą słabość charakteru i oddawać się ulubionemu zajęciu pasjami w każdej sprzyjającej po temu chwili, tym bardziej, że <strong>„Podejrzenia pana Whichera. Morderstwo w domu na Road Hill”</strong> Kate Summerscale przepchnęło moje około kryminalne zainteresowania na nieco inny tor.</p>
<p>Bo i jest to zupełnie inna książka niż znane mi dotychczas kryminał (jakiekolwiek by one nie był). Mieszankę grozy wynikającej ze zetknięcia z okrucieństwem i podekscytowania towarzyszącego rozwiązywaniu zagadki  tym razem pomnożyłabym przez dwa, bo Summerscale dodaje coś czego w literackiej fikcji na próżno szukać – autentyczność zdarzeń, o których opowiada. Zdarzeń, które miały niebagatelny wpływ nie tylko na rozwój kryminalistyki, ale i literatury w ogóle.</p>
<p>Tajemnica morderstwa na Road Hill i śledztwo prowadzone przez inspektora Jonathana Whichera na wiele miesięcy zawładnęło wyobraźnią <a href="http://lekturki.com/tag/epoka-wiktorianska/" target="_blank">Anglików epoki wiktoriańskiej</a>. Wyraźnie ciążyła nad publicznym sumieniem będąc niepokojący wyłomem w doskonale skonwencjonalizowanym kodeksie tamtych czasów. W Road Hill złamano tabu, naruszono świętość angielskiego domostwa, obnażono mroczne sekrety i zepsucie drzemiące w szacownych rodzinach. Okazało się bowiem, że zbrodnia czai się nie tylko w ciemnych zaułkach, ale i za bezpiecznymi murami domu, wśród najbliższych. Rzecz miała miejsce w 1860 roku w wiejskiej posiadłości powszechnie szanownej rodziny Kentów. W nocy z 29 na 30 czerwca brutalnie zamordowano trzyletniego Saville’a. Okaleczone ciało malca znaleziono w wychodku dla służby.</p>
<p>Nieporadność poczynań  lokalnej policji z dzisiejszej perspektywy jeży włos na głowie, ale nawet przy zastosowaniu tak prymitywnych metod śledczy dość szybko zawężają krąg podejrzanych do mieszkańców domu na Road Hill i de facto na tym kończy się ich wkład, a na scenę wkracza Jonathan Whicher, <em>zręczny londyński detektyw, przyzwyczajony do mrocznej atmosfery przestępczego półświatka, </em>doświadczony w rozwiązywaniu podobnych spraw inspektor ze Scotland Yardu. Przy czym określenie „doświadczenie” jest względne, bo ówczesna kryminalistyka raczkowała, brakowało nawet adekwatnego słownictwa, o metodologiach już nie wspominając, toteż śledztwo od początku przypominać będzie stąpanie po kruchym lodzie społecznego poparcia, które kategorycznie domagało się wskazania mordercy, ale i wyrażało moralny sprzeciw wobec wyciąganiu na światło dzienne niestosownych i wstydliwych szczegółów. Orężem Whichera będzie obserwacja i drobiazgowa analiza zachować domowników, kilka nędznych dowodów oraz intuicja, która pozwoli z pozornie nic nie znaczących szczegółów odtworzyć przebieg wypadków tamtej feralnej nocy i wskazać podejrzanego.</p>
<p>Przeczucia nie podparte namacalnymi dowodami nie gwarantują udowodnienia winy. Cóż z tego, że Whicher miał nosa? Niejednoznaczny finał sprawy morderstwa Saville&#8217;a Kenta (które zostanie ostatecznie rozwiązana dopiero wiele lat później) i kontrowersyjne, nie raz przekraczające tabu, metody śledcze niemalże złamią karierę inspektora. Jednym z wątków książki Summerscale będzie erupcja zainteresowania oraz społeczny odbiór pracy detektywa, który w drugiej połowie dziewiętnastego wieku fascynował, wzbudzał entuzjazm i odstręczał zarazem. Śledczy tacy jak Whicher byli bogami masowej wyobraźni, bo z założenia w racjonalny sposób porządkowali chaos, ale i stanowili zagrożenie dla społecznego sumienia, bo ich profesja wymagała podglądania i obnażania tego co dotąd z powodzeniem skrzętnie skrywano. Gorączka detektywistyczna nie ominęła również literatury. Willkie Collins i Charles Dickens zainspirowani postacią Whichera i morderstwem w Road Hill tworzą podwaliny pod nowoczesne kryminały, w których pierwszych skrzypiec nie gra już fantazyjny złoczyńca, a dedukujący intelektualista – detektyw. Niespełna dwadzieścia lat później, w 1888 roku sir Arthur Conan Doyle publikuje pierwszą odsłonę przygód Sherlocka Holmesa – „Studium w szkarłacie”.</p>
<p>Książka Summerscale wymyka się próbom kwalifikacji, bo jest i rzetelnym studium historycznym, świetnym portretem Anglii wiktoriańskiej, ale i oryginalnie skonstruowanym kryminałem z frapującą zagadką, w której rozwiązywanie czytelnik zostaje niecnie i całkowicie wciągnięty. Po uszy.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>[„Podejrzenia pana Whichera. Morderstwo w domu na Road Hill” Kate Summerscale, przełożyła Maria Jaszczurowska, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/04/podejrzenia-pana-whichera-kate-summerscale/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bez zaangażowania. Bez zanurzenia</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/04/poslaniec-l-p-hartley/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/04/poslaniec-l-p-hartley/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Apr 2010 22:03:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Anglicy]]></category>
		<category><![CDATA[belle epoque]]></category>
		<category><![CDATA[dzieciństwo]]></category>
		<category><![CDATA[epoka wiktoriańska]]></category>
		<category><![CDATA[KIK]]></category>
		<category><![CDATA[l.p. hartley]]></category>
		<category><![CDATA[lato]]></category>
		<category><![CDATA[mezalians]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1234</guid>
		<description><![CDATA[Z westchnienie ulgi skończyłam czytać „Posłańca”. Zaskoczyło mnie, że powieść, która posiada wszelkie predyspozycje do miana wzruszającego dramatu psychologicznego spłynęła po mnie, jak po nie przymierzając kaczce. Czy znaczy to, że moja panieńska wrażliwość przeminęła (z wiatrem), czy może ludzki &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/04/poslaniec-l-p-hartley/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/04/poslaniec.jpg" rel="lightbox[1234]"><img class="alignleft size-full wp-image-1235" title="Posłaniec" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/04/poslaniec.jpg" alt="" width="179" height="290" /></a>Z westchnienie ulgi skończyłam czytać <strong>„Posłańca”</strong>. Zaskoczyło mnie, że powieść, która posiada wszelkie predyspozycje do miana wzruszającego dramatu psychologicznego spłynęła po mnie, jak po nie przymierzając kaczce. Czy znaczy to, że moja panieńska wrażliwość przeminęła (z wiatrem), czy może ludzki dramacik z powieści Lesliego Polesa Hartley’a jest tak letni, że przejąć się nim nie podobna?</p>
<p style="text-align: justify;">Oczywiście niecnie sobie kpię. Czynię to jednak nie bez powodu, bo faktycznie fabuła „Posłańca” jest zaskakująco mdła. Jej narrator &#8211; Leo Castels &#8211;  u schyłku życia powraca do wydarzeń, które miały miejsce przed ponad pięćdziesięciu laty, w upalne wakacje roku 1900. Wydarzeń, których wspomnienie wypreparował z swej pamięci i pogrzebał głęboko. Spędzał wówczas wakacje w wiejskiej posiadłości wydzierżawionej przez zamożnych rodziców kolegi ze szkoły. Inteligentny i uprzejmy chłopiec ze skromnej rodziny z trudem odnajduje się pośród oschłych przedstawicieli <em>upper middle class</em>, których nieodmiennie bawiły jego  prowincjonalne maniery i brak obycia. Leo jest uosobieniem niewinności i dziecięcej naiwności, chętnie zatem zgadza się,  gdy urocza córka właścicieli prosi go o wyświadczenie drobnej przysługi – dostarczenie liściku do gospodarstwa położonego nieopodal. W ten sposób niepostrzeżenie zostaje wciągnięty w coś czego zupełnie nie rozumie. Z pozoru niewinna wymiana wiadomości między prostym rolnikiem, a piękną panną z dworu staje się przyczynkiem do dramatu, którego Leo będzie nie mniej ważną postacią. Aż chce się dopowiedzieć, że nieszczęście czai się tuż za rogiem…</p>
<p style="text-align: justify;">„Posłaniec” to powieść o względności. Znamienne, że L.P. Hartley osadził akcję u schyłku epoki wiktoriańskiej i faktycznie wiktoriański dualizm czy może raczej hipokryzja jest tutaj najważniejszym punktem odniesienia. Ta epoka ściskająca niczym gorset. Oplatała ciasną siatką konwenansów, kategorycznie dyktując co wypada, a co absolutnie nie. Wedle jej dictum wypadało zatem być zaręczonym zubożałym z wicehrabią, ale nie wypadało kochać/ romansować z osobą postawioną niżej na drabinie społecznej. W ten niepokojąco dwoisty świat zostaje wciągnięty Leo. Zauroczony Marian – jedyną osobą w Brandham Hall, która okazywała mu zainteresowanie – skłonny był dla niej zrobić wszystko. Fakt, że uczyniła go swoim protegowanym napawał chłopca wyjątkową dumą. W swej dziecięcej dobroduszności nie przypuszczał, że troska dziewczyny nie jest bezinteresowna, że ta kupuje jego względy, aby móc wciągnąć go w moralnie dwuznaczną grę &#8211; zyskać dyskretnego posłańca. Do momentu, gdy czar pryska.</p>
<p style="text-align: justify;">„Posłaniec” jest więc i powieścią o dojrzewaniu, o próbie zrozumienia świata dorosłych – nieprzyzwoitego, pełnego tajemnic, kłamstw i skomplikowanych emocji. Gromadzące się  wokół niego wieloznaczności Leo przyjmuje z narastającą konsternacją. Próbuje  interpretować świat po swojemu, kluczem czyniąc wpojony mu purytański etos epoki wiktoriańskiej. Ów surowy obyczajowy światopogląd zemści się na nim nie mniej niż na dwójce tajemnych kochanków.</p>
<p style="text-align: justify;">Leo, choć grzeczny i dobrze ułożony, nie jest postacią wzbudzającą sympatie, a nawet powiedziałabym, że L.P. Hartley wyposażył go w pewną dozę arogancji i pychy przemieszanej z nieśmiałością, które to czynią z niego narratora dość antypatycznego. Zaskakujące jest, że dorosły Leo wspomina tamte lato w sposób pozbawiony jakiegokolwiek osądu moralnego. Podówczas dużo bardziej niż kwitnąca w cieniu szopy zakazana miłość interesowało go wahania temperatury i zabawy w stogu siana. Lato było upalne, emocje jeszcze gorętsze. Nastrój przywodzi na myśl <a href="http://lekturki.com/2008/02/pokuta-ian-mcewan/" target="_blank">&#8222;Pokutę&#8221; Iana McEwana</a>, a jednak „Posłańca” czyta się na chłodno i z dystansem. Bez zaangażowania. Bez zanurzenia.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p style="text-align: justify;">[„Posłaniec” L.P. Hartley, przełożyła Ryszarda Grzybowska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1992]</p>
<p style="text-align: justify;">pozostałe recenzowane przeze mnie powieści z serii <a href="http://lekturki.com/tag/kik/" target="_blank"><strong>KIK</strong></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/04/poslaniec-l-p-hartley/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Trąbka do słuchania&#8221; Leonora Carrington</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/10/trabka-do-sluchania-leonora-carrington/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/10/trabka-do-sluchania-leonora-carrington/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 31 Oct 2009 15:11:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Feministyczne]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Anglicy]]></category>
		<category><![CDATA[Leonora Carrington]]></category>
		<category><![CDATA[powieść gotycka]]></category>
		<category><![CDATA[surrealizm]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1059</guid>
		<description><![CDATA[„Trąbka do słuchania” to jedyna przetłumaczona na język polski powieść Leonory Carrington, obecnie dziewięćdziesięciodwuletniej ex skandalistki i surrealistki, malarki i feministki przejawiającej skłonności ku mistycyzmowi, przede wszystkim zaś kobiety nietuzinkowej, temperamentnej i obdarzonej niezwykle barwną osobowością tudzież wyobraźnią (a także &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/10/trabka-do-sluchania-leonora-carrington/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>„Tr<img class="alignleft size-full wp-image-1060" title="Trąbka do słuchania" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/10/trabka.jpg" alt="Trąbka do słuchania" width="194" height="280" />ąbka do słuchania”</strong> to jedyna przetłumaczona na język polski powieść Leonory Carrington, obecnie dziewięćdziesięciodwuletniej ex skandalistki i surrealistki, malarki i feministki przejawiającej skłonności ku mistycyzmowi, przede wszystkim zaś kobiety nietuzinkowej, temperamentnej i obdarzonej niezwykle barwną osobowością tudzież wyobraźnią (a także biografią). Swą artystyczną karierę zaczynała od romansu z nie kim innym, jak z guru surrealizmu – <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Max_Ernst" target="_blank">Maxem Ernstem</a>, choć zanim tych dwoje (dwadzieścia siedem lat różnicy nie było żadnym problemem) połączyła szalona miłość, Leonora zdążyła odebrać surowe mieszczańskie wychowanie od swego purytańskiego ojca. Skierowany przeciw niemu ostentacyjny bunt okaże się szalenie inspirującym doświadczeniem, podobnie jak ponure domostwo, w którym spędziła dzieciństwo. Już jako kilkulatka zamierzyła sobie, że zostanie lewitującą świętą, ale dopiero pierwsza londyńska wystawa surrealistów wpłynęła na chęć stania się malarką. Niewiarygodnie bujna wyobraźnia Leonory ułatwiła jej przedarcie się ku kręgowi surrealistów, w towarzystwie których mogła w pełni się rozwinąć. Nie tylko malowała i pisała opowiadania*, ale i zaczęła uprawiać sztukę teatralizacji życia codziennego. Do legendy przeszły jej słynne omlety z obciętych włosów gości, którymi Carringotn następnie tychże gości podejmowała na śniadanie, albo „gubienie” ubrań w czasie balu. Nie bez znaczenia na jej dorobek artystyczny pozostał również obłęd oraz epizod w zamknięcia w zakładzie psychiatrycznym.</p>
<p style="text-align: justify;">„Trąbka do słuchania” jest wykapanym dzieckiem lat sześćdziesiątych. Leonora napisała ją już po przeprowadzce do Meksyku, gdy rozkwitła w pełni jej przyjaźń z malarką Remedios Varo, która była nie tylko jej bratnią duszą podzielającą potrzebę płatania figli oraz zainteresowanie Jungiem i alchemią, ale i pierwowzorem jednej z kluczowych postaci powieści – Carmeli Velasquez. Bohaterką i narratorką „Trąbki do słuchania” jest sędziwa i w dodatku brodata Angielka imieniem Marion – miła i dowcipna starowinka mieszkająca wraz z do bólu konwencjonalną i niesympatyczną rodziną, która traktuje ją jak zbędny balast. Marion słabo (a właściwie w ogóle) nie słyszy, nie rozumiem i nie lubi Meksyku, wolałaby się przenieść do Laponii, a prócz niezrównanej Carmeli jej jedynymi przyjaciółmi są dwa koty (z których sierści ma nadzieję w przyszłości zrobić sobie sweter). Pomimo wysoce niesprzyjających okoliczności, rodzina postanawia pozbyć się staruszki umieszczając ją w najtańszym przytułku w okolicy, Marion nie tylko nie traci dobrego humoru, ale i pogodnego dystansu wobec świata. Na przekór wszystkiemu jedynym jej zmartwieniem jest niemożność napicia się herbaty**. Przytułek okazuje się zresztą placówką nad wyraz ekscentryczną. Niemalże dyktatorskie rządy sprawuje w nim doktor Gambit (wraz z, pracującą w charakterze kucharki, żoną), a pensjonariuszki zamieszkują indywidualne chatki w kształcie muchomora, buta, latarni morskiej, szwajcarskiego szaletu (który po bliższych oględzinach okazał się zegarem z kukułką) oraz urodzinowego tortu (obecnie dość mocno sfatygowanego). Leciwe członkinie wspólnoty niemalże pseudoreligijnej wykazują zresztą zaskakującą żywotność, buntując się przeciwko absurdalnej instytucji. Wszczynając strajk głodowy, który przyniesie im wolność absolutną i przy okazji kilka innych rzeczy…</p>
<p style="text-align: justify;">U Leonory Carrington z powodzeniem przenikają się świat wierzeń mitologicznych i mistycznych fascynacji artystki, baśń z wątkami niemalże żywcem wyjętymi z <a href="http://lekturki.com/tag/powiesc-gotycka/" target="_blank">powieści gotyckiej</a> (motyw frywolnej przeoryszy) oraz „Alicji w Krainie Czarów” (niezwykła inicjacja Marion, ale i te wielokształtne domki pensjonariuszek są moim zdaniem kwintesencją Lewisa Carrolla). Do tego pisarka wzbogaciła swą powieść o szereg znaczeń symbolicznych, które sprawiają, że „Trąbkę do słuchania” można czytać i jako pełną humoru i staroświeckiego uroku feministyczną powieść grozy, i apoteozę wolności i kobiecości bez względu na wiek, i powieść z ducha realizmu magicznego, i pełną odniesień do ezoteryki opowieść o wyzwoleniu świata, a także traktat o wyższości matriarchatu nad zhierarchizowanym i nudnym porządkiem męskiego świata.</p>
<p style="text-align: justify;">Książka niebywale wdzięczna i ciepła, nieco przywodząca na myśl <a href="http://lekturki.com/2008/06/madre-dzieci-angela-carter/" target="_blank">„Mądre dzieci” Angeli Carter</a>. Napisana soczystym dowcipnym językiem (znakomity przekład Maryny Ochab), pełna purnonsensowego humoru, mistycznych fascynacji, ale i gier z klasyką literatury. Słowem mała literacka uczta. „Trąbki do słuchania” się nie czyta. „Trąbkę do słuchania” się pożera.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p style="text-align: justify;">[„Trąbka do słuchania” Leonora Carrington, Państwowy Instytut Wydawniczy”, Warszawa 1998]</p>
<p style="text-align: justify;">*Czy któreś z nich zostało przetłumaczone na język polski?</p>
<p style="text-align: justify;">** <em>Jeśli zaraz nie pójdziemy możemy w ogóle nie dostać herbaty, a to byłoby przykre. Możliwe, że dają tylko herbatę i podwieczorek, a nie kolację, w takim przypadku będę głodna aż do śniadania</em> (s.50)</p>
<p style="text-align: justify;">Jako bonus mój ulubiony obraz Leonory &#8211; <a href="http://docentes.uacj.mx/fgomez/museoglobal/images_2004/L_1/Leonora%20Carrington/Leonora%20Carrington%20Laberinto%201991%20Oleo%20sobre%20tela.jpg" rel="lightbox[1059]" target="_blank">Labirynt 1991</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/10/trabka-do-sluchania-leonora-carrington/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Okruchy dnia&#8221; Kazuo Ishiguro</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/09/okruchy-dnia-kazuo-ishiguro/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/09/okruchy-dnia-kazuo-ishiguro/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 03 Sep 2009 20:09:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Anglicy]]></category>
		<category><![CDATA[BIP]]></category>
		<category><![CDATA[kazuo ishiguro]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=971</guid>
		<description><![CDATA[Zasadzałam się na „Okruchy dnia” Kauzo Ishiguro od bardzo dawna. Zresztą nie musiałam się jakoś specjalnie zasadzać, bo powieść spokojnie spoczywała pośród wielu innych w domu rodzinnym, a ja przy okazji każdej wizyty brałam ją do ręki tylko po to, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/09/okruchy-dnia-kazuo-ishiguro/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-972" title="Okruchy dnia" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/09/kazuo.jpeg" alt="Okruchy dnia" width="170" height="246" />Zasadzałam się na <strong>„Okruchy dnia”</strong> Kauzo Ishiguro od bardzo dawna. Zresztą nie musiałam się jakoś specjalnie zasadzać, bo powieść spokojnie spoczywała pośród wielu innych w domu rodzinnym, a ja przy okazji każdej wizyty brałam ją do ręki tylko po to, aby z powrotem odłożyć na półkę. Najwyraźniej jej czas nadszedł dopiero teraz. Punktem zapalnym był natomiast <a href="http://lekturki.com/2009/08/dom-w-riverton-kate-morton/" target="_blank">„Dom w Riverton”</a>, w którego posłowiu Kate Morton przyznaje się do inspiracji najbardziej znaną i chyba najlepszą powieścią Kazuo Ishiguro. Tak więc w ramach podtrzymywania siebie w miłym klimacie angielskiego międzywojnia w końcu przeczytałam „Okruchy dnia”.</p>
<p>Od razu nadmieniam – <a href="http://www.filmweb.pl/f1234/Okruchy+dnia,1993" target="_blank">ekranizację</a> wyreżyserowaną przez genialnego Jamesa Ivor’ego z koncertowymi rolami Emmy Thomson i Anthony’ego Hopkinsa w bodaj szczytowej formie widziałam po wielekroć. W czasach ogólniaka było to dla mnie jeden z najważniejszych filmów, który zaważył na wyborze takich a nie innych studiów. Zachwyciło mnie subtelne aktorstwo głównej pary. Pod warstwami stłumionych pragnień i jakże angielskiego chłodu kryło się tyle buzujących emocji czy może raczej afektów, bo i powieść Ishiguro i film Ivory’ego jest klasyczna w najlepszym znaczeniu tego słowa.</p>
<p>Pisarstwo <a href="http://lekturki.com/tag/kazuo-ishiguro/" target="_blank">Kazuo Ishiguro</a> podoba mi się coraz bardziej, a najlepsze w angielskim Japończyku jest chyba właśnie to, że każda kolejna książka, po którą sięgam to zaskoczenie. Wydaje mi się, że to jest właśnie to, co odróżnia rzemieślnika od artysty słowa. Rzemieślnicy, tacy jak choćby wymieniona wyżej Kate Morton, piszą wciąż tą samą powieść &#8211; samograja, w której zmieniają się tylko adresy i kolory szlafroków, cytując Nicka Hornby’ego. Co innego artysta, dla którego każda kolejna książka to nie tylko forma wyrażenia swego indywiduum, ale i swoista próba sił. Kto okaże się lepszy: obrana konwencja czy ja?</p>
<p>„Okruchy dnia” to powieść, rzec by można, w każdym calu angielska. Przepełniona dystyngowanym chłodem, wystudiowanymi pozami, niemalże poniżającym oddaniem. Stevens majordomus w nieco już podupadłym Darlington Hall przy okazji podróży do Kornwalii wspomina lata świetności swego miejsca pracy, gdy miast nieokrzesanemu acz szczodremu Amerykanowi  usługiwał sympatyzującemu z faszystami lordowi. Kiedyś zarządzał całym zastępem służby i asystował przy spotkaniach, które miały mieć kluczowe znaczenie dla świata, teraz włada zaledwie garstką podwładnych i codzienne zmaga się z zupełnie niezrozumiałymi dla niego dowcipami swego nowego pana. Gdy pojawia się okazja wyjazdu na krótki urlop Stevens skwapliwie z niej korzysta tym bardziej, że roi sobie nadzieję na powrót do służby w Darlington Hall dawnej gospodyni, panny Kent, z którą niegdyś łączyły go dość zawiłe stosunki. Miłość i nienawiść czy może raczej miłość uwikłana w skomplikowane relacje służbowe, które w mniemaniu surowego pracoholika Stevensa nie dopuszczają żadnych, nazwijmy je, sercowych przypadłości.</p>
<p>Tak angielska to powieść, a jednak japońskie pochodzenie Kazuo Ishiguro i tu daje o sobie znać. Spolegliwość i oddanie Stevensa, człowieka wyzutego z poczucia humoru i choćby krztyny nonszalancji, smętnego sztywniaka czy wręcz robota, który wmówił sobie, że powołano go do istnienia tylko po to, aby był wiernym sługą zamożniejszych od siebie jako żywo przypomina pracoholizm japońskich salarymanów, którzy dla dobra firmy są w stanie zapomnieć o całym bożym świecie, ba nawet sobie, zupełnie tak jak Stevens. Ale spolegliwość i bezdyskusyjne oddanie swemu panu (właścicielowi?) to tylko część prawdy do kamerdynerze z Darlington Hall. Obok wrodzonego dystansu i gorliwego zaangażowania trzecim kluczowym przymiotem, który doskonale go definiuje jest duma. I to właśnie duma z tego, że asystuje się w czymś wielkim, że jest się gotowym na każde skinienie była motorem Stevensa, podporą jego godności, której nie straszne były poniżenia. Ishiguro pyta o kwestię poddaństwa i współodpowiedzialności za czyny moralnie dwuznaczne. Z perspektywy Stevensa nie istotne było czy postępuje słusznie czy niesprawiedliwie, ważne było tylko czy jest wiernym wykonawcą pańskich poleceń. Zasłaniając się życzeniem świętej krowy nie musiał poczuwać się do winy i w ostatecznym rozrachunku nie dostrzegał w swej postawi niczego nagannego.</p>
<p>Literacka śmietanka.  Jeśli ktoś jeszcze nie czytał powinien to szybko nadrobić.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>["Okruchy dnia" Kazuo Ishiguro, Prószyński o S-ka, Warszawa 1997]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/09/okruchy-dnia-kazuo-ishiguro/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>23</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Dom w Riverton&#8221; Kate Morton</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/08/dom-w-riverton-kate-morton/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/08/dom-w-riverton-kate-morton/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 29 Aug 2009 16:54:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antypody]]></category>
		<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Anglicy]]></category>
		<category><![CDATA[Kate Morton]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=963</guid>
		<description><![CDATA[Słynna, chwalona na wszystkich blogach debiutancka powieść australijskiej pisarski Kate Morton już dość długo zalegała na mojej półce i zapewne jeszcze trochę by leżakowała gdyby nie fakt, że kilka tygodni temu ukazała się po polsku jej kolejna powieść – „Zapomniany &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/08/dom-w-riverton-kate-morton/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-964" title="Dom w Riverton" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/08/riverton.jpg" alt="Dom w Riverton" width="142" height="200" />Słynna, chwalona na wszystkich blogach debiutancka powieść australijskiej pisarski Kate Morton już dość długo <a href="../../../../../2008/01/zdobyczne/">zalegała na mojej półce</a> i zapewne jeszcze trochę by leżakowała gdyby nie fakt, że kilka tygodni temu ukazała się po polsku jej kolejna powieść – „Zapomniany ogród”, na którą mam ogromną chęć i już już w myślach szłam do księgarni, gdy dał o sobie znać zdrowy rozsądek, który nakazał mi najpierw osobiście przekonać się co ta Morton warta (nie żebym nie wierzyła w Wasze czytelnicze gusta ;), a dopiero później ewentualnie zaopatrzyć się w jej kolejne dzieło. Jak pomyślałam – tak uczyniłam i w końcu „Dom w Riverton” przeczytałam.</p>
<p>Szczerze przyznać muszę, że z początku (właściwie przez niemal 300 pierwszych stron) zupełnie pojąć nie mogłam na czym polega fenomen tego słynnego debiutu. Morton bywa niekonsekwentna zapowiadając kluczowe dla życie postaci wydarzenia, które wcale nie nadchodzą, nie jest też pisarką specjalnie oryginalną. Inspiracje <a href="http://lekturki.com/2008/01/%E2%80%9Erebeka%E2%80%9D-daphne-du-maurier/" target="_blank">„Rebeką”</a> i <a href="http://lekturki.com/2008/12/zlodziejka-sarah-waters/" target="_blank">„Złodziejką”</a>, odrobinę również twórczością sióstr Bronte, <a href="http://lekturki.com/2008/02/pokuta-ian-mcewan/" target="_blank">„Pokutą”</a> Iana McEwana, a także „Okruchami dnia” <a href="http://lekturki.com/tag/kazuo-ishiguro/" target="_blank">Kazuo Ishiguro</a> oraz  filmem „Gosford Park” Roberta Altmana (do tych dwóch ostatnich Morton oficjalnie się przyznaje) są aż nadto widoczne przy czym dla mnie ani Waters ani de Maurier nie jest wzorem godnym naśladowania. Najbardziej jednak irytowała mnie u Morton niczym nieuzasadniona barokowość w opisach, która tutaj jest czystą sztuką dla sztuki. „Dom w Riverton” jest bowiem powieścią napisaną w denerwującej manierze epatowania detalami, które, o ironio bynajmniej nie pogłębiają psychologicznego rysu postaci tylko niepotrzebnie rozwlekają i bez tego rozwlekłą i w dodatku ginącą w natłoku nic nieznaczących drobiazgów akcję. Zresztą psychologia postaci nie jest mocną stroną australijskiej pisarski, jej bohaterki są mało wiarygodne, bardzo literackie i stereotypowe nakreślone. Pewne epizody z ich życia (na przykład wielokrotnie akcentowany motyw Gry) sprawiają wrażenie zupełnie niedopracowanych furtek, które ostatecznie prowadzą donikąd.</p>
<p>Cóż w takim razie sprawiło, że jednak „Dom w Riverton” doczytałam do końca (a wierzcie mi kilka razy miała wątpliwości nad zasadnością kontynuacji lektury) i mimo wszystko powieść Kate Morton chwalić będę? Wspaniale stworzony klimat, który w tym przypadku będzie wypadkową sugestywnej nieco mrocznej atmosfery starej wiejskiej rezydencji (koniecznie ze skrzydłem wschodnim i zachodnim, wielką biblioteką, zaradną kucharką i dystyngowanym kamerdynerem), umiejętnie podsycanej tajemnicy, ale i świetnego portretu schyłku Anglii edwardiańskiej i rozkwitu Anglii gregoriańskiej, zwłaszcza towarzyszących tym zmianom społecznym przemianom! Stopniowe rozluźnianie gorsetu moralnego rygoryzmu, aż po pełen rozkwit ery charlstone’a i niekoniecznie niewinnej frywolności, której królowa Wiktoria z pewnością by nie pochwaliła (mówiąc krótko &#8211; pewnie właśnie przewraca się w grobie). Rozdźwięk między starym a nowym Morton znakomicie oddała na przykładzie dwóch sióstr z rodu Hartfordów – starsza Hannah wciąż pozostawała zniewolona przez stare, młodsza zaś, ku swej uciesze i nieskrywanemu zniesmaczeniu reszty rodziny, pełnymi garściami korzystała ze zdobytych wolności.</p>
<p>Efektowny acz nieco przydługi debiut. „Dom w Riverton” to de facto tylko czytadło, powieść bez wygórowanych ambicji bazująca na otrzaskanych motywach, a jednak zręcznie napisana  i absorbująca, a i sama lektura nie jest zupełnie jałowym czasu zabijaniem, bo portret Anglii przełomu lat dwudziestych jest pierwsza klasa. Z przyjemnością sięgnę po „Zapomniany ogród”.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>[„Dom w Riverton” Kate Morton, Wydawnictwo Literackie Muza, Warszawa 2007]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/08/dom-w-riverton-kate-morton/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>26</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

