<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; Afryka</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/tag/afryka/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Wed, 23 May 2012 14:19:26 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Każdy jest winny</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/08/wytepic-cale-to-bydlo-sven-lindqvist/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/08/wytepic-cale-to-bydlo-sven-lindqvist/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 27 Aug 2011 19:31:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[Skandynawia]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[kolonializm]]></category>
		<category><![CDATA[literatura szwedzka]]></category>
		<category><![CDATA[rasizm]]></category>
		<category><![CDATA[Sven Lindqvist]]></category>
		<category><![CDATA[terra incognita]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1540</guid>
		<description><![CDATA[Oto rzecz godna najwyższej uwagi. „Wytępić całe to bydło” Svena Lindqvista, to książka &#8211; oskarżenie, która pozbawiła mnie wszelkich złudzeń na temat tego jak okrutny i wyrachowany może być biały człowiek. Lindqvist, pochodzący ze Szwecji niezależny dziennikarz i podróżnik, stawia &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/08/wytepic-cale-to-bydlo-sven-lindqvist/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Oto rzecz godna najwyższej uwagi. „Wytępić całe to bydło” Svena Lindqvista, to książka &#8211; oskarżenie, która pozbawiła mnie wszelkich złudzeń na temat tego jak okrutny i wyrachowany może być biały człowiek.</p>
<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/08/Wytepic-cale-to-bydlo_Sven-Lindqvistimages_big31978-83-7414-673-9.jpg" rel="lightbox[1540]"><img class="size-full wp-image-1541 aligncenter" title="Wytepic-cale-to-bydlo_Sven-Lindqvist,images_big,31,978-83-7414-673-9" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/08/Wytepic-cale-to-bydlo_Sven-Lindqvistimages_big31978-83-7414-673-9.jpg" alt="" width="288" height="410" /></a></p>
<p>Lindqvist, pochodzący ze Szwecji niezależny dziennikarz i podróżnik, stawia w swym reportażu – eseju intrygującą i odważną tezę: nazistowska polityka wobec Żydów nie wzięła się znikąd, rasizm i ludobójstwo nie są wynalazkami XX wieku, a Hitler miału wielu godnych siebie poprzedników. Sęk w tym, że o nich się nie mówi. Lindqvist nie jest reporterem śledczym, nie odkrywa tajemnic. Pisze o rzeczach znanych, choćby z lekcji historii czy „Jądra ciemności” Conrada, przywołując tytuł, na który sam autor chętnie się powołuje i z którego zaczerpną tytuł, bo <em>Exterminate all the Brutus, </em>to słowa padające z ust Kurtza. Lindqvist zbiera w całość ciemne sprawki dotąd celowo przemilczane, albo inaczej – interpretowane w sposób wygodny dla białego człowieka. Bo tak naprawdę to my wszyscy przyzwoliliśmy na to, aby na zbrodniczą politykę kolonialną XIX-wiecznych mocarstw, w imię której na siłę „cywilizowano” (czytaj: mordowano lub poddawano okrucieństwo najróżniejszego sortu) mieszkańców podbijanych ziem, spuścić zasłonę milczenia. Temat nie istnieje, podobnie jak znikały jeden po drugim narody eksterminowane przez białego człowieka z Zachodu.</p>
<p>Co w „Wytępić całe to bydło” w mym odczuciu jest najbardziej zawstydzające i odrażające, to fakt, że do prowadzonego bez mrugnięcia okiem regularnego ludobójstwa, usiłowano dorobić naukową teorię, znaleźć empiryczny dowód na (założoną z góry) intelektualną, fizyczną i kulturową niższość dzikich, których w imię postępu można, a nawet trzeba wyeliminować. Rasizm nie jest wynalazkiem dwudziestego wieku.</p>
<p>Reportaż Lindqvista to gorzka pigułka dla białego człowieka. To oskarżenie wymierzone w  zadowolonego z siebie, sytego i przekonanego o własnej wyższości Europejczyka. Każdy jest winny. Myślę, że lekturę „Wytępić całe to bydło” warto połączyć z „Witajcie w raju”. Jeni Dijelemans (nawiasem mówiąc również Szwedki) demaskuje w nim kulisy przemysłu turystycznego, który poniekąd jest kontynuacją ekspansji kolonialnej sprzed wieków. Współczesny kolonializm może i jest mniej krwawy, ale w istocie niewiele je różni.</p>
<p><em>Ty to już wiesz. Ja również. Nie wiedzy nam brakuje. Brak nam odwagi, by to, co wiemy, zrozumieć i wyciągnąć z tego wnioski. </em>[s. 232]</p>
<p>„Wytępić całe to bydło” Sven Lindqvist, przełożyła Milena Haykowska, W.A.B., Warszawa 2009, s. 243.</p>
<p>Seria <a href="http://lekturki.com/tag/terra-incognita/" target="_blank">terra incognita</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/08/wytepic-cale-to-bydlo-sven-lindqvist/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Afrykańska odyseja&#8221; Klaus Brinkbäumer</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/10/afrykanska-odyseja-klaus-brinkbaumer/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/10/afrykanska-odyseja-klaus-brinkbaumer/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 06 Oct 2009 21:07:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Czarne_reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Klaus Brinkbaumer]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1021</guid>
		<description><![CDATA[„Kochankowie mojej matki” Christophera Hope’a wbrew początkowym oporom, okazało się lekturą na tyle zajmującą, że postanowiłam iść za ciosem i od razu zabrać się za kolejną „afrykańską” książkę. Sęk w tym, że w „Afrykańskiej odysei” Klausa Brinkbaumera penetruje zupełnie inne &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/10/afrykanska-odyseja-klaus-brinkbaumer/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/2009/10/kochankowie-mojej-matki-christopher-hope/" target="_blank"><img class="alignleft size-full wp-image-1022" title="Afrykańska odyseja" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/10/odyseja.JPG" alt="Afrykańska odyseja" width="193" height="300" />„Kochankowie mojej matki” Christophera Hope’a</a> wbrew początkowym oporom, okazało się lekturą na tyle zajmującą, że postanowiłam iść za ciosem i od razu zabrać się za kolejną <a href="http://lekturki.com/tag/afryka/" target="_blank">„afrykańską”</a> książkę.</p>
<p>Sęk w tym, że w <strong>„Afrykańskiej odysei”</strong> Klausa Brinkbaumera penetruje zupełnie inne rejony  Czarnego Lądu, nie tylko w najbardziej literalnym, czyli geograficznym znaczeniu, ale również tematycznie obie książki są zupełnie odmienne (nie wspominając już o tym, że Chistopher Hope to prozaik, a Klaus Brinkbaumer jest reporterem).</p>
<p>Klaus Brinkbaumer wyrusza w podróż po Afryce Północnej. Wraz z Ghańczykiem Johnem Ampaną przemierza  drogę, którą codziennie pokonują tysiące, uciekających przed ubóstwem i upokorzeniami, emigrantów w poszukiwaniu lepszego losu w Europie. Johnowi się udało przedostać do Hiszpanii, bo był wytrwały, sprytny, ale i miał sporo szczęścia, ale jemu podobnych szczęściarzy nie jest wielu. Do Europy bowiem dociera zaledwie mały odsetek spośród tych, którzy opuścili swoje domy i rodziny, ale nawet ten „mały odsetek” równa się dla Europejczyków duży problem.</p>
<p>„Afrykańska odyseja” to reportaż, w którym ścierają się dwie perspektywy – na jednym biegunie Brinkbaumer usadowił Afrykańczyka, dla którego emigracja na północ jest kwestią być czy nie być i to nie tylko jego, ale i całej (często licznej) rodziny. Drugi biegun to uzbrojeni w noktowizory strażnicy europejskiego raju. Z ich perspektywy imigranci są tylko i wyłącznie nieproszonymi gośćmi, których należy szybko odesłać tam skąd przybyli. Odtworzenie trasy emigrantów  przez Saharę jest dla Brinkbaumera przyczynkiem do analizy sytuacji współczesnej Afryki – głodnej, biednej i zacofanej. Interesują go zarówno powody, dla których afrykańscy Odyseusze wyruszają w drogę, ale i również przyczyny niechęci czy wręcz wrogiej polityki imigracyjnej Europy.</p>
<p>Każdy liczy się z tym, że może już nigdy nie zobaczyć swoich bliskich, a jednak chęć ucieczki z Afryki zwycięża. No risk. No fun czy może raczej no money, bo o nic innego, jak o twardą europejską walutę tu toczy się gra. Jest to być może spore uproszczenie, bo pobudki, dla których Afrykanie emigrują są bardzo różne, ale ostatecznie sprowadzają się do czystej ekonomii. Tym bardziej, że Europa rozczarowuje, przy bliższym poznaniu nie jest wcale takim rajem jak go malują, co tylko napędza błędne koło. Afrykańscy imigranci mają problemy z aklimatyzacją w nowych społecznościach, ale wrócić nie mogą. Prosta arytmetyka pokazuje, że to właśnie ich praca utrzymuje tych, którzy zostali, a powrót = pozbawienie rodziny środków do życia.</p>
<p>Cieśnina Gibraltarska &#8211; wrota Europy &#8211; w najwęższym punkcie ma zaledwie 14 kilometrów szerokości, a jednak reportaże Klausa Brinkbaumera pokazują, że te 14 kilometrów to odległość niemalże nie do przeskoczenia, nie tylko przez emigrantów, dla których cieśnina jest najpopularniejszym kanałem przerzutu, ale i dla całej społeczności Afrykańskiej. Owe 14 kilometrów to symbol ekonomicznej, ale i mentalnej przepaści oddzielającej Europę od Czarnego Lądu.</p>
<p>„Afrykańska odyseja” to książka gorzka, ale z pewnością potrzebna i warta uwagi.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p>[„Afrykańska odyseja” Klaus Brinkbäumer, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2009]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/10/afrykanska-odyseja-klaus-brinkbaumer/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Kochankowie mojej matki&#8221; Christopher Hope</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/10/kochankowie-mojej-matki-christopher-hope/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/10/kochankowie-mojej-matki-christopher-hope/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 04 Oct 2009 18:12:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czarny Ląd]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Christopher Hope]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[RPA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1016</guid>
		<description><![CDATA[Ciocia Zosia radzi: pielęgnujcie swojego wewnętrznego lenia &#8211; nigdy nie wiadomo kiedy się przyda. Niewiele brakowało, abym lekturę „Kochanków mojej matki” porzuciła po przeczytaniu jakiś 50 stron. Naszła mnie wówczas dojmująca refleksja, że właściwie Afryka nie jestem kontynentem, który w &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/10/kochankowie-mojej-matki-christopher-hope/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="size-medium wp-image-1017 alignleft" title="hope" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/10/hope-189x300.jpg" alt="hope" width="189" height="300" />Ciocia Zosia radzi: pielęgnujcie swojego wewnętrznego lenia &#8211; nigdy nie wiadomo kiedy się przyda.</p>
<p>Niewiele brakowało, abym lekturę <strong>„Kochanków mojej matki”</strong> porzuciła po przeczytaniu jakiś 50 stron. Naszła mnie wówczas dojmująca refleksja, że właściwie Afryka nie jestem kontynentem, który w jakiś szczególny sposób mnie pociąga. Zuchwale stwierdziłabym wręcz, że kulturowo nie ma w sobie nic, co by mnie ciekawiło. Co innego <a href="http://lekturki.com/category/europa/" target="_blank">Europa</a>, albo <a href="http://lekturki.com/category/literatura-azji/" target="_blank">Azja</a>, ale <a href="http://lekturki.com/tag/afryka/" target="_blank">Afryka</a>? Może niekoniecznie, więc skoro niekoniecznie to po co czas marnotrawić na książkę, jakby nie patrzeć, słusznej objętości? O dziwo żadnego użytku z tych deliberacji z samą sobą nie zrobiłam. Wewnętrzny leń nie pozwolił mi ruszyć się z fotela, pod ręką nie miałam żadnej innej książki, więc czytałam dalej, a z każdą kolejną stroną powieść Christophera Hope’a podobała mi się coraz bardziej, bardziej i jeszcze bardziej.</p>
<p>Matka i jej kochankowie nie zajmują w powieści Południowoafrykańczyka aż tak wiele miejsca, co mógłby zasugerować tytuł i ukryć się nie da, że na dobre to książce wyszło. Pod pretensjonalnym tytułem ukrywa się napisana z werwą wielowymiarowa powieść z psychologicznym zacięciem, ale i głęboką analizą społecznych oraz obyczajowych przemian doby apartheidu i post-apartheidu. Ale „Kochankowie mojej matki” to również całkiem spory kawałek historii południowej Afryki podany w gładkiej acz zapadającej w pamięć formie. Na takim tle skomplikowane relacje matki i syna, temat przewodni powieści Christophera Hope’a, zdają się być tylko dodatkiem do całej reszty.</p>
<p>Najbardziej literalnym sposobem odczytania „Kochanków mojej matki” jest interpretacja poprzez postkolonializm, z którego poniekąd wyrasta sam pisarz – Afrykaner, potomek białych osadników, który po latach próbuje zmierzyć się z wątpliwym dziedzictwem swym przodków.  Dla Kathleen, matki głównego bohatera, białoskórej afrykańskiej awanturnicy, która ponad wszystko ceniła wolność i niezależność, świat nie miał granic czy może inaczej &#8211; nie istniały żadne granice: ani geograficzne, ani obyczajowe, a szacunkiem obdarzała każdego kto na to zasługiwał bez względu na pochodzenie i kolor skóry – zupełnie na odwrót niż zakładał apartheid.</p>
<p>Paradoksalnie ekscentryczna pilotka, przyjaciółka Pigmejów i Karen Blixen, która prócz tego, że znała 5 języków, jeździła konno, polowała na słonie i dziergała na drutach, <em>potrafiła też trochę boksować: przetrwała trzy rundy z Hemingwayem w jakiejś sali w Mombasie, choć – jak później powiedziała – „był wtedy nieźle zalany”</em> [s. 13], okazywała więcej atencji każdej przypadkowo napotkanej osobie niż własnemu synowi, który z resztą z trudem znosił jej towarzystwo. Po latach (i dwóch nieudanych małżeństwach, których przykry finał zawdzięczał matce) Alexander wyrusza w świat na własną rękę. Do Johannesburga powraca dopiero na wiadomość o chorobie matki, ale miasto (i kraj), który zastanie nie będzie już tym samym miejscem, w którym dorastał. Z <em>Joburga</em> podzielonego przez apartheid przemienił się w <em>Joburg </em>kulturowo wykorzeniony i dziesiątkowany przez AIDS, <em>Joburg </em>trwający w permanentnym stanie wojny, ale już nie między białymi i czarnymi, a między bogaczami i biedotą. Miasto, w którym dawni wojownicy o wolność wyparli się swych aspiracji i z radością stali się członkami establishmentu, a zastraszeni biali zamknęli się w osiedlach – fortecach.</p>
<p>„Kochankowie mojej matki” to powieść utrzymana w konwencji obyczajowo – przygodowej, z wartko toczącą się akcją i, co odnotowuję z prawdziwym ukontentowaniem, całkiem niezłym dowcipem, nie mniej jednak humor Hope’a przyprawiony jest sporą ilością goryczy. Wbrew pozorom nie jest to powieść o sentymentach za „starymi dobrymi czasami” kolonialnymi, kiedy to białe było na górze, a czarne na dnie. Christopher Hope postarał się o uniwersalne przesłanie, czyniąc ze swego dzieła pochwałę szacunku i tolerancji, ale i krytyczną próbę dekonstrukcji południowoafrykańskiej tożsamości. Duży plus za przewrotne zakończenie.</p>
<p>„Kochanków…” czytało mi się wyśmienicie i jestem niezmiernie wdzięczna memu wewnętrznemu leniowi, że nie pozwolił mi udać się na poszukiwania innej lekturki.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>[„Kochankowie mojej matki” Christopher Hope, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/10/kochankowie-mojej-matki-christopher-hope/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>“Przewodnik po królestwie ptaków Afryki Wschodniej” Nicholas Drayson</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/08/%e2%80%9cprzewodnik-po-krolestwie-ptakow-afryki-wschodniej%e2%80%9d-nicholas-drayson/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/08/%e2%80%9cprzewodnik-po-krolestwie-ptakow-afryki-wschodniej%e2%80%9d-nicholas-drayson/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 14 Aug 2009 07:15:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antypody]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Nicholas Drayson]]></category>
		<category><![CDATA[zakład]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=944</guid>
		<description><![CDATA[Czy istnieją ładne książki? Kilka godzin spędzonych w towarzystwie “Przewodnika po królestwie ptaków Afryki Wschodniej” Nicholasa Draysona przekonało mnie, że i owszem. Zresztą „Przewodnik…” to nie tylko ładna powieść (cokolwiek miałoby by to dla Was oznaczać), ale i książka sympatyczna, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/08/%e2%80%9cprzewodnik-po-krolestwie-ptakow-afryki-wschodniej%e2%80%9d-nicholas-drayson/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-945" title="Przewodnik po królestwie ptaków Afryki Wschodniej" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/08/przewodnik.jpg" alt="Przewodnik po królestwie ptaków Afryki Wschodniej" width="178" height="252" />Czy istnieją ładne książki? Kilka godzin spędzonych w towarzystwie <strong>“Przewodnika po królestwie ptaków Afryki Wschodniej”</strong> Nicholasa Draysona przekonało mnie, że i owszem.</p>
<p>Zresztą „Przewodnik…” to nie tylko ładna powieść (cokolwiek miałoby by to dla Was oznaczać), ale i książka sympatyczna, a także przyjemna i gładka w lekturze, choć początek zupełnie tego nie wskazywał. Drayson napisał tyleż dziwną co specyficznie staroświecką i po prostu fajną. Rzecz rozgrywa się w środowisku induskich emigrantów w Kenii (a autor jest angielskim Australijczykiem, żeby było jeszcze bardziej kosmopolitycznie i zabawnie), konkretnie w grupie wielbicieli obserwacji ptactwa, która w każdy wtorkowy poranek uczestniczą w ornitologicznym spacerze. Jednym z jego bywalców jest wdowiec z pożyczką (na głowie), pan Malik, zamknięty w sobie człowiek szlachetnego serca i nienagannego morale, który po cichu podkochuje się w Rosie – przewodniczce tychże ornitologicznych przechadzek. Gdy w końcu zbiera się na odwagę, aby zaprosić swą miłość na doroczny bal Myśliwego na scenę wkracza jeszcze jeden kandydat do względów Rosy i co gorsze jest nim dawny kolega Malika, kolega, któremu bliżej do prześladowcy niż przyjaciela. Aby oszczędzić damie trudu podejmowania decyzji panowie postanawiają rozwiązać swój spór w pojedynku, ale nie na szable ani pistolety, a na ilość zaobserwowanych ptaków, co samo w sobie jest konceptem cudnym, ale nie pogoń za ptactwem w powieści Draysona jest najlepsza. Jeszcze ciekawsza jest przemiana jaka zachodzi w panu Maliku w czasie trwania pojedynku. Dokonuje się w nim bowiem swoiste przewartościowanie, po latach przeżytych na oślep doznaje niemalże olśnienia i w końcu pojmuje co jest tak naprawdę ważne.</p>
<p>Zupełnie sympatyczne zaskoczenie. Cieszę się, że nie rzuciłam „Przewodnika…” po kilku stronach, bo początki zapowiadały powieść chaotyczną i banalną. Tym czasem książka Nicholasa Draysona okazał się przyjemną i zajmującą lekturą. Z jednej strony stricte współczesną, z drugiej czarująco staroświecką, a jedyne czego żałuję to, to że nie czytałam z atlasem ptaków pod ręką.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p>[“Przewodnik po królestwie ptaków Afryki Wschodniej” Nicholas Drayson, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2009]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/08/%e2%80%9cprzewodnik-po-krolestwie-ptakow-afryki-wschodniej%e2%80%9d-nicholas-drayson/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Jak tata przemierzał Afrykę” Ota Pavel</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/07/jak-tata-przemierzal-afryke-ota-pavel/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/07/jak-tata-przemierzal-afryke-ota-pavel/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 30 Jul 2009 22:15:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Czechy]]></category>
		<category><![CDATA[Ota Pavel]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=930</guid>
		<description><![CDATA[Niech nie zmyli Was tytuł. „Jak taka przemierzał Afrykę” jednego z najciekawszych czeskich prozaików dwudziestego wieku to nie literacki portret czarnego lądu a zbiór opowiadań bardzo, rzec by można, czeskich i to w najlepszym znaczeniu tego słowa. Nie wiem czy &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/07/jak-tata-przemierzal-afryke-ota-pavel/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-1087" title="Jak-tata-przemierzal-Afryke_Ota-Pavel" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/07/Jak-tata-przemierzal-Afryke_Ota-Pavel.jpg" alt="Jak-tata-przemierzal-Afryke_Ota-Pavel" width="174" height="280" />Niech nie zmyli Was tytuł. <strong>„Jak taka przemierzał Afrykę”</strong> jednego z najciekawszych czeskich prozaików dwudziestego wieku to nie literacki portret czarnego lądu a zbiór opowiadań bardzo, rzec by można, czeskich i to w najlepszym znaczeniu tego słowa.</p>
<p>Nie wiem czy istnieje druga osoba, która potrafiłaby pisać o swojej chorobie psychicznej w sposób tak ujmujący i wzruszający, z pogodnym dystansem i bez zbędnego rozczulania się nad sobą a tym bardziej czynienia ze swych problemów punktu centralnego twórczości, która była de facto częścią terapii. Miast tego Ota Pavel subtelnie akcentuje swe problemy z psyche dzięki czemu jego piękna proza nabiera zupełnie innego, głębszego wymiaru.  Pavel pisał w sposób jedyny w swym rodzaju, niepowtarzalny, nastrojowy, piękny o rzeczach na wskroś banalnych i codziennych. Na dobrą sprawę wszystkie jego króciutkie opowiadanka zawarte w tym tomiku dotykają jednego z trzech tematów: łowienia ryb, sportu lub ojca, który nawiasem mówiąc był postacią wyjątkowo barwną: ex zawadiaką, zbiegłym żołnierzem Legii Cudzoziemskiej, niedoszłym aktorem niemieckiego kina, komiwojażerem, komunistą, a potem wrogiem jedynej słusznej ideologii i przede wszystkim niezwykłym człowiekiem, który sam sobie był panem. Tata Popper (bo tak brzmi prawdziwe nazwisko Pavla) nie jest jednak jedynym bohaterem zbioru. Drugim są góry, których pisarz okazał się wspaniałym piewcą i zagorzałym apologetą. Z całego zbiorku przebija wielka pogoda ducha i umiłowanie prostych przyjemności. Nawet jeśli za nic ma się łowienie ryb tudzież górskie wędrówki w czasie lektury „Jak tata przemierzał Afrykę” i tak udzieli się klimat wielkiej przygody, nieuchronne wrażenie obcowanie z czymś niezwykłym, wyrzuconym poza nawias szarej codzienności.</p>
<p>Opowiadania Oty Pavla to perełki. Ciepłe, proste i wzruszające. Polecam zwłaszcza zbiór „Śmierć pięknych saren”, który pozostaje bezdyskusyjnym arcydziełem, ale i pośmiertnemu „Jak tata przemierzał Afrykę” niczego nie brakuje.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>A to  fragment „Śmierci pięknych saren”<em>: </em><em>Dostałem pomieszania zmysłów na zimowej olimpiadzie w Innsbrucku. Mózg mi się zaćmił, jak gdyby spłynęła mgła z Alp. Zobaczyłem pewnego pana jako diabła w całej okazałości, miał rogi, kopyta, sierść i wiekowe spróchniałe zęby. Potem poszedłem w góry nad Innsbruckiem, żeby podpalić zabudowania wiejskie. Byłem przekonany, że taka wielka jasność rozproszy mgłę. Wyprowadziłem już krowy i ogiery ze stajni, żeby nie spłonęły, kiedy dopadła mnie austriacka policja. Założyli mi kajdanki i poprowadzili w dolinę. Wymyślałem im, zdarłem z nóg buty i szedłem po śniegu boso jako Chrystus, którego prowadzą na krzyż. </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/07/jak-tata-przemierzal-afryke-ota-pavel/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Kielonek” Alain Mabanckou</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/11/kielonek-alain-mabanckou/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/11/kielonek-alain-mabanckou/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 02 Nov 2008 17:39:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czarny Ląd]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Alain Mabanckou]]></category>
		<category><![CDATA[Kongo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=504</guid>
		<description><![CDATA[Czegoś takiego jeszcze nie czytałam! „Kielonek” kongijski pisarz Alaina Mabanckou to powieść, która zachwyca świeżością, buńczucznością i żywiołową narracji, a przy okazji jest niezwykłym dowodem ogromnej erudycji autora, który bawi się rozmaitymi literackimi odniesieniami. To powieść przezabawna i mądra. Myślę, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/11/kielonek-alain-mabanckou/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/11/kielonek.jpg" rel="lightbox[504]"><img class="alignleft size-full wp-image-505" title="Kielonek" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/11/kielonek.jpg" alt="" width="135" height="220" /></a>Czegoś takiego jeszcze nie czytałam! <a href="http://www.karakter.pl/archives/1" target="_blank"><strong>„Kielonek”</strong></a> kongijski pisarz <a href="http://www.alainmabanckou.net/" target="_blank">Alaina Mabanckou</a> to powieść, która zachwyca świeżością, buńczucznością i żywiołową narracji, a przy okazji jest niezwykłym dowodem ogromnej erudycji autora, który bawi się rozmaitymi literackimi odniesieniami.</p>
<p>To powieść przezabawna i mądra. Myślę, że jedna z najciekawszych jakie miałam okazję przeczytać w tym roku. Komediodramat z udziałem bywalców wyszynku o wdzięcznej nazwie „Śmierć kredytom”, którego dzieje w specjalnym kajeciku spisuje tytułowy Kielonek, były nauczyciel obecnie stały gość spelunki i pożeracz wyścigowych kurczaków. Nie jest on zresztą jedynym ekscentrykiem, bo Mabanckou zaludnił powieść całą galerią dziwolągów wszelakiej maści. Ludzi wykorzystanych, oszukanych i przegranych. Degeneratów, wioskowych głupków, pijaków i temu podobnych dziwów. Ludzi z marginesu z całym bogactwem ich wykolejonych żywotów. Te specyficzne ludyczne igrzyska jako żywo przypominają mi rozmaitych ekscentryków z wczesnych filmów Federico Felliniego, a już zwłaszcza mój ukochany <a href="http://www.filmweb.pl/f30824/Amarcord,1973" target="_blank">„Amarcord”</a> – film, w którym to co cielesne i śmieszne sytuowało się w kontrze do mrożącej krew żyłach powagi (czyli powoluteńku kiełkującego faszyzmu). W „Kielonku” jest też sporo z „Gargantui i Pantagruela” Franciszka Rabelais, ale na tym nie kończą się literackie aluzje, jako że powieść Mabanckou jest cała upstrzona mnóstwem takich smaczków, a których odkrywanie tylko potęguje przyjemność płynącą z tej niezwykłej lektury. Bo w „Kielonku” jest i coś z Houllebecqa (obśmiałam się, jak norka, bo tytułem jego najbardziej znanej powieści Mabanckou zwykł określać pewną część męskiego ciała ;) i Marqueza i Prousta i Geneta i Llosy i Zoli i wielu, wielu innych.</p>
<p>Jednak niezwykłość tej powieści nie kończy się na dowcipnym opisie bandy sympatycznych wykolejeńców (odrobinę podobnych do tych z „Tortilla Flat” Johna Steinbecka) i literackich gierkach. Paradoksalnie to o czym teraz napiszę mogłoby być największą wadą „Kielonka”, a jest dokładnie odwrotnie. Mowa o braku kropek. I dużych liter na początku akapitów (bo o osobnych zdaniach nie ma mowy). Taki z Mabanckou łobuziak, a że jest on utalentowanym oratorem, wiedział, jak nadać powieści odpowiedni rytm. Co to oznacza w praktyce? Że „Kielonka” czyta się dosłownie jednym tchem, bo skoro nie ma kropek nie ma się na czym zatrzymać, nie ma chwili na oddech, przerwę, od pierwszych słów wciąga głęboko, bawi i rozśmiesza, rozśmiesza i bawi, zaskakuje, a czasem nawet zasmuca i co ciekawe – ani na chwilę w tym najdłuższym zdaniu świata, swoją drogą pełnym dygresji, nie gubi się wątku, ani rytmu, bo rytm sprawia, że się czyta, czyta i czyta, a słowo umykają, niepostrzeżenie doprowadzając do końca, a wtedy nachodzi czytelnika bolesna refleksja, bo jak to możliwe, że już koniec, że nie ma, że co, że jak? Mówię (piszę?) wam – rytm to jest to. Tłumacza powieści, Jacka Giszczaka powinno się żywcem ozłocić i wystawić w gablotce z napisem – oto wybitny translator, który nie pogubił się w językowych zawiłościach i, mówiąc krótko, dał radę (a łatwo z pewnością nie było). I niecierpliwie czekam, aż jakiś teatr pokusi się o sceniczną adaptację „Kielonka”, bo jest to gotowy materiał na świetny monodram.</p>
<p>Rewelacja! Pyszna zabawa z literaturą. Powieść, po którą mam zamiar sięgnąć jeszcze nie raz i Wam również gorąco ją polecam.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 6 out of 6 stars</p>
<p>A jako bonus próbka swawolnej narracji Alaina Mabanckou:<br />
<em>poznałem Drukarza, jak poznaje się większość nowych osób w tym barze, zjawiają się nie wiadomo skąd i oto stają przede mną ze łzami w oczach, przemawiają drżącym głosem, a ten typ, mam na myśli Drukarza, chciał ze mną rozmawiać od pierwszego dnia, w którym postawił platfusy w barze „Śmierć kredytom”, naprawdę miał chęć rozmawiać, rozmawiać ze mną, z nikim innym, i krzyczał „chce z tobą pogadać, chcę z tobą pogadać, to ciebie zwą Kielonek, co, chcę z tobą porozmawiać, mam ci wiele do powiedzenia, pozwolisz, że się dosiądę i zamówię flaszkę”</em> (…)</p>
<p>Obszerniejszy fragment można przeczytać <a href="http://www.karakter.pl/files/kielonekfragment.pdf" target="_blank"><strong>tutaj</strong></a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/11/kielonek-alain-mabanckou/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>18</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Comedia infantil&#8221; Henning Mankell</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/08/comedia-infantil-henning-mankell/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/08/comedia-infantil-henning-mankell/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 31 Aug 2008 20:47:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Skandynawia]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Henning Mankell]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=431</guid>
		<description><![CDATA[Mankell to nie tylko kryminały z Wallanderem w roli głównej. Mankell to również utwory sceniczne, książki dla dzieci (&#8222;Pies, który biegł ku gwieździe&#8221; ukaże się 9 października nakładem wydawnictwa W.A.B.) oraz powieści obyczajowe, takie jak na przykład &#8222;Comedia infatil&#8221; opisująca &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/08/comedia-infantil-henning-mankell/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft alignnone size-medium wp-image-394" title="Comedia infantil" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/07/comedia.jpg" alt="" width="179" height="280" />Mankell to nie tylko kryminały z Wallanderem w roli głównej. Mankell to również utwory sceniczne, książki dla dzieci (&#8222;<a href="http://www.mankell.elkander.pl/comediainfantil.php" target="_blank">Pies, który biegł ku gwieździe</a>&#8221; ukaże się 9 października nakładem wydawnictwa W.A.B.) oraz powieści obyczajowe, takie jak na przykład &#8222;Comedia infatil&#8221; opisująca dole i niedole (kładąc zdecydowanie nacisk na to drugie) dzieci mieszkających na ulicach stolicy Mozambiku.</p>
<p>Jaki jest Mankell niekryminalny? W mym odczuciu nazbyt ckliwy. &#8222;Comedia infantil&#8221; po prawdzie jest książką udaną, czyta się ją znakomicie. Potrząsa czytelnikiem, pod wieloma względami przywodzi na myśl piękne <a href="http://lekturki.com/2007/11/moje-drzewko-pomaranczowe-jose-mauro-de-vasconcelos/" target="_blank">&#8222;Moje drzewko pomarańczowe&#8221;</a> J.M. de Vasconcelos &#8211; obie książki są bowiem o krzywdzonych dzieciach. Tyle, że u Mankella w środku coś zgrzyta. Na czym polega ów zgrzyt dokładniej wyjaśniam <strong><a href="http://mankell.elkander.pl/comediainfantil.php" target="_blank"><strong>TUTAJ</strong></a></strong>, w recenzji dla <a href="http://mankell.elkander.pl/index.php" target="_blank">polskiej strony Henninga Mankella</a>.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 3.5 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/08/comedia-infantil-henning-mankell/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Biała lwica&#8221; Henning Mankell</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/05/biala-lwica-henning-mankell/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/05/biala-lwica-henning-mankell/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 08 May 2008 11:46:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kryminalni]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Skandynawia]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Henning Mankell]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[mroczna]]></category>
		<category><![CDATA[powieść szpiegowska]]></category>
		<category><![CDATA[Szwecja]]></category>
		<category><![CDATA[Wallander]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=225</guid>
		<description><![CDATA[W porównaniu z genialnym &#8222;O krok&#8221;, kolejny Mankella, po którego sięgnęłam wypadła dość blado i mało przekonywująco. &#8222;Biała lwica&#8221; (bo o niej mowa) to taki typ powieści z rysą. Jej największą wadą jest zbyt mała ilość Wallandera w Wallanderze (brzmi &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/05/biala-lwica-henning-mankell/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/05/209.jpg" rel="lightbox[225]"><img class="alignleft alignnone size-medium wp-image-226" title="Biała lwica Henninga Mankella" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/05/209-188x300.jpg" alt="" width="180" height="268" /></a>W porównaniu z <a href="http://lekturki.com/2008/04/o-krok-henning-mankell/" target="_blank">genialnym &#8222;O krok&#8221;</a>, kolejny Mankella, po którego sięgnęłam  wypadła dość blado i mało przekonywująco. <strong><a href="http://www.wab.com.pl/index.php?id=7&amp;bid=209" target="_blank">&#8222;Biała lwica&#8221;</a> </strong>(bo o niej mowa) to taki typ powieści z rysą. Jej największą wadą jest zbyt mała ilość Wallandera w Wallanderze (brzmi pokrętnie). Mój ulubiony pan komisarz jest bowiem w &#8222;Białej lwicy&#8221; zaledwie jedną z osób (międzynarodowego) dramatu.<br />
Mankell, pomieszkujący od lat w Mozambiku, tym razem daje upust swym afrykańskim zainteresowaniom łącząc (świetny) wątek śledztwa kryminalnego w Szwecji z (średnio udanym) motywem południowoafrykańskiego apartheidu. Akcja ksiązki rozgrywa się zatem w dwóch miejscach na raz i o ile rozdziały z udziałem Wallandera czytało mi się znakomicie, o tyle gdy intryga przenosiła się do Afryki zaczynałam odczuwać znużenie przemieszane z irytacją. Właściwie to czuję się trochę oszukana. Miał być kryminał z malowniczą Skanią w tle, a dostałam powieść szpiegowską z międzykontynentalnym rozmachem. Nie przepadam za tego typu literaturą stąd moje obruszenie.<br />
Nie mniej jednak Wallander to Wallander: w &#8222;Białej lwicy&#8221; ma stany przedzawałowe, zmartwienia z ojcem, ale za to bardzo dobry kontakt z córką. Poza tym znowu zdemolowano mu mieszkanie, które chyba jest najczęściej plądrowanym lokalem w Ystad. Biedny. Mankell tak skonstruował postać komisarza, że naprawdę trudno go nie polubić ze wszystkimi jego słabostkami i wadami. To taki typ wnikliwego detektywa zamkniętego w ciele poczciwiny z sąsiedztwa. I właśnie za to bardzo cenię pisarstwo <a href="http://www.henningmankell.com/index.shtml" target="_blank">pana Henninga</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/05/biala-lwica-henning-mankell/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Ulica Rzeczna” Meja Mwangi</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/04/%e2%80%9eulica-rzeczna%e2%80%9d-meja-mwangi/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/04/%e2%80%9eulica-rzeczna%e2%80%9d-meja-mwangi/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 Apr 2008 15:04:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czarny Ląd]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Kenia]]></category>
		<category><![CDATA[Meja Mwangi]]></category>
		<category><![CDATA[pauperyzacja]]></category>
		<category><![CDATA[ubóstwo]]></category>
		<category><![CDATA[Wyzwania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=184</guid>
		<description><![CDATA[Miejsce Akcji: Nairobi, Kenia, Afryka. Ujęcie pierwsze: Plac budowy (o ironio) Ministerstwa Rozwoju. Niemiłosierny upał. Wokół uwijają się robotnicy. Biedni, obdarci, głodni. Wszędzie unosi się pył. Od zapachu kurzu aż kręci się w nosie. Jest tak gorąco, że na samą &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/04/%e2%80%9eulica-rzeczna%e2%80%9d-meja-mwangi/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/03/ulica.jpg" rel="lightbox[184]"><img class="alignleft alignnone size-full wp-image-168" title="ulica" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/03/ulica.jpg" alt="" width="180" height="275" /></a><span style="font-family: Georgia;"> Miejsce Akcji: Nairobi, Kenia, Afryka.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: Georgia;">Ujęcie pierwsze: Plac budowy (o ironio) Ministerstwa Rozwoju. Niemiłosierny upał. Wokół <span> </span>uwijają się robotnicy. Biedni, obdarci, głodni. Wszędzie unosi się pył. Od zapachu kurzu aż kręci się w nosie. Jest tak gorąco, że na samą myśl o tym wysycha w ustach. Byle do gongu kończącego tę mordęgę, byle do wieczora<br />
Ujęcie drugie: speluna. Ani mniej, ani więcej. Po prostu mordowania z wyszynkiem i dziwkami. Ci sami umęczeni robotnicy po zmierzchu przepijają swe nędzne wypłaty na kolejne piwa i szybkie numerki z, nachalnymi niczym wygłodniałe kocice, młodziutkimi prostytutkami, które aby przeżyć – muszą kupczyć swym ciałem.<br />
Ujęcie trzecie: Kamienica czynszowa. A właściwie kondominium zapuszczonych pokoi ze wspólną toaletą i umywalnią. Nocne libacje, rozboje, płaczące dzieci, smród, fekalia, ubóstwo, karaluchy. I pośród tego nagromadzenia nieszczęść wszelakiej maści mieszka/żyje/pracuje Ben – główny bohater. </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: Georgia;">Nie jest ani szczególnie sympatyczny, ani inteligentny, ani szlachetny. Podobnie jak inni mieszkańcy ulicy Rzecznej, żyje dla wieczornego (byleby nie ciepłego!) piwa i pospiesznego chędożenia w zatęchłym kącie. Kiedyś nie było tak beznadziejnie. Być może nie różowo, ale było lepiej, jednak przez zbieg różnych niefortunnych życiowych przypadków, wszystko się Benowi posypało. Miał narzeczoną, miał perspektywy lepszej pracy, miał być ślub &#8211; został sam z jej nieślubnym synem na utrzymaniu. </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: Georgia;">W powieści Meji Mwangiego najbardziej dokuczliwy jest brak możliwości. Skazani na swój marny żywot mieszkańcy najbiedniejszych dzielnic Nairobi, bez perspektyw, żyją od pierwszego do pierwszego. Mwangi jest naturalistą, a w swym nonkonformistycznym zacięciu portrecisty nie oszczędza nikogo. Zwłaszcza nieszczęsnych kobiet, z założenia złych, kłamliwych i przekupnych. Bez ogródek epatuje brzydotą, brudem i beznadzieją życia marginesów społecznych. <span> </span>A czyni to w sposób nad wyraz plastyczny. Jesteśmy tam razem z postaciami. Czujemy te same przyprawiające o mdłości zapachy, jeździmy tymi samymi przepełnionymi autobusami, słyszymy sąsiadów, a co wieczór obserwujemy ludzkie upodlenie, które wzrasta proporcjonalnie szybko do promili przybywających w krwiobiegu. „Ulica Rzeczna” jest symbolem biedoty, która odziera ludzi z godności. Upodlone postacie z pokorą godzą się na swój nędzny los determinowany przez okrutne prawa ekonomii i… własną fizjologię. </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: Georgia;">Dojmująca proza, którą, pomimo kondensacji zła i brudu, czyta się znakomicie. </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/04/%e2%80%9eulica-rzeczna%e2%80%9d-meja-mwangi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

