Pamiętam, że „W pogoni za dalekim głosem” podobało mi się, pozostawiło po sobie wrażenie udanie spędzonego wieczoru, ale zupełnie nie pamiętam z jakiego powodu, co suma summarum zapewne nie jest najlepszą rekomendacją. Paradoks z pisarstwem Taichiego Yamady wynika z efemeryczności tworzonej przez niego literatury. Przy czym jest to ulotność dwuznaczna. Yamada chętnie posiłkuje się poetykę snu i grozy. Tkankę jego maleńkich powieści tworzą nieuchwytne wrażenia i niepokojące nastroje. Czyta się to to szybko, ale i równie szybko zapomina treść i, co gorsze, przesłanie. Śmiem przypuszczać, że podobny los jak „W …
»»Po pierwsze pragnę poinformować, że moja jakość życia podniosła się mniej więcej o jakieś 50% w chwili, gdy dorobiłam się własnego maleńkiego biureczka, które (po drugie) będzie tłem do niniejszej sesji książek, które (po trzecie) wzbogaciły mój księgozbiór czy też (po czwarte) udatnie wydłużą listę do przeczytania.
Od góry:
“Idę w tango” Joanny Fabickiej
“Małżeństwo po szwedzku” Krystyna Ylva Johansson
“Udręki pewnej kasjerki” Anna Sam, o których pisałam tutaj
“Zagłada” Akira Yoshimura
“Hipnoza” Hanna Krall
“Almanach piękności” Bogny Wernichowskiej oraz Macieja Kozłowskiego
“Urodziny Fanny” Elizabeth von Arnim
“Duch. Nauka na tropie życia pozagrobowego” Mary Roach – ma świetną okładkę …
Zabawny paradoks rodzi się z zestawienia czytanych przeze mnie zaledwie przed kilkoma dniami „Rzeczy” Georgesa Pereca z „Udrękami pewnej kasjerki” Anny Sam. Obie książki sytuują się bowiem niejako po przeciwnych stronach pokoleniowej barykady. Bohaterowie Pereca z lat sześćdziesiątych chcą mieć, ale nie chcą robić, bo praca w pewnym sensie duchowo ich hańbi, pożera czas i nie pozwala realizować tego na co mają ochotę. Inaczej rzeczy mają się autorką „Udręk pewnej kasjerki” – książki właściwie autobiograficznej, która pracować musi, aby zapewnić sobie byt, a w czasach tak zwanego kryzysu, brzydko mówiąc, …
»»Zamiast patetycznej wzniosłości i pięknomowy będzie brzydko i dosadnie, bo i brzydki i dosadny jest “Betonowy ogród”. Pieprzone ciary, nie ciarki, a właśnie ciary. Dwa słowa, a jakże znamienne dla mego odbioru debiutanckiej powieści Iana McEwana – pisarza, którego cenię wielce za nieco sentymentalną acz szalenie klimatyczną „Pokutę” oraz wyśmienite „Na plaży Chesil” i nie cenię zupełnie za irytujące „Przetrzymać tę miłość” oraz „Sobotę”, o której nigdy tu nie miałam okazji wspomnieć, bo i pisać za bardzo nie było o czym, jako że po jakiś 15 pierwszych stronach odechciało mi …
»»Kontynuując mój mały rekonesans w łonie literatury francuskiej, po rozrywkowej „Małej handlarce prozą”, sięgnęłam po powieść zgoła odmienną, z ducha i ciała rzec by można. Wątłe ciałko „Rzeczy” nijak się bowiem ma do potężnej siły oddziaływania. Ta mini powieść, literacki debiut Georges Pereca, później znanego przede wszystkim jako autora kultowego tomiska pod znamiennym tytułem „Życie. Instrukcja obsługi”, powstała przed 45 laty, a jednak wciąż zaskakują świeżością formy i aktualnym przesłaniem. Wnikliwie obserwacje oraz płynące z nich wnioski Pereca nie zestarzały się bowiem ani o jotę, a gdyby nie dopisek w …
»»