<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Wed, 23 May 2012 14:19:26 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Zawsze bowiem należy upraszczać</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 Oct 2011 13:34:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[Franz Kafka]]></category>
		<category><![CDATA[Georges Perec]]></category>
		<category><![CDATA[literatura francuska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1547</guid>
		<description><![CDATA[Georges Perec, zupełnie niespodziewanie, zirytował mnie w stopniu ponadprzeciętnym. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że to dziełko o objętości mikroskopijnej*, tak mikroskopijnej, że nazwanie go lekturą na jeden wieczór to grubsza przesada, bo to raczej czytanka na wieczoru ćwierć, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Georges Perec, zupełnie niespodziewanie, zirytował mnie w stopniu ponadprzeciętnym. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że to dziełko o objętości mikroskopijnej*, tak mikroskopijnej, że nazwanie go <em>lekturą na jeden wieczór</em> to grubsza przesada, bo to raczej czytanka na wieczoru ćwierć, albo i mniej, przysporzy mi tyle czytelniczego znoju, że będę czytała to w kawałkach, a między kolejnymi kawałkami zmuszona będę robić sobie kilkudniowe przerwy. Bo inaczej się nie dało. „O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika działu w celu upomnienia się o podwyżkę”, ten pozbawiony kropek szaleńczy potok słów, to nie książka na moje słaby nerwy.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="alignnone" title="O sztuce oraz sposobach" src="http://merlin.pl/O-sztuce-oraz-sposobach-usidlenia-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke_George,images_big,25,978-83-7414-928-0.jpg" alt="" width="255" height="410" /></p>
<p>Wbrew tytułowi notki, który pozwoliłam sobie zerżnąć z samego Pereca, w „O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika …” absolutnie nic nie jest proste. To koszmar, który narasta piramidalnie. Mamy oto bowiem szeregowego pracownika firmy-molocha z bliżej nieokreślonej branży. I ten skromny szeregowy pracownik chce poprosić o podwyżkę. Słowo „chce” jest tu kluczowe, bo od chęci do realizacji daleka, kręta i nieprzyzwoicie wyboista droga. Nieodzowny będzie spryt, cierpliwość i myślenie strategiczne. Na początek wypadałoby chociaż zastać kierownika w biurze, a to bynajmniej proste nie jest, tym bardziej, że taki kierownik w niemal każdej chwili może zatruć się nieświeżym jajkiem, zadławić ością lub zapaść na chorobę zakaźną typu odra, a w najgorszym wypadku wszystko to na raz. I broń boże nie próbuj usidlić kierownika w piątek. Piątek to generalnie fatalny dzień do załatwiania tego typu spraw.</p>
<p>Dzieło Pereca przywiodło mi na myśl „Zamek” Franza Kafki. W ogóle dużo tu z ducha Kafki, poczynając chociażby od, do szczętu zdehumanizowanego, przedsiębiorstwa, które <em>ci płaci za to, byś odwiedzał jego rozmaite działy, składające się na całość lub część jednego z najpotężniejszych przedsiębiorstw w jednym z najważniejszych sektorów naszego najbardziej narodowego przemysłu. </em> Obie książki w istocie opowiadają o  obsesyjnej próbie dotarcie do celu (u Kafki jest zamek, u Pereca podwyżka). Tyle, że ten cel w niepokojący sposób coraz bardziej się oddala. W  „O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika …” ów proces, ta pogoń za króliczkiem, przybiera monstrualne wręcz rozmiary, staje się orgią kombinatoryki i rachunku prawdopodobieństwa, co zresztą po części pokazuje schemat organizacyjny, którego fragment pozwalam sobie Wam zaprezentować.</p>
<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/10/schemat.perec.jpg" rel="lightbox[1547]"><img class="alignnone size-full wp-image-1548" title="schemat.perec" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/10/schemat.perec.jpg" alt="" width="570" height="472" /></a></p>
<p>A! Jest jeszcze jedna, dość zasadnicza, różnica między Kafką, a Perecem. Kafka był <em>sieriozny</em> do bólu. Perec – na szczęście nie.</p>
<p>„O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika działu w celu upomnienia się o podwyżkę”, Georges Perec, przełożył Wawrzyniec Brzozowski, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2011, s. 94.</p>
<p>*75 stron, w tym obrazki, reszta to posłowie</p>
<p>więcej książek z serii <a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank">don Kichot i Sancho Pansa<br />
</a>więcej <a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank">Georgesa Pereca</a></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tylko dla wielbicieli</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/09/roze-i-kapryfolium-paul-leicester-ford/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/09/roze-i-kapryfolium-paul-leicester-ford/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 16 Sep 2011 18:33:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Stareńkie]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[dawno_temu]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[Paul Leicester Ford]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1544</guid>
		<description><![CDATA[Ramota &#8211; niezaprzeczalnie, ale taka, że palce lizać, co równa się masie zupełnie niespodziewanej uciechy. Bodaj ostatni raz tak dobrze się bawiłam czytając „Italczyka” Ann Radcliffe. „Róże i kapryfolium” niejakiego Paula Leicestera Forda to przykład książki, która zestarzała się dokumentnie, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/09/roze-i-kapryfolium-paul-leicester-ford/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ramota &#8211; niezaprzeczalnie, ale taka, że palce lizać, co równa się masie zupełnie niespodziewanej uciechy. Bodaj ostatni raz tak dobrze się bawiłam czytając <a href="http://lekturki.com/2007/12/italczyk-ann-radcliffe/" target="_blank">„Italczyka” Ann Radcliffe</a>.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="alignnone" title="Róże i kapryfolium" src="http://www.swiatksiazki.pl/wcsstore/SwiatKsiazki/images/okladki/d7816.jpg" alt="" width="165" height="260" /></p>
<p>„Róże i kapryfolium” niejakiego Paula Leicestera Forda to przykład książki, która zestarzała się dokumentnie, ale ten fakt (paradoksalnie) czynią ją tym bardziej atrakcyjną dla współczesnego czytelnika. Mamy oto bowiem epicki fresk z czasów wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych, romans historyczny rzec by można, z nadobną i płochą panienką Janice w roli głównej. Panienką tak piękną, że wszyscy bez względu na poglądy, stan czy wyznanie wielbią ją i chcą posiąść (oczywiście jako żonę! Żadnych bezeceństw moi drodzy). Janice ma i rodziców – matkę dewotkę, która swą jedynaczkę najchętniej wydałaby za owdowiałego pastora z licznym przychówkiem i aroganckiego ojca, zwanego dalej Dziedzicem, wyjątkowo krnąbrną, konserwatywną i upartą kreaturę. Panienka wiedzie nudne prowincjonalne życie, a jej jedyną rozrywką zdaje się być gra na szpinecie (cokolwiek to jest) i ukradkowe czytanie powieści przygodowych. Do czasu, gdy we włościach Dziedzica pojawia się nowy pracownik kontraktowy, sprowadzony prosto z Anglii, zabójczo przystojny i bardzo tajemniczy Karol, który nie tylko zawróci w głowie niewinnej panience, ale i nie raz i nie dwa uratuje ją z opałów rozmaitego sortu. Bo Karol, jak wkrótce się okaże, bynajmniej nie jest prostaczkiem, za którego chce uchodzić, a w Ameryce, w przededniu walk niepodległościowych, będzie miał okazję nie raz zabłysnąć.</p>
<p>„Róże i kapryfolium” są okropne i znakomite zarazem. Fabuła jest okrutnie naciągana, nie wspominając już o tym, że kiczowata do cna, toteż, jak mniemam, dzieło zdzierżą i w pełni docenią tylko wielbiciele gatunku. Powieści nie sposób czytać na serio, bo powaga grozi tu co najmniej absmakiem, w najgorszym razie ostrym zatruciem. Poza tym, a trzeba to koniecznie dodać, to literatura na wskroś amerykańska, o czym P.L. Ford nie pozwala zapomnieć ani przez chwilę. Jest patetyczna i nie mniej patriotyczna, ale nie nudna. Nagłych zwrotów akcji jest tu co niemiara, rywalizacja o rękę Janice trwa do niemalże ostatniej strony, jest i czarny charakter i wojna, ale miłość i tak wszystko zwycięży.</p>
<p>Amen.</p>
<p>„Róże i kapryfolium” Paul Leicester Ford, przełożyła Janina Sujkowska, Świat Książki, Warszawa 2011, s. 580.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/09/roze-i-kapryfolium-paul-leicester-ford/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Każdy jest winny</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/08/wytepic-cale-to-bydlo-sven-lindqvist/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/08/wytepic-cale-to-bydlo-sven-lindqvist/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 27 Aug 2011 19:31:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[Skandynawia]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[kolonializm]]></category>
		<category><![CDATA[literatura szwedzka]]></category>
		<category><![CDATA[rasizm]]></category>
		<category><![CDATA[Sven Lindqvist]]></category>
		<category><![CDATA[terra incognita]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1540</guid>
		<description><![CDATA[Oto rzecz godna najwyższej uwagi. „Wytępić całe to bydło” Svena Lindqvista, to książka &#8211; oskarżenie, która pozbawiła mnie wszelkich złudzeń na temat tego jak okrutny i wyrachowany może być biały człowiek. Lindqvist, pochodzący ze Szwecji niezależny dziennikarz i podróżnik, stawia &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/08/wytepic-cale-to-bydlo-sven-lindqvist/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Oto rzecz godna najwyższej uwagi. „Wytępić całe to bydło” Svena Lindqvista, to książka &#8211; oskarżenie, która pozbawiła mnie wszelkich złudzeń na temat tego jak okrutny i wyrachowany może być biały człowiek.</p>
<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/08/Wytepic-cale-to-bydlo_Sven-Lindqvistimages_big31978-83-7414-673-9.jpg" rel="lightbox[1540]"><img class="size-full wp-image-1541 aligncenter" title="Wytepic-cale-to-bydlo_Sven-Lindqvist,images_big,31,978-83-7414-673-9" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/08/Wytepic-cale-to-bydlo_Sven-Lindqvistimages_big31978-83-7414-673-9.jpg" alt="" width="288" height="410" /></a></p>
<p>Lindqvist, pochodzący ze Szwecji niezależny dziennikarz i podróżnik, stawia w swym reportażu – eseju intrygującą i odważną tezę: nazistowska polityka wobec Żydów nie wzięła się znikąd, rasizm i ludobójstwo nie są wynalazkami XX wieku, a Hitler miału wielu godnych siebie poprzedników. Sęk w tym, że o nich się nie mówi. Lindqvist nie jest reporterem śledczym, nie odkrywa tajemnic. Pisze o rzeczach znanych, choćby z lekcji historii czy „Jądra ciemności” Conrada, przywołując tytuł, na który sam autor chętnie się powołuje i z którego zaczerpną tytuł, bo <em>Exterminate all the Brutus, </em>to słowa padające z ust Kurtza. Lindqvist zbiera w całość ciemne sprawki dotąd celowo przemilczane, albo inaczej – interpretowane w sposób wygodny dla białego człowieka. Bo tak naprawdę to my wszyscy przyzwoliliśmy na to, aby na zbrodniczą politykę kolonialną XIX-wiecznych mocarstw, w imię której na siłę „cywilizowano” (czytaj: mordowano lub poddawano okrucieństwo najróżniejszego sortu) mieszkańców podbijanych ziem, spuścić zasłonę milczenia. Temat nie istnieje, podobnie jak znikały jeden po drugim narody eksterminowane przez białego człowieka z Zachodu.</p>
<p>Co w „Wytępić całe to bydło” w mym odczuciu jest najbardziej zawstydzające i odrażające, to fakt, że do prowadzonego bez mrugnięcia okiem regularnego ludobójstwa, usiłowano dorobić naukową teorię, znaleźć empiryczny dowód na (założoną z góry) intelektualną, fizyczną i kulturową niższość dzikich, których w imię postępu można, a nawet trzeba wyeliminować. Rasizm nie jest wynalazkiem dwudziestego wieku.</p>
<p>Reportaż Lindqvista to gorzka pigułka dla białego człowieka. To oskarżenie wymierzone w  zadowolonego z siebie, sytego i przekonanego o własnej wyższości Europejczyka. Każdy jest winny. Myślę, że lekturę „Wytępić całe to bydło” warto połączyć z „Witajcie w raju”. Jeni Dijelemans (nawiasem mówiąc również Szwedki) demaskuje w nim kulisy przemysłu turystycznego, który poniekąd jest kontynuacją ekspansji kolonialnej sprzed wieków. Współczesny kolonializm może i jest mniej krwawy, ale w istocie niewiele je różni.</p>
<p><em>Ty to już wiesz. Ja również. Nie wiedzy nam brakuje. Brak nam odwagi, by to, co wiemy, zrozumieć i wyciągnąć z tego wnioski. </em>[s. 232]</p>
<p>„Wytępić całe to bydło” Sven Lindqvist, przełożyła Milena Haykowska, W.A.B., Warszawa 2009, s. 243.</p>
<p>Seria <a href="http://lekturki.com/tag/terra-incognita/" target="_blank">terra incognita</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/08/wytepic-cale-to-bydlo-sven-lindqvist/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Być może rozczarowanie roku</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/07/uciekinierka-alice-munro/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/07/uciekinierka-alice-munro/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 27 Jul 2011 09:18:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kanada]]></category>
		<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Alice Munro]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta]]></category>
		<category><![CDATA[samotność]]></category>
		<category><![CDATA[seria własny pokój]]></category>
		<category><![CDATA[ucieczka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1537</guid>
		<description><![CDATA[Przemęczyłam, wymęczyłam, skończyłam. „Uciekinierka” za mną. I to już chyba oficjalne – książka Alice Munro jest pierwsza w kolejce do miana rozczarowania roku. Dla ścisłości &#8211; rankingu literackich rozczarowań nie prowadzę, raczej staram się szybko o nich zapominać. Nie jest &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/07/uciekinierka-alice-munro/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przemęczyłam, wymęczyłam, skończyłam. „Uciekinierka” za mną. I to już chyba oficjalne – książka Alice Munro jest pierwsza w kolejce do miana rozczarowania roku.</p>
<p><img class="aligncenter" title="Uciekinierka" src="http://merlin.pl/Uciekinierka_Alice-Munro,images_big,23,978-83-608-5072-5.jpg" alt="" width="288" height="410" />Dla ścisłości &#8211; rankingu literackich rozczarowań nie prowadzę, raczej staram się szybko o nich zapominać. Nie jest to zresztą specjalnie kłopotliwe, bo należę do tych, którzy pamięć mają dobrą lecz krótką. Tyczy to się (stety-niestety) i książek, tych kiepskich również. Czy nazwę „Uciekinierkę” kiepską? Chyba jednak nie, ale przeciętną i owszem. A mój zawód wobec zbioru (nagrodzonego międzynarodowym Bookerem 2009) jest tym większy, bo i wiele sobie po opowiadaniach Munro obiecywałam. I jak to zwykle bywa z wygórowanymi oczekiwaniami  &#8211; na tychże oczekiwaniach się skończyło, a apetyt na opowiadania mocne, intrygujące i kunsztownie podane, takie, które pozostawią mnie z rozdziawioną gębą (dosłownie i w przenośni) nie został zaspokojony.</p>
<p>„Uciekinierka” to osiem opowiadań i pięć bohaterek w różnych momentach życia. Motywem przewodnim zbioru, co nie trudno odgadnąć, jest ucieczka. Sęk w tym, a w tym miejscu znów odnieść się muszę do mej kiepskiej pamięci, tuż po zakończeniu czytania nie jestem w stanie przypomnieć sobie niemalże żadnej historii ze zbioru. Z ośmiu tekstów dwa wywarły na mnie pewne wrażenie, zostały we mnie i zadały temat do przemyślenia. Bohaterką jednego z nich jest Robin, zamknięta w sobie marzycielka, postrzegana przez innych trochę jako dziwaczka, również ze względu na swe głębokie upodobanie do sztuk Szekspira. W czasie jednej z wypraw do Stradfordu na spektakl poznała Daniela. Mężczyzna szarmancko pomógł jej w niedoli, nakarmił, odprowadził na dworzec. Mieli spotkać się za rok, ale do spotkania nie dochodzi, z powodu który Robin pozna wiele lat później. To krótkie opowiadanie, na pierwszy rzut oka nieco łzawe i kiczowate, w gruncie rzeczy jest pięknym miniaturowym dramatem niespełnienia i samotności, rzeczą o niedopowiedzeniach, słowach, których boimy się wypowiedzieć i przypadku, który czasem decyduje o wszystkim. Żałuję, że pozostałe teksty nie są w podobnym tonie. To suche jak wióry opowiastki o małych życiowych dramatach. Ucieczkach fizycznych i duchowych. Planowanych i realizowanych, unurzanych w nudnej codzienności. Wewnętrznego napięcia, ba jakiegokolwiek napięcia, właściwie brak.</p>
<p>Lubię, gdy opowiadania zaskakują, tak, że aż dreszczyk przechodzi po plecach. Teksty Munro mnie nie zaskoczyły, albo inaczej, zaskoczyły mnie swą  nijakością.</p>
<p>„Uciekinierka” Alice Munro, przełożyła Alicja Skarbińska-Zielińska, Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2009, s. 392.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/07/uciekinierka-alice-munro/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Matki, które nienawidzą dzieci</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/07/na-ratunek-sophie-hannah/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/07/na-ratunek-sophie-hannah/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 14 Jul 2011 09:45:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Kryminalni]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[macierzyństwo]]></category>
		<category><![CDATA[matka]]></category>
		<category><![CDATA[Sophie Hannah]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1533</guid>
		<description><![CDATA[Własne dzieci – koniecznie trzeba dodać. Sophie Hannah jako kryminało- czy thrilleropisarka wciąż nie do końca mnie przekonuje, ALE ciekawość na równi z przekorą ciągnie mnie ku jej książkom*. „Na ratunek” okazało się wyjątkowo sprytnie wykoncypowanym i niekonwencjonalnie uformowanym czytadłem &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/07/na-ratunek-sophie-hannah/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Własne dzieci – koniecznie trzeba dodać.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/07/Na-ratunek_Sophie-Hannah.jpg" rel="lightbox[1533]"><img class="size-medium wp-image-1534 aligncenter" title="Na-ratunek_Sophie-Hannah" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/07/Na-ratunek_Sophie-Hannah-199x300.jpg" alt="" width="199" height="300" /></a></p>
<p>Sophie Hannah jako kryminało- czy thrilleropisarka wciąż nie do końca mnie przekonuje, ALE ciekawość na równi z przekorą ciągnie mnie ku jej książkom*. „Na ratunek” okazało się wyjątkowo sprytnie wykoncypowanym i niekonwencjonalnie uformowanym czytadłem z dreszczykiem. Tak sprytnym i niekonwencjonalnym, że od grafomańskiego koszmarka (w wersji totalnej) powieść Hannah dzieli już tylko <em>cienka czerwona linia</em>, po której pisarka balansuje z wdziękiem dobrze wytresowanej, ups przepraszam, dobrze wytrenowanej bułgarskiej gimnastyczki. Tym razem udało się jej nie przekroczyć, choć nie obyło bez kilku irracjonalnych kawałków jakby żywcem wyjętych ze snu sfiksowanego erotomana. Czytało mi się „Na ratunek” nawet lepiej niż przesadnie melodramatyczne i niespójne <a href="http://lekturki.com/2010/01/przemow-i-przezyj-sophie-hannah/">„Przemów i przeżyj”</a> (w którym, nawiasem mówiąc, taniej erotomanii było dużo więcej), choć nadal powieści Hannah nie mogę uznać za nic lepszego nad <em>czasoumilacz</em> do tramwaju, kolejki, pociągu, ewentualnie na leżak w ogrodzie (w dwóch ostatnich okolicznościach zresztą lekturę ostatnio uskuteczniałam).</p>
<p>Co mile zaskoczyło i potwierdziło słuszność mej czytelniczej intuicji, to konstrukcja powieści. Bowiem pani Hannah ma na thriller własny patent czy jak kto woli formułę**. Intryga „Na ratunek” ciągnie się niczym guma do żucia, to fakt, któremu zaprzeczyć niepodobna, ale ma to i swój urok i uzasadnienie. Akcja powieści toczy się w środowisku zamożnych matek kilkulatków, rozdartych między pracą, a (nazwijmy to) posługą wychowawczą i prowadzeniem domu. Autorka angażuje w fabułę szereg intrygujących postaci, wikłając je w śledztwo tylko na pierwszy rzut oka proste i oczywiste. Zmęczona znojem i udrękami macierzyństwa pełnoetatowa mama Geraldine popełnia samobójstwo, po uprzednim uśmierceniu swej jedynaczki. Na samobójstwo wskazuje dość lakoniczny list pożegnalny i dziennik denatki, z którego wynika, że od dawna cierpiała na depresję i szczerze nie znosiła córki. Sęk w tym, że nikt z jej rodziny nie wierzy w depresję Geraldine, ani tym bardziej samobójstwo. Kto w takim razie jej pomógł?</p>
<p>Finał &#8211; duże zaskoczenie, ale od meandrującego śledztwa, zabaw z tożsamością i paru innych wrzuconych do powieści dyrdymałów, mnie bardziej zainteresowała przemycona w „Na ratunek” ostra krytyka rodziny jako instytucji i macierzyństwa w ogóle. Hannah ujawnia mroczne strony rodzicielstwa, pokazując je jako niekończące się pasmo katuszy, udręk i mąk dla kobiet. Przekonuje, że nie każda kobieta na matkę się nadaję. Dla jej zamożnych bohaterek posiadanie dzieci nie jest dopustem bożym. To smutna przypadłość, obowiązek, który zmusza je do wyrzeczenia się siebie. Te kobiety kochają i nie cierpię swego potomstwa zarazem. Oddają im całą uwagę jednocześnie marząc o chwili świętego spokoju.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>„Na ratunek” Sophie Hannah, przełożył Piotr Kaliński, G+J, Warszawa 2009, 512 s.</p>
<p>* Nie można przemilczeć również czynnika ekonomicznego, bo „Na Ratunek” w Taniej Książce można kupić za jedną trzecią ceny z okładki, co nie jest kwotą znaczącą.</p>
<p>** To pachnie powtarzalnym schematem, ale przedwcześnie nie kraczmy. Poczytamy &#8211; zobaczymy</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/07/na-ratunek-sophie-hannah/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tajemnice Syberii</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/07/stacja-tajga-petra-hulova/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/07/stacja-tajga-petra-hulova/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 06 Jul 2011 13:03:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[czytelnicze wyzwanie]]></category>
		<category><![CDATA[Dania]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[literatura czeska]]></category>
		<category><![CDATA[Petra Hůlová]]></category>
		<category><![CDATA[pociąg]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[Syberia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1528</guid>
		<description><![CDATA[Jeśli jest tak, jak ostatnio napisała porządek_alfabetyczny, że seria z miotłą jest czyśćcem dla kobiet-pisarek, literacką II-ligą, to najwyraźniej Petra Hůlová odbyła już pokutę w babińcu i awansowała do serii Don Kichot i Sancho Pansa. W pełni zasłużenie, bo „Stacja &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/07/stacja-tajga-petra-hulova/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jeśli jest tak, jak ostatnio napisała <a href="http://porzadekalfabetyczny.blox.pl/2011/06/papiloty-wianki-umieranie-z-pragnienia.html" target="_blank">porządek_alfabetyczny</a>, że seria z miotłą jest czyśćcem dla kobiet-pisarek, literacką II-ligą, to najwyraźniej Petra Hůlová odbyła już pokutę w babińcu i awansowała do serii Don Kichot i Sancho Pansa. W pełni zasłużenie, bo „Stacja Tajga” to świetny kawał literatury.</p>
<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/07/Stacja-Tajga_Petra-Hulova.jpg" rel="lightbox[1528]"><img class="size-full wp-image-1529 aligncenter" title="Stacja-Tajga_Petra-Hulova" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/07/Stacja-Tajga_Petra-Hulova.jpg" alt="" width="269" height="410" /></a></p>
<p>Przyznaję jednak, że do powyższej konkluzji nie łatwo było mi dojść, jako że przez mniej więcej pierwsze 120-stron dość intensywnie biłam się z myślami czy w ogóle kontynuować lekturę. Nie byłam przekonana ani tym bardziej przygotowana na chaotyczną, nielinearną narrację, którą, post factum,  muszę uznać za jeden z największych atutów powieści. Powieści wielowymiarowej, nie poddającej się łatwej lekturze, poplątanej i pełnej tajemnic jak losy bohaterów Hůlovej. Bo, wbrew temu co można wywnioskować na podstawie lektury czwartej strony okładki, „Stacja Tajga” nie jest li tylko opowieścią o zniknięciu (Hablunda, duńskiego samozwańczego ekspedytora, który tuż po II wojnie światowej wyruszył do syberyjskiego Charynia, po to, aby nigdy z stamtąd nie wrócić) i poszukiwaniu czy może raczej poszukiwaniach prowadzonych przez Erskego, doktoranta na etnologii, który pod pretekstem szukania tematu do swej dysertacja, powraca do Charynia wiele lat później, aby dowiedzieć się czegoś o Hablundzie.</p>
<p>Tak więc „Stacja Tajga” to nie tylko rozwiązywanie zagadki i grzebanie w przeszłości (nawiasem mówiąc finał był dla mnie dużym zaskoczeniem), ale w mym odczuciu coś bardziej pociągającego – opowieść o mieszkańcach Syberii. Autochtonach i przesiedlonych z Zachodu. Wnikliwe studium ich donkiszoterii, wiwisekcja drobnomieszczańskich naleciałości, skrzętnie skrywanych grzeszków. Portret nieufnej, podzielonej klasowo i zamkniętej w sobie miniaturowej społeczności, zagubionej w głuszy, funkcjonującej zapewne tylko dzięki temu, że Charyń leży przy nitce kolei Transsyberyjskiej. Sama kolej gra zresztą w powieści niepoślednią rolę. Fragmenty opowiadającej o pracy konduktora krążącego niczym Latający Holender między Moskwą i Władywostokiem, podobnie jak widoki zasypanej śniegiem tajgi przesuwającej się za oknami pociągu są magiczne.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p><em>Stacja Tajga </em>Petra Hůlová, przełożył Piotr Godlewski, W.A.B., Warszawa 2011, s. 427.<br />
seria <a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank">don Kichot i Sancho Pansa</a></p>
<p>O poprzedniej powieści Petry Hůlovej – „Czasie czerwonych gór” można przeczytać <a href="http://lekturki.com/2008/06/czas-czerwonych-gor-petra-hulova/" target="_blank">TUTAJ</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/07/stacja-tajga-petra-hulova/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Miłość, Ulisses, cenzura i Iran</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/04/milosc-ulisses-cenzura-i-iran/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/04/milosc-ulisses-cenzura-i-iran/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 07 Apr 2011 05:46:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[literacki off topic]]></category>
		<category><![CDATA[cenzura]]></category>
		<category><![CDATA[cytaty]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[Iran]]></category>
		<category><![CDATA[literatura irańska]]></category>
		<category><![CDATA[Persja]]></category>
		<category><![CDATA[seks]]></category>
		<category><![CDATA[Shahriar Mandanipour]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1526</guid>
		<description><![CDATA[Jego strumień świadomości płynie dalej, a ja w tym miejscu muszę pisać z większą inwencją niż James Joyce, bo ostatnia próba uzyskania zezwolenia na przekład Ulissesa na perski, jaką podjęli sam Joyce, jego irański tłumacz i jego wydawca, zakończyła się &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/04/milosc-ulisses-cenzura-i-iran/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p><em>Jego strumień świadomości płynie dalej, a ja w tym miejscu muszę pisać z większą inwencją niż James Joyce, bo ostatnia próba uzyskania zezwolenia na przekład </em>Ulissesa <em>na perski, jaką podjęli sam Joyce, jego irański tłumacz i jego wydawca, zakończyła się niepowodzeniem. Pan Pietrowicz, który w owych latach usiłował być łagodny wobec irańskich pisarzy i tłumaczy i chciał jakoś rozwiązywać ich problemy, zasugerował, aby w przekładzie </em>Ulissesa<em> na perski monolog Molly Bloom, jednej z kobiecych postaci tej książki, zawierający wizję cudzołóstwa</em>, <em>opublikować po włosku. W ten sposób powieść nie zostałaby poddana ostrej cenzurze, a jednocześnie irański czytelnik nie byłby narażony na erotyczną prowokację&#8230; Po włosku, nie po angielsku, gdyż język włoski nie jest szczególnie popularny w Iranie i ciekawscy czytelnicy nie znaleźliby u nas zbyt szybko słownika, by przetłumaczyć sobie monolog Molly Bloom i doznać podniecenia seksualnego.</em></p></blockquote>
<p><em>Irańska historia miłosna. Ocenzurowano </em>Shahriar Mandanipour, przełożył Maciej Świerkocki, W.A.B., Warszawa 2010, s. 110.</p>
<p><img class="alignleft" title="Irańska historia miłosna" src="http://merlin.pl/Iranska-historia-milosna-Ocenzurowano_Shahriar-Mandanipour,images_product,25,978-83-7414-819-1.jpg" alt="" width="172" height="280" />Czytam sobie od dwóch dni książkę niebywałą, przewrotną, szalenie oryginalną. Książkę, której każde kolejne zdanie dostarcza mi miłego dla ducha intelektualnego fermentu. Powieść autotematyczną, a autotematyzm jest jedną z tych strategii narracyjnych, które cenię sobie w sposób szczególny. To opowieść o pisaniu o miłości w kraju, w którym o miłości (cielesnej zwłaszcza) nawet myśleć nie wolno, a co dopiero pisać, mówić czy się jej publicznie oddawać. Dlatego para bohaterów &#8211; Sara i Dara (imiona z elementarza języka perskiego) &#8211; nie mogą sobie patrzeć w oczy, ani wprost rozmawiać. Dlatego wiadomości przesyłają sobie poprzez wymyślny kod literatury &#8211; w książkach. Ale tak samo jak na Sarę i Darego dybią patrole Kampanii Przeciwko Zepsuciu Społecznemu, na pisarza czy może raczej narratora poluje Cenzor &#8211; równie złowroga i bezkompromisowa instytucja, którą tu symbolizuje na wskroś antypatyczna figura Porfirego Pietrowicza. <em>Irańska historia miłosna. Ocenzurowano </em>jest zmyślnie skonstruowaną, wielowarstwową opowieścią o paradoksach życia w Iranie<em>. </em>W dodatku napisaną w przyjemnie lekkim i dowcipnym tonie. Słowem: zero ckliwości, brak umartwiania. Więcej, gdy już skończę.<em><br />
</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/04/milosc-ulisses-cenzura-i-iran/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ręka</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/04/reka-siedemnascie-milych-pan-patricia-highsmith/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/04/reka-siedemnascie-milych-pan-patricia-highsmith/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Apr 2011 12:07:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[literacki off topic]]></category>
		<category><![CDATA[cytaty]]></category>
		<category><![CDATA[małżeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Patricia Highsmith]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1524</guid>
		<description><![CDATA[Młody mężczyzna poprosił ojca dziewczyny o jej rękę i otrzymał ją w pudełku &#8211; lewą rękę. OJCIEC: Prosiłeś o jej rękę i dostałeś. Ale moim zdaniem chciałeś też innych rzeczy i wziąłeś je sobie. MŁODZIENIEC: Nie bardzo rozumiem, co pan &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/04/reka-siedemnascie-milych-pan-patricia-highsmith/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Młody mężczyzna poprosił ojca dziewczyny o jej rękę i otrzymał ją w pudełku &#8211; lewą rękę.</p>
<p>OJCIEC: Prosiłeś o jej rękę i dostałeś. Ale moim zdaniem chciałeś też innych rzeczy i wziąłeś je sobie.<br />
MŁODZIENIEC: Nie bardzo rozumiem, co pan ma na myśli.<br />
OJCIEC: A co, według ciebie, miałbym mieć? Nie możesz zaprzeczyć, że jestem człowiekiem bardziej honorowym od Ciebie, bo zabrałeś coś mojej rodzinie nie pytając o pozwolenie, podczas gdy ja, poproszony o rękę córki, uczciwie ci ją dałem.</p>
<p>Prawdę powiedziawszy, młody mężczyzna nigdy nie dopuścił się niczego niestosownego. Ojciec był zwyczajnie podejrzliwy i miał plugawe myśli. Niemniej mógł teraz w majestacie prawa uczynić go odpowiedzialnym za utrzymywanie dziewczyny i wyciągać od niego pieniądze. Młodzieniec musiał przyznać, że posiada rękę jego córki &#8211; choć w akcie rozpaczy pochował ją, najpierw ucałowawszy. Miała już bowiem prawie dwa tygodnie. (&#8230;)</p>
<p><em>Ręka </em>[w:] <em>Siedemnaście miłych Pań </em>Patricia Higsmith, przełożył Krzysztof Obłucki, Noir sur Blanc, Warszawa 2009.</p>
<p>Więcej przy innej okazji, bo idę do Manggha na <a href="http://manggha.krakow.pl/wydarzenia/tatami">tę wystawę</a> (we wtorki wstęp nieodpłatny).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/04/reka-siedemnascie-milych-pan-patricia-highsmith/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Popkultura sprawia, że ludzie rzadziej się mordują (Ignacy Karpowicz w Krakowie)</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/03/ignacy-karpowicz-w-krakowie/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/03/ignacy-karpowicz-w-krakowie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 22 Mar 2011 12:58:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Spotkania z literatami]]></category>
		<category><![CDATA[Ignacy Karpowicz]]></category>
		<category><![CDATA[Paszport Polityki]]></category>
		<category><![CDATA[spotkania autorskie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1521</guid>
		<description><![CDATA[Ignacy Karpowicz  &#8211; pisarz, który ożywił białostocki pomnik księdza Popiełuszki, nazwał Wertera (co wrażliwsi zamykają oczy) głupim chujem (co wrażliwsi mogą już oczy otworzyć) i co miesiąc wprawia mnie w stan wielkiego ukontentowania felietonami pisanymi dla Bluszcza. A teraz, choć &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/03/ignacy-karpowicz-w-krakowie/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ignacy Karpowicz  &#8211; pisarz, który ożywił białostocki pomnik księdza Popiełuszki, nazwał Wertera (co wrażliwsi zamykają oczy) <em>głupim chujem </em>(co wrażliwsi mogą już oczy otworzyć) i co miesiąc wprawia mnie w stan wielkiego ukontentowania felietonami pisanymi dla Bluszcza. A teraz, choć nie, właściwie już jakiś czas temu, popełnił obrzydliwie opasłą powieść pod tytułem &#8222;Balladyny i romanse&#8221;, za którą dostał Paszport Polityki i którą ja szczęśliwie mam.</p>
<p><img class="aligncenter" title="Ignacy Karpowicz" src="http://farm6.static.flickr.com/5012/5549927766_e85e48c9f3.jpg" alt="" width="500" height="281" /></p>
<p>Szczęśliwie, bo &#8222;Balladyny i romanse&#8221; przydały się wczoraj &#8211; 21 marca 2011 &#8211; jak kto woli Pierwszego Dnia Wiosny ewentualnie Światowego Dnia Poezji. Zamiast topić/ palić Marzannę lub czytać poezję (<a href="http://lekturki.com/tag/swiatowy-dzien-poezji/" target="_blank">co dotąd miałam w zwyczaju</a>) udałam się na literackie spotkanie z wyżej wymienionym pisarzem<em>.</em></p>
<p>Karpowicz, specjalista od udzielania wykluczających się wzajemnie odpowiedzi na te same pytania, nie miał ochoty za dużo gadać, bo był zmęczony i wymięty. Był zmęczony i wymięty, bo wrócił z targów w Niemczech<em>. </em>O dziwo (a może nie?) w rozmowie dominowała religia i trochę też popkultura. Zwłaszcza ten drugi temat okazał się wybitnie intrygujący. <em> </em></p>
<p><em><img class="aligncenter" title="Ignacy Karpowicz" src="http://farm6.static.flickr.com/5224/5549927760_e3045f4d43.jpg" alt="" width="500" height="281" /></em></p>
<p><em>Lubię maltretować się rzeczami na wskroś okropnymi &#8211; </em>wyznał pisarz, tym samym ujawniając się jako fan popkultury i to tej w wydaniu najpodlejszym z możliwych. Z poczuciem zażenowania konsumuje jej najgorsze produkty, zwłaszcza bardzo złą literaturę, w której bezkonkurencyjny pozostaje Paulo Cohelo<em>. </em>Z podobnych powodów słucha czołowej polskiej stacji popkulturowej &#8211; Radia Maryja. Nie obca jest mu twórczość Gosi Andrzejewicz. Wyjątkowo nie lubi natomiast produktów średnich.</p>
<p><em>Dzięki popkulturze ludzie rzadziej się mordują</em> &#8211; ta karpowiczowska teoria padała kilkukrotnie podczas wieczoru. To że mniej się mordują to jedyna zaleta i jedyny punkt, w którym kultura pop się broni. Innymi słowy -  może i ogłupia, a nawet odmóżdża, ale jej odbiorcy, zamiast biegać po ulicach z maczetami, spędzają czas w domowym zaciszu bezkrytycznie zasysając jej dobra. Sam Karpowicz ponad wszystko ceni sobie cisze, spokój i samotność. Z natury jest eremitą, mieszka na wsi, aby nie musieć widywać ludzi. Zapewne dlatego był tak zmęczony i wymięty.</p>
<p><img class="aligncenter" title="Ignacy Karpowicz i Małgorzata Niemczyńska" src="http://farm6.static.flickr.com/5254/5549927764_e6f696a028.jpg" alt="" width="500" height="281" /></p>
<p>Spotkanie odbyło się w Księgarni pod Globusem. Prowadziła Małgorzata Niemczyńska.</p>
<p>Więcej zdjęć w Flickrze (<a href="http://www.flickr.com/photos/lekturki/sets/72157626324856066/" target="_blank"><strong>klik</strong></a>)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/03/ignacy-karpowicz-w-krakowie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bergman wielkim poetą nie był</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/03/niedzielne-dziecko-ingmar-bergman/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/03/niedzielne-dziecko-ingmar-bergman/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 Mar 2011 15:51:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Biblioteczka Konesera]]></category>
		<category><![CDATA[dzieciństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Ingmar Bergman]]></category>
		<category><![CDATA[konflikt]]></category>
		<category><![CDATA[lato]]></category>
		<category><![CDATA[literatura szwedzka]]></category>
		<category><![CDATA[ojciec]]></category>
		<category><![CDATA[Szwecja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1519</guid>
		<description><![CDATA[Ingmar Bergman wielkim poetą nie był. Wielkim reżyserem owszem. Ale czytając „Niedzielne dziecko” trudno nie oprzeć się wrażeniu, że mógłby i wielkim pisarzem być. Tym bardziej, że na filmowej emeryturze, na którą oficjalnie przeszedł po ukończeniu „Fanny Alexander” spędził dwadzieścia &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/03/niedzielne-dziecko-ingmar-bergman/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ingmar Bergman wielkim poetą nie był. Wielkim reżyserem owszem. Ale czytając „Niedzielne dziecko” trudno nie oprzeć się wrażeniu, że mógłby i wielkim pisarzem być.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="alignnone" title="Niedzielne dziecko" src="http://www.proszynski.pl/includes/modules/thumb/phpThumb.php?src=../../../images/media/products//niedzielnedziecko.jpg&amp;w=200" alt="" width="200" height="281" /></p>
<p>Tym bardziej, że na filmowej emeryturze, na którą oficjalnie przeszedł po ukończeniu „Fanny Alexander” spędził dwadzieścia pięć lat (inna sprawa, że w międzyczasie wziął udział w jeszcze kilku filmowych projektach, nie mniej jednak z kamerą oficjalnie pożegnał się w 1982 roku). Spłodził też trochę książek, ale literaturą stricte, z małymi wyjątkami, się nie parał.</p>
<p>„Niedzielne dziecko” – zmysłowa mini powieść oparta na autobiograficznych wątkach – jest właśnie takim <em>małym wyjątkiem, </em>niewielkim acz znaczącym literackim smakołykiem. Bergman cofa się do lat dwudziestych, swojego dzieciństwa, osadzając akcję w pewien upalny lipcowy weekend, który rodzina Bergmanów spędza z dala od Sztokholmu w wynajętym na lato domu. Ale nie dajcie się zwieść atmosferze idyllicznej beztroski, to tylko pozory, efektowne tło dla opowieści o skomplikowanych relacjach młodocianego Ingmara – wówczas przez wszystkich pieszczotliwie nazywanego Puniem – z ojcem, darzonym powszechnym szacunkiem protestanckim pastorem, w rzeczywistości oschłym i surowym tyranem. Konflikcie, który nieprzerwanie, z większym lub mniejszym natężeniem, trwał do śmierci pastora.</p>
<p>Punio, owo niedzielne dziecko, zdaje się żyć w zawieszeniu między światem realnym, a tym wyobrażonym. Jest dzieckiem niezwykle wrażliwym, wyczulonym na wszelkie niuanse w międzyludzkich relacjach. Zafascynowany tym co mroczne i tajemnicze, a zwłaszcza ciemnymi stronami ludzkiej duszy. Na z gruntu niewinne swary ze starszym bratem, rodzinne posiłki, zabawy czy spacery Bergman nakłada sceny żywo niepokojące i mroczne, nijak nie pasujące do tej sielskiej atmosfery. Stąd „Niedzielne dziecko” jest i w istocie swej opowieścią o lęku. Jego powodach, zarówno tych nadprzyrodzonych – jak wisielec z lasu, jak i niemalże namacalnych – rozpadające się na oczach chłopca małżeństwo rodziców czy właśnie ojciec na swój sposób terroryzujący go psychicznie.</p>
<p>Wielbiciele „Fanny i Alexander” tacy jak ja z radością odnotują punkty wspólne powieści i filmu. Jednym z nich bez wątpienia jest monstrualnie otyła ciotka Emma, której Bergman najpewniej bardzo nie lubił, bo uczynił z niej w filmie żywą pochodnię. Pojawia się też kochana i oddana pokojówka Maj, a i ojczym Fanny i Alexandra – biskup Edward ucieleśniający w filmie zło &#8211; żywo przypomina surowego patriarchę rodu Bergmanów.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p><em>Niedzielne dziecko</em> Ingmar Bergman, przełożyła Halina Thylwe, Prószyński i S-ka, Warszawa 1994, s. 101.<br />
seria: <a href="http://lekturki.com/tag/biblioteczka-konesera/" target="_blank"><strong>Biblioteczka Konesera</strong></a><br />
<strong><a href="http://lekturki.com/tag/szwecja/" target="_blank">literatura szwedzka</a></strong></p>
<p>[z Rajskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/03/niedzielne-dziecko-ingmar-bergman/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

