<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; Spotkania z literatami</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/category/varia/spotkania-z-literatami/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Wed, 23 May 2012 14:19:26 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Popkultura sprawia, że ludzie rzadziej się mordują (Ignacy Karpowicz w Krakowie)</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/03/ignacy-karpowicz-w-krakowie/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/03/ignacy-karpowicz-w-krakowie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 22 Mar 2011 12:58:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Spotkania z literatami]]></category>
		<category><![CDATA[Ignacy Karpowicz]]></category>
		<category><![CDATA[Paszport Polityki]]></category>
		<category><![CDATA[spotkania autorskie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1521</guid>
		<description><![CDATA[Ignacy Karpowicz  &#8211; pisarz, który ożywił białostocki pomnik księdza Popiełuszki, nazwał Wertera (co wrażliwsi zamykają oczy) głupim chujem (co wrażliwsi mogą już oczy otworzyć) i co miesiąc wprawia mnie w stan wielkiego ukontentowania felietonami pisanymi dla Bluszcza. A teraz, choć &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/03/ignacy-karpowicz-w-krakowie/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ignacy Karpowicz  &#8211; pisarz, który ożywił białostocki pomnik księdza Popiełuszki, nazwał Wertera (co wrażliwsi zamykają oczy) <em>głupim chujem </em>(co wrażliwsi mogą już oczy otworzyć) i co miesiąc wprawia mnie w stan wielkiego ukontentowania felietonami pisanymi dla Bluszcza. A teraz, choć nie, właściwie już jakiś czas temu, popełnił obrzydliwie opasłą powieść pod tytułem &#8222;Balladyny i romanse&#8221;, za którą dostał Paszport Polityki i którą ja szczęśliwie mam.</p>
<p><img class="aligncenter" title="Ignacy Karpowicz" src="http://farm6.static.flickr.com/5012/5549927766_e85e48c9f3.jpg" alt="" width="500" height="281" /></p>
<p>Szczęśliwie, bo &#8222;Balladyny i romanse&#8221; przydały się wczoraj &#8211; 21 marca 2011 &#8211; jak kto woli Pierwszego Dnia Wiosny ewentualnie Światowego Dnia Poezji. Zamiast topić/ palić Marzannę lub czytać poezję (<a href="http://lekturki.com/tag/swiatowy-dzien-poezji/" target="_blank">co dotąd miałam w zwyczaju</a>) udałam się na literackie spotkanie z wyżej wymienionym pisarzem<em>.</em></p>
<p>Karpowicz, specjalista od udzielania wykluczających się wzajemnie odpowiedzi na te same pytania, nie miał ochoty za dużo gadać, bo był zmęczony i wymięty. Był zmęczony i wymięty, bo wrócił z targów w Niemczech<em>. </em>O dziwo (a może nie?) w rozmowie dominowała religia i trochę też popkultura. Zwłaszcza ten drugi temat okazał się wybitnie intrygujący. <em> </em></p>
<p><em><img class="aligncenter" title="Ignacy Karpowicz" src="http://farm6.static.flickr.com/5224/5549927760_e3045f4d43.jpg" alt="" width="500" height="281" /></em></p>
<p><em>Lubię maltretować się rzeczami na wskroś okropnymi &#8211; </em>wyznał pisarz, tym samym ujawniając się jako fan popkultury i to tej w wydaniu najpodlejszym z możliwych. Z poczuciem zażenowania konsumuje jej najgorsze produkty, zwłaszcza bardzo złą literaturę, w której bezkonkurencyjny pozostaje Paulo Cohelo<em>. </em>Z podobnych powodów słucha czołowej polskiej stacji popkulturowej &#8211; Radia Maryja. Nie obca jest mu twórczość Gosi Andrzejewicz. Wyjątkowo nie lubi natomiast produktów średnich.</p>
<p><em>Dzięki popkulturze ludzie rzadziej się mordują</em> &#8211; ta karpowiczowska teoria padała kilkukrotnie podczas wieczoru. To że mniej się mordują to jedyna zaleta i jedyny punkt, w którym kultura pop się broni. Innymi słowy -  może i ogłupia, a nawet odmóżdża, ale jej odbiorcy, zamiast biegać po ulicach z maczetami, spędzają czas w domowym zaciszu bezkrytycznie zasysając jej dobra. Sam Karpowicz ponad wszystko ceni sobie cisze, spokój i samotność. Z natury jest eremitą, mieszka na wsi, aby nie musieć widywać ludzi. Zapewne dlatego był tak zmęczony i wymięty.</p>
<p><img class="aligncenter" title="Ignacy Karpowicz i Małgorzata Niemczyńska" src="http://farm6.static.flickr.com/5254/5549927764_e6f696a028.jpg" alt="" width="500" height="281" /></p>
<p>Spotkanie odbyło się w Księgarni pod Globusem. Prowadziła Małgorzata Niemczyńska.</p>
<p>Więcej zdjęć w Flickrze (<a href="http://www.flickr.com/photos/lekturki/sets/72157626324856066/" target="_blank"><strong>klik</strong></a>)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/03/ignacy-karpowicz-w-krakowie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Murakami a sprawa Polska</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/10/haruki-murakami-a-sprawa-polska/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/10/haruki-murakami-a-sprawa-polska/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 14 Oct 2010 11:14:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Spotkania z literatami]]></category>
		<category><![CDATA[Anna Zielińska-Elliott]]></category>
		<category><![CDATA[Haruki Murakami]]></category>
		<category><![CDATA[wywiad]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1444</guid>
		<description><![CDATA[O polskim fenomenie popularności Harukiego Murakmi i jego najnowszej powieści „1Q84”, której premiera ku uciesze takich jak ja zbliża się nie ubłagalnie, z Panią Anną Zielińską-Elliott – tłumaczką i sprawczynią murakamińskiego zamieszania w Polsce rozmawiała niżej podpisana! Zofia Jurczak: Jak &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/10/haruki-murakami-a-sprawa-polska/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/a.zielinska.elliott.jpg" rel="lightbox[1444]"><img class="alignleft size-full wp-image-1445" title="Anna Zielinska - Elliott" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/a.zielinska.elliott.jpg" alt="" width="192" height="289" /></a>O polskim fenomenie popularności Harukiego Murakmi i jego najnowszej powieści „1Q84”, której premiera ku uciesze takich jak ja zbliża się nie ubłagalnie, z Panią Anną Zielińską-Elliott – tłumaczką i sprawczynią <em>murakamińskiego</em> zamieszania w Polsce rozmawiała niżej podpisana!<br />
</strong></p>
<p><strong>Zofia Jurczak</strong>: Jak czuje się Pani z tym, że odpowiada za wybuch zainteresowania twórczością Harukiego Murakamiego – bez wątpienia obecnie najgłośniejszego i bez wątpienia najpopularniejszego pisarza japońskiego w Polsce?<br />
<strong>Anna Zielińska-Eliott</strong>: Zupełnie dobrze.</p>
<p><strong>Z.J</strong>.: Pani pierwsze zetknięcie z jego twórczością?<br />
<strong>A.Z-E</strong>.: Na początku lat dziewięćdziesiątych studiowałam na Uniwersytecie Tokijskim. Murakami był już wówczas w Japonii bardzo popularny. Wydał kilka powieści, w tym „Norwegian Wood”, którym pobił wszelkie rekordy sprzedaży. Po powieść sięgali wszyscy, zaczynając od nastolatków na staruszkach kończąc, i każdy odnajdywał w niej coś innego dla siebie. Zaczęłam czytać jego opowiadania i w miarę lektury zaświtał mi pomysł przetłumaczenia ich na język polski. Znajomi zasugerowali czy nie lepiej byłoby przełożyła powieść. Wybrałam „Przygodę z owcą”, nawiasem mówiąc wciąż moją ulubioną książkę Murakamiego. Powieść ukazała się po polsku po raz pierwszy w 1995 roku [wydawnictwo Wilga, Z.J.] i od tego się zaczęło.</p>
<p><strong>Z.J</strong>.: Czy zastanawiała się Pani skąd taka popularność prozy Murakamiego w Polsce? Czym jest ona powodowana?<br />
<strong>A.Z.-E</strong>.: Nie tylko w Polsce właściwie, bo Murakami jest również bardzo popularny i w Stanach Zjednoczonych, i Chinach, Korei czy Europie. Wydaje mi się, że wynika to z tego, że Murakami pisze powieści bardzo uniwersalne z bohaterem everymanem: samotnym i nieco zagubionym w rzeczywistości. Z skonstruowanym bohaterem każdy, bez względu na geograficzną szerokość, może łatwo się zidentyfikować. Drugi powód to specyficzna „filmowość” jego powieści. Murakami pisze w taki sposób, że książki są gotowymi scenariuszami, a ich lektura przypomina oglądanie filmu. Ekstremalnym przykładem jest „Po zmierzchu”, ale właściwie wszystkie inne powieści to mają.</p>
<p><strong>Z.J</strong>.: Skoro zboczyłyśmy ku filmowi pozwolę sobie przywołać reżysera Akirę Kurosawę, który w Europie uchodził za najbardziej japońskiego reżysera, a w Japonii za najbardziej europejskiego. Czy podobnie nie jest z Murakamim? Czy jest bardziej zachodni niż japoński?<br />
<strong>A.Z-E.:</strong> I tak i nie, choć faktycznie w pisarstwie Murakamiego można dostrzec sporo wpływów czy inspiracji kulturą zachodnią. Pisarz się zresztą od nich nie odżegnuje. Na przykład do napisania „Przygody z owcą” zainspirowało go „Długie pożegnanie” Raymonda Chandlera i „Jądro ciemności” Josepha Conrada, choć to drugie bardziej pośrednio, poprzez „Czas Apokalipsy” F.F. Coppoli. Co ciekawe, im Murakami starszy tym bardziej skłania się ku Wschodowi. Proszę na przykład zauważyć, że w „Kafce nad morzem” cytuje japońskie porzekadła.</p>
<p><strong>Z.J.:</strong> Po polsku do tej pory nie ukazały się dwie pierwsze powieści Murakamiego: <em>Hear the Wind Sing </em>oraz <em>Pinball, 1973. </em>Podobno Murakami nie zgadza się na ich tłumaczenie? W „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” twierdzi, że to nie były w pełni jego powieści, w znaczeniu, że prawdziwy Murakami zaczyna się od „Przygody w owcą”.  Czy faktycznie tak jest? Czy może wstydzić się wczesnych powieści?<br />
<strong>A.Z-E.: </strong>Powieści to za duże słowo. To takie dłuższe nowele. Literackie wprawki, przygotowanie do dłuższych form. Pojawiają się w nich motywy i fantastyczne postaci znane z późniejszych książek. Na przykład w <em>Hear the Wind Sing</em> pojawia się Człowiek Owca, a także motyw ruchu studenckiego zapowiadający <em>Norwegian Wood</em>. Książeczki nie prezentują szczególnej wartości literackiej, więc nie ma zbytnio czego żałować. Zresztą można przeczytać je po angielsku, choć kosztują sporą. Żeby było zabawniej anglojęzyczne wydanie powstało z myślą o obcokrajowcach dopiero uczących się tego języka.</p>
<p><strong>Z.J.: </strong>Złośliwi powiadają, że Murakami wciąż pisze tą samą powieść. Czy Pani jako jego tłumaczka zgadza się z tym stwierdzeniem?<br />
<strong>A.Z-E.:</strong> Jest w tym sporo prawdy, bo faktycznie powieści Murakamiego są do siebie pewien sposób podobne, ale nie powiedziałabym, że pisze wciąż tę samą powieść. Jego proza ewaluuje, a i bohater się zmienia. O ile we wcześniejszych powieściach, takich jak właśnie „Przygoda z owcą” czy „Tańcz, tańcz, tańcz” narratorem był everyman, z którym tak łatwo się utożsamić, o tyle im nowsza powieść tym bohater coraz młodszy. Kafka, bohater „Kafki nad morzem” ma tylko piętnaście lat.</p>
<p><strong>Z.J.: </strong>Nie mogę odmówić sobie przyjemności i nie zapytać o to jak tłumaczy się Murakamiego? Czy jego proza przysparza translatorskich trudności?<br />
<strong>A.Z-E.: </strong>Nie większych niż inni. Jeśli w tłumaczeniu książek Murakamiego na język polski coś przysparza mi trudności, to nie jest to zawiłość czy jego styl, a raczej specyfika bohaterów, sposobu w jaki mówią czy słownictwo jakiego używają.</p>
<p><strong>Z.J.:</strong> Z „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” wynika, że Murakami jest osobą szalenie poukładaną i konsekwentną. Czy miała go Pani przyjemność poznać i czy faktycznie jest taki jak o sobie pisze?<br />
<strong>A.Z-E.: </strong>Na pewno jest tak aktywny i wysportowany jak o sobie pisze, bo po naszym spotkaniu wybierał się na basen (śmiech). Poza tym bez wątpienia jest skrytym i zamkniętym w sobie człowiekiem.</p>
<p><strong>Z.J.: </strong>Pracuje Pani obecnie nad przekładem „1Q84”. Czy może Pani coś na jej temat powiedzieć? Jak odebrano ją w  <img class="alignright" title="1Q84" src="http://muza.com.pl/files/okladki/duze/042125.jpg" alt="" width="144" height="200" />Japonii?<br />
<strong>A.Z-E.: </strong>Wydaje mi się, że „1Q84” pobiło poprzedni rekord sprzedaży w Japonii, który nawiasem mówiąc należał do również do Murakamiego, tyle że za „Norwegian Wood”.  W internecie można znaleźć amatorskiej filmiki pokazujące kolejki ustawiające się przed księgarniami w oczekiwaniu na książkę. Sytuacja o tyle bezprecedensowa, że podobnie zachowywali się fani Harry’ego Pottera, ale J.K. Rowling nie jest wymieniania pośród kandydatów do literackiej Nagrody Nobla. W powieści pojawią się zupełnie nowe postaci, w porównaniu z poprzednimi będzie dość mroczna. Dotychczas ukazały się tłumaczenia na koreański i chiński, a pierwszy tom po polsku ukaże się na początku listopada. Czytelnicy anglojęzyczni będą musieli poczekać do przyszłego roku.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/10/haruki-murakami-a-sprawa-polska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>15</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wieczór z Krzysztofem Vargą i Edwardem Pasewiczem</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/10/wieczor-autorski-krzysztofa-vargi-i-edwarda-pasewicza/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/10/wieczor-autorski-krzysztofa-vargi-i-edwarda-pasewicza/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 03 Oct 2010 20:50:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Spotkania z literatami]]></category>
		<category><![CDATA[Edward Pasewicz]]></category>
		<category><![CDATA[Irek Grin]]></category>
		<category><![CDATA[Krzysztof Varga]]></category>
		<category><![CDATA[spotkania autorskie]]></category>
		<category><![CDATA[Wrocław]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1431</guid>
		<description><![CDATA[Ale wybaczcie, tego punktu wieczoru relacjonować nie będę. Napiszę natomiast o wrocławskim spotkaniu z wzmiankowanym Vargą Krzysztofem i Pasewiczem Edwardem. Pierwszego przedstawiać nie muszę. Zachwyty nad „Gulaszem z turula” wylewałam tu mniej więcej rok temu. O drugim natomiast nie było &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/10/wieczor-autorski-krzysztofa-vargi-i-edwarda-pasewicza/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/varga.pasewicz.grin_.jpg" rel="lightbox[1431]"><img class="alignnone size-full wp-image-1432" title="varga.pasewicz.grin" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/varga.pasewicz.grin_.jpg" alt="" width="500" height="281" /></a></p>
<p>Ale wybaczcie, tego punktu wieczoru relacjonować nie będę. <strong>Napiszę natomiast o wrocławskim spotkaniu z wzmiankowanym Vargą Krzysztofem i Pasewiczem Edwardem</strong>. Pierwszego przedstawiać nie muszę. Zachwyty nad <a href="http://lekturki.com/2009/09/gulasz-z-turula-krzysztof-varga/" target="_blank">„Gulaszem z turula”</a> wylewałam tu mniej więcej rok temu. O drugim natomiast nie było okazji napomknąć, więc nadrabiam teraz. Pasewicz przede wszystkim jest poetą, ale kilka lat temu popełnił książkę, która została okrzyknięta <em>pierwszym gejowskim kryminałem</em>. Mowa o „Śmierci w Darkroomie”, wydanej w ramach bliskiej mi i intrygującej <a href="http://lekturki.com/tag/polska-kolekcja-kryminalna/" target="_blank">Polskiej Kolekcji Kryminalnej</a>. <strong>Obaj Panowie, jako że żaden na Dolnym Śląsku nie mieszka, przyjechali do Wrocławia w ramach projektu <em>Cała Polska pisze dla Wrocławia, </em>w którym wraz z dwunastką innych pisarzy (a wśród nich Wojciech Kuczok, Stefan Chwin, Ignacy Karpowicz, <a href="http://lekturki.com/2009/09/zaplecze-marta-syrwid/">Marta Syrwid</a> czy Inga Iwasiów) uczestniczą. W skrócie: Zaproszeni autorzy przygotowują opowiadania o miłości we Wrocławiu, które złożoną się na zbiór „Zakochany Wrocław”.</strong> Premiera na Walentynki przyszłego roku. Książka zapowiada się bardzo intrygująca, bo jeśli można czegokolwiek spodziewać się po TAKICH autorach, to bez wątpienia niebanalnego potraktowania tematu, co zresztą potwierdził prowadzący spotkanie i czuwający nad akcją Irek Grin. Podobno żaden z tekstów nie tratuje miłości w sposób optymistyczny. Ale nie o „Zakochanym Wrocławiu” pisać miałam, okazja zresztą po temu pewnie jeszcze się nadarzy, bo książkę mam zamiar przeczytać.</p>
<p><img class="alignnone" title="Krzysztof Varga i Edward Pasewicz" src="http://zakochanywroclaw.com/blog/2010/10/01/files/2010/10/varga.pasewicz.grin_.duze_.jpg" alt="" width="500" height="281" /></p>
<p>Zatem Spotkanie. Wśród publiczności Olga Tokarczuk i Marta Mizuro. Rozmowa (nawiasem mówiąc tocząca się w iście przyjacielsko-rubasznej atmosferze) oscylowała wokół miłości w literaturze, Wrocławia i przygotowywanych opowiadań. Krzysztof Varga na przykład z błyskiem w oku wyznał, że <strong>chciałby być Małgorzatą Kalicińską pod względem sprzedaży</strong>, bo i każda z jego książek w ostatecznym rozrachunku  tratuje o miłości, choć miłość a’la Varga to katastrofa na całej linii. Łatwiej jest mu pisać o nieszczęściach, przy okazji powodując myślowy ferment, niż krzepić serca, poza tym odczuwa silną niechęć do bohaterów, a to jest sam w sobie dobry powód, aby się nad nimi poznęcać. Akcje opowiadania do zbioru „Zakochany Wrocław” ma zamiar umieścić na ulicy św. Antoniego,która to podobno jest wrocławskim zagłębiem zakładów pogrzebowych, oferujących m.in. szeroki wybór urn o rozmaitych kształtach. A gdyby te zakłady pogrzebowe to było mało, wspomniał jeszcze, że w tle może pobrzmiewać słynny utwór <em>Moon River </em>ze „Śniadania u Tiffany’ego”.</p>
<p>Edward Pasewicz przy Krzysztofie Vardze robi wrażenie dość milkliwego. Przyznał się, że Wrocław zna stosunkowo dobrze, przyjaźni się z tutejszym środowiskiem literackim, a nawet umieścił miasto w kilku swych wierszach. Jeden z nich – <em>Noc z Wrocławia na Poznań – </em>jest zapisem picia zamrożonej wódki w przejściu Świdnickim, co podobno faktycznie zdarzyło się którejś wyjątkowo mroźnej nocy. Opowiadanie już napisał, nawet przeczytał początek, nawiasem mówiąc bardzo obiecujący. Zatytułowane jest <em>Krzyki</em>. Tytuł, swoją drogą, cudownie dwuznaczny, bo to i nazwa dzielnicy, w której rozgrywa się częściowo akcja i sugestia rozdarcia, niepokoju, bólu, strachu.</p>
<p>Spotkanie z Vargą i Pasewiczem było częścią cyklu spotkań z pisarzami biorącymi udział w wiadomym projekcie. Wieczory odbywają się co czwartek o godzinie 18.00 w kawiarni Literatka. Za tydzień (7.10) Ignacy Karpowicz.</p>
<p>A gdyby komuś było mało to odsyłam do relacji napisanej dla serwisu <a href="http://zakochanywroclaw.com/blog/2010/10/01/milosc-sie-jeszcze-nie-wytarla/" target="_blank">ZakochanyWrocław.com</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/10/wieczor-autorski-krzysztofa-vargi-i-edwarda-pasewicza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sztuka wyboru</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/07/festiwal-kultury-zydowskiej-krakow-2010/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/07/festiwal-kultury-zydowskiej-krakow-2010/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Jul 2010 15:39:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Spotkania z literatami]]></category>
		<category><![CDATA[Agata Tuszyńska]]></category>
		<category><![CDATA[Anda Rottenberg]]></category>
		<category><![CDATA[holocaust]]></category>
		<category><![CDATA[Janna Gur]]></category>
		<category><![CDATA[jedzenie]]></category>
		<category><![CDATA[judaica]]></category>
		<category><![CDATA[spotkania autorskie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1332</guid>
		<description><![CDATA[Bo nawet jeśli się rozdwoić i tak wszystkich interesujących punktów festiwalu, brzydko mówiąc, się nie zalicz, lub ładnie mówiąc, nie przeżyje. Ale żeby tylko wybrać, co samo w sobie łatwe nie jest. Życie festiwalowe wymaga zrzeczenia się codzienności, przynajmniej częściowego. &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/07/festiwal-kultury-zydowskiej-krakow-2010/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Bo nawet jeśli się rozdwoić i tak wszystkich interesujących punktów festiwalu, brzydko mówiąc, się nie zalicz, lub ładnie mówiąc, nie przeżyje. Ale żeby tylko wybrać, co samo w sobie łatwe nie jest. Życie festiwalowe wymaga zrzeczenia się codzienności, przynajmniej częściowego. Zawieszenia spraw doczesnych, poddania się (oddania się?) rzeczywistości paralelnej a jednak osobnej. Zapomniałam jak tkwienie w tym stanie festiwalowego odroczenia jest przyjemne i frapujące. Szczęśliwie przypomniał mi, wczoraj zakończony, <a href="http://www.jewishfestival.pl/" target="_blank"><strong>20. Festiwal Kultury Żydowskiej</strong></a>.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/07/Festiwal.jpg" rel="lightbox[1332]"><img class="size-full wp-image-1333 aligncenter" title="Festiwal Kultury Żydowskiej" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/07/Festiwal.jpg" alt="" width="395" height="300" /></a></p>
<p>Dwudziesty w ogóle, ale mój pierwszy. Na pewno nie ostatni, bo podobało mi się niebywale i choć do końca spraw doczesnych zrzec się nie mogłam i tak spędziłam ten tydzień aktywnie i owocnie, bo (wbrew temu co myślałam) Festiwal Kultury Żydowskiej to nie tylko koncerty, włącznie z wieńczącym festiwal <a href="http://www.jewishfestival.pl/index.php?pl=galerie&amp;nrg=26&amp;lang=">Szalom na Szerokiej</a>. To również liczne wydarzenia towarzyszące: warsztaty, wykłady, wystawy, spotkania, spacery z przewodnikiem.  Wydarzenia dla zwykłych śmiertelników właściwie niedostępne, bo odbywające się w porach, gdy zazwyczaj siedziałam w biurze lub na zajęciach.</p>
<p>Co dla mnie było najbardziej poruszającym i fascynującym motywem Festiwalu to nieustanny dialog między współczesnością a historią osadzony na Kazimierzu, w dawnej żydowskiej dzielnicy, której obecny status jest w mym odczuciu niepokojąco moralnie dwuznaczny. Współczesny Kazimierz jest jedną z najbardziej rozrywkowych części miasta, a w dawnych żydowskich domach, których mieszkańcy zostali przepędzeni do podgórskiego getta po drugiej stronie Wisły, teraz znajdują się głównie puby, kawiarnie i dyskoteki. Tragiczna symbolika dzielnicy zeszła na dalszy plan wyparta przez rozrywkę mało szlachetnej progenitury, toteż tym większego znaczenia nabiera Festiwal Kultury Żydowskiej, który przez kilka dni w roku przeszłość przypomina.</p>
<p>Nie będę pisać o wszystkich wydarzeniach, w których uczestniczyłam. Wybrałam trzy moim zdaniem najbardziej interesujące i w pewien sposób korespondujące z tematyką niniejszego bloga: na temat książki wydanej w ubiegłym roku, książki, która ukaże się w październiku oraz książki, której nie ma w języku polskim.</p>
<h5 style="text-align: center;"><img class="aligncenter" title="Agata Tuszyńska" src="http://farm5.static.flickr.com/4093/4764285308_bef030a961.jpg" alt="" width="500" height="296" /></h5>
<h5 style="text-align: center;">Od lewej: Angelika Kuźniak, Agata Tuszyńska</h5>
<p>Po pierwsze zatem słów kilka o <strong>spotkaniu autorskim z Agatą Tuszyńską</strong>. Ku memu zaskoczeniu spotkanie nie było jednak dedykowane wydanej onegdaj biografii „Singer. Pejzaże pamięci”, a książce, która ukaże się dopiero jesienią. Biografii, której bohaterką jest Wiera Gran – utalentowana śpiewaczka żydowskiego pochodzenia, kobieta nieszczęśliwa i szalona. Jej smutny przypadek pokazuje, że nie zawsze przeżycie wojny oznaczało dopust boży. Oparte na plotkach i pomówieniach oskarżenie o współpracę z Niemcami zniszczyło jej życie, doprowadziło na skraj obłędu. <img class="alignright" style="margin: 3px 0px 3px 3px;" src="http://www.wydawnictwoliterackie.pl/okladki/2088.jpg" alt="" width="117" height="165" />Tuszyńska poznała Wierę na kilka lat przed jej śmiercią. Niegdysiejsza diwa była wrakiem, <em>klunem </em>jak sama o siebie mówiła, człowiekiem ogarniętym obsesją i zgorzkniałym. Chorobliwie przestraszona, wciąż podejrzewającą, że „oni” ją podsłuchują, śledzą. Mówiła: <em>moi wrogowie są niewyczerpani. </em>Swoje paryskie mieszkanie zamieniła w kryjówkę, dobrowolnie skazała się na życie w mroku, bez prądu, ze zasłoniętymi storami. Tuszyńska pisze o spotkaniu z Wierą, a rozdziały z jej paryskich wizyt przeplata rekonstrukcja nieszczęśliwej historii śpiewaczki z getta. „<strong>Oskarżona: Wiera Gran”<em> </em></strong>zapowiada się zatem nader intrygująco. Książka Tuszyńskiej będzie czymś w rodzaju biografii (nie)heroicznej. Autorka nie oskarża, próbuje zrozumieć, po latach zrehabilitować Gran. Ze współczesnej perspektywy dociec gdzie leży granica wyborów i kompromisów. Czym jest oskarżenie na podstawie plotki, która się rozrasta i wrasta? Czym jest kolaboracja? Wedle słów, które padły na spotkaniu, kolaboracja to szczególny sposób układania się z życiem. Kompromis niemożliwy do osiągnięcia.</p>
<h5 style="text-align: center;"><img class="aligncenter" title="Anda Rottenberg" src="http://farm5.static.flickr.com/4102/4764285334_14ef12716c.jpg" alt="" width="500" height="256" /></h5>
<h5 style="text-align: center;">Od lewej: Maria Anna Potocka, Anda Rottenberg, Ryszard Krynicki</h5>
<p>Nie mniej interesujące mogłoby być spotkanie z <strong>Andą Rottenberg</strong>, gdyby (zapewne niechcący i działając w dobrej wierze) tak zwanego <em>show</em> nie ukradła jej prowadząca (a prywatnie dobra znajoma) Maria Anna Potocka. Drugi <img class="alignleft" style="margin: 3px 3px 3px 0px;" title="Proszę Bardzo" src="http://merlin.pl/Prosze-bardzo_Anda-Rottenberg,images_product,27,978-83-7414-571-8.jpg" alt="" width="105" height="151" />współprowadzący, jak zawsze skromny i nieco stremowany, Ryszard Krynicki doprawdy nie miał z nią szans! Rottenberg, przede wszystkim kuratorka sztuki, w ubiegłym roku popełniła książkę niezwykłą i bezprecedensową na polskim rynku Judaiców. Mowa o<strong> „Proszę bardzo”</strong> – autobiografii szczególnej. Szczególnej, bo Rottenberg odżegnuje się od pisania o sobie. <em>Życia opowiadać nie będę! </em> Miast tego rozlicza się ze swoją rodzinną historią, plotkami na własny temat, a nade wszystko rekonstruuje przeszłość. <em>Łapie końcówkę nici Ariadny</em> jak ładnie ujęła to Potocka.  Nici, która może poprowadzić w zaskakującym, nawet bolesnym, kierunku. Motywem przewodnim spotkania była kwestia tożsamości. Rottenberg mówi o sobie, że ma tożsamość mozaikową. Ojciec – galicyjski Żyd. Matka – Rosjanka z Syberii. Anda – Polka o potrójnej tożsamości, bez potrzeby dookreślenia się w którąkolwiek stronę, pisząca „Proszę bardzo” również po to, aby usankcjonować prawo do bycia osobą niejednorodną. Przyznała, że dzięki swemu literackiemu debiutowi odzyskała linię żydowską rodziny, ale utraciła rosyjską. Poszukiwania wciąż trwają, ale nie przewiduje literackiego ciągu dalszego.</p>
<h5 style="text-align: center;"><img class="alignnone" title="Janna Gur" src="http://farm5.static.flickr.com/4078/4763636085_9029efd68a.jpg" alt="" width="500" height="281" /></h5>
<h5 style="text-align: center;">Janna Gur</h5>
<p style="text-align: left;">Deserem – dosłownie i w przenośni – były fascynujące wykłady <strong>Janny Gur</strong> – izraelskiej guru w dziedzinie jedzenia, redaktor naczelna najważniejszego kulinarnego magazynu <em>Al Hashulchan</em>. Autorka książki &#8222;<strong>The Book of New Israeli Food: A Culinary Journey&#8221;</strong> zafundowała uczestnikom spotkań szalenie apetyczną podróż po smakach współczesnej izraelskiej kuchni, najciekawszych restauracjach i kawiarniach, a także Tel Awiwie w ogóle – mieście, które nazywa <img class="alignright" style="margin: 3px 0px 3px 3px;" title="Janna Gur" src="http://www.austinchronicle.com/binary/4da5/food_roundup4.jpg" alt="" width="130" height="167" /><em>miastem do przeżywania radości</em>. Wedle słów Gur dzisiejsza kuchnia Izraela to fuzja wpływów wschodnich, śródziemnomorskich i wschodnioeuropejskich. Izraelczycy nie wynajdują nowych potraw. Działają inaczej – udoskonalając to co znane, a nawet (jak ma to miejsce w przypadku hummusa) podnoszą do rangi kulinarnego bóstwa. Dania typowo etniczne, takie jak choćby przysmak śniadaniowy o jakże wdzięcznej nazwie <em>shakshuka, </em>coraz częściej są wchłaniane przez kulturę masową i, co najważniejsze, przy okazji awansowane do rangi modnego i finezyjnego jedzenia. Gur ilustrowała wykład cudownymi zdjęciami tych wszystkich apetycznych potraw , co w połączeniu z jej obrazowymi opowieściami o smaku okazało się nie lada wyzwaniem zważywszy na brak wcześniej zjedzonego obiadu. Ale cóż to. Janna jest tak fascynującą osobą, że mogłabym słuchać jej codziennie.</p>
<p>Było pysznie! (acz szkoda, że &#8222;na sucho&#8221;)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/07/festiwal-kultury-zydowskiej-krakow-2010/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tako rzecze Mariusz Szczygieł</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/11/tako-rzecze-mariusz-szczygiel/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/11/tako-rzecze-mariusz-szczygiel/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Nov 2009 21:35:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Spotkania z literatami]]></category>
		<category><![CDATA[Mariusz Szczygieł]]></category>
		<category><![CDATA[spotkania autorskie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1105</guid>
		<description><![CDATA[Brzydko mówiąc, już kilka spotkań literackim zaliczyłam, ale z żadnego, dosłownie żadnego, nie wyszłam tak ukontentowana i ubawiona. Bo Mariusz Szczygieł, prócz tego, że jest jednym z najlepszych polskich reporterów (o czym nie trzeba przekonywać chyba nikogo kto czytał choć &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/11/tako-rzecze-mariusz-szczygiel/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Brzydko mówiąc, już kilka spotkań literackim zaliczyłam, ale z żadnego, dosłownie żadnego, nie wyszłam tak ukontentowana i ubawiona.</p>
<p style="text-align: justify;">Bo Mariusz Szczygieł, prócz tego, że jest jednym z najlepszych polskich reporterów (o czym nie trzeba przekonywać chyba nikogo kto czytał choć jeden z tekstów w <a href="http://lekturki.com/2008/06/gottland-mariusz-szczygiel/" target="_blank">„Gottland”</a>) jest również przesympatycznym, dowcipnym i ciepłym człowiekiem. Do tego niepoprawnym gadułą, który jednak opowiada tak zajmująco, że słucha się go z rozdziawioną buzią.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="alignnone" title="Mariusz Szczygieł lubi dużo mówić :)" src="http://farm3.static.flickr.com/2491/4136993160_e20b976ed9.jpg" alt="" width="500" height="375" /></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>W dwadzieścia lat po</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Szczygieł promował w Krakowie swoje najnowsze literackie dziecko – „20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła”. W skład antologii weszło ponad dwadzieścia bardzo różnych tekstów. <em>To trochę taki festiwal w Opolu, tylko na dużo wyższym poziomie</em> skwitował swój wybór Szczygieł. Jego autorów (a są wśród nich między innymi takie tuzy reportażu jak <a href="http://lekturki.com/2009/01/schodow-sie-nie-pali-wojciech-tochman/" target="_blank">Wojciech Tochman</a>, Włodzimierz Nowak, Jacek Hugo &#8211; Bader,  Lidia Ostałowska czy Katarzyna Surmiak – Domańska), połączył fakt reporterskiego debiutu po 1989 roku. Komponowanie antologii Mariusz Szczygieł porównał do składania krzyżówki, co okazało się zadaniem dość karkołomnym i wymagającym nie lada ekwilibrystyki. Bardzo istotna dla Szczygła była kolejność, bo następujące po sobie reportaże miały obrazować przemiany Polski na przestrzeni dwóch dekad. Książkę rozpoczyna i kończy tekst Wojciecha Tochaman. Otwierający tom „Człowiek, który powstał z torów” jest metaforą nas w 1989 roku, pozbawionych tożsamości, zmuszonych uczyć się żyć na nowo z takimi dobrodziejstwami losu jak nieograniczony dostęp do polędwicy sopockiej od nadmiaru, której może rozboleć brzuch (a to akurat osobiste wspomnienie Szczygła, o którym możecie przeczytać <a href="http://wyborcza.pl/1,76842,7225123,Jak_Jadzka_miala_wstawic_zeby___20__Antologia_reportazu.html" target="_blank">tutaj</a>). Bohaterem, zamykającego tom, „Wściekłego psa” jest z kolei człowiekiem o wielu tożsamościach, symbolizujący współczesnego Polaka, który może być każdym, ale nikim w pełni, czyli poniekąd wróciliśmy do punktu wyjścia.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Co z tym reportażem?</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Szczygieł przyznał, że nie łatwo być reporterem, bo choć w gatunku kryje się ogromny potencjał, wymaga on  wyjątkowego dziennikarskiego zaangażowania. Poza tym jest drogi. Wiele redakcji po prostu nie stać na wysyłanie reporterów w teren. Krótko mówiąc: do reportaży trzeba dokładać z własnej kieszeni. Gatunek ten również dynamicznie ewoluuje, bo zmieniające się czasy wymagają nowego sposobu pisania. Wedle słów samej Hanny Krall archaiczny sposób pisanie jest niedopuszczalny. Słynna reporterka, gdy po raz pierwszy zetknęła się z tekstami jeszcze nieopierzonego Szczygła, podobno powiedziała: <em>Panie Mariuszu, pan pisze tak jak ja pisałam dwadzieścia lat temu. Każde zdanie musi być szybciej</em>. Z kolei Krzysztof Kąkolewski nowoczesne reportaże określił mianem: <em>MTV rozpisanego na słowa</em> i to bynajmniej nie był komplement. Zapewne dlatego nie publikuje już od niemal dwudziestu lat.</p>
<p style="text-align: justify;">Sam Szczygieł, de facto uczeń Hanny Krall, ale i po części <a href="http://lekturki.com/tag/malgorzata-szejnert/" target="_blank">Małgorzaty Szejnert</a> (która przez lata była jego szefową w Dużym Formacie, i którą ze względu na zimny i wstrzemięźliwy sposób bycia jej zespół nazywał Chłodnią*), przyznaje, że choć z natury jest gadułą (zaprzeczyć się nie da), gdy pisze lubi destylować słowa. Podstawową zasadą, jaką wyznaje podczas pracy to trzymać sie prawdy, nie manipulować faktami, być obiektywnym, co właściwie jest niemożliwe, bo w tekstach reporter pokazuje swój ogląd świata, swoją interpretację postaci, która z natury jest subiektywna. Szczygieł w odróżnieniu od Tochmana nie pisze „przezroczystych” tekstów. Nie przypiera również do muru swych postaci. Jest zbyt delikatny, aby stawiać ich w niekomfortowej sytuacji, w której sam nie chciałby się znaleźć.  Przyznał również, że od czasu do czasu zdarza mu się przemycić wypowiedzi swych rodziców, bo <em>mają fantastyczny radiomaryjny ogląd świata.</em></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Na dachu Polsatu</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Dla wielu, niestety, Mariusz Szczygieł to wciąż przede wszystkim, zadający naiwne pytania prowadzący polsatowski talk show. Pracę w „Na każdy temat” przyjął z próżności, jak określił, <em>aby nakarmić miłość własną. </em>Chciał szybko zarobić na mieszkanie i praca w Polsacie mu to umożliwiła, ale był to również wyraz przekory Szczygła wobec inteligenckiej załogi Wyborczej, która odwykła od <em>normalnego życia. </em>Zresztą koledzy z redakcji pojąć nie mogli, jak taki bystry i dobrze zapowiadający się reporter może z własnej woli robić z siebie głupka wśród transwestytów, prostytutek i kobiet z największymi biustami**.</p>
<p style="text-align: justify;">Szczygieł na potrzeby programu wykreował wizerunek dziwiącego się światu <em>prawdziwka bez szkoły, </em>a był w tym tak wiarygodny, że gdy zjawił się na awangardowym festiwalu Warszawska Jesień inni goście spoglądali na niego z politowaniem w duchu odsyłając go na imprezę disco polo.</p>
<p style="text-align: justify;">Początkiem końca telewizyjnej kariery był pewien internetowy ranking najgłupszych osobowości telewizyjnych, w którym reporter zajął niechlubne pierwsze miejsce. Szalę goryczy przechylił Mariusz Ziomecki, który w miesięczniku Press nazwał Szczygła <em>facetem, który kiedyś był dziennikarzem. </em>Mariusz się obudził i po 7 latach szczerzenie zębów z ekranu wrócił do pełnoetatowego pisania. Na szczęście.</p>
<p style="text-align: justify;">Co ciekawe teraz, z perspektywy kilku lat, które minęły od momentu zakończenia telewizyjnej kariery, Szczygieł nie żałuje swego młodzieńczego wyboru. Nie sypie głowy popiołem, nie kaja się, że to był błąd i kompromitacja. Przygodę z Polsatem potraktował jako socjologiczny eksperyment i inspirujące doświadczenie.</p>
<p style="text-align: justify;">
<div class="wp-caption alignnone" style="width: 510px"><img title="Powstałe w trakcie spotkania portrety Mariusza Sz." src="http://farm3.static.flickr.com/2781/4136993174_ab9bb27834.jpg" alt="Powstałe w trakcie spotkania portrety Mariusza Sz." width="500" height="375" /><p class="wp-caption-text">Niejaka Kama z Poznania malowała w czasie spotkania portrety reportera</p></div>
<p style="text-align: justify;"><strong>Co dalej Panie Szczygieł?</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Później były Czechy. Zaczęło się od przesytu Polską. Po latach obecności w „Na każdy temat” był na spalonej pozycji, bo utracił tak potrzebną reporterowi anonimowość. Gdy wyruszał w teren, traktowano go jako żywą telewizję, co uniemożliwiało mu pracę. Musiał zmienić otoczenie. Padło na Czechy. Na szczęście udało mu się nauczyć języka czeskiego (a to jedyny język obcy, który opanował!). Później był ogromny sukces „Gottland”, Nike czytelników, przekład na dziewięć języków, teraz „20 lat nowej Polski w reportażach”, a co dalej?</p>
<p style="text-align: justify;">Przynajmniej trzy książki ma w planach Mariusz Szczygieł. Pierwsza &#8211; o Czechach, dokładnie o praskiej <a href="http://www.mullerovavila.cz/default-cv.html" target="_blank">willi Müllerów</a> na Strešovicach, która ma być wedle słów reportera, przyczynkiem do rozprawy z kulturą czeską dwudziestego wieku. Zaprojektowana przez wiedeńskiego architekta Adolfa Loosa budowla była swego rodzaju modernistycznym eksperymentem, nie bez przyczyny nazywano ją <em>cwanym domem</em>. Po wojnie została znacjonalizowana, usytuowano w niej między innymi centrum marksizmu i leninizmu.</p>
<p style="text-align: justify;">Drugą książkę Mariusz Szczygieł chce poświęcić Ukrainie (i w związku z tym ma zamiar nauczyć się języka ukraińskiego). Trzecia będzie kolejną antologią, tym razem najważniejszych reportaży XX wieku.</p>
<p style="text-align: justify;">Na koniec anegdotka. Co robi Mariusz Szczygieł, niepoprawny śpioch, gdy o 13 dzwonią do niego z redakcji z pytaniem czemu jeszcze nie ma go w pracy i kiedy ma zamiar się w niej zjawić? Włącza okap w kuchni i mówi, że już jedzie taksówką…</p>
<p style="text-align: justify;">*Wedle słów samego Szczygła największym komplementem, jakim go obdarzyło było: <em>Mariuszu, to jest drukowalne, drukowalne</em>, co miało oznaczać, że tekst jest bardzo dobry.<br />
**W Polsacie wiele się od tamtej pory nie zmieniło. Wciąż mają najgorsze dekoracje i najdurniejsze programy w duchu jarmarcznym.</p>
<p style="text-align: justify;">[Spotkanie w ramach cyklu Reporteży Dużego Formatu, Klub pod Jaszczurami, Kraków 25.11.2009]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/11/tako-rzecze-mariusz-szczygiel/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pocałuj mnie w dupkę, czyli Jacek Dehnel z Cafe Szafe</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/11/pocaluj-mnie-w-dupke-czyli-jacek-dehnel-z-cafe-szafe/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/11/pocaluj-mnie-w-dupke-czyli-jacek-dehnel-z-cafe-szafe/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 08 Nov 2009 22:28:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Spotkania z literatami]]></category>
		<category><![CDATA[Jacek Dehnel]]></category>
		<category><![CDATA[spotkania autorskie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1078</guid>
		<description><![CDATA[Wiedziałam, że Jacek Dehnel jest osobistością niezwykłą i wielobarwną. Wiedziałam, że bardzo konsekwentnie kreuje swój wizerunek dandysowatego młodzieńca, ale nie sądziłam, że jest koneserem białych kozaczków. Tych białych kozaczków. A także kultowego blogu Aaaby sprzedać gromadzącego najbardziej kuriozalne pośród kuriozów &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/11/pocaluj-mnie-w-dupke-czyli-jacek-dehnel-z-cafe-szafe/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft" style="margin-left: 0px; margin-right: 4px;" title="Spotkanie z Jackiem Dehnelem, w tle jedno ze zdjęć Fotoplastikonu" src="http://farm3.static.flickr.com/2629/4086810809_7ae227615f.jpg" alt="" width="300" height="218" />Wiedziałam, że Jacek Dehnel jest osobistością niezwykłą i wielobarwną. Wiedziałam, że bardzo konsekwentnie kreuje swój wizerunek dandysowatego młodzieńca, ale nie sądziłam, że jest koneserem białych kozaczków. Tych <a href="http://bialekozaczki.blog.pl/">białych kozaczków</a>.</p>
<p style="text-align: justify;">A także kultowego blogu <a href="http://aaaby-sprzedac.blogspot.com/">Aaaby sprzedać</a> gromadzącego najbardziej kuriozalne pośród kuriozów z allegro, i także kilku innych sieciowych miejsc dedykowanych fotograficznym dziwolągom wszelakiej maści. Wyznanie te padły przy okazji rozmowy o „Fotoplastikonie” najnowszej książce Jacka Dehnela, której istotę stanowią właśnie zdjęcia. Po prawdzie nie osławionych <em>bikejek</em> (choć i to, znając literacki talent, dowcip i swadę pióra Dehnela, mogłoby być co najmniej interesujące), a mocno leciwe już fotografie (najmłodsza pochodzi z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, ale większość jest dużo starsza), które pisarz namiętnie skupuje na targu staroci na kole albo na aukcjach internetowych.</p>
<p style="text-align: justify;">„Fotoplastikon” to ponad sto fotografii opatrzonych literackim komentarzem Dehnela. Prace przy nim pisarz porównał do archeologii, bo i jedno i drugie w pewny sensie polega na „grzebaniu się” w trupach i odtwarzaniu przeszłości na podstawie dostępnych szczątkowych informacji. Opisywanie fotografii to jedna z osobliwych pasji Dehnela. Kreując historie wokół zdjęć daje nowe życie uwiecznionym na nich postaciom. Pisarz dobrowolnie bierze na siebie funkcję pośrednika, niemal mitologicznego Charona, który łączy czytelnika ze światem zmarłych zdjęć. Czasem niewielki drobiazg wyzwala zupełnie nową i niespodziewaną gamę znaczeń. Było tak choćby w przypadku portretu pewnej postawnej mieszkanki Bydgoszczy, której ramiona przypominają (wedle słów samego Jacka Dehnela) <em>połcie słoniny</em>. Na odwrocie zdjęcia ktoś (może ona?) ołówkiem kopiowym napisał: <em>pocałuj mnie w dupkę</em>, a ów uroczy komentarz nadał niespodziewanie frywolnego znaczenia tej niewinnej w gruncie rzeczy fotografii.</p>
<p style="text-align: justify;">Pisarz przyznał, że nigdy nie tworzy ad hoc. Niektóre komentarze do zdjęć dojrzewały w nim bardzo długo, a pisząc je <img class="alignright" style="margin-left: 4px; margin-right: 0px;" title="Jacek na czacie ;-)" src="http://farm3.static.flickr.com/2552/4086810823_fc37f5c8bd_m.jpg" alt="" width="240" height="192" />za każdym razem odsłaniał jakieś pole swojej wrażliwości. Kilka takich poletek, nieco innych, odsłonił również po zakończeniu oficjalnej części, gdy z równą swadą zaczął opowiadać o swoich kolekcjach. Nonszalancko przyznał, że zbieractwo w wydaniu patologicznym stanowi jego duchową skazę. Prócz starych fotografii oraz, co oczywiste, książek, które pęcznieją i go zjadają (w duchu mu przytaknęłam – moje robią dokładnie to samo, ale na nieszczęście ja nie mam mieszkania ze stropem na wysokości 3.5 metra) Jacek Dehnel kolekcjonuje stare sztućce. Gdybyście widzieli tą ukontentowaną minę, gdy opowiadał o swoich bardziej fikuśnych okazach, na czele z secesyjną piłką do pomarańczy! Cudowny widok! Zwieńczeniem jego ciągot ku kolekcjonowania jest zbiorek czegoś bardzo podniecającego i odrażającego zarazem: przedmiotów w towarzystwie, których odczuwa się numinosum. Są to rzeczy w pewien sposób związane z sacrum, ale jednocześnie budzące grozę. W swej kolekcji „numinosów” Dehnel ma miedzy innymi narzędzia męki pańskiej w butelce, pochodzącego z lat dwudziestych ukrzyżowanego Jezuska, który najwyraźniej był dekoracją w jakiś jasełkach, płyny ustrojowe ziemi świętej, podobizny obu papieży, matki boskiej licheńskiej oraz palmy i dwóch łabądków (sic!) odbitych na (jednym) lusterku oraz rzeźbę głowy Jezusa, która rusza oczami.</p>
<p style="text-align: justify;">I wszystko byłoby pięknie i cudnie, gdyby nie pokraczna konferansjerka. Kilka gorzkich słów należy się prowadzącemu, który za wszelką cenę i przy każdej okazji usiłował wykazać się swą erudycją. Z marnymi rezultatami, bo na tyłach sali trudno było cokolwiek usłyszeć/ zrozumieć z jego długawych tyrad. Na szczęście Jacka Dehnela było słychać wyśmienicie :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/11/pocaluj-mnie-w-dupke-czyli-jacek-dehnel-z-cafe-szafe/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z kubańskim pozdrowieniem</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/10/padura-leonardo-w-krakowie/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/10/padura-leonardo-w-krakowie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 11 Oct 2009 20:14:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Spotkania z literatami]]></category>
		<category><![CDATA[Leonardo Padura]]></category>
		<category><![CDATA[Pablo de Santis]]></category>
		<category><![CDATA[Pora prozy]]></category>
		<category><![CDATA[spotkania autorskie]]></category>
		<category><![CDATA[Susana Fortes]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1030</guid>
		<description><![CDATA[Czyli Leonardo Padura wizytujący Polskę. Wczoraj zakończyła się kolejna, bodaj 4-ta, edycja festiwalu literackiego Pora Prozy. Z racji tego, że jestem leniwa i wybredna z bogatego programu wybrałam sobie tylko jedno spotkanie, na które udałam się w wyjątkowo ponure i &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/10/padura-leonardo-w-krakowie/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Czyli Leonardo Padura wizytujący Polskę.</p>
<p style="text-align: justify;">Wczoraj zakończyła się kolejna, bodaj 4-ta, edycja festiwalu literackiego Pora Prozy. Z racji tego, że jestem leniwa i wybredna z bogatego <a href="http://www.instytutksiazki.pl/pl,fk,site,26,66,21371.php" target="_blank">programu</a> wybrałam sobie tylko jedno spotkanie, na które udałam się w wyjątkowo ponure i mokre sobotnie popołudnie. Właściwie sama sobie gratuluję samozaparcia, bo zwykle w takich „okolicznościach przyrody” żadna siła nie jest w stanie mnie z domu wyciągnąć. A jednak, dałam się skusić. W końcu niecodziennie kubańscy pisarze przyjeżdżają do Krakowa.</p>
<div class="wp-caption alignleft" style="width: 250px"><img style="margin-left: 0px; margin-right: 3px;" title="Susana Fortes" src="http://farm3.static.flickr.com/2432/4001881164_01e5f3ddaf_m.jpg" alt="Susana zamaszyście gestykuluje" width="240" height="180" /><p class="wp-caption-text">Susana lubi gestykulować</p></div>
<p style="text-align: justify;">Na zaproszenie Instytutu Książki oraz Instytutu Cervantesa do ciemnej i zimnej krakowskiej piwnicy Teatru Zależnego przybyła trójka hispanojęzycznych pisarzy – nie pierwszoligowych gwiazd, ale tłumaczonych na polski. Prócz Leonardo Padury, autora „<a href="http://lekturki.com/2009/08/goraczka-w-hawanie-leonardo-padura/" target="_blank">Gorączki w Hawanie”</a> oraz świeżutkiej „Wichury w Hawanie”, który de facto był jedynym powodem, dla którego wyszłam z domu można było sobie również posłuchać Argentyńczyka Pablo de Santisa (którego kojarzę z nazwiska) oraz niejaką Susanę Fortes – Hiszpankę, której nie kojarzę ani z imienia, ani z nazwiska, ani z żadnej powieści, którą napisała, a napisała ich podobno dziewięć, choć na polski przetłumaczono tylko dwie i są to książki (jak mówi o nich sama autorka) <em>do czytania w łóżku w ciepłych skarpetkach</em>.</p>
<p style="text-align: justify;">
<div class="wp-caption alignleft" style="width: 250px"><img style="margin-left: 0px; margin-right: 3px;" title="Pablo de Santis" src="http://farm3.static.flickr.com/2602/4001121887_3a3ba683f6_m.jpg" alt="Frasunek na twarzy Pablo de Santisa" width="240" height="180" /><p class="wp-caption-text">Frasunek na twarzy Pablo</p></div>
<p style="text-align: justify;">Początek spotkania nie zapowiadał niczego dobrego. Było dość ponuro, sztywno i grobowo. Po prawdzie prowadzący spotkanie Tomasz Pindel i anonimowa (bo nikt jej nie przedstawił!) tłumaczka dwoili się i troili, padały ciekawe pytania, nie mniej jednak interlokutorzy nie wykazywali specjalnego zainteresowania ani prowadzącym, ani widownią, ani spotkaniem (być może i im było zimno). Padura siedział ze śmiertelnie poważną miną, lub leżał na stole (o właśnie <a href="http://farm4.static.flickr.com/3421/4001120501_2370bbcde9.jpg" rel="lightbox[1030]" target="_blank"><strong>tak</strong></a>). De Santis sprawiał wrażenie najbardziej znudzonej osoby na całym globie. Myślę, że od ostentacyjnego gmerania w nosie odwiodło go tylko dobre wychowanie. Miast tego skupiał całą swą uwagę bądź to na suficie, bądź to na etykiecie nałęczowianki. Co innego Susana, która mówiła chętnie i dużo, co i rusz odpowiadając na pytanie nie adresowane do niej. Na szczęście później wszyscy się nieco ożywili, włącznie z de Santisem, a Padura zdjął szaliczek i nawet zaczął żartować.</p>
<p style="text-align: justify;">
<div class="mceTemp" style="text-align: justify;">
<dl id="attachment_1031" class="wp-caption alignleft" style="width: 250px;">
<dt class="wp-caption-dt"><img class="size-full wp-image-1031" style="margin-left: 0px; margin-right: 3px;" title="padura" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/10/padura.jpg" alt="Padura jeszcze z szalikiem i kamienną twarzą" width="240" height="180" /></dt>
<dd class="wp-caption-dd">Padura z szalikiem i kamienną twarzą</dd>
</dl>
</div>
<p style="text-align: justify;">Gwiazdy wieczoru zgodnie przyznały, że Cervantes to ich praojciec, a fakt posługiwania się językiem hiszpańskim jest czynnikiem silnie definiującym ich twórczość i to w stopniu, którego nie są do końca świadomi, choć każdy z pisarzy wykorzystuje to w zupełnie innym celu. Leonardo Padura ponad wszystko ceni sobie pisarską wolność. I faktycznie, jak słusznie na samym początku odnotował Tomasz Pindel, zarówno „Gorączka w Hawanie”, jak i „Wichura w Hawanie” to kryminały zaledwie w jakiś 40%. Dla Padury nie ma zresztą większego sensu płodzenie kryminałów w najbardziej dosłownym tego słowa znaczeniu. Celem, który  postawił sobie było stworzenie rodzaju kroniki społecznej Kuby. Sportretowanie wyspy z perspektywy, której na próżno szukać w agencyjnych newsach. Zaprzągł w tym celu środki znane z amerykańskiego kryminału noir, ale również dzieł takiego kalibru, jak „Rozmowa w Katedrze” Mario Vargas Llosy. I właśnie na tym polega wolność autora: aby wyciągać to co interesujące i wykorzystywać wedle upodobania i potrzeby.</p>
<p style="text-align: justify;">Padura przyznał też, że ma naturę męczyduszy, a swe postaci zmusza do robienia tego na co te nie mają ochoty. Nie inaczej jest  w przypadku Maria Conde, który wielokrotnie i z lubością ubolewa nad swym policyjnym losem, bo jego miejsce nie jest na posterunku, a przed maszyną do pisania. I to właśnie ta wrodzona niechęć do detektywistycznego fachu, która czyni z Mario antypolicjanta, a nie na przykład skłonność do wzdychanie nad urodą kubańskich dekoltów tudzież słabość do dobrego jedzenia i rumu, jest największym podobieństwem do samego Padury. Nieco później jednak wygadał się, że na Kubie za spódniczkami nie oglądają się tylko ślepie i geje, co każe się domyślać, że Leonardo i Mario mają z sobą  jeszcze coś wspólnego…</p>
<p style="text-align: justify;">Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zaopatrzyła swojego egzemplarza &#8222;Wichury w Hawanie&#8221; w <a href="http://farm3.static.flickr.com/2518/4001127423_87bd83841e.jpg" rel="lightbox[1030]">odautorską dedykację oraz autograf</a> :-)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/10/padura-leonardo-w-krakowie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>15</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pan Kielonek w Lokatorze</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/09/pan-kielonek-w-lokatorze/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/09/pan-kielonek-w-lokatorze/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 Sep 2009 21:07:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Spotkania z literatami]]></category>
		<category><![CDATA[Alain Mabanckou]]></category>
		<category><![CDATA[spotkania autorskie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=985</guid>
		<description><![CDATA[Żeby napisać dobrą powieść trzeba mieć trochę nie po kolei w głowie nonszalancko twierdzi Alain Mabanckou. Szybko się jednak zreflektował i dodał, że trzeba również być czytelnikiem, bo pisarz to czytelnik, którego złości pisarska nieporadność innych i postanawia wziąć sprawy &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/09/pan-kielonek-w-lokatorze/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Żeby napisać dobrą powieść trzeba mieć trochę nie po kolei w głowie </em>nonszalancko twierdzi Alain Mabanckou. Szybko się jednak zreflektował i dodał, że trzeba również być czytelnikiem, bo pisarz to czytelnik, którego złości pisarska nieporadność innych i postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Z kolei sam akt pisania jest dla niego przede wszystkim sposobem na przezwyciężenie samotności, ale i lekiem na tęsknotę za rodzinnym Kongiem.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" title="Alain Mabanckou w Lokatorze. Kraków 16.09.2009" src="http://farm3.static.flickr.com/2569/3927148202_29eaa5161c.jpg" alt="" width="400" height="300" /></p>
<p>Poza tym Alain Maboncku zna twórczość Witolda Gombrowicza, w dzieciństwie postanowił napisać &#8222;Czarnego Małego Księcia&#8221; (od oryginału autorstwa Saint Exupery&#8217;ego odróżniał go kolor czarny wstawiony w miejsce białego), a w szkole średniej musiał rysować Polskę.</p>
<p>Tych oraz wielu, wielu innych dykteryjek można było posłuchać dziś w krakowskim klubie <a href="http://www.lokator.pointblue.com.pl/" target="_blank">Lokator</a> z ust samego Alain. Autor szalonego <a href="http://lekturki.com/2008/11/kielonek-alain-mabanckou/" target="_blank">&#8222;Kielonka&#8221;</a> oraz &#8222;African Psycho&#8221; oko w oko okazuje się być nie tylko oczytanym erudytą, ale i osobą dowcipną i sympatyczną. Sprytnie krążył wokół zadanych mu pytań nigdy nie dając odpowiedzi wprost, chętnie i często odwoływał się do własnej przeszłości, ale zasadniczo powiedział tylko to na co miał ochotę. Pięknie się też nam podlizał stwierdzając, że prawdziwa siła literatury tkwi w czytelnikach, a nie pisarzach.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" title="Autograf Alain Mabanckou" src="http://farm3.static.flickr.com/2562/3927148168_617c431b46.jpg" alt="" width="263" height="350" /></p>
<p style="text-align: justify;">I jeszcze jedno. Obiecał, że jeszcze przyjedzie do Polski. Trzymam go zatem za słowo :-)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/09/pan-kielonek-w-lokatorze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Michel Houellebecq w Polsce</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/06/michel-houellebecq-w-polsce/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/06/michel-houellebecq-w-polsce/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 13 Jun 2008 19:16:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Foto]]></category>
		<category><![CDATA[Spotkania z literatami]]></category>
		<category><![CDATA[Michel Houellebecq]]></category>
		<category><![CDATA[spotkania autorskie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=255</guid>
		<description><![CDATA[Veni, Vidi, Vici. Wczoraj zdobyłam dedykację autorską Michela Houellebecqa. W takich chwilach, jak ta pozostaje mi tylko żałować, że lekturki narodziły się w 2007, a nie w 2006 roku, bo właśnie wówczas zachłysnęłam się obrazoburczą, nonkonformistyczną i olśniewająco świeżą twórczością &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/06/michel-houellebecq-w-polsce/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://farm4.static.flickr.com/3035/2576205232_17b27534a2.jpg" alt="" width="500" height="238" /></p>
<p><em>Veni, Vidi, Vici. </em>Wczoraj zdobyłam dedykację autorską <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Michel_Houellebecq" target="_blank">Michela Houellebecqa</a>.</p>
<p>W takich chwilach, jak ta pozostaje mi tylko żałować, że lekturki narodziły się w 2007, a nie w 2006 roku, bo właśnie wówczas zachłysnęłam się obrazoburczą, nonkonformistyczną i olśniewająco świeżą twórczością francuskiego skandalisty. Szkoda, bo choć wciąż pozostaje pod ogromnym wrażeniem &#8222;<a href="http://www.wab.com.pl/index.php?id=7&amp;bid=125" target="_blank">Platformy</a>&#8221; i &#8222;<a href="http://www.wab.com.pl/index.php?id=7&amp;bid=124" target="_blank">Cząstek elementarnych</a>&#8222;, czas zatarł w pamięci wiele szczegółów dotyczących samej lektury.</p>
<p>Houellebecqa albo się kocha, albo nienawidzi. Wobec jego pisarstwa nie można być obojętnym. A sam autor? Ekhm&#8230; na pierwszy rzut oka to flegmatyczne dziwadło z naburmuszoną miną.  Nie wygląda ani na szczególnego obrazoburcę, ani na pokłóconego ze światem skandalistę. Nieszczególnie sympatyczny, widać, że rola &#8222;małpki w zoo&#8221;, z którą wszyscy pstrykają sobie fotki, nie do końca mu odpowiada. I aż trudno sobie wyobrazić, że z tego wymiętego, niepozornego ciałka wyszły takie &#8222;świństewka&#8221;.</p>
<p><img src="http://farm4.static.flickr.com/3138/2576205234_16cf800580.jpg" alt="" width="500" height="375" /></p>
<p><img class="alignnone" src="http://farm4.static.flickr.com/3098/2576205244_11a1416734.jpg" alt="" width="375" height="500" /></p>
<p>W każdym razie dedykacja w (wciąż nieprzeczytanej) &#8222;<a href="http://www.wab.com.pl/index.php?id=7&amp;bid=429" target="_blank">Możliwości wyspy</a>&#8221; obecna.</p>
<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/06/autograf.jpg" rel="lightbox[255]"><img class="alignnone size-medium wp-image-256" title="Dedykacja od Michela Houellebecqa" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/06/autograf-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/06/michel-houellebecq-w-polsce/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>18</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

