<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; Non fiction</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/category/non-fiction/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Wed, 23 May 2012 14:19:26 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Każdy jest winny</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/08/wytepic-cale-to-bydlo-sven-lindqvist/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/08/wytepic-cale-to-bydlo-sven-lindqvist/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 27 Aug 2011 19:31:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[Skandynawia]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[kolonializm]]></category>
		<category><![CDATA[literatura szwedzka]]></category>
		<category><![CDATA[rasizm]]></category>
		<category><![CDATA[Sven Lindqvist]]></category>
		<category><![CDATA[terra incognita]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1540</guid>
		<description><![CDATA[Oto rzecz godna najwyższej uwagi. „Wytępić całe to bydło” Svena Lindqvista, to książka &#8211; oskarżenie, która pozbawiła mnie wszelkich złudzeń na temat tego jak okrutny i wyrachowany może być biały człowiek. Lindqvist, pochodzący ze Szwecji niezależny dziennikarz i podróżnik, stawia &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/08/wytepic-cale-to-bydlo-sven-lindqvist/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Oto rzecz godna najwyższej uwagi. „Wytępić całe to bydło” Svena Lindqvista, to książka &#8211; oskarżenie, która pozbawiła mnie wszelkich złudzeń na temat tego jak okrutny i wyrachowany może być biały człowiek.</p>
<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/08/Wytepic-cale-to-bydlo_Sven-Lindqvistimages_big31978-83-7414-673-9.jpg" rel="lightbox[1540]"><img class="size-full wp-image-1541 aligncenter" title="Wytepic-cale-to-bydlo_Sven-Lindqvist,images_big,31,978-83-7414-673-9" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/08/Wytepic-cale-to-bydlo_Sven-Lindqvistimages_big31978-83-7414-673-9.jpg" alt="" width="288" height="410" /></a></p>
<p>Lindqvist, pochodzący ze Szwecji niezależny dziennikarz i podróżnik, stawia w swym reportażu – eseju intrygującą i odważną tezę: nazistowska polityka wobec Żydów nie wzięła się znikąd, rasizm i ludobójstwo nie są wynalazkami XX wieku, a Hitler miału wielu godnych siebie poprzedników. Sęk w tym, że o nich się nie mówi. Lindqvist nie jest reporterem śledczym, nie odkrywa tajemnic. Pisze o rzeczach znanych, choćby z lekcji historii czy „Jądra ciemności” Conrada, przywołując tytuł, na który sam autor chętnie się powołuje i z którego zaczerpną tytuł, bo <em>Exterminate all the Brutus, </em>to słowa padające z ust Kurtza. Lindqvist zbiera w całość ciemne sprawki dotąd celowo przemilczane, albo inaczej – interpretowane w sposób wygodny dla białego człowieka. Bo tak naprawdę to my wszyscy przyzwoliliśmy na to, aby na zbrodniczą politykę kolonialną XIX-wiecznych mocarstw, w imię której na siłę „cywilizowano” (czytaj: mordowano lub poddawano okrucieństwo najróżniejszego sortu) mieszkańców podbijanych ziem, spuścić zasłonę milczenia. Temat nie istnieje, podobnie jak znikały jeden po drugim narody eksterminowane przez białego człowieka z Zachodu.</p>
<p>Co w „Wytępić całe to bydło” w mym odczuciu jest najbardziej zawstydzające i odrażające, to fakt, że do prowadzonego bez mrugnięcia okiem regularnego ludobójstwa, usiłowano dorobić naukową teorię, znaleźć empiryczny dowód na (założoną z góry) intelektualną, fizyczną i kulturową niższość dzikich, których w imię postępu można, a nawet trzeba wyeliminować. Rasizm nie jest wynalazkiem dwudziestego wieku.</p>
<p>Reportaż Lindqvista to gorzka pigułka dla białego człowieka. To oskarżenie wymierzone w  zadowolonego z siebie, sytego i przekonanego o własnej wyższości Europejczyka. Każdy jest winny. Myślę, że lekturę „Wytępić całe to bydło” warto połączyć z „Witajcie w raju”. Jeni Dijelemans (nawiasem mówiąc również Szwedki) demaskuje w nim kulisy przemysłu turystycznego, który poniekąd jest kontynuacją ekspansji kolonialnej sprzed wieków. Współczesny kolonializm może i jest mniej krwawy, ale w istocie niewiele je różni.</p>
<p><em>Ty to już wiesz. Ja również. Nie wiedzy nam brakuje. Brak nam odwagi, by to, co wiemy, zrozumieć i wyciągnąć z tego wnioski. </em>[s. 232]</p>
<p>„Wytępić całe to bydło” Sven Lindqvist, przełożyła Milena Haykowska, W.A.B., Warszawa 2009, s. 243.</p>
<p>Seria <a href="http://lekturki.com/tag/terra-incognita/" target="_blank">terra incognita</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/08/wytepic-cale-to-bydlo-sven-lindqvist/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W przedpieklu</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/03/stroma-sciana-eugenia-ginzburg/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/03/stroma-sciana-eugenia-ginzburg/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Mar 2011 00:28:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[(auto)biografie i wspomnienia]]></category>
		<category><![CDATA[Bolszaja Rossija]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Eugenia Ginzburg]]></category>
		<category><![CDATA[gułag]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[stalinizm]]></category>
		<category><![CDATA[Syberia]]></category>
		<category><![CDATA[totalitaryzm]]></category>
		<category><![CDATA[Wyzwania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1508</guid>
		<description><![CDATA[Prosta, elegancka i trzymająca w napięciu. Rozłożysta, bo nasycona ogromem szczegółów. „Stroma Ściana” to książka z gatunku tych, o których trudno pisać, bo cokolwiek napisać o powikłanych losach osób, których udziałem była gehenna stalinowskich więzień i gułagu zabrzmi banalnie. Poza &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/03/stroma-sciana-eugenia-ginzburg/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Prosta, elegancka i trzymająca w napięciu. Rozłożysta, bo nasycona ogromem szczegółów. „Stroma Ściana” to książka z gatunku tych, o których trudno pisać, bo cokolwiek napisać o powikłanych losach osób, których udziałem była gehenna stalinowskich więzień i gułagu zabrzmi banalnie. Poza tym, a nie jest to stwierdzenie szczególnie odkrywcze, dużo łatwiej pisać o literaturze przeciętnej niż wybitnej, a bez wątpienia o wybitność ocierają się autobiograficzne zapiski Eugenii Ginzburg.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="alignnone" title="&quot;Stroma ściana&quot; Eugenia Ginzburg" src="https://lh3.googleusercontent.com/-95o1e0P8i90/TXV4lJrthYI/AAAAAAAAAUg/il07OZfGsjU/s1600/Stroma-sciana.jpg" alt="" width="198" height="280" /></p>
<p>Jest rok 1937. Ginzburg – wzięta nauczycielka akademicka i dziennikarka, żona kazańskiego dygnitarza, komunistka wierząca i praktykująca, zostaje aresztowana. Za rzekomą działalność terrorystyczną, w rzeczywistości bez powodu, na podstawie sfałszowanych dowodów i relacji przekupionych świadków. Jej los podzieliły wówczas setki tysięcy radzieckich intelektualistów, ale Eugenia tego jeszcze nie wie. Aresztowanie wprawią ją w zakłopotanie. Nie żeby się go nie spodziewała. Sygnały, że kroi się coś niedobrego, w ciągu ostatnich miesięcy jej wolności były liczne, ale do ostatniej chwili nie wierzyła, że podobna zniewaga może spotkać uczciwego i oddanego członka partii. Toteż aresztowanie bierze  początkowo za pomyłkę systemu, ale system totalitarny się nie myli i (jeszcze) do błędów nie przyznaje. Tego Eugenia też jeszcze nie wie, a zetknięcie ze stalinowskim systemem więziennym, wielogodzinne przesłuchania i pokazowy proces to dopiero początek jej długiej drogi przez mękę. Przez kolejne kręgi piekła: od izolatki w więzieniu o zaostrzonym rygorze w Jarosławiu, przez wielodniowy etap na Kołymę i sam pobyt w obozach pracy.</p>
<p>Ginzburg zaczęła spisywać wspomnienia jeszcze na Kołymie. Po odbyciu dziesięcioletniego wyroku została zwolniona z obozu, ale pozbawiona praw obywatelskich i możliwości powrotu na kontynent. Dopiero po śmierci Stalina pisarka doczekała się rehabilitacji. Jej zapiski, w kontekście innych czytanych przeze mnie książek dotykających kwestii stalinowskich czystek, są pozycją bezprecedensową. Po pierwsze ze względu na samą Ginzburg, jakby nie patrzeć dumną posiadaczkę legitymacji partyjnej, sercem i rozumem popierającą Ojca Narodów. Oczywiście do czasu. Jej poglądy ewoluują, czemu, w nader stonowany i elegancki sposób, daje wyraz w „Stromej ścianie”. Co znamienne i  zdaje się również bezprecedensowe – pisarka, pomimo ogromu cierpień jakich doświadczyła, nie potępia swych oprawców w jednoznaczny sposób. Gardzi nimi, ale nie potępia.</p>
<p>Nie mniej dojmujące od gehenny w obozie są wspomnienia z życia po obozie – de facto ograniczającego się do nieśmiałych prób stworzenia zalążków normalności, ciągłego balansowania na granicy tego co dozwolone i surowo zakazane. Teoretycznie jako wolny człowiek, w praktyce obywatel drugiej, a może nawet trzeciej kategorii, pozbawiony możliwości pracy w ukochanym zawodzie, oddzielony od rodziny, żyjący na skraju ubóstwa, w permanentnym poczuciu zagrożenia – czy i kiedy znów aresztują?  A jednak, paradoksalnie zapiski Ginzburg tchnął specyficznym optymizmem. Przywracają  wiarę w ludzką solidarność i dobrą wolę, które nie zanikają nawet w tak podłych i zdehumanizowanych okolicznościach jak pobyt na Kołymie. Zresztą dzięki bezinteresownej dobroci przypadkowych osób Ginzburg w ogóle udało się przetrwać.</p>
<p>Tylko tytuł wydaje mi się idiotycznie przetłumaczony, bo czy istnieją ściany, które nie są strome?</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>„Stroma ściana” Eugenia Ginzburg, przełożył Andrzej Mandalian, Czytelnik, Warszawa 2009, s. 631.</p>
<p><a href="http://rosjawliteraturze.blogspot.com/" target="_blank">Książka przeczytana na potrzeby wyzwania Rosja w literaturze</a></p>
<h5>[z Biblioteki Jagiellońskiej]</h5>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/03/stroma-sciana-eugenia-ginzburg/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>17</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sztuka podróżowania</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/11/sztuka-podrozowania-alain-de-botton/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/11/sztuka-podrozowania-alain-de-botton/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 19 Nov 2010 20:40:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[eseje]]></category>
		<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Alain de Botton]]></category>
		<category><![CDATA[Edward Hopper]]></category>
		<category><![CDATA[Jorid Karl Huysmans]]></category>
		<category><![CDATA[podróż]]></category>
		<category><![CDATA[podróże]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[Vincent van Gogh]]></category>
		<category><![CDATA[William Wordsworth]]></category>
		<category><![CDATA[Xaviera de Maistre]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1468</guid>
		<description><![CDATA[Nie często zdarza mi się czytać książkę niezmiennie intrygującą od pierwszej do ostatniej strony i bynajmniej na myśli nie mam kryminału. Dzieło, które tak mnie zaciekawiło to coś zgoła innego z ciała i ducha. Jakie szczęście zatem, że Tomasz Brzozowski, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/11/sztuka-podrozowania-alain-de-botton/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/11/sztuka-podrozowania.jpg" rel="lightbox[1468]"><img class="alignnone size-full wp-image-1469" title="sztuka-podrozowania" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/11/sztuka-podrozowania.jpg" alt="" width="200" height="319" /></a></p>
<p>Nie często zdarza mi się czytać książkę niezmiennie intrygującą od pierwszej do ostatniej strony i bynajmniej na myśli nie mam kryminału. Dzieło, które tak mnie zaciekawiło to coś zgoła innego z ciała i ducha. Jakie szczęście zatem, że Tomasz Brzozowski, w przerwach między pajacowaniem w kolejnych reklama Knorra, znajduje trochę czasu na wydawanie literatury, bo firmowana przez Czułego Barbarzyńcę <strong>„Sztuka podróżowania” Alain de Bottona</strong> jest dziełkiem z wszech miar godnym uwagi. W dodatku, a nie sposób się do tego nie odnieść, wyjątkowo trafnie zatytułowanym, bo to właśnie sztuka pełni w tej erudycyjnej książce o podróżowaniu niepoślednią rolę. Odsyła ku rejestrom przeżyć wiążących się z niemalże mistycznym obcowaniem z pięknem, ku kształtującej ducha i rozwijającej wyobraźnię eudajmonii, ale i przywodzi na myśl zasób umiejętności czy wiedzy wypracowanej na poziomie mistrzowskim, nie dostępnej zwykłemu rzemieślnikowi. Innymi słowy, można być turystą bezrefleksyjnie przemieszczającym się w poszukiwaniu landszaftów godnych uwiecznienia na fotografii, ale można być i podróżnikiem, dla którego wyprawa jest intensywnym przeżyciem intelektualnym, a także przyczynkiem do poddania siebie i otoczenia refleksji. O tym jest „Sztuka podróżowania”.</p>
<p>Książka Bottona to błyskotliwy twór z pogranicza filozofii, eseju o sztuce i traktatu o banalności dnia codziennego. Twór poddający się lekturze na przynajmniej kilku poziomach znaczeń. Kluczem „Sztuki podróżowania” jest właśnie sztuka i jej wybitni twórcy, poprzez pryzmat których autor snuje kolejne impresje oraz interpretuje świat. Artyści pełnią tu rolę duchowych przewodników. I tak Prowansję Botton czyta poprzez malarstwo Vincenta van Gogha. Widzi ją jako krainę  nasyconą skontrastowanymi ze sobą podstawowymi barwami, wirującymi pod wpływem mistrala. Po Krainie Jezior prowadzi go poezja Williama Wordswortha, piewcy przyrody, zachęcający do podróżowania poprzez krajobrazy, które rozbudzą uczucia krzepiące duszę. Z perspektywy nieodbytych peregrynacje diuka des Esseintes (bohater powieści Jorisa-Karla Huysmansa) Botton pyta o wyobrażenia i przypisaną doń idealizację przed podróżą i konfrontację ze światem zastanym. Czemu tak dzieje się, że nawet w najbardziej fascynujących zakątkach świata dopada nas pospolita nuda? A skoro tak czy nie lepiej, jak diuk, pozostać w domu? Wspólnie z postaciami z obrazów Edwarda Hoppera opowiada o kolektywnej samotności na lotniskach, w dworcowych poczekalniach czy przydrożnych zajazdach. O podskórnym smutku i wyalienowaniu przypisanemu miejscom nie będącym celem wyprawy, w których podróżny zatrzymuje się na chwilę. Wreszcie, posiłkując się przykładem Xaviera de Maistre, o sztuce podróżowania i odkrywania własnej dzielnicy, a nawet własnej sypialni, bo i tak można.</p>
<p>Każda wyprawa to nowe pytania o istotę, cel i powody, dla których decydujemy się pakować walizki i zamykać na wiele godzin w pociągach czy samolotach. Próba ubrania w słowa emocji i przeżyć, zwłaszcza tych duchowych, towarzyszących podróży. Botton wiele kwestii pozostawia nierozstrzygniętych, bo i rozstrzygnąć jednoznacznie ich się nie da. Woli zasłaniać się intelektualnymi i artystycznymi autorytetami. To właśnie ich głosy czynią z książki tak frapującą, a nawet uwodzicielską lekturę. Inspirującą do własnych przemyśleń nad sztuką podróżowania.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>„Sztuka podróżowania” Alain de Botton, przełożyła Hanna Pustuła, Czuły Barbarzyńca Press, Warszawa 2010</p>
<p>[z Biblioteki Jagiellońskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/11/sztuka-podrozowania-alain-de-botton/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z Szymborską w WC (lub tramwaju)</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/10/poczta-literacka-wislawa-szymborska/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/10/poczta-literacka-wislawa-szymborska/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Oct 2010 21:33:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Autotematycznie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[grafomania]]></category>
		<category><![CDATA[miniatura]]></category>
		<category><![CDATA[Nobel]]></category>
		<category><![CDATA[Wisława Szymborska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1434</guid>
		<description><![CDATA[Oho. Pewnie zaraz znajdą się tacy, co napiszą, że uprawiam świętokradztwo okrutne, bo jak to można Noblistkę ciągać po toaletach, a nawet jeśli to głośno o tym mówić? Ano można i bez wstydu się do tego przyznaję, że „Pocztę literacką, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/10/poczta-literacka-wislawa-szymborska/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/poczta_literacka.jpg" rel="lightbox[1434]"><img class="alignnone size-full wp-image-1435" title="poczta_literacka" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/poczta_literacka.jpg" alt="" width="200" height="280" /></a></p>
<p>Oho. Pewnie zaraz znajdą się tacy, co napiszą, że uprawiam świętokradztwo okrutne, bo jak to można Noblistkę ciągać po toaletach, a nawet jeśli to głośno o tym mówić? Ano można i bez wstydu się do tego przyznaję, że <strong>„Pocztę literacką, czyli jak zostać (lub nie zostać) pisarzem”</strong> Szymborskiej Wisławy podczytywałam głównie w WC, ewentualnie w komunikacji miejskiej, bo i forma i treść tej małej książeczki doskonale ją po temu predysponuje. Gwoli wyjaśnienia, dla wszystkich tych, którzy rzeczonej publikacji w ręku nie mieli, spieszę wyjaśnić, że „Poczta literacka” jest ni mniej ni więcej, a pamiątką po redakcyjnym epizodzie Szymborskiej. Zbiorem dowcipnych i nietuzinkowych miniaturek prozą będących autentycznymi odpowiedziami na radosną twórczość narodu, nadsyłaną masowo przez ten naród do tygodnika „Życie literackie”.</p>
<p>Szymborska Wisława, na długo przed tragedią sztokholmską oczywiście, do spółki z Włodzimierzem Maciągiem, anonimowo podjęła się misji tyleż niewdzięcznej co i koniecznej: odżegnywania osób, wyraźnie pozbawionych iskry bożej w dziedzinie literatury, od kontynuowania dalszych prób na tym polu. W związku z tym należałoby jej współczuć, ale i pozazdrościć. Współczuć, bo nie wiem kto skłonny byłby czytać wypoty osób, którym bozia poskąpiła literackich zdolności, za to szczodrze obdarzyła pisarską<em> </em>nadpobudliwością oraz wiarą w swój rzekomy dar, często podsycaną przez panie od polskiego. Pozazdrościć natomiast polotu i błyskotliwości z jakim poetka potrafiła na ową grafomańską działalność odpowiadać, tropiąc i, delikatnie acz zdecydowanie, tępiąc nonsensy, nieścisłości, kwieciste metafory, luki w edukacji i inne „kwiatki” początkujących twórców.</p>
<p>W „Poczcie literackiej” Szymborska objawia się po raz kolejny jako mistrzyni erudycji, poczucia humoru i powściągliwości. Forma książeczki predysponuje ją do podczytywania, czyli lektury pokawałkowanej. Stąd ma sugestia, gdzie sprawdzi się dobrze. Książka bez wątpienia warta jest uwagi, nie tylko dla wielbicieli poetki, a lektura, wbrew pozorom, daje sporo do myślenia.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p>„Poczta literacka, czyli jak zostać (lub nie zostać) pisarzem” Wisława Szymborska, wybór Teresa Walas, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2000</p>
<p>[z biblioteki w NML]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/10/poczta-literacka-wislawa-szymborska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Płakałam</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/09/ksiazki-najgorsze-stanislaw-baranczak/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/09/ksiazki-najgorsze-stanislaw-baranczak/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 21 Sep 2010 22:42:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Autotematycznie]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[autotematyzm]]></category>
		<category><![CDATA[grafomania]]></category>
		<category><![CDATA[pamflet]]></category>
		<category><![CDATA[PRL]]></category>
		<category><![CDATA[Stanisław Barańczak]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1415</guid>
		<description><![CDATA[Dokładnie: roniłam krokodyle łzy. I tak sobie myślę, że chyba powinnam stworzyć nową kategorię na blogu, którą nazwałabym na przykład lektury konieczne ewentualnie obowiązkowe, choć ta druga nazwa mniej mi leży, bo od razu trąci szkołą i przymusem, tym czasem &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/09/ksiazki-najgorsze-stanislaw-baranczak/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/09/ksiazki.najgorsze.jpg" rel="lightbox[1415]"><img class="alignnone size-full wp-image-1417" title="ksiazki.najgorsze" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/09/ksiazki.najgorsze.jpg" alt="" width="200" height="280" /></a></p>
<p>Dokładnie: roniłam krokodyle łzy. I tak sobie myślę, że chyba powinnam stworzyć nową kategorię na blogu, którą nazwałabym na przykład <em>lektury konieczne </em>ewentualnie <em>obowiązkowe, </em>choć ta druga nazwa mniej mi leży, bo od razu trąci szkołą i przymusem, tym czasem czytanie dobrej literatury to przyjemność, nie przymus, ale do rzeczy. Więc gdybym już stworzyła kategorię <em>lektur koniecznych</em> to w jednym rządku, obok <a href="http://lekturki.com/2010/08/loteria-shirley-jackson/" target="_blank">„Loterii” Shirley Jackson</a> i oczywiście <a href="http://lekturki.com/2010/09/zamkniete-drzwi-magda-szabo/" target="_blank">„Zamkniętych drzwi” Magdy Szabo</a>, postawiłabym, o ironio, <strong>„Książki najgorsze i parę innych ekscesów krytycznoliterackich”</strong> Stanisława Barańczaka.</p>
<p>Winna jestem Wam wyjaśnienia. Płakałam nie z żalu czy smutku, czy z powodu kataru siennego (a to ostatnie przytrafia mi się najczęściej), a ze <strong>śmiechu </strong>-<strong> </strong>a jest to fakt godzien podkreślenia, bo nie przypominam sobie książki, która doprowadziłaby mnie do takich spazmów radości. Wzmiankowana erupcja wesołości miała miejsce w okolicach strony 54. Nie żebym wcześniej nie chichotała, ale te parsknięcie to było dopiero preludium. To właśnie na owej 54 stronie wydania z roku 1990 zaczyna się krytyczna recenzja powieści <em>Piękna pokora </em>Stanisławy Fleszarowej-Muskat. Książki będącej, krótko mówiąc, powieścią erotyczną osadzoną w realiach marynarki wojennej. Jak zeznaje Barańczak. Nie, przepraszam, jak zeznają  Feliks Trzymałko i Szczęsny Dzierżankiewicz, bo pod takim pseudonimem swe brawurowe i prześmiewcze krytycznoliterackie pamflety Barańczak publikował, wydana przez Ministerstwo Obrony Narodowej (sic!) powieść Fleszarowej-Muskat w warstwie erotycznej <em>może zadowolić najwybredniejszych znawców. </em>Nieco gorzej sprawy mają się z tematyką współczesnego wojska. Para krytyków odczuła po lekturze pewien niedosyt, bo choć <em>marynarska sceneria pozwoliła (…) autorce na wprowadzenie obszernych opisów rzygania od strony zawietrznej, brakuje nam jednak naszych ulubionych scen koszarowych, dziarskiej musztry (…)</em> et cetera.</p>
<p>Nie tylko Fleszarowej-Muskat w „Książkach najgorszych” się dostało. Obok niej autorzy bardzo różni, dziś właściwie <a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/09/Ksiazki-najgorsze-i-pare-innych-ekscesow-krytycznoliterackich.jpg" rel="lightbox[1415]"><img class="alignright size-full wp-image-1416" title="Ksiazki-najgorsze-i-pare-innych-ekscesow-krytycznoliterackich" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/09/Ksiazki-najgorsze-i-pare-innych-ekscesow-krytycznoliterackich.jpg" alt="" width="147" height="224" /></a>zupełnie zapomniani. I dobrze. Co ich łączy? Grafomania. Płodzenie literackich śmieci niezdatnych do czytania, wydawanych w niebotycznych nakładach, jeśli nie pod oficjalną egidą, to zawsze z błogosławieństwem ludowej władzy. Barańczak zasługuje na podziw najwyższy, bo nie dość, że te koszmary czytał, to jeszcze był w stanie pisać o nich ze swadą, ironią i dowcipem, obnażając ich banalność, wtórność, kiczowatość, w dodatku cudnie podrabiając styl i język ówczesnej propagandy. Ten napisany z erudycyjnym zacięciem, zabójczo zabawny antyprzewodnik po literaturze PRL-u, czytało mi się tak wybornie, że od razu zachciałam swój własny egzemplarz. Do niedawno spełnienie mej zachcianki wcale nie byłoby takie proste, ale całe szczęście, że nieoceniony Znak wznowił to cudne dziełko w ubiegłym roku. W dodatku z wydania a.d. 2009 wypadły trzy, dość nudne i z dzisiejszej perspektywy mało aktualne, eseje, które zastąpiło <em>pięć wyskoków paszkwilanckich</em> z 1993 roku. Tylko pięć, bo niestety Autor poczuł się bezradny wobec bezmiaru kiczu III RP i na tym „Książki najgorsze” zakończył. A szkoda.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5.5 out of 6 stars</p>
<p>„Książki najgorsze i parę innych ekscesów krytycznoliterackich” Stanisław Barańczak, a5, Poznań 1990<br />
„Książki najgorsze i parę innych ekscesów krytycznoliterackich 1975-1980 i 1993” Stanisław Barańczak, Wydawnictwo Znak, Kraków 2009</p>
<p>[z biblioteki na Rajskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/09/ksiazki-najgorsze-stanislaw-baranczak/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O włos</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/08/zima-o-poranku-janina-bauman/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/08/zima-o-poranku-janina-bauman/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 17 Aug 2010 21:27:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[(auto)biografie i wspomnienia]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[druga wojna światowa]]></category>
		<category><![CDATA[holocaust]]></category>
		<category><![CDATA[Janina Bauman]]></category>
		<category><![CDATA[judaica]]></category>
		<category><![CDATA[Warszawa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1394</guid>
		<description><![CDATA[Wstyd się przyznać, ale po „Zimę o poranku” Janiny Bauman pewnie w ogóle bym nie sięgnęła, gdyby nie wzmianka na okładce, że autorka ukrywała się w okolicach Krakowa. Na hasło Kraków od razu wyostrzył mi się wzrok i postanowiłam zaryzykować. &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/08/zima-o-poranku-janina-bauman/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/Zima-o-poranku.jpg" rel="lightbox[1394]"><img class="size-full wp-image-1395  aligncenter" title="Zima o poranku" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/Zima-o-poranku.jpg" alt="" width="196" height="280" /></a></p>
<p>Wstyd się przyznać, ale po <strong>„Zimę o poranku”</strong> Janiny Bauman pewnie w ogóle bym nie sięgnęła, gdyby nie wzmianka na okładce, że autorka ukrywała się w okolicach Krakowa. Na hasło Kraków od razu wyostrzył mi się wzrok i postanowiłam zaryzykować. Po cichu obawiałam się rozdzierając-sentymentalnej opowieści o dogorywaniu getcie. Nic bardziej mylnego. „Zima o poranku” sprawiła mi ogromną niespodziankę, jeśli w ogóle kategorią „niespodzianki” możemy się posługiwać się w stosunku do literatury traktującej o <a href="http://lekturki.com/tag/holocaust/" target="_blank">Holocauście</a>.</p>
<p>Wspomnienia pani Bauman można by postawić na półce obok „Dziennika” Anny Frank. Obie książki są zapisami przeżyć młodych dziewcząt żydowskiego pochodzenia zmuszonych ukrywać się przed niemieckimi okupantami. Obie autorki również traktowały pisanie jako formę terapii i oderwania się od rzeczywistości i właściwie na tym podobieństwa się kończą. <strong>„Zima o poranku”</strong> jest o niebo lepiej napisana niż „Dziennik” Anny. Zresztą nic w tym dziwnego. Pani Bauman miała szczęście i przeżyła. Książkę pisała już jako osoba dorosła, literacko dojrzała i choć wspomnienia obu dziewcząt tyczą się dość podobnych spraw typu głód, nuda, pierwsza miłość, chęć nauki, konieczność ukrywania się, życie w ciągłym poczuciu zagrożenia etc, podane są w zgoła odmienny sposób.</p>
<p>Styl Janiny Bauman jest szalenie ujmujący, elegancki i stonowany. Starannie dobierając każde słowo, bez wdawania się w emocjonalne dysputy, opowiada o burzliwych kolejach swej wojennej egzystencji. O życiu zredukowanym do najprostszych gestów, wyniszczającej monotonni i ciągłym lęku o bliskich. Pisarka miała szczęście w nieszczęściu. Co prawda miała ciemne włosy, garbaty nos i oczy o smutnym spojrzeniu, ale pochodziła z zamożnej rodziny inteligenckiej, niemal całkowicie zasymilowanej, kochającej się i zżytej. Przedwojenny status materialny przez długi czas chronił jej bliskich od beznadziejnego losu, przymierających z głodu, ubogich Żydów. Nawet w okupacyjnej rzeczywistości, w z pozoru zamkniętym na cztery spusty getcie, pieniądze wciąż mogły wiele. Zapewniły względnie normalne życie i dach nad głową, ale nie spokojne sumienie. Nastoletnia Janina nie mogła patrzeć obojętnie na ubóstwo swych pobratymców, nie mogła znieść przymusowej bierności. Z jej zapisków pobrzmiewa ogromna empatia, chęć działania i smutek z powodu ograniczonych możliwości. Bolała ją niemoc, ale właśnie dzięki temu, że (brzydko mówiąc) się nie wychylała przetrwała. <strong>Ale czy w takim razie jest antybohaterem? Czy fakt, że udało jej się ocaleć z zagłady dzięki ukryciu czyni z niej osobę mniej heroiczną?<br />
</strong></p>
<p>Janina wraz siostrą i matką zdołały uciec z getta. Aby przetrwać  kolejne lata okupacji ukrywały się między innymi u narkomanki, prostytutki, nad niemieckim urzędem. Przeżyły również Powstanie Warszawskie, po którym przesiedlono je do podkrakowskiej Zielonki. Wiele razy ich życie wisiało na włosku. Czytane przeze mnie wydanie zostało uzupełnione o rozdział opowiadający o wydarzeniach mających miejsce w  kilka miesięcy po zakończeniu wojny. Tułaczka rodziny Janiny bynajmniej się nie skończyła. Jako Żydówki, które przetrwała Holocaust uchodziły za niemalże skażone, towarzysko napiętnowane, niepożądane elementy burzące z trudem wypracowany powojenny ład i doprawdy nie wiem co było dla mnie bardziej bolesne – czytanie o wojennej gehennie czy relacji ze zdarzenia, które miało miejsce już po wojnie, kiedy to matka szkolnego kolegi Janiny, orientując się, że jej syn pomógł Żydówce, zmienia swój stosunek do niej o 180 stopni, szorstko i niegrzecznie ją odprawiając.</p>
<p><strong>Piękna, przejmującą książka, której lektura nie tylko trzyma w napięciu od pierwszych zdań, ale i cieszy oko wyborną frazą i pięknym językiem</strong>.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5.5 out of 6 stars</p>
<p>„Zima o poranku” Janina Bauman, przełożyły Janina Bauman oraz Anna Sak, SIW Znak, Kraków 2009</p>
<p>[z biblioteki na Królewskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/08/zima-o-poranku-janina-bauman/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nie tylko zdjęcia</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/08/nieznany-portret-krakowa-barbara-zbroja-konrad-myslik/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/08/nieznany-portret-krakowa-barbara-zbroja-konrad-myslik/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 04 Aug 2010 12:24:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Non fiction]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Barbara Zbroja]]></category>
		<category><![CDATA[Cracoviana]]></category>
		<category><![CDATA[dawno_temu]]></category>
		<category><![CDATA[Konrad Myślik]]></category>
		<category><![CDATA[Kraków]]></category>
		<category><![CDATA[palimpsest]]></category>
		<category><![CDATA[zdjęcia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1377</guid>
		<description><![CDATA[Gdyby ktoś zobaczył mnie przed kilkoma dniami zapewne zastanawiałby się po kiego grzyba wącham książkę? Bo tak mniej więcej, dla osób niewtajemniczonych w przedmiot mej lektury, mogły wyglądać próby przeczytania „Nieznanego portretu Krakowa” – książki bynajmniej nie do wąchania, ale &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/08/nieznany-portret-krakowa-barbara-zbroja-konrad-myslik/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/nieznany_portret_krakowa.jpg" rel="lightbox[1377]"><img class="alignleft size-full wp-image-1378" title="nieznany_portret_krakowa" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/nieznany_portret_krakowa.jpg" alt="" width="200" height="298" /></a>Gdyby ktoś zobaczył mnie przed kilkoma dniami zapewne zastanawiałby się po kiego grzyba wącham książkę? Bo tak mniej więcej, dla osób niewtajemniczonych w przedmiot mej lektury, mogły wyglądać próby przeczytania <strong>„Nieznanego portretu Krakowa”</strong> – książki bynajmniej nie do wąchania, ale do przeżywania i delektowania się , a nade wszystko oglądania. Temu kto planuje (lub jeszcze nie wie, że planuje, a wiedzcie, że warto) przyjrzenie się książce duetu Barbara Zbroja – Konrad Myślik  radzę od razu, zanim jeszcze zacznie czytać wstęp, zaopatrzyć się  w szkło powiększające. Później będzie za późno (jakkolwiek językowo durnie to nie brzmi), bo od „Nieznanego portretu <a href="http://lekturki.com/tag/krakow/" target="_blank">Krakowa</a>” trudno się oderwać.</p>
<p>Dwoje autorów, sobie tylko znanymi sposobami, wygrzebało z rozmaitych archiwów blisko dziewięćdziesiąt fotografii obejmujących okres od drugiej połowy XIX wieku do czasów Generalnej Guberni. Przy czym, co zaznaczyć trzeba, na próżno szukać tu zamku królewskiego, Sukiennic, plant czy innych powszechnie znanych i kojarzonych z Krakowem landszaftów. Zbroja i Myślik patrzą na gród Kraka z prowokującą nonszalancją, przywracając miejskiemu pejzażowi miejsca wymazane lub wykluczone, lub już nie istniejące, ewentualnie istniejące, ale w postaci tak dalece zmodyfikowanej czy zdewastowanej, że trudno je rozpoznać. Wśród nich – dziś zarośnięte polany w Lasku Wolskim, świeżo wytyczona aleja Słowackiego, budowa bulwarów wiślanych, przemysłowe Grzegórzki czy targowica końska na Placu Na Groblach. Każda fotografia opatrzona jest błyskotliwym komentarzem w istocie swej bardziej przypominającym erudycyjny szkic niż prosty podpis do zdjęcia informujący o tym co, kto i gdzie. Autorzy wyłuskują z fotografii detale nie widoczne gołym okiem  (a w każdym razie bez pomocy lupy), ale i w wyczerpujący sposób opowiadają związaną z nimi historię.</p>
<p>„Nieznany portret Krakowa” w warstwie meta to rzecz o miejskim palimpseście, proces ewolucji i nawarstwiania się czy może raczej wzrastania miejskiej tkanki Krakowa, ale również, jak celnie ujął to profesor Jacek Purchała we wstępie, opowieścią o przenikaniu się różnych światów. Jednakowoż największą wartością książki Zbroi i Myślika jest kompozycja: z pozoru w nieco przypadkowy sposób przesuwająca się w czasie i przestrzeni, w istocie tworząca indywidualną narrację przywodzącą na myśl strategię <em>flâneura</em> – miejskiego spacerowicza, bacznego obserwatora i urbanistycznego detektywa w jednym &#8211; dryfującego po krakowskich trotuarach i nigdzie nie czującego się tak dobrze jak na ulicy.</p>
<p>W toku lektury rośnie apetyt aby samemu wcielić się w <em>flâneura </em>i ruszyć w miasto z „Nieznanym portretem Krakowa” pod pachą. Zaplanowałam już sobie kilka spacerów, ale ostatnio pogoda wysoce nie sprzyjała wychodzeniu z domu. Ja to ja, ale szkoda byłoby, aby tak cenna książka ucierpiała w wyniku uporczywych opadów, toteż chwilowo zmuszona byłam przełożyć plany na później. Może jutro uda się sprawdzić czy żeliwny spust rynnowy z kamienicy przy Krakowskiej 4 wciąż ma się tak dobrze jak twierdzą autorzy, choć budynek Fabryki Wody Sodowej, którego był częścią, nie istnieje od niemal stu lat?</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 6 out of 6 stars</p>
<p>„Nieznany portret Krakowa” Barbara Zbroja, Konrad Myślik, Wydawnictwo WAM, Kraków 2010</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/08/nieznany-portret-krakowa-barbara-zbroja-konrad-myslik/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Swastyki w szarotkach</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/07/ojcobojca-sprawa-filipa-halsmanna-martin-pollac/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/07/ojcobojca-sprawa-filipa-halsmanna-martin-pollac/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Jul 2010 14:20:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[austria]]></category>
		<category><![CDATA[judaica]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[literatura austriacka]]></category>
		<category><![CDATA[Martin Pollack]]></category>
		<category><![CDATA[true crime]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1350</guid>
		<description><![CDATA[Pewnie znacie te zdjęcia, a jeśli nawet Szanowni nie kojarzą właśnie tych ujęć, ufam, że wiedzą kogo przedstawiają. Ich autorem je Filip Halsman – utalentowany fotograf żydowskiego pochodzenia, przez trzy dekady wzięty portrecista gwiazd kina, słynnych intelektualistów i polityków. Każde &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/07/ojcobojca-sprawa-filipa-halsmanna-martin-pollac/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft" title="MM by Filip Halsman" src="http://www.artef.com/Halsman/Philippe%20Halsman.Marilyn.%20Portrait%20Marilyn1.1952.1981.145-%20250.jpg" alt="" width="185" height="250" /><img class="alignnone" title="Salvador Dali by Filip Halsman" src="http://www.artef.com/Halsman/Philippe%20Halsman.Dali.Dali%20cyclops.1954.1981.%20125-250.tif.jpg" alt="" width="160" height="250" /><img class="alignnone" title="Audrey Hepburn by Filip Halsmann" src="http://28.media.tumblr.com/tumblr_kos5qqHzJQ1qzgv33o1_400.jpg" alt="" width="180" height="250" /></p>
<p>Pewnie znacie te zdjęcia, a jeśli nawet Szanowni nie kojarzą właśnie tych ujęć, ufam, że wiedzą kogo przedstawiają. Ich autorem je <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Philippe_Halsman" target="_blank">Filip Halsman</a> – utalentowany fotograf żydowskiego pochodzenia, przez trzy dekady wzięty portrecista gwiazd kina, słynnych intelektualistów i polityków. Każde jego zdjęcie było starannie przygotowanym studium postaci. Halsman wyciągał z modeli to co skrywali za dobrze znaną facjatą, dzięki czemu zdjęcia zyskiwały niespodziewaną głębię. Jednak zanim Halsman stał się <em>tym Filipem Halsmanem od gwiazd</em>, był wrażliwym studentem technicznego kierunku, którego oskarżono i skazano za zamordowanie ojca – Morducha, ryskiego dentysty. Filip do końca upierał się przy swej niewinności, w jego obronie wypowiadali się między innymi Tomasz Mann i Erich Fromm, a sama sprawa podzieliła opinię publiczną na dwa obozy, przy czym to ci przekonani o winie Halsmana stanowili większość.</p>
<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/07/pollack_ojcobojca.jpg" rel="lightbox[1350]"><img class="alignleft size-medium wp-image-1351" title="pollack_ojcobojca" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/07/pollack_ojcobojca-191x300.jpg" alt="" width="191" height="300" /></a>Rzecz miała miejsce w drugiej połowie lat dwudziestych w Tyrolu. W atmosferze narastających nastrojów antysemickich – wypada dodać. Morduch zginął zagadkowych okolicznościach, podczas wędrówki górskiej po Dolinie Ziller. Jedynym świadkiem wydarzenia był, wówczas 22-letni Filip, który z pełnym przekonaniem zezna, że był to wypadek. O czym innym świadczyć miały ślady w miejscu zdarzenia, toteż Filip, jeszcze tego samego dnia, zostaje aresztowany, a wkrótce potem postawiony przed sądem. Napisany w bardzo wyważony i oszczędny sposób (choć aż kipi od emocji!) <strong>„Ojcobójca: Sprawa Filipa Halsmanna”</strong> Martina Pollocka jest relacją z tamtych wydarzeń, ale i, bardzo udaną w mym odczuciu, próbą rekonstrukcji narodzin faszyzmu w Austrii, a także czymś w rodzaju quasi-kryminału, co czyni z reportażu książkę szalenie frapującą w lekturze. Niczym pierwszorzędny kryminał, ale obcowanie z prozą z gatunku <em>true crime</em> dodaje lekturze dodatkowego smaczku dzięki świadomości, że opisywane wydarzenia nie są owocem fantazji pisarza, a faktycznie miały miejsce.</p>
<p>Sprawa Filipa Halsmanna*, podobnie jak ta z domu na Road Hill kapitalnie opisana przez Kate Summerscale w <a href="http://lekturki.com/2010/04/podejrzenia-pana-whichera-kate-summerscale/" target="_blank">„Podejrzeniach pana Whichera”</a>,  wzburzyła, z ducha konserwatywnych, Tyrolczyków i całą austriacką społeczność też, a oliwy do ognia dolewały  antysemickie klimaty i coraz śmielej poczynający sobie faszyzm. Tyrolczycy byli od początku nieprzychylni, a nawet uprzedzeni wobec Filipa, głównie ze względu na jego mojżeszowe wyznanie. W skromnym studencie widziano zagrożenie dla społecznego ładu i, co bodaj w mniemaniu Tyrolczyków jeszcze gorsze, turystyki…  Zapewne dlatego śledztwo przeprowadzono niezręcznie i niedbale, z indolencją wołającą o pomstę do nieba. Wyrok na Halsmanna zapadł właściwie jeszcze w czasie śledztwa, a rozmnażające się niczym króliki nowe hipotezy i poszlaki, a także rozliczne wizje lokalne i powtórny proces niewiele zmieniły.</p>
<p>Zagadki śmierci Morducha Halsmanna nigdy nie wyjaśniono, podobnie jak Filip nigdy nie przyznał się do winy, z całym uporem przekonując o swojej niewinności, ale oskarżenie o ojcobójstwo zaważyło na reszcie jego życia.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>[„Ojcobójca. Sprawa Filipa Halsmanna” Martin Pollack, przełożył Andrzej Kopacki, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2005]</p>
<p>*Filip Halsman po wyemigrowaniu do USA skrócił nazwisko Halsmann o jedno n, stąd we wpisie posługuję się obiema wersjami w zależności od tego do jakich czasów się odwołuje</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/07/ojcobojca-sprawa-filipa-halsmanna-martin-pollac/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mekka powietrzników</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/07/powietrznicy-w-lanckoronie-kazimierz-wisniak/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/07/powietrznicy-w-lanckoronie-kazimierz-wisniak/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Jul 2010 18:08:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Przewodniki]]></category>
		<category><![CDATA[Kazimierz Wiśniak]]></category>
		<category><![CDATA[Lanckorona]]></category>
		<category><![CDATA[lato]]></category>
		<category><![CDATA[małopolska]]></category>
		<category><![CDATA[przeszłość]]></category>
		<category><![CDATA[przewodnik]]></category>
		<category><![CDATA[wakacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1338</guid>
		<description><![CDATA[Powietrznicy to innymi słowy letnicy (nie mylić z pensjonariuszami sanatoryjnymi!), którzy przybywają w dane miejsce dla zbawczych mocy powietrza, ale, ale, aby wszyscy mieli jasność, Lanckorona, o której tu mowa, to nie tylko tlen pierwszej jakości. Może i łatwo ją &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/07/powietrznicy-w-lanckoronie-kazimierz-wisniak/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/07/2009081110203295_250.jpg" rel="lightbox[1338]"><img class="size-full wp-image-1339  aligncenter" title="2009081110203295_250" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/07/2009081110203295_250.jpg" alt="" width="250" height="250" /></a></p>
<p><em>Powietrznicy</em> to innymi słowy letnicy (nie mylić z pensjonariuszami sanatoryjnymi!), którzy przybywają w dane miejsce dla zbawczych mocy powietrza, ale, ale, aby wszyscy mieli jasność, <a href="http://lekturki.com/2009/07/w-weekend-nie-przeczytalam-nawet-zdania/" target="_blank">Lanckorona</a>, o której tu mowa, to nie tylko tlen pierwszej jakości. Może i łatwo ją przeoczyć, ale  jej istnienia zdecydowanie nie sposób zignorować, bo i widoki tu nieprzeciętne, i ciekawa architektura (włącznie z romantycznymi ruinami zamku), i cisza wręcz niebywała i do tego najlepsze na świecie placki ziemniaczane, a nade wszystko niedefiniowalne coś, unoszącego się bodaj w tym wyborowym powietrzu. Nieuchwytny nastój beztroski, aura słodkiego nieróbstwa, ale i rozkładu i starzenia?</p>
<p>Nie dziwi zatem nic a nic sentyment, z jakim o Lanckoronie pisze jeden z jej najzagorzalszych wielbicieli &#8211; Kazimierz Wiśniak, znany zapewne bardziej jako współtwórca „Piwnicy pod Baranami” niż honorowy obywatel naszej czarującej bohaterki. Wiśniak popełnił książeczkę wielkiej urody i interesującą per se. W <strong>„Powietrznikach w Lanckoronie”</strong> cofa się do czasów dwudziestolecia międzywojennego, odtwarzając dzieje tego niegdyś popularnego miejsca wypoczynku, letniska tłumnie nawiedzanego również przez artystów. Od narodzin, przez przypadające na przełom lat 20tych i 30tych czasy rozkwitu, po powolny zmierzch w okresie Rzeczypospolitej Ludowej i współczesne próby reaktywacji.</p>
<p>Dawnej świetności oczywiście odtworzyć się nie da. Zabytkowe wille i legendarne lanckorońskie pensjonaty popadają w ruinę. Z dawnej Mekki powietrzników pozostały tylko dwa, które do dziś przyjmują gości. Nad miasteczkiem unosi się lekki smrodek przemijania, co nie oznacza, że Lanckorona chyli się ku upadkowi. Bynajmniej, miewa się doskonale. Ta starość jest tu, rzec by można, wpisana w krajobraz, a wszędobylskie ruiny i zarośnięte, przyklejone do zbocza chałupy czynią ją jeszcze bardziej czarującą, romantyczną i tajemniczą. W „Powietrznikach w Lanckoronie” Wiśniakowi udało oddać skrawek przeszłości, przywołać spłowiałe wspomnienia i nastrój błogiego leniuchowania z czasów, gdy nie latało się do Egiptu, a szczytem wyrafinowania były wczasy nad Balatonem.  Jego opowieść przepojona jest tęsknotą za latem, wakacyjną beztroską i nostalgią za tym co minione. Wielka w tym zasługa licznych starych fotografii oraz przytoczonych wspomnień tych, którzy przez lata współtworzyli niepowtarzalny klimat miasteczka na wzgórzu.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>[„Powietrznicy w Lanckoronie: Historia letniska” Kazimierz Wiśniak, Małopolski Instytut Kultury, Kraków 2008]</p>
<p>Dla odmiany i z przekory Lanckorona zimą</p>
<p><img class="alignnone" title="Lanckorona zimą 2010" src="http://lh3.ggpht.com/_vJlHBXmteX0/S1S7B6Kv65I/AAAAAAAAAFk/EowF16KuWtw/s800/DSC07126.JPG" alt="" width="560" height="315" /></p>
<p><img class="alignnone" title="Lanckorona 17.01.2010" src="http://lh3.ggpht.com/_vJlHBXmteX0/S1S7CDMiIiI/AAAAAAAAAFo/2_fDCmeq3J4/s800/DSC07133.JPG" alt="" width="560" height="315" /></p>
<p><img class="alignnone" title="Lanckorona 17.01.2010" src="http://lh6.ggpht.com/_vJlHBXmteX0/S1S7BWfci2I/AAAAAAAAAFc/_BHw3qo-EUY/s800/DSC07120.JPG" alt="" width="560" height="315" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/07/powietrznicy-w-lanckoronie-kazimierz-wisniak/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bon Appétit!</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/07/moje-zycie-we-francji-julia-child/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/07/moje-zycie-we-francji-julia-child/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 02 Jul 2010 16:34:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[(auto)biografie i wspomnienia]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[Francja]]></category>
		<category><![CDATA[jedzenie]]></category>
		<category><![CDATA[Julia Child]]></category>
		<category><![CDATA[kuchnia]]></category>
		<category><![CDATA[kulinaria]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1328</guid>
		<description><![CDATA[Pewnie, że widziałam film. Właściwie od „Julie i Julia” Nory Ephron się zaczęło, ale od perypetii sfrustrowanej kulinarnie blogerki bardziej do gustu przypadła mi część z Julią – tą rozłożystą niczym dąb (186 centymetrów wzrostu!) pasjonatką francuskich kulinariów, olśniewająco zagraną &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/07/moje-zycie-we-francji-julia-child/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/07/Moje-zycie-we-Francji.jpg" rel="lightbox[1328]"><img class="alignleft size-full wp-image-1329" title="Moje-zycie-we-Francji" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/07/Moje-zycie-we-Francji.jpg" alt="" width="177" height="280" /></a>Pewnie, że widziałam film. Właściwie od „<a href="http://www.filmweb.pl/film/Julie+i+Julia-2009-465594" target="_blank">Julie i Julia” Nory Ephron</a> się zaczęło, ale od perypetii sfrustrowanej kulinarnie blogerki bardziej do gustu przypadła mi część z Julią – tą rozłożystą niczym dąb (186 centymetrów wzrostu!) pasjonatką francuskich kulinariów, olśniewająco zagraną przez Meryl Streep, a że sama ostatnio próbuję zgłębiać arkana kuchni francuskiej uczęszczając (dzięki pewnej <a href="http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/" target="_blank">pani</a>) na lekcje tejże (żałuję, że zajęcia odbywają się tylko raz w miesiącu!), nie mogłam oprzeć się pokusie i nie sprawić sobie w mojej <a href="http://ksiegarnia.bonamedia.pl/" target="_blank">ulubionej krakowskiej księgarni</a> <strong>„Mojego życia we Francji”</strong> – tomu wspomnień Julie Child, na który nawiasem mówiąc parol zagięłam już dawno temu. Książka jest tak smakowita i radosna, że nie mogąc oprzeć się pokusie zaczęłam czytać już w księgarni, a następnego dnia wstałam specjalnie o szóstej, aby móc kontynuować. Żeby wszyscy mieli jasność – zazwyczaj nie wystawiam nosa z łóżka przed godziną 10.</p>
<p>Gdyby nie kuchnia Julia Child na wieki wieków pozostałaby jedną z anonimowych żon dyplomatów &#8211; wiernych towarzyszek na kolejnych zagranicznych placówkach. Szczęśliwie jednak jej mąż Paul po wojnie dostał skierowanie do Paryża. Przeprowadzka do Francji była dla zadowolonej z siebie Julii niczym haust świeżego powietrza, bo nagle okazało się, że świat pełen jest doskonałych i zupełnie nieznanych jej amerykańskiemu podniebieniu smaków. Francuskie jedzenie od razu stało się jej pasją, a że nie miała zbyt wiele do roboty zapisała się do szkoły gotowania i… przepadła do końca.</p>
<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/07/targ.jpg" rel="lightbox[1328]"><img class="alignnone size-full wp-image-1330" title="Targ w Barcelonie" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/07/targ.jpg" alt="" width="563" height="337" /></a></p>
<p>Rozumiem Julię. I dla mnie wyprawa po świeże warzywa i owoce na targ jest równie, a może nawet bardziej ekscytujące, niż zakupy w butiku, a kto wie czy i wyprawa do księgarni (choć to drugie jest dość ryzykowną tezą).  Ten szalenie entuzjastyczny tom wspomnień można uznać za piękny przykład realizacji amerykańskiego snu w dziedzinie kulinariów: od kompletnego dyletanctwa po mistrzostwo, sławę i błyskotliwą karierę w telewizji. Przy czym pamiętać trzeba (a czytając „Moje życie we Francji” zapomnieć o tym nie sposób), że Child była Amerykanką, toteż do każdego zadania, bez względu na to czy jest to przygotowywanie jajecznicy czy praca nad książką, podchodzi niemalże z euforią i niepodważalną wiarą w sukces i co istotne zaraża swą radością. W istocie lektura wspomnień Julii wprawia w doskonały nastrój.</p>
<p>Child podnosi gotowanie do rangi sztuki, żyje nim i je przeżywa, ale „Moje życie we Francji” to nie tylko kuchnia i dogadzanie  podniebieniu. Child sporo miejsca poświęca tak zwanej prozie życia, choć między nami mówiąc nie jeden by się z nią chciał zamienić i równie „prozaiczny” żywot wieść. Brak ogrzewania zimą i inne tego typu drobiazgi nie są w stanie sprzykrzyć wizji spędzenia kilku lat  w Paryżu, a następnie w Marsylii, Niemczech i Norwegii (w Niemczech może najmniej), a także posiadania małego domku na prowansalskiej wsi. Dla mnie nie mniej interesujące były również opisy twórczych zmagań z kanonicznym dziełem Julii, czyli &#8222;Mastering the Art of French Cooking&#8221;. Szokująca jest zarówno pieczołowitość przygotowań, jak i perfekcjonizm Julii, która nie spoczęła dopóki nie wypróbowała wszystkich możliwych kombinacji przyrządzania dania oraz nie dostosowała go do amerykańskich realiów (typu jankeski piekarnik czy mąka).</p>
<p><img title="Julia Child prepares soup on her WGBH  show, &quot;The French Chef.&quot; " src="http://cache.boston.com/bonzai-fba/Globe_Photo/2004/08/13/1092410202_0259.jpg" alt="" width="563" height="338" /></p>
<p>Książka Child jest cudowna. Przepojona miłością do Francji, dobrego jedzenia, wina i celebrowania prostych uciech. Lektura dostarczyła mi wielu kulinarnych podniet, a nawet wzruszeń (nad  marnością swego warsztatu i brakiem cierpliwości głównie), choć nie łudźmy się –  urok &#8222;Mojego życia we Francji&#8221; w pełni docenią tylko amatorzy podobnych rozrywek. Tylko oni będą rozumieć entuzjazm i zachwyt z jakim Julia potrafi opowiadać o jedzeniu: od trudów przygotowania zaczynając na niebiańskim smaku kończąc, co czyni z „Mojego życia we Francji” (stety- niestety) lekturę głównie dla koneserów.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>[„Moje życie we Francji” Julia Child, przełożyła Anna Sak, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010]</p>
<p>Na deser kapitalny <a href="http://www.youtube.com/watch?v=2ohiUbQyDhk" target="_blank">klip z cudowną Julią ze swadą rozprawiającą o drobiu</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/07/moje-zycie-we-francji-julia-child/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>29</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

