Articles in the Non fiction Category
(auto)biografie i wspomnienia, Lekturki »
Bodaj w poniedziałek (ale głowy, a już zwłaszcza własnej, za to nie dam) krakowska Gazeta Wyborcza zainicjowała kolejną społeczną akcję pete: Nadchodzą nowi mieszczanie, o Krakowianach rzecz jasna mowa. Również w poniedziałek (i za to już mogę oddać własną głowę) zaczęłam i od razu skończyłam (bo dalibóg, jak mawiali dawni Polacy, oderwać się nie mogłam, a książka za dużo stron nie ma) „Z pamiętnika niemłodej już mężatki” Magdaleny Samozwaniec. Co ma piernik do wiatraka, czy jak kto woli redaktorzy Wyborczej z nieżyjącą od prawie czterdziestu lat Madzią de domo Kossak? …
Czytadło, Europa, Lekturki, Non fiction »
Zabawny paradoks rodzi się z zestawienia czytanych przeze mnie zaledwie przed kilkoma dniami „Rzeczy” Georgesa Pereca z „Udrękami pewnej kasjerki” Anny Sam. Obie książki sytuują się bowiem niejako po przeciwnych stronach pokoleniowej barykady. Bohaterowie Pereca z lat sześćdziesiątych chcą mieć, ale nie chcą robić, bo praca w pewnym sensie duchowo ich hańbi, pożera czas i nie pozwala realizować tego na co mają ochotę. Inaczej rzeczy mają się autorką „Udręk pewnej kasjerki” – książki właściwie autobiograficznej, która pracować musi, aby zapewnić sobie byt, a w czasach tak zwanego kryzysu, brzydko mówiąc, …
Lekturki, Non fiction, Polska »
„Duchy polskie” czarujący przewodnik po nawiedzonych (wiadomo przez kogo) dawnych rodowych siedzibach możnych Polaków, lektura tyleż zacna co wciągająca, to jedyna książka, którą przeczytałam w ciągu ostatnich tygodni mego blogowego niebytu.
I tym razem niezawodna Bogna Wernichowska w parze z niejakim Maciejem Kozłowskim stworzyli książeczkę bardzo wdzięczną i udatną z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze mamy bowiem opowieści z dreszczykiem. Maleńki to co prawda dreszczyk, zwłaszcza mając na uwadze inną publikację pani Wernichowskiej – „Opowieści niesamowite z życiorysów sławnych ludzi i pamiętników polskich zaczerpnięte” – której lekturę zdecydowanie odradzam po …
(auto)biografie i wspomnienia, Lekturki, Piękna, Skandynawia »
„Od Astrid od Lindgren” promowane jest jako powieść biograficzna opowiadająca o burzliwym okresie w życiu autorki „Dzieci z Bullerbyn”. Powiem (napiszę?) tak: można by sobie życzyć, aby okres sturm und drang u każdego nastolatka miał równie burzliwy przebieg.
To co mogłoby bowiem być uznane za przejaw młodzieńczej niesubordynacji zostało w książce elegancko przemilczane, ba wręcz pominięte. Fabularyzowana biografia Astrid Lindgren nie zaczyna się zresztą, jak pan bóg przykazał, w dniu narodzin pisarki, ani nie rozsławia sielskiego dzieciństwa na smalandzkiej wsi, które, jak można przypuszczać, Lindgren przetransponowała do swych licznych powieści dla …
(auto)biografie i wspomnienia, Lekturki, Polska »
Spór między Krakowem a Warszawą wciąż żywy. Subiektywny alfabet Andrzeja Kozioła jest kolejnym głosem w dyskusji (czy może raczej słownej przepychance), rzucającym na te swary nieco nowego światła.
Przy czym zaznaczyć trzeba, że książeczka Pana Kozioła owych sławetnych niesnasek nie dotyczy, pisze on bowiem właściwie wyłącznie o Krakowie, a stolica pojawia się pod maską persyflażu. Andrzej Kozioł chętnie wbija szpile Warszawiakom, zresztą antywarszawskość jest jednym z haseł jego leksykonu, a dziennikarz wcale się nie kryje ze swą antypatią względem Kongresówki, choć to akurat dziwić nie powinno, w końcu jest Krakusem, a …
Lekturki, Non fiction, USA »
„Podróż Enrique” Sonii Nazario jest dowodem na to, że więcej nie znaczy lepiej, a zachowawczość i powściągliwość to jej obce.
Podobnie, jak czytana przeze mnie nie tak dawno temu „Afrykańska odyseja” Klausa Brinkbäumera również, powstała na kanwie cyklu nagrodzonych Pulitzerem reportaży prasowych, książka amerykańskiej dziennikarki podejmuje temat emigracji z krajów trzeciego świata do ziemi obiecanej, tyle że u Brinkbäumera była do Europa, a u Nazario jest USA. Piszą zresztą o tym w zupełnie odmienny sposób, co w przypadku Sonii Nazario niekoniecznie korzystnie wpłynęło na książkę. Brinkbäumer jest chłodnym profesjonalistą, który o …
Lekturki, Podróżnicze, Polska »
Karaluchy wielkości palca, skobel w drzwiach zamiast zamka oraz, last but not least, dziura w podłodze z wiaderkiem do spłukiwania nieczystości zamiast toalety. Tak wyposażony pokój w tanim (ale nie najtańszym!) hotelu zastała Marzena Filipczak tuż po przylocie do indyjskiego Bangaluru. Niezbyt budujące doświadczenie, prawda? Zwłaszcza jeśli ma się w perspektywie spędzić w podobnych warunkach najbliższe sześć miesięcy. Samotnych sześć miesięcy.
Wyjścia z takiej sytuacji wyobrażam sobie tylko dwa. Pierwsze – z płaczem (lub, jak kto woli, bez) wrócić do Polski i zapomnieć o całym incydencie. Drugie – wziąć się w …



