<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; Czarny Ląd</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/category/na-peryferiach/czarny-lad/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Wed, 23 May 2012 14:19:26 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>&#8222;Kochankowie mojej matki&#8221; Christopher Hope</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/10/kochankowie-mojej-matki-christopher-hope/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/10/kochankowie-mojej-matki-christopher-hope/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 04 Oct 2009 18:12:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czarny Ląd]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Christopher Hope]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[RPA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1016</guid>
		<description><![CDATA[Ciocia Zosia radzi: pielęgnujcie swojego wewnętrznego lenia &#8211; nigdy nie wiadomo kiedy się przyda. Niewiele brakowało, abym lekturę „Kochanków mojej matki” porzuciła po przeczytaniu jakiś 50 stron. Naszła mnie wówczas dojmująca refleksja, że właściwie Afryka nie jestem kontynentem, który w &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/10/kochankowie-mojej-matki-christopher-hope/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="size-medium wp-image-1017 alignleft" title="hope" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/10/hope-189x300.jpg" alt="hope" width="189" height="300" />Ciocia Zosia radzi: pielęgnujcie swojego wewnętrznego lenia &#8211; nigdy nie wiadomo kiedy się przyda.</p>
<p>Niewiele brakowało, abym lekturę <strong>„Kochanków mojej matki”</strong> porzuciła po przeczytaniu jakiś 50 stron. Naszła mnie wówczas dojmująca refleksja, że właściwie Afryka nie jestem kontynentem, który w jakiś szczególny sposób mnie pociąga. Zuchwale stwierdziłabym wręcz, że kulturowo nie ma w sobie nic, co by mnie ciekawiło. Co innego <a href="http://lekturki.com/category/europa/" target="_blank">Europa</a>, albo <a href="http://lekturki.com/category/literatura-azji/" target="_blank">Azja</a>, ale <a href="http://lekturki.com/tag/afryka/" target="_blank">Afryka</a>? Może niekoniecznie, więc skoro niekoniecznie to po co czas marnotrawić na książkę, jakby nie patrzeć, słusznej objętości? O dziwo żadnego użytku z tych deliberacji z samą sobą nie zrobiłam. Wewnętrzny leń nie pozwolił mi ruszyć się z fotela, pod ręką nie miałam żadnej innej książki, więc czytałam dalej, a z każdą kolejną stroną powieść Christophera Hope’a podobała mi się coraz bardziej, bardziej i jeszcze bardziej.</p>
<p>Matka i jej kochankowie nie zajmują w powieści Południowoafrykańczyka aż tak wiele miejsca, co mógłby zasugerować tytuł i ukryć się nie da, że na dobre to książce wyszło. Pod pretensjonalnym tytułem ukrywa się napisana z werwą wielowymiarowa powieść z psychologicznym zacięciem, ale i głęboką analizą społecznych oraz obyczajowych przemian doby apartheidu i post-apartheidu. Ale „Kochankowie mojej matki” to również całkiem spory kawałek historii południowej Afryki podany w gładkiej acz zapadającej w pamięć formie. Na takim tle skomplikowane relacje matki i syna, temat przewodni powieści Christophera Hope’a, zdają się być tylko dodatkiem do całej reszty.</p>
<p>Najbardziej literalnym sposobem odczytania „Kochanków mojej matki” jest interpretacja poprzez postkolonializm, z którego poniekąd wyrasta sam pisarz – Afrykaner, potomek białych osadników, który po latach próbuje zmierzyć się z wątpliwym dziedzictwem swym przodków.  Dla Kathleen, matki głównego bohatera, białoskórej afrykańskiej awanturnicy, która ponad wszystko ceniła wolność i niezależność, świat nie miał granic czy może inaczej &#8211; nie istniały żadne granice: ani geograficzne, ani obyczajowe, a szacunkiem obdarzała każdego kto na to zasługiwał bez względu na pochodzenie i kolor skóry – zupełnie na odwrót niż zakładał apartheid.</p>
<p>Paradoksalnie ekscentryczna pilotka, przyjaciółka Pigmejów i Karen Blixen, która prócz tego, że znała 5 języków, jeździła konno, polowała na słonie i dziergała na drutach, <em>potrafiła też trochę boksować: przetrwała trzy rundy z Hemingwayem w jakiejś sali w Mombasie, choć – jak później powiedziała – „był wtedy nieźle zalany”</em> [s. 13], okazywała więcej atencji każdej przypadkowo napotkanej osobie niż własnemu synowi, który z resztą z trudem znosił jej towarzystwo. Po latach (i dwóch nieudanych małżeństwach, których przykry finał zawdzięczał matce) Alexander wyrusza w świat na własną rękę. Do Johannesburga powraca dopiero na wiadomość o chorobie matki, ale miasto (i kraj), który zastanie nie będzie już tym samym miejscem, w którym dorastał. Z <em>Joburga</em> podzielonego przez apartheid przemienił się w <em>Joburg </em>kulturowo wykorzeniony i dziesiątkowany przez AIDS, <em>Joburg </em>trwający w permanentnym stanie wojny, ale już nie między białymi i czarnymi, a między bogaczami i biedotą. Miasto, w którym dawni wojownicy o wolność wyparli się swych aspiracji i z radością stali się członkami establishmentu, a zastraszeni biali zamknęli się w osiedlach – fortecach.</p>
<p>„Kochankowie mojej matki” to powieść utrzymana w konwencji obyczajowo – przygodowej, z wartko toczącą się akcją i, co odnotowuję z prawdziwym ukontentowaniem, całkiem niezłym dowcipem, nie mniej jednak humor Hope’a przyprawiony jest sporą ilością goryczy. Wbrew pozorom nie jest to powieść o sentymentach za „starymi dobrymi czasami” kolonialnymi, kiedy to białe było na górze, a czarne na dnie. Christopher Hope postarał się o uniwersalne przesłanie, czyniąc ze swego dzieła pochwałę szacunku i tolerancji, ale i krytyczną próbę dekonstrukcji południowoafrykańskiej tożsamości. Duży plus za przewrotne zakończenie.</p>
<p>„Kochanków…” czytało mi się wyśmienicie i jestem niezmiernie wdzięczna memu wewnętrznemu leniowi, że nie pozwolił mi udać się na poszukiwania innej lekturki.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>[„Kochankowie mojej matki” Christopher Hope, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/10/kochankowie-mojej-matki-christopher-hope/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Miłość za kilka włosów&#8221; Mohammed Mrabet</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/08/milosc-za-kilka-wlosow-mohammed-mrabet/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/08/milosc-za-kilka-wlosow-mohammed-mrabet/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 07 Aug 2009 18:26:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czarny Ląd]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Daleki Wschód]]></category>
		<category><![CDATA[Lemur]]></category>
		<category><![CDATA[Maroko]]></category>
		<category><![CDATA[melodramat]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[Mohammed Mrabet]]></category>
		<category><![CDATA[Wyzwania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=937</guid>
		<description><![CDATA[Ze sporą dozą prawdopodobieństwa mogę stwierdzić, że gdyby nie wyzwanie czytelnicze dedykowane peryferiom literackim nigdy nie sięgnęłabym po „Miłość za kilka włosów” marokańskiego pisarza czy raczej marokańskiego niepiśmiennego gawędziarza Mohammeda Mrabeta, bo ani to moje rejony literatury, ani kultura, której &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/08/milosc-za-kilka-wlosow-mohammed-mrabet/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/08/mrabet.jpg" rel="lightbox[937]"><img class="alignleft size-medium wp-image-1178" title="mrabet" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/08/mrabet-188x300.jpg" alt="" width="188" height="300" /></a>Ze sporą dozą prawdopodobieństwa mogę stwierdzić, że gdyby nie wyzwanie czytelnicze dedykowane <a href="http://peryferia.blox.pl/html" target="_blank">peryferiom literackim</a> nigdy nie sięgnęłabym po <strong>„Miłość za kilka włosów”</strong> marokańskiego pisarza czy raczej marokańskiego niepiśmiennego gawędziarza Mohammeda Mrabeta, bo ani to moje rejony literatury, ani kultura, której specyfika w jakiś szczególny sposób by mnie interesowała. Jednak właśnie od tego są wyzwania, aby zyskać pretekst do przełamania swego wewnętrznego oporu przed literackimi terytoriami, których do tej pory nie miało się okazji poznać. I teraz, już po przeczytaniu, tej debiutanckiej powieści (okraszonej przez polskiego wydawcę, nie wiem czy bardziej w charakterze nagrody czy najzwyklejszej zapchajdziury, trzema dodatkowymi opowiadaniami*) nie jestem pewna czy lektura „Miłości…” to było dobre posunięcie czy, powiem więcej, pospolita strata czasu?</p>
<p>Wbrew temu co deklaruje wydawca genialny debiut to to z pewnością nie jest, powiedziałabym raczej, że chwilami dosyć interesująca i przyzwoicie napisana powieść – równolatka i przy okazji daleka kuzynka „Stu lat samotności”. Nie powiedziałabym, że Mrabet czerpie inspiracje z realizmu magicznego, ale bez wątpienia w jego pisarstwie pobrzmiewają jego echa. „Miłość za kilka włosów” jest bowiem tragiczną z ducha opowieścią o wpływie magii na życie, ale i wzajemnym przenikaniu się kultury muzułmańskiej i zachodniej. Rzecz tyczy się powikłanych losów pary młodocianych kochanków, które można by streścić mniej więcej w ten sposób: on ją ujrzał, lecz ona jego nie, więc on idzie do czarownicy by ta rzuciła na nią czar, czar działa i wkrótce stanie się przyczyną zguby tych dwojga, ona chce jego on chce jej, ale po jednej upojnej nocy on jej nie chce, a ona chyba chce, ale właściwie to musi, po n-perypetiach jednak zostają razem, a potem to już na przemian chcą siebie i nie chcą, niby się kochają, a jednak z sobą być nie chcę i knują i się schodzą i rozstają.</p>
<p>Mogłabym się nawet wzruszyć losem pary młodych kochanków, która sama nie wie czego od życia chce, a w dodatku pochodzi z rodzin, która najoględniej rzecz ujmując siebie nie uznaje, ale o bogowie zakrzyknę, jak można kierować się tak mglistymi przesłankami, dawać się zwodzić i wodzić za nos, żyć podług zupełnie dla mnie niepojętej logiki. Słowem zirytował mnie ten Mrabet. Jego postaci robią co innego, mówią co innego, myślą co innego. Wzajemnie podkopują pod sobą dołki w imię miłości, że niby chcą z sobą być lecz nie mogą. Czemu nie mogą? Bo nie mogą.</p>
<p>Pozostawiając na chwilę z boku wzajemne bycie tudzież nie bycie pary kochanków wspomnieć trzeba o tym co powieść Mohammeda Mrabeta ratuje od nieuchronnego utonięcia w banale, mianowicie o piętnie, jakie na kulturze sztywnych reguł muzułmańskich Marokańczyków pozostawiał zachodni styl życia, co „Miłości za kilka włosów” symbolizuje przede wszystkim postać niejakiego pana Davida, który utrzymywał (i rozpijał zakazanym alkoholem też!) głównego bohatera. Tych dwoje połączyła dziwna relacja, związek wzajemnej przyjaźni i zależności, szokujący dla pochodzącej z konserwatywnej rodziny dziewczyny. Atutem powieści jest również jej prosta konstrukcja i bezpretensjonalna narracja i na tym de facto kończą się zalety.</p>
<p>Można, ale nie trzeba. Po prawdzie „Miłość za kilka włosów” to póki co jedyna książka Mohammeda Mrabeta przetłumaczona na język polski, ale prawdę mówiąc nawet jeśli ukażą się kolejne sygnowane nazwiskiem Marokańczyka to raczej odpuszczę sobie ich lekturę.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 3 out of 6 stars</p>
<p>*Ojcze, wybacz mi, ale tego trzeciego już mi się nawet doczytać do końca nie chciało.</p>
<p>[„Miłość za kilka włosów" Mohammed Mrabet, Wydawnictwo Świat Książki 2008]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/08/milosc-za-kilka-wlosow-mohammed-mrabet/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Stadion. Diabelskie igrzyska&#8221; Ify Nwamana</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/06/stadion-diabelskie-igrzyska-ify-nwamana/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/06/stadion-diabelskie-igrzyska-ify-nwamana/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 04 Jun 2009 16:04:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czarny Ląd]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Ify Nwamana]]></category>
		<category><![CDATA[Warszawa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=865</guid>
		<description><![CDATA[Multikulturowym freskiem z życia stadionowej społeczności w założeniu miała być debiutancka powieść Ify Nwamana – pochodzącego z Nigerii anglisty, który na własnej skórze przekonał się, jak to jest być handlarzem z Jarmarku Europa. Przyznaję, że już dawno nie miałam do &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/06/stadion-diabelskie-igrzyska-ify-nwamana/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-866" title="Stadion: Diabelskie igrzyska" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/06/stadion.jpg" alt="Stadion: Diabelskie igrzyska" width="184" height="280" />Multikulturowym freskiem z życia stadionowej społeczności w założeniu miała być debiutancka powieść Ify Nwamana – pochodzącego z Nigerii anglisty, który na własnej skórze przekonał się, jak to jest być handlarzem z Jarmarku Europa.</p>
<p>Przyznaję, że już dawno nie miałam do czynienia z powieścią tak nieporadnie napisaną, stylistycznie kaleką i literacko niedopracowaną. Warsztatowa amatorszczyzna Ify Nwamana razi w oczy niemiłosiernie, ale na szczęście dla tej mimo wszystko udanej powieści udało się autorowi w sprytny sposób zatuszować swe pisarskie braki. Kluczem do sukcesu okazał się temat: eksplorowane od podszewki życie kolorowych handlarzy ze Stadionu X-lecia, sytuującego się gdzieś na peryferiach kultury miejsca i społecznego fenomenu zarazem. Państwa w państwie, które jednym dawało (nierzadko krociowe) zyski – innym tandetną namiastkę luksusu. Nwamana przeszedł przez wszystkie etapy wtajemniczenia i  szczęście, że po zamknięciu na dobre targowiska, zdecydował się odmalować jego wierny konterfekt, co już samo w sobie daje unikatową możliwość przyjrzenia się jarmarcznemu organizmowi od środka. I faktycznie najlepszy w <a href="http://www.pierwsze.pl/ksiazki/stadion-diabelskie-igrzyska.html" target="_blank"><strong>„Stadion. Diabelskie igrzyska”</strong></a> jest dokumentalny potencjał powieści. Pikanterii dodaje kokieteryjne stwierdzenie Nwamana jakoby w literackie szatki ubrał tylko autentyczne wydarzenia. Zaowocowało to zlepkiem anegdot, wspomnień, relacji, przekrętów. Podręcznikiem wiedzy z emigracyjnego survivalu. To co absurdalne i nieprawdopodobne miesza się tu z wydarzeniami znanymi z pierwszych stron gazet (Nwamana między innymi odnosi się do sprawy <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Simon_Mol" target="_blank">Simona Mola</a>) co w parze z pisarską indolencją i rubaszno – tragicznym klimatem daje zaskakujące rezultaty.</p>
<p>Nie wdając się zbytnio w szczegóły, jako że odkrywanie kolejnych metod okpiwania naiwnej klienteli to niewyczerpane źródło frajdy, napiszę tylko tyle: nie sądzę, aby podobnie demaskatorska powieść mogła ujrzeć światło dzienne w czasach świetności stadionu, bo Nwaman bez ogródek, niczym na spowiedzi, zdradza kupieckie sekrety, opowiada o  sztuczkach, jakich dokonywano na trefnym towarze, korupcji służb mundurowych, a także specyficznym życiu toczącym się wokół stadionu. Całej historii patronuje natomiast archetyp czarnoskórego samca z gigantycznym przyrodzeniem i wciąż niespożytkowaną seksualną energią.</p>
<p>Zakulisowe życie Jarmarku Europa byłoby świetnym materiałem na porządny reportaż, ale jak widać również na całkiem przyzwoitą powieść. Siłą „Stadionu…” jest bowiem temat i zasadniczo tylko temat. Myśląc przyszłościowo lepiej byłoby dla wszystkich z panem Nwamana włącznie, aby powściągał swe ewentualne dalsze pretensje względem literatury. Wolałabym bowiem zapamiętać go jako autora jednej interesującej książki niż szeregu niewiele wartych, a &#8222;Stadion. Diabelskie igrzyska&#8221; bez wątpienia interesującą pozycją jest, choć literaturą sensu stricte już niekoniecznie.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/06/stadion-diabelskie-igrzyska-ify-nwamana/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Kielonek” Alain Mabanckou</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/11/kielonek-alain-mabanckou/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/11/kielonek-alain-mabanckou/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 02 Nov 2008 17:39:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czarny Ląd]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Alain Mabanckou]]></category>
		<category><![CDATA[Kongo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=504</guid>
		<description><![CDATA[Czegoś takiego jeszcze nie czytałam! „Kielonek” kongijski pisarz Alaina Mabanckou to powieść, która zachwyca świeżością, buńczucznością i żywiołową narracji, a przy okazji jest niezwykłym dowodem ogromnej erudycji autora, który bawi się rozmaitymi literackimi odniesieniami. To powieść przezabawna i mądra. Myślę, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/11/kielonek-alain-mabanckou/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/11/kielonek.jpg" rel="lightbox[504]"><img class="alignleft size-full wp-image-505" title="Kielonek" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/11/kielonek.jpg" alt="" width="135" height="220" /></a>Czegoś takiego jeszcze nie czytałam! <a href="http://www.karakter.pl/archives/1" target="_blank"><strong>„Kielonek”</strong></a> kongijski pisarz <a href="http://www.alainmabanckou.net/" target="_blank">Alaina Mabanckou</a> to powieść, która zachwyca świeżością, buńczucznością i żywiołową narracji, a przy okazji jest niezwykłym dowodem ogromnej erudycji autora, który bawi się rozmaitymi literackimi odniesieniami.</p>
<p>To powieść przezabawna i mądra. Myślę, że jedna z najciekawszych jakie miałam okazję przeczytać w tym roku. Komediodramat z udziałem bywalców wyszynku o wdzięcznej nazwie „Śmierć kredytom”, którego dzieje w specjalnym kajeciku spisuje tytułowy Kielonek, były nauczyciel obecnie stały gość spelunki i pożeracz wyścigowych kurczaków. Nie jest on zresztą jedynym ekscentrykiem, bo Mabanckou zaludnił powieść całą galerią dziwolągów wszelakiej maści. Ludzi wykorzystanych, oszukanych i przegranych. Degeneratów, wioskowych głupków, pijaków i temu podobnych dziwów. Ludzi z marginesu z całym bogactwem ich wykolejonych żywotów. Te specyficzne ludyczne igrzyska jako żywo przypominają mi rozmaitych ekscentryków z wczesnych filmów Federico Felliniego, a już zwłaszcza mój ukochany <a href="http://www.filmweb.pl/f30824/Amarcord,1973" target="_blank">„Amarcord”</a> – film, w którym to co cielesne i śmieszne sytuowało się w kontrze do mrożącej krew żyłach powagi (czyli powoluteńku kiełkującego faszyzmu). W „Kielonku” jest też sporo z „Gargantui i Pantagruela” Franciszka Rabelais, ale na tym nie kończą się literackie aluzje, jako że powieść Mabanckou jest cała upstrzona mnóstwem takich smaczków, a których odkrywanie tylko potęguje przyjemność płynącą z tej niezwykłej lektury. Bo w „Kielonku” jest i coś z Houllebecqa (obśmiałam się, jak norka, bo tytułem jego najbardziej znanej powieści Mabanckou zwykł określać pewną część męskiego ciała ;) i Marqueza i Prousta i Geneta i Llosy i Zoli i wielu, wielu innych.</p>
<p>Jednak niezwykłość tej powieści nie kończy się na dowcipnym opisie bandy sympatycznych wykolejeńców (odrobinę podobnych do tych z „Tortilla Flat” Johna Steinbecka) i literackich gierkach. Paradoksalnie to o czym teraz napiszę mogłoby być największą wadą „Kielonka”, a jest dokładnie odwrotnie. Mowa o braku kropek. I dużych liter na początku akapitów (bo o osobnych zdaniach nie ma mowy). Taki z Mabanckou łobuziak, a że jest on utalentowanym oratorem, wiedział, jak nadać powieści odpowiedni rytm. Co to oznacza w praktyce? Że „Kielonka” czyta się dosłownie jednym tchem, bo skoro nie ma kropek nie ma się na czym zatrzymać, nie ma chwili na oddech, przerwę, od pierwszych słów wciąga głęboko, bawi i rozśmiesza, rozśmiesza i bawi, zaskakuje, a czasem nawet zasmuca i co ciekawe – ani na chwilę w tym najdłuższym zdaniu świata, swoją drogą pełnym dygresji, nie gubi się wątku, ani rytmu, bo rytm sprawia, że się czyta, czyta i czyta, a słowo umykają, niepostrzeżenie doprowadzając do końca, a wtedy nachodzi czytelnika bolesna refleksja, bo jak to możliwe, że już koniec, że nie ma, że co, że jak? Mówię (piszę?) wam – rytm to jest to. Tłumacza powieści, Jacka Giszczaka powinno się żywcem ozłocić i wystawić w gablotce z napisem – oto wybitny translator, który nie pogubił się w językowych zawiłościach i, mówiąc krótko, dał radę (a łatwo z pewnością nie było). I niecierpliwie czekam, aż jakiś teatr pokusi się o sceniczną adaptację „Kielonka”, bo jest to gotowy materiał na świetny monodram.</p>
<p>Rewelacja! Pyszna zabawa z literaturą. Powieść, po którą mam zamiar sięgnąć jeszcze nie raz i Wam również gorąco ją polecam.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 6 out of 6 stars</p>
<p>A jako bonus próbka swawolnej narracji Alaina Mabanckou:<br />
<em>poznałem Drukarza, jak poznaje się większość nowych osób w tym barze, zjawiają się nie wiadomo skąd i oto stają przede mną ze łzami w oczach, przemawiają drżącym głosem, a ten typ, mam na myśli Drukarza, chciał ze mną rozmawiać od pierwszego dnia, w którym postawił platfusy w barze „Śmierć kredytom”, naprawdę miał chęć rozmawiać, rozmawiać ze mną, z nikim innym, i krzyczał „chce z tobą pogadać, chcę z tobą pogadać, to ciebie zwą Kielonek, co, chcę z tobą porozmawiać, mam ci wiele do powiedzenia, pozwolisz, że się dosiądę i zamówię flaszkę”</em> (…)</p>
<p>Obszerniejszy fragment można przeczytać <a href="http://www.karakter.pl/files/kielonekfragment.pdf" target="_blank"><strong>tutaj</strong></a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/11/kielonek-alain-mabanckou/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>18</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Ulica Rzeczna” Meja Mwangi</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/04/%e2%80%9eulica-rzeczna%e2%80%9d-meja-mwangi/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/04/%e2%80%9eulica-rzeczna%e2%80%9d-meja-mwangi/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 Apr 2008 15:04:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czarny Ląd]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[Kenia]]></category>
		<category><![CDATA[Meja Mwangi]]></category>
		<category><![CDATA[pauperyzacja]]></category>
		<category><![CDATA[ubóstwo]]></category>
		<category><![CDATA[Wyzwania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=184</guid>
		<description><![CDATA[Miejsce Akcji: Nairobi, Kenia, Afryka. Ujęcie pierwsze: Plac budowy (o ironio) Ministerstwa Rozwoju. Niemiłosierny upał. Wokół uwijają się robotnicy. Biedni, obdarci, głodni. Wszędzie unosi się pył. Od zapachu kurzu aż kręci się w nosie. Jest tak gorąco, że na samą &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/04/%e2%80%9eulica-rzeczna%e2%80%9d-meja-mwangi/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/03/ulica.jpg" rel="lightbox[184]"><img class="alignleft alignnone size-full wp-image-168" title="ulica" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/03/ulica.jpg" alt="" width="180" height="275" /></a><span style="font-family: Georgia;"> Miejsce Akcji: Nairobi, Kenia, Afryka.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: Georgia;">Ujęcie pierwsze: Plac budowy (o ironio) Ministerstwa Rozwoju. Niemiłosierny upał. Wokół <span> </span>uwijają się robotnicy. Biedni, obdarci, głodni. Wszędzie unosi się pył. Od zapachu kurzu aż kręci się w nosie. Jest tak gorąco, że na samą myśl o tym wysycha w ustach. Byle do gongu kończącego tę mordęgę, byle do wieczora<br />
Ujęcie drugie: speluna. Ani mniej, ani więcej. Po prostu mordowania z wyszynkiem i dziwkami. Ci sami umęczeni robotnicy po zmierzchu przepijają swe nędzne wypłaty na kolejne piwa i szybkie numerki z, nachalnymi niczym wygłodniałe kocice, młodziutkimi prostytutkami, które aby przeżyć – muszą kupczyć swym ciałem.<br />
Ujęcie trzecie: Kamienica czynszowa. A właściwie kondominium zapuszczonych pokoi ze wspólną toaletą i umywalnią. Nocne libacje, rozboje, płaczące dzieci, smród, fekalia, ubóstwo, karaluchy. I pośród tego nagromadzenia nieszczęść wszelakiej maści mieszka/żyje/pracuje Ben – główny bohater. </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: Georgia;">Nie jest ani szczególnie sympatyczny, ani inteligentny, ani szlachetny. Podobnie jak inni mieszkańcy ulicy Rzecznej, żyje dla wieczornego (byleby nie ciepłego!) piwa i pospiesznego chędożenia w zatęchłym kącie. Kiedyś nie było tak beznadziejnie. Być może nie różowo, ale było lepiej, jednak przez zbieg różnych niefortunnych życiowych przypadków, wszystko się Benowi posypało. Miał narzeczoną, miał perspektywy lepszej pracy, miał być ślub &#8211; został sam z jej nieślubnym synem na utrzymaniu. </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: Georgia;">W powieści Meji Mwangiego najbardziej dokuczliwy jest brak możliwości. Skazani na swój marny żywot mieszkańcy najbiedniejszych dzielnic Nairobi, bez perspektyw, żyją od pierwszego do pierwszego. Mwangi jest naturalistą, a w swym nonkonformistycznym zacięciu portrecisty nie oszczędza nikogo. Zwłaszcza nieszczęsnych kobiet, z założenia złych, kłamliwych i przekupnych. Bez ogródek epatuje brzydotą, brudem i beznadzieją życia marginesów społecznych. <span> </span>A czyni to w sposób nad wyraz plastyczny. Jesteśmy tam razem z postaciami. Czujemy te same przyprawiające o mdłości zapachy, jeździmy tymi samymi przepełnionymi autobusami, słyszymy sąsiadów, a co wieczór obserwujemy ludzkie upodlenie, które wzrasta proporcjonalnie szybko do promili przybywających w krwiobiegu. „Ulica Rzeczna” jest symbolem biedoty, która odziera ludzi z godności. Upodlone postacie z pokorą godzą się na swój nędzny los determinowany przez okrutne prawa ekonomii i… własną fizjologię. </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-family: Georgia;">Dojmująca proza, którą, pomimo kondensacji zła i brudu, czyta się znakomicie. </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/04/%e2%80%9eulica-rzeczna%e2%80%9d-meja-mwangi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

