<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; Literatura Azji</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/category/literatura-azji/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Wed, 23 May 2012 14:19:26 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Mój Murakami</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/04/o-czym-mowie-kiedy-mowie-o-bieganiu-haruki-murakami/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/04/o-czym-mowie-kiedy-mowie-o-bieganiu-haruki-murakami/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Apr 2010 18:31:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[(auto)biografie i wspomnienia]]></category>
		<category><![CDATA[Japonia]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[autotematyzm]]></category>
		<category><![CDATA[bieganie]]></category>
		<category><![CDATA[esej]]></category>
		<category><![CDATA[Haruki Murakami]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1254</guid>
		<description><![CDATA[Ja i Haruki Murakami jesteśmy właściwie kumplami. Nie dosłownie, niestety, nie mniej jednak ze względu na ilość przeczytanych książkę, nabrałam do jego twórczości stosunku niemalże emocjonalnego. Tak więc ja i Haruki czasem się lubimy (vide „Przygoda z owcą” czy „Tańcz, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/04/o-czym-mowie-kiedy-mowie-o-bieganiu-haruki-murakami/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/04/O-czym-mowie-kiedy-mowie-o-bieganu.jpg" rel="lightbox[1254]"><img class="alignleft size-full wp-image-1255" title="O-czym-mowie-kiedy-mowie-o-bieganu" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/04/O-czym-mowie-kiedy-mowie-o-bieganu.jpg" alt="" width="198" height="280" /></a>Ja i <a href="http://lekturki.com/tag/haruki-murakami/" target="_blank">Haruki Murakami</a> jesteśmy właściwie kumplami. Nie dosłownie, niestety, nie mniej jednak ze względu na ilość przeczytanych książkę, nabrałam do jego twórczości stosunku niemalże emocjonalnego. Tak więc ja i Haruki czasem się lubimy (vide „Przygoda z owcą” czy „Tańcz, tańcz, tańcz”), innym razem zgrzytam zębami na myśl o sobie (vide „Po zmierzchu” lub „Ślepa wierzba i śpiąca kobieta”). Z tym zgrzytaniem zębami to może trochę przesadziłam, ale i nie będę się krygować, że wszystko co sygnowane nazwiskiem Murakami doprowadza mnie do omdleń z zachwytu, albo przynajmniej palpitacji serca, bo tak nie jest, choć z drugiej strony lubię prosty i niewymuszony styl Murakamiego na tyle, że  jest on jednym z nielicznych pisarzy, których czytam wszystko, a każdej lekturze towarzyszy dreszczyk radosnego podniecenia: spodoba się czy nie spodoba?</p>
<p>Nie inaczej było z moją dziesiątą książką sygnowaną nazwiskiem Pana M. Pozycją wyjątkową, bo <strong>„O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu”</strong> beletrystyką nie jest. Jest natomiast zbiorem autobiograficznych esejów o bieganiu przede wszystkim, ale i poniekąd o jego pisarskiej karierze i życiu w ogóle. Nie powiem, abym do tematu nie podeszła sceptycznie. Tak niefortunnie się bowiem składa, że bieganie sytuuje się gdzieś pomiędzy rozwieszaniem prania, a sprzątaniem kociej kuwety w moim osobistym rankingu czynności znienawidzonych (nie żebym taki ranking prowadziła, bo nie). Toteż, gdy zaczynałam czytać nieco niepokoiło mnie pytanie: czy może być cokolwiek interesującego w książce o bieganiu? O dziwo może.</p>
<p>Nie jest tajemnicą, że Murakami zaczynał od prowadzenia baru w Tokio. W którymś momencie, a dobiegał wówczas do trzydziestki, właściwie z dnia na dzień napisał powieść. Niewiele myśląc wysłał ją na konkurs dla debiutantów i o niej zapomniał. Książka konkurs wygrała i została wydana, Murakami napisał kolejną i jeszcze następną. Tą trzecią była „Przygoda z owcą”, którą można uznać za przełomowe dzieło zarówno dla samego Murakamiego, jak i jego literackiego dorobku. Udało mu się wykrystalizować styl (który od tego czasu jest równy constans, innymi słowy stały i niezmienny, co jest i wadą i zaletą zarazem, bo schlebia to <em>mamoniowatej*</em> części nas, która lubi tylko to co zna, ale z drugiej strony w nadmiarze prowadzi do nieuchronnego ziewania),udało mu się także umocnić w przekonaniu, że chce pisać zawodowo, pozbyć się baru, rygorystycznie uporządkować życie, rzucić palenie i właśnie zacząć biegać.</p>
<p>Bieganie i pisanie to dla Murakamiego doświadczenia paralelne. Są ze sobą tak silnie powiązane, że bez biegania nie byłoby pisania. Obie czynności dyscyplinują życie pisarza, obie są rodzajem wyzwania i specyficznym misterium samotności, która jednak mu bardzo odpowiada.  <em>Pisanie powieści jest dla mnie wspinaczką na stromą górę, wdrapywaniem się po ścianie zbocza, wchodzeniem na szczyt po długiej i wyczerpującej wyprawie. Pokonuje się własne ograniczenia albo nie, jedno albo drugie. </em>[s. 108]. A czy z bieganiem na maratońskich dystansach (a na takich biega pisarz) nie jest podobnie?</p>
<p>Dla Murakamiego bieganie staje się doświadczeniem absolutnym. To coś więcej niż hobby, nałóg czy sposób spędzania czasu, to raczej życiowa filozofia, której całkowicie podporządkował siebie z podziwu godną konsekwencją. To również galopada myśli towarzyszących długim godzinom fizycznego wysiłku, intensywniejsze smakowanie rzeczywistości, ale i pewne zdystansowanie się wobec siebie i świata, a nade wszystko sposób na lepsze wsłuchanie się i zrozumienie siebie, swojego ciała i potrzeb. Brzmi to jak zdanie wyrwane z jakiegoś tandetnego poradnika w stylu „Jak żyć lepiej i skutecznej”, nie mniej jednak jest w tym jakiś pokrętny sens. Ja w każdym razie dałam się uwieść Panu M. Co prawda nadal bieganie jest między kuwetą, a praniem, ale nie propagowanie maratonów było celem tej książki.</p>
<p>Najciekawsze są pisarskie reminiscencje Murakamiego. W „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” tłumaczy się ze swojego stylu, sposobu pisania, podejścia do pracy, konfrontacji z opiniami krytyków i czytelników. Jest przy tym może i nieco megalomański, ale proszę państwa, to w końcu Haruki Murakami – jemu można wybaczyć taki drobiazg.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>[„O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” Haruki Murakami, przełożył z angielskiego Jędrzej Polak, MUZA, Warszawa 2010]</p>
<p>*Niezorientowanym przypominam, że mowa o inżynierze Mamoniu z „Rejsu” Marka Piwowskiego. To właśnie on lubił tylko te piosenki, które już znał.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/04/o-czym-mowie-kiedy-mowie-o-bieganiu-haruki-murakami/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>25</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Złota Pagoda” Yukio Mishima</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/03/zlota-pagoda-yukio-mishima/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/03/zlota-pagoda-yukio-mishima/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 13 Mar 2010 19:10:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Japonia]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Biblioteka Japońska]]></category>
		<category><![CDATA[Kioto]]></category>
		<category><![CDATA[Little Japan]]></category>
		<category><![CDATA[moralność]]></category>
		<category><![CDATA[nihilizm]]></category>
		<category><![CDATA[szaleństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Yukio Mishima]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1180</guid>
		<description><![CDATA[„Złota Pagoda” Yukio Mishimy jest powieścią godną uwagi z co najmniej kilku powodów. To po mistrzowsku skonstruowana analiza umysłu człowieka chorego psychicznie, opętanego wizją idealnego piękna urzeczywistnionego przez tytułową budowlę, ale nie jest to jedyny istotny wątek powieści. Mishima wykorzystał &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/03/zlota-pagoda-yukio-mishima/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/03/mishima.jpg" rel="lightbox[1180]"><img class="alignleft size-full wp-image-1181" title="mishima" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/03/mishima.jpg" alt="" width="189" height="280" /></a><strong>„Złota Pagoda”</strong> Yukio Mishimy jest powieścią godną uwagi z co najmniej kilku powodów. To po mistrzowsku skonstruowana analiza umysłu człowieka chorego psychicznie, opętanego wizją idealnego piękna urzeczywistnionego przez tytułową budowlę, ale nie jest to jedyny istotny wątek powieści.</p>
<p style="text-align: justify;">Mishima wykorzystał autentyczne wydarzenie, które miało miejsce w 1950 roku w Kioto. Wówczas to młody uczeń buddyjskiej szkoły zen podpalił japoński skarb narodowy &#8211; świątynię Kinkakuji z XIV wieku. Budowla szczęśliwym trafem przetrwała amerykańskie naloty w czasie wojny, ale nie uniknęła zemsty szalonego akolity. Mishimę  zaintrygowała postać owego podpalacza – nihilisty i schizofrenika ze skłonnością do autodestrukcji, którego życiem i świadomością całkowicie zawładnęła Złota Pagoda. Z procesu dojrzewania do popełnienia tego straszliwego czynu uczynił pisarz szkielet swej misternie skonstruowanej powieści. Podpalenie świątyni było bowiem dla szalonego Mizoguchiego konsekwencją i zdawać by się mogło jedynym możliwym krokiem, realizacją karmy.</p>
<p style="text-align: justify;">Fabułę „Złotej pagody” organizuje swoista gra pozorów i dojmujący fatalizm. Powieść naznaczona jest ideą konfliktu. Tym najważniejszym będzie konfrontacja niedoskonałego fizycznie Mizoguchiego – brzydkiego i chorowitego jąkały &#8211; z idealnym pięknem Złotej pagody. Wysublimowanej urody japońskiej sztuki z okrucieństwem, perwersją i brzydotą otoczenia. Nie mniej istotny jest również konflikt między surowym życiem klasztornym wedle zasad zen, a rzeczywistymi zachowaniami mnichów i akolitów. Pod płaszczykiem normalności – chłopak uczy się, ma dwoje przyjaciół i pokornie poddaje się wszystkim rytuałom &#8211; kryje się mroczna samotność i niekończące się próby walki z destrukcyjną mocą świątyni. Mishima ciekawie pokazuje dysonans między klasztornymi regułami, które powinny prowadzić do uszlachetnienia ducha, a ich rzeczywistą realizacją, w wyniku  której duchowy trening jest li tylko pustym, nic nie znaczącym gestem, a pod pozorem buddyjskiej reguły kryje się demoralizujące rozpasanie, lubieżność i inne cielesne grzeszki.</p>
<p style="text-align: justify;">Mishima nie uznaje podziału na czarne i białe. Jego świat, pełen moralnie dwuznacznych odcieni szarości, ma pozacierane granice między dobrem i złem. Zdawać by się mogło, że wszystko jest tu względne i nie pewne, wszystko poza samym aktem spalenia świątyni. Mizoguchiego zresztą  nie sposób jednoznacznie potępić, a jego bezkompromisowy czyn nabiera nowego znaczenia, gdy odczyta się go nie jako barbarzyński akt niepoczytalnego umysłu, a dramatyczną próbę wyzwolenia siebie, człowieka samotnego i wyobcowanego, który pojął, że wyrafinowane piękno to tylko złuda, za którą kryje się marność.</p>
<p style="text-align: justify;">Myślę, że „Złota Pagoda” w chwili ukazania się, przed ponad pięćdziesięciu laty, mogła nieco rozczarować, a nawet zawieść żądnych sensacji Japończyków. Zamiast literackiej kroniki wypadków, Yukio Mishima oddał w ich ręce powieść zgoła odmienną, uniwersalną i ponadczasową, w której słynna sprawa podpalacza świątyni Kinkakuji stanowi pretekst i punkt wyjścia rozważań nad destrukcyjną siłą obsesji idealnego piękna. „Złota Pagoda” to kanon japońskiej  literatury współczesnej, ale i po prostu interesująca powieść, a samą świątynię odbudowano i wygląda teraz <a href="http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Z%C5%82oty_pawilon_w_Kioto.JPG&amp;filetimestamp=20090422175650">tak</a>.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>[„Złota pagoda” Yukio Mishima, przełożyła Anna Zielińska – Elliott, Wydawnictwo Wilga, Warszawa 1997]</p>
<p>Kolejna, trzecia, książka przeczytana w ramach projektu „Little Japan”</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/03/zlota-pagoda-yukio-mishima/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Zagłada&#8221; Akira Yoshimura</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/02/zaglada-akira-yoshimura/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/02/zaglada-akira-yoshimura/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 28 Feb 2010 19:07:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Japonia]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Akira Yoshimura]]></category>
		<category><![CDATA[Little Japan]]></category>
		<category><![CDATA[średniowiecze]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1164</guid>
		<description><![CDATA[Mroczna acz nietypowa powieść grozy. Nietypowa, bo w „Zagładzie” Akiry Yoshimury nie ma mszczących się duchów i zwodniczych strzyg, a zaświaty równoznaczne są z opatrznością, która nagradza lub karze, a jednak w chłodnym realizmie powieści kryje się coś niepokojącego. Zresztą &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/02/zaglada-akira-yoshimura/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/02/zaglada.jpeg" rel="lightbox[1164]"><img class="alignleft size-full wp-image-1165" title="zaglada" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/02/zaglada.jpeg" alt="" width="200" height="280" /></a>Mroczna acz nietypowa powieść grozy. Nietypowa, bo w „Zagładzie” Akiry Yoshimury nie ma mszczących się duchów i zwodniczych strzyg, a zaświaty równoznaczne są z opatrznością, która nagradza lub karze, a jednak w chłodnym realizmie powieści kryje się coś niepokojącego.</p>
<p style="text-align: justify;">Zresztą kwalifikowanie <strong>„Zagłady”</strong> jako literackiego horroru jest co najmniej dyskusyjna. Powieść jest grzeczna i napisana po bożemu, powiedziałabym nawet, że dość nudnawa, a w każdym razie monotonna. Nie o wywołanie w czytelnikach lęku zresztą Akirze Yoshimurze chodziło, a raczej o zadanie kilku ważkich pytań natury moralnej, a dodanie etykietki „powieść grozy” jest wygodnym chwytem marketingowym, na który nie jeden złakniony <em>krwi i igrzysk</em> się złapie. I poczuje się zawiedziony, bo i krwi, i igrzysk tu niet (choć trupów sporo).</p>
<p style="text-align: justify;">Osadzona w średniowiecznej Japonii akcja „Zagłady” rozgrywa się w skrajnie ubogiej wiosce, której mieszkańcy, aby nie umrzeć z głodu sprzedają się w niewolę do miasta. Tak zrobił ojciec dziewięcioletniego Isaku, na którego barki zostaje zrzucenie utrzymanie przy życiu (dosłownie!) matki i reszty rodzeństwa. Mieszkańcy wioski egzystują wedle dictum pór roku, łowią skorupiaki i ryby, a zimą, pod pretekstem warzenia soli, próbują zwabiać ku skalistym brzegom łaskawe statki. Zrabowanym łup z takiego statku pozwoliłby im na wiele miesięcy dostatniego życia bez wizji głodowej śmierci. Łaskawe statki to jednak rzadkość, toteż wieśniacy nie pogardzą niczym co im się trafi, nawet łodzią, na której nie ma nic prócz trupów w czerwonych kimonach.</p>
<p style="text-align: justify;">Akira Yoshimura opowiada historię z perspektywy wrażliwego i niewinnego dziecka, które szybko musi dojrzeć i przejąć rolę głowy rodziny. Dla Isaku jest to i społeczny awans &#8211;  od teraz przestaje być traktowany jak dziecko &#8211; ale i wyzwanie, któremu z trudem podoła. Yoshmiura interesująco sportretował małą społeczność – pokorną, ale i zuchwałą zarazem. Potulnie poddającą się swemu losowi, godzącą się na życie w cieniu śmierci, z widmem głodu, którego oddech wciąż czują na karku, zdyscyplinowaną i uległą wobec przyrody, ale i hardą, bo wykorzystując religię do własnych interesów, modlącą się do bóstw o katastrofy kupieckich statków. Ot paradoks etyczny: mord i grabież jest dla wieśniaków jedynym sposobem przetrwania. Świętem, niemalże magicznym misterium odrywającym ich na chwilę od codziennych obowiązków i zrytualizowanej walki o przetrwanie. Ta zuchwałość będzie jednak początkiem ich zguby.</p>
<p style="text-align: justify;">Powtórzę się. Podobnie, jak <a href="http://lekturki.com/2010/02/obcy-taichi-yamada/" target="_blank">„Obcy” Taichiego Yamady</a>, również „Zagłada” Akiry Yoshimury jest powieścią bardzo japońską. W przejmujący i mroczny sposób portretującą wieki średnie, prostotę ówczesnego życia, ale i jego moralną ambiwalencję, a także niemalże niewolnicze poddanie się wobec kaprysów nie zawsze łaskawej natury.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p style="text-align: justify;">[„Zagłada” Akira Yoshimura, z japońskiego przełożyła Anna Zielińska – Elliott, Prószyński i S-ka, Warszawa 2010]</p>
<p style="text-align: justify;">Książka numer dwa w ramach <a href="http://lekturki.com/tag/little-japan/" target="_blank">projektu Little Japan</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/02/zaglada-akira-yoshimura/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Obcy&#8221; Taichi Yamada</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/02/obcy-taichi-yamada/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/02/obcy-taichi-yamada/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 23 Feb 2010 21:52:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Japonia]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[duchy]]></category>
		<category><![CDATA[Little Japan]]></category>
		<category><![CDATA[Taichi Yamada]]></category>
		<category><![CDATA[z dreszczykiem]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1157</guid>
		<description><![CDATA[Pamiętam, że „W pogoni za dalekim głosem” podobało mi się, pozostawiło po sobie wrażenie udanie spędzonego wieczoru, ale zupełnie nie pamiętam z jakiego powodu, co suma summarum zapewne nie jest najlepszą rekomendacją. Paradoks z pisarstwem Taichiego Yamady wynika z efemeryczności &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/02/obcy-taichi-yamada/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/02/obcy.jpg" rel="lightbox[1157]"><img class="alignleft size-full wp-image-1158" title="Obcy" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/02/obcy.jpg" alt="" width="197" height="280" /></a>Pamiętam, że <a href="http://lekturki.com/2008/09/w-pogoni-za-dalekim-glosem-taichi-yamada/" target="_blank">„W pogoni za dalekim głosem”</a> podobało mi się, pozostawiło po sobie wrażenie udanie spędzonego wieczoru, ale zupełnie nie pamiętam z jakiego powodu, co suma summarum zapewne nie jest najlepszą rekomendacją. Paradoks z pisarstwem <a href="http://lekturki.com/tag/taichi-yamada/" target="_blank">Taichiego Yamady</a> wynika z efemeryczności tworzonej przez niego literatury. Przy czym jest to ulotność dwuznaczna.  Yamada chętnie posiłkuje się poetykę snu i grozy. Tkankę jego maleńkich powieści tworzą nieuchwytne wrażenia i niepokojące nastroje. Czyta się to to szybko, ale i równie szybko zapomina treść i, co gorsze, przesłanie. Śmiem przypuszczać, że podobny los jak „W pogoni za dalekim głosem” czeka również <strong>„Obcych”</strong>, ale nie uprzedzajmy faktów.</p>
<p style="text-align: justify;">Główny bohater „Obcych” nieco przypomina outsiderów z powieści Harukiego Murakamiego. Harada niedawno się rozwiódł, ma czterdzieści kilka lat i zajmuje się pisaniem scenariuszy do telenowel. Jest sierotą, jego rodzice zginęli tragicznie, gdy miał bodaj 10 lat. Jak wielkie zatem będzie jego zdziwienie, gdy któregoś wieczoru na widowni teatrzyku satyrycznego zobaczy sobowtóra swojego ojca. Podąży za nim do domu, a tam czekać na nich będzie kobieta wyglądająca tak samo jak jego nieżywa matka. Harada próbuje zachować dystans, zdroworozsądkowo tłumaczyć tą dziwną, ale i pociągającą sytuację, nie potrafi jednak zrezygnować z odwiedzin u „rodziców”. Zanurza się coraz głębiej, stąpając po cienkiej linii oddzielającej dwa światy: nas i ich. Nie wyniknie z tego zresztą nic dobrego.</p>
<p style="text-align: justify;">„Obcy”, jak przystało na utrzymaną w poetyce horroru opowieść o zemście, wciąg acz specjalnie nie zachwyca. Zabrzmi to może durnie, Ameryki odkrywać nie będę, ale ta powieść jest bardzo japońska właściwie pod każdym względem. Yamada zgrabnie przetransponował motywy zaczerpnięte z klasycznej opowieści o duchach – <em>kaidan</em> &#8211; na współczesne realia. W sumie nic nowatorskie ani odkrywczego, wszak kompilacja przenikanie się świata żywych i zmarłych z zemstą zaświatów była już wielokrotnie eksplorowana w literaturze i filmie (patrz J-horror na przykład). Japończycy lubią się bać czy może raczej lubią być straszeni i to straszenie wychodzi im naprawdę nieźle. Paradoksalnie wiara w świat nadprzyrodzony jest w nich głęboko zakorzeniona. W opowieściach <em>kaidan </em> na próżno szukać fruwających noży i ociekających posoką wendet. Liczy się klimat. Specyficzny nastrój grozy, który Taichi Yamada kreuje bardzo subtelnie, wykorzystując skromne środki stylistyczne i proste rozwiązania fabularne.</p>
<p style="text-align: justify;">Posiadaczy słabych nerwów pragnę poinformować, że lekturze „Obcych” nie towarzyszy zjawisko tak zwanego jeżenia włosów na głowie. Dreszczyk jest, ale o mocy bardzo umiarkowanej, nie mniej jednak powieść niezła, tajemnicza i przyjemna w odbiorze.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p style="text-align: justify;">[„Obcy” Taichi Yamada, przełożyła z japońskiego Anna Horikoshi, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2007]</p>
<p style="text-align: justify;">Przy okazji pragnę publicznie zapowiedzieć, że &#8222;Obcymi&#8221; zapoczątkowałam wewnętrzne wyzwanie, na które sama siebie wyzwałam, o jakże wymownej nazwie <em>Little Japan</em>. Więc jaka sama wymowna nazwa wskazuje będzie czytać o Japonii lub japońskich pisarzy. Będzie to dla mnie swego rodzaju powtórka z rozrywki, jako że w swym życiorysie zaliczyłam już epizod czytania w ilościach przemysłowych wszystkiego co miało cokolwiek wspólnego z Krajem Kwitnącej Wiśni. Zaopatrzyłam się zresztą przy okazji tej &#8222;powtórki z rozrywki&#8221; w już całkiem przyjemny zbiorek książek, ale o tym może przy innej okazji.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/02/obcy-taichi-yamada/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„8% z niczego” Etgar Keret</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/11/8-procent-z-niczego-etgar-keret/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/11/8-procent-z-niczego-etgar-keret/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Nov 2009 20:00:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bliski Wschód]]></category>
		<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Etgar Keret]]></category>
		<category><![CDATA[Izrael]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1083</guid>
		<description><![CDATA[Kupiłam i przeczytałam specjalnie z myślą o krakowskim spotkaniu z Etgarem Keretm. Na spotkaniu ostatecznie nie dotarłam (czemu wyjaśnię później), ale frajdy z czytania „8% z niczego” na szczęście nie odbierze mi żaden bezduszny urzędas, a wiadomo, że to rzecz &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/11/8-procent-z-niczego-etgar-keret/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-full wp-image-1084" title="Osiem procent z niczego Etgar Keret" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/11/Osiem-procent-z-niczego_Etgar-Keret.jpg" alt="Osiem procent z niczego Etgar Keret" width="178" height="280" />Kupiłam i przeczytałam specjalnie z myślą o krakowskim spotkaniu z <a href="http://lekturki.com/tag/etgar-keret/" target="_blank">Etgarem Keretm</a>. Na spotkaniu ostatecznie nie dotarłam (czemu wyjaśnię później), ale frajdy z czytania <strong>„8% z niczego”</strong> na szczęście nie odbierze mi żaden bezduszny urzędas, a wiadomo, że to rzecz bezcenna.</p>
<p style="text-align: justify;">Owej radości dostarczył mi tym razem Etgar Keret dużo. Więcej niż przy okazji lektury dwóch pozostałych tomów: <a href="http://lekturki.com/2009/05/rury-etgar-keret/" target="_blank">„Rur”</a> oraz <a href="http://lekturki.com/2009/03/kolonie-knellera-etgar-keret/" target="_blank">„Kolonii Knellera”</a>. W „8% z niczego” izraelski pisarz jest mniej oczywisty za to bardziej cyniczny i dowcipny, a zawarte w zbiorze opowiadania są jeszcze bardziej intensywne, bo podane w maksymalnie skondensowanej, zaledwie kilkustronicowej, formie. Nie mniej jednak czuje się tym razem niczym kompletny dyletant, któremu brakuje punktu zaczepienia.</p>
<p style="text-align: justify;">„Ośmiu procentom z niczego” brakuje jakiejś oczywistej tezy, widocznego na pierwszy rzut oka spoiwa, motywu przewodniego czy innej klamry, a jednak zbiorowi wychodzi to tylko na dobre. Keret prezentuje z pozoru zupełnie banalne rodzajowe scenki, proste i bezpretensjonalne codzienne widoczki: dziewczynka chce mieć błyszczące oczy, kobieta po zerwaniu z narzeczonym wraca samolotem do Izraela, dziecko cieszy się z nowej zabawki, kot wpada pod skuter. A jednak każde opowiadanie w pewien sposób zaskakuje. To takie jajka z niespodzianką – pod pomysłową fabuła Keret ukrywa puentę &#8211; niespodziankę wieńczącą proces czytania. Choć pisze opowiadania głęboko realistyczne, przedstawiony w nich świat jest w pewnym sensie powykrzywiany, czasem zabawny, miejscami groteskowy a nawet makabryczny, zawsze doprawiony szczyptą surrealizmu. Ogromnym atutem jego tekstów są wyraziste postacie: smutne, rubaszne, szczęśliwe, nonszalanckie albo zamknięte w sobie, ale zawsze uderzająco autentyczne. Ta ich wiarygodność w połączeniu z prościutką formą i ironicznym spojrzeniem Kereta daje piorunującą mieszankę.</p>
<p style="text-align: justify;">„8% z niczego” to czarny humor i wyraziste puenty. Bardzo dobry zbiór.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p style="text-align: justify;">[„8% z niczego” Etgar Keret, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008]</p>
<p style="text-align: justify;">A na spotkanie z Etgarem Keretem nie dotarłam, bo jakaś mądra głowa (ewentualnie mądre głowy, ktokolwiek za tym stoi powinien sczeznąć w piekle) z krakowskiego biura festiwalowego zrobiły z niego imprezę biletowaną (sic!) o czym pojęcia nie miałam, a gdy się dowiedziałam – wejściówek już nie było. Ot i tyle. Chęć spotkania się z literatem przegrała z bezduszną biurokracją.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/11/8-procent-z-niczego-etgar-keret/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Biały zamek&#8221; Orhan Pamuk</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/10/bialy-zamek-orhan-pamuk/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/10/bialy-zamek-orhan-pamuk/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 16 Oct 2009 19:16:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bliski Wschód]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Nobel]]></category>
		<category><![CDATA[Orhan Pamuk]]></category>
		<category><![CDATA[Turcja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1040</guid>
		<description><![CDATA[Nowy Pamuk nie rzuca na kolana W każdym razie mnie nie rzucił i wiernopoddańczych pokłonów składać mu na pewno nie będę. „Biały zamek” nie jest powieścią zapadającą głęboko w pamięć, choć z drugiej strony odmówić mu nie można specyficznie niepokojącego &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/10/bialy-zamek-orhan-pamuk/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-medium wp-image-1041" title="Biały zamek" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/10/bialy-210x300.jpg" alt="Biały zamek" width="210" height="300" />Nowy Pamuk nie rzuca na kolana</p>
<p>W każdym razie mnie nie rzucił i wiernopoddańczych pokłonów składać mu na pewno nie będę. <strong>„Biały zamek”</strong> nie jest powieścią zapadającą głęboko w pamięć, choć z drugiej strony odmówić mu nie można specyficznie niepokojącego klimatu i misternej konstrukcji. W tej niewielkich rozmiarów książeczce Pamukowi udało się pożenić z sobą wiele. Może właśnie zbyt wiele. „Biały zamek” jest bowiem i stylizowaną bajką o grze pozorów i traktatem o spotkaniu wschodu z zachodem. Jest też powieścią wojenną i przygodową z małymi pretensjami do literackiej niesamowitości. Nade wszystko zaś najnowsza powieść Pamuka  jest ukłonem w stronę wielkich opowiadaczy historii, zatem także pisarzy.</p>
<p>Nie to jednak zwabiło mnie ku „Białemu zamkowi”. Powody mego zainteresowania były właściwie dwa (jeśli wliczymy w to kapitalną okładkę to trzy): po pierwsze zaintrygował mnie przewijający się przez książkę motyw sobowtóra, po wtóre – bo Pamuk pokazuje muzułmańskich najeźdźców z perspektywy odmiennej niż ta znana ze szkoły. Po prawdzie Noblista swych rodaków nie wybiela. W „Białym zamku” wciąż są bezwzględnymi  i nieprzewidywalnymi konkwistadorami, ale z pewnością nie barbarzyńcami za jakich uchodzili w kręgach europejskich. W tej literackiej baśni Pamuk subtelnie wygrywa tą różnicę, portretując Turków nie tylko jako polityczną i militarną potęgę, ale również naród zafascynowany nauką i doskonale zdający sobie sprawę z potęgi umysłu.</p>
<p>„Biały zamek” to przewrotna opowieść o niepostrzeżonej zamianie miejsc między weneckim jeńcem, któremu, dzięki sprytowi i wykształceniu, udało się uniknąć śmierci, a jego tureckim panem &#8211; sułtańskim astrologiem Hodżą. Z zetknięcia tych dwóch intelektualistów o niepokojąco podobnej fizis, ale i mocno zbieżnych zainteresowań, Pamuk uczynił przyczółek do nakreślenia pojedynku na spryt i umysł, który stał się motorem napędzającym akcję. Hodża i Wenecjanin tak bardzo się do siebie upodabniają, że w końcu wszyscy mają problemy z rozeznaniem kto jest kim, włącznie z Orhanem Pamukiem, który w posłowiu nonszalancko wyznaje, że nawet on tego nie wie.</p>
<p>Chciałoby się dodać, że ów pojedynek dwóch umysłów był pasjonujący, albo (uderzając w ton bardziej patetyczny) zapierał dech piersiach, ale niestety tak nie było, poza tym to nie motyw sobowtóra organizuje fabułę „Białego zamku”, co jest w mym (subiektywnym) odczuciu największą wadą powieści. Pamuka bardziej interesują skomplikowane maszyny wojenne, astrologia, co może i jest interesujące dla kogoś, ale w każdym razie nie dla mnie. Płynna tożsamość naszych bohaterów jest tu jedynie zręcznym spoiwem, dodatkowym smaczkiem, który uatrakcyjnia fabułę i właściwie tylko uatrakcyjnia fabułę, nic ważnego, ani interesującego w nią nie wnosząc. Stąd „Biały zamek” nie jest nawet w połowie tak frapujący i niepokojący jak choćby „Nos” i „Szynel” Mikołaja Gogola – dwa absolutne klasyki gatunku.</p>
<p>Nie mniej jednak można przeczytać. Zachwycić mnie „Biały zamek” nie zachwycił, podobać mi się też za bardzo nie podobało, ale raczej ze względu na moje (osobnicze) upodobania (machiny wojenne i wojna podjazdowa to nie moja bajka) niż samego Orhana Pamuka, który pisze w bardzo kunsztowny sposób, toteż nie wykluczam dalszego zgłębiania jego twórczości.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 3.5 out of 6 stars</p>
<p>[„Biały zamek” Orhan Pamuk, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/10/bialy-zamek-orhan-pamuk/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>22</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Czas postu, czas uczty” Anita Desai</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/10/czas-postu-czas-uczty-anita-desai/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/10/czas-postu-czas-uczty-anita-desai/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Oct 2009 21:52:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Daleki Wschód]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Anita Desai]]></category>
		<category><![CDATA[Hindusi]]></category>
		<category><![CDATA[Indie]]></category>
		<category><![CDATA[multikulti]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1026</guid>
		<description><![CDATA[Kilka dni temu Krepińska wspomniała o jesiennych porządkach literackich: wakacyjne książki ustępują miejsca tym nieco innym. Takim, które idealnie nadają się do czytania w te słynne jesienne wieczory (których nawiasem mówiąc nie cierpię, ale zupełnie nie o tym pisać miałam) &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/10/czas-postu-czas-uczty-anita-desai/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-1027" title="czas postu czas uczty" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/10/czas_postu__czas_uczty.jpg" alt="czas postu czas uczty" width="184" height="300" />Kilka dni temu <a href="http://krepinska.blogspot.com/">Krepińska</a> wspomniała o jesiennych porządkach literackich: wakacyjne książki ustępują miejsca tym nieco innym. Takim, które idealnie nadają się do czytania w te słynne jesienne wieczory (których nawiasem mówiąc nie cierpię, ale zupełnie nie o tym pisać miałam) i faktycznie coś w tym jest. Pewne lektury nadają się do czytania tylko w określonych „okolicznościach przyrody”, a przynajmniej u mnie tak to funkcjonuje. W każdym razie  „Czasem postu, czasem uczty” Anity Desai właśnie zainaugurowałam literacką jesień.</p>
<p>Bowiem, choć właściwie nie wiem czemu, literatura z kulturowego pogranicza wchodu z zachodem tworzona przez anglojęzyczne Induski nieodmiennie kojarzy mi się z jesienią, ewentualnie zimą, ale bynajmniej nie z latem. Myślę sobie nawet, że gdybym „Czas postu, czas uczty” przeczytała kilka tygodni temu byłabym mniej tolerancyjna dla stylistycznej nieporadności przekładu, którą teraz przełknęłam. Nie bez wewnętrznego oporu, bo, najoględniej rzecz ujmując, powieść Anity Desai pod tym względem wypada bardzo kiepsko. Przetłumaczona została bowiem w irytującej manierze, która zaowocowała suchymi, oderwanymi od siebie zdankami, tak topornymi, że przywodzącymi na myśl kołki ociosane tępą siekierką. Odstawmy jednak na bok stylistyczną indolencję, bo na szczęście nieporadny przekład nie zabił interesującej fabuły.</p>
<p>Bardzo lubię hinduskie klimaty, więc gdy tylko mam okazję sięgam po taką literaturę. Jednak w porównaniu ze znanymi mi pisarkami nurtu <a href="http://lekturki.com/tag/multikulti/" target="_blank">multikulti</a> Anita Desai nie tylko oscyluje wokół nieco innej tematyki, ale i sięga niejako głębiej. Mniej, a właściwie niemalże zupełnie, nie interesuje jej pozycja kobiety na kulturowym przecięciu, ani ewentualne problemy tożsamościowe wynikające z niego, co z kolei jest motywem przewodnim powieści <a href="http://lekturki.com/tag/preethi-nair/" target="_blank">Preethi Nair</a> czy <a href="http://lekturki.com/2008/12/aranzowane-malzenstwa-chitra-banerjee-divakaruni/" target="_blank">Chitry Banerjee Divakaruni</a>. Desai w „Czasie postu, czasie uczty” skupia swoje zainteresowania wokół kwestii relacji rodzinnych, a raczej ich kulturowej odmienności. Nie ma tu wzajemnego przenikania wpływów wschodu i zachodu, miast tego są bardzo wiarygodnie sportretowane dwie rodziny: indyjska i amerykańska oraz uniwersalne problemy: nadmiar oraz niedostatek troski.</p>
<p>W indyjskiej, bardziej rozbudowanej, części Desai opowiada historię dorosłej kobiety, być może nieco umysłowo opóźnionej, która przez od zawsze żyła pod dictum swych surowych i konserwatywnych rodziców, którzy jako wyrocznie tego co wypada i nie wypada, sprawowali absolutną kontrolę nad każdym aspektem jej istnienia, jednocześnie nie ukrywając, że Uma właściwie jest dla nich tylko i wyłącznie niewdzięcznym ciężarem. Nie pozwolili dziewczynie ukończyć edukacji, miast tego kazali zajmować się ich maleńkim synem – owocem późnej namiętności, który pojawił się w chwili, gdy oboje już dawno zwątpili, że kiedykolwiek uda im się spłodzić syna. Gdy Arun dorósł, a Umę, pomimo kilkukrotnych upokarzających prób, nie udało się wydać za mąż, rodzice niemalże ubezwłasnowolniają, czyniąc z niej niemalże służącą. Najbardziej dojmujący u Desai jest sposób w jaki opisała bolesną samotność Umy, poczucie bycia zbędnym, niechcianym i wyalienowanym na emocjonalnym pustkowiu rodzinnego łona. Dziewczyna ponad wszystko pragnęła odrobiny ciepła i zrozumienia, ale drobnomieszczańska mentalność mamy i papy odarła ją przede wszystkim z  godności.</p>
<p>W amerykańskiej części rodzinne stosunki mają się zgoła odmiennie, lecz tylko z pozoru. W rodzinie, do której trafia na czas wakacji studiujący w USA Arun, nikt specjalnie się sobą nie interesuje. Po prawdzie przybysz z innej kultury na jakiś czas skupia na sobie całą uwagę i entuzjazm pani domu, która nagle, po trosze z nudów, a po trosze z chęci odmienienie swego jałowego życia, postanawia przerzucić się na wegetarianizm i hinduską żywność, ale jej zaabsorbowanie przemija równie szybko, jak się pojawiło. Symbolem obumarłych stosunków wewnątrz rodziny jest fakt, że jej członkowie nie zwykli razem spożywać posiłków. Każdy żywi się tym czym chce i kiedy chce, nie zawracając sobie głowy towarzystwem bliskich. Pasją pani domu jest dbanie o to, aby jej rodzina zawsze miała do dyspozycji zamrażalnik pełen gotowych dań, a obsesja ciągłego uzupełniania zapasów żywności jest jedyną aktywnością, która przynosi jej spełnienie. Zupełnie nie interesuje jej, że córka żywi się jedynie czekoladowymi batonikami, ani tym bardziej nie dopuszcza do siebie świadomości, że za chwilę będzie je zwracać w toalecie. I choć w amerykańskiej rodzinie wszyscy są syci, jest to tylko sytość pozorna, bo w rzeczywistości tkwią na emocjonalnej pustyni. Całemu temu zamieszaniu przygląda się okiem przybysza z zewnątrz Arun, którego tak samo konfundują wymioty młodej Amerykanki, jak emocjonalna oschłość całej rodziny, ale i konsumpcyjny pęd pani domu.</p>
<p>W „Czasie postu, czasie uczty” Anita Desai popada ze skrajności w skrajność, przekonując, że bez względu na wychowanie i kulturę nie warto być nadgorliwym i przesadnym w żadnej ze sfer istnienia. Bowiem jakkolwiek by się od siebie nie różniły kultury – podstawowe ludzkie potrzeby wciąż pozostają takie same. Niby nic odkrywczego, ale przeczytać warto.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>[„Czas postu, czas uczty” Anita Desai, Wydawnictwo Akademickie Dialog, Warszawa 2004]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/10/czas-postu-czas-uczty-anita-desai/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>18</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Rury&#8221; Etgar Keret</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/05/rury-etgar-keret/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/05/rury-etgar-keret/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 18 May 2009 19:06:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bliski Wschód]]></category>
		<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Etgar Keret]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=843</guid>
		<description><![CDATA[Konflikt izraelsko – palestyński jest motywem przewodnim debiutanckiego zbioru opowiadań mistrza krótkiej formy – Etgara Kereta. Choć właściwie nie wyraziła się może zbyt dokładnie, nie konflikt w samej swej istocie, a raczej  prześmiardły klimacik mu towarzyszący. Zgniła atmosfera wzajemnej niechęci &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/05/rury-etgar-keret/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-medium wp-image-845" title="Rury - Etgar Keret" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/05/rury.jpg" alt="Rury - Etgar Keret" width="189" height="300" />Konflikt izraelsko – palestyński jest motywem przewodnim debiutanckiego zbioru opowiadań mistrza krótkiej formy – Etgara Kereta. Choć właściwie nie wyraziła się może zbyt dokładnie, nie konflikt w samej swej istocie, a raczej  prześmiardły klimacik mu towarzyszący. Zgniła atmosfera wzajemnej niechęci (aby nie wyrazić się bardziej dosadnie) nieuchronnie unoszący się wkoło owej scysji, z której Keret uczynił temat swych skondensowanych, ba wręcz skompresowanych opowiadań. <a href="http://www.wab.com.pl/index.php?id=7&amp;bid=598" target="_blank"><strong>„Rury”</strong></a>, bo o nich mowa, drugi tomik opowiadań Izraelskiego prozaika, który udało mi się przeczytać, w porównaniu z <a href="http://lekturki.com/2009/03/kolonie-knellera-etgar-keret/" target="_blank">„Koloniami Knellera”</a> wypada zdecydowanie słabiej. Przyznać się muszę w tym miejscu do pewnego mimowolnego rozczarowania, bo w tym dość posępnym klimacie zabrakło mi, znanego z wcześniejszej lektury, ironicznego dowcipu oraz czegoś co określiłabym mianem odrobiny szaleństwa. Owszem, sarkazmu Keret nie pożałował, a i potraktowanie świata przedstawionego poprzez krzywe zwierciadło robi swoje, ale mimo wszystko „Rury” są dużo bardziej niepokojące i mroczne niż stosunkowo lekkie połączenie absurdu z groteską w późniejszych „Koloniach…”. Zresztą me rozczarowanie wynika zapewne z tego, że chciałam wesołka – dostałam cynicznego pesymistę, na całe szczęście wciąż nie pozbawionego poczucia humoru.</p>
<p>Kereta – pesymistę w „Rurach” interesuje przede wszystkim wpływ konfliktu ze śmierdzącymi Arabusami na życie przeciętnego Izraelczyka. Jest przy tym pisarzem absolutnie nieprzewidywalnym i na swój sposób przewrotnym. Nie stylistycznie, jako że pisze w sposób dla siebie niezwykle charakterystyczny i spójny, ale fabularnie. Keret z lubością pogrywa sobie z literaturą (w jednym z moim zdaniem najlepszych opowiadań –„Pisarskiej zawiści” uśmierca Maxa Frischa), nie waha się wcielić w życie najbardziej absurdalne pomysły (uśmiercić wszystkie autobusy – proszę bardzo, kobieta przyklejona stopami do sufitu &#8211; viola). Opowiadania zawarte w „Rurach” są jak fajerwerki, które z hukiem wybuchają, aby za moment stać się jedynie wspomnieniem. To cena zwartej formy.</p>
<p>„Rury” to śmiertelnie poważny literacki żart. Pomimo nierówności i pewnej słabości zbioru warto sięgnąć po niego choćby dla tych kilku, kilkunastu miniaturek. Intensywnych i ostrych niczym brzytwa.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/05/rury-etgar-keret/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Kolonie Knellera&#8221; Etgar Keret</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/03/kolonie-knellera-etgar-keret/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/03/kolonie-knellera-etgar-keret/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 10 Mar 2009 21:24:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bliski Wschód]]></category>
		<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Etgar Keret]]></category>
		<category><![CDATA[Izrael]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=664</guid>
		<description><![CDATA[Za krótkie. Tak „Kolonie Knellera” są zbyt krótkie. Zbyt krótkie, żeby móc w pełni rozsmakować się w tym słynnym Etgarze Kerecie, skandaliście z Tel Awiwu, mistrzu krótkiej formy, głosie izraelskiego młodego pokolenia i pisarskim odpowiedniku Quentina Tarantino. 100 stron tekstu &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/03/kolonie-knellera-etgar-keret/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-1086" title="Kolonie-Knellera_Etgar-Keret" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/03/Kolonie-Knellera_Etgar-Keretimages.jpg" alt="Kolonie-Knellera_Etgar-Keret" width="176" height="280" />Za krótkie. Tak <strong>„Kolonie Knellera”</strong> są zbyt krótkie.</p>
<p>Zbyt krótkie, żeby móc w pełni rozsmakować się w tym słynnym <a href="http://keret.pisarze.org/" target="_blank">Etgarze Kerecie</a>, skandaliście z Tel Awiwu, mistrzu krótkiej formy, głosie izraelskiego młodego pokolenia i pisarskim odpowiedniku Quentina Tarantino. 100 stron tekstu to zbyt mało, aby móc się rozsmakować, ale dość, aby zasmakować w pełnym magii i niezwykłości literackim świecie Kereta. I chcę, żądam, łaknę więcej!</p>
<p>Jako formalistka lubiąca porządek przeboleć jednak nie mogę, że tomik zawiera ledwo 5 opowiadań przy czym trzy króciuteńkie, zaledwie kilkustronicowe i dwa dłuższe, przy czym to tytułowe o owych koloniach Knellera usytuowanych w zaświatach dla samobójców (nawiasem mówiąc łączące się w przewrotną całość z tym nieco krótszym o trójce przyjaciół), jest bardzo długie i długością nijak się ma do całej reszty a to mnie troszeczkę złości. Nieważne. Ważne to czym ujął mnie Keret: bystrością, buńczucznością i poczuciem humoru, a także wyrozumiałością względem wszelkich wykwitów kultury masowej, w której izraelski prozaik tarza się z dziką lubością, wchłania i przetwarza na swoje. Co istotne, Keret nie unika trudnych tematów (patrz samobójstwo, choroby psychiczna), sprzedaje je jednak w formie po swojemu przetrawionej ze specyficznym wdziękiem i… młodzieńczą niesfornością. Jego teksty to słodko – gorzki wybuchowy miks metaliterackich gierek z surrealizmem, metafizyki z purnonsensem i makabrą. Ach, i jeszcze język: ostra jak sztylet potoczna mowa.</p>
<p>Gdyby kogoś interesowało co myślą sobie kierowcy autobusów, jak wygląda najpiękniejsza macica i gdzie jest wejście do piekła (podpowiem, w Uzbekistanie) powinien koniecznie przeczytać „Kolonie Knellera”. Tych, których to nie interesuje i tak zachęcam, bo warto. Mało jest w literaturze postaci piszących w sposób tak wyrazisty, intensywny i nietuzinkowy.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/03/kolonie-knellera-etgar-keret/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>“Mały słownik chińsko-angielski dla kochanków” Xiaolu Guo</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/03/maly-slownik-chinsko-angielski-dla-kochankow-xiaolu-guo/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/03/maly-slownik-chinsko-angielski-dla-kochankow-xiaolu-guo/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 01 Mar 2009 20:22:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Daleki Wschód]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Anglicy]]></category>
		<category><![CDATA[multikulti]]></category>
		<category><![CDATA[Xiaolu Guo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=657</guid>
		<description><![CDATA[Znacie ten dowcip o papudze – alkoholiczce, której właściciel zagroził, że jeśli raz jeszcze przyłapie ją na popijaniu gorzałki powyrywa jej wszystkie pióra? Przez jakiś czas był spokój, ale któregoś dnia, gdy wrócił do domu zastał papugę w sztok pijaną, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/03/maly-slownik-chinsko-angielski-dla-kochankow-xiaolu-guo/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-658" title="Mały słownik chińsko - angielski dla kochanków - Xiaolu Guo" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/03/guo.jpg" alt="Mały słownik chińsko - angielski dla kochanków - Xiaolu Guo" width="176" height="280" />Znacie ten dowcip o papudze – alkoholiczce, której właściciel zagroził, że jeśli raz jeszcze przyłapie ją na popijaniu gorzałki powyrywa jej wszystkie pióra? Przez jakiś czas był spokój, ale któregoś dnia, gdy wrócił do domu zastał papugę w sztok pijaną, z pasją wyrywającą swoje piórka i mrucząc pod dziobem: <em>Po co mi te pióra</em>? Do podobnych wniosków doszła główna bohaterka <a href="http://bonito.pl/ksiazka/0000347694.html" target="_blank"><strong>„Małego słownika chińsko-angielskiego dla kochanków”</strong></a>, ale nie uprzedzajmy faktów.</p>
<p><a href="http://www.guoxiaolu.com/" target="_blank">Xiaolu Guo</a>, pisarka a właściwie wszechstronnie utalentowana artystka znana w Polsce dotąd jedynie z opublikowanej przed kilkoma laty <a href="http://muza.com.pl/?module=okladki&amp;id=41298" target="_blank">„Kamiennej wioski”</a>, popełniła powieść interesującą z przynajmniej kilku powodów. Po pierwsze „Mały słownik…” jest jedną z nielicznych pozycji, która (odwrotnie niż zdążyliśmy przywyknąć) traktuje o zachodnim świecie widzianym z perspektywy dalekowschodniego obserwatora. To zdecydowanie jeden z najwyżej cenionych przeze mnie literackich motywów, wzajemne ścieranie, przenikanie i oddziaływanie na siebie skrajnie różnych kultur. I faktycznie z łatwością mogłabym wymienić przynajmniej dwa tuziny publikacji rożnych amerykańskich i europejskich mądrych głów próbujących objąć i usystematyzować fenomen kultury ludów Azji. A w drugą stronę nie działa to już tak dobrze, a przynajmniej tego typu literatura nie jest zbyt chętnie tłumaczona na język polski.</p>
<p>Co wynikło ze zetknięcia rdzennej Chinki z Anglikiem? Zważywszy na lekką formę powieści Xiaolu Guo – sporo zabawnych perypetii, ale i kilka gorzkich refleksji. Humorystyczny potencjał „Małego słownika…” kryje się, co nie trudno odgadnąć, w językowych kłopotach bohaterki, którą rodzice (nawiasem mówiąc wieśniacy, którzy dorobili się na fabryce obuwia) wydelegowali do Londynu na roczny kurs angielskiego.</p>
<p style="padding-left: 30px;"><em>Oto zarządzanie rodziców: uczyć jak pisać i czytać angielski w Anglii, potem wrócić do Chin, zostawić posadę w państwowym zakładzie pracy i robić mnóstwo pieniędzy z wielki międzynarodowych stosunków biznesowych dla ich butnej fabryki.</em> [s. 19]</p>
<p>Książka jest zatem językowo i gramatycznie nieporadnym pamiętnikiem czy może raczej zeszytem do słówek opatrzonych osobistymi komentarzami nieco zagubionej narratorki, która stara się nie tracić rezonu nawet w obliczu tak rażących kulturowych zawiłości, jak choćby „bita śmietana” (<em>Jak ludzie biją śmietanę? Blisko Chinatown widzę plakat. Na plakacie naga kobieta tylko nosi skórzane botki i skórzane majtki i bije nagiego mężczyznę klęczącego pod nogami. Więc angielski kucharz także bije w kuchni?</em>) albo niepojętej ciągłości angielskich czasów. Komizm kryjący się w językowych lapsusach dość szybko się jednak wyczerpuje, a wtedy na scenę wkracza angielski kochanek i zabawna historyjka o perypetiach dwudziestoletniej Chinki za wielką wodą zmienia się w dość przewidywalne romansidło. Wciąż obłożone sporą dawką błyskotliwej ironii i intrygujących komentarzy na temat natury związków damsko-męskich, ale jednak przewidywalne i niestety nadmiernie upraszczające pewne kwestie.</p>
<p>Gdy rok mija, a troskliwy urząd imigracyjny Zjednoczonego Królestwa odmawia przedłużenia wizy, panna Z. powraca na stare śmieci, do Chin. Jednak rok w stolicy zepsutego kraju zachodniego (który, cytując „Misia”, może i ma jakieś plusy, ale chodzi o to, aby plusy nie przysłoniły minusów) musiał odbić na jej osobowości jakieś piętno. Niczym papużka z cytowanego wcześniej dowcipu Zhuang odrzuca piórka i państwową posadę, pijana nowymi doświadczeniami chce żyć na modłę zachodnią z dala od rodzinnej fabryki. I jakie z tego wniosek? Zachód przewróci w głowie nawet najzagorzalszym konserwom. Co zaś tyczy się samego „Małego słownika…” – nie, nie jest to literatura wielka, raczej sympatyczne czytadełko i choć Xiaolu Guo nie wnosi nic nowego do kulturoznawczego dyskursu nie można odmówić jej pisaninie świeżości i wdzięku.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/03/maly-slownik-chinsko-angielski-dla-kochankow-xiaolu-guo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

