<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; Stareńkie</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/category/lekturki/starenskie/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Wed, 23 May 2012 14:19:26 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Tylko dla wielbicieli</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/09/roze-i-kapryfolium-paul-leicester-ford/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/09/roze-i-kapryfolium-paul-leicester-ford/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 16 Sep 2011 18:33:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Stareńkie]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[dawno_temu]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[Paul Leicester Ford]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1544</guid>
		<description><![CDATA[Ramota &#8211; niezaprzeczalnie, ale taka, że palce lizać, co równa się masie zupełnie niespodziewanej uciechy. Bodaj ostatni raz tak dobrze się bawiłam czytając „Italczyka” Ann Radcliffe. „Róże i kapryfolium” niejakiego Paula Leicestera Forda to przykład książki, która zestarzała się dokumentnie, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/09/roze-i-kapryfolium-paul-leicester-ford/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ramota &#8211; niezaprzeczalnie, ale taka, że palce lizać, co równa się masie zupełnie niespodziewanej uciechy. Bodaj ostatni raz tak dobrze się bawiłam czytając <a href="http://lekturki.com/2007/12/italczyk-ann-radcliffe/" target="_blank">„Italczyka” Ann Radcliffe</a>.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="alignnone" title="Róże i kapryfolium" src="http://www.swiatksiazki.pl/wcsstore/SwiatKsiazki/images/okladki/d7816.jpg" alt="" width="165" height="260" /></p>
<p>„Róże i kapryfolium” niejakiego Paula Leicestera Forda to przykład książki, która zestarzała się dokumentnie, ale ten fakt (paradoksalnie) czynią ją tym bardziej atrakcyjną dla współczesnego czytelnika. Mamy oto bowiem epicki fresk z czasów wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych, romans historyczny rzec by można, z nadobną i płochą panienką Janice w roli głównej. Panienką tak piękną, że wszyscy bez względu na poglądy, stan czy wyznanie wielbią ją i chcą posiąść (oczywiście jako żonę! Żadnych bezeceństw moi drodzy). Janice ma i rodziców – matkę dewotkę, która swą jedynaczkę najchętniej wydałaby za owdowiałego pastora z licznym przychówkiem i aroganckiego ojca, zwanego dalej Dziedzicem, wyjątkowo krnąbrną, konserwatywną i upartą kreaturę. Panienka wiedzie nudne prowincjonalne życie, a jej jedyną rozrywką zdaje się być gra na szpinecie (cokolwiek to jest) i ukradkowe czytanie powieści przygodowych. Do czasu, gdy we włościach Dziedzica pojawia się nowy pracownik kontraktowy, sprowadzony prosto z Anglii, zabójczo przystojny i bardzo tajemniczy Karol, który nie tylko zawróci w głowie niewinnej panience, ale i nie raz i nie dwa uratuje ją z opałów rozmaitego sortu. Bo Karol, jak wkrótce się okaże, bynajmniej nie jest prostaczkiem, za którego chce uchodzić, a w Ameryce, w przededniu walk niepodległościowych, będzie miał okazję nie raz zabłysnąć.</p>
<p>„Róże i kapryfolium” są okropne i znakomite zarazem. Fabuła jest okrutnie naciągana, nie wspominając już o tym, że kiczowata do cna, toteż, jak mniemam, dzieło zdzierżą i w pełni docenią tylko wielbiciele gatunku. Powieści nie sposób czytać na serio, bo powaga grozi tu co najmniej absmakiem, w najgorszym razie ostrym zatruciem. Poza tym, a trzeba to koniecznie dodać, to literatura na wskroś amerykańska, o czym P.L. Ford nie pozwala zapomnieć ani przez chwilę. Jest patetyczna i nie mniej patriotyczna, ale nie nudna. Nagłych zwrotów akcji jest tu co niemiara, rywalizacja o rękę Janice trwa do niemalże ostatniej strony, jest i czarny charakter i wojna, ale miłość i tak wszystko zwycięży.</p>
<p>Amen.</p>
<p>„Róże i kapryfolium” Paul Leicester Ford, przełożyła Janina Sujkowska, Świat Książki, Warszawa 2011, s. 580.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/09/roze-i-kapryfolium-paul-leicester-ford/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Niewarci lub siebie warci</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/01/rafa-edith-wharton/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/01/rafa-edith-wharton/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 10 Jan 2011 19:01:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Stareńkie]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[Edith Wharton]]></category>
		<category><![CDATA[melodramat]]></category>
		<category><![CDATA[Paryż]]></category>
		<category><![CDATA[romans]]></category>
		<category><![CDATA[Wyzwania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1480</guid>
		<description><![CDATA[„Świat zabawy” był lekko przykurzoną acz gęstą prozą. Melodramatem na tyle sprawnie nakreślonym, że wciąż dotykającym i dojmującym. W „Rafie” damsko-męski dramacik jest irracjonalny i wydumany w stopniu przyprawiającym o ból zębów. A jednak, co może wydać się nieco zaskakujące &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/01/rafa-edith-wharton/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/01/rafa.jpg" rel="lightbox[1480]"><img class="alignnone size-full wp-image-1481" title="rafa" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/01/rafa.jpg" alt="" width="182" height="280" /></a></p>
<p><a href="http://lekturki.com/2010/07/swiat-zabawy-edith-wharton/" target="_blank">„Świat zabawy”</a> był lekko przykurzoną acz gęstą prozą. Melodramatem na tyle sprawnie nakreślonym, że wciąż dotykającym i dojmującym. W <strong>„Rafie”</strong> damsko-męski dramacik jest irracjonalny i wydumany w stopniu przyprawiającym o ból zębów. A jednak, co może wydać się nieco zaskakujące po takim początku, powieść w pewien sposób mnie wciągnęła i bynajmniej nie zniechęciła do dalszego zgłębiania urokliwie staroświeckiej twórczości <a href="http://lekturki.com/tag/edith-wharton/" target="_blank">Edith Wharton</a>. Choć życzyłabym sobie, aby fabuła kolejnych dzieł była choć odrobinę mniej absurdalna.</p>
<p>Cała intryga (dosłownie intryga!) „Rafy” ukuta jest wokół czwórki bohaterów – naiwnych, bojaźliwych i nieporadnych w swych uczuciowych poczynaniach i wyborach. Rzecz dzieje się we Francji, w gronie Amerykanów, na początku dwudziestego wieku. Świadomość momentu powstania powieści jest zresztą nieodzowna dla lektury. Bez tej wiedzy „Rafy” pewnie nie dałoby się czytać, choć powieść zaczyna się w iście czarowny sposób.</p>
<p>Przystojny dyplomata George Darrow w drodze do Francji spotyka swą dawną znajomą – samotną i, oczywiście, biedną jak mysz kościelna panienkę, byłą sekretarkę pewnej damy o nie najlepszej opinii towarzystwie, u której ten kiedyś bywał. Sophie marzy o aktorskiej karierze, a Darrow wielkodusznie postanawia zafundować jej kilka dni niezobowiązujących rozrywek  w Paryżu. Nic zdrożnego zdawać by się mogło – ot kolacje, spacery i wieczory w teatrze. Jego intencje nie były jednak do końca czyste. Do Francji zmierzał, aby spotkać się ze swą przyszłą narzeczoną, ta jednak bez słowa wyjaśnienia jego wizytę odwołała. Sophie wziął zatem pod swe dżentelmeńskie skrzydła nie tylko dlatego, że ma gołębie serce. Niepewien uczuć tamtej chciał się w pewien sposób pocieszyć, a i po trosze dlatego, że Sophie – niefrasobliwa, świeża i niekonwencjonalna &#8211; wpadła mu w oko i niepostrzeżenie się w niej zadurzył. Miłe chwile jednak szybko mijają, a paryska przygoda miała być ich małą tajemnicą. Tak oczywiście się nie dzieje. Ten pseudo-romans będzie niczym Czechowska strzelba zawieszona na ścianie czy, jak woli Mrs Wharton, rafa, o którą rozbiją się uczucia i marzenia.</p>
<p>Od momentu rozstania Sophie i Darrowa niedorzeczności mnożą się jak króliki. Niedorzeczności, dodać muszę, z punktu widzenia współczesnego czytelnika. Sto lat temu w towarzystwie <em>bułkę przez bibułkę, </em>gorsetów, konwenansów i mezaliansów problemy z powieści Wharton zapewne nie były ani niedorzeczne, ani wydumane czy banalne. Kto z kim przebywał, a kto kogo za rękę trzymał mogło zaważyć na losach niejednego związku małżeńskiego, a i niemały skandal wywołać. Nie usprawiedliwia to jednak wysoce bezsensownego zachowania bohaterów Wharton, którzy miotają się między własną dumą, urazą, konwenansami, a płomiennym uczuciami.  Są niekonsekwentni i tak irracjonalni w swych poczynaniach, że nabiera się ochoty, aby każdym z osobna potrząsnąć. I to nie raz.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>„Rafa” Edith Wharton, przełożyła Janina Karczmarewicz-Fedorowska, Da Capo, Warszawa 1996</p>
<p>[z biblioteki na Rajskiej]</p>
<p>książka przeczytana w ramach wyzwania:</p>
<p><a href="http://klasykaliteraturypopularnej.blogspot.com/"><img class="alignnone" title="klasyka lit. popularnej" src="http://www.otofotki.pl/img15/obrazki/dj2875_baner2wM.png" alt="" width="450" height="201" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/01/rafa-edith-wharton/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gdy rozum śpi budzą się paranoje</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/09/sonata-kreutzerowska-lew-tolstoj/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/09/sonata-kreutzerowska-lew-tolstoj/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 27 Sep 2010 19:14:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bolszaja Rossija]]></category>
		<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Stareńkie]]></category>
		<category><![CDATA[klasyka]]></category>
		<category><![CDATA[kolbier]]></category>
		<category><![CDATA[Lew Tołstoj]]></category>
		<category><![CDATA[mizoginizm]]></category>
		<category><![CDATA[morderstwo]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[obsesja]]></category>
		<category><![CDATA[pociąg]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[Wyzwania]]></category>
		<category><![CDATA[XIX wiek]]></category>
		<category><![CDATA[zazdrość]]></category>
		<category><![CDATA[zbrodnia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1424</guid>
		<description><![CDATA[Lew Tołstoj znany był ze swego moralnego rygoryzmu i radykalnych poglądów na życie, religie czy kwestie społeczne, przy czym ten jego radykalizm z biegiem lat coraz bardziej się pogłębiał, niebezpiecznie przybliżając się ku anarchizmowi. Co bardziej obcesowe jednostki powiedziałyby, że &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/09/sonata-kreutzerowska-lew-tolstoj/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/09/sonata_kreutzerowska.jpg" rel="lightbox[1424]"><img class="alignnone size-full wp-image-1425" title="sonata_kreutzerowska" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/09/sonata_kreutzerowska.jpg" alt="" width="198" height="292" /></a></p>
<p>Lew Tołstoj znany był ze swego moralnego rygoryzmu i radykalnych poglądów na życie, religie czy kwestie społeczne, przy czym ten jego radykalizm z biegiem lat coraz bardziej się pogłębiał, niebezpiecznie przybliżając się ku anarchizmowi. Co bardziej obcesowe jednostki powiedziałyby, że Lwowi Nikołajewiczowi na starość pomieszało się w głowie. Naturalnie, jego przemyślenia znajdowały również swe odzwierciedlenie w literaturze – im późniejsza, tym bardziej intensywnie. Doskonale widoczne jest to w <strong>„Sonaty Kreutzerowskiej”</strong> wydanej w serii <a href="http://lekturki.com/tag/koliber/" target="_blank">Koliber</a> (tom 100). Tytułowy utwór z 1889 roku (dwadzieścia lat po „Wojnie i pokoju” i dwanaście po „Annie Kareninie”) zestawiono tu z opowiadaniem „Albert” napisanym trzydzieści lat wcześniej. Oba teksty łączy wątek muzyczny i właściwie nic poza tym. Różnią się od siebie tak diametralnie, że nie sposób pojąć jakim trafem wyszły spod ręki jednego pisarza.</p>
<p>„Albert” to uroczy literacki drobiazg, z ducha nieco przypominający opowieści niesamowite. Tołstoj opowiada historię krótkiej przyjaźni zamożnego kawalera i zapijaczonego acz wybitnie uzdolnionego skrzypka – Alberta &#8211; niegdyś triumfującego w koncertowych salach, teraz bezdomnego menela, który przepił nawet własne skrzypce, a powodem jego społecznej i moralnej degrengolady była, oczywiście, nieszczęśliwa miłość. „Albert” jest stosunkowo wczesnym utworem toteż Tołstoj, miast kategorycznej krytykować, pisze o muzyku w tonacji lirycznej, nawet z pewną dozą czułości. <strong>W zgoła odmienny ton uderza trzydzieści lat później w „Sonacie Kreutzerowskiej”. Dość powiedzieć, że z każdą chwilą miałam coraz większą ochotę, aby </strong><strong>z trzaskiem </strong><strong>zamknąć książkę  i rzucić nią o ścianę. </strong></p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" title="Lew Tołstoj na dwa lata przed śmiercią" src="http://polish.ruvr.ru/data/2010/08/16/1231194782/3Lev%20tolstoy.jpg" alt="" width="460" height="268" /></p>
<p>W szkole uczono i uczulano, że bohaterów nie należy utożsamiać z autorem, ale nawet pobieżnie znając biografie i poglądy hrabiego Tołstoja trudno nie odnieść wrażenia, że sporo przemyśleń wsadzonych w usta Pozdnyszewa pokrywa się z jego osobistymi zapatrywaniami na temat roli kobiety we współczesnym świecie czy może raczej – zgubnych skutków obcowania z kobietami. W uproszczeniu rzec by można, że <strong>„Sonata Kreutzerowska” jest sztandarowym przykładem literatury mizoginistycznej, ale tak radykalne (jako wkurzona kobieta powiedziałabym nawet &#8211; świńskie) poglądy nie wzięły się znikąd. </strong>Tołstoj za młodu, podobnie jak Pozdnyszew, bynajmniej święty nie był. Był natomiast rozpustnikiem. Choć nie znosił tego w sobie, nie mógł oprzeć się powabom kobiet i za to tak ich nie cierpiał, obwiniając niemalże za całe zło świata. Antypatia do kobiet wyczuwalna jest właściwie w każdej z jego monumentalnych powieści (vide choćby głupia niczym źrebię Natasza Rostowa z „Wojny i pokoju”), ale właśnie w „Sonacie Kreutzerowskiej” ulega szczególnej kondensacji. Opowiadanie jest studium zazdrości i obsesji w wydaniu patologicznym. Zazdrości i obsesji, która doprowadziło do zbrodni. Akcja rozgrywa się w ciągu jednej nocy, w pociągu. Współpasażer – ów Pozdnyszew – popijając szatańsko mocną herbatę, spowiada się narratorowi ze swego życia i zguby do jakiej doprowadziła go kobieta. Żadna tam kobieta fatalna. Ot matka dzieciom i jego żona zarazem. Pozdnyszew wmówił sobie, że zdradzała go z ubogim muzykiem i przyznaje, że ją zabił. Z premedytacją, zimną krwią, a mimo to sąd go uniewinnił, a i on post factum nie odczuwa wyrzutów sumienia.</p>
<p>Punktem kulminacyjnym opowiadania jest scena, w której żona i domniemany kochanek, przepełnieni muzyczną pasją, grają sonatę Kreutzerowską Beethovena. Napięcie erotyczne miało między nimi aż  trzaskać, ale czy można uwierzyć na słowo Pozdnyszewowi, temu demonicznemu paranoikowi, radykałowi i sfiksowanemu histerykowi? Myślę, że intencje Tołstoja i mój odbiór „Sonaty Kreutzerowskiej” diametralnie się od siebie różnią.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>„Sonata Kreutzerowska. Opowiadania” Lew Tołstoj, przełożyły Maria Leśniewska i Eleonora Słobodnikowa, Książka i Wiedza, Warszawa 1987</p>
<p><strong>Książka przeczytana w ramach wyzwania <a href="http://rosjawliteraturze.blogspot.com/" target="_blank">„Roja w literaturze”</a></strong></p>
<p><a href="http://rosjawliteraturze.blogspot.com/"><img class="alignnone" title="Rosja w literaturze" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TFVTKw2z3qI/AAAAAAAAE_w/zp557s3TcIY/S1600-R/maly+baner.jpg" alt="" width="410" height="162" /></a></p>
<p>[z biblioteki na Borsuczej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/09/sonata-kreutzerowska-lew-tolstoj/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>17</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Biedna Lily Bart</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/07/swiat-zabawy-edith-wharton/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/07/swiat-zabawy-edith-wharton/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 28 Jul 2010 22:00:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Stareńkie]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[arystokracja]]></category>
		<category><![CDATA[bankrut]]></category>
		<category><![CDATA[Edith Wharton]]></category>
		<category><![CDATA[intrygi]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta]]></category>
		<category><![CDATA[konwenanse]]></category>
		<category><![CDATA[Nowy Jork]]></category>
		<category><![CDATA[XIX wiek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1365</guid>
		<description><![CDATA[Pewnie zabrzmi to szalenie po pensjonarsku, ale napisana przed stu laty niepozorna powieść Edith Wharton poruszyła i wzruszyła mnie tak bardzo, jak dawno żadna inna literacka fikcja (zapewne od czasów mego zachłyśnięcia się prozą Houellebecqa, ale to było dawno temu &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/07/swiat-zabawy-edith-wharton/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/07/swiatzabawy.jpg" rel="lightbox[1365]"><img class="alignleft size-full wp-image-1366" title="swiatzabawy" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/07/swiatzabawy.jpg" alt="" width="201" height="280" /></a>Pewnie zabrzmi to szalenie po pensjonarsku, ale napisana przed stu laty niepozorna powieść Edith Wharton poruszyła i wzruszyła mnie tak bardzo, jak dawno żadna inna literacka fikcja (zapewne od czasów mego zachłyśnięcia się prozą Houellebecqa, ale to było dawno temu i nieprawda).</p>
<p>Na <strong>„Świat zabawy”</strong> trafiałam przypadkiem (wiadomo – przypadki są najlepsze) pewnego deszczowego popołudnia, które osładzałam sobie platonicznym spacerem po księgarniach. Platonicznym, czyli takim, który nie wiąże się z kupowaniem. Zatem tylko oglądałam i w pamięci notowałam potencjalnie interesujące tytuły. W księgarni Świata Książki przy Floriańskiej w oko wpadł mi właśnie ów „Świat zabawy”. Notka na IV stronie okładki brzmiała obiecująco, ale na hasło Edith Wharton w tyle głowy od razu zapaliła mi się ostrzegawcza lampka przypominająca o dwóch śmiertelnie nudnych ekranizacjach jej powieści – słynnego <a href="http://www.filmweb.pl/film/Wiek+niewinno%C5%9Bci-1993-11662">„Wieku niewinności” Martina Scorsese</a> i, nieco mniej znanego,  <a href="http://www.filmweb.pl/film/Ethan+Frome-1993-5462">„Ethana Frome” Johna Maddena</a>. Jedno i drugie nie było najlepszą zachętą do inwestowania ponad 30 złotych. Zresztą to byłoby zbyt proste. Postanowiłam „Świat zabawy” poszukać w bibliotece. Znalezienie książki nie przysporzyło mi właściwie żadnego problemu &#8211; poprzednie wydanie było wepchnięte między jakieś dwa tuziny powieści Williama Whartona.</p>
<p>Sama powieść  – miłe zaskoczenie &#8211; wciąga od pierwszych stron, choć historię trudno określić mianem szczególnie oryginalnej. Do opowieści o niepozazdroszczenia godnych perypetiach zubożałych arystokratek przyzwyczaiła nas choćby Jane Austen. Zmieniają się po prawdzie plenery. Zamiast angielskiej prowincji &#8211; Nowy Jork z przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Reszta z grubsza pozostaje taka sama. Na szczęście Wharton okazała się wytrawną, wyczuloną na psychologiczne niuanse, portrecistką wyższych sfer. Oto Lily Bart &#8211; nader urodziwa, a nawet rzec by można wykwintna, pannica  - wdzięczna ozdoba każdego towarzyskiego kółka i prawie doskonała kandydatką na żonę. Prawie, bo niestety Lily jest bankrutem, a okrutny świat zabawy, jeśli czegoś prócz nieodpowiedniego pochodzenia nie toleruje, to właśnie ubóstwa.</p>
<p>Powieść Wharton można odczytywać na kilka sposobów. Po pierwsze jako portret środowiska tyleż wytwornego co i obłudnego. Środowiska skrajnie skonwencjonalizowanego, pustego i czyniącego esencją życia pogoń za złudnymi wartościami. Po drugie jako zapis dramatycznych prób utrzymania się na powierzchni, choć te z każdą chwilą coraz bardziej przypominają bezcelową reanimację trupa. Przyzwyczajona do życia na określonym poziomie Lily z niechęcią musi rezygnować z kolejnych kosztownych rozrywek czy sukien, a przecież pannie jej stanu nie wypadać pracować, stworzona jest by leżeć i pachnieć, ewentualnie listy pisać. Jedyną szansą na poprawę sytuacji i ratunek godności osobistej byłoby odpowiednie zamążpójście i owszem o rękę panny Bart stara się kilku majętnych fatygantów, lecz nie zdobywają jej uznania – jako zbyt nudni lub wstrętni, jak do szaleństwa zakochany w niej Rosdale – na swe nieszczęście nieobyty nuworysz z ambicją wspięcia się po towarzyskiej drabinie.</p>
<p>„Świat zabawy” będzie i historią upadku, ale towarzyskiego, a nie &#8211; co może wydać się zaskakujące &#8211; moralnego. Postać panny Bart w toku powieści bardzo się zmienia. Z lekkomyślnego i zarozumiałego pięknoducha ewoluuje w postać pełną pokory. Lily będzie walczyć, często postępować w sposób nieroztropny, ale okaże się istotą honorową w stopniu zakrawającym niemalże o absurd. Gdy, w efekcie swego nieostrożnego zachowania i plotek rozsiewanych przez byłą przyjaciółkę, Lily zostaje praktycznie wykluczona z kółka wzajemnej adoracji, a jej nazwisko pokryte głęboką niesławą, nie decyduje się na zemstę, choć posiada wszelkie po temu warunki. I właśnie to w powieści Edith Wharton jest najbardziej wstrząsające i dojmujące zarazem.</p>
<p>Bezcenne okazało się osadzenie akcji właśnie w Nowym Jorku. Opisów Wielkiego Jabłka z przełomu wieków nie ma zbyt wiele, ale i tak z powieści Wharton można wyłuskać kilka ciekawych obrazków dających wyobrażenie o tym jak wówczas się żyło i jak wyglądała na przykład słynna Piąta Aleja. W co trudno uwierzyć &#8211; była nierówna i kiepsko oświetlona.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5.5 out of 6 stars</p>
<p>„Świat zabawy” Edith Wharton, przełożyła Ariadna Demkowska-Bohdziewicz, Książka i Wiedza, Warszawa 1991</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/07/swiat-zabawy-edith-wharton/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Na ustach grzechu&#8221; Magdalena Samozwaniec</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/06/na-ustach-grzechu-magdalena-samozwaniec/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/06/na-ustach-grzechu-magdalena-samozwaniec/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 22 Jun 2009 05:31:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Stareńkie]]></category>
		<category><![CDATA[Magdalena Samozwaniec]]></category>
		<category><![CDATA[parodia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=884</guid>
		<description><![CDATA[Nieśmiertelna klasyka polskiej grafomani pióra Heleny Mniszek (w wydaniu, którego jakość idealnie współgra z wartością tej „prozy”) wciąż czeka na mej półce na odpowiedni moment (a czy taki kiedykolwiek nadejdzie to już zupełnie insza inszość), ale wydaje mi się, że &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/06/na-ustach-grzechu-magdalena-samozwaniec/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-medium wp-image-885" title="Na ustach grzechu - Magdalena Samozwaniec" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/06/usta-186x300.jpg" alt="Na ustach grzechu - Magdalena Samozwaniec" width="186" height="300" />Nieśmiertelna klasyka polskiej grafomani pióra Heleny Mniszek (w wydaniu, którego jakość idealnie współgra z wartością tej „prozy”) wciąż czeka na mej półce na odpowiedni moment (a czy taki kiedykolwiek nadejdzie to już zupełnie insza inszość), ale wydaje mi się, że nikogo już nie zdziwi, że do czytania różnych cykli zwykłam zabierać się według sobie tylko znanego klucza: zazwyczaj od końca, a w najlepszym razie od środka. Przypuszcza zatem, że nikogo nie zaskoczy, że przygodę z „Trędowatą” zaczęłam od jej parodii pióra jedynej w swym rodzaju Magdaleny Samozwaniec, która zresztą tą brawurową farsą debiutowała w świecie prozaików.</p>
<p>Książeczkę podsunęła mi koleżanka z pracy mówiąc: przeczytaj, to ci się na pewno spodoba. I faktycznie, miała rację. <strong>„Na ustach grzechu”</strong> bowiem to wyborna porcja satyry, dziełko w sam raz, pełne błyskotliwych językowych gierek cudnie parodiujących piętrową (grafomańską) metaforykę i ckliwość pani Mniszek, opowieść o tragicznej (a jakże!) miłości czy może lepiej o tragicznym afekcie urodziwej i szlachetnej Steńki Doryckiej z Doryc i zubożałego hrabicza Zenona. Ona nie może być z nim, bo urodzona jest zbyt nisko, on nie może być z nią, bo musi ratować podupadłe finanse rodziny poprzez małżeństwo z zamożną acz upiorną baronównę Świdrypajło. Tak, tak, jak łatwo przewidzieć wszystko zmierza ku dramatycznemu finałowi…</p>
<p>Na naiwność opowiastki litościwie spuśćmy zasłonę milczenia (dość powiedzieć, że trąci myszką na kilometr), wszak nie ważne jest to, co napisała Samozwaniec, a jak to napisała. Językowe żarty są bowiem wyśmienite, a zachowania arystokracji są tyleż nieprawdopodobne, co zabawne, z czego zapewne doskonale zdawała sobie sprawę Magdalena Samozwaniec trawestując wszystko to co w swym nieszczególnie lotnym umyśle stworzyła Mniszek. Chciałabym Wam zacytować jakiś najbardziej reprezentatywny fragmencik, ale tak na dobrą sprawę takiego nie ma. Musiałabym  przepisać całe „Na ustach grzechu”, bo każde zdanie jest tu małym mistrzostwem satyry.</p>
<p>Ot choćby to:<br />
<em>Gdy Steńka, zmęczona zapasami ze swawolnym ptactwem, poszła spocząć wśród szumowin lasu, ten ostatni był jeszcze wilgotny jak świeżo scałowana dziewczyna wiejska</em>. [s.81]</p>
<p>Albo taki oto piękny opisik przyrody:<br />
<em>Był to świt przeciągle bolesny jak śpiew bociana. Siwa mgła – osmętnica mamrotała swym zjadliwym wyziewem świat w jakąś starą tucz, w której migotały tu i ówdzie kropelki wody, zwane przez cudzoziemców dżdżem.</em> [s. 75]</p>
<p>Nie, zdecydowanie nie jest to dzieło wielkie, ani tym bardziej coś co każdy znać powinien, ale wedle uznania zgrzeszyć i pośmiać się z nim można.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/06/na-ustach-grzechu-magdalena-samozwaniec/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Kronika pewnego miasta&#8221; Pandelis Prevelakis</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/06/kronika-pewnego-miasta-pandelis-prevelakis/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/06/kronika-pewnego-miasta-pandelis-prevelakis/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 11 Jun 2009 20:50:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Stareńkie]]></category>
		<category><![CDATA[dawno_temu]]></category>
		<category><![CDATA[Grecja]]></category>
		<category><![CDATA[Kreta]]></category>
		<category><![CDATA[literatura grecka]]></category>
		<category><![CDATA[miasto]]></category>
		<category><![CDATA[nostalgia]]></category>
		<category><![CDATA[Pandelis Prevelakis]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=872</guid>
		<description><![CDATA[Po raz kolejny wykazałam się rozgarnięciem godnym siebie. Zwykło się bowiem czytać o miejscu, w które się wybiera raczej przed jego odwiedzenie, a nie po. Ot choćby po to, aby mniej więcej wiedzieć czego się spodziewać, lub czego szukać. Tym &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/06/kronika-pewnego-miasta-pandelis-prevelakis/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-873" title="Kronika pewnego miasta" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/06/kronika.jpg" alt="Kronika pewnego miasta" width="160" height="264" />Po raz kolejny wykazałam się rozgarnięciem godnym siebie. Zwykło się bowiem czytać o miejscu, w które się wybiera raczej przed jego odwiedzenie, a nie po. Ot choćby po to, aby mniej więcej wiedzieć czego się spodziewać, lub czego szukać. Tym czasem „<strong>Kronika pewnego miasta</strong>”, maleńka książeczka opiewająca dawną świetność <a href="http://images.google.pl/images?hl=pl&amp;lr=&amp;client=firefox-a&amp;channel=s&amp;rls=org.mozilla:pl:official&amp;hs=dUq&amp;ei=il0xSs3aHcOh-Aazuf3rBQ&amp;resnum=0&amp;q=rethymnon&amp;um=1&amp;ie=UTF-8&amp;ei=lV0xStnEE4S2-Ab0uIj1BQ&amp;sa=X&amp;oi=image_result_group&amp;resnum=5&amp;ct=title" target="_blank">Rethymnon</a>, trafiła do mnie dopiero w kilka dni po powrocie z Krety.</p>
<p>Niewielka ta, bo licząca zaledwie nieco ponad 100 stron, książeczka wyrosła na podłożu dwu silnych uczuć: serdecznego patriotyzmu i gorzkiej melancholii. Pandelis Prevalakis, jeśli wierzyć wstępowi pióra Janusza Strasburgera klasyk literatury nowogreckiej, spędził dzieciństwo w  Rethymnon, a gdy powrócił doń po latach nie mógł nadziwić się jak bardzo jego ukochane miasteczko chyli się ku upadkowi, jak szybko marnieje dawna świetność. Rychła zagłada jego ukochanego mieszczańskiego Rethymnonu, który coraz mniej przypominał obrazy z jego wspomnień, stała się zatem genezą powstanie „Kroniki pewnego miasta”, niemalże miłosnej reminiscencji, nostalgicznej opowieści, w której barwne opisy dawnej świetności przeplatają się pełnym rozgoryczenia portretem miasta z lat trzydziestych ubiegłego wieku. Zresztą od tamtego czasu sporo się zmieniło, rzec bym nawet mogła, że Rethimnon odzyskał sporo swego dawnego splendoru, po prawdzie już bez znamienitych starych rodów i nie jako prężne miasto tureckie, ale za to zupełnie przyjemne, bardzo klimatyczne miasteczko pełne romantycznych zaułków.</p>
<p>Nie podobna „Kroniki pewnego miasta” nazwać powieścią, a jeśli już jest to raczej twór afabularny, pozbawiony chronologii czy logiki. Prevalakis swobodnie przeplata obrazy, nastroje i wspomnienia, co uczyniło z tej małej książeczki utwór nie pozbawiony specyficznego wdzięku, sentymentalną gawędę. Okrutnie staroświecką.</p>
<p>Ciekawostka dla osób wybierających się na Kretę.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 3.5 out of 6 stars</p>
<p><em>(&#8230;) złożę ci życzenie, by twój okręt stanął na kotwicy u brzegów Rethimno</em> <em>w jakiś letni wieczór, o godzinie, gdy morze ma zapach arbuza, a kobiety z włosami namaszczonymi olejkiem jaśminowym wychodzą przejść się po molo. Oprzyj wtedy łokcie o balustradę i przyglądaj się z dala baśniowemu miastu. Ono też będzie na ciebie spozierać tysiącem oczu, uczyni swe wody zwierciadłem dla obfitej strugi blasku, spływającej z twojego statku</em> (&#8230;).<br />
[s. 85]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/06/kronika-pewnego-miasta-pandelis-prevelakis/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Podbój Londynu&#8221; E.F. Benson</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/11/podboj-londynu-ef-benson/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/11/podboj-londynu-ef-benson/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 21 Nov 2008 19:38:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Stareńkie]]></category>
		<category><![CDATA[Anglicy]]></category>
		<category><![CDATA[E.F. Benson]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=526</guid>
		<description><![CDATA[Zazwyczaj nie streszczam treści opisywanych powieści. Raz z wrodzonego mi lenistwa, dwa, bo nie i już, jednak dziś muszę zrobić wyjątek, bo recenzja „Podboju Londynu” E.F. Bensona bez rekapitulacji byłaby nic nie warta, jako że fabuła tej książeczki jest po &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/11/podboj-londynu-ef-benson/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/11/benson.jpg" rel="lightbox[526]"><img class="alignleft size-medium wp-image-528" title="Podbój Londynu" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/11/benson-210x300.jpg" alt="" width="168" height="240" /></a>Zazwyczaj nie streszczam treści opisywanych powieści. Raz z wrodzonego mi lenistwa, dwa, bo nie i już, jednak dziś muszę zrobić wyjątek, bo recenzja „Podboju Londynu” <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Edward_Frederic_Benson" target="_blank">E.F. Bensona</a> bez rekapitulacji byłaby nic nie warta, jako że fabuła tej książeczki jest po prostu pyszna.</p>
<p>W przyrodzie już tak jest, że każde stado musi mieć przywódcę i podobnie rzecz ma się z ludźmi &#8211; każda społeczność ma swojego lidera. Nie inaczej jest więc w Riseholme, które ma swoją Lucie &#8211; elokwentną królową tamtejszej śmietanki towarzyskiej, lwicę salonową i niezmordowaną animatorkę życia towarzyskiego prowincjonalnej miejscowości. Lucia to taki typ kobiety, na którą spogląda się i z podziwem i z zazdrością i z irytacją zarazem, bo to osóbka, które nie dość, że na wszystkim zna się najlepiej to jeszcze ma wrodzony talent do królowania. Słowem – urodzona przewodniczka stada, snobka i wyborna aktorka, na której barki właśnie spadło nie lada „utrapienie” w postaci spadku po zamożnej (acz lekko zbzikowanej) ciotce. Jak w takiej sytuacji zachowałaby się skromna niewiasta? Połkałaby chwilę nad duszą nieboszczki, a następnie ruszyła na podbój Londynu. Co też Lucia niezwłocznie uczyniła, szturmem (do spółki z bezczelnością i sprytem) wdzierając się na salony i do towarzyskich rubryk popołudniówek i przy okazji zapominając o swym poczciwym Riseholme. Tyle że w tym samym czasie poczciwe Riseholme nie zapomniało o niej, wpierw czując się lekko oszukane, później oburzone, a na końcu śmiertelnie obrażone. <em>Dręczyła ich i nie denerwowała, była wybitną hipokrytką (…), była pozerką, była sztuczna i była snobką, ale miała w sobie coś , co wszystkich pobudzało, aczkolwiek z trudem, do wzmożonej działalności; a chociaż działa na nerwy nie pozwalała nikomu zgnuśnieć.</em> Zatem skoro Lucia w tak paskudny sposób ich zignorowała – oni pokażą jej, że i bez niej może być wesoło i, z nieznanym sobie dotąd wigorem, od razu zabrali się do rzeczy. W ruch poszła planszeta, a wywołany przyj jej pomocy niejaki Abfou zasugerował, aby założyli w stodole muzeum, w którym będą mogli zgromadzić górę zbędnych rupieci, w tym (w charakterze głównej atrakcji) mitenki królowej Karoliny. W tym czasie Lucia czarowała kolejnych arystokratów i brylowała w towarzystwie wciąż kombinując, jakby tu się jeszcze wyżej wspiąć… Rzecz oczywiście dzieje się na urokliwej angielskiej prowincji lat dwudziestych poprzedniego wieku, którą Benson opisuje bardzo dowcipnie, językiem lekkim, ale i nie wyzutym z ironii. Czy można chcieć coś więcej? Mnie wiele już nie potrzeba.</p>
<p>„Podbój Londynu” to środkowa część <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Mapp_and_Lucia" target="_blank">większego cyklu powieściowego</a> o przebojowej Luci i jej, lubującego się we wszystkim co elżbietańskie, Riseholme. Niestety tylko ten tom został przetłumaczony na język polski, a wielka to szkoda, bo powieść Edwarda Frederica Bensona czyta się wyśmienicie. Pychotka, choć głównie dla wielbicieli angielskiego humoru i powieści z życia upper-middle-class.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/11/podboj-londynu-ef-benson/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Doktor Glas&#8221; Hjalmar Soderberg</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/09/doktor-glas-hjalmar-soderberg/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/09/doktor-glas-hjalmar-soderberg/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 05 Sep 2008 22:27:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Skandynawia]]></category>
		<category><![CDATA[Stareńkie]]></category>
		<category><![CDATA[Hjalmar Soderberg]]></category>
		<category><![CDATA[Szwecja]]></category>
		<category><![CDATA[Wyzwania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=435</guid>
		<description><![CDATA[Lektura znakomitej powieści szwedzkiego klasyka, Hjalmara Soderberga, uświadomiła mi pewien fakt literackiej natury. Od chwili powstania &#8222;Doktora Glasa&#8221; minęło sto lat, a opowiadana historia wciąż zachwyca świeżością, aktualnością rozważanych kwestii i nade wszystko elegancją. Soderberg stworzył kawałeczek literatury stylowej, ale &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/09/doktor-glas-hjalmar-soderberg/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/08/doktor-glas.jpg" rel="lightbox[435]"><img class="alignleft alignnone size-full wp-image-430" title="Doktor Glas" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/08/doktor-glas.jpg" alt="" width="166" height="240" /></a>Lektura znakomitej powieści szwedzkiego klasyka, <a href="http://www.szwedzka.pl/hjalmar.html" target="_blank">Hjalmara Soderberga</a>, uświadomiła mi pewien fakt literackiej natury. Od chwili powstania <a href="http://www.jsantorski.pl/inf.php?id=nr146" target="_blank"><strong>&#8222;Doktora Glasa&#8221;</strong></a> minęło sto lat, a opowiadana historia wciąż zachwyca świeżością, aktualnością rozważanych kwestii i nade wszystko elegancją. Soderberg stworzył kawałeczek literatury stylowej, ale nie manierycznej. Wyrafinowanej i w dobrym guście, niczym staromodny dżentelmen, który nie rusza się z domu bez melonika i zegarka w kieszonce kamizelki. Na próżno szukać pośród współczesnych prozaików, twórców, którzy potrafiliby równie szykownie władać piórem. Pisać wytwornie i skromnie zarazem.</p>
<p>Soderberg w &#8222;Doktorze Glasie&#8221; przy pomocy tak niewielu słów zdołał powiedzieć tak wiele o ludzkim jestestwie. Ta miniaturowa powieść okazała się bowiem prawdziwą kopalnią psychologicznych niuansów. W idealnie wyważony i przejrzysty sposób pisarzowi udało się nakreślić fascynujący portret sztokholmskiego lekarza &#8211; mordercy. Postaci niepokojąco nietzscheańskiej z ducha, nurzającej się w iście findesieclowym spleenie. Znużony jałowością samotnej egzystencji doktor Glas zdaje się bowiem czuć niczym nadczłowiek pośród tłumu, którym brzydzi się, bo ten nie dostrzega otaczającego zewsząd marazmu. Chce być człowiekiem racjonalnym, wiernym swym zdroworozsądkowym przekonaniom. Człowiekiem, który nie daje się zwieść moralnym dylematom i religijnym podszeptom. Gdy dojrzewa w nim pomysł wybawienia młodej pani pastorowej od gnębiącego ją w łóżku małżonka, podchodzi do kwestii morderstwa, jak do niezbędnego, z medycznego punktu widzenia, zabiegu. Kosmetycznej poprawki na ludzkości. Glas schludnie i elegancko likwiduje problem, czyniąc świat lepszym, bo mniejszym o jednego irytującego człowieka. Zdaje się, że podobne przesłanki przyświecały Raskolnikowowi cztery dekady wcześniej?</p>
<p>Ale &#8222;Doktor Glas&#8221; to również opowieść o człowieku niekochanym. Samotnym introwertyku z zimnej Szwecji. To również piękny portret sztokholmskiego lata z początku XX wieku. W lekko dekadenckim anturażu, przy kawiarnianych stolikach toczą się dysputy na temat roli religii we współczesnym świecie, seksualności, dylematów moralnych i etycznych. &#8222;Doktor Glas&#8221; to także próbka literackiej wirtuozerii, bo choć Soderberg dotyka tematów ważnych i ponurych (jak przystało na skandynawskiego pisarza, w dodatku pokłóconego z kościołem), jego powieść ani przez chwilę nie traci fasonu ani przejrzystości. Lapidarna forma dająca poczucia pełności.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/09/doktor-glas-hjalmar-soderberg/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Panie z Cranford&#8221; Elizabeth Gaskell</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/03/panie-z-cranford-elizabeth-gaskell/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/03/panie-z-cranford-elizabeth-gaskell/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 28 Mar 2008 16:32:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Stareńkie]]></category>
		<category><![CDATA[19 wiek]]></category>
		<category><![CDATA[Anglicy]]></category>
		<category><![CDATA[dawno_temu]]></category>
		<category><![CDATA[Elizabeth Gaskell]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.wordpress.com/?p=174</guid>
		<description><![CDATA[&#8222;Oszczędność z elegancją&#8221;! Jak łatwo wpaść znowu w ton Cranford! Tam oszczędzanie było zawsze eleganckie, a wydawanie pieniędzy zawsze &#8222;wulgarną ostentacją&#8221;. [s.9] Witajcie w mieście kobiet. Dzięki inspiracji Inblanco święta Wielkiej Nocy spędziłam w czarującym towarzystwie &#8222;Pań z Cranford&#8221;. Autorkę &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/03/panie-z-cranford-elizabeth-gaskell/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div><em>&#8222;Oszczędność z elegancją&#8221;! Jak łatwo wpaść znowu w ton Cranford!<br />
Tam oszczędzanie było zawsze eleganckie,<br />
a wydawanie pieniędzy zawsze &#8222;wulgarną ostentacją&#8221;. </em>[s.9]</div>
<p><img class="alignleft" style="float: left;" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/03/panie.jpg" alt="panie.jpg" /> Witajcie w mieście kobiet. Dzięki inspiracji Inblanco święta Wielkiej Nocy spędziłam w czarującym towarzystwie <a href="http://biblionetka.pl/ks.asp?id=36694" target="_blank">&#8222;Pań z Cranford&#8221;</a>. Autorkę tej uroczej powieści dotąd kojarzyłam głównie jako biografkę i przyjaciółkę Charlotte Bronte, od teraz jednak Elizabeth Gaskell będzie dla mnie pisarką &#8211; feministką, bo &#8222;Panie z Cranford&#8221; to powieść o kobietach i dla kobiet. Zatem witajcie w babińcu.</p>
<p>Tytułowe mieszkanki Cranford to dość leciwe już niewiasty. Zubożałe damy pochodzące z szanowanych rodzin, tworzące śmietankę towarzyską owej mieściny. Uwikłane w różne społeczne i obyczajowe zależności, są arbitrami dobrych manier, skromności i elegancji. Słowem wszystkiego tego co wypada i nie wypada. Mężczyźni w tej mikrospołeczności są zbędni.  Pogodzili się z zaistniałą sytuacją bez zbędnego szemrania, podporządkowując się kobiecej dominacji. I to jakiej :) Przytoczę tu dla przykładu Austiańskie bohaterki, które wszystkie, mniej lub bardziej świadomie, dążyły ku pozyskaniu męża – opiekuna i sensu ich istnienia. A panie z Cranford? U Gaskell mężczyźni przydatni są co najwyżej do porąbania drewna albo ratunku od finansowego krachu. Skromne niewiasty, a za takie uważają się Cranfordki, nie powinny z nimi mieć zbyt wiele wspólnego. Są tłem dla pań. A panie, jak to panie – chcą uchodzić za święte, ale i tak plotkują przy herbatce i rywalizują ze sobą zarazem. I swój honor mają, i obrazić się potrafią. Bywają oszczędne w sposób graniczący ze skąpstwem, a przymus bycia perfekcyjną o każdej porze dnia i nocy wymusza na nich dość komiczne zachowania (patrz: jedzenie pomarańczy, którą aby nie być wulgarnym ani niechlujnym należy spożywać… ssąc i to najlepiej w zaciszu własnej alkowy). Boją się jak ognia oskarżenia o prostactwo, chcą być moralnymi autorytetami, a jednocześnie dość protekcjonalnie odnoszą się do gorzej urodzonych. Jak to baby – nikt do końca ich nie zrozumie.</p>
<p>„Panie z Cranford” to powieść osobliwa i ciepła. Iskrząca się dobrotliwym humorem. Trudno ją streszczać w jakikolwiek sposób, gdyż jest luźnym zapisem epizodów z życia miasteczka. Gaskell pisze o swych bohaterkach z ogromną czułością, ale i odrobiną sarkazmu. Dlatego książka obfituje w komiczne smaczki, choćby ten o drogocennej koronce, którą w trakcie odmaczania w mleku nie opacznie skonsumował kot. I żeby nikt nie miał wątpliwości &#8211; odzyskano ją! W całości! Przy pomocy buta z cholewą (tutaj <span> </span>przydał się mężczyzna) i solidnej dawki środka przeczyszczającego. Powieść Gaskell choć równie stareńka i urocza, jednak całkiem inna niż romanse Jane Austen. Do tego niemal zupełnie zapomniana. Szkoda. Warto poświęcić chwilę na lekturę tej dość ekscentrycznej powiastki o kobietach i dla kobiet.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/03/panie-z-cranford-elizabeth-gaskell/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Małomówność lady Anny” Saki</title>
		<link>http://lekturki.com/2008/02/malomownosc-lady-anny-saki/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2008/02/malomownosc-lady-anny-saki/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Feb 2008 07:32:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Stareńkie]]></category>
		<category><![CDATA[Anglicy]]></category>
		<category><![CDATA[Saki]]></category>
		<category><![CDATA[satyra]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.wordpress.com/?p=128</guid>
		<description><![CDATA[Pod tym uroczym tytułem kryje się zbiór ponad czterdziestu smakowitych opowiadań z życia angielskich wyższych sfer. Przednia lekturka. I mówi to ta, która za czytaniem opowiadań nie przepada. Każdy kto kiedykolwiek próbował napisać opowiadanie, wie jak trudno jest stworzyć krótką, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2008/02/malomownosc-lady-anny-saki/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal"><img class="alignleft" style="float: left;" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2008/02/malomownosc.jpg" alt="malomownosc.jpg" width="214" height="330" /> Pod tym uroczym tytułem kryje się zbiór ponad czterdziestu smakowitych opowiadań z życia angielskich wyższych sfer. Przednia lekturka. I mówi to ta, która za czytaniem opowiadań nie przepada.</p>
<p class="MsoNormal">Każdy kto kiedykolwiek próbował napisać opowiadanie, wie jak trudno jest stworzyć krótką, chwytliwą historyjkę, którą zwieńczy odpowiednio zaskakująca puenta. Osobiście nigdy nie próbowałam, a (skromne, bo skromne, ale jednak) czytelnicze doświadczenie z opowiadaniami (w połączeniu z wrodzonym pesymizmem) nakazuje mi omijać szerokim łukiem zbiory opowiadań (już zwłaszcza, gdy są to naprędce sklecone zbiory historyjek pisanych na zamówienie przez ‘topowych’ pisarzy). Trochę inaczej sprawy się miały z <a href="http://www.biblionetka.pl/ks.asp?id=46627">„Małomównością lady Anny”</a>. Ze względu na tematykę (angielska socjeta) i czas powstania (przełom XIX/XX wieku – mój ulubiony okres w literaturze) dałam Sakiemu kredyt zaufania. I nie żałuję. Było warto.</p>
<p class="MsoNormal">Saki (a właściwie Hector Hugh Munro) okazał się niezwykle utalentowanym portrecistą Anglii edwardiańskiej, ciasno opiętej gorsetem konwenansów, trochę zblazowanej, mocno znudzonej swą jałową egzystencją, a nade wszystko wyjątkowo zakłamanej. Zupełnie jakby ówcześni arystokraci żyli wyłącznie herbatą (pitą w porcelanie, z dodatkiem śmietanki i odpowiedniej ilości cukru), polowaniami, nudnymi przyjęciami i, oczywiście, ploteczkami. Króciutkie (kilkustronicowe) historyjki przenoszą czytelnika w świat high-lifu, w środek jakiejś obyczajowej scenki. Niektóre są przezabawne, inne skłaniają ku refleksji. Mi najbardziej podobały się opowiadania ze zwierzakami w roli głównej, które, mając w głębokim poważaniu ludzkie konwenanse, ze stoickim spokojem wdzierały się w poukładany świat postaci, generując komiczne sytuacje. Na przykład w „Tobermory” w czasie przyjęcia objawił się gadający kocur, który bez mrugnięcia okiem obsmarował wszystkich jego uczestników, powtarzając jedynie to co usłyszał snując się po pokojach. W innej historyjce wydra, reinkarnacja pewnej kobietki, mści się pośmiertnie demolując wszystko to, co bliskie było sercu nielubianej przez nią osobie. Przykładów jest jeszcze więcej.</p>
<p class="MsoNormal">Saki w bardzo wysmakowany sposób wyśmiewa się z hipokryzji arystokratów. Historyjki aż kipią od ironii i drobnych złośliwości:</p>
<blockquote>
<p class="MsoNormal">Lucas był nieco otyły, starszy od Basseta o dziesięć lat, a jego cera byłaby znakomitym przykładem intensywnie uprawianych szparagów, lecz w tym konkretnym przypadku oznaczała po prostu brak ćwiczeń fizycznych [s. 225].</p>
</blockquote>
<p class="MsoNormal">Poza tym opowiadanka napisane są uroczym językiem, który bezbłędnie odtwarza typowo angielską jałowość dialogów toczonych nad herbatką przez osoby cierpiące z powodu nadmiaru wolnego czasu. Mówiąc krótko – tych gadek o pierdołach, które po mistrzowsku oddawała również Jane Austen. W „Małomówności lady Anny” można na przykład poczytać o zbawiennym wpływie posiadania gołębnika na komfort zamieszkania:</p>
<blockquote>
<p class="MsoNormal">Gołębnik sugeruje naturę niedbałą, ekstrawagancką i wesołą, czyli taką, jaką lubię. Z ludźmi rzucającymi ziarno pierzastym idiotom, którzy siedzą i gruchają lub przyglądają się sobie z zadowoleniem w stylu Ludwika XIV, na pewno można się dobrze czuć [s. 309].</p>
</blockquote>
<p class="MsoNormal">Czy w podobnym tonie nie wypowiadał się Pan Woodhouse z „Emmy”?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2008/02/malomownosc-lady-anny-saki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

