<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; Piękna</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/category/lekturki/piekna/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Mon, 06 Feb 2012 11:11:56 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Zawsze bowiem należy upraszczać</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 Oct 2011 13:34:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[Franz Kafka]]></category>
		<category><![CDATA[Georges Perec]]></category>
		<category><![CDATA[literatura francuska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1547</guid>
		<description><![CDATA[Georges Perec, zupełnie niespodziewanie, zirytował mnie w stopniu ponadprzeciętnym. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że to dziełko o objętości mikroskopijnej*, tak mikroskopijnej, że nazwanie go lekturą na jeden wieczór to grubsza przesada, bo to raczej czytanka na wieczoru ćwierć, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Georges Perec, zupełnie niespodziewanie, zirytował mnie w stopniu ponadprzeciętnym. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że to dziełko o objętości mikroskopijnej*, tak mikroskopijnej, że nazwanie go <em>lekturą na jeden wieczór</em> to grubsza przesada, bo to raczej czytanka na wieczoru ćwierć, albo i mniej, przysporzy mi tyle czytelniczego znoju, że będę czytała to w kawałkach, a między kolejnymi kawałkami zmuszona będę robić sobie kilkudniowe przerwy. Bo inaczej się nie dało. „O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika działu w celu upomnienia się o podwyżkę”, ten pozbawiony kropek szaleńczy potok słów, to nie książka na moje słaby nerwy.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="alignnone" title="O sztuce oraz sposobach" src="http://merlin.pl/O-sztuce-oraz-sposobach-usidlenia-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke_George,images_big,25,978-83-7414-928-0.jpg" alt="" width="255" height="410" /></p>
<p>Wbrew tytułowi notki, który pozwoliłam sobie zerżnąć z samego Pereca, w „O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika …” absolutnie nic nie jest proste. To koszmar, który narasta piramidalnie. Mamy oto bowiem szeregowego pracownika firmy-molocha z bliżej nieokreślonej branży. I ten skromny szeregowy pracownik chce poprosić o podwyżkę. Słowo „chce” jest tu kluczowe, bo od chęci do realizacji daleka, kręta i nieprzyzwoicie wyboista droga. Nieodzowny będzie spryt, cierpliwość i myślenie strategiczne. Na początek wypadałoby chociaż zastać kierownika w biurze, a to bynajmniej proste nie jest, tym bardziej, że taki kierownik w niemal każdej chwili może zatruć się nieświeżym jajkiem, zadławić ością lub zapaść na chorobę zakaźną typu odra, a w najgorszym wypadku wszystko to na raz. I broń boże nie próbuj usidlić kierownika w piątek. Piątek to generalnie fatalny dzień do załatwiania tego typu spraw.</p>
<p>Dzieło Pereca przywiodło mi na myśl „Zamek” Franza Kafki. W ogóle dużo tu z ducha Kafki, poczynając chociażby od, do szczętu zdehumanizowanego, przedsiębiorstwa, które <em>ci płaci za to, byś odwiedzał jego rozmaite działy, składające się na całość lub część jednego z najpotężniejszych przedsiębiorstw w jednym z najważniejszych sektorów naszego najbardziej narodowego przemysłu. </em> Obie książki w istocie opowiadają o  obsesyjnej próbie dotarcie do celu (u Kafki jest zamek, u Pereca podwyżka). Tyle, że ten cel w niepokojący sposób coraz bardziej się oddala. W  „O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika …” ów proces, ta pogoń za króliczkiem, przybiera monstrualne wręcz rozmiary, staje się orgią kombinatoryki i rachunku prawdopodobieństwa, co zresztą po części pokazuje schemat organizacyjny, którego fragment pozwalam sobie Wam zaprezentować.</p>
<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/10/schemat.perec.jpg" rel="lightbox[1547]"><img class="alignnone size-full wp-image-1548" title="schemat.perec" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/10/schemat.perec.jpg" alt="" width="570" height="472" /></a></p>
<p>A! Jest jeszcze jedna, dość zasadnicza, różnica między Kafką, a Perecem. Kafka był <em>sieriozny</em> do bólu. Perec – na szczęście nie.</p>
<p>„O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika działu w celu upomnienia się o podwyżkę”, Georges Perec, przełożył Wawrzyniec Brzozowski, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2011, s. 94.</p>
<p>*75 stron, w tym obrazki, reszta to posłowie</p>
<p>więcej książek z serii <a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank">don Kichot i Sancho Pansa<br />
</a>więcej <a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank">Georgesa Pereca</a></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Być może rozczarowanie roku</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/07/uciekinierka-alice-munro/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/07/uciekinierka-alice-munro/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 27 Jul 2011 09:18:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kanada]]></category>
		<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Alice Munro]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta]]></category>
		<category><![CDATA[samotność]]></category>
		<category><![CDATA[seria własny pokój]]></category>
		<category><![CDATA[ucieczka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1537</guid>
		<description><![CDATA[Przemęczyłam, wymęczyłam, skończyłam. „Uciekinierka” za mną. I to już chyba oficjalne – książka Alice Munro jest pierwsza w kolejce do miana rozczarowania roku. Dla ścisłości &#8211; rankingu literackich rozczarowań nie prowadzę, raczej staram się szybko o nich zapominać. Nie jest &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/07/uciekinierka-alice-munro/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przemęczyłam, wymęczyłam, skończyłam. „Uciekinierka” za mną. I to już chyba oficjalne – książka Alice Munro jest pierwsza w kolejce do miana rozczarowania roku.</p>
<p><img class="aligncenter" title="Uciekinierka" src="http://merlin.pl/Uciekinierka_Alice-Munro,images_big,23,978-83-608-5072-5.jpg" alt="" width="288" height="410" />Dla ścisłości &#8211; rankingu literackich rozczarowań nie prowadzę, raczej staram się szybko o nich zapominać. Nie jest to zresztą specjalnie kłopotliwe, bo należę do tych, którzy pamięć mają dobrą lecz krótką. Tyczy to się (stety-niestety) i książek, tych kiepskich również. Czy nazwę „Uciekinierkę” kiepską? Chyba jednak nie, ale przeciętną i owszem. A mój zawód wobec zbioru (nagrodzonego międzynarodowym Bookerem 2009) jest tym większy, bo i wiele sobie po opowiadaniach Munro obiecywałam. I jak to zwykle bywa z wygórowanymi oczekiwaniami  &#8211; na tychże oczekiwaniach się skończyło, a apetyt na opowiadania mocne, intrygujące i kunsztownie podane, takie, które pozostawią mnie z rozdziawioną gębą (dosłownie i w przenośni) nie został zaspokojony.</p>
<p>„Uciekinierka” to osiem opowiadań i pięć bohaterek w różnych momentach życia. Motywem przewodnim zbioru, co nie trudno odgadnąć, jest ucieczka. Sęk w tym, a w tym miejscu znów odnieść się muszę do mej kiepskiej pamięci, tuż po zakończeniu czytania nie jestem w stanie przypomnieć sobie niemalże żadnej historii ze zbioru. Z ośmiu tekstów dwa wywarły na mnie pewne wrażenie, zostały we mnie i zadały temat do przemyślenia. Bohaterką jednego z nich jest Robin, zamknięta w sobie marzycielka, postrzegana przez innych trochę jako dziwaczka, również ze względu na swe głębokie upodobanie do sztuk Szekspira. W czasie jednej z wypraw do Stradfordu na spektakl poznała Daniela. Mężczyzna szarmancko pomógł jej w niedoli, nakarmił, odprowadził na dworzec. Mieli spotkać się za rok, ale do spotkania nie dochodzi, z powodu który Robin pozna wiele lat później. To krótkie opowiadanie, na pierwszy rzut oka nieco łzawe i kiczowate, w gruncie rzeczy jest pięknym miniaturowym dramatem niespełnienia i samotności, rzeczą o niedopowiedzeniach, słowach, których boimy się wypowiedzieć i przypadku, który czasem decyduje o wszystkim. Żałuję, że pozostałe teksty nie są w podobnym tonie. To suche jak wióry opowiastki o małych życiowych dramatach. Ucieczkach fizycznych i duchowych. Planowanych i realizowanych, unurzanych w nudnej codzienności. Wewnętrznego napięcia, ba jakiegokolwiek napięcia, właściwie brak.</p>
<p>Lubię, gdy opowiadania zaskakują, tak, że aż dreszczyk przechodzi po plecach. Teksty Munro mnie nie zaskoczyły, albo inaczej, zaskoczyły mnie swą  nijakością.</p>
<p>„Uciekinierka” Alice Munro, przełożyła Alicja Skarbińska-Zielińska, Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2009, s. 392.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/07/uciekinierka-alice-munro/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bergman wielkim poetą nie był</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/03/niedzielne-dziecko-ingmar-bergman/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/03/niedzielne-dziecko-ingmar-bergman/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 Mar 2011 15:51:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Biblioteczka Konesera]]></category>
		<category><![CDATA[dzieciństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Ingmar Bergman]]></category>
		<category><![CDATA[konflikt]]></category>
		<category><![CDATA[lato]]></category>
		<category><![CDATA[literatura szwedzka]]></category>
		<category><![CDATA[ojciec]]></category>
		<category><![CDATA[Szwecja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1519</guid>
		<description><![CDATA[Ingmar Bergman wielkim poetą nie był. Wielkim reżyserem owszem. Ale czytając „Niedzielne dziecko” trudno nie oprzeć się wrażeniu, że mógłby i wielkim pisarzem być. Tym bardziej, że na filmowej emeryturze, na którą oficjalnie przeszedł po ukończeniu „Fanny Alexander” spędził dwadzieścia &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/03/niedzielne-dziecko-ingmar-bergman/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ingmar Bergman wielkim poetą nie był. Wielkim reżyserem owszem. Ale czytając „Niedzielne dziecko” trudno nie oprzeć się wrażeniu, że mógłby i wielkim pisarzem być.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="alignnone" title="Niedzielne dziecko" src="http://www.proszynski.pl/includes/modules/thumb/phpThumb.php?src=../../../images/media/products//niedzielnedziecko.jpg&amp;w=200" alt="" width="200" height="281" /></p>
<p>Tym bardziej, że na filmowej emeryturze, na którą oficjalnie przeszedł po ukończeniu „Fanny Alexander” spędził dwadzieścia pięć lat (inna sprawa, że w międzyczasie wziął udział w jeszcze kilku filmowych projektach, nie mniej jednak z kamerą oficjalnie pożegnał się w 1982 roku). Spłodził też trochę książek, ale literaturą stricte, z małymi wyjątkami, się nie parał.</p>
<p>„Niedzielne dziecko” – zmysłowa mini powieść oparta na autobiograficznych wątkach – jest właśnie takim <em>małym wyjątkiem, </em>niewielkim acz znaczącym literackim smakołykiem. Bergman cofa się do lat dwudziestych, swojego dzieciństwa, osadzając akcję w pewien upalny lipcowy weekend, który rodzina Bergmanów spędza z dala od Sztokholmu w wynajętym na lato domu. Ale nie dajcie się zwieść atmosferze idyllicznej beztroski, to tylko pozory, efektowne tło dla opowieści o skomplikowanych relacjach młodocianego Ingmara – wówczas przez wszystkich pieszczotliwie nazywanego Puniem – z ojcem, darzonym powszechnym szacunkiem protestanckim pastorem, w rzeczywistości oschłym i surowym tyranem. Konflikcie, który nieprzerwanie, z większym lub mniejszym natężeniem, trwał do śmierci pastora.</p>
<p>Punio, owo niedzielne dziecko, zdaje się żyć w zawieszeniu między światem realnym, a tym wyobrażonym. Jest dzieckiem niezwykle wrażliwym, wyczulonym na wszelkie niuanse w międzyludzkich relacjach. Zafascynowany tym co mroczne i tajemnicze, a zwłaszcza ciemnymi stronami ludzkiej duszy. Na z gruntu niewinne swary ze starszym bratem, rodzinne posiłki, zabawy czy spacery Bergman nakłada sceny żywo niepokojące i mroczne, nijak nie pasujące do tej sielskiej atmosfery. Stąd „Niedzielne dziecko” jest i w istocie swej opowieścią o lęku. Jego powodach, zarówno tych nadprzyrodzonych – jak wisielec z lasu, jak i niemalże namacalnych – rozpadające się na oczach chłopca małżeństwo rodziców czy właśnie ojciec na swój sposób terroryzujący go psychicznie.</p>
<p>Wielbiciele „Fanny i Alexander” tacy jak ja z radością odnotują punkty wspólne powieści i filmu. Jednym z nich bez wątpienia jest monstrualnie otyła ciotka Emma, której Bergman najpewniej bardzo nie lubił, bo uczynił z niej w filmie żywą pochodnię. Pojawia się też kochana i oddana pokojówka Maj, a i ojczym Fanny i Alexandra – biskup Edward ucieleśniający w filmie zło &#8211; żywo przypomina surowego patriarchę rodu Bergmanów.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p><em>Niedzielne dziecko</em> Ingmar Bergman, przełożyła Halina Thylwe, Prószyński i S-ka, Warszawa 1994, s. 101.<br />
seria: <a href="http://lekturki.com/tag/biblioteczka-konesera/" target="_blank"><strong>Biblioteczka Konesera</strong></a><br />
<strong><a href="http://lekturki.com/tag/szwecja/" target="_blank">literatura szwedzka</a></strong></p>
<p>[z Rajskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/03/niedzielne-dziecko-ingmar-bergman/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Za ścianą</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/03/sciana-marlen-haushofer/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/03/sciana-marlen-haushofer/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 Mar 2011 17:26:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[KIK]]></category>
		<category><![CDATA[literatura austriacka]]></category>
		<category><![CDATA[Marlen Haushofer]]></category>
		<category><![CDATA[natura]]></category>
		<category><![CDATA[samotność]]></category>
		<category><![CDATA[zwierzęta]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1515</guid>
		<description><![CDATA[Pogdybajmy. Gdyby ktoś kiedyś nie napomknął mi o Marlen Haushofer, że warto, bo to pisarka ciekawa i nietuzinkowa, w dodatku pisaniem swym skłaniająca ku refleksjom rozmaitym i gdybym ja nazwiska i polecanego tytułu nie zanotowała, to zapewne do „Ściany” w &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/03/sciana-marlen-haushofer/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pogdybajmy. Gdyby ktoś kiedyś nie napomknął mi o Marlen Haushofer, że warto, bo to pisarka ciekawa i nietuzinkowa, w dodatku pisaniem swym skłaniająca ku refleksjom rozmaitym i gdybym ja nazwiska i polecanego tytułu nie zanotowała, to zapewne do „Ściany” w ogóle bym nie dotarła, bo (między nami mówiąc) streszczenie fabuły zapowiadało coś z zupełnie-nie-mojej-bajki.</p>
<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/03/sciana.marlen.haushofer.jpg" rel="lightbox[1515]"><img class="size-full wp-image-1516 aligncenter" title="sciana.marlen.haushofer" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/03/sciana.marlen.haushofer.jpg" alt="" width="200" height="315" /></a></p>
<p>Nie wiem czy w teorii literatury funkcjonuje taka kategoria jak powieść ekologiczna, ale bez wątpienia „Ściana” czymś w rodzaju eko-powieści jest. Jednak czytanie jej wyłącznie poprzez pryzmat ekologii byłoby brzydkim uproszczeniem. A wbrew pozorom powieść ta do prostych nie należy. Fabuła z grubsza prezentuje się tak: Mieszkanka dużego miasta  wyjeżdża na weekend do domku w górach. Zaniepokojona opóźniającym się powrotem towarzyszy wyrusza na poszukiwania do lasu. Te jednak nie przynoszą żadnego efektu, bo drogę zagradza jej niewidzialna ściana (!), która pojawiła ni stąd ni zowąd z bliżej nieokreślonego, ba, z racjonalnego punktu widzenia niepojętego, powodu. Ot stanęła i odgrodziła ją od reszty świata. Kobieta dość szybko orientuje się, że jest jedynym człowiekiem po tej stronie ściany, a po drugiej ludzkie życie najwyraźniej zamarło, w odróżnieniu od przyrody, która niczym nieokiełznana pleni się w najlepsze.</p>
<p>Gdybym chciała posłużyć się krzykliwą retoryką przekazu reklamowego napisałabym, że <em>bohaterka stacza dramatyczną walkę o przetrwanie, </em>tyle że ta walka u Huashofer jest de facto wyzuta z dramatyzmu, a napuszony patos w „Ścianie” szczęśliwie nie występuje. To skromna i kameralna powieść, w niczym nie podobna do książek, które dotychczas czytałam. Haushofer nie interesuje wyjaśnienie tajemnicy ściany. Niewidzialna zapora stanowi jedynie pretekst do nakreślenia portretu mieszczucha skonfrontowanego z pierwotnymi siłami przyrody.</p>
<p>Bezimienna bohaterka, skazana na własne siły i niewielki zapas żywności zgromadzony w górskiej chatce, uczy się radzić sobie i współistnieć z przyrodą. Do towarzystwa ma zwierzęta: psa, kotkę i krowę, i ze sporym ukontentowaniem odkrywa, że ich towarzystwo jest jej dużo milsze i cenniejsze niż wszystkie sztucznie podtrzymywane więzi i konwencjonalne relacje z czasów sprzed ściany. Zresztą stan przymusowego odosobnienia skłania ją do krytycznego zrewidowania dotychczasowego życia i wyznawanych wartości, które w obliczu zetknięcia z naturą okazują się złudne i  powierzchowne.</p>
<p>To relacja z prostego życia toczącego się rytmem narzuconym przez przyrodę, tak opowiedziana, że czyta się ją z najwyższym stopniem zaabsorbowania. Lektura była dla mnie ogromnym przeżycie emocjonalnym i duchowym, toteż gorąco, a nawet bardzo gorąco „Ścianę” polecam.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 6 out of 6 stars</p>
<p><em>Ściana</em> Marlen Haushofer, przełożyła Zofia Kania, PIW, Warszawa 1990, s. 240.</p>
<p><strong>Seria <a href="../../../../../tag/kik/">KIK</a></strong></p>
<h5>[z Biblioteki Jagiellońskiej]</h5>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/03/sciana-marlen-haushofer/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Niewyparzony pysk Pana Rudnickiego</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/02/smierc-czeskiego-psa-janusz-rudnicki/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/02/smierc-czeskiego-psa-janusz-rudnicki/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 Feb 2011 14:30:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Alma Mahler]]></category>
		<category><![CDATA[archipelagi]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Hans Christian Andersen]]></category>
		<category><![CDATA[James Joyce]]></category>
		<category><![CDATA[Janusz Rudnicki]]></category>
		<category><![CDATA[oniryczna]]></category>
		<category><![CDATA[pogranicze]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1495</guid>
		<description><![CDATA[Janusz Rudnicki. Finalista Nagrody Literackiej Nike 2010. Zdaje się, że nie był to jego debiut na krótkiej liście. Nie mogę sobie teraz przypomnieć, co skłoniło mnie, aby sięgnąć po jego prozę. Na pewno nie fakt, że był w finale, bo &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/02/smierc-czeskiego-psa-janusz-rudnicki/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/02/smierc_czeskiego_psa.jpg" rel="lightbox[1495]"><img class="alignnone size-full wp-image-1496" title="smierc_czeskiego_psa" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/02/smierc_czeskiego_psa.jpg" alt="" width="202" height="315" /></a></p>
<p><strong>Janusz Rudnicki</strong>. Finalista Nagrody Literackiej Nike 2010. Zdaje się, że nie był to jego debiut na krótkiej liście. Nie mogę sobie teraz przypomnieć, co skłoniło mnie, aby sięgnąć po jego prozę. Na pewno nie fakt, że był w finale, bo nominacje i nagrody nie są kryterium wedle, którego dobieram sobie lektury. Dość powiedzieć, że gdy bibliotekarka wręczyła mi rewers do podpisu, z pełną konsternacją odkryłam, że widnieje na nim <strong>„Śmierć czeskiego psa”</strong>, a nie „Męka kartoflana”, którą wedle swego mniemania zamawiałam, ale to już mało istotne.</p>
<p>Istotne natomiast jest to, że odkryłam dla siebie kolejnego wybitnego prozaika. Polskiego – a to cenne i miłe zarazem. Autora o niewyparzonej gębie czy może raczej piórze, operującego soczystą frazą. Bezwzględnego i prowokującego. Wyspecjalizowanego w krótkich formach, które od pewnego czasu pochłaniam z ogromnym upodobaniem i wciąż mi tych opowiadań mało. Na moje szczęście Rudnicki zdążył spłodzić ich już całkiem sporo. Życzę sobie, aby były równie mięsiste, przewrotne i zabawne, jak te ze zbioru „Śmierci czeskiego psa”.</p>
<p>Na tom składają się teksty pierwsze i drugie. Ta cezura znacząca. Teksty pierwsze to w znakomitej większości gorzka groteska. Fantasmagoria z pogranicza Polski, Niemiec i Czech. Zapiski wydarzeń absurdalnych, przerażających czy zabawnych. W swej wymyślnej niedorzeczności sytuujących się gdzieś na pograniczu snu i jawy. Jak proza Franza Kafki, choć Kafka i Rudnicki to dwa zgoła odmienne literackie temperamenty. Łącznikiem, punktem wspólnych tekstów pierwszych jest postać, zapewne o autobiograficznej proweniencji, emigranta, tułacza, gastarbeiter. Taki, co niespecjalnie mu się w życiu wiedzie, a teraz w dodatku uwikłany w niedorzeczne perypetie rodem ze snu. Tak jak w tytułowym opowiadaniu, w którym czeski pies po śmierci zostaje w kartonie po telewizorze uprowadzony przez niemieckich Cyganów. Często punktem wyjścia są autentyczne wydarzenia, które Rudnicki nicuje po swojemu, filtruje przez siebie. Tak jest choćby w przypadku miniaturki <em>Na barykadzie</em>, do której inspiracji dostarczyła pisarzowi prasowa notka o Polakach masowo sprzedających (!) krew i osocze w Görlitz.</p>
<p>Wreszcie teksty drugie. Perełki! Tu już nie wydarzenia, a bardzo konkretne postaci: Hans Christian Andersen, Alma Mahler, James Joyce, Hans-Peter (dla odmiany nie literat, a bezrobotny z byłego RFN) czy Janusz Rudnicki we własnej, neurotycznej do granic możliwości, osobie. W genialnym (!) opowiadaniu <em>Jeżdżę </em>dzieli się refleksjami na temat podróży pociągiem i uczestnictwa w festiwalach i doprawdy nie wiadomo ile tu autentycznego Rudnickiego, a ile konfabulacji. To opowiastki o bardzo konkretnych postaciach, których punktem wyjścia często jest film czy fragment książki na ich temat. Świeżo zdobytą biograficzną wiedzę autor znów nicuje na własną modłę, podaje z odmiennej perspektywy i słowami, które wypływają z tej jego niewyparzonej, neurotycznej, pisarskiej gęby. I tak Andersen a’la Rudnicki jest przede wszystkim cierpiącym na rozliczne bóle ciała i duszy homoseksualistą z obsesją masturbacji. Alma – wyrachowaną arywistką, która kreuje swój wizerunek poprzez dobieranych z odpowiedniego klucza mężów.  A Joyce? Joyce to permanentnie wygłodniały epistolarny żebrak.</p>
<p>Proszę więcej.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>„Śmierć czeskiego psa” Janusz Rudnicki, W.A.B., Warszawa 2009, s. 208.<br />
<a href="http://lekturki.com/tag/archipelagi/" target="_blank"><strong>seria archipelagi</strong></a></p>
<p>[z Biblioteki Jagiellońskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/02/smierc-czeskiego-psa-janusz-rudnicki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ponownie skonfundowana</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/01/szalone-noce-ostatnie-chwile-wielkich-mistrzow-joyce-carol-oates/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/01/szalone-noce-ostatnie-chwile-wielkich-mistrzow-joyce-carol-oates/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 27 Jan 2011 15:22:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[Edgar Alla Poe]]></category>
		<category><![CDATA[Emily Dickinson]]></category>
		<category><![CDATA[Ernet Hemingway]]></category>
		<category><![CDATA[Henry James]]></category>
		<category><![CDATA[Joyce Carol Oates]]></category>
		<category><![CDATA[Mark Twain]]></category>
		<category><![CDATA[pedofilia]]></category>
		<category><![CDATA[poniżanie]]></category>
		<category><![CDATA[szaleństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Wyzwania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1492</guid>
		<description><![CDATA[Joyce Carol Oates znów wpędziła mnie w niejakie zakłopotanie. Nadal nie potrafię w żaden sposób do jej pisarstwa się ustosunkować. Jej proza ani parzy ani ziębi. Krótko mówiąc – jest mi obojętna. Lektura nie wyzwala we mnie niemal żadnych emocji, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/01/szalone-noce-ostatnie-chwile-wielkich-mistrzow-joyce-carol-oates/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/01/szalone.noce_.jpg" rel="lightbox[1492]"><img class="alignnone size-full wp-image-1493" title="szalone.noce" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/01/szalone.noce_.jpg" alt="" width="200" height="285" /></a></p>
<p><a href="http://lekturki.com/tag/joyce-carol-oates/" target="_blank"><strong>Joyce Carol Oates</strong></a> znów wpędziła mnie w niejakie zakłopotanie. Nadal nie potrafię w żaden sposób do jej pisarstwa się ustosunkować. Jej proza ani parzy ani ziębi. Krótko mówiąc – jest mi obojętna. Lektura nie wyzwala we mnie niemal żadnych emocji, co jest o tyle dziwne, że o szalenie emocjonalnych reakcjach na prozę Oates czytałam już nie raz.</p>
<p>Zresztą to dość zabawne, bo tom opowiadań <strong>„Szalone noce! Ostatnie chwile wielkich mistrzów”</strong>, jakby nie patrzeć zatytułowany w sposób obiecujący wiele, ale w istocie swej niewiele oferujący, wprawił mnie w stan skonfundowania podobny temu, który towarzyszył lekturze <a href="http://lekturki.com/2010/07/nadobna-dziewica-joyce-carol-oate/" target="_blank">„Nadobnej dziewicy”</a>. Jedna kwestia pozostaje poza wszelką dyskusją – Oates ma co najmniej obiecujące pomysły na fabułę, które następnie w toku pisania rozmieniają się na drobne, tym samym tracąc swój pierwotny potencjał. To motyw przewodni „Szalonych nocy!”, do których przyciąga magia nazwisk bohaterów: Edgara Allana Poe, Emily Dickinson, Marka Twaina, Henry’ego Jamesa oraz (mnie akurat najmniej) Ernesta Hemingwaya. Oates wikła ich w przedśmiertne szaleństwa, które mogłyby stać się ich udziałem, ale jednak nigdy się nie stały. Zespala wątki biograficzne z fikcją, ale to właśnie fikcja tu króluje.</p>
<p>I tak, kolejno, Edgar Allan Poe ostatnie chwile spędza jako latarnik morski na bezludnej wyspie u wybrzeża Ameryki Południowej, zdradzając narastające objawy obłędu. Emily Dickinson re inkarnuje się w postaci cichego i pokornego robota domowego w wersji de Lux, który adoptuje pewne, drobnomieszczańskie z ducha, małżeństwo z przedmieść. Marka Twaina łączy co najmniej dwuznaczna korespondencja z małoletnimi wielbicielkami jego twórczości. Henry James realizuje się (to teraz takie modne słowo i z lubością i premedytacją go tu użyję) w pielęgnowaniu rannych żołnierzy z frontów I wojny światowej, przy okazji odkrywając w sobie chęć i potrzebę poddaństwa i bycia poniżanym. Wreszcie Ernest Hemingway. Parafrazując tytuł jego kanonicznego dzieła: stary człowiek i strzelba, a dokładnie stary człowiek opętany obsesją samobójstwa.</p>
<p>Wspólnym mianownikiem tomu jest umiejętnie przez Oates kreowana atmosfera narastającego szaleństwa. Nie, bynajmniej nie starczej demencji, a właśnie szaleństwa czy jak to ładnie określano niegdyś – pomieszania zmysłów. Widoczne jest to zwłaszcza w ostatnich chwilach Poe i Hemingwaya. Jeden i drugi zdaje się popadać w obłęd, poddając się swoim własnym, wewnętrznym demonom. Mnie jednak, paradoksalnie, najbardziej ujęły czy może raczej dotknęły ostatnie chwile Jamesa i Twaina – oba opowiadania bardzo gorzkie w wyrazie, eksplorujące mroczne zakamarki ludzkiej duszy.</p>
<p>Co istotne, Oates uwalania swych bohaterów od literackiej profesji. Nawet jeśli wielcy mistrzowie próbują coś pisać (jak Twain i reinkarnacja Dickinson) to czynią to ukradkiem, niechętnie, być może z przymusu, a na pewno w sposób ich niezadowalający. Zmarginalizowanie znaczenia literackich atrybutów to jak odarcie ich z mistyki, z przynależnego profesji pisarza czy poety majestatu, splendoru. Pozbawienie daniny z podziwu wielbicieli. Bohaterowie opowiadań Oates tracą swą boskość. Zrzuceni z piedestału, zmuszeni są stawić czoła sytuacjom boleśnie prozaicznymi: od śmierci psa na czyszczeniu latryny kończąc.</p>
<p>Sęk w tym, że „Szalone noce!” czyta się właściwie tylko dla wielkich mistrzów. To nazwiska bohaterów są atutem, a nie same opowiadania, które bez udziału wielkich mistrzów byłyby puchem marnym. Pozostaję zatem wciąż skonfundowana.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>„Szalone noce! Ostatnie chwile wielkich mistrzów” Joyce Carol Oates, przełożył Bartłomiej Zborski, Bellona, Warszawa 2009, s. 240.</p>
<p>[z Biblioteki Jagiellońskiej]</p>
<p><a href="http://nocnelektury.blox.pl/html" target="_blank"><strong>Książka przeczytana w ramach wyzwania Od zmierzchu do świtu</strong></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/01/szalone-noce-ostatnie-chwile-wielkich-mistrzow-joyce-carol-oates/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>ŻydoAlaska</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/01/zwiazek-zydowskich-policjantow-michael-chabon/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/01/zwiazek-zydowskich-policjantow-michael-chabon/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 24 Jan 2011 14:46:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[Alaska]]></category>
		<category><![CDATA[judaica]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[Michael Chabon]]></category>
		<category><![CDATA[noir]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1488</guid>
		<description><![CDATA[Czytelnicze doświadczenie z gatunku dziwnych, a nawet do szczętu wariackich. Tych dziwnych i wariackich od początku do końca. Do ostatniej kropki. „Związek żydowskich policjantów”, bo o nim mowa, to ubrane w kostium amerykańskiego czarnego kryminału igrzyska kreacji. Święto nieskrępowanej niczym &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/01/zwiazek-zydowskich-policjantow-michael-chabon/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/01/chabon_zwiazek.jpg" rel="lightbox[1488]"><img class="alignnone size-full wp-image-1489" title="chabon_zwiazek" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/01/chabon_zwiazek.jpg" alt="" width="200" height="319" /></a></p>
<p>Czytelnicze doświadczenie z gatunku dziwnych, a nawet do szczętu wariackich. Tych dziwnych i wariackich od początku do końca. Do ostatniej kropki. <strong>„Związek żydowskich policjantów”</strong>, bo o nim mowa, to ubrane w kostium amerykańskiego czarnego kryminału igrzyska kreacji. Święto nieskrępowanej niczym żydowskiej fantazji. I do tego ten język – błyskotliwy, ostry jak szpada.  I ten humor &#8211;  podszyty gorzką ironią.</p>
<p>Zacząć chyba trzeba od głównego bohatera – śledczego Mejera Landsmana. Choć nie, zacząć jednak trzeba od Alaski. Bo to na Alasce właśnie rozgrywa się cała intryga i to właśnie w alaskańskiej alternatywnej rzeczywistości Michale Chambon osadził akcję swej błyskotliwej powieści. Oto bowiem po zakończeniu drugiej wojny światowej żydowscy emigranci z Europy zasiedlili fragment Alaski, czyniąc zeń niemalże własne państwo. Państwo w państwie. Nie mającą nic wspólnego z mityczną ziemią obiecaną, mroczną, brudną i nieprzewidywalną żydowską enklawę pod jurysdykcją Waszyngtonu, którym dotąd nikt jakoś szczególnie nie zawraca sobie głowy. Ale to wkrótce ma się zmienić.</p>
<p>Wróćmy do inspektora Landsmana –zgorzkniałego detektywa ze skłonnością do wysokoprocentowych napoi. Bohatera, któremu nie wiedzie się na  żadnej płaszczyźnie istnienia – ani w pracy, ani tym bardziej w tak zwanym życiu prywatnym. Mieszka samotnie w zapyziałym pokoju hotelu Zamenhoff, jego skuteczność jako śledczego, w duecie ze swym partnerem i najbliższym przyjacielem Miśkiem &#8211; indiańskim Żydem czy może raczej Indianinem wyznania Judeochrześcijańskiego, bliska jest zeru, a gdyby tego było mało, od teraz jego przełożonym zostaje jego była żona – Bina – do której, o losu ironio, wciąż czuje miętkę. Niezidentyfikowany martwy szachista z hotelu Zamenhoff jest doprawdy ostatnią sprawą, którą w swej obecnej sytuacji Landsman powinien zaprzątać sobie uwagę, a jednak zaczyna śledztwo na własną rękę, wiedziony, danym wszystkim literackim detektywom, szóstym zmysłem, który mu podpowiada, że martwy szachista nie jest samobójcą, ba, mało tego, jego śmierć bynajmniej nie jest przypadkowa. I oczywiście szybko się przekona, że miał rację, a trup z hotelu Zamenhoff to tylko czubek góry lodowej. Innymi słowy Landsman odkryje grubszą aferę.</p>
<p>Jest zatem „Związek żydowskich policjantów” powieścią sensacyjną i detektywistyczną o wyjątkowo zawiłej intrydze, a nade wszystko pięknym hołdem złożonym czarnemu kryminałowi spod znaku Dashiella Hammetta czy Raymonda Chandlera. Jest też jednym z najbardziej brawurowych i błyskotliwych <a href="http://lekturki.com/tag/judaica/" target="_blank">judaica</a> jakie kiedykolwiek czytałam. Połączenie konwencji klasycznej powieści <em>noir</em> z egzotyczną, wykreowaną z dowcipem i ogromną ilością autoironii żydowską alternatywną rzeczywistością, jest przedsięwzięciem co najmniej ryzykownym, a jednak Chabon wychodzi z tej próby obronną ręką. Pomimo tego, że intryga miejscami jest makabrycznie zawiła, a język gęsty jak smoła, powieść broni się nawet w cięższych momentach, a to dzięki dopracowanemu do perfekcji światu przedstawionemu i znakomicie skonstruowanym bohaterom – również tym o trzeciorzędnym znaczeniu.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p>„Związek żydowskich policjantów” Michael Chabon, przełożyła Barbara Kopeć-Umiastowska, W.A.B., Warszawa 2009, s. 452</p>
<p>[z Biblioteki Jagiellońskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/01/zwiazek-zydowskich-policjantow-michael-chabon/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ojciec narodu i gwiazda</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/12/pierwszy-dzien-reszty-zycia-jurij-druznikow/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/12/pierwszy-dzien-reszty-zycia-jurij-druznikow/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 30 Dec 2010 16:42:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bolszaja Rossija]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[Jurij Drużnikow]]></category>
		<category><![CDATA[powieść szpiegowska]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[Stalin]]></category>
		<category><![CDATA[stalinizm]]></category>
		<category><![CDATA[totalitaryzm]]></category>
		<category><![CDATA[Wyzwania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1473</guid>
		<description><![CDATA[Wizyty w bibliotece wprawiają mnie w szczególnie euforyczny stan ducha. Nie inaczej było dziś. Płynąc na fali radości z powodu udanych łowów (2x Wasilij Grossman, 2x Magda Szabo, 1x Richard Yates, 1x Jo Nesbo, którego książki kompletuje niczym wyprawkę, oczywiście &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/12/pierwszy-dzien-reszty-zycia-jurij-druznikow/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wizyty w bibliotece wprawiają mnie w szczególnie euforyczny stan ducha. Nie inaczej było dziś. Płynąc na fali radości z powodu udanych łowów (2x Wasilij Grossman, 2x Magda Szabo, 1x Richard Yates, 1x Jo Nesbo, którego książki kompletuje niczym wyprawkę, oczywiście poszłam po zupełnie inne książki) postanowiłam reaktywować Lekturki.</p>
<p>Gdy mnie tu nie było, byłam albo we Wrocławiu na <a href="http://www.festiwal.portalkryminalny.pl/" target="_blank"><strong>Międzynarodowym Festiwalu Kryminału</strong></a> (z którego relacje pisałam dla Portalu Kryminalnego), albo na przekór zimie wraz z atmosferycznymi przyległościami – w Francji i z powrotem przez Drezno, które między nami mówiąc dużo bardziej ujęło mnie niż Paryż. Po tych wojażach i wariactwach innych zaordynowałam sobie 4 tygodnie <em>dolce far niente</em>. Jak sama nazwa wskazuje w owym okresie nie robiłam nic prócz tego co absolutnie robić musiałam. Wypadł zatem i blog, bo i od niego potrzebowałam oddechu. Zresztą niespecjalnie byłoby o czym pisać, bo i na czytanie nie miałam czasu lub chęci. W czasie absencji ćoś tam jednak przeczytałam:</p>
<p>„Pierwszy dzień reszty życia” Jurija Drużnikowa<br />
„African Psycho” Alaina Mabanckou<br />
„Rafę” Edith Wharton<br />
„Niespokojnego człowieka” Henninga Mankella</p>
<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/12/Pierwszy-dzien-reszty-zycia_Jurij-Druznikow.jpg" rel="lightbox[1473]"><img class="alignleft size-full wp-image-1474" title="Pierwszy-dzien-reszty-zycia_Jurij-Druznikow" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/12/Pierwszy-dzien-reszty-zycia_Jurij-Druznikow.jpg" alt="" width="200" height="321" /></a>Każda z powyższych warta jest wzmianki i o każdej postaram się coś tam sprokurować. Na początek niech będzie Jurij Drużnikow, bo biedaczek najdłużej czeka. Poza tym „Pierwszy dzień reszty życia” przeczytałam z myślą o wyzwaniu Rosja w literaturze, a to obliguje do działania. Tym bardziej, że <strong>powieść Drużnikowa – wypożyczona w ciemno – okazała się lekturą wybitnie zajmującą i po prostu szkoda byłoby o niej tu nie wspomnieć.</strong></p>
<p>Rzecz z gatunku tych gęstych i wielowątkowych, w których <em>bogu-ducha-winny-bohater</em> zostaje wbrew swej woli wciągnięty w nieprawdopodobną i w istocie swej absurdalną intrygę o zasięgu międzynarodowym. Tym bogu-ducha-winnym jest tu Drużnikow we własnej osobie – dysydent, emigrant, wykładowca literatury rosyjskiej na jednym z uniwersytetów w Kalifornii i pisarz, z premedytacją i sporą dozą przewrotności bawiący się konwencją powieści sensacyjno-szpiegowskiej. Z myślą o kolejnej książce pisarz prowadził niezobowiązujące badania na temat Gwiazdy Generalissmusa – odznaczenia, którym towarzysz Stalin sam siebie uhonorował za wygranie II wojny światowej. Wkrótce po tym ślad po Gwieździe zaginął. Nic jednak co tyczy się osoby Stalina nie może być niezobowiązujące, nawet w roku 2005, tym bardziej, że nie tylko Drużnikowa żywo interesują dalsze losy orderu.</p>
<p>Współczesne, sensacyjne w istocie swej, poszukiwania Gwiazdy Generalissmusa w „Pierwszym dniu reszty życia” skonfrontowane są z opowieścią o historii Gwiazdy, a dokładnie opowieścią o Stalinie. Drużnikow poddaje intrygującej analizie stan umysłu zmęczonego, schorowanego despoty. Kreśli intymny portret człowieka bytującego na granicy życia i śmierci, wciąż niepokojący się o swoją pozycję. Nie jest tu krwiożerczym tyranem, a sfatygowanym dziadzią znudzonym koniecznością wielogodzinnego machania do rozentuzjazmowanego tłumu swych „dzieci”. Uwielbienie mas to mało. Wódz wciąż czuł się niedoceniony, zagrożony przez najbliższych współpracowników, Berię i Mołotowa, którzy choć skaczą wokół niego jak małe pieski, to kto wie czy za jego plecami nie spiskują? Stalinowi nie wystarczył tytuł marszałka. Stalin  marzył o czymś znakomitszym, ważniejszym, o tytule generalissimusa od wdzięcznego narodu. A że przy okazji mógł ukręcić międzynarodowy interes i zyskać nowego sojusznika w postaci kuwejckiego szejka? Czemu nie.</p>
<p>Uczynienie ze Stalina bohatera- kontrapunktu dla opowiadanej historii nie jest zabiegiem nowym. Tym samym chwytem posłużył się Anatolij Rybakow w monumentalnej sadze „Dzieci Arbatu”. I tu i tu okazało się to bardzo trafnym rozwiązaniem. Fragmenty ze Stalinem to najbardziej udana część „Pierwszego dnia reszty życia”, ale i tej współczesnej – z pozoru dość chaotycznie nakreślonej – nic zarzucić nie mogę. Jedyne czego mogę sobie życzyć to, to aby częściej trafiać na tak udane powieści: z wartką akcją, suspensem i ironicznym komentarzem do rzeczywistości. Nie tylko rosyjskiej.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5.5 out of 6 stars</p>
<p>„Pierwszy dzień reszty życia” Jurij Drużnikow, przełożył Piotr Fast, W.A.B., Warszawa 2010<br />
<strong>seria <a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank">don Kichot i Sancho Pansa</a></strong></p>
<p>[z Biblioteki Jagiellońskiej]</p>
<p><strong>Książka przeczytana w ramach wyzwania <a href="http://rosjawliteraturze.blogspot.com/" target="_blank">Rosja w Literaturze</a></strong></p>
<p><strong><img class="alignnone" title="Rosja w literaturze" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TFVTKw2z3qI/AAAAAAAAE_w/zp557s3TcIY/S1600-R/maly+baner.jpg" alt="" width="455" height="180" /><br />
</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/12/pierwszy-dzien-reszty-zycia-jurij-druznikow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Złoty medal w megalomanii</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/11/biografia-glodu-amelie-nothomb/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/11/biografia-glodu-amelie-nothomb/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 04 Nov 2010 21:54:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[amelie nothomb]]></category>
		<category><![CDATA[anoreksja]]></category>
		<category><![CDATA[bangladesz]]></category>
		<category><![CDATA[Chiny]]></category>
		<category><![CDATA[dojrzewanie]]></category>
		<category><![CDATA[dzieciństwo]]></category>
		<category><![CDATA[galeria]]></category>
		<category><![CDATA[głód]]></category>
		<category><![CDATA[Japonia]]></category>
		<category><![CDATA[literatura belgijska]]></category>
		<category><![CDATA[Nowy Jork]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1460</guid>
		<description><![CDATA[Na początku była Japonia. Objadanie się słodyczami, kompulsywne wlewanie w siebie wody i pokątna lektura Biblii (z rozkosznym strachem). Potem Chiny, podkradanie słodkości, głód towarzystwa i upajanie się whisky. Na ósme urodziny dostała Nowy Jork! I opiekunkę Ingę, do której &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/11/biografia-glodu-amelie-nothomb/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/11/35991-450.jpg" rel="lightbox[1460]"><img class="alignnone size-full wp-image-1462" title="Biografia Głodu" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/11/35991-450.jpg" alt="" width="200" height="302" /></a></p>
<p>Na początku była Japonia. Objadanie się słodyczami, kompulsywne wlewanie w siebie wody i pokątna lektura Biblii (<em>z rozkosznym strachem)</em>. Potem Chiny, podkradanie słodkości, głód towarzystwa i upajanie się whisky. Na ósme urodziny dostała Nowy Jork! I opiekunkę Ingę, do której zapałała uczuciem tak szczerym i gorącym, jak tylko pozwoliła na to jej dziecięca (mocno zakrapiana Johnnym Walkerem) niewinność. Ale szczęście nie trwa wiecznie i za czas jakiś wylądowała w Bangladeszu. W centrum kanapowej agonii, a jedyną strawą miała być strawa ducha – literatura pochłaniana od metra. Anoreksja. Na dwunaste urodziny dostała słonia.  Tylko na jeden dzień. Trzynaste urodziny obchodziła w Birmie, czytając <a href="http://lekturki.com/2010/03/zlota-pagoda-yukio-mishima/" target="_blank">„Złotą pagodę” Mishimy</a>. Popadła w otchłań hormonalnego niebytu. Postanowiła odtąd żywić się już tylko słowami. Odkryła w sobie, że jest zgłodniała głodu. Wyglądała jak trup i dobrze się z tym czuła. Potem był Laos i powrót do jedzenia. Mając lat siedemnaście wylądowała na uniwersytecie w Brukseli, a dwadzieścia jeden – w Tokio. Potem było z „Pokorą i uniżeniem”, a przed  czasem słodyczy i Biblii <a href="http://lekturki.com/2008/08/metafizyka-rur-amelie-nothomb/" target="_blank">„Metafizyka rur”</a>. <strong></strong></p>
<p><strong>„Biografia głodu”</strong> to środek. Autobiograficzna powieść pisana z perspektywy głodu. Głodu nie tylko w tym najbardziej literalnym znaczeniu &#8211; jako pragnienia czy potrzeby spożycia pokarmu, ale i towarzystwa, słów, książek, alkoholu, wiedzy. Głodu niepokojąco bliskiego uzależnieniu, głodu jako wiecznego niedosytu, niemożności zaspokojenia. Ale &#8222;Biografia głodu&#8221; jest i megalomańskim (w stopniu doprowadzającym zęby do bólu) pamiętnikiem z dorastania dokonującego się w międzykontynentalnym i multikulturowym rozkroku, który bynajmniej tego, z natury swej skomplikowanego, procesu nie ułatwiał, ale przynajmniej wspomnieniu czasu pryszczy i pączkującego biustu dodaje uroku i niepowtarzalności. Bo czy ktoś zna pisarkę równie cudowną i napuszoną, jak <a href="http://lekturki.com/tag/amelie-nothomb/" target="_blank"><strong>Amelie Nothomb</strong></a>?</p>
<p>Pytanie, które zaciążyło mi nad lekturą brzmi: ile w „Biografii głodu” jest prawdziwej Amelii, a ile Amelii wykreowanej na potrzeby literatury. Albo inaczej: Ile w Nothomb jest pisarki, a ile zręcznej hochsztaplerki, która, owszem, potrafi grać słowem, być i liryczna i zabawna, a nawet trochę przeintelektualizowana, ale czyni to tylko po to, aby jeszcze bardziej schlebiać i pieścić swoje ego? Wiem, że są dywagacje warte mniej więcej tyle, co dochodzenie ilości procent cukru jest w cukrze, nie mniej jednak spokoju (dla odmiany) memu ego to nie daje. Nothomb pisze laurki ku swojej czci, z lubością spogląda na świat z góry i bezwarunkowo filtruje go przez siebie. Mizdrzy się spomiędzy wersów, upaja swą nietuzinkowością. To skupienie się na sobie, ten egocentryzm doprowadzony do ekstremum. Chwała bogu, że te książki są tak krótkie. Na większą skalę nothombowska maniera mogłaby być nie do zdzierżenia.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>„Biografia głodu” Amelie Nothomb, przełożyła Joanna Polachowska, Muza, Warszawa 2005</p>
<p>[z biblioteki na Rajskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/11/biografia-glodu-amelie-nothomb/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>15</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Stanisław Barańczak – agent, który nie zawiódł nigdy</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/10/biografioly-stanislaw-baranczak/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/10/biografioly-stanislaw-baranczak/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 08 Oct 2010 21:53:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[poezja]]></category>
		<category><![CDATA[Stanis]]></category>
		<category><![CDATA[Stanisław Barańczak]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1437</guid>
		<description><![CDATA[Będzie krótko i węzłowato i nie o Vargas Llosie. Buszując po nowej wypasionej czytelni w Wojewódzkiej Bibliotece przy ulicy Rajskiej*, w dziale polskich poetów (nie pytajcie czego tam szukałam, a w każdym razie tego czego szukałam nie znalazłam) w rączki &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/10/biografioly-stanislaw-baranczak/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/biografioły.jpg" rel="lightbox[1437]"><img class="alignnone size-full wp-image-1438" title="biografioły" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/biografioły.jpg" alt="" width="196" height="280" /></a></p>
<p>Będzie krótko i węzłowato i nie o Vargas Llosie. Buszując po nowej wypasionej czytelni w Wojewódzkiej Bibliotece przy ulicy Rajskiej*, w dziale polskich poetów (nie pytajcie czego tam szukałam, a w każdym razie tego czego szukałam nie znalazłam) w rączki wpadły mi słynne, rekomendowane przy okazji <a href="http://lekturki.com/2010/09/ksiazki-najgorsze-stanislaw-baranczak/" target="_blank">„Książek najgorszych”</a>, <strong>„Biografioły” Stanisława Barańczaka</strong>. Przez tych poetów, których nie było, miałam wolne pół godziny i to jest akurat tyle ile potrzeba na spokojne rozsmakowanie się w „Biografiołach”, bo to rzecz naprawdę niewielka. Liczy sobie ledwo czterdzieści stron z małym okładem, przy czym jedna trzecia tych czterdziestu kilku stron to obrazki. Czytania więc może i nie ma zbyt wiele, ale za to uciechy co nie miara.</p>
<p>Czymże są owe biografioły? Żartobliwymi czterowierszami skonstruowanymi z możliwie nierównych linijek, wariacjami na temat biografii postaci powszechnie znanych, których nazwisko paść musi w pierwszych wersie, a reszta to już szalony, nieraz zgoła absurdalny, ciąg skojarzeń, lingwistyczna żonglerka (bo muszą być rymy!) i radosna twórczość. Zbiorek uzupełnia cudowny suplemencik &#8211; <em>Appendix umożliwiający człowiekowi kulturalnemu zrozumienie i zapamiętanie, o co chodzi w 7 podstawowych utworach W. Szekspira</em>. Tutaj Barańczak nieco podpiłował gałąź, na której jako tłumacz dzieł szekspirowskich siedzi, bo po tak przystępnie wyłożony <em>clue</em>, dajmy na to Otella:</p>
<blockquote><p>Tło: gondole i doże.<br />
Centrum uwagi: łoże.<br />
Wąż: Jago. Mąż: „Ja go!&#8230;”. Duszona:<br />
Żona. Finał: obsada kona</p></blockquote>
<p>kto będzie chciał czytać sztuki? [pytanie retoryczne]<em><br />
</em>Bez wątpienia Barańczak pisząc „Biografioły” bawił się przednio i  podobne poczucie od początku staje się udziałem czytelnika. Wierszyki-portreciki, czasem zaskakująco trafne jak ten o Nabokovie**, nasycone są specyficznym, purnonsensowym humorem, co od razu przywiodło mi na myśl limeryki z <a href="http://lekturki.com/2009/03/rymowanki-dla-duzych-dzieci-wislawa-szymborska/" target="_blank"><strong>„Rymowanek dla dużych dzieci”</strong></a> Wisławy Szymborskiej. Obie książki można postawić obok siebie i czytać na przemian jako remedium na chandrę, globusa i inne dolegliwości ciała tudzież ducha.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>„Biografioły” Stanisław Barańczak, a5, Poznań 1991</p>
<p>*nie wiem od kiedy czytelnia przy Rajskiej jest taka nowa i wypasiona, ale w porównaniu z jej poprzednią wersją jawi mi się niczym, nomen omen, czytelniczy raj na ziemi i już cieszę się na myśl o spędzonych w niej godzinach</p>
<blockquote><p>** Nabokov<br />
Gdy przedstawiono komuś Nabokova,<br />
Rozmowa była niemal nawykowa:<br />
- Czy w życiu jest pan też amatorem Lolit? -<br />
- Iii, przy nich czuję się jak paleolit.</p></blockquote>
<p>[czytelnia na Rajskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/10/biografioly-stanislaw-baranczak/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

