<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; Krótkie formy literackie</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/category/lekturki/krotkie/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Wed, 23 May 2012 14:19:26 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Zawsze bowiem należy upraszczać</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 Oct 2011 13:34:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[Franz Kafka]]></category>
		<category><![CDATA[Georges Perec]]></category>
		<category><![CDATA[literatura francuska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1547</guid>
		<description><![CDATA[Georges Perec, zupełnie niespodziewanie, zirytował mnie w stopniu ponadprzeciętnym. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że to dziełko o objętości mikroskopijnej*, tak mikroskopijnej, że nazwanie go lekturą na jeden wieczór to grubsza przesada, bo to raczej czytanka na wieczoru ćwierć, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Georges Perec, zupełnie niespodziewanie, zirytował mnie w stopniu ponadprzeciętnym. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że to dziełko o objętości mikroskopijnej*, tak mikroskopijnej, że nazwanie go <em>lekturą na jeden wieczór</em> to grubsza przesada, bo to raczej czytanka na wieczoru ćwierć, albo i mniej, przysporzy mi tyle czytelniczego znoju, że będę czytała to w kawałkach, a między kolejnymi kawałkami zmuszona będę robić sobie kilkudniowe przerwy. Bo inaczej się nie dało. „O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika działu w celu upomnienia się o podwyżkę”, ten pozbawiony kropek szaleńczy potok słów, to nie książka na moje słaby nerwy.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="alignnone" title="O sztuce oraz sposobach" src="http://merlin.pl/O-sztuce-oraz-sposobach-usidlenia-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke_George,images_big,25,978-83-7414-928-0.jpg" alt="" width="255" height="410" /></p>
<p>Wbrew tytułowi notki, który pozwoliłam sobie zerżnąć z samego Pereca, w „O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika …” absolutnie nic nie jest proste. To koszmar, który narasta piramidalnie. Mamy oto bowiem szeregowego pracownika firmy-molocha z bliżej nieokreślonej branży. I ten skromny szeregowy pracownik chce poprosić o podwyżkę. Słowo „chce” jest tu kluczowe, bo od chęci do realizacji daleka, kręta i nieprzyzwoicie wyboista droga. Nieodzowny będzie spryt, cierpliwość i myślenie strategiczne. Na początek wypadałoby chociaż zastać kierownika w biurze, a to bynajmniej proste nie jest, tym bardziej, że taki kierownik w niemal każdej chwili może zatruć się nieświeżym jajkiem, zadławić ością lub zapaść na chorobę zakaźną typu odra, a w najgorszym wypadku wszystko to na raz. I broń boże nie próbuj usidlić kierownika w piątek. Piątek to generalnie fatalny dzień do załatwiania tego typu spraw.</p>
<p>Dzieło Pereca przywiodło mi na myśl „Zamek” Franza Kafki. W ogóle dużo tu z ducha Kafki, poczynając chociażby od, do szczętu zdehumanizowanego, przedsiębiorstwa, które <em>ci płaci za to, byś odwiedzał jego rozmaite działy, składające się na całość lub część jednego z najpotężniejszych przedsiębiorstw w jednym z najważniejszych sektorów naszego najbardziej narodowego przemysłu. </em> Obie książki w istocie opowiadają o  obsesyjnej próbie dotarcie do celu (u Kafki jest zamek, u Pereca podwyżka). Tyle, że ten cel w niepokojący sposób coraz bardziej się oddala. W  „O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika …” ów proces, ta pogoń za króliczkiem, przybiera monstrualne wręcz rozmiary, staje się orgią kombinatoryki i rachunku prawdopodobieństwa, co zresztą po części pokazuje schemat organizacyjny, którego fragment pozwalam sobie Wam zaprezentować.</p>
<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/10/schemat.perec.jpg" rel="lightbox[1547]"><img class="alignnone size-full wp-image-1548" title="schemat.perec" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/10/schemat.perec.jpg" alt="" width="570" height="472" /></a></p>
<p>A! Jest jeszcze jedna, dość zasadnicza, różnica między Kafką, a Perecem. Kafka był <em>sieriozny</em> do bólu. Perec – na szczęście nie.</p>
<p>„O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika działu w celu upomnienia się o podwyżkę”, Georges Perec, przełożył Wawrzyniec Brzozowski, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2011, s. 94.</p>
<p>*75 stron, w tym obrazki, reszta to posłowie</p>
<p>więcej książek z serii <a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank">don Kichot i Sancho Pansa<br />
</a>więcej <a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank">Georgesa Pereca</a></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Być może rozczarowanie roku</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/07/uciekinierka-alice-munro/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/07/uciekinierka-alice-munro/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 27 Jul 2011 09:18:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kanada]]></category>
		<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Alice Munro]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta]]></category>
		<category><![CDATA[samotność]]></category>
		<category><![CDATA[seria własny pokój]]></category>
		<category><![CDATA[ucieczka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1537</guid>
		<description><![CDATA[Przemęczyłam, wymęczyłam, skończyłam. „Uciekinierka” za mną. I to już chyba oficjalne – książka Alice Munro jest pierwsza w kolejce do miana rozczarowania roku. Dla ścisłości &#8211; rankingu literackich rozczarowań nie prowadzę, raczej staram się szybko o nich zapominać. Nie jest &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/07/uciekinierka-alice-munro/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przemęczyłam, wymęczyłam, skończyłam. „Uciekinierka” za mną. I to już chyba oficjalne – książka Alice Munro jest pierwsza w kolejce do miana rozczarowania roku.</p>
<p><img class="aligncenter" title="Uciekinierka" src="http://merlin.pl/Uciekinierka_Alice-Munro,images_big,23,978-83-608-5072-5.jpg" alt="" width="288" height="410" />Dla ścisłości &#8211; rankingu literackich rozczarowań nie prowadzę, raczej staram się szybko o nich zapominać. Nie jest to zresztą specjalnie kłopotliwe, bo należę do tych, którzy pamięć mają dobrą lecz krótką. Tyczy to się (stety-niestety) i książek, tych kiepskich również. Czy nazwę „Uciekinierkę” kiepską? Chyba jednak nie, ale przeciętną i owszem. A mój zawód wobec zbioru (nagrodzonego międzynarodowym Bookerem 2009) jest tym większy, bo i wiele sobie po opowiadaniach Munro obiecywałam. I jak to zwykle bywa z wygórowanymi oczekiwaniami  &#8211; na tychże oczekiwaniach się skończyło, a apetyt na opowiadania mocne, intrygujące i kunsztownie podane, takie, które pozostawią mnie z rozdziawioną gębą (dosłownie i w przenośni) nie został zaspokojony.</p>
<p>„Uciekinierka” to osiem opowiadań i pięć bohaterek w różnych momentach życia. Motywem przewodnim zbioru, co nie trudno odgadnąć, jest ucieczka. Sęk w tym, a w tym miejscu znów odnieść się muszę do mej kiepskiej pamięci, tuż po zakończeniu czytania nie jestem w stanie przypomnieć sobie niemalże żadnej historii ze zbioru. Z ośmiu tekstów dwa wywarły na mnie pewne wrażenie, zostały we mnie i zadały temat do przemyślenia. Bohaterką jednego z nich jest Robin, zamknięta w sobie marzycielka, postrzegana przez innych trochę jako dziwaczka, również ze względu na swe głębokie upodobanie do sztuk Szekspira. W czasie jednej z wypraw do Stradfordu na spektakl poznała Daniela. Mężczyzna szarmancko pomógł jej w niedoli, nakarmił, odprowadził na dworzec. Mieli spotkać się za rok, ale do spotkania nie dochodzi, z powodu który Robin pozna wiele lat później. To krótkie opowiadanie, na pierwszy rzut oka nieco łzawe i kiczowate, w gruncie rzeczy jest pięknym miniaturowym dramatem niespełnienia i samotności, rzeczą o niedopowiedzeniach, słowach, których boimy się wypowiedzieć i przypadku, który czasem decyduje o wszystkim. Żałuję, że pozostałe teksty nie są w podobnym tonie. To suche jak wióry opowiastki o małych życiowych dramatach. Ucieczkach fizycznych i duchowych. Planowanych i realizowanych, unurzanych w nudnej codzienności. Wewnętrznego napięcia, ba jakiegokolwiek napięcia, właściwie brak.</p>
<p>Lubię, gdy opowiadania zaskakują, tak, że aż dreszczyk przechodzi po plecach. Teksty Munro mnie nie zaskoczyły, albo inaczej, zaskoczyły mnie swą  nijakością.</p>
<p>„Uciekinierka” Alice Munro, przełożyła Alicja Skarbińska-Zielińska, Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2009, s. 392.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/07/uciekinierka-alice-munro/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Niewyparzony pysk Pana Rudnickiego</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/02/smierc-czeskiego-psa-janusz-rudnicki/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/02/smierc-czeskiego-psa-janusz-rudnicki/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 Feb 2011 14:30:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Alma Mahler]]></category>
		<category><![CDATA[archipelagi]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Hans Christian Andersen]]></category>
		<category><![CDATA[James Joyce]]></category>
		<category><![CDATA[Janusz Rudnicki]]></category>
		<category><![CDATA[oniryczna]]></category>
		<category><![CDATA[pogranicze]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1495</guid>
		<description><![CDATA[Janusz Rudnicki. Finalista Nagrody Literackiej Nike 2010. Zdaje się, że nie był to jego debiut na krótkiej liście. Nie mogę sobie teraz przypomnieć, co skłoniło mnie, aby sięgnąć po jego prozę. Na pewno nie fakt, że był w finale, bo &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/02/smierc-czeskiego-psa-janusz-rudnicki/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/02/smierc_czeskiego_psa.jpg" rel="lightbox[1495]"><img class="alignnone size-full wp-image-1496" title="smierc_czeskiego_psa" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/02/smierc_czeskiego_psa.jpg" alt="" width="202" height="315" /></a></p>
<p><strong>Janusz Rudnicki</strong>. Finalista Nagrody Literackiej Nike 2010. Zdaje się, że nie był to jego debiut na krótkiej liście. Nie mogę sobie teraz przypomnieć, co skłoniło mnie, aby sięgnąć po jego prozę. Na pewno nie fakt, że był w finale, bo nominacje i nagrody nie są kryterium wedle, którego dobieram sobie lektury. Dość powiedzieć, że gdy bibliotekarka wręczyła mi rewers do podpisu, z pełną konsternacją odkryłam, że widnieje na nim <strong>„Śmierć czeskiego psa”</strong>, a nie „Męka kartoflana”, którą wedle swego mniemania zamawiałam, ale to już mało istotne.</p>
<p>Istotne natomiast jest to, że odkryłam dla siebie kolejnego wybitnego prozaika. Polskiego – a to cenne i miłe zarazem. Autora o niewyparzonej gębie czy może raczej piórze, operującego soczystą frazą. Bezwzględnego i prowokującego. Wyspecjalizowanego w krótkich formach, które od pewnego czasu pochłaniam z ogromnym upodobaniem i wciąż mi tych opowiadań mało. Na moje szczęście Rudnicki zdążył spłodzić ich już całkiem sporo. Życzę sobie, aby były równie mięsiste, przewrotne i zabawne, jak te ze zbioru „Śmierci czeskiego psa”.</p>
<p>Na tom składają się teksty pierwsze i drugie. Ta cezura znacząca. Teksty pierwsze to w znakomitej większości gorzka groteska. Fantasmagoria z pogranicza Polski, Niemiec i Czech. Zapiski wydarzeń absurdalnych, przerażających czy zabawnych. W swej wymyślnej niedorzeczności sytuujących się gdzieś na pograniczu snu i jawy. Jak proza Franza Kafki, choć Kafka i Rudnicki to dwa zgoła odmienne literackie temperamenty. Łącznikiem, punktem wspólnych tekstów pierwszych jest postać, zapewne o autobiograficznej proweniencji, emigranta, tułacza, gastarbeiter. Taki, co niespecjalnie mu się w życiu wiedzie, a teraz w dodatku uwikłany w niedorzeczne perypetie rodem ze snu. Tak jak w tytułowym opowiadaniu, w którym czeski pies po śmierci zostaje w kartonie po telewizorze uprowadzony przez niemieckich Cyganów. Często punktem wyjścia są autentyczne wydarzenia, które Rudnicki nicuje po swojemu, filtruje przez siebie. Tak jest choćby w przypadku miniaturki <em>Na barykadzie</em>, do której inspiracji dostarczyła pisarzowi prasowa notka o Polakach masowo sprzedających (!) krew i osocze w Görlitz.</p>
<p>Wreszcie teksty drugie. Perełki! Tu już nie wydarzenia, a bardzo konkretne postaci: Hans Christian Andersen, Alma Mahler, James Joyce, Hans-Peter (dla odmiany nie literat, a bezrobotny z byłego RFN) czy Janusz Rudnicki we własnej, neurotycznej do granic możliwości, osobie. W genialnym (!) opowiadaniu <em>Jeżdżę </em>dzieli się refleksjami na temat podróży pociągiem i uczestnictwa w festiwalach i doprawdy nie wiadomo ile tu autentycznego Rudnickiego, a ile konfabulacji. To opowiastki o bardzo konkretnych postaciach, których punktem wyjścia często jest film czy fragment książki na ich temat. Świeżo zdobytą biograficzną wiedzę autor znów nicuje na własną modłę, podaje z odmiennej perspektywy i słowami, które wypływają z tej jego niewyparzonej, neurotycznej, pisarskiej gęby. I tak Andersen a’la Rudnicki jest przede wszystkim cierpiącym na rozliczne bóle ciała i duszy homoseksualistą z obsesją masturbacji. Alma – wyrachowaną arywistką, która kreuje swój wizerunek poprzez dobieranych z odpowiedniego klucza mężów.  A Joyce? Joyce to permanentnie wygłodniały epistolarny żebrak.</p>
<p>Proszę więcej.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>„Śmierć czeskiego psa” Janusz Rudnicki, W.A.B., Warszawa 2009, s. 208.<br />
<a href="http://lekturki.com/tag/archipelagi/" target="_blank"><strong>seria archipelagi</strong></a></p>
<p>[z Biblioteki Jagiellońskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/02/smierc-czeskiego-psa-janusz-rudnicki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ponownie skonfundowana</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/01/szalone-noce-ostatnie-chwile-wielkich-mistrzow-joyce-carol-oates/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/01/szalone-noce-ostatnie-chwile-wielkich-mistrzow-joyce-carol-oates/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 27 Jan 2011 15:22:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[Edgar Alla Poe]]></category>
		<category><![CDATA[Emily Dickinson]]></category>
		<category><![CDATA[Ernet Hemingway]]></category>
		<category><![CDATA[Henry James]]></category>
		<category><![CDATA[Joyce Carol Oates]]></category>
		<category><![CDATA[Mark Twain]]></category>
		<category><![CDATA[pedofilia]]></category>
		<category><![CDATA[poniżanie]]></category>
		<category><![CDATA[szaleństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Wyzwania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1492</guid>
		<description><![CDATA[Joyce Carol Oates znów wpędziła mnie w niejakie zakłopotanie. Nadal nie potrafię w żaden sposób do jej pisarstwa się ustosunkować. Jej proza ani parzy ani ziębi. Krótko mówiąc – jest mi obojętna. Lektura nie wyzwala we mnie niemal żadnych emocji, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/01/szalone-noce-ostatnie-chwile-wielkich-mistrzow-joyce-carol-oates/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/01/szalone.noce_.jpg" rel="lightbox[1492]"><img class="alignnone size-full wp-image-1493" title="szalone.noce" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/01/szalone.noce_.jpg" alt="" width="200" height="285" /></a></p>
<p><a href="http://lekturki.com/tag/joyce-carol-oates/" target="_blank"><strong>Joyce Carol Oates</strong></a> znów wpędziła mnie w niejakie zakłopotanie. Nadal nie potrafię w żaden sposób do jej pisarstwa się ustosunkować. Jej proza ani parzy ani ziębi. Krótko mówiąc – jest mi obojętna. Lektura nie wyzwala we mnie niemal żadnych emocji, co jest o tyle dziwne, że o szalenie emocjonalnych reakcjach na prozę Oates czytałam już nie raz.</p>
<p>Zresztą to dość zabawne, bo tom opowiadań <strong>„Szalone noce! Ostatnie chwile wielkich mistrzów”</strong>, jakby nie patrzeć zatytułowany w sposób obiecujący wiele, ale w istocie swej niewiele oferujący, wprawił mnie w stan skonfundowania podobny temu, który towarzyszył lekturze <a href="http://lekturki.com/2010/07/nadobna-dziewica-joyce-carol-oate/" target="_blank">„Nadobnej dziewicy”</a>. Jedna kwestia pozostaje poza wszelką dyskusją – Oates ma co najmniej obiecujące pomysły na fabułę, które następnie w toku pisania rozmieniają się na drobne, tym samym tracąc swój pierwotny potencjał. To motyw przewodni „Szalonych nocy!”, do których przyciąga magia nazwisk bohaterów: Edgara Allana Poe, Emily Dickinson, Marka Twaina, Henry’ego Jamesa oraz (mnie akurat najmniej) Ernesta Hemingwaya. Oates wikła ich w przedśmiertne szaleństwa, które mogłyby stać się ich udziałem, ale jednak nigdy się nie stały. Zespala wątki biograficzne z fikcją, ale to właśnie fikcja tu króluje.</p>
<p>I tak, kolejno, Edgar Allan Poe ostatnie chwile spędza jako latarnik morski na bezludnej wyspie u wybrzeża Ameryki Południowej, zdradzając narastające objawy obłędu. Emily Dickinson re inkarnuje się w postaci cichego i pokornego robota domowego w wersji de Lux, który adoptuje pewne, drobnomieszczańskie z ducha, małżeństwo z przedmieść. Marka Twaina łączy co najmniej dwuznaczna korespondencja z małoletnimi wielbicielkami jego twórczości. Henry James realizuje się (to teraz takie modne słowo i z lubością i premedytacją go tu użyję) w pielęgnowaniu rannych żołnierzy z frontów I wojny światowej, przy okazji odkrywając w sobie chęć i potrzebę poddaństwa i bycia poniżanym. Wreszcie Ernest Hemingway. Parafrazując tytuł jego kanonicznego dzieła: stary człowiek i strzelba, a dokładnie stary człowiek opętany obsesją samobójstwa.</p>
<p>Wspólnym mianownikiem tomu jest umiejętnie przez Oates kreowana atmosfera narastającego szaleństwa. Nie, bynajmniej nie starczej demencji, a właśnie szaleństwa czy jak to ładnie określano niegdyś – pomieszania zmysłów. Widoczne jest to zwłaszcza w ostatnich chwilach Poe i Hemingwaya. Jeden i drugi zdaje się popadać w obłęd, poddając się swoim własnym, wewnętrznym demonom. Mnie jednak, paradoksalnie, najbardziej ujęły czy może raczej dotknęły ostatnie chwile Jamesa i Twaina – oba opowiadania bardzo gorzkie w wyrazie, eksplorujące mroczne zakamarki ludzkiej duszy.</p>
<p>Co istotne, Oates uwalania swych bohaterów od literackiej profesji. Nawet jeśli wielcy mistrzowie próbują coś pisać (jak Twain i reinkarnacja Dickinson) to czynią to ukradkiem, niechętnie, być może z przymusu, a na pewno w sposób ich niezadowalający. Zmarginalizowanie znaczenia literackich atrybutów to jak odarcie ich z mistyki, z przynależnego profesji pisarza czy poety majestatu, splendoru. Pozbawienie daniny z podziwu wielbicieli. Bohaterowie opowiadań Oates tracą swą boskość. Zrzuceni z piedestału, zmuszeni są stawić czoła sytuacjom boleśnie prozaicznymi: od śmierci psa na czyszczeniu latryny kończąc.</p>
<p>Sęk w tym, że „Szalone noce!” czyta się właściwie tylko dla wielkich mistrzów. To nazwiska bohaterów są atutem, a nie same opowiadania, które bez udziału wielkich mistrzów byłyby puchem marnym. Pozostaję zatem wciąż skonfundowana.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>„Szalone noce! Ostatnie chwile wielkich mistrzów” Joyce Carol Oates, przełożył Bartłomiej Zborski, Bellona, Warszawa 2009, s. 240.</p>
<p>[z Biblioteki Jagiellońskiej]</p>
<p><a href="http://nocnelektury.blox.pl/html" target="_blank"><strong>Książka przeczytana w ramach wyzwania Od zmierzchu do świtu</strong></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/01/szalone-noce-ostatnie-chwile-wielkich-mistrzow-joyce-carol-oates/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gdy rozum śpi budzą się paranoje</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/09/sonata-kreutzerowska-lew-tolstoj/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/09/sonata-kreutzerowska-lew-tolstoj/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 27 Sep 2010 19:14:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bolszaja Rossija]]></category>
		<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Stareńkie]]></category>
		<category><![CDATA[klasyka]]></category>
		<category><![CDATA[kolbier]]></category>
		<category><![CDATA[Lew Tołstoj]]></category>
		<category><![CDATA[mizoginizm]]></category>
		<category><![CDATA[morderstwo]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[obsesja]]></category>
		<category><![CDATA[pociąg]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[Wyzwania]]></category>
		<category><![CDATA[XIX wiek]]></category>
		<category><![CDATA[zazdrość]]></category>
		<category><![CDATA[zbrodnia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1424</guid>
		<description><![CDATA[Lew Tołstoj znany był ze swego moralnego rygoryzmu i radykalnych poglądów na życie, religie czy kwestie społeczne, przy czym ten jego radykalizm z biegiem lat coraz bardziej się pogłębiał, niebezpiecznie przybliżając się ku anarchizmowi. Co bardziej obcesowe jednostki powiedziałyby, że &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/09/sonata-kreutzerowska-lew-tolstoj/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/09/sonata_kreutzerowska.jpg" rel="lightbox[1424]"><img class="alignnone size-full wp-image-1425" title="sonata_kreutzerowska" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/09/sonata_kreutzerowska.jpg" alt="" width="198" height="292" /></a></p>
<p>Lew Tołstoj znany był ze swego moralnego rygoryzmu i radykalnych poglądów na życie, religie czy kwestie społeczne, przy czym ten jego radykalizm z biegiem lat coraz bardziej się pogłębiał, niebezpiecznie przybliżając się ku anarchizmowi. Co bardziej obcesowe jednostki powiedziałyby, że Lwowi Nikołajewiczowi na starość pomieszało się w głowie. Naturalnie, jego przemyślenia znajdowały również swe odzwierciedlenie w literaturze – im późniejsza, tym bardziej intensywnie. Doskonale widoczne jest to w <strong>„Sonaty Kreutzerowskiej”</strong> wydanej w serii <a href="http://lekturki.com/tag/koliber/" target="_blank">Koliber</a> (tom 100). Tytułowy utwór z 1889 roku (dwadzieścia lat po „Wojnie i pokoju” i dwanaście po „Annie Kareninie”) zestawiono tu z opowiadaniem „Albert” napisanym trzydzieści lat wcześniej. Oba teksty łączy wątek muzyczny i właściwie nic poza tym. Różnią się od siebie tak diametralnie, że nie sposób pojąć jakim trafem wyszły spod ręki jednego pisarza.</p>
<p>„Albert” to uroczy literacki drobiazg, z ducha nieco przypominający opowieści niesamowite. Tołstoj opowiada historię krótkiej przyjaźni zamożnego kawalera i zapijaczonego acz wybitnie uzdolnionego skrzypka – Alberta &#8211; niegdyś triumfującego w koncertowych salach, teraz bezdomnego menela, który przepił nawet własne skrzypce, a powodem jego społecznej i moralnej degrengolady była, oczywiście, nieszczęśliwa miłość. „Albert” jest stosunkowo wczesnym utworem toteż Tołstoj, miast kategorycznej krytykować, pisze o muzyku w tonacji lirycznej, nawet z pewną dozą czułości. <strong>W zgoła odmienny ton uderza trzydzieści lat później w „Sonacie Kreutzerowskiej”. Dość powiedzieć, że z każdą chwilą miałam coraz większą ochotę, aby </strong><strong>z trzaskiem </strong><strong>zamknąć książkę  i rzucić nią o ścianę. </strong></p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" title="Lew Tołstoj na dwa lata przed śmiercią" src="http://polish.ruvr.ru/data/2010/08/16/1231194782/3Lev%20tolstoy.jpg" alt="" width="460" height="268" /></p>
<p>W szkole uczono i uczulano, że bohaterów nie należy utożsamiać z autorem, ale nawet pobieżnie znając biografie i poglądy hrabiego Tołstoja trudno nie odnieść wrażenia, że sporo przemyśleń wsadzonych w usta Pozdnyszewa pokrywa się z jego osobistymi zapatrywaniami na temat roli kobiety we współczesnym świecie czy może raczej – zgubnych skutków obcowania z kobietami. W uproszczeniu rzec by można, że <strong>„Sonata Kreutzerowska” jest sztandarowym przykładem literatury mizoginistycznej, ale tak radykalne (jako wkurzona kobieta powiedziałabym nawet &#8211; świńskie) poglądy nie wzięły się znikąd. </strong>Tołstoj za młodu, podobnie jak Pozdnyszew, bynajmniej święty nie był. Był natomiast rozpustnikiem. Choć nie znosił tego w sobie, nie mógł oprzeć się powabom kobiet i za to tak ich nie cierpiał, obwiniając niemalże za całe zło świata. Antypatia do kobiet wyczuwalna jest właściwie w każdej z jego monumentalnych powieści (vide choćby głupia niczym źrebię Natasza Rostowa z „Wojny i pokoju”), ale właśnie w „Sonacie Kreutzerowskiej” ulega szczególnej kondensacji. Opowiadanie jest studium zazdrości i obsesji w wydaniu patologicznym. Zazdrości i obsesji, która doprowadziło do zbrodni. Akcja rozgrywa się w ciągu jednej nocy, w pociągu. Współpasażer – ów Pozdnyszew – popijając szatańsko mocną herbatę, spowiada się narratorowi ze swego życia i zguby do jakiej doprowadziła go kobieta. Żadna tam kobieta fatalna. Ot matka dzieciom i jego żona zarazem. Pozdnyszew wmówił sobie, że zdradzała go z ubogim muzykiem i przyznaje, że ją zabił. Z premedytacją, zimną krwią, a mimo to sąd go uniewinnił, a i on post factum nie odczuwa wyrzutów sumienia.</p>
<p>Punktem kulminacyjnym opowiadania jest scena, w której żona i domniemany kochanek, przepełnieni muzyczną pasją, grają sonatę Kreutzerowską Beethovena. Napięcie erotyczne miało między nimi aż  trzaskać, ale czy można uwierzyć na słowo Pozdnyszewowi, temu demonicznemu paranoikowi, radykałowi i sfiksowanemu histerykowi? Myślę, że intencje Tołstoja i mój odbiór „Sonaty Kreutzerowskiej” diametralnie się od siebie różnią.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>„Sonata Kreutzerowska. Opowiadania” Lew Tołstoj, przełożyły Maria Leśniewska i Eleonora Słobodnikowa, Książka i Wiedza, Warszawa 1987</p>
<p><strong>Książka przeczytana w ramach wyzwania <a href="http://rosjawliteraturze.blogspot.com/" target="_blank">„Roja w literaturze”</a></strong></p>
<p><a href="http://rosjawliteraturze.blogspot.com/"><img class="alignnone" title="Rosja w literaturze" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TFVTKw2z3qI/AAAAAAAAE_w/zp557s3TcIY/S1600-R/maly+baner.jpg" alt="" width="410" height="162" /></a></p>
<p>[z biblioteki na Borsuczej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/09/sonata-kreutzerowska-lew-tolstoj/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>17</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Okrucieństwa nie do przyjęcia</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/08/loteria-shirley-jackson/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/08/loteria-shirley-jackson/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 21 Aug 2010 20:43:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[Nowy Jork]]></category>
		<category><![CDATA[oniryczna]]></category>
		<category><![CDATA[przemoc]]></category>
		<category><![CDATA[Shirley Jackson]]></category>
		<category><![CDATA[z dreszczykiem]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1400</guid>
		<description><![CDATA[Opowiadania Shirley Jackson zebrane w tomie „Loteria, czyli przygody Jakuba Harrisa” są tak piekielnie (!) dobre, wieloznaczne i skłaniające ku niewesołym refleksjom, że zasługują na coś więcej niż kilka zdawkowych uwag. Przy czym słowa „piekielnie” używam celowo i z rozmysłem, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/08/loteria-shirley-jackson/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/Loteria.jpg" rel="lightbox[1400]"><img class="aligncenter size-full wp-image-1401" title="Loteria" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/Loteria.jpg" alt="" width="189" height="280" /></a></p>
<p>Opowiadania Shirley Jackson zebrane w tomie <strong>„Loteria, czyli przygody Jakuba Harrisa”</strong> są tak piekielnie (!) dobre, wieloznaczne i skłaniające ku niewesołym refleksjom, że zasługują na coś więcej niż kilka zdawkowych uwag. Przy czym słowa „piekielnie” używam celowo i z rozmysłem, bo zaiste w tekstach Jackson jawi się coś iście złowrogiego.</p>
<p>Amerykańską pisarkę interesuje kwestia niepokojącej zwyczajności okrucieństwa. W jej kameralnych tekstach, postaci ranią się psychicznie, rzadziej fizycznie, na nader zmyślne i nieoczekiwane sposoby i z równie nieprzewidywalnych powodów. Tytułowe opowiadanie, nawiasem mówiąc debiutancki utwór Jackson, to klasyk w swym gatunku. Ta alegoryczna opowiastka o okrucieństwie zadawanym w imię tradycji to majstersztyk w dziedzinie kreacji atmosfery grozy. Grozy, wypada dodać, nader realistycznie odmalowanej i bynajmniej nie o nadprzyrodzonej proweniencji. Słowem bez nawiedzonych domów, duchów i tym podobnego sztafażu rodem z horroru. Miast tego prowincjonalna społeczność raz do roku posłusznie poddająca się niemalże zwierzęcemu rytuałowi. Kapitalnie w „Loterii” Jackson oddaje zmienność nastrojów ludności – podniecenie przechodzi w niepokój i narastającą trwogę, którą zastępuje ulga wymieszana z niemalże sadystyczną satysfakcją z dobrze wykonanego obowiązku. Porażające i przerażające.</p>
<p>Tekstów w zbiorze jest dużo więcej. Nie wszystkie w tym samym stopniu udane, ale właściwie każde podszyte atmosferą podskórnego lęku. Błędem byłoby jednak zaszufladkowanie tomu Jackson wśród  opowiadań niesamowitych, choć prawdą jest, że autorka niejako wyrasta z tego z tego typu literatury. Widoczne było to już całkiem nieźle w <a href="http://lekturki.com/2010/06/zawsze-mieszkalysmy-w-zamku-shirley-jackson/" target="_blank">„Zawsze mieszkałyśmy w zamku”</a>, ale właśnie w „Loterii” paradoksalnie silne zakorzenienie w literaturze z ducha realistycznej, czyni teksty tak niepokojąco prawdopodobnymi, pomimo tego, że pisarka z rozmysłem zaciera granicę między rzeczywistością a imaginacją.</p>
<p>Znakomitym przykładem stylu Jackson będzie chociażby opowiadanie „Demoniczny kochanek”, którego bohaterka ma wyjść za mąż, ale jej oblubieniec nie pojawia się o omówionej porze. Zaniepokojona wyrusza pod podany przez niego adres, ale i tam go nie zastaje, mało tego okazuje się, że właściwie on tam nie mieszka. Nie zrażona szuka dalej, ale z każdą chwilą wszystko staje się coraz bardziej zagadkowe i mgliste, a i czytelnikowi z coraz większą mocą udziela się poczucie zaniepokojenia i odrealnienia. Czy to się dzieje naprawdę czy to tylko koszmarny sen? Paradoks niczym z „Procesu” czy „Zamku” Franza Kafki, którego zresztą przywołuję nie bez powodu, bo w tomie wyczuwalna jest inspiracja jego oniryczną prozą.</p>
<p>Interesujące są opowiadania z akcją osadzoną w Nowym Jorku – „Słup soli” czy „Ząb”. Jackson wykorzystuje w nich właśnie organizm miejski jako generator atmosfery zagrożenia, lęku i osaczenia. Nowy Jork jawi się tu jako przestrzeń pandemonium, bezlitośnie wchłaniająca czy raczej pożerająca najsłabsze jednostki. Z kolei opowiadania prowincjonalne („Renegat”, „Ogród pani MacLane”) konfrontują stereotypowo bukoliczne wyobrażenie na temat życia na wsi (niemalże czuje się jak pachną kwiatki na rabatkach) z konfundującym okrucieństwem jej mieszkańców. Póki co to pogróżki lub szyderstwa, ale zdaje się, że wybuch agresji wisi na włosku.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>„Loteria, czyli przygody Jakuba Harrisa” Shirley Jackson, przełożyła Mira Michałowska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1976</p>
<p>[z biblioteki na Rajskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/08/loteria-shirley-jackson/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>23</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Probably the best collection of short stories in the world</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/08/bliznieta-fahrenheit-michel-faber/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/08/bliznieta-fahrenheit-michel-faber/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 07 Aug 2010 15:37:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[Michel faber]]></category>
		<category><![CDATA[sf]]></category>
		<category><![CDATA[wyobcowanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1380</guid>
		<description><![CDATA[Będzie to teza z gatunku tych ryzykownych, za którą rozgoryczeni wyznawcy „Szkarłatnego płatka i białego” zapewne zechcą mnie, niczym Azję Tuhaj-bejowicza, wbić na pal, ale i tak odważę się stwierdzić, że Michel Faber dużo lepiej spisuje się jako autor krótkich &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/08/bliznieta-fahrenheit-michel-faber/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/bliznieta.jpg" rel="lightbox[1380]"><img class="alignleft size-full wp-image-1381" title="Bliznieta Fahrenheit" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/bliznieta.jpg" alt="" width="200" height="300" /></a>Będzie to teza z gatunku tych ryzykownych, za którą rozgoryczeni wyznawcy „Szkarłatnego płatka i białego” zapewne zechcą mnie, niczym Azję Tuhaj-bejowicza, wbić na pal, ale i tak odważę się stwierdzić, że <a href="http://lekturki.com/tag/michel-faber/" target="_blank">Michel Faber</a> dużo lepiej spisuje się jako autor krótkich form literackich niż niemiłosiernie rozwlekłych powieści.  Opowiadania zebrane pod wspólnym tytułem <strong>„Bliźnięta Fahrenheit”</strong> dostarczyły mi wielu literackich wrażeń i zupełnie niespodziewanych podniet, a jako całość będą w czołówce pretendentów do miana książki roku.</p>
<p>Napisać wbijające w fotel opowiadanie to prawdziwa sztuka. Brzmi to okrutnie trywialnie, ale dobry tom opowiadań, zwłaszcza gromadzący twórczość powstałą w różnym czasie, to zjawisko równie rzadko występujące w przyrodzie jak… nie przymierzając narodziny dwugłowych cieląt. Tyle że takie wydarzenie z pewnością nie przeszłoby bez echa (już widzę ten dramatyczny nagłówek w Fakcie), co innego opowiadania, którymi, umówmy się, mało kto w Polsce w ogóle zawraca sobie głowę. Stąd jak mniemam tak nikłe zainteresowanie „Bliźniętami Fahrenheit”, a szkoda, bo akurat w tym przypadku narodowy atawizm wobec krótkich form lepiej zakopać w ogródku (ewentualnie wyrzucić przez okno). Opowiadania Fabera są bowiem niczym kolorowe pudełka pełne niespodzianek, a czytanie ich to nieustające pasmo zaskoczeń i emocji. Tytuły, nadawane nieco od czapy, niczego nie sugerują, ale już pierwsze zdania, wydawać by się mogło, bardzo wyraźnie kreują nastrój i określają temat tekstu, tym czasem nic bardziej mylnego. Faber kpi sobie z czytelniczych przyzwyczajeń, za nic ma utarte ścieżki myślowe i oklepane schematy narracyjne. Każde z siedemnastu opowiadań w pewien sposób zaskakuje: przewrotną puentą, niespodziewanym finałem czy fabułą, która z pozoru jest banalną historyjką „z życia wziętą” – w rzeczywistości okazuje się być zdumiewającą w swej nie oczywistości.</p>
<p>To ostatnie tyczy się jednego z, w mym odczuciu, najbardziej poruszających tekstów w zbiorze – „Prawdziwi pływacy” o matce narkomance, która na pływalni spotyka się z synem. Bystry dziesięciolatek na co dzień przebywa u rodziny zastępczej i z nieskrywaną niechęcią odnosi się do matki, choć ta za wszelką cenę stara się zaskarbić jego przychylność. Gdy w końcu nawiązuje się między nimi więź – Gail natychmiast musi wyjść z basenu. Narrator nie podaje powodu, ale tak steruje sytuacją, aby wzbudzić w czytelniku przekonanie, jakoby matka nie zerwała ostatecznie z nałogiem, a jej nagła ucieczka z wody powodowana jest koniecznością wstrzyknięcia sobie działki. Gdy prawdziwy powód okazuje się zgoła odmienny, Faber znów wzmaga napięcie nagłym zwrotem akcji, po to aby zakończyć w iście sielankowym tonie, pozostawiając czytelnika z rozdziawioną z wrażenia gębą.</p>
<p>Kapitalne jest również, choć z zupełnie innego powodu, kolejne opowiadanie – „Wykład o kokosach” będące w istocie swej opisem zbiorowej ekstazy 67 spoconych przedsiębiorców w czasie prelekcji o rzeczonych kokosach. Tutaj Faber wspiął się na wyżyny literackiej maestrii, tworząc tekst szalenie dwuznaczny, nasączony erotyką, której  de facto nie widać gołym okiem. Również dwuznacznością, ale zgoła nieerotyczną, nasączone jest opowiadanie „Finezja” – przejmująca miniaturka o totalitaryzmie, będąca również subtelnie nakreślonym starciem dyktatora i jednej z ofiar jego reżimu, która teraz ma ratować mu życie. Oboje mają wiele do zyskania, ale i sporo do stracenia.</p>
<p>Faber na przemian bawi, szokuje, (auto)ironizuje i zaskakuje celnymi obserwacjami. Miesza prozę z ducha psychologiczną z elementami sf. „Bliźnięta Fahrenheit” są tomem zaskakująco różnorodnym i bogatym, dającym wiele do myślenia. Trudno w tych tekstach wyłuskać jakiś wspólny rys, bo jedyne co łączy bohaterów to dobrowolne wyobcowanie czy może raczej pewna społeczna nieprzystawalność, ale to się nawet dobrze składa, bo dzięki temu lektura dostarcza licznych i nieoczekiwanych radości.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5.5 out of 6 stars – byłoby 6 gdyby nie małe rozczarowanie trzema ostatnimi tekstami</p>
<p>„Bliźnięta Fahrenheit” Michel Faber, przełożyła Aleksandra Ambros, Wydawnictwo W.A.B, Warszawa 2007<br />
<a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank"><strong>seria don Kichot i Sancho Pansa</strong></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/08/bliznieta-fahrenheit-michel-faber/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ci wstrętni, pretensjonalni faceci!</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/07/siedem-kobiet-rebecca-miller/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/07/siedem-kobiet-rebecca-miller/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 31 Jul 2010 21:00:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Feministyczne]]></category>
		<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[kariera]]></category>
		<category><![CDATA[kobiecość]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta]]></category>
		<category><![CDATA[literatura obyczajowa]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[Rebecca Miller]]></category>
		<category><![CDATA[wyobcowanie]]></category>
		<category><![CDATA[zdrada]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1371</guid>
		<description><![CDATA[Nick Hornby, bodajże w „Wierności w stereo”, ukuł takie piękne zdanko, dwa zdanka właściwie: Wszyscy są tacy sami. Zmieniają się tylko adresy i kolory szlafroków. Mogłoby by to być motto „Siedmiu kobiet” Rebeki Miller. Na hasło „opowiadania” wielu czytelników profilaktycznie &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/07/siedem-kobiet-rebecca-miller/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/07/Siedem-kobiet_Rebecca-Miller.jpg" rel="lightbox[1371]"><img class="alignleft size-full wp-image-1372" title="Siedem-kobiet_Rebecca-Miller" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/07/Siedem-kobiet_Rebecca-Miller.jpg" alt="" width="198" height="280" /></a>Nick Hornby, bodajże w „Wierności w stereo”, ukuł takie piękne zdanko, dwa zdanka właściwie: <em>Wszyscy są tacy sami. Zmieniają się tylko adresy i kolory szlafroków. </em>Mogłoby by to być motto <strong>„Siedmiu kobiet”</strong> Rebeki Miller.</p>
<p>Na hasło „opowiadania” wielu czytelników profilaktycznie ucieka z wrzaskiem w krzaki. Sama kiedyś wzdrygałam się na samą myśl o krótkich form literackich. Mniej więcej dwa lata temu diametralnie zmieniałam na ich temat mniemanie, ale pierwotny atawizm znów dał o sobie znać. Jakie szczęście, że wpadł mi w ręce tom Miller, pisarki chwalonej za powieść „Prywatne życie Pippy Lee”, której jednakowoż z jakiegoś, nie do końca uświadomionego powodu, zgłębić ochoty nie mam. Co innego zbiór tekstów krótki, ale napisanych na zaskakująco równym poziomie, skupionych na kobiecie w siedmiu różnych odsłonach czy inaczej – siedmiu wariacjach na temat kobiecości. Zmieniają się adresy, status społeczny, pochodzenie czy wiek, ale spektrum problemów, w które uwikłane są bohaterki Miller pozostaje podobny.</p>
<p>„Siedem kobiet” to w gruncie rzeczy zbiór dość banalnych historyjek miłosno-obyczajowych z przewijającymi się motywami typu rozpad małżeństwa, zdrada, niechciana ciąża, samotne rodzicielstwo czy kariera w rządzonym przez mężczyzn świecie. O prawdziwej wartości tekstów Miller świadczy subtelne, lekko feminizujące, nasycenie psychologicznymi detalami i wyrazista konstrukcja bohaterek. Co znamienne dla całego tomu, jeśli pojawią się mężczyźni, to jako pretensjonalni uzurpatorzy kobiecej seksualności, kłamcy lub oszuści.</p>
<p>Bodaj najmniej przemówiły do mnie dwa ostatnie opowiadania, o Nancy i Pauli. Nie mogę im niczego konkretnego zarzucić prócz tego, że najsłabiej współgrają z mą wrażliwości. Co innego Greta z pierwszego tekstu. Szara myszka w wydawnictwie, z nudnym mężem i takim życie, która dzięki spotkaniu z popularnym pisarzem nie tylko awansuje w pracy, ale i dojrzewa do poważniejszych zmian. Jej postać na tyle mnie zaintrygowała, że życzyłabym sobie, aby Miller uczyniła z niej bohaterkę czegoś dłuższego.</p>
<p>Znakomite w „Siedmiu kobietach” jest to, że klimat opowiadań się po prostu czuje. Od pierwszych słów wchodzi w ich świat i z poczuciem lekkiego niedosytu żegna. Miller, co znamienne, nie puentuje tekstów w zaskakujący sposób. Kończy na wskroś neutralnie, dzięki czemu narracja „Siedmiu kobiet” toczy się swobodnie, bez wykrzykników czy przykuwających uwagę karkołomnych pomysłów fabularnych, a czytelnik płynie niczym nie krępowany. Dzięki temu zbiorek można odczytywać zarówno jako próbę refleksji nad zbiorowym portretem współczesnych Amerykanek jak i indywidualne, prywatne, historie.  I z jednej i drugiej perspektywy książka Rebeki Miller broni się.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>„Siedem kobiet” Rebecca Miller, przełożył Jędrzej Polak, Muza, Warszawa 2010</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/07/siedem-kobiet-rebecca-miller/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„1989. Dziesięć opowiadań o burzeniu murów” pod redakcją Michaela Reynoldsa</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/11/1989-dziesiec-opowiadan-o-burzeniu-murow-pod-redakcja-michaela-reynoldsa/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/11/1989-dziesiec-opowiadan-o-burzeniu-murow-pod-redakcja-michaela-reynoldsa/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 22 Nov 2009 21:24:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Andrea Camilleri]]></category>
		<category><![CDATA[Didier Daeninckx]]></category>
		<category><![CDATA[Elia Barceló]]></category>
		<category><![CDATA[Heinrich Boll]]></category>
		<category><![CDATA[Ingo Schulze]]></category>
		<category><![CDATA[Jiří Kratochvil]]></category>
		<category><![CDATA[Ludmiła Pietruszewska]]></category>
		<category><![CDATA[Max Frisch]]></category>
		<category><![CDATA[Miklós Vámos]]></category>
		<category><![CDATA[Olga Tokarczuk]]></category>
		<category><![CDATA[totalitaryzm]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1097</guid>
		<description><![CDATA[To nie przypadek, że &#8222;1989. Dziesięć opowiadań o burzeniu murów&#8221; ukazało się właśnie teraz. Wszak zaledwie przed dwoma tygodniami minęła dwudziesta rocznica zburzenia muru berlińskiego. Skierowana do nastoletnich czytelników antologia dziesięciu opowiadań o totalitaryzmie jest niecodziennym wydarzeniem na naszym rynku &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/11/1989-dziesiec-opowiadan-o-burzeniu-murow-pod-redakcja-michaela-reynoldsa/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-full wp-image-1098" title="1989. Dziesięć opowiadań o burzeniu murów" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/11/1989.jpg" alt="1989. Dziesięć opowiadań o burzeniu murów" width="220" height="321" />To nie przypadek, że <strong>&#8222;1989. Dziesięć opowiadań o burzeniu murów&#8221;</strong> ukazało się właśnie teraz. Wszak zaledwie przed dwoma tygodniami minęła dwudziesta rocznica zburzenia muru berlińskiego.</p>
<p style="text-align: justify;">Skierowana do nastoletnich czytelników antologia dziesięciu opowiadań o totalitaryzmie jest niecodziennym wydarzeniem na naszym rynku i to zarówno pod względem artystycznym, jak i literackim i wydawniczym w ogóle. Wydarzeniem, wypada dodać, niezwykle udanym. Międzynarodowe projekty z tezą są bowiem przedsięwzięciami ryzykownymi, krótko mówiąc istnieje niebezpieczeństwo przerysowania problemu. Na szczęście autorom* tekstów zawartych w  &#8221;1989. Dziesięć opowiadań o burzeniu murów&#8221; udało się uniknąć wrażenia nachalności i przesady. Każdy z nich, w zupełnie innym stylu i podążając zupełnie inną literacką ścieżką, w uniwersalny sposób opowiedział o barierach i mostach, które w dwadzieścia lat po zburzeniu berlińskiego muru wciąż istnieją.</p>
<p style="text-align: justify;">Książka powstała przede wszystkim z myślą o rocznikach urodzonych po 1989 roku, pokoleniach, które nie znały muru. Tym czasem autorzy przekonują, że mury nie muszą przybierać materialnej postaci, aby dzielić ludzi, bo murami są również uprzedzenie, lęki czy brak wrażliwości na świat wokół. Nie wszyscy spośród dziesiątki autorów bezpośrednio odwołują się do totalitaryzmu, tak samo, jak nie dla wszystkich tak samo istotny jest kontekst historyczny, ale każdy z twórców ukazuje tworzenie barier jako gwałt na ludzkiej naturze. Niepokojący klimat opowiadań pogłębiają ilustracje – nietuzinkowe komentarze Henninga Wagenbretha. Po prawdzie żaden z pisarzy nie pokusił się o próbę wyjaśnienia fenomenu berlińskiego muru – budowli, w której było coś głęboko przerażającego i fascynującego zarazem. Bezpośrednio do niego odnosi się wieńczące zbiorek krótkie podsumowanie historii muru,:jak długo, kiedy i ilu podzielił, a przede wszystkim ilu przez niego zginęło. To zestawienie suchych danych w połączeniu z dziesiątką, w gruncie rzeczy dość niewinnych, tekstów robi piorunujące wrażenie. Oto bowiem literatura spotyka się z historycznym kontekstem, z prawdziwą, niemalże namacalną, ludzką tragedią.</p>
<p style="text-align: justify;">Pięknie wydany zbiór przejmujących i mądrych tekstów. Tekstów, które pobudzają wyobraźnię i skłaniają do refleksji nad naturą ludzkiego istnienia w stanie zniewolenia. Tekstów, które zarazem są świadectwem i przypomnieniem grozy totalitarnych czasów. Tekstów, które czyta się ze ściśniętym gardłem. &#8222;1989. Dziesięć opowiadań o burzeniu murów&#8221; to obowiązkowa pozycja w biblioteczce każdego młodego, ale i dorosłego czytelnika.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p style="text-align: justify;">["1989. Dziesięć opowiadań o burzeniu murów" antologia pod redakcją Michaela Reynoldsa, Wyd. Hokus-Pokus i Wytwórnia, Warszawa 2009]</p>
<p style="text-align: justify;">*W projekcie udział wzięli Elia Barceló, Andrea Camilleri, Didier Daeninckx, Jiří Kratochvil, Ludmiła Pietruszewska, Ingo Schulze, Miklós Vámos oraz reprezentująca Polskę Olga Tokarczuk. Wykorzystano również opowiadania dwójki nieżyjących już pisarzy: Heinricha Böll oraz Maxa Frischa.</p>
<p style="text-align: justify;">Kilka przykładowych ilustracji Henninga Wagenbretha można obejrzeć na <a href="http://www.hokus-pokus.pl/wydarzenie/113/index.html" target="_blank">stronie wydawnictwa Hokus-Pokus</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/11/1989-dziesiec-opowiadan-o-burzeniu-murow-pod-redakcja-michaela-reynoldsa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„8% z niczego” Etgar Keret</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/11/8-procent-z-niczego-etgar-keret/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/11/8-procent-z-niczego-etgar-keret/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Nov 2009 20:00:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bliski Wschód]]></category>
		<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Etgar Keret]]></category>
		<category><![CDATA[Izrael]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1083</guid>
		<description><![CDATA[Kupiłam i przeczytałam specjalnie z myślą o krakowskim spotkaniu z Etgarem Keretm. Na spotkaniu ostatecznie nie dotarłam (czemu wyjaśnię później), ale frajdy z czytania „8% z niczego” na szczęście nie odbierze mi żaden bezduszny urzędas, a wiadomo, że to rzecz &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/11/8-procent-z-niczego-etgar-keret/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-full wp-image-1084" title="Osiem procent z niczego Etgar Keret" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/11/Osiem-procent-z-niczego_Etgar-Keret.jpg" alt="Osiem procent z niczego Etgar Keret" width="178" height="280" />Kupiłam i przeczytałam specjalnie z myślą o krakowskim spotkaniu z <a href="http://lekturki.com/tag/etgar-keret/" target="_blank">Etgarem Keretm</a>. Na spotkaniu ostatecznie nie dotarłam (czemu wyjaśnię później), ale frajdy z czytania <strong>„8% z niczego”</strong> na szczęście nie odbierze mi żaden bezduszny urzędas, a wiadomo, że to rzecz bezcenna.</p>
<p style="text-align: justify;">Owej radości dostarczył mi tym razem Etgar Keret dużo. Więcej niż przy okazji lektury dwóch pozostałych tomów: <a href="http://lekturki.com/2009/05/rury-etgar-keret/" target="_blank">„Rur”</a> oraz <a href="http://lekturki.com/2009/03/kolonie-knellera-etgar-keret/" target="_blank">„Kolonii Knellera”</a>. W „8% z niczego” izraelski pisarz jest mniej oczywisty za to bardziej cyniczny i dowcipny, a zawarte w zbiorze opowiadania są jeszcze bardziej intensywne, bo podane w maksymalnie skondensowanej, zaledwie kilkustronicowej, formie. Nie mniej jednak czuje się tym razem niczym kompletny dyletant, któremu brakuje punktu zaczepienia.</p>
<p style="text-align: justify;">„Ośmiu procentom z niczego” brakuje jakiejś oczywistej tezy, widocznego na pierwszy rzut oka spoiwa, motywu przewodniego czy innej klamry, a jednak zbiorowi wychodzi to tylko na dobre. Keret prezentuje z pozoru zupełnie banalne rodzajowe scenki, proste i bezpretensjonalne codzienne widoczki: dziewczynka chce mieć błyszczące oczy, kobieta po zerwaniu z narzeczonym wraca samolotem do Izraela, dziecko cieszy się z nowej zabawki, kot wpada pod skuter. A jednak każde opowiadanie w pewien sposób zaskakuje. To takie jajka z niespodzianką – pod pomysłową fabuła Keret ukrywa puentę &#8211; niespodziankę wieńczącą proces czytania. Choć pisze opowiadania głęboko realistyczne, przedstawiony w nich świat jest w pewnym sensie powykrzywiany, czasem zabawny, miejscami groteskowy a nawet makabryczny, zawsze doprawiony szczyptą surrealizmu. Ogromnym atutem jego tekstów są wyraziste postacie: smutne, rubaszne, szczęśliwe, nonszalanckie albo zamknięte w sobie, ale zawsze uderzająco autentyczne. Ta ich wiarygodność w połączeniu z prościutką formą i ironicznym spojrzeniem Kereta daje piorunującą mieszankę.</p>
<p style="text-align: justify;">„8% z niczego” to czarny humor i wyraziste puenty. Bardzo dobry zbiór.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p style="text-align: justify;">[„8% z niczego” Etgar Keret, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008]</p>
<p style="text-align: justify;">A na spotkanie z Etgarem Keretem nie dotarłam, bo jakaś mądra głowa (ewentualnie mądre głowy, ktokolwiek za tym stoi powinien sczeznąć w piekle) z krakowskiego biura festiwalowego zrobiły z niego imprezę biletowaną (sic!) o czym pojęcia nie miałam, a gdy się dowiedziałam – wejściówek już nie było. Ot i tyle. Chęć spotkania się z literatem przegrała z bezduszną biurokracją.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/11/8-procent-z-niczego-etgar-keret/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

