<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; Kobiece</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/category/lekturki/kobiece/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Mon, 06 Feb 2012 11:11:56 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Bogate biedactwa</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/03/arlington-park-rachel-cusk/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/03/arlington-park-rachel-cusk/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Mar 2011 06:42:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Feministyczne]]></category>
		<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[kryzys]]></category>
		<category><![CDATA[małżeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[powieść psychologiczna]]></category>
		<category><![CDATA[Rachel Cusk]]></category>
		<category><![CDATA[rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[suberbia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1511</guid>
		<description><![CDATA[Nakład „Arlington Park” mógłby spłonąć na stosie. Albo pójść na przemiał. Czy historia literatury znacząco by na tym zubożała? Nie sądzę. Stosy zapłonęłyby gdyby Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej w trosce o narodowy przyrost naturalny pokusiło się o stworzenie indeksu &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/03/arlington-park-rachel-cusk/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nakład „Arlington Park” mógłby spłonąć na stosie. Albo pójść na przemiał.<br />
Czy historia literatury znacząco by na tym zubożała? Nie sądzę.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/03/arlington.park_.jpg" rel="lightbox[1511]"><img class="alignnone size-full wp-image-1512" title="arlington.park" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/03/arlington.park_.jpg" alt="" width="200" height="320" /></a></p>
<p>Stosy zapłonęłyby gdyby Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej w trosce o narodowy przyrost naturalny pokusiło się o stworzenie indeksu ksiąg zakazanych. Zakazanych, bo zniechęcających do prokreacji, a dzieło Rachel Cusk to zaskakująco skuteczny środek antykoncepcyjny. Potomstwo w jej powieści nie występuje w roli bożego dopustu. To raczej punkt do odhaczenia, smętne ukoronowanie faktu bycia żoną swego męża, kurą domową i mieszkanką luksusowego raju dla zamożnych.</p>
<p><em>Juliet, Amanda, Solly, Maisie, Christine, pięć młodych kobiet, które marzą o niezależności</em> – tyle okładka. <em>Juliet, Amanda, Solly, Maisie, Christine, pięć młodych kobiet, których nie podobna od siebie odróżnić</em> – to już ja. „Arlington Park” to jeden dzień z życia pod londyńskich suburbiów opowiedziany w kilkunastu obrazkach. Powieść skomponowana na pozór przypadkowo, z narracją co i rusz zmieniającą punkt widzenia. Każda z bohaterek Cusk ma swoje pięć minut. Obserwujemy je przy banalnych codziennych czynnościach i gdzieś między przymierzalnią w centrum handlowy, proszoną kolacją na osiem osób, a odbiorem dzieci ze szkoły, każda z podobnych powodów uświadamia sobie jałowość swej egzystencji. Życia sprowadzającego się do bycia luksusową służącą męża i dzieci, wyzutą z własnych ambicji, zrezygnowaną, uwięziono w konwencji idealnej pani domu, robiącej i mówiącej tylko to co powinna i co wypada, a nie to co czuje i na co ma ochotę. I gdy sobie to uświadamiają rodzi się w nich bunt. Bunt, z którego nic nie wynika. Ale bohaterki Cusk stłamszone są na własne życzenie. Pisarka zdaje się sugerować, że świadomie dały zmanipulować się w taki a nie inny damsko-męski układ, że jest to konieczna cena, którą płacą za pozory stabilizacji i wyższy status społeczny. Bo w Arlington Park to fakt posiadania męża i potomstwa decyduje o statusie kobiety.</p>
<p>To niezbyt wesoła konkluzja, ale i nic nowego. Podobne rzeczy się miały u Jane Austen dwieście lat temu. Cusk podobno z założenia demontuje literaturę kobiecą i faktycznie na darmo w „Arlington Park” szukać pochwały macierzyństwa czy instytucji małżeństwa. Odwrotnie. Bohaterki tęskno spoglądają w stronę tych, których nie trzymają żadne zobowiązania. Tak jak ciężarna Solly, którą wyraźnie pociąga krzykliwa niezależność Włoszki wynajmującej u niej pokój. Kobiety, która, o zgrozo, rozwiodła się i zostawiła w Bolonii swoje dziecko. Ukryte tęsknoty Solly są najbardziej wyrazistą częścią powieści. Obrazki z życia pozostałej czwórki zlały mi się w całość jeszcze w trakcie czytania, a to chyba nie jest najlepsza rekomendacja powieści aspirującej do miana psychologicznej.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 3.5 out of 6 stars</p>
<p>„Arlington Park” Rachel Cusk, przełożył Paweł Łopatka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010, s. 312.</p>
<h5>[z Biblioteki Jagiellońskiej]</h5>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/03/arlington-park-rachel-cusk/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Niewarci lub siebie warci</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/01/rafa-edith-wharton/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/01/rafa-edith-wharton/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 10 Jan 2011 19:01:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Stareńkie]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[Edith Wharton]]></category>
		<category><![CDATA[melodramat]]></category>
		<category><![CDATA[Paryż]]></category>
		<category><![CDATA[romans]]></category>
		<category><![CDATA[Wyzwania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1480</guid>
		<description><![CDATA[„Świat zabawy” był lekko przykurzoną acz gęstą prozą. Melodramatem na tyle sprawnie nakreślonym, że wciąż dotykającym i dojmującym. W „Rafie” damsko-męski dramacik jest irracjonalny i wydumany w stopniu przyprawiającym o ból zębów. A jednak, co może wydać się nieco zaskakujące &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/01/rafa-edith-wharton/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/01/rafa.jpg" rel="lightbox[1480]"><img class="alignnone size-full wp-image-1481" title="rafa" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/01/rafa.jpg" alt="" width="182" height="280" /></a></p>
<p><a href="http://lekturki.com/2010/07/swiat-zabawy-edith-wharton/" target="_blank">„Świat zabawy”</a> był lekko przykurzoną acz gęstą prozą. Melodramatem na tyle sprawnie nakreślonym, że wciąż dotykającym i dojmującym. W <strong>„Rafie”</strong> damsko-męski dramacik jest irracjonalny i wydumany w stopniu przyprawiającym o ból zębów. A jednak, co może wydać się nieco zaskakujące po takim początku, powieść w pewien sposób mnie wciągnęła i bynajmniej nie zniechęciła do dalszego zgłębiania urokliwie staroświeckiej twórczości <a href="http://lekturki.com/tag/edith-wharton/" target="_blank">Edith Wharton</a>. Choć życzyłabym sobie, aby fabuła kolejnych dzieł była choć odrobinę mniej absurdalna.</p>
<p>Cała intryga (dosłownie intryga!) „Rafy” ukuta jest wokół czwórki bohaterów – naiwnych, bojaźliwych i nieporadnych w swych uczuciowych poczynaniach i wyborach. Rzecz dzieje się we Francji, w gronie Amerykanów, na początku dwudziestego wieku. Świadomość momentu powstania powieści jest zresztą nieodzowna dla lektury. Bez tej wiedzy „Rafy” pewnie nie dałoby się czytać, choć powieść zaczyna się w iście czarowny sposób.</p>
<p>Przystojny dyplomata George Darrow w drodze do Francji spotyka swą dawną znajomą – samotną i, oczywiście, biedną jak mysz kościelna panienkę, byłą sekretarkę pewnej damy o nie najlepszej opinii towarzystwie, u której ten kiedyś bywał. Sophie marzy o aktorskiej karierze, a Darrow wielkodusznie postanawia zafundować jej kilka dni niezobowiązujących rozrywek  w Paryżu. Nic zdrożnego zdawać by się mogło – ot kolacje, spacery i wieczory w teatrze. Jego intencje nie były jednak do końca czyste. Do Francji zmierzał, aby spotkać się ze swą przyszłą narzeczoną, ta jednak bez słowa wyjaśnienia jego wizytę odwołała. Sophie wziął zatem pod swe dżentelmeńskie skrzydła nie tylko dlatego, że ma gołębie serce. Niepewien uczuć tamtej chciał się w pewien sposób pocieszyć, a i po trosze dlatego, że Sophie – niefrasobliwa, świeża i niekonwencjonalna &#8211; wpadła mu w oko i niepostrzeżenie się w niej zadurzył. Miłe chwile jednak szybko mijają, a paryska przygoda miała być ich małą tajemnicą. Tak oczywiście się nie dzieje. Ten pseudo-romans będzie niczym Czechowska strzelba zawieszona na ścianie czy, jak woli Mrs Wharton, rafa, o którą rozbiją się uczucia i marzenia.</p>
<p>Od momentu rozstania Sophie i Darrowa niedorzeczności mnożą się jak króliki. Niedorzeczności, dodać muszę, z punktu widzenia współczesnego czytelnika. Sto lat temu w towarzystwie <em>bułkę przez bibułkę, </em>gorsetów, konwenansów i mezaliansów problemy z powieści Wharton zapewne nie były ani niedorzeczne, ani wydumane czy banalne. Kto z kim przebywał, a kto kogo za rękę trzymał mogło zaważyć na losach niejednego związku małżeńskiego, a i niemały skandal wywołać. Nie usprawiedliwia to jednak wysoce bezsensownego zachowania bohaterów Wharton, którzy miotają się między własną dumą, urazą, konwenansami, a płomiennym uczuciami.  Są niekonsekwentni i tak irracjonalni w swych poczynaniach, że nabiera się ochoty, aby każdym z osobna potrząsnąć. I to nie raz.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>„Rafa” Edith Wharton, przełożyła Janina Karczmarewicz-Fedorowska, Da Capo, Warszawa 1996</p>
<p>[z biblioteki na Rajskiej]</p>
<p>książka przeczytana w ramach wyzwania:</p>
<p><a href="http://klasykaliteraturypopularnej.blogspot.com/"><img class="alignnone" title="klasyka lit. popularnej" src="http://www.otofotki.pl/img15/obrazki/dj2875_baner2wM.png" alt="" width="450" height="201" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/01/rafa-edith-wharton/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Preethi good thing</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/08/gypsy-masala-preethi-nair/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/08/gypsy-masala-preethi-nair/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Aug 2010 11:59:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Czytadło]]></category>
		<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Hindusi]]></category>
		<category><![CDATA[multikulti]]></category>
		<category><![CDATA[Preethi Nair]]></category>
		<category><![CDATA[rodzina]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1403</guid>
		<description><![CDATA[Powieści Preethi Nair czytam tylko latem. Co roku jedną. Dwa lata temu zachwyciły mnie „Kolory miłości”, w ubiegłym roku nieco rozczarowało „Sto odcieni bieli”, a teraz zupełnie przyjemną niespodziankę sprawiła mi debiutancka „Gypsy Masala”. Tym milszą, że powieść okazała się &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/08/gypsy-masala-preethi-nair/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/gypsy_masala.jpg" rel="lightbox[1403]"><img class="size-full wp-image-1404  aligncenter" title="gypsy_masala" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/gypsy_masala.jpg" alt="" width="190" height="290" /></a></p>
<p>Powieści Preethi Nair czytam tylko latem. Co roku jedną. Dwa lata temu zachwyciły mnie <a href="http://lekturki.com/2008/08/kolory-milosci-preethi-nair/" target="_blank">„Kolory miłości”</a>, w ubiegłym roku nieco rozczarowało <a href="http://lekturki.com/2009/07/sto-odcieni-bieli-preethi-nair/" target="_blank">„Sto odcieni bieli”</a>, a teraz zupełnie przyjemną niespodziankę sprawiła mi debiutancka <strong>„Gypsy Masala”</strong>. Tym milszą, że powieść okazała się być napisana w na tyle prosty sposób, że czytanie ani nie znużyło mnie, ani nie przysporzyło językowych trudności, bo właśnie, koniecznie dodać muszę, książka nie doczekała się (jeszcze?) polskiego wydania, a ja przeczytałam jej oryginalne wydanie dzięki uprzejmości Matali, która była tak miła i sprezentowała mi swój egzemplarz.</p>
<p>Czytanie w języku obcym, prócz rozlicznych wad typu ślimacze tempo lektury, ma również sporo zalet, przy czym bodaj tę najważniejszą, obok <em>practising language skills,</em> są obniżone wymagania względem lektury, a właśnie „Gypsy Masali” nie sposób nazwać powieścią w pełnym znaczeniu tego słowa. To raczej sprawnie napisane czytadło czy literacka wprawka, choć co Nair oddać trzeba, literacka wprawka zmyślnie skonstruowana: troje pierwszoosobowych opowiadaczy &#8211; Molu oraz jej przybrani rodzice &#8211; z własnymi historiami, które dopiero w połączeniu tworzą spójną całość wyjaśniającą wszystkie rodzinne „białe plamy.</p>
<p>Fabuła „Gypsy Masali” jest prosta jak konstrukcja cepu i do tego snuta na bazie typowych dla nurtu <em><a href="../../../../../tag/multikulti/">multikulti</a> </em>kontrastów. Rozdźwięk między nowoczesnością a tradycją czy kulturą Wschodu i Zachodu został pokazany na przykładzie relacji rodzinnych w środowisku indyjskich imigrantów z pierwszego i drugiego pokolenia. Postaci Nair uwikłane w obowiązki względem rodziny, opresyjnej kultury i tradycji, wtłoczone wbrew w woli w sztywne role, będą zmuszone niejednokrotnie dokonywać dramatycznych wyborów i przewartościowań w imię (jakkolwiek patetycznie i kiczowato to nie brzmi) realizacji siebie.</p>
<p>Właściwie każda z postaci mogłaby być bohaterem osobnej, bardziej złożonej powieści i poniekąd faktycznie tak się dzieje, bo wątki zaledwie pobieżnie zarysowane w „Gypsy Masala” znajdą swoje pełniejsze rozwinięcie w „Stu odcieniach bieli” i „Kolorach miłości”. A sam debiut? Przyjemna i bezpretensjonalna lektura. W porządku, może i odrobinę kiczowata i z naiwnym przesłaniem, ale i tak dobry z niej  przerywnik od poważniejszych spraw.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p>„Gypsy Masala” Preethi Nair, Harper Collins Publishers, Londyn 2004</p>
<p><strong>Powieści z nurtu <a href="http://lekturki.com/tag/multikulti/" target="_blank">multikulti</a></strong></p>
<p>[zbiór własny]<strong><br />
</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/08/gypsy-masala-preethi-nair/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sakramenckie nudy</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/08/znikniecia-esme-lennox-maggie-o-farrelle/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/08/znikniecia-esme-lennox-maggie-o-farrelle/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 19 Aug 2010 12:06:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[jej portret]]></category>
		<category><![CDATA[Maggie O'Farrell]]></category>
		<category><![CDATA[powieść obyczajowa]]></category>
		<category><![CDATA[szaleństwo]]></category>
		<category><![CDATA[szpital psychiatryczny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1397</guid>
		<description><![CDATA[Miałam pisać o „Loterii” Shirley Jackson – kolejnym znakomitym tomie opowiadań, ale „Zniknięcia Esme Lennox” tak dalece wytrąciło mnie z równowagi, że excuze le mot Shirley. Jesteś fantastyczna, ale musisz poczekać. Lektura powieści Maggie O’Farrell wymęczyła mnie w sposób niewyobrażalny. &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/08/znikniecia-esme-lennox-maggie-o-farrelle/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/Znikniecia-Esme-Lennox.jpg" rel="lightbox[1397]"><img class="aligncenter size-full wp-image-1398" title="Znikniecia-Esme-Lennox" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/Znikniecia-Esme-Lennox.jpg" alt="" width="182" height="280" /></a></p>
<p>Miałam pisać o „Loterii” Shirley Jackson – kolejnym znakomitym tomie opowiadań, ale <strong>„Zniknięcia Esme Lennox”</strong> tak dalece wytrąciło mnie z równowagi, że <em>excuze le mot</em> Shirley. Jesteś fantastyczna, ale musisz poczekać.</p>
<p>Lektura powieści Maggie O’Farrell wymęczyła mnie w sposób niewyobrażalny. To literatura z gatunku, tych które czytała się z narastającym ziewaniem i zniecierpliwieniem, a to z powodu literackiej nieudolności wzmiankowanego dzieła, a to z powodu własnej naiwności, która każe brać za dobrą kartę każdą oferowaną przez wydawców „tajemnicę” czy właśnie „zniknięcie”. Tymczasem,  a nie będzie to zaskakująca konkluzja, tajemnica tajemnicy nie równa, a subiektywne poczucie zmarnowanego czasu na dzieło nie oferujące nic godnego uwagi, w obliczu tylu ważnych, wciąż czekających na przeczytanie lektur, pozostaje.</p>
<p>Przyznaję, że po „Zniknięciach Esme Lennox” nie obiecywałam sobie zbyt wiele, ale powieść zebrała na tyle dobre recenzje na zaprzyjaźnionych blogach, że nie wahałam się ani przez chwilę, gdy ujrzałam ją w bibliotece. Już po kilkunastu pierwszych stronach czułam, że twórcze wypoty pani O’Farrell raczej nie przypadną mi do gustu, ale twardo czytałam dalej mając w tyle głowy recenzję <a href="http://brulion.blox.pl/html" target="_blank">aerien</a>, z której wynikało, że po setnej stronie wydarzy się „coś”.</p>
<p>Powieść skonstruowana jest na dwóch planach czasowych i z trzech dokumentnie ze sobą wymieszanych narracjach. Wspomnienia Esme Lennox z jej dzieciństwa i młodości płynnie przechodzą w teraźniejszość, mieszając się z teraźniejszością według jej siostrzanej wnuczki Iris, a to wszystko unurzane zostało w reminiscencjach (projekcjach mózgu?) siostry Esme &#8211; Kitty z Alzheimerem. Fabułę można streścić w kilku zdaniach. Żyjąca z dnia na dzień Iris dowiaduje się, że jedną z pensjonariuszek (z sześćdziesięcioletnim stażem!) likwidowanego szpitala psychiatrycznego jest siostra jej babki. Dziewczyna, z początku skonfundowana owym faktem, nie przyjmuje do wiadomości, że ma jakąś sfiksowaną cioteczną babkę, ale gdy ją poznaje zmienia zdanie i chce jej pomóc, a przede wszystkim poznać powody jej tajemniczego zniknięcia.</p>
<p>Odpowiedź na pytanie dlaczego Esme została wykluczona, ba, wymazana z rodziny Lennox&#8217;ów jest głównym wątkiem powieści, lecz nie jedynym co może wydać się dość zaskakujące w obliczu niewielkiej objętości książki O’Farrell. „Zniknięcia Esme Lennox” puchną od nadmiaru pikanterii rodem z prasy bulwarowej. Pisarka obnaża rejony objęte obyczajowym tabu. Nie, nie, w powieści nie żadnych świństw, ot najwyżej małe świństewka unurzane w aurze niedomówień i starej dobrej dziewiętnastowiecznej obyczajowości. Czegóż tu nie ma? Gwałt, podgląd na alkowę, w której nie dochodzi do poślubnej konsumpcji, romans rodzeństwa, które nie jest rodzeństwem, nieślubna ciąża, choroba psychiczna w rodzinie i tak dalej. Proszę nie myśleć, że jestem pruderyjna. Bynajmniej. Sęk w tym, że dobrze jest, gdy „momenty” czemuś służą, a w „Zniknięciach Esme Lennox”, jeśli czemukolwiek służą to bodaj tylko wzbudzaniu rumieńców na twarzach co bardziej wstydliwych czytelniczek, bo bynajmniej nie pogłębiają powieści, a miast czynić ją bardziej dramatyczną (i zapewne wzruszającą)  – odwrotnie robią z niej melodramatyczną chałę. W dodatku sakramencko nudną i boleśnie przewidywalną.</p>
<p>Intrygujący, właściwie klasyczny motyw wariatki na strychu – tu w psychiatryku, kobiety ubezwłasnowolnionej, zamkniętej za jakąś drobnostkę na podstawie arbitralnej decyzji krewnych, mógłby być znakomitym punktem wyjścia dla poruszającej powieści psychologicznej. W „Zniknięciach Esme Lennox” jest atrakcyjną dekoracją i właściwie niczym nad to. O’Farrell rozmienia psychologiczny potencjał na drobne, topiąc go we współczesnym wątku obyczajowym o niepokornej Iris i jej życiowych dylematach na poziomie telewizyjnego tasiemca. Konstrukcja postaci również nie jest mocną stroną pisarki. Nie wierzę, że po tylu latach życia w odosobnieniu jedyne na co stać Esme to snucie z pogodną obojętnością  kolejnych wspomnień. Żadnej radości, wściekłości, smutku, wzruszenia czy zdziwienia? W obliczu jej bierności finałowy zwrot akcji tylko podkreśla trywialność całej opowieści.</p>
<p>Mogę zrozumieć zachwyty nad powieścią O’Farrell, ale ich zupełnie nie podzielam, bo wedle mnie „Zniknięcia Esme Lennox” nie są wstrząsającą powieścią o kobiecie prześladowanej za społeczne nieprzystosowanie, a konwencjonalną, żerującą na czytelniczych przyzwyczajeniach powieścią obyczajową ze szpitalem psychiatrycznym w tle, ale to już chyba kwestia czytelniczego temperamentu i oczekiwań względem literatury.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 3 out of 6 stars</p>
<p>„Zniknięcia Esme Lennox” Maggie O’Farrell, przekład Katarzyna Karłowska, Rebis, Poznań 2008</p>
<p>[z biblioteki na Borsuczej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/08/znikniecia-esme-lennox-maggie-o-farrelle/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kontestacja</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/06/sluzace-kathryn-stockett/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/06/sluzace-kathryn-stockett/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Jun 2010 18:53:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[amerykańskie południe]]></category>
		<category><![CDATA[Kathryn Stockett]]></category>
		<category><![CDATA[lata sześćdziesiąte]]></category>
		<category><![CDATA[rasizm]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1302</guid>
		<description><![CDATA[Lubię wiedzieć czego się spodziewać, albo inaczej – lubię niespodzianki, ale nie literackie. Stąd stosunkowo rzadko sięgam po książki w ciemno. Jeśli nie miałam okazji wcześniej przeczytać recenzji lub omówienia zadowalam się dokładnym, a nawet metodycznym przestudiowaniem informacji umieszczonych na &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/06/sluzace-kathryn-stockett/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/06/sluzace.jpg" rel="lightbox[1302]"><img class="alignleft size-full wp-image-1303" title="Sluzace" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/06/sluzace.jpg" alt="" width="185" height="280" /></a>Lubię wiedzieć czego się spodziewać, albo inaczej – lubię niespodzianki, ale nie literackie. Stąd stosunkowo rzadko sięgam po książki w ciemno. Jeśli nie miałam okazji wcześniej przeczytać recenzji lub omówienia zadowalam się dokładnym, a nawet metodycznym przestudiowaniem informacji umieszczonych na czwartej stronie okładki. Pal licho co one tam warte.  Nie inaczej zatem potraktowałam  „Służące” Kathryn Stockett. I wiecie co? Nadal nie miałam pojęcia z czym mam do czynienia i nie powiem, że nie napełniło mnie to pewnym niepokojem. Z noty na okładce wiele konkretów wyłuskać się nie da, ale (konkluzja post factum) to chyba nawet dobrze, bo tym milszą niespodziankę książka Stockett mi sprawiła.</p>
<p>Nie bójmy się tego słowa – „Służące” to czytadło, ale za jaką werwą napisane! Czytadło owszem, ale takie, którego lektura przykrości nie przynosi. Czytadło bezwstydnie wciągające. Im bliżej końca tym bardziej nerwowo przerzucałam kartki. Innymi słowy &#8211; trzymający w napięciu klasyczny <em>page turner</em> , wartko toczący się wśród kobiet, lekko feminizujący i swoiście niekonwencjonalny. Stockett córa amerykańskiego Południa z empatią i wyczuciem opowiada historię trzech kobiet: dwóch czarnych służących i białej panienki z dobrego domu (z plantacją bawełny), która miała na tyle odwagi i tupetu, aby przeciwstawić się rasowej segregacji wywołując w skisłej, rasistowskiej społeczności nie lada ferment. Od razu dodam, że akcja „Służących” rozgrywa się w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych w Jackson w stanie Missisipi. Kontekst historyczny jest o tyle istotny, że trójka bohaterek na gorszy i zarazem lepszy moment trafić nie mogły.</p>
<p>Fabuła jest dość prosta, ale smakowicie opowiedziana. Skeeter – niezbyt urodziwa córka plantatora bawełny właśnie wróciła po studiach do Jackson. Przyjaciółki już mężate i dzieciate, ukochana czarnoskóra gospodyni, która ją wychowała zniknęła, a matka, wzorem reszty dostojnych i bogobojnych dam z Jackson, pragnie jak najszybciej wydać córkę za mąż. Sęk w tym, że odpowiednich kandydatów brak, a Skeeter nie małżeństwo, a emancypacja w głowie. Dostaje prace w lokalnej gazecie. Ma pisać porady na temat sprzątania domu, wywabiania plam i temu podobnym bolączek znanych gospodyniom domowym. Na sprzątaniu nasza Skeeter zna się jednak  jak kura na pieprzu, więc prosi o pomoc Aibileen – dobrotliwą gospodynię przyjaciółki i od tego się zaczyna. Nie trudno bowiem odgadnąć, że pisanie felietonów o praniu brudnych skarpetek nie jest jej ambicją, a że jest bystrą dziewczyną zaczyna w niej kiełkować pomysł na coś większego, głębszego i tematycznie zgoła odmiennego.</p>
<p>Skeeter nie godzi się ani z segregacją rasową ani krzywdzącym sposobem traktowania czarnoskórych mieszkańców, ale są to tematy, o których w latach sześćdziesiątych lepiej było głośno nie mówić, może nawet nie myśleć.  Co dopiero pisać i to przy udziale a nawet ścisłej współpracy czarnoskórych pomocy domowych. O odwadze, aby sprzeciwić się dominującym poglądom, pogardzie, potrzebie podjęcia ryzyka, aby móc coś zmienić i konsekwencjom tych decyzji pisze Stockett przy okazji znakomicie odmalowując kulisy pracy pomocy domowych. Przyznaję, że w tym kobiecym uporze i konsekwencji jest coś ujmująco romantycznego. Co istotne – autorka o latach sześćdziesiątych pisze bez idealizowania choć między wersami pobrzmiewa nutka sentymentu. Ówczesny poziom rasizmu jeży włos na głowie. „Służące” to proza silnie zaangażowana społecznie, łącząca gorycz z dowcipem. Wielobarwna. Ta książka, wbrew przygnębiającym elementom, pełna jest słońca i chęci życia. Stawiam, że będzie przebojem tegorocznych wakacji.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p>[„Służące” Kathryn Stockett, przełożyła Małgorzata Hesko – Kołodzińska, Media Rodzina, Poznań 2010]</p>
<p>Ten wpis powstał dzięki mojemu drogiemu mężowi, który nie zważając na upał popędził do Tesco i nabył drogą kupna wentylator (nazwaliśmy go Alojzy, jego poprzednik wczoraj się spalił). Tak więc piszę dziś do Was z rozwianym na wietrze włosem ;-)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/06/sluzace-kathryn-stockett/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Dom w Riverton&#8221; Kate Morton</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/08/dom-w-riverton-kate-morton/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/08/dom-w-riverton-kate-morton/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 29 Aug 2009 16:54:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antypody]]></category>
		<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Anglicy]]></category>
		<category><![CDATA[Kate Morton]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=963</guid>
		<description><![CDATA[Słynna, chwalona na wszystkich blogach debiutancka powieść australijskiej pisarski Kate Morton już dość długo zalegała na mojej półce i zapewne jeszcze trochę by leżakowała gdyby nie fakt, że kilka tygodni temu ukazała się po polsku jej kolejna powieść – „Zapomniany &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/08/dom-w-riverton-kate-morton/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-964" title="Dom w Riverton" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/08/riverton.jpg" alt="Dom w Riverton" width="142" height="200" />Słynna, chwalona na wszystkich blogach debiutancka powieść australijskiej pisarski Kate Morton już dość długo <a href="../../../../../2008/01/zdobyczne/">zalegała na mojej półce</a> i zapewne jeszcze trochę by leżakowała gdyby nie fakt, że kilka tygodni temu ukazała się po polsku jej kolejna powieść – „Zapomniany ogród”, na którą mam ogromną chęć i już już w myślach szłam do księgarni, gdy dał o sobie znać zdrowy rozsądek, który nakazał mi najpierw osobiście przekonać się co ta Morton warta (nie żebym nie wierzyła w Wasze czytelnicze gusta ;), a dopiero później ewentualnie zaopatrzyć się w jej kolejne dzieło. Jak pomyślałam – tak uczyniłam i w końcu „Dom w Riverton” przeczytałam.</p>
<p>Szczerze przyznać muszę, że z początku (właściwie przez niemal 300 pierwszych stron) zupełnie pojąć nie mogłam na czym polega fenomen tego słynnego debiutu. Morton bywa niekonsekwentna zapowiadając kluczowe dla życie postaci wydarzenia, które wcale nie nadchodzą, nie jest też pisarką specjalnie oryginalną. Inspiracje <a href="http://lekturki.com/2008/01/%E2%80%9Erebeka%E2%80%9D-daphne-du-maurier/" target="_blank">„Rebeką”</a> i <a href="http://lekturki.com/2008/12/zlodziejka-sarah-waters/" target="_blank">„Złodziejką”</a>, odrobinę również twórczością sióstr Bronte, <a href="http://lekturki.com/2008/02/pokuta-ian-mcewan/" target="_blank">„Pokutą”</a> Iana McEwana, a także „Okruchami dnia” <a href="http://lekturki.com/tag/kazuo-ishiguro/" target="_blank">Kazuo Ishiguro</a> oraz  filmem „Gosford Park” Roberta Altmana (do tych dwóch ostatnich Morton oficjalnie się przyznaje) są aż nadto widoczne przy czym dla mnie ani Waters ani de Maurier nie jest wzorem godnym naśladowania. Najbardziej jednak irytowała mnie u Morton niczym nieuzasadniona barokowość w opisach, która tutaj jest czystą sztuką dla sztuki. „Dom w Riverton” jest bowiem powieścią napisaną w denerwującej manierze epatowania detalami, które, o ironio bynajmniej nie pogłębiają psychologicznego rysu postaci tylko niepotrzebnie rozwlekają i bez tego rozwlekłą i w dodatku ginącą w natłoku nic nieznaczących drobiazgów akcję. Zresztą psychologia postaci nie jest mocną stroną australijskiej pisarski, jej bohaterki są mało wiarygodne, bardzo literackie i stereotypowe nakreślone. Pewne epizody z ich życia (na przykład wielokrotnie akcentowany motyw Gry) sprawiają wrażenie zupełnie niedopracowanych furtek, które ostatecznie prowadzą donikąd.</p>
<p>Cóż w takim razie sprawiło, że jednak „Dom w Riverton” doczytałam do końca (a wierzcie mi kilka razy miała wątpliwości nad zasadnością kontynuacji lektury) i mimo wszystko powieść Kate Morton chwalić będę? Wspaniale stworzony klimat, który w tym przypadku będzie wypadkową sugestywnej nieco mrocznej atmosfery starej wiejskiej rezydencji (koniecznie ze skrzydłem wschodnim i zachodnim, wielką biblioteką, zaradną kucharką i dystyngowanym kamerdynerem), umiejętnie podsycanej tajemnicy, ale i świetnego portretu schyłku Anglii edwardiańskiej i rozkwitu Anglii gregoriańskiej, zwłaszcza towarzyszących tym zmianom społecznym przemianom! Stopniowe rozluźnianie gorsetu moralnego rygoryzmu, aż po pełen rozkwit ery charlstone’a i niekoniecznie niewinnej frywolności, której królowa Wiktoria z pewnością by nie pochwaliła (mówiąc krótko &#8211; pewnie właśnie przewraca się w grobie). Rozdźwięk między starym a nowym Morton znakomicie oddała na przykładzie dwóch sióstr z rodu Hartfordów – starsza Hannah wciąż pozostawała zniewolona przez stare, młodsza zaś, ku swej uciesze i nieskrywanemu zniesmaczeniu reszty rodziny, pełnymi garściami korzystała ze zdobytych wolności.</p>
<p>Efektowny acz nieco przydługi debiut. „Dom w Riverton” to de facto tylko czytadło, powieść bez wygórowanych ambicji bazująca na otrzaskanych motywach, a jednak zręcznie napisana  i absorbująca, a i sama lektura nie jest zupełnie jałowym czasu zabijaniem, bo portret Anglii przełomu lat dwudziestych jest pierwsza klasa. Z przyjemnością sięgnę po „Zapomniany ogród”.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>[„Dom w Riverton” Kate Morton, Wydawnictwo Literackie Muza, Warszawa 2007]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/08/dom-w-riverton-kate-morton/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>26</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Książka poniekąd kucharska&#8221; Joanna Chmielewska</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/07/ksiazka-poniekad-kucharska-joanna-chmielewska/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/07/ksiazka-poniekad-kucharska-joanna-chmielewska/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 19 Jul 2009 10:26:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czytadło]]></category>
		<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Joanna Chmielewska]]></category>
		<category><![CDATA[kuchnia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=916</guid>
		<description><![CDATA[Nie czytałam jeszcze tak fajnie napisanej i niepraktycznej zarazem książki kucharskiej, ale po kolei. Bez obwijania w bawełnę, mówiąc wprost kuchnia a’la Joanna Chmielewska to kuchnia rzekłabym niezbyt wyrafinowana, raczej dość toporna. Prosta acz niekoniecznie zdrowa, bo jak usilnie przekonuje &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/07/ksiazka-poniekad-kucharska-joanna-chmielewska/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-917" title="Książka poniekąd kucharska" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/07/kucharska.JPG" alt="Książka poniekąd kucharska" width="144" height="200" />Nie czytałam jeszcze tak fajnie napisanej i niepraktycznej zarazem książki kucharskiej, ale po kolei.</p>
<p>Bez obwijania w bawełnę, mówiąc wprost kuchnia a’la Joanna Chmielewska to kuchnia rzekłabym niezbyt wyrafinowana, raczej dość toporna. Prosta acz niekoniecznie zdrowa, bo jak usilnie przekonuje Chmielewska to co zdrowe nie jest smaczne, a to co smaczne jest niezdrowe i faktycznie trudno się z nią nie zgodzić…<strong> &#8222;Książka poniekąd kucharska&#8221;</strong> jako hołd dla kulinarnych bachanaliów i żarcia zdrowego inaczej przy okazji ma być przewodnikiem po kulinarnych meandrach dla dyletantów tej dziedziny. Tylko czy faktycznie profanowi mętne opisy Chmielewskiej choć trochę rozjaśnią w głowie?</p>
<p>I tak przepisy na potrawy, których w większości do ust jednak wziąć bym nie chciała (Chmielewska kocha między innymi śmietanę, którą najchętniej dodawałaby do wszystkiego :-) ułożone w formie hasłowego leksykonu upstrzonego dużą ilością dobrych rad, z których płynie tylko jeden wniosek: gotowanie jest dziecinnie proste pod warunkiem, że się opanuje tą sztukę samodzielnie metodą prób i błędów stosując w gruncie rzeczy dość zawodną metodę gotowania na oko. A te przepisy „na oko” Chmielewska okrasza mnóstwem uroczych anegdotek, a to jak gotowała gęś w glinie na ognisku, a to jak wężówkę zdobywała dla swego syna, a to jak usiłowała zdobyć curry w latach świetności poprzedniego ustroju. Ot takie czytadło.</p>
<p>Przyjemne lekturka na upalne popołudnia. Zasadniczo i bez przykrości można rozprawić się z nią w ciągu jednego posiedzenia. Joanna Chmielewska ma świetne pióro, jest dowcipna i buńczuczna, a „Książka poniekąd kucharska” to taki nawet dość użyteczny przewodnik po kuchennych meandrach.</p>
<p>Dobre! Znaczy, że można przeczytać w chwilach słabości.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p>Ach i jeszcze jedno – to moja pierwsza powieść Chmielewskiej, więc nie mam porównania do słynnych &#8222;Lesiów&#8221; i krytykowanych &#8222;Krętek bladych&#8221; :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/07/ksiazka-poniekad-kucharska-joanna-chmielewska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>20</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Sto odcieni bieli” Preethi Nair</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/07/sto-odcieni-bieli-preethi-nair/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/07/sto-odcieni-bieli-preethi-nair/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 12 Jul 2009 12:09:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[multikulti]]></category>
		<category><![CDATA[Preethi Nair]]></category>
		<category><![CDATA[Wyzwania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=908</guid>
		<description><![CDATA[Mniej więcej roku temu zachwyciłam się lekkością i wdziękiem „Kolorów miłości” Preethi Nair. Bardzo cieszyła mnie myśl, że na przeczytanie wciąż czeka, jeszcze goręcej wychwalane i polecane, „Sto odcieni bieli”. Znakomitym pretekstem do tego by w końcu zabrać się za &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/07/sto-odcieni-bieli-preethi-nair/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-909" title="Sto odcieni bieli" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/07/sto.jpg" alt="Sto odcieni bieli" width="184" height="300" />Mniej więcej roku temu zachwyciłam się lekkością i wdziękiem <a href="http://lekturki.com/2008/08/kolory-milosci-preethi-nair/" target="_blank">„Kolorów miłości” </a>Preethi Nair. Bardzo cieszyła mnie myśl, że na przeczytanie wciąż czeka, jeszcze goręcej wychwalane i polecane, „<strong>Sto odcieni bieli</strong>”. Znakomitym pretekstem do tego by w końcu zabrać się za lekturę okazało się <a href="http://koloroweczytanie.blox.pl/html" target="_blank">kolorowe wyzwanie czytelnicze</a>. Tak więc wczorajszy wieczór przeznaczyłam na czytanie Nair i przyznać muszę, że tym razem nie jestem aż tak oczarowana jak miało to miejsce rok temu&#8230;</p>
<p>Co nie zmienia faktu, że „Sto odcieni bieli” czytało mi się przyjemnie i w dodatku z nieuchronnie wzmagającym się apetytem. Uwielbiam indyjskie smaki, a pieczołowite opisy kuchennych rytuałów tudzież (o zgrozo!) ich aromatycznych efektów aż za skutecznie wiercą dziurę w żołądku. Ale powieść Nair na szczęście to nie tylko gotowanie, choć można je spokojnie uznać za motyw przewodni „Stu odcieni bieli”, ale również całkiem przyjemne obyczajowe czytadło, powiedziałabym, że magiczne acz mało odkrywcze, sprowadzające się do jakże miłej dla podniebienia tezy, że odpowiednio przygotowane potrawy są lekarstwem na każdy problem.</p>
<p>Tych kłopotów zresztą Nalini ma całkiem sporo. Wyrwana ze swych ukochanych Indii, przeniesiona to chłodnej Anglii, w której czuje się obca i bezużyteczna i jakby tego było mało bez słowa wyjaśnienia porzucona przez wiarołomnego małżonka. Zostaje zatem sama z długami i dwójką małych dzieci, ale wtedy na scenę wkraczają życzliwy ludzi, którzy dyskretnie pomagają Nalini odbudować nie tylko wiarę w siebie, ale i życie w ogóle. Kluczem do szczęścia będzie kuchnia i magiczne przetwory, które mają moc rozwiązywania problemów. Zaś jedyną osobą, która nie chce tego dostrzec jest córka Nalini – Maja, druga narratorka, która nie może pogodzić się z rzekomą śmiercią ojca i nie chce wybaczyć matce, że ta śmiała ułożyć sobie życie u boku innego mężczyzny.</p>
<p>Fabuła jest zaskakująco prosta i przewidywalna, a cały jej urok kryje się właśnie w owej prostolinijności, ciepłym przesłaniu i magii kryjącej się w zakamarkach kuchni. A czego mi zabrakło? Błyskotliwości i dowcipu „Kolorów miłości”, a i pary narratorek za nic nie byłam w stanie polubić. Irytowała mnie życiowa nieporadność i wiernopoddańczość Nalini, ale i arogancja i upór Mai. Nie mniej jednak godziny spędzone w towarzystwie Preethi Nair uważam za zupełnie udane, a i chętnie przeczytałabym kolejną jej książkę.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/07/sto-odcieni-bieli-preethi-nair/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Cudowna kariera Magdy M.&#8221; Magdalena Miecznicka</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/07/cudowna-kariera-magdy-m-magdalena-miecznicka/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/07/cudowna-kariera-magdy-m-magdalena-miecznicka/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 05 Jul 2009 13:49:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Magdalena Miecznicka]]></category>
		<category><![CDATA[trzydziestolatkowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=898</guid>
		<description><![CDATA[Pretensjonalna proza z ambicjami, które uosabia przerost formy nad treścią. Magdalena Miecznicka, krytyczka ze stajni Axela Springera, słynie z tego, że w swych recenzjach bez ogródek potrafi, za przeproszeniem, dokopać dosłownie każdemu tuzowi słowa pisanego. Dla Miecznickiej bowiem nie ma &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/07/cudowna-kariera-magdy-m-magdalena-miecznicka/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-899" title="Cudowna kariera Magdy M." src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/07/kariera.jpg" alt="Cudowna kariera Magdy M." width="172" height="280" />Pretensjonalna proza z ambicjami, które uosabia przerost formy nad treścią.</p>
<p>Magdalena Miecznicka, krytyczka ze stajni Axela Springera, słynie z tego, że w swych recenzjach bez ogródek potrafi, za przeproszeniem, dokopać dosłownie każdemu tuzowi słowa pisanego. Dla Miecznickiej bowiem nie ma świętości. Czy taki nonkonformizm jest dobry czy zły – to już temat na osobną dyskusję, która nota bene toczy się na internetowych forach już od dosyć dawna. Ale oto niespodzianka, pierwsza krytykantka postanawia sama się na krytykę wystawić. Wydaje powieść! To znaczy niespodzianką nie jest, że Miecznicka powieść napisała, jako że już wcześniej każde zdanie z jej recenzji rościło sobie pretensje do miana literatury, co nawiasem mówiąc niekiedy dawało dość zabawny efekt i co w pełnej formie rozkwitło w „<strong>Cudownej karierze Magdy M.</strong>”, która bynajmniej cudowną powieścią nie jest.</p>
<p>Czymże zatem jest? Na pewno nie literaturą przez duże „L”, jak chciałabym sama zainteresowana. „Cudownej karierze” zdecydowanie bardziej po drodze z literaturą popularną. To porządnie, ba wręcz pokusiłabym się o stwierdzenie, intrygująco skrojone czytadło z ambicjami. Miecznicka bowiem, kreując się na poważną (nie popularną) literatkę popełniła powieść narcystyczną, manieryczną, poprzetykaną trącącymi grafomanią wynurzeniami, a jakby tego było mało -  napisaną w wyjątkowo upierdliwej drugoosobowej narracji. Inspiracje dla swej imienniczki z zadartym pod niebo nosem czerpała z życia odnoszącej sukcesy korporacyjnej Warszawki i serialu „Sex and the city”, co zaowocowało banalną opowiastką o karierowiczce, która „oddaje się” swej organizacji, a w tych niezwykle rzadkich chwilach, gdy nie jest w pracy – beztrosko randkuje i gra w tenisa.</p>
<p>Wydawać by się mogło, że zamiarem Miecznickiej była chęć poddania krytycznemu osądowi współczesną kulturę samorealizujących się korporacyjnych snobów, sęk w tym, że w „Cudownej karierze…” autorka nie potrafiła powiedzieć niczego nowego, a jej pseudo ironicznym rozważaniom nad sensem istnienia Magdy M. (który nawiasem mówiąc oscyluje wokół pytań pokroju: Kto powinien pierwszy zadzwonić? Ja czy on?) nie dość, że brakuje choćby szczypty głębszej refleksji to w dodatku toną pośród morza im podobnych banałów.</p>
<p>Miecznicka nie jest pierwszą debiutantką z pretensjami do miana portrecistki pokolenia dzisiejszych trzydziestolatków, którzy zdążyli zasmakować i PRL-owskiej biedy, ale i owoców kapitalizmu. Paradoks w tym taki, że sama siebie zapędziła w kozi róg. Choć można uznać Panią Magdę za biegłą portrecistkę stylu życia (rzekomo) dystansującą się od tego całego blichtru, to jednak nie potrafi ona postawić żadnej trafnej diagnozy. Niby krytykuje, ale jednak mało przekonująco. Chyba sama chciałaby po uszy zanurzyć się w, z takim entuzjazmem opisanej, snobistycznej nieznośnej lekkości bytu.</p>
<p>Jako relaksującą bajkę czyta się „Cudowną karierę Magdy M.” zupełnie nieźle, jako głos pokolenia – już niekoniecznie. Niezła książka na wakacyjny reset, ale nic nad to.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars (ale z dużym minusem i tylko ze względu na lato)</p>
<p>Przy okazji polecm Waszej uwadze dwie recenzje: <a href="http://wyborcza.pl/1,75517,6675026,Cudowna_kariera_Magdy_M___Miecznicka__Magdalena.html" target="_blank">Dariusza Nowackiego</a> oraz sytuującego się po drugiej stronie barykady, bodaj jedynego znanego mi apologety debiutu Miecznickiej i przy okazji jej kolegi z redakcji, <a href="http://www.dziennik.pl/kultura/ksiazki/article398434/Debiut_Miecznickiej_to_inteligentna_proza.html" target="_blank">Piotra Kofty</a>.</p>
<p>A <a href="http://www.youtube.com/watch?v=TxiprV9CcW8" target="_blank"><strong>TUTAJ</strong></a> wideo promujące powieść z samą Magdą M. przechadzającą się z parasolem w dłoni.</p>
<p>[I już widzę przed oczami duszy mej to odżegnywanie od czci i wiary za to, że śmiałam skrytykować wspaniałą polską pisarkę i opacznie odebrałam jej przekaz ;]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/07/cudowna-kariera-magdy-m-magdalena-miecznicka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>28</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Wpadka&#8221; Rebecca Eckler</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/06/wpadka-rebecca-eckler/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/06/wpadka-rebecca-eckler/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 24 Jun 2009 15:57:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czytadło]]></category>
		<category><![CDATA[Kanada]]></category>
		<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[chick lit]]></category>
		<category><![CDATA[Rebecca Eckler]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=890</guid>
		<description><![CDATA[Na myśl o czytaniu Pielewina boli mnie głowa.  Na myśl o napisaniu czegokolwiek na temat „Katonieli” również. Na myśl o „Wpadce” Rebecki Eckler może i głowa mnie nie boli, ale za to zęby i owszem, jako że już dawno nie &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/06/wpadka-rebecca-eckler/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-891" title="Wpadka - Rebecca Eckler" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/06/wpadka.jpg" alt="Wpadka - Rebecca Eckler" width="189" height="280" />Na myśl o czytaniu Pielewina boli mnie głowa.  Na myśl o napisaniu czegokolwiek na temat „Katonieli” również. Na myśl o <strong>„Wpadce” Rebecki Eckler</strong> może i głowa mnie nie boli, ale za to zęby i owszem, jako że już dawno nie miałam do czynienia z aż takimi dyrdymałami…</p>
<p>Swoją drogą czy i Wy też zauważyliście ten trend? Od pewnego czasu na książkowych blogach powiało literaturą, nazwijmy ją, „ambitną inaczej” &#8211; czytadłami i tak zwaną „babszczyzną”. I ja nie będę tu wyjątkiem i mnie proza życia zmogła na tyle, że poddałam się i połknęłam w dwa wieczory „Wpadkę” Rebecki Eckler – chick lita i to w dodatku z tych gorszych (czytaj: jeszcze głupszych niż przeciętna).</p>
<p>Treścią tej błahej powiastki stanowią przygotowania do narodzin pierworodnego potomka &#8211; efektu, co łatwo odgadnąć, spektakularnej wpadki. W relacji Rebecki Eckler, do bólu szczerej w swych wyznaniach kanadyjskiej dziennikarki, znajdą pożywkę i feministki i szowiniści. Te pierwsze będą miały się nad czym zżymać,  ci drudzy mają podany pod nos dowód na rzekomą intelektualną ułomności kobiet. Czytając „Wpadkę” trudno bowiem posądzać autorkę o wysokie IQ, a jej wypociny składają się na nieszczególnie korzystny wizerunek kobiety – próżnej egoistki i idiotki, którą nie obchodzi nic poza czubkiem własnego nosa i rozmiarem czterech liter. Serio, serio.</p>
<p>Nie wiem za bardzo jak ugryźć tą nieszczęsną „Wpadkę”, bo z tak trywialną historyjką nie miałam do czynienia od bardzo, bardzo dawna. Nawet jeśli na chwilę zapomni się o językowej i stylistycznej nieporadności oraz wymuszonych dowcipach, dość żenujących chwilami. Ostatecznie to tylko chick lit, ale jeszcze gorzej sprawy się mają z samą fabułą. Nawet jeśli „Wpadka” nie jest zbeletryzowaną autobiografią, to  z pewnością jest powieścią na motywach, rzec by można, autentycznych zdarzeń z życia Eckler, co stawia ją w co najmniej interesującym świetle. Jej powieść bowiem ani nie jest apoteozą macierzyństwa, ani tym bardziej opisem słodkiego znoju czekania na bobaska. To znaczy słodki znój oczekiwania jest, ale bobasek jest tu właściwie produktem ubocznym, a nie celem samym w sobie, a jedyne czym narratorka  kłopocze swoją ciężarną głowę to: a/ ile jeszcze przytyje do końca ciąży? b/ ile czasu zajmie jej zrzucenie nadwagi po ciąży? c/ co na jej nadwagę powie Narzeczony? I to zasadniczo wyczerpuje najważniejsze kwestie podjęte na  blisko 400 stronach. Dziecko dla Eckler jest tylko pretekstem do tego, aby jeszcze pieczołowiciej niż zwykle przyjrzeć się samej sobie. Stworzyć wokół siebie – niezależnej i życiowo ustawionej imprezowicz ki – kokon samouwielbienia, misterium samej siebie w stanie błogosławionym. Narcyzm do potęgi n-tej.</p>
<p>Jeśli to są, tak jak chce wydawca, <em>wyznania współczesnej przyszłej matki</em>, to ja już teraz z obawą spoglądałabym ku temu co wyrośnie z przyszłych dzieci ;-) Jednakowoż, jakby nie zżymać się nad tym literackim koszmarkiem, jedno Rebece Eckler przyznać trzeba – jej „Wpadkę” czyta się szybko i przyjemnie, a to dwa konieczne warunki wakacyjnego resetu z książką w ręku.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 3.5 out of 6 stars</p>
<p>Swoją drogą czuję, że to nie jest moje ostatnie spotkanie z lekkostrawną literaturą w najbliższym czasie…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/06/wpadka-rebecca-eckler/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>26</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

