<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; Feministyczne</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/category/lekturki/feministyczne/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Mon, 06 Feb 2012 11:11:56 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Bogate biedactwa</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/03/arlington-park-rachel-cusk/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/03/arlington-park-rachel-cusk/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Mar 2011 06:42:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Feministyczne]]></category>
		<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[kryzys]]></category>
		<category><![CDATA[małżeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[powieść psychologiczna]]></category>
		<category><![CDATA[Rachel Cusk]]></category>
		<category><![CDATA[rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[suberbia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1511</guid>
		<description><![CDATA[Nakład „Arlington Park” mógłby spłonąć na stosie. Albo pójść na przemiał. Czy historia literatury znacząco by na tym zubożała? Nie sądzę. Stosy zapłonęłyby gdyby Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej w trosce o narodowy przyrost naturalny pokusiło się o stworzenie indeksu &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/03/arlington-park-rachel-cusk/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nakład „Arlington Park” mógłby spłonąć na stosie. Albo pójść na przemiał.<br />
Czy historia literatury znacząco by na tym zubożała? Nie sądzę.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/03/arlington.park_.jpg" rel="lightbox[1511]"><img class="alignnone size-full wp-image-1512" title="arlington.park" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/03/arlington.park_.jpg" alt="" width="200" height="320" /></a></p>
<p>Stosy zapłonęłyby gdyby Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej w trosce o narodowy przyrost naturalny pokusiło się o stworzenie indeksu ksiąg zakazanych. Zakazanych, bo zniechęcających do prokreacji, a dzieło Rachel Cusk to zaskakująco skuteczny środek antykoncepcyjny. Potomstwo w jej powieści nie występuje w roli bożego dopustu. To raczej punkt do odhaczenia, smętne ukoronowanie faktu bycia żoną swego męża, kurą domową i mieszkanką luksusowego raju dla zamożnych.</p>
<p><em>Juliet, Amanda, Solly, Maisie, Christine, pięć młodych kobiet, które marzą o niezależności</em> – tyle okładka. <em>Juliet, Amanda, Solly, Maisie, Christine, pięć młodych kobiet, których nie podobna od siebie odróżnić</em> – to już ja. „Arlington Park” to jeden dzień z życia pod londyńskich suburbiów opowiedziany w kilkunastu obrazkach. Powieść skomponowana na pozór przypadkowo, z narracją co i rusz zmieniającą punkt widzenia. Każda z bohaterek Cusk ma swoje pięć minut. Obserwujemy je przy banalnych codziennych czynnościach i gdzieś między przymierzalnią w centrum handlowy, proszoną kolacją na osiem osób, a odbiorem dzieci ze szkoły, każda z podobnych powodów uświadamia sobie jałowość swej egzystencji. Życia sprowadzającego się do bycia luksusową służącą męża i dzieci, wyzutą z własnych ambicji, zrezygnowaną, uwięziono w konwencji idealnej pani domu, robiącej i mówiącej tylko to co powinna i co wypada, a nie to co czuje i na co ma ochotę. I gdy sobie to uświadamiają rodzi się w nich bunt. Bunt, z którego nic nie wynika. Ale bohaterki Cusk stłamszone są na własne życzenie. Pisarka zdaje się sugerować, że świadomie dały zmanipulować się w taki a nie inny damsko-męski układ, że jest to konieczna cena, którą płacą za pozory stabilizacji i wyższy status społeczny. Bo w Arlington Park to fakt posiadania męża i potomstwa decyduje o statusie kobiety.</p>
<p>To niezbyt wesoła konkluzja, ale i nic nowego. Podobne rzeczy się miały u Jane Austen dwieście lat temu. Cusk podobno z założenia demontuje literaturę kobiecą i faktycznie na darmo w „Arlington Park” szukać pochwały macierzyństwa czy instytucji małżeństwa. Odwrotnie. Bohaterki tęskno spoglądają w stronę tych, których nie trzymają żadne zobowiązania. Tak jak ciężarna Solly, którą wyraźnie pociąga krzykliwa niezależność Włoszki wynajmującej u niej pokój. Kobiety, która, o zgrozo, rozwiodła się i zostawiła w Bolonii swoje dziecko. Ukryte tęsknoty Solly są najbardziej wyrazistą częścią powieści. Obrazki z życia pozostałej czwórki zlały mi się w całość jeszcze w trakcie czytania, a to chyba nie jest najlepsza rekomendacja powieści aspirującej do miana psychologicznej.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 3.5 out of 6 stars</p>
<p>„Arlington Park” Rachel Cusk, przełożył Paweł Łopatka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010, s. 312.</p>
<h5>[z Biblioteki Jagiellońskiej]</h5>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/03/arlington-park-rachel-cusk/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Do zobaczenia za kilka lat</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/08/nie-tylko-pomarancze-jeanette-winterson/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/08/nie-tylko-pomarancze-jeanette-winterson/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 09 Aug 2010 13:12:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Feministyczne]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[debiut]]></category>
		<category><![CDATA[dewocja]]></category>
		<category><![CDATA[dojrzewanie]]></category>
		<category><![CDATA[dzieciństwo]]></category>
		<category><![CDATA[homoseksualizm]]></category>
		<category><![CDATA[Jeanette Winterson]]></category>
		<category><![CDATA[LGBT]]></category>
		<category><![CDATA[religia]]></category>
		<category><![CDATA[salamandra]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1384</guid>
		<description><![CDATA[Przed chwilą do księgarni trafiła najnowsza powieść Jeannette Winterson – „Dyskretne symetrie” – a już zdążyła zebrać kilka szalenie entuzjastycznych recenzji (vide ta Patrycji Pustkowiak z ubiegłotygodniowej Kultury czy Marty Mizuro w Przekroju). Przewlekła przewrotność kazała mi sięgnąć znów po &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/08/nie-tylko-pomarancze-jeanette-winterson/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przed <a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/nie_tylko_pomarancze.jpg" rel="lightbox[1384]"><img class="alignleft size-full wp-image-1385" title="nie tylko pomarancze..." src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/nie_tylko_pomarancze.jpg" alt="" width="200" height="326" /></a>chwilą do księgarni trafiła najnowsza powieść Jeannette Winterson – „Dyskretne symetrie” – a już zdążyła zebrać kilka szalenie entuzjastycznych recenzji (vide ta Patrycji Pustkowiak z ubiegłotygodniowej Kultury czy Marty Mizuro w Przekroju). Przewlekła przewrotność kazała mi sięgnąć znów po prozę Winterson, choć nie czyniłam tego od ładnych kilku lat, aby (dla równowagi ducha) przypomnieć sobie dlaczego w pełni nie podzielam zachwytów nad jej pisarstwem. Padło na debiutanckie <strong>„Nie tylko pomarańcze…”</strong>, które spadły mi (dosłownie!) z bibliotecznej półki prosto w ręce. Chyba bardzo pchały się do wyjścia, bo jak wskazuje wlepka z terminami zwrotu – powieści nikt nie wypożyczał od trzech lat.</p>
<p>W debiucie Winterson najbardziej przypadł mi do gustu… wstęp, którym pisarka opatrzyła drugie wydanie „Nie tylko pomarańczy…”. Dzieli się w nim nie tylko kulisami powstawania powieści i klarowania koncepcji pisarskiej, ale również poglądami na kwestię bylejakości i to zarówno w literaturze jak i życiu, oraz spostrzeżeniami na temat brytyjskiego rynku wydawniczego. Prawdę powiedziawszy jej wyraziste poglądy z przedmowy są dużo bardziej interesujące niż sama powieść, która choć zaczyna się nader obiecująco, im bliżej końca tym coraz nudniejsza i bardziej przewidywalna się staje. W każdym razie z chęcią poczytałabym sobie więcej szkiców Winterson, ale nie o tym pisać miałam.</p>
<p>Winterson nie ukrywa, że od panów preferuje panie i o dojrzewaniu do tego odkrycia czy może raczej konstytuowaniu tej konkretnie preferencji opowiada w „Nie tylko pomarańcze…”. Jest to więc poniekąd autobiograficzna powieść rozwojowa, której pikanterii dodaj osadzenie akcji w środowisku katolików w wydaniu hard. Oto bowiem nasza Jeannette – jako dar boży – zostaje adoptowana przez kobietę głęboko religijną, dewotkę właściwie, oddaną całkowicie kościołowi, panu niebieskiemu i nawracaniu bezbożników.  Dla swej córki, którą zresztą jakoś szczególnie się nie przejmuje, przewidziała rolę misjonarki i faktycznie Jeannette pokornie daje się wkręcić w tę rolę. Do czasu, gdy wkracza w okres dojrzewania i w nie do końca uświadomiony sposób zaczyna pożądać kobiet, co, ze zrozumiałych powodów, jest nie do zaakceptowania dla jej matki.</p>
<p>Połączenie motywu dewocji religijnej z wątkami rodem z literatury <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/LGBT" target="_blank">LGBT</a> jest przedsięwzięciem odważnym i ryzykownym, ale Winterson wychodzi z tego obronną ręką. Co istotne – „Nie tylko pomarańcze…” nie są powieścią obrazoburczą, rozliczającą czy oceniającą, a od konfliktu dogmatów wiary dla pisarki ważniejsze jest podkreślenie dramatu dojrzewania. Zastanawiające w postawie jej literackiego alter ego jest to, że od razu akceptuje swą odmienność, poddaje się jej i decyduje na prowadzenie podwójnego życia – co oczywiście nie może trwać w nieskończoność. Jak na osobę wychowaną w tak silnie katolickim środowisku, przyszłą misjonarkę, można by spodziewać się, że pogodzenie się z nową – nie licującej z nauką kościoła – tożsamością przyjdzie Jeannette z większym trudem. Tym czasem nic bardziej mylnego. Godzi się z tym od tak, bez wewnętrznych dylematów i poczucia winy, a jeśli cierpi to z powodu rozstania z kochanką, a nie sprzeniewierzania się matce czy religijnym naukom. Pisarka (celowo?) przemilcza kwestię sumienia. W postawie jej alter ego jest coś szalenie aroganckiego i sztucznego, co sprawia, że ja jej nie wierzę.</p>
<p>Wspomnieć należy również o oczku w głowie i poniekąd znaku rozpoznawczym Winterson – słynnej nielinearnej narracji, z którą eksperymentuje w „Nie tylko pomarańcze…” wciskając na siłę alegoryczną przypowieść, faktycznie rozbijającą rytm opowieści. Nie lubię nielinearnej narracji i już wiem czemu po powieści Winterson sięgam raz na kilka lat.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>„Nie tylko pomarańcze…” Jeanette Winterson, przełożył Waldemar Łyś, Rebis, Poznań 2000</p>
<p><a href="http://lekturki.com/tag/salamandra/" target="_blank"><strong>seria Salamandra</strong></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/08/nie-tylko-pomarancze-jeanette-winterson/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>22</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ci wstrętni, pretensjonalni faceci!</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/07/siedem-kobiet-rebecca-miller/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/07/siedem-kobiet-rebecca-miller/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 31 Jul 2010 21:00:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Feministyczne]]></category>
		<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[kariera]]></category>
		<category><![CDATA[kobiecość]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta]]></category>
		<category><![CDATA[literatura obyczajowa]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[Rebecca Miller]]></category>
		<category><![CDATA[wyobcowanie]]></category>
		<category><![CDATA[zdrada]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1371</guid>
		<description><![CDATA[Nick Hornby, bodajże w „Wierności w stereo”, ukuł takie piękne zdanko, dwa zdanka właściwie: Wszyscy są tacy sami. Zmieniają się tylko adresy i kolory szlafroków. Mogłoby by to być motto „Siedmiu kobiet” Rebeki Miller. Na hasło „opowiadania” wielu czytelników profilaktycznie &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/07/siedem-kobiet-rebecca-miller/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/07/Siedem-kobiet_Rebecca-Miller.jpg" rel="lightbox[1371]"><img class="alignleft size-full wp-image-1372" title="Siedem-kobiet_Rebecca-Miller" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/07/Siedem-kobiet_Rebecca-Miller.jpg" alt="" width="198" height="280" /></a>Nick Hornby, bodajże w „Wierności w stereo”, ukuł takie piękne zdanko, dwa zdanka właściwie: <em>Wszyscy są tacy sami. Zmieniają się tylko adresy i kolory szlafroków. </em>Mogłoby by to być motto <strong>„Siedmiu kobiet”</strong> Rebeki Miller.</p>
<p>Na hasło „opowiadania” wielu czytelników profilaktycznie ucieka z wrzaskiem w krzaki. Sama kiedyś wzdrygałam się na samą myśl o krótkich form literackich. Mniej więcej dwa lata temu diametralnie zmieniałam na ich temat mniemanie, ale pierwotny atawizm znów dał o sobie znać. Jakie szczęście, że wpadł mi w ręce tom Miller, pisarki chwalonej za powieść „Prywatne życie Pippy Lee”, której jednakowoż z jakiegoś, nie do końca uświadomionego powodu, zgłębić ochoty nie mam. Co innego zbiór tekstów krótki, ale napisanych na zaskakująco równym poziomie, skupionych na kobiecie w siedmiu różnych odsłonach czy inaczej – siedmiu wariacjach na temat kobiecości. Zmieniają się adresy, status społeczny, pochodzenie czy wiek, ale spektrum problemów, w które uwikłane są bohaterki Miller pozostaje podobny.</p>
<p>„Siedem kobiet” to w gruncie rzeczy zbiór dość banalnych historyjek miłosno-obyczajowych z przewijającymi się motywami typu rozpad małżeństwa, zdrada, niechciana ciąża, samotne rodzicielstwo czy kariera w rządzonym przez mężczyzn świecie. O prawdziwej wartości tekstów Miller świadczy subtelne, lekko feminizujące, nasycenie psychologicznymi detalami i wyrazista konstrukcja bohaterek. Co znamienne dla całego tomu, jeśli pojawią się mężczyźni, to jako pretensjonalni uzurpatorzy kobiecej seksualności, kłamcy lub oszuści.</p>
<p>Bodaj najmniej przemówiły do mnie dwa ostatnie opowiadania, o Nancy i Pauli. Nie mogę im niczego konkretnego zarzucić prócz tego, że najsłabiej współgrają z mą wrażliwości. Co innego Greta z pierwszego tekstu. Szara myszka w wydawnictwie, z nudnym mężem i takim życie, która dzięki spotkaniu z popularnym pisarzem nie tylko awansuje w pracy, ale i dojrzewa do poważniejszych zmian. Jej postać na tyle mnie zaintrygowała, że życzyłabym sobie, aby Miller uczyniła z niej bohaterkę czegoś dłuższego.</p>
<p>Znakomite w „Siedmiu kobietach” jest to, że klimat opowiadań się po prostu czuje. Od pierwszych słów wchodzi w ich świat i z poczuciem lekkiego niedosytu żegna. Miller, co znamienne, nie puentuje tekstów w zaskakujący sposób. Kończy na wskroś neutralnie, dzięki czemu narracja „Siedmiu kobiet” toczy się swobodnie, bez wykrzykników czy przykuwających uwagę karkołomnych pomysłów fabularnych, a czytelnik płynie niczym nie krępowany. Dzięki temu zbiorek można odczytywać zarówno jako próbę refleksji nad zbiorowym portretem współczesnych Amerykanek jak i indywidualne, prywatne, historie.  I z jednej i drugiej perspektywy książka Rebeki Miller broni się.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>„Siedem kobiet” Rebecca Miller, przełożył Jędrzej Polak, Muza, Warszawa 2010</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/07/siedem-kobiet-rebecca-miller/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Babodalia</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/05/chmurdalia-joanna-bator/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/05/chmurdalia-joanna-bator/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 03 May 2010 10:42:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Feministyczne]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[archipelagi]]></category>
		<category><![CDATA[Joanna Bator]]></category>
		<category><![CDATA[pamięć]]></category>
		<category><![CDATA[podróż]]></category>
		<category><![CDATA[śląsk]]></category>
		<category><![CDATA[wędrówka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1270</guid>
		<description><![CDATA[Wydumana, niewiarygodna, za długa i męcząca, a mimo to głęboka, barwna, wielowymiarowa i po prostu dobra. Czyli jaka? Mam pewien problem z „Chmurdalią” Joanny Bator. O dziwo problem ten nie wynika z faktu, że jest ona kontynuacją (czy jak kto &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/05/chmurdalia-joanna-bator/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/05/Chmurdalia_Joanna-Bator.jpg" rel="lightbox[1270]"><img class="alignleft size-full wp-image-1271" title="Chmurdalia_Joanna-Bator" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/05/Chmurdalia_Joanna-Bator.jpg" alt="" width="178" height="280" /></a>Wydumana, niewiarygodna, za długa i męcząca, a mimo to głęboka, barwna, wielowymiarowa i po prostu dobra. Czyli jaka?</p>
<p>Mam pewien problem z <strong>„Chmurdalią”</strong> Joanny Bator. O dziwo problem ten nie wynika z faktu, że jest ona kontynuacją (czy jak kto woli – <em>sequelem</em>) ciepło przeze mnie przyjętej „<a href="http://lekturki.com/2009/02/piaskowa-gora-joanna-bator/" target="_blank">Piaskowej góry</a>”, bo kontynuacje z reguły są dość problematyczne, a jeśli nie problematyczne to na pewno ryzykowne. Moja zagwozdka innej jest natury. Tak się bowiem niefortunnie składa, że „Chmurdalia” ma wszelkie zadatki do miana powieści znakomitej a gęsta symbolika pozwala na odczytywanie jej z różnych perspektyw, a jednak to co Bator ma do powiedzenia nie do końca mnie przekonuje. Sporo sobie obiecywałam po tej powieści i faktycznie z początku pisarka rozbudziła mą ciekawość, a nawet jakoś tam uwiodła, ale w pewnym momencie odniosłam wrażenie, że zabrnęła w ślepą uliczkę, pojawiło się za dużo ważnych wątków tudzież srok do ciągnięcia za ogon i pomysł zaczął się wypalać, a mnie coraz mniej interesować, a od tego już krótka droga do poczucie męczącej jednostajności, znużenia nadmiarem i ciężkością, jak po, nie przymierzając bardzo obfitym posiłku.</p>
<p>Umówmy się od razu, jeśli ktoś liczył na ciąg dalszy losów rodziny Chmurów i innych z Wałbrzycha, może odrobinę poczuć się zawiedziony. Bator, owszem, wykorzystuje postaci dobrze znane z „Piaskowej góry”, ale wskrzesza je w zgoła odmiennym celu. „Chmurdalia” nie jest sagą. Jest, brzydko mówiąc, nową jakością wyrosłą na fundamencie „Piaskowej góry”. Coś na tym zyskuje – szereg nietuzinkowych postaci, ale i coś traci – specyficzną językową chropowatość chociażby. Bator nadal wsłuchuje się w swoje bohaterki, dzięki czemu książka ma specyficznie intymny wymiar. Pierwszoplanową rolę gra Dominika Chmura, ale jest to funkcja bardzo umowna. Autorce potrzebny był ktoś kto zepnie tą wielowątkową, rozgrywającą się w przynajmniej pięciu krajach i na przestrzeni niemal całego dwudziestego wieku opowieść &#8211; hybrydę, a postać Dominiki Chmury, której cudem udaje się przeżyć wypadek samochodowy, doskonale do tego się nadawała. Dramatyczne przeżycia dodały dziewczynie skrzydeł. Uzmysłowiły  jak niewiele brakowało, aby podzielić pożałowania godny los matki Jadzi, tyle że zamiast bloku na Piaskowej Górze miałaby blok w warszawskiej Chomiczówce. Zatem budzi się, dojrzewa do zmian i wyrusza w drogę. W swoją odyseję. Bez celu i bez końca, bo sensem jej istnienia jest ruch i brak trwałości, świadomość, że w każdej chwili może ruszyć dalej, ale i strach przed stabilizacją, którą uosabia postać jej drobnomieszczańskiej matki. Wedle słów Dominiki: <em>ułożyć to można sobie majtki w szufladzie.<br />
</em></p>
<p>Ale Dominika nie jest jedynym łącznikiem wątków i postaci „Chmurdali”. Bator miała koncept dużo bardziej przewrotny czyniąc <em>leit motivem </em>powieści nocnik Napoleona – absurdalny w swej istocie symbol dawnych czasów oraz pamięci, która istnieje dzięki opowiadaniu i powtarzaniu historii. Bohaterowie „Chmurdali” dzielą się z grubsza na tych, którzy nocnik pożądali i tych, których wartość materialna <em>napoleonica</em> zupełnie nie obchodzi. Sam przedmiot miał dość długą i zawiłą historię, wielokrotnie przechodzi z rąk do rąk. Pojawiał i się znów znikał, aby w końcu, zatoczywszy coś w rodzaju koła dziejów, trafić do osoby, której był pisany.</p>
<p>Wspomniałam już, że w „Chmurdali” pojawia się sporo nowych postaci (być może istnienie niektórych z nich było zaznaczone już w „Piaskowej górze”, jeśli tak &#8211; proszę śmiało mnie z błędu wyprowadzać, ale ja sobie w każdym razie ich nie przypominam). Każdą z nich autorka obarcza pewnym bagażem symboli i znaczeń. Mnie najbardziej do gustu przypadły Ciocie Herbatki – dwie kruche stare panny przywodzące na myśl dobroduszność i matczyne ciepło Mamusi Muminka.  Fragmenty z ich udziałem, uroczo starodawne, przywodzące na myśl dawne życie w wiejskich dworkach, przypominają nieco <a href="http://lekturki.com/2009/01/lala-jacek-dehnel/" target="_blank">„Lalę” Jacka Dehnela</a>, a same Ciocie bohaterki z powieści Olgi Tokarczuk. Nie pytajcie czemu, ot taka impresja.</p>
<p>Niektórych zaskoczy, innych pewnie zaintryguje, że w „Chmurdali” pobrzmiewają dalekie echa… kultury japońskiej. Bator skonstruowała bowiem świat wedle specyficznych zasad matriarchatu, które skądinąd znane są z „Japońskiego wachlarzu”. Po prawdzie na Piaskowej górze rządzą mężczyźni, ale posiadana przez nich władza ma znaczenie symboliczne, a nad wszystkim panują One – silne i po swojemu wyemancypowane, nietuzinkowe i nie mieszczące się w patriarchalnych schematach. Oni, jeśli nie są martwi,  są grzeszni, spolegliwi, zadufani w sobie, leniwi, nieporadni.  Krótko mówiąc są zbędni, a ich udział został ograniczony do minimum. Jeśli już się pojawią, to przede wszystkim w roli ciemiężycieli stojących na straży opresyjnych norm patriarchalnego porządku lub są, cytując Jadzię, <em>homoniewiadomo</em>, jak Ivo – jeden z przyjaciół Dominiki – cukiernik marzący o własnej czekolateri.</p>
<p>Joanna Bator ma i gorzkie poczucie humoru, i znakomite wyczucie języka. Pisze w sposób bardzo oryginalny. Obiektywnie przyznaję, że „Chmurdalia” jest powieścią wartościową, ciekawie napisaną, dopracowaną i przewrotną, ale jeśli pozwolicie na chwilę dopuścić do głosu subiektywne ja, to powie ono wam, że wielowymiarowość i barwność owszem tak, ale cóż z tego jeśli napięcia <em>niet</em> i z niecierpliwością wygląda się końca. Trochę szkoda&#8230;</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>[„Chmurdalia” Joanna Bator, W.A.B., Warszawa 2010]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/05/chmurdalia-joanna-bator/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Flesz. Zbiorowy akt popświadomości” Hanna Samson</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/01/flesz-zbiorowy-akt-popswiadomosci-hanna-samson/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/01/flesz-zbiorowy-akt-popswiadomosci-hanna-samson/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 20 Jan 2010 21:05:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Feministyczne]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Hanna Samson]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1130</guid>
		<description><![CDATA[Onegdaj robiłam porządek na regale z książkami i w oko wpadł mi „Flesz. Zbiorowy akt popświadomości” Hanny Samson. Dziwną tą powieść usiłowałam przeczytać w grudniu, ale grudzień nie był dobrym miesiącem na czytanie, słowa bezrefleksyjnie przepływały mi przez głowę, wchodziły &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/01/flesz-zbiorowy-akt-popswiadomosci-hanna-samson/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/01/Flesz.jpg" rel="lightbox[1130]"><img class="alignleft size-full wp-image-1131" title="Flesz. Hanna Samson" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/01/Flesz.jpg" alt="" width="176" height="280" /></a>Onegdaj robiłam porządek na regale z książkami i w oko wpadł mi „<strong>Flesz. Zbiorowy akt popświadomości</strong>” Hanny Samson. Dziwną tą powieść usiłowałam przeczytać w grudniu, ale grudzień nie był dobrym miesiącem na czytanie, słowa bezrefleksyjnie przepływały mi przez głowę, wchodziły i wychodziły, toteż z „Flesza”, nieelegancko mówiąc, nie zbyt wiele kumałam i dość szybko czytelniczą konsumpcję porzuciłam. Do czasu.</p>
<p style="text-align: justify;">Czas nadszedł wczoraj. Wyobraźcie sobie bowiem, że nagle poczułam się w obowiązku coś tutaj (znaczy na blogu) napisać, a że czytanie „Stacji Cold Flat Junction” Marthy Grimes z powodów dla mnie niezrozumiałych okrutnie się przeciąga (może to ta mała czcionka? A może ospała akcja) postanowiłam raz jeszcze przeczytać „Flesz”.</p>
<p style="text-align: justify;">Pierwsze wrażenie – książka szalenie realistyczna, ba, powiedziałabym nawet, że wręcz naturalistyczna, w nonkonformistyczny sposób obnażająca jaźń współczesnych Polek czy kobiet w ogóle. Pomysł Hanna Samson miała szalenie prosty i dziwie się, że nikt przed nią na to nie wpadł, aby treścią powieści uczynić zapis fikcyjnych badań fokusowych. Grupa kobiet zbiera się, aby podyskutować na temat nowego luksusowego magazynu o gwiazdach, nad ich rozmową czuwa kiepsko opłacana moderatorka, która na próżno próbuje skupić rozmowę na piśmie. Tymczasem niewinne ploteczki z życia celebrytów stają się pretekstem do snucia coraz bardziej osobistych rozważań. Każda z respondentek reprezentuje bowiem inny ludzki typ i każda filtruje plotki z życia gwiazd poprzez swoje doświadczenia, życiowe wybory i własny zdroworozsądkowy ogląd świata. Kobiety utożsamiają się ze swoimi idolami, analizują ich działania poprzez siebie co doprowadza je nieraz do zaskakujących refleksji. Samson znakomicie oddała zabawny dysonans między nieskrywaną admiracją i podziwem dla blichtru jakim otaczają się gwiazdki, a ciągłym spychaniem tychże gwiazd z ich gwiazdorskiego piedestału. Respondentki czczą je, ale i zawzięcie krytykują, że niby piękne, sławne i nieskazitelne, a jednak fałdki tłuszczu mają, a z facetami zadają się dla pieniędzy. Zachwyt miesza się tu z zamaskowaną zawiścią. Boskość z błotem.</p>
<p style="text-align: justify;">Niezmiernie ciekawie „Flesz” jest napisany. Wspomniany wyżej naturalizm odnosi się zwłaszcza do formy. Powieść Hanny Samson nijak bowiem nie przypomina klasycznych narracji. To raczej pozbawiony logicznego porządku ciąg wypowiedzi. Luźny zapis rozmowy kilku kobiet. Swobodna wymiana zdań spisana tak jak została wypowiedziana &#8211;  językiem pełnym kolokwializmów, żywą mową z ulicy. W efekcie „Flesz” brzmi niczym podsłuchana rozmowa w kawiarni, zapis niezobowiązujących plotek przy kawce z nieodzowną rywalizacją i słownymi utarczkami: która ma lepiej, która gorzej, która jest mądrzejsza, a która nie ma pojęcia o życiu. Wszystko to razem sprawia, że powieść Hanny Samson czyta się nie jak fikcję, a obiektywny zapis autentycznego spotkania. Zapis babskiego pitu-pitu i owej tytułowej popświadomości, która udziałem jest każdej z postaci.</p>
<p style="text-align: justify;">Doświadczenie czytelnicze z gatunku dziwnych acz skłaniających do refleksji. Chwilami szokująco realistyczne <em>deja vu</em>, ale czasem nudnawa pop-chała.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>[„Flesz. Zbiorowy akt popświadomości” Hanna Samson, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/01/flesz-zbiorowy-akt-popswiadomosci-hanna-samson/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Trąbka do słuchania&#8221; Leonora Carrington</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/10/trabka-do-sluchania-leonora-carrington/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/10/trabka-do-sluchania-leonora-carrington/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 31 Oct 2009 15:11:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Feministyczne]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Anglicy]]></category>
		<category><![CDATA[Leonora Carrington]]></category>
		<category><![CDATA[powieść gotycka]]></category>
		<category><![CDATA[surrealizm]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1059</guid>
		<description><![CDATA[„Trąbka do słuchania” to jedyna przetłumaczona na język polski powieść Leonory Carrington, obecnie dziewięćdziesięciodwuletniej ex skandalistki i surrealistki, malarki i feministki przejawiającej skłonności ku mistycyzmowi, przede wszystkim zaś kobiety nietuzinkowej, temperamentnej i obdarzonej niezwykle barwną osobowością tudzież wyobraźnią (a także &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/10/trabka-do-sluchania-leonora-carrington/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>„Tr<img class="alignleft size-full wp-image-1060" title="Trąbka do słuchania" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/10/trabka.jpg" alt="Trąbka do słuchania" width="194" height="280" />ąbka do słuchania”</strong> to jedyna przetłumaczona na język polski powieść Leonory Carrington, obecnie dziewięćdziesięciodwuletniej ex skandalistki i surrealistki, malarki i feministki przejawiającej skłonności ku mistycyzmowi, przede wszystkim zaś kobiety nietuzinkowej, temperamentnej i obdarzonej niezwykle barwną osobowością tudzież wyobraźnią (a także biografią). Swą artystyczną karierę zaczynała od romansu z nie kim innym, jak z guru surrealizmu – <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Max_Ernst" target="_blank">Maxem Ernstem</a>, choć zanim tych dwoje (dwadzieścia siedem lat różnicy nie było żadnym problemem) połączyła szalona miłość, Leonora zdążyła odebrać surowe mieszczańskie wychowanie od swego purytańskiego ojca. Skierowany przeciw niemu ostentacyjny bunt okaże się szalenie inspirującym doświadczeniem, podobnie jak ponure domostwo, w którym spędziła dzieciństwo. Już jako kilkulatka zamierzyła sobie, że zostanie lewitującą świętą, ale dopiero pierwsza londyńska wystawa surrealistów wpłynęła na chęć stania się malarką. Niewiarygodnie bujna wyobraźnia Leonory ułatwiła jej przedarcie się ku kręgowi surrealistów, w towarzystwie których mogła w pełni się rozwinąć. Nie tylko malowała i pisała opowiadania*, ale i zaczęła uprawiać sztukę teatralizacji życia codziennego. Do legendy przeszły jej słynne omlety z obciętych włosów gości, którymi Carringotn następnie tychże gości podejmowała na śniadanie, albo „gubienie” ubrań w czasie balu. Nie bez znaczenia na jej dorobek artystyczny pozostał również obłęd oraz epizod w zamknięcia w zakładzie psychiatrycznym.</p>
<p style="text-align: justify;">„Trąbka do słuchania” jest wykapanym dzieckiem lat sześćdziesiątych. Leonora napisała ją już po przeprowadzce do Meksyku, gdy rozkwitła w pełni jej przyjaźń z malarką Remedios Varo, która była nie tylko jej bratnią duszą podzielającą potrzebę płatania figli oraz zainteresowanie Jungiem i alchemią, ale i pierwowzorem jednej z kluczowych postaci powieści – Carmeli Velasquez. Bohaterką i narratorką „Trąbki do słuchania” jest sędziwa i w dodatku brodata Angielka imieniem Marion – miła i dowcipna starowinka mieszkająca wraz z do bólu konwencjonalną i niesympatyczną rodziną, która traktuje ją jak zbędny balast. Marion słabo (a właściwie w ogóle) nie słyszy, nie rozumiem i nie lubi Meksyku, wolałaby się przenieść do Laponii, a prócz niezrównanej Carmeli jej jedynymi przyjaciółmi są dwa koty (z których sierści ma nadzieję w przyszłości zrobić sobie sweter). Pomimo wysoce niesprzyjających okoliczności, rodzina postanawia pozbyć się staruszki umieszczając ją w najtańszym przytułku w okolicy, Marion nie tylko nie traci dobrego humoru, ale i pogodnego dystansu wobec świata. Na przekór wszystkiemu jedynym jej zmartwieniem jest niemożność napicia się herbaty**. Przytułek okazuje się zresztą placówką nad wyraz ekscentryczną. Niemalże dyktatorskie rządy sprawuje w nim doktor Gambit (wraz z, pracującą w charakterze kucharki, żoną), a pensjonariuszki zamieszkują indywidualne chatki w kształcie muchomora, buta, latarni morskiej, szwajcarskiego szaletu (który po bliższych oględzinach okazał się zegarem z kukułką) oraz urodzinowego tortu (obecnie dość mocno sfatygowanego). Leciwe członkinie wspólnoty niemalże pseudoreligijnej wykazują zresztą zaskakującą żywotność, buntując się przeciwko absurdalnej instytucji. Wszczynając strajk głodowy, który przyniesie im wolność absolutną i przy okazji kilka innych rzeczy…</p>
<p style="text-align: justify;">U Leonory Carrington z powodzeniem przenikają się świat wierzeń mitologicznych i mistycznych fascynacji artystki, baśń z wątkami niemalże żywcem wyjętymi z <a href="http://lekturki.com/tag/powiesc-gotycka/" target="_blank">powieści gotyckiej</a> (motyw frywolnej przeoryszy) oraz „Alicji w Krainie Czarów” (niezwykła inicjacja Marion, ale i te wielokształtne domki pensjonariuszek są moim zdaniem kwintesencją Lewisa Carrolla). Do tego pisarka wzbogaciła swą powieść o szereg znaczeń symbolicznych, które sprawiają, że „Trąbkę do słuchania” można czytać i jako pełną humoru i staroświeckiego uroku feministyczną powieść grozy, i apoteozę wolności i kobiecości bez względu na wiek, i powieść z ducha realizmu magicznego, i pełną odniesień do ezoteryki opowieść o wyzwoleniu świata, a także traktat o wyższości matriarchatu nad zhierarchizowanym i nudnym porządkiem męskiego świata.</p>
<p style="text-align: justify;">Książka niebywale wdzięczna i ciepła, nieco przywodząca na myśl <a href="http://lekturki.com/2008/06/madre-dzieci-angela-carter/" target="_blank">„Mądre dzieci” Angeli Carter</a>. Napisana soczystym dowcipnym językiem (znakomity przekład Maryny Ochab), pełna purnonsensowego humoru, mistycznych fascynacji, ale i gier z klasyką literatury. Słowem mała literacka uczta. „Trąbki do słuchania” się nie czyta. „Trąbkę do słuchania” się pożera.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p style="text-align: justify;">[„Trąbka do słuchania” Leonora Carrington, Państwowy Instytut Wydawniczy”, Warszawa 1998]</p>
<p style="text-align: justify;">*Czy któreś z nich zostało przetłumaczone na język polski?</p>
<p style="text-align: justify;">** <em>Jeśli zaraz nie pójdziemy możemy w ogóle nie dostać herbaty, a to byłoby przykre. Możliwe, że dają tylko herbatę i podwieczorek, a nie kolację, w takim przypadku będę głodna aż do śniadania</em> (s.50)</p>
<p style="text-align: justify;">Jako bonus mój ulubiony obraz Leonory &#8211; <a href="http://docentes.uacj.mx/fgomez/museoglobal/images_2004/L_1/Leonora%20Carrington/Leonora%20Carrington%20Laberinto%201991%20Oleo%20sobre%20tela.jpg" rel="lightbox[1059]" target="_blank">Labirynt 1991</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/10/trabka-do-sluchania-leonora-carrington/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Zaplecze” Marta Syrwid</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/09/zaplecze-marta-syrwid/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/09/zaplecze-marta-syrwid/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Sep 2009 21:06:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Feministyczne]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[anoreksja]]></category>
		<category><![CDATA[Marta Syrwid]]></category>
		<category><![CDATA[z miotłą]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=977</guid>
		<description><![CDATA[Misternie skomponowana, dotykająca do żywego powieść. Zaskakująco dojrzała, ale i zaskakująco dobra. Kolejne cudowne dziecko literatury czy może raczej następczyni Doroty Masłowskiej, jak swego czasu Martę Syrwid nazwali dziennikarze, na warsztat swej pierwszej powieści wzięła jakże nośny medialnie temat zaburzeń &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/09/zaplecze-marta-syrwid/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-978" title="Zaplecze - Marta Syrwid" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/09/zaplecze.jpg" alt="Zaplecze - Marta Syrwid" width="176" height="280" />Misternie skomponowana, dotykająca do żywego powieść. Zaskakująco dojrzała, ale i zaskakująco dobra.</p>
<p>Kolejne cudowne dziecko literatury czy może raczej następczyni Doroty Masłowskiej, jak swego czasu Martę Syrwid nazwali dziennikarze, na warsztat swej pierwszej powieści wzięła jakże nośny medialnie temat zaburzeń żywienia, ale nazwać <strong>„Zaplecze”</strong> książką o anoreksji byłoby zbyt dużym uproszczeniem. Anoreksja jest tu bowiem dla pisarki pretekstem do nakreślena przejmującego portretu dziewczyny zupełnie pogubionej, dla której chudość jest sposobem na życie, a wyrzeczenie się jedzenia – kluczem do samoakceptacji. Kluczem do poczucia wyższości nad grubszymi, którym Klara zazdrości i pogardza.</p>
<p>Aż chce się rzec: biedna Klaro, dałaś zapędzić się w kozi róg. Syrwid sięga do genezy problemu dziewczyny, głęboko w czasy jej dzieciństwa. Tłem opowieści o dojrzewaniu do niejedzenia jest nakreślony z nerwem i wrażliwością portret rodziny z blokowiska: z prababcią, z którą nie do końca wiadomo co zrobić, ojcem z janusowym obliczem, który pod maską sympatycznego i uczynnego skrywa rodzinnego tyrana z wiecznymi pretensjami i z matką przejawiającą skłonność do histerii. Uzupełnieniem tej rodziny, niemalże piątym kołem u wozu (co dziewczynie nie omieszkała wypomnieć matka) jest nasza narratorka  – samotna, zagubiona, zastraszona, rozdarta między terroryzującym ją ojcem i matką zbyt słabą, aby ją obronić. W tym kontekście wstręt do jedzenia i późniejsza anoreksja jest symbolicznym wyrazem buntu przeciwko pasmu upokorzeń jakich doświadczyła. Dramatyczną walką o ocalenie siebie, próbą wypracowania poczucia bezpieczeństwa, ale i równocześnie wymierzonym z chirurgiczną precyzją aktem autoagresji. Klarę brzydzi brud,  a brud to jedzenie, wydęty po nim brzuch, wydzieliny ciała. Chudość jest dla niej tożsama z czystością ciała i duszy, głodzenie się to rodzaj katharsis, a umykające centymetry z obwodu ud – słodkie spełnienie, bo  Klara chce być jak manekin – idealnie szczupła, idealnie czysta.</p>
<p>Na pierwszy rzut oku chaotycznie poprowadzona narracja „Zaplecza” przy uważnej lekturze okazuje się konstrukcją nad wyraz przemyślaną i spójną. To kolejny plus akonto Marty Syrwid, która pomimo młodego wieku jest pisarką świadomą swego tworzywa, wykorzystującą wszystkie możliwości, jakie daje słowo. Nie mniej interesujący jest język „Zaplecza”: poetycki, ale i dosadny, pełen trafnych metafor. Syrwid w <a href="http://www.dziennik.pl/kultura/ksiazki/article436899/Marta_Syrwid_Rekonstruuje_emocje.html">wywiadzie</a> udzielonym Patrycji Pustkowiak z Dziennika przyznała, że jednym z postawionych sobie celów było <em>stworzenie adekwatnego, nienaukowego języka dla opisu tej choroby. </em>I chyba jej się powiodło. „Zaplecze” jest bowiem powieścią  hipnotyczną, drażniącą zmysły, szalenie wciągającą i poruszającą. Nie są to utyskiwania pustej małolaty, powieść dotyka znacznie głębszych problemów, a Marta Syrwid nie boi się zadawać kontrowersyjnych pytań.</p>
<p>Wstrząsająca, odważna, ale i na swój sposób wysublimowana powieść. Po trzykroć warto, a nawet trzeba.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>[„Zaplecze” Marta Syrwid, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/09/zaplecze-marta-syrwid/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>15</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Kołysanki dla małych kryminalistów” Heather O’Neill</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/04/kolysanki-dla-malych-kryminalistow-heather-oneill/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/04/kolysanki-dla-malych-kryminalistow-heather-oneill/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 16 Apr 2009 21:55:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Feministyczne]]></category>
		<category><![CDATA[Kanada]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[dzieciństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Heather O'Neill]]></category>
		<category><![CDATA[prostytucja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=705</guid>
		<description><![CDATA[Marshall McLuhan (tak, właśnie ten pan od teorii globalnej wioski), w którymś z esejów rzucił takim oto bon motem jakoby imię człowieka było ogłuszającym ciosem, po którym ten już nigdy się nie podnosi. Ja raczej powiedziałabym, że imię jest piętnem, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/04/kolysanki-dla-malych-kryminalistow-heather-oneill/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/04/kolysanki.jpg" rel="lightbox[705]"><img class="alignleft size-full wp-image-1132" title="kolysanki" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/04/kolysanki.jpg" alt="" width="196" height="280" /></a>Marshall McLuhan (tak, właśnie ten pan od teorii globalnej wioski), w którymś z esejów rzucił takim oto bon motem jakoby imię człowieka było ogłuszającym ciosem, po którym ten już nigdy się nie podnosi. Ja raczej powiedziałabym, że imię jest piętnem, z którym żyć trzeba. Odruch współczucia wzbudzają we mnie wszyscy nosiciele efekciarskich imion, którymi uszczęśliwili ich, obdarzeni ułańską fantazją, rodzice i nie inaczej było z Baby. Bo czy można wyobrazić sobie bardziej pretensjonalne imię niż Baby? Z takim piętnem zawsze będzie pod górkę, zawsze przechlapane tym bardziej, jeśli jest się domagająca się atencji i czułości dwunastoletnią córką nieobliczalnego heroinisty, którego wiek lepiej predysponuje do roli starszego brata niż etatowego ojca i dorasta się pośród montrealskich burdeli i melin.</p>
<p>Miejscami wstrząsające, chwilami ciepłe i zaskakująco zabawne <a href="http://www.pierwsze.pl/ksiazki/kolysanki-dla-malych-kryminalistow.html" target="_blank"><strong>„Kołysanki dla małych kryminalistów”</strong></a> Heather O&#8217;Neill to przerażająco brutalne świadectwo dorosłości za wszelką cenę. Dorosłości amoralnej i brudnej wypada dodać. Baby, dziewuszka nad wiek bystra, piekielnie inteligentna acz odrobinę naiwna wielbicielka literatury, nieco przypominająca Skaut z „Zabić drozda” Harper Lee, choć ciałem wciąż jest dzieckiem, prze ku dorosłości w zawrotnym tempie. Ponad wszystko pragnie zainteresowania i akceptacji, a skoro na próżno oczekiwać jej od niewydarzonego tatusia – menela, który nawet jeśli nie jest na odwyku ma tuzin innych, ważniejszych, spraw na głowie, ani tym bardziej od kolejnych zastępczych rodzin czy państwowych instytucji. Baby coraz bardziej skłania się ku dorosłości w wersji zdegenerowanie i wykolejonej, ku dorosłym zabawkom, które zabiją głód miłości, a od przygód z narkotykami niedaleka wiedzie droga w czułe ramiona niejakiego Alphonse&#8217;a, sutenera, który, owszem, daje jej ciepło i troskę, ale nie bezinteresowną, wszak taka pączkująca kobiecość zamknięta w ciele niewinnej dwunastolatki stanowi łakomy kąsek dla licznych amatorów miłości za pieniądze…  Nieszczęście Baby zatem to nie tylko kuriozalne imię i nieodpowiedzialny tatuś, ale również płeć, perwersyjne połączenie dziecięcej czystości z posmakiem przyszłej kobiecości.</p>
<p>„Kołysanki dla małych kryminalistów” Heather O&#8217;Neill porównano do „My, dzieci z dworca ZOO” i faktycznie wydaje się, że obie książki sporo łączy. Obie traktują o narkotyzującej się młodzieży, którą nie bardzo interesuje się otoczenie, obie poruszają kwestie kupczenia swym ciałem w wiadomym celu, a jednak w warstwie stylistycznej relacja O’Neill i Christiane F. są skrajnie odmienne. Ta pierwsza popełniła książkę piekielnie inteligentną i dowcipną, ta druga – cóż, to raczej wstrząsające świadectwo niż literatura przez duże L.</p>
<p>&#8222;Kołysanki&#8230;&#8221; dają popalić. Świetna literatura, frapująca i nietuzinkowa!</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/04/kolysanki-dla-malych-kryminalistow-heather-oneill/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Dziewczyna z zapałkami” Anna Janko</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/03/dziewczyna-z-zapalkami-anna-janko/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/03/dziewczyna-z-zapalkami-anna-janko/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 04 Mar 2009 21:43:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[(auto)biografie i wspomnienia]]></category>
		<category><![CDATA[Feministyczne]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Anna Janko]]></category>
		<category><![CDATA[małżeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[PRL]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=660</guid>
		<description><![CDATA[Nie lubię pisać o tym jak bardzo literatura poruszyła mą duszą. W ogóle nie zwykłam odwoływać się do metafizycznych komunałów, są zbyt niejednoznaczne i pachną grafomanią i banałem, a jednak sama siebie zaskoczyć muszę, bo lektura „Dziewczyny z zapałkami” coś &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/03/dziewczyna-z-zapalkami-anna-janko/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/03/dziewczyna.jpg" rel="lightbox[660]"><img class="alignleft size-full wp-image-1239" title="dziewczyna z zapłkami" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/03/dziewczyna.jpg" alt="" width="186" height="287" /></a>Nie lubię pisać o tym jak bardzo literatura poruszyła mą duszą. W ogóle nie zwykłam odwoływać się do metafizycznych komunałów, są zbyt niejednoznaczne i pachną grafomanią i banałem, a jednak sama siebie zaskoczyć muszę, bo lektura <a href="http://www.nowy-swiat.pl/ns/?p=144" target="_blank"><strong>„Dziewczyny z zapałkami”</strong></a> coś we mnie poruszyła.</p>
<p>Co? Tego dokładnie powiedzieć nie umiem, bo (powtórzę się) metafizyczne rozważania mnie nie pociągają z drugiej jednak strony <em>ex nihilo nihil</em>, zapewne powieść <a href="http://www.annajanko.pl/" target="_blank">Anny Janko</a> nie wstrząsnęłaby mną tak głęboko, gdyby&#8230; właściwie co? Gdybym sama nie szykowała się do zamążpójścia, a pisarka w tak dojmująco piękny sposób nieodmalowana małżeńskiego piekiełka? Życia przegranego z powodu jednej nierozważnej decyzji? Zresztą, nie wspomniałam o tym, a rzecz jest niezwykle istotna, Anna Janko to nie pisarka, a poetka, której przytrafił się późny debiut prozatorski i trudno nie oprzeć się wrażeniu, że pisanie (jakże poetyckimi!) pełnymi zdaniami ma w jej przypadku pełnić funkcję terapeutyczną, jest literackim rozrachunkiem drobiazgowo analizującym brzemienny w skutkach matrymonialny błąd. Czy poetka portretuje swoje własne małżeństwo? Tego tak do końca pewna być nie mogę, ale pewne jest, że jej „Dziewczyna z zapałkami” ma wiele wspólnego z nią samą.</p>
<p style="padding-left: 30px;"><em>Wyszłam za mąż jak na wolność, a już o czwartej nad ranem gonił mnie stukot moich własnych obcasów na pustej ciemnej ulicy.</em></p>
<p>Rzecz o Małżeństwie, które miało być ucieczką od zaborczej matki, a stało się piekłem samym w sobie. Piekłem samotności i niezrozumienia, piekłem dychotomii między chęciami a siłą sprawczą, piekłem, jakie mogą sobie zgotować tylko świekra i synowa, piekłem, które wymaga wyrzekania siebie kawałek po kawałku. W imię dobra rodziny, która de facto od samego początku jest w gruzach. Z deszczu pod rynnę rzec by można. Hania z „Dziewczyny z zapałkami” z młodziutkiej poetki przemienia się w zgorzkniałą kurę domową, bez wsparcia męża &#8211; karierowicza wychowującą potomstwo i robiącą dobrą minę do złej gry „kochających” teściów. Powieść Janko to studium kobiecości stłumionej, wręcz stłamszonej, pozostawionej samej sobie przez nieczułego męża, ale również opowieść o niespełnionej poetce.</p>
<p>Virgina Woolf w swym najsłynniejszym eseju postawiła tezę, że kobieta powinna posiadać własny pokój i finansową niezależność, aby móc z powodzeniem oddawać się pisarstwu. Ja do warunków koniecznych dodałabym jeszcze święty spokój, którego narratorce powieści Janko zawsze brakowało, dlatego musiała zrezygnować z poezji na pełen etat, ale paradoksalnie to pisanie zdołało utorować jej drogą ku nowemu (lepszemu) życiu.</p>
<p>Poruszająca powieść o małżeńskiej tragedii. Porównanie z „Placem zbawiciela” Krzysztofa Krauzego i Joanny Kos-Krauze nasunęło mi się już po kilkunastu stronach. Oba dzieła są do siebie pod wieloma względami bardzo podobne. Janko bardzo udatnie miesza realistyczny opis z poetyckim brzmieniem. „Dziewczyna z zapałkami” wciąż nie daje mi spokoju.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5.5 out of 6 stars</p>
<p>Cytaciki ku pamięci: <em><br />
</em></p>
<p><em>Wracając z Zieleniewa (&#8230;) kupiłam cztery piwa i marlboro. Wszystko dla mnie. Wróciłam do palenia. Kontynuję picie, czytam &#8222;Nieznany Świat&#8221;. I czuję szatańską rozkosz postępującego samozniszczenia. Katastrofy, potrzebuję katastrofy! </em>[s. 247]</p>
<p><em>&#8222;Na świecie ma się do wyboru tylko samotność albo pospolitość&#8221; (Schopenhauer). Chcąc uniknąć samotności, wpadłam w pospolitość. Jakże odległa wydaje mi się teraz tamta porzucona młodzieńcza samotność w domu rodziców; rozmyślałam o niej nad kartką papieru, celebrowałam swą osobność, inność, chodziłam na samotne spacery, owijając się smutkiem jak szaliczkiem. </em>[s. 144-145]</p>
<p><em>I jakże ja napiszę książkę, nie będąc żadną pisarką? Wiersze to co innego. Pisałam je wiele lat, składałam jak ofiarę na właściwym ołtarzu. Ale zalała mnie wielka fala prozy życia, wielkie zbanalnienie, i zmyło mojego lirycznego bałwana. Teraz potrzebna mi twarda forma, pojemna nawet toporna, by wypełnić ją smolistymi wnętrznościami: opowieścią o życiu gwałtownym i nudnym, leniwym i zaharowanym, pustym i pełnym hałasu awantur. </em>[ s. 134]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/03/dziewczyna-z-zapalkami-anna-janko/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>23</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Piaskowa góra” Joanna Bator</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/02/piaskowa-gora-joanna-bator/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/02/piaskowa-gora-joanna-bator/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Feb 2009 22:38:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Feministyczne]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[archipelagi]]></category>
		<category><![CDATA[Joanna Bator]]></category>
		<category><![CDATA[PRL]]></category>
		<category><![CDATA[śląsk]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=651</guid>
		<description><![CDATA[Wielbiciele Japonii i „Japońskiego wachlarza” od teraz możecie się oficjalnie poczuć rozczarowania. „Piaskowa góra” nie ma absolutnie nic wspólnego z Krajem Kwitnącej Wiśni, co jednak w żaden sposób nie deprecjonuje tej nietuzinkowej, na wskroś polskiej powieści Joanny Bator, feminizującej kulturoznawczyni &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/02/piaskowa-gora-joanna-bator/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-1082" title="piaskowa góra" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/02/piaskowa-góra.jpg" alt="piaskowa góra" width="180" height="283" /></p>
<p>Wielbiciele Japonii i „Japońskiego wachlarza” od teraz możecie się oficjalnie poczuć rozczarowania. „Piaskowa góra” nie ma absolutnie nic wspólnego z Krajem Kwitnącej Wiśni, co jednak w żaden sposób nie deprecjonuje tej nietuzinkowej, na wskroś polskiej powieści Joanny Bator, feminizującej kulturoznawczyni oraz antropolożki.</p>
<p><em>W tym szaleństwie jest metoda </em>– powiedział Hamlet. <em>W tym bełkocie jest sens</em> – powiedziałam już ja, wasza nieustraszona recenzentka, która z niemałą satysfakcją a i przyjemnością przedarła się przez językowy gąszcz, który zgotowała Joanna Bator. Trud się opłacił, było warto, co odnotowuję z nie małą satysfakcją, choć czuję się zobligowana do  zaznaczenia, że nie jest to literatura ani lekka ani przyjemna, ani tym bardziej taka, którą pochłania się błyskawicznie. Lektura <a href="http://www.wab.com.pl/index.php?id=7&amp;bid=773" target="_blank"><strong>„Piaskowej góry”</strong></a> w swej istocie jest zaprzeczeniem łapczywego pożerania kolejnych zdań. Sam akt czytania przypominał mi raczej mozolne acz chciwe przebijanie się przez rozdziały. Joanna Bator ma własny styl! Pisze w sposób szalenie oryginalny, stylizując swą prozę na chaotyczny potok słów, upstrzony kolokwializmami i zwrotami przynależnymi do języka potocznego. To kolejna powieść mówiona tyle, że tu w wersji totalnej, bo rozpisanej na kilkanaście wewnętrznych głosów.</p>
<p>A gdy już zaakceptuje się pisarską manierę autorki (nawiasem mówiąc jakże odmienną od tej, którą zaprezentowała w „Japońskim wachlarzu”) spokojnie można zabrać się za odgryzanie, kawałek po kawałku, historii Piaskowej góry – wałbrzyskiego osiedla górniczego &#8211; opowiedzianej poprzez pryzmat jednej, prostej i nieszczególnie szczęśliwej, rodziny. Dość naiwnej, żeby nie powiedzieć zabobonnej i przeciętnie inteligentnej ludzkiej menażerii, która więcej ma zgryzot niż radości. Bardzo istotny w powieści Bator jest kontekst historyczny. To literatura z gatunku tych ściśle uwikłanych w konkretne czasy, choć pisarka bardzo niechętnie odwołuje się do historycznych wydarzeń czy dat. Prostą (czy wręcz prostacką) górniczą rodzinę bardziej bowiem interesowały dobra z Enerefu (a już najlepiej zięć stamtąd) i niewolnica Izaura niż jakieś strajki i polityczne przewroty. Fabuła „Piaskowej góry” obejmuje lekko licząc trzy dekady, w tym dwadzieścia lat siermiężnego PRL-u, sportretowanego w powieści aż nazbyt przekonywujący. Wszystko jest tu ordynarne, szare i nędzne: ludzkie charaktery, którym Bator nie szczędzi czułości i sarkastycznych szpil, ich pospolite otoczenie, nawet poniemiecko-górniczy krajobraz. Pisarka jest w tym względzie nonkonformistyczną naturalistką. Nie sentymentalizuje minionego ustroju, ale równie obcy jest jej mentorski ton. „Piaskowa góra” to solidna rodzinna saga z czasów PRL-u, ale również portret PRL-u widzianego oczami nieskomplikowanych, do bólu przeciętnych obywateli. Antybohaterów, którzy nie pchali się na wokandę.</p>
<p>Gorąco polecam (i już cieszę się na zapowiadany ciąg dalszy)</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/02/piaskowa-gora-joanna-bator/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

