<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; Polska</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/category/europa/polska/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Mon, 06 Feb 2012 11:11:56 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Niewyparzony pysk Pana Rudnickiego</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/02/smierc-czeskiego-psa-janusz-rudnicki/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/02/smierc-czeskiego-psa-janusz-rudnicki/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 Feb 2011 14:30:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Alma Mahler]]></category>
		<category><![CDATA[archipelagi]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Hans Christian Andersen]]></category>
		<category><![CDATA[James Joyce]]></category>
		<category><![CDATA[Janusz Rudnicki]]></category>
		<category><![CDATA[oniryczna]]></category>
		<category><![CDATA[pogranicze]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1495</guid>
		<description><![CDATA[Janusz Rudnicki. Finalista Nagrody Literackiej Nike 2010. Zdaje się, że nie był to jego debiut na krótkiej liście. Nie mogę sobie teraz przypomnieć, co skłoniło mnie, aby sięgnąć po jego prozę. Na pewno nie fakt, że był w finale, bo &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/02/smierc-czeskiego-psa-janusz-rudnicki/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/02/smierc_czeskiego_psa.jpg" rel="lightbox[1495]"><img class="alignnone size-full wp-image-1496" title="smierc_czeskiego_psa" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/02/smierc_czeskiego_psa.jpg" alt="" width="202" height="315" /></a></p>
<p><strong>Janusz Rudnicki</strong>. Finalista Nagrody Literackiej Nike 2010. Zdaje się, że nie był to jego debiut na krótkiej liście. Nie mogę sobie teraz przypomnieć, co skłoniło mnie, aby sięgnąć po jego prozę. Na pewno nie fakt, że był w finale, bo nominacje i nagrody nie są kryterium wedle, którego dobieram sobie lektury. Dość powiedzieć, że gdy bibliotekarka wręczyła mi rewers do podpisu, z pełną konsternacją odkryłam, że widnieje na nim <strong>„Śmierć czeskiego psa”</strong>, a nie „Męka kartoflana”, którą wedle swego mniemania zamawiałam, ale to już mało istotne.</p>
<p>Istotne natomiast jest to, że odkryłam dla siebie kolejnego wybitnego prozaika. Polskiego – a to cenne i miłe zarazem. Autora o niewyparzonej gębie czy może raczej piórze, operującego soczystą frazą. Bezwzględnego i prowokującego. Wyspecjalizowanego w krótkich formach, które od pewnego czasu pochłaniam z ogromnym upodobaniem i wciąż mi tych opowiadań mało. Na moje szczęście Rudnicki zdążył spłodzić ich już całkiem sporo. Życzę sobie, aby były równie mięsiste, przewrotne i zabawne, jak te ze zbioru „Śmierci czeskiego psa”.</p>
<p>Na tom składają się teksty pierwsze i drugie. Ta cezura znacząca. Teksty pierwsze to w znakomitej większości gorzka groteska. Fantasmagoria z pogranicza Polski, Niemiec i Czech. Zapiski wydarzeń absurdalnych, przerażających czy zabawnych. W swej wymyślnej niedorzeczności sytuujących się gdzieś na pograniczu snu i jawy. Jak proza Franza Kafki, choć Kafka i Rudnicki to dwa zgoła odmienne literackie temperamenty. Łącznikiem, punktem wspólnych tekstów pierwszych jest postać, zapewne o autobiograficznej proweniencji, emigranta, tułacza, gastarbeiter. Taki, co niespecjalnie mu się w życiu wiedzie, a teraz w dodatku uwikłany w niedorzeczne perypetie rodem ze snu. Tak jak w tytułowym opowiadaniu, w którym czeski pies po śmierci zostaje w kartonie po telewizorze uprowadzony przez niemieckich Cyganów. Często punktem wyjścia są autentyczne wydarzenia, które Rudnicki nicuje po swojemu, filtruje przez siebie. Tak jest choćby w przypadku miniaturki <em>Na barykadzie</em>, do której inspiracji dostarczyła pisarzowi prasowa notka o Polakach masowo sprzedających (!) krew i osocze w Görlitz.</p>
<p>Wreszcie teksty drugie. Perełki! Tu już nie wydarzenia, a bardzo konkretne postaci: Hans Christian Andersen, Alma Mahler, James Joyce, Hans-Peter (dla odmiany nie literat, a bezrobotny z byłego RFN) czy Janusz Rudnicki we własnej, neurotycznej do granic możliwości, osobie. W genialnym (!) opowiadaniu <em>Jeżdżę </em>dzieli się refleksjami na temat podróży pociągiem i uczestnictwa w festiwalach i doprawdy nie wiadomo ile tu autentycznego Rudnickiego, a ile konfabulacji. To opowiastki o bardzo konkretnych postaciach, których punktem wyjścia często jest film czy fragment książki na ich temat. Świeżo zdobytą biograficzną wiedzę autor znów nicuje na własną modłę, podaje z odmiennej perspektywy i słowami, które wypływają z tej jego niewyparzonej, neurotycznej, pisarskiej gęby. I tak Andersen a’la Rudnicki jest przede wszystkim cierpiącym na rozliczne bóle ciała i duszy homoseksualistą z obsesją masturbacji. Alma – wyrachowaną arywistką, która kreuje swój wizerunek poprzez dobieranych z odpowiedniego klucza mężów.  A Joyce? Joyce to permanentnie wygłodniały epistolarny żebrak.</p>
<p>Proszę więcej.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>„Śmierć czeskiego psa” Janusz Rudnicki, W.A.B., Warszawa 2009, s. 208.<br />
<a href="http://lekturki.com/tag/archipelagi/" target="_blank"><strong>seria archipelagi</strong></a></p>
<p>[z Biblioteki Jagiellońskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/02/smierc-czeskiego-psa-janusz-rudnicki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>#wstydliwewyznanie</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/11/noc-z-czwartku-na-niedziele-gaja-grzegorzewska/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/11/noc-z-czwartku-na-niedziele-gaja-grzegorzewska/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 17 Nov 2010 21:53:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Eskapistyczne]]></category>
		<category><![CDATA[Kryminalni]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[gaja grzegorzewska]]></category>
		<category><![CDATA[Julia Dobrowolska]]></category>
		<category><![CDATA[Kraków]]></category>
		<category><![CDATA[polska kolekcja kryminalna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1464</guid>
		<description><![CDATA[Wyznanie z gatunku wstydliwych: lubię czytać książki Gai Grzegorzewskiej. Mało, że lubię. Z podnieceniem wyczekuję kolejnej. Nie żeby w fakcie czytania książek Gai Grzegorzewskiej było coś wstydliwego, bo nie (choć, jeśliby spojrzeć na jej twórczość pod kątek przełamywania konwenansów i &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/11/noc-z-czwartku-na-niedziele-gaja-grzegorzewska/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/11/Noc-z-czwartku-na-niedziele_Gaja-Grzegorzewska.jpg" rel="lightbox[1464]"><img class="alignnone size-full wp-image-1465" title="Noc-z-czwartku-na-niedziele_Gaja-Grzegorzewska" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/11/Noc-z-czwartku-na-niedziele_Gaja-Grzegorzewska.jpg" alt="" width="197" height="280" /></a></p>
<p>Wyznanie z gatunku wstydliwych: lubię czytać książki Gai Grzegorzewskiej. Mało, że lubię. Z podnieceniem wyczekuję kolejnej. Nie żeby w fakcie czytania książek <a href="http://lekturki.com/tag/gaja-grzegorzewska/" target="_blank"><strong>Gai Grzegorzewskiej</strong></a> było coś wstydliwego, bo nie (choć, jeśliby spojrzeć na jej twórczość pod kątek przełamywania konwenansów i obyczajowego tabu, to faktycznie co bardziej pruderyjne jednostki znajdą tu liczne powody do rumienienia się, a nawet sarkania nad rozwiązłością Julii Dobrowolskiej i jej przyjaciół tudzież krewnych). To raczej kwestia zachwycającej dezynwoltury i luzu z jakim Grzegorzewska tratuje wszystko i wszystkich z kryminałopisarstwem włącznie, snując swe krwawo-erotyczne fantazje. Gdy inni są siermiężni i do bólu <em>sieriozni</em> ona czerpie z Agathy Christie jednocześnie puszczając oko do konwencji i bawiąc się w najlepsze. Jej powieści (choć ostatnia <a href="http://lekturki.com/2010/06/topielica-gaja-grzegorzewska/" target="_blank">„Topielica”</a> najmniej) sprawiają wrażenie pisanych z premedytacją dla uciechy własnej, a nie z potrzeby powiedzenia czegoś doniosłego czy istotnego. Są najeżone bzdurkami wszelakiej maści (czarna msza połączona z orgią, klątwa z przeszłości), programowo oderwane od rzeczywistości, co  w szczególny sposób uwypuklone jest właśnie w <strong>„Nocy z czwartku na niedzielę”</strong> rozgrywającej się niemal w całości krakowskim klubie. Klubie &#8211; labiryncie, który nie istniej i racji bytu nie ma. W chwili boomu na kryminały, gdy niemal każdy autor rości sobie pretensje do komentowania a nawet analizowania zastanej rzeczywistości, pisane bez zadęcia powieści Grzegorzewskiej okazują się świeżą i bezpretensjonalną lekturą.</p>
<p>Z „Nocą z czwartku na niedzielę” jest nie inaczej, choć książka trochę mnie rozczarowała. Raz, że kiepsko trzyma się tu wszystko kupy, dwa, że Grzegorzewska trochę pojechała ze swoimi fantazjami. Organicznie nie cierpię w literaturze wszystkich sekt i tajnych organizacji, w których rozpustni mieszczanie po ciemku oddają się perwersji, ale mniejsza o to. Trzy, objawił mi się w całej swej doniosłości wzór wedle, którego pisarka konstruuje fabułę. Bynajmniej nie odebrało mi to frajdy z śledzenia rozwoju wypadków, a i rozwiązywanie zagadki pozostało do samego końca poza zasięgiem mych szarych komórek. Co innego kolejne fazy procesu dochodzenia doń. Stały się przewidywalne, bo praktycznie niezmienne i sprowadzające się do ograniczonego główkowania i dreptania w kółko, które okazuje się zupełnie bezowocne dopóki na horyzoncie nie pojawi się jakiś wszechwiedzący jegomość (tu architekt), na tyle stary, aby wiedzieć coś o czym inni nie wiedzą ewentualnie nie chcą wiedzieć, a jest to kluczowe dla całej sprawy. W tak zwanym między czasie musi znaleźć się ktoś dybiący na życie Julci (tu seryjny morderca). Finał – spektakularny, a na okrasę seksualne harce w trójkącie Julia-Aaron-Wiktor (w lochach pod klubem chociażby). Całość podana w stylistyce przywodzącej na myśl poetykę kina akcji klasy B z soft porno i Pudelkiem. Zaskakujące, że z tak okropnie naciąganego pomysłu i ryzykownej stylistyki wyszła zupełnie zgrabna powieść, nie głupia, wciągająca i zabawna. Czekam na kolejną, która <a href="http://www.miastokobiet.pl/?id=267" target="_blank">wedle słów</a> samej  Grzegorzewskiej już się pisze.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>„Noc z czwartku na niedzielę” Gaja Grzegorzewska, Wydawnictwo EMG, Kraków 2007<br />
<a href="http://lekturki.com/tag/polska-kolekcja-kryminalna/" target="_blank"><strong>Tom VI Polskiej Kolekcji Kryminalnej</strong></a></p>
<p>[z Biblioteki Jagiellońskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/11/noc-z-czwartku-na-niedziele-gaja-grzegorzewska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na Mickiewicza w Krakowie mordują</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/10/instytut-jakub-zulczyk/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/10/instytut-jakub-zulczyk/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 24 Oct 2010 15:54:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Sensacyjne]]></category>
		<category><![CDATA[Cracoviana]]></category>
		<category><![CDATA[dom]]></category>
		<category><![CDATA[horror]]></category>
		<category><![CDATA[Jakub Żulczyk]]></category>
		<category><![CDATA[klaustrofobia]]></category>
		<category><![CDATA[Kraków]]></category>
		<category><![CDATA[makabra]]></category>
		<category><![CDATA[z dreszczykiem]]></category>
		<category><![CDATA[zamknięcie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1457</guid>
		<description><![CDATA[Dobry horror to dobre „momenty”. Ale czyje nerwy zniosłyby takie natężenie emocji, gdyby horror składał się z samych „momentów”? Osobną kwestią byłaby literacka wartość takiego dzieła, stworzonego li tylko po to, aby podnosić poziom adrenaliny. Toteż „momenty” trzeba połączyć jakąś &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/10/instytut-jakub-zulczyk/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/Instytut_Jakub-Zulczyk.jpg" rel="lightbox[1457]"><img class="alignnone size-full wp-image-1458" title="Instytut_Jakub-Zulczyk" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/Instytut_Jakub-Zulczyk.jpg" alt="" width="191" height="280" /></a></p>
<p>Dobry horror to dobre „momenty”. Ale czyje nerwy zniosłyby takie natężenie emocji, gdyby horror składał się z samych „momentów”? Osobną kwestią byłaby literacka wartość takiego dzieła, stworzonego li tylko po to, aby podnosić poziom adrenaliny. Toteż „momenty” trzeba połączyć jakąś fabułą, która zrobi pod nie podkład, a gdy trzeba ostudzi temperaturę. Wbrew pozorom dobre spoiwo jest równie istotne jak sceny programowo mrożące krew w żyłach.</p>
<p><strong>Jakub Żulczyk (podobno) został pasowany na polskiego Stephena Kinga. Podobno, bo między nami mówiąc w tym określeniu więcej jest dobrych chęci marketingowców niż rzeczywistych przesłanek.</strong> Zresztą mam wrażenie, że taka stygmatyzacja nie do końca jest tym czego życzy sobie sam zainteresowany, który owszem wyrasta i czerpie z kultury popularnej i to nawet nie pełnymi garściami, a wiadrami, ale niekoniecznie po to, aby zostać zamkniętym w szufladce autorów pop-literatury pisanej ku uciesze mniej wybrednych i wymagających. Nie było mi dotąd dane zapoznać się z poprzednimi powieściami Żulczyka, ale od czasu do czasu zaglądam na jego blog, na którym konsekwentnie kreuje się na, owszem – znawcę popkultury, ale i pisarza celującego do czytelników o potrzebach estetycznych i intelektualnych nieco bardziej wygórowanych niż nieśmiertelna trójca: seks+krew+emocje. Żulczyk chciałby powiedzieć coś frapującego i świeżego o polskim tu i teraz, ale de facto w przypadku <strong>„Instytutu”</strong> na chęciach się kończy, choć nie jest to powieść pozbawiona pewnych zalet.</p>
<p>Jakich? <strong>Bez wątpienia „Instytut” jest sprawnie nakreślonym horrorem z krakowskim kluczem. Zaprojektowanym na bazie pierwotnych lęków, trochę manierycznie napisanym czytadłem z dreszczykiem</strong>. <strong>Literacką próbą zdiagnozowania i dookreślenia zła</strong>. Żulczyk, podobnie jak <a href="http://lekturki.com/2008/03/%E2%80%9Edomofon%E2%80%9D-zygmunt-miloszewski/" target="_blank">Zygmunt Miłoszewski w „Domofonie”</a>, wykorzystuje motyw odcięcia od świata zewnętrznego, zamknięcia we własnym domu, który przestaje pełnić funkcję ostoi spokoju i bezpieczeństwa. Zamienia się w więzienie. Może nie klaustrofobiczne, bo tytułowy Instytut ma ponad sto metrów kwadratowych, ale bez wątpienia więzienie i to w sensie bardzo dosłownym.</p>
<p>Grupa sublokatorów mieszkania przy alei Mickiewicza pewnej niedzieli zostaje całkowicie odcięta od świata zewnętrznego. Nie działają telefony i winda, nie ma Internetu, krata na klatce schodowej wydaje się być zatrzaśnięta na amen. Później będzie już tylko gorzej, a początkowa dezorientacja i niepokój bohaterów stopniowo przerodzi się w panikę połączoną z coraz bardziej dojmującym poczuciem osaczenia i… pogrzebania żywcem. Równolegle toczy się opowieść Agnieszki, głównej bohaterki – trzydziestokilkuletniej właścicielki Instytutu, barmanki w Brzydkim Kocie (ukłon w stronę Pięknego Psa), matki dziecku i niespełnionej artystki, która po ucieczce od męża najwyraźniej przeżywa w Krakowie drugą młodość. <strong>Jej wyznania są właśnie tym spoiwem, kontrapunktem dla „momentów”, który pozwala uspokoić oddech, a to cenne, bo sceny w mieszkaniu są nakreślone sugestywnie i z dużą dozą makabry. Innymi słowy – trzymają w napięciu.</strong></p>
<p>Opowieść Agnieszki pełni tu jeszcze jedną rolę. To właśnie w nią Żulczyk wtłacza swoje trzy grosze na temat współczesności, czyli to co decyduje o „nierozrywkowych” walorach „Instytutu”. Niewątpliwie pisarz jest bacznym obserwatorem i wyłapuje społeczne niuanse, ale jego refleksja na temat polskiej rzeczywistości, prócz kilku udanych stwierdzeń, nie przynosi ani nic nowego, ani świeżego. Jego powieść sprawia wrażenie kompilacji modnych tematów z pierwszych stron gazet. Czegóż tu nie ma? <strong>Trzydziestolatków życie na kredyt, niespełniony artysta realizujący się w telenowelach, przemoc psychiczna wśród uczniów, kibolskie ustawki, religia sukcesu, społeczna znieczulica, upadek rodziny – wszystko pobieżnie zasygnalizowane, jak przystało na powieść wyrosłą z popkultury &#8211; zaledwie liźnięte, wykorzystane w roli tła, tym bardziej efektownego, bo osadzonego w mieście knajp i kościołów.</strong></p>
<p>Bohaterowie Żulczyka to stereotypowi hedoniści (jak osiłek to tępy, jak weganka to wyluzowana), żyjący od imprezy do imprezy, balansujący na skraju alkoholizmu. Postawieni wobec sytuacji tyleż niedorzecznej, co przerażającej zmieniają się w bezradnych i agresywnych histeryków. Ba, ta ich skłonność do histerii jest wręcz nieznośna. Jest jeszcze zakończenie, choć na te wolałabym miłosiernie spuścić zasłonę milczenia. Nie spuszczę jednak, bo<strong> rozwiązanie jest  okrutną kpiną z czytelnika, tak jakby <em>polskiego Stephena Kinga </em>nie stać było na zaproponowanie czegoś mniej oczywistego i banalnego. Ja rozumiem, że popkultura rządzi się pewnymi prawami, ale come on!</strong> Nie mniej jednak, za „momenty” i towarzyszący lekturze dreszczyk emocji niech będzie cztery.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>„Instytut” Jakub Żulczyk, Znak, Kraków 2010</p>
<p>[egzemplarz recenzencki]</p>
<p>W powieści jest mały acz uroczy lokalizacyjny błąd. Otóż widok z budynku numer 20 przy alei Adama Mickiewicza nie jest na Plac Inwalidów, jak twierdzi autor, a na AGH.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/10/instytut-jakub-zulczyk/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>23</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Stanisław Barańczak – agent, który nie zawiódł nigdy</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/10/biografioly-stanislaw-baranczak/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/10/biografioly-stanislaw-baranczak/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 08 Oct 2010 21:53:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[poezja]]></category>
		<category><![CDATA[Stanis]]></category>
		<category><![CDATA[Stanisław Barańczak]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1437</guid>
		<description><![CDATA[Będzie krótko i węzłowato i nie o Vargas Llosie. Buszując po nowej wypasionej czytelni w Wojewódzkiej Bibliotece przy ulicy Rajskiej*, w dziale polskich poetów (nie pytajcie czego tam szukałam, a w każdym razie tego czego szukałam nie znalazłam) w rączki &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/10/biografioly-stanislaw-baranczak/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/biografioły.jpg" rel="lightbox[1437]"><img class="alignnone size-full wp-image-1438" title="biografioły" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/biografioły.jpg" alt="" width="196" height="280" /></a></p>
<p>Będzie krótko i węzłowato i nie o Vargas Llosie. Buszując po nowej wypasionej czytelni w Wojewódzkiej Bibliotece przy ulicy Rajskiej*, w dziale polskich poetów (nie pytajcie czego tam szukałam, a w każdym razie tego czego szukałam nie znalazłam) w rączki wpadły mi słynne, rekomendowane przy okazji <a href="http://lekturki.com/2010/09/ksiazki-najgorsze-stanislaw-baranczak/" target="_blank">„Książek najgorszych”</a>, <strong>„Biografioły” Stanisława Barańczaka</strong>. Przez tych poetów, których nie było, miałam wolne pół godziny i to jest akurat tyle ile potrzeba na spokojne rozsmakowanie się w „Biografiołach”, bo to rzecz naprawdę niewielka. Liczy sobie ledwo czterdzieści stron z małym okładem, przy czym jedna trzecia tych czterdziestu kilku stron to obrazki. Czytania więc może i nie ma zbyt wiele, ale za to uciechy co nie miara.</p>
<p>Czymże są owe biografioły? Żartobliwymi czterowierszami skonstruowanymi z możliwie nierównych linijek, wariacjami na temat biografii postaci powszechnie znanych, których nazwisko paść musi w pierwszych wersie, a reszta to już szalony, nieraz zgoła absurdalny, ciąg skojarzeń, lingwistyczna żonglerka (bo muszą być rymy!) i radosna twórczość. Zbiorek uzupełnia cudowny suplemencik &#8211; <em>Appendix umożliwiający człowiekowi kulturalnemu zrozumienie i zapamiętanie, o co chodzi w 7 podstawowych utworach W. Szekspira</em>. Tutaj Barańczak nieco podpiłował gałąź, na której jako tłumacz dzieł szekspirowskich siedzi, bo po tak przystępnie wyłożony <em>clue</em>, dajmy na to Otella:</p>
<blockquote><p>Tło: gondole i doże.<br />
Centrum uwagi: łoże.<br />
Wąż: Jago. Mąż: „Ja go!&#8230;”. Duszona:<br />
Żona. Finał: obsada kona</p></blockquote>
<p>kto będzie chciał czytać sztuki? [pytanie retoryczne]<em><br />
</em>Bez wątpienia Barańczak pisząc „Biografioły” bawił się przednio i  podobne poczucie od początku staje się udziałem czytelnika. Wierszyki-portreciki, czasem zaskakująco trafne jak ten o Nabokovie**, nasycone są specyficznym, purnonsensowym humorem, co od razu przywiodło mi na myśl limeryki z <a href="http://lekturki.com/2009/03/rymowanki-dla-duzych-dzieci-wislawa-szymborska/" target="_blank"><strong>„Rymowanek dla dużych dzieci”</strong></a> Wisławy Szymborskiej. Obie książki można postawić obok siebie i czytać na przemian jako remedium na chandrę, globusa i inne dolegliwości ciała tudzież ducha.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>„Biografioły” Stanisław Barańczak, a5, Poznań 1991</p>
<p>*nie wiem od kiedy czytelnia przy Rajskiej jest taka nowa i wypasiona, ale w porównaniu z jej poprzednią wersją jawi mi się niczym, nomen omen, czytelniczy raj na ziemi i już cieszę się na myśl o spędzonych w niej godzinach</p>
<blockquote><p>** Nabokov<br />
Gdy przedstawiono komuś Nabokova,<br />
Rozmowa była niemal nawykowa:<br />
- Czy w życiu jest pan też amatorem Lolit? -<br />
- Iii, przy nich czuję się jak paleolit.</p></blockquote>
<p>[czytelnia na Rajskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/10/biografioly-stanislaw-baranczak/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z Szymborską w WC (lub tramwaju)</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/10/poczta-literacka-wislawa-szymborska/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/10/poczta-literacka-wislawa-szymborska/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Oct 2010 21:33:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Autotematycznie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[grafomania]]></category>
		<category><![CDATA[miniatura]]></category>
		<category><![CDATA[Nobel]]></category>
		<category><![CDATA[Wisława Szymborska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1434</guid>
		<description><![CDATA[Oho. Pewnie zaraz znajdą się tacy, co napiszą, że uprawiam świętokradztwo okrutne, bo jak to można Noblistkę ciągać po toaletach, a nawet jeśli to głośno o tym mówić? Ano można i bez wstydu się do tego przyznaję, że „Pocztę literacką, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/10/poczta-literacka-wislawa-szymborska/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/poczta_literacka.jpg" rel="lightbox[1434]"><img class="alignnone size-full wp-image-1435" title="poczta_literacka" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/poczta_literacka.jpg" alt="" width="200" height="280" /></a></p>
<p>Oho. Pewnie zaraz znajdą się tacy, co napiszą, że uprawiam świętokradztwo okrutne, bo jak to można Noblistkę ciągać po toaletach, a nawet jeśli to głośno o tym mówić? Ano można i bez wstydu się do tego przyznaję, że <strong>„Pocztę literacką, czyli jak zostać (lub nie zostać) pisarzem”</strong> Szymborskiej Wisławy podczytywałam głównie w WC, ewentualnie w komunikacji miejskiej, bo i forma i treść tej małej książeczki doskonale ją po temu predysponuje. Gwoli wyjaśnienia, dla wszystkich tych, którzy rzeczonej publikacji w ręku nie mieli, spieszę wyjaśnić, że „Poczta literacka” jest ni mniej ni więcej, a pamiątką po redakcyjnym epizodzie Szymborskiej. Zbiorem dowcipnych i nietuzinkowych miniaturek prozą będących autentycznymi odpowiedziami na radosną twórczość narodu, nadsyłaną masowo przez ten naród do tygodnika „Życie literackie”.</p>
<p>Szymborska Wisława, na długo przed tragedią sztokholmską oczywiście, do spółki z Włodzimierzem Maciągiem, anonimowo podjęła się misji tyleż niewdzięcznej co i koniecznej: odżegnywania osób, wyraźnie pozbawionych iskry bożej w dziedzinie literatury, od kontynuowania dalszych prób na tym polu. W związku z tym należałoby jej współczuć, ale i pozazdrościć. Współczuć, bo nie wiem kto skłonny byłby czytać wypoty osób, którym bozia poskąpiła literackich zdolności, za to szczodrze obdarzyła pisarską<em> </em>nadpobudliwością oraz wiarą w swój rzekomy dar, często podsycaną przez panie od polskiego. Pozazdrościć natomiast polotu i błyskotliwości z jakim poetka potrafiła na ową grafomańską działalność odpowiadać, tropiąc i, delikatnie acz zdecydowanie, tępiąc nonsensy, nieścisłości, kwieciste metafory, luki w edukacji i inne „kwiatki” początkujących twórców.</p>
<p>W „Poczcie literackiej” Szymborska objawia się po raz kolejny jako mistrzyni erudycji, poczucia humoru i powściągliwości. Forma książeczki predysponuje ją do podczytywania, czyli lektury pokawałkowanej. Stąd ma sugestia, gdzie sprawdzi się dobrze. Książka bez wątpienia warta jest uwagi, nie tylko dla wielbicieli poetki, a lektura, wbrew pozorom, daje sporo do myślenia.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p>„Poczta literacka, czyli jak zostać (lub nie zostać) pisarzem” Wisława Szymborska, wybór Teresa Walas, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2000</p>
<p>[z biblioteki w NML]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/10/poczta-literacka-wislawa-szymborska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nawiedzone pole kukurydzy</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/10/nawiedzony-shirley-jackson-zniwiarz-gaja-grzegorzewska/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/10/nawiedzony-shirley-jackson-zniwiarz-gaja-grzegorzewska/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 02 Oct 2010 13:45:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kryminalni]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[duchy]]></category>
		<category><![CDATA[gaja grzegorzewska]]></category>
		<category><![CDATA[Julia Dobrowolska]]></category>
		<category><![CDATA[Kameleon]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[polska kolekcja kryminalna]]></category>
		<category><![CDATA[powieść gotycka]]></category>
		<category><![CDATA[Shirley Jackson]]></category>
		<category><![CDATA[z dreszczykiem]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1427</guid>
		<description><![CDATA[Ciąży mi jakoś mentalnie, że dwie interesujące, a przeczytane przed miesiącem, książki wciąż nie doczekały się wzmianki tutaj i między nami mówiąc, zważywszy na to szaleńcze tempo, w jakim ostatnio produkuję notki, istnieje pewna szansa, że nigdy wzmianki się nie &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/10/nawiedzony-shirley-jackson-zniwiarz-gaja-grzegorzewska/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ciąży mi jakoś mentalnie, że dwie interesujące, a przeczytane przed miesiącem, książki wciąż nie doczekały się wzmianki tutaj i między nami mówiąc, zważywszy na to szaleńcze tempo, w jakim ostatnio produkuję notki, istnieje pewna szansa, że nigdy wzmianki się nie doczekają. Okropności. Zrobię zatem coś czego nigdy nie robię w myśl zasady, że każda książka potrzebuje przestrzeni tylko dla siebie. Napiszę o obu za jednym zamachem.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/nawiedzonyzniwiarz.jpg" rel="lightbox[1427]"><img class="size-full wp-image-1428 aligncenter" title="nawiedzonyzniwiarz" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/nawiedzonyzniwiarz.jpg" alt="" width="360" height="265" /></a></p>
<p><strong>„Nawiedzony” </strong>Shirley Jackson niech ma pierwszeństwo, poza tym czeka dłużej.</p>
<p>Słów kilka o samej fabule. Naukowiec zaprasza trójkę osób o zdolnościach parapsychologicznych na wakacje w słynącym z opanowania przez siły zła Domu na Wzgórzu. Ich jedynym obowiązkiem ma być spędzanie miło czasu i notowanie swych subiektywnych odczuć. Wśród  nich Eleonor, która przez lata opiekowała się zaborczą matką, a teraz, po jej śmierci, nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Dziewczyna, choć nie zdaje sobie z tego sprawy, jest emocjonalnie i psychicznie rozbita. Poczucie winy związane z  odejściem matki łączy się w niej z wybujałą radością, że wreszcie może żyć po swojemu. Sęk w tym, że dziewczyna nie do końca wie, jak to „życie po swojemu” ma wyglądać. W każdym razie Dom na Wzgórzu szybko pokazuje na co go stać. Goście gubią się w labiryncie pokoi, przeżywają zbiorowe halucynacje i inne chwile mrożącej krew w żyłach grozy. Tyle, że to Eleonor będzie tym słabym ogniwem, które złowieszcza budowla opanuje czyniąc zeń swą ofiarę i doprowadzając na skraj obłędu.</p>
<p>Mam z tę książką pewien problem. Po intrygującym początku z każdym kolejnym rozdziałem bardziej mnie nużyła. Sęk w tym, że z założenia nudzić nie powinna, bo: a/to jest <a href="http://lekturki.com/tag/shirley-jackson/" target="_blank">Shirley Jackson</a>, a ona, jak nikt inny, potrafiła budować nastrój grozy bez makabry rodem z horroru. b/ „Nawiedzony” to dreszczowiec z duchami, ponurym domostwem i wyraźnym nawiązaniem do <a href="http://lekturki.com/tag/powiesc-gotycka/" target="_blank">powieści gotyckiej</a>, czyli typ literatury, który szczególnie lubię i pożądam. Co w takim razie nie zagrało? Albo inaczej, co się stało, że nastrój grozy, który pisarka z dużą konsekwencją i subtelnością kreuje od pierwszych zdań bynajmniej mi się nie udzielił? Odpowiedź na tak postawione pytanie wcale nie jest oczywista. Zdaje się, że to kwestia odpowiedniego rozłożenia akcentów. W „Nawiedzonym” <strong>próba odgadnięcia powodów złej reputacji Domu na Wzgórzu szybko schodzi na dalszy plan, ustępując miejsca dramatowi rozgrywającemu się między Elenonorą i resztą badaczy. Upiorne domostwo zostaje zredukowany do teatralnych dekoracji, a, niestety, psychologiczna konstrukcja postaci tym razem, wyjątkowo, zupełnie mnie nie przekonała.</strong></p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>„Nawiedzony” Shirley Jakcson, przełożyła Maria Streszewska-Hallab, Zysk, Poznań 2000<br />
seria <a href="http://lekturki.com/tag/kameleon/" target="_blank"><strong>Kameleon</strong></a></p>
<p>Zgoła inaczej sprawy się mają ze <strong>„Żniwiarzem”</strong> z detektywką Julią Dobrowolską w roli głównej. Ta powieść ukontentowała mnie w stopniu wielkim. Po <a href="http://lekturki.com/2010/06/topielica-gaja-grzegorzewska/" target="_blank">„Topielicy”</a> wiedziałam czego spodziewać się po Gai Grzegorzewskiej i moje oczekiwania ziściły się z nawiązką. Grzegorzewska pisze w bardzo specyficzny sposób. Z przymrużeniem oka i dużą dozą swobody. Nie można odmówić jej odwagi, również tej obyczajowej, a sceny łóżkowe (których tu sporo) przywodzą na myśl soft porno. Jej powieści odznaczają się szokująco prostą, niemalże szkolną, frazą, ale i nader intrygującymi konstruktami postaci, świetnymi dialogami i ciekawie zarysowanym wątkiem obyczajowym. Albo się to kupuje i czyta z ogromną uciechą, albo odrzuca i tyle. Ja zaliczam swą skromną osobę do tej pierwszej grupy. „Żniwiarz” to debiut, kryminał z może i nieco nieporadną intrygą, ale za to jak napisany! Tutaj wspomnieć muszę, że Grzegorzewska (podobnie jak niżej podpisana) ukończyła studia filmoznawcze. To taki dość specyficzny kierunek, którego absolwenci zazwyczaj zajmuje się zupełnie inne sprawami, ale i tak „piętno” studiów pozostaje i właśnie w twórczości Gai jest to świetnie widoczne. Czytając „Żniwiarza” czuć na kilometr, że jego autorka zgłębiała X muzę. Już sam fakt, że trupa (bez głowy) odnaleziono w polu kukurydzy jest znaczący dla całej powieści, utkanej z temu podobnych tropów i nawiązań odsyłających do filmu i kultury popularnej w ogóle. „Żniwiarz” przywodzi na myśl dzieła bawiące się konwencją filmów klasy B. Takie celowo przerysowane i trochę w złym guście, tworzone z premedytacją i pełną świadomością wykorzystywanych rozwiązań. Kapitalna rozrywka. Tylko ta okładka&#8230; yyyy&#8230;</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>„Żniwiarz” Gaja Grzegorzewska, Wydawnictwo EMG, Kraków 2006<br />
<a href="http://lekturki.com/tag/polska-kolekcja-kryminalna/" target="_blank"><strong>Polska Kolekcja Kryminalna</strong></a> tom III</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/10/nawiedzony-shirley-jackson-zniwiarz-gaja-grzegorzewska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Płakałam</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/09/ksiazki-najgorsze-stanislaw-baranczak/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/09/ksiazki-najgorsze-stanislaw-baranczak/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 21 Sep 2010 22:42:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Autotematycznie]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[autotematyzm]]></category>
		<category><![CDATA[grafomania]]></category>
		<category><![CDATA[pamflet]]></category>
		<category><![CDATA[PRL]]></category>
		<category><![CDATA[Stanisław Barańczak]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1415</guid>
		<description><![CDATA[Dokładnie: roniłam krokodyle łzy. I tak sobie myślę, że chyba powinnam stworzyć nową kategorię na blogu, którą nazwałabym na przykład lektury konieczne ewentualnie obowiązkowe, choć ta druga nazwa mniej mi leży, bo od razu trąci szkołą i przymusem, tym czasem &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/09/ksiazki-najgorsze-stanislaw-baranczak/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/09/ksiazki.najgorsze.jpg" rel="lightbox[1415]"><img class="alignnone size-full wp-image-1417" title="ksiazki.najgorsze" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/09/ksiazki.najgorsze.jpg" alt="" width="200" height="280" /></a></p>
<p>Dokładnie: roniłam krokodyle łzy. I tak sobie myślę, że chyba powinnam stworzyć nową kategorię na blogu, którą nazwałabym na przykład <em>lektury konieczne </em>ewentualnie <em>obowiązkowe, </em>choć ta druga nazwa mniej mi leży, bo od razu trąci szkołą i przymusem, tym czasem czytanie dobrej literatury to przyjemność, nie przymus, ale do rzeczy. Więc gdybym już stworzyła kategorię <em>lektur koniecznych</em> to w jednym rządku, obok <a href="http://lekturki.com/2010/08/loteria-shirley-jackson/" target="_blank">„Loterii” Shirley Jackson</a> i oczywiście <a href="http://lekturki.com/2010/09/zamkniete-drzwi-magda-szabo/" target="_blank">„Zamkniętych drzwi” Magdy Szabo</a>, postawiłabym, o ironio, <strong>„Książki najgorsze i parę innych ekscesów krytycznoliterackich”</strong> Stanisława Barańczaka.</p>
<p>Winna jestem Wam wyjaśnienia. Płakałam nie z żalu czy smutku, czy z powodu kataru siennego (a to ostatnie przytrafia mi się najczęściej), a ze <strong>śmiechu </strong>-<strong> </strong>a jest to fakt godzien podkreślenia, bo nie przypominam sobie książki, która doprowadziłaby mnie do takich spazmów radości. Wzmiankowana erupcja wesołości miała miejsce w okolicach strony 54. Nie żebym wcześniej nie chichotała, ale te parsknięcie to było dopiero preludium. To właśnie na owej 54 stronie wydania z roku 1990 zaczyna się krytyczna recenzja powieści <em>Piękna pokora </em>Stanisławy Fleszarowej-Muskat. Książki będącej, krótko mówiąc, powieścią erotyczną osadzoną w realiach marynarki wojennej. Jak zeznaje Barańczak. Nie, przepraszam, jak zeznają  Feliks Trzymałko i Szczęsny Dzierżankiewicz, bo pod takim pseudonimem swe brawurowe i prześmiewcze krytycznoliterackie pamflety Barańczak publikował, wydana przez Ministerstwo Obrony Narodowej (sic!) powieść Fleszarowej-Muskat w warstwie erotycznej <em>może zadowolić najwybredniejszych znawców. </em>Nieco gorzej sprawy mają się z tematyką współczesnego wojska. Para krytyków odczuła po lekturze pewien niedosyt, bo choć <em>marynarska sceneria pozwoliła (…) autorce na wprowadzenie obszernych opisów rzygania od strony zawietrznej, brakuje nam jednak naszych ulubionych scen koszarowych, dziarskiej musztry (…)</em> et cetera.</p>
<p>Nie tylko Fleszarowej-Muskat w „Książkach najgorszych” się dostało. Obok niej autorzy bardzo różni, dziś właściwie <a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/09/Ksiazki-najgorsze-i-pare-innych-ekscesow-krytycznoliterackich.jpg" rel="lightbox[1415]"><img class="alignright size-full wp-image-1416" title="Ksiazki-najgorsze-i-pare-innych-ekscesow-krytycznoliterackich" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/09/Ksiazki-najgorsze-i-pare-innych-ekscesow-krytycznoliterackich.jpg" alt="" width="147" height="224" /></a>zupełnie zapomniani. I dobrze. Co ich łączy? Grafomania. Płodzenie literackich śmieci niezdatnych do czytania, wydawanych w niebotycznych nakładach, jeśli nie pod oficjalną egidą, to zawsze z błogosławieństwem ludowej władzy. Barańczak zasługuje na podziw najwyższy, bo nie dość, że te koszmary czytał, to jeszcze był w stanie pisać o nich ze swadą, ironią i dowcipem, obnażając ich banalność, wtórność, kiczowatość, w dodatku cudnie podrabiając styl i język ówczesnej propagandy. Ten napisany z erudycyjnym zacięciem, zabójczo zabawny antyprzewodnik po literaturze PRL-u, czytało mi się tak wybornie, że od razu zachciałam swój własny egzemplarz. Do niedawno spełnienie mej zachcianki wcale nie byłoby takie proste, ale całe szczęście, że nieoceniony Znak wznowił to cudne dziełko w ubiegłym roku. W dodatku z wydania a.d. 2009 wypadły trzy, dość nudne i z dzisiejszej perspektywy mało aktualne, eseje, które zastąpiło <em>pięć wyskoków paszkwilanckich</em> z 1993 roku. Tylko pięć, bo niestety Autor poczuł się bezradny wobec bezmiaru kiczu III RP i na tym „Książki najgorsze” zakończył. A szkoda.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5.5 out of 6 stars</p>
<p>„Książki najgorsze i parę innych ekscesów krytycznoliterackich” Stanisław Barańczak, a5, Poznań 1990<br />
„Książki najgorsze i parę innych ekscesów krytycznoliterackich 1975-1980 i 1993” Stanisław Barańczak, Wydawnictwo Znak, Kraków 2009</p>
<p>[z biblioteki na Rajskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/09/ksiazki-najgorsze-stanislaw-baranczak/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nie tylko zdjęcia</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/08/nieznany-portret-krakowa-barbara-zbroja-konrad-myslik/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/08/nieznany-portret-krakowa-barbara-zbroja-konrad-myslik/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 04 Aug 2010 12:24:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Non fiction]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Barbara Zbroja]]></category>
		<category><![CDATA[Cracoviana]]></category>
		<category><![CDATA[dawno_temu]]></category>
		<category><![CDATA[Konrad Myślik]]></category>
		<category><![CDATA[Kraków]]></category>
		<category><![CDATA[palimpsest]]></category>
		<category><![CDATA[zdjęcia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1377</guid>
		<description><![CDATA[Gdyby ktoś zobaczył mnie przed kilkoma dniami zapewne zastanawiałby się po kiego grzyba wącham książkę? Bo tak mniej więcej, dla osób niewtajemniczonych w przedmiot mej lektury, mogły wyglądać próby przeczytania „Nieznanego portretu Krakowa” – książki bynajmniej nie do wąchania, ale &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/08/nieznany-portret-krakowa-barbara-zbroja-konrad-myslik/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/nieznany_portret_krakowa.jpg" rel="lightbox[1377]"><img class="alignleft size-full wp-image-1378" title="nieznany_portret_krakowa" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/08/nieznany_portret_krakowa.jpg" alt="" width="200" height="298" /></a>Gdyby ktoś zobaczył mnie przed kilkoma dniami zapewne zastanawiałby się po kiego grzyba wącham książkę? Bo tak mniej więcej, dla osób niewtajemniczonych w przedmiot mej lektury, mogły wyglądać próby przeczytania <strong>„Nieznanego portretu Krakowa”</strong> – książki bynajmniej nie do wąchania, ale do przeżywania i delektowania się , a nade wszystko oglądania. Temu kto planuje (lub jeszcze nie wie, że planuje, a wiedzcie, że warto) przyjrzenie się książce duetu Barbara Zbroja – Konrad Myślik  radzę od razu, zanim jeszcze zacznie czytać wstęp, zaopatrzyć się  w szkło powiększające. Później będzie za późno (jakkolwiek językowo durnie to nie brzmi), bo od „Nieznanego portretu <a href="http://lekturki.com/tag/krakow/" target="_blank">Krakowa</a>” trudno się oderwać.</p>
<p>Dwoje autorów, sobie tylko znanymi sposobami, wygrzebało z rozmaitych archiwów blisko dziewięćdziesiąt fotografii obejmujących okres od drugiej połowy XIX wieku do czasów Generalnej Guberni. Przy czym, co zaznaczyć trzeba, na próżno szukać tu zamku królewskiego, Sukiennic, plant czy innych powszechnie znanych i kojarzonych z Krakowem landszaftów. Zbroja i Myślik patrzą na gród Kraka z prowokującą nonszalancją, przywracając miejskiemu pejzażowi miejsca wymazane lub wykluczone, lub już nie istniejące, ewentualnie istniejące, ale w postaci tak dalece zmodyfikowanej czy zdewastowanej, że trudno je rozpoznać. Wśród nich – dziś zarośnięte polany w Lasku Wolskim, świeżo wytyczona aleja Słowackiego, budowa bulwarów wiślanych, przemysłowe Grzegórzki czy targowica końska na Placu Na Groblach. Każda fotografia opatrzona jest błyskotliwym komentarzem w istocie swej bardziej przypominającym erudycyjny szkic niż prosty podpis do zdjęcia informujący o tym co, kto i gdzie. Autorzy wyłuskują z fotografii detale nie widoczne gołym okiem  (a w każdym razie bez pomocy lupy), ale i w wyczerpujący sposób opowiadają związaną z nimi historię.</p>
<p>„Nieznany portret Krakowa” w warstwie meta to rzecz o miejskim palimpseście, proces ewolucji i nawarstwiania się czy może raczej wzrastania miejskiej tkanki Krakowa, ale również, jak celnie ujął to profesor Jacek Purchała we wstępie, opowieścią o przenikaniu się różnych światów. Jednakowoż największą wartością książki Zbroi i Myślika jest kompozycja: z pozoru w nieco przypadkowy sposób przesuwająca się w czasie i przestrzeni, w istocie tworząca indywidualną narrację przywodzącą na myśl strategię <em>flâneura</em> – miejskiego spacerowicza, bacznego obserwatora i urbanistycznego detektywa w jednym &#8211; dryfującego po krakowskich trotuarach i nigdzie nie czującego się tak dobrze jak na ulicy.</p>
<p>W toku lektury rośnie apetyt aby samemu wcielić się w <em>flâneura </em>i ruszyć w miasto z „Nieznanym portretem Krakowa” pod pachą. Zaplanowałam już sobie kilka spacerów, ale ostatnio pogoda wysoce nie sprzyjała wychodzeniu z domu. Ja to ja, ale szkoda byłoby, aby tak cenna książka ucierpiała w wyniku uporczywych opadów, toteż chwilowo zmuszona byłam przełożyć plany na później. Może jutro uda się sprawdzić czy żeliwny spust rynnowy z kamienicy przy Krakowskiej 4 wciąż ma się tak dobrze jak twierdzą autorzy, choć budynek Fabryki Wody Sodowej, którego był częścią, nie istnieje od niemal stu lat?</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 6 out of 6 stars</p>
<p>„Nieznany portret Krakowa” Barbara Zbroja, Konrad Myślik, Wydawnictwo WAM, Kraków 2010</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/08/nieznany-portret-krakowa-barbara-zbroja-konrad-myslik/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nieprzewidywalny nie do przewidzenia</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/06/inspektor-van-graaf-adam-ubertowski/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/06/inspektor-van-graaf-adam-ubertowski/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 28 Jun 2010 09:20:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kryminalni]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Adam Ubertowski]]></category>
		<category><![CDATA[doktor Figlon]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[polska kolekcja kryminalna]]></category>
		<category><![CDATA[Sopot]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1321</guid>
		<description><![CDATA[Adam Ubertowski, wedle noty na okładce kojarzony z nurtem prozy postmodernistycznej, był mi postacią dotąd zupełnie nieznaną. Innymi słowy nie kojarzyłam go ani nurtem postmodernistycznym, ani z żadnym innym. Zuchwale mniemam, że w podobnej sytuacji będzie większość moich Szanownych Czytelników &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/06/inspektor-van-graaf-adam-ubertowski/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/06/inspektor.jpg" rel="lightbox[1321]"><img class="alignleft size-full wp-image-1323" title="inspektor" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/06/inspektor.jpg" alt="" width="197" height="280" /></a>Adam Ubertowski, wedle noty na okładce <em>kojarzony z nurtem prozy postmodernistycznej, </em>był mi postacią dotąd zupełnie nieznaną. Innymi słowy nie kojarzyłam go ani nurtem postmodernistycznym, ani z żadnym innym. Zuchwale mniemam, że w podobnej sytuacji będzie większość moich Szanownych Czytelników (przyznać się kto wcześniej znał to nazwisko?), a to moi mili błąd, który należy naprawić, chociażby czytając <strong>„Inspektora van Graafa”</strong>.</p>
<p>Umówmy się – jako kryminał „Inspektor van Graaf” jest dość nudny. Po prawdzie odczucie nudy jest subiektywne, ale tak czy siak intryga toczy się ociężale i niemrawo, a inspiracją twórczością Agathy Christie pachnie na kilometr, ale można na to przymknąć oko, bo Ubertowski, w końcu <em>kojarzony z nurtem prozy postmodernistycznej,</em> nadrabia niedostatki intrygi czym innym. Bawi się z konwencją klasycznego kryminału, a orężem jego wyrafinowany język i przewrotna narracja i są to powody, dla których warto po „Inspektora van Graafa” sięgnąć.</p>
<p>Doktor Figlon to specjalista od metateorii, okazjonalnie użyczający policji swych niebywałych talentów w dziedzinie dedukcji. Jest gapowaty, skryty, ale i dość zadufany w sobie. W nielicznych wolnych chwilach lubi oddawać się cichej celebracji własnych intelektualnych przymiotów. Właśnie wybrał się do Sopotu na wyczekiwany urlop. Właśnie ten nadbałtycki kurort zasugerował mu przyjaciel &#8211; inspektor Van Graaf – mający w tym swój własny ukryty cel. Figlon szybko oddaje się wakacyjnemu nastrojowi, poznaje nawet w barze ponętną niewiastę i pewnie kontynuowałby spokojnie letni wypoczynek, gdyby nie upomniała się o niego sopocka policja.</p>
<p>Najbardziej oczywistą spośród zastosowanych przez Ubertowskiego przewrotności jest brak polskich nazwisk. Wszyscy zwą się tu z holenderska, co od razu narzuca wrażenie sztuczności i odrealnienia, bo choć postaci krążą po autentycznych sopockich plenerach (typu Monciak, Krzywy Domek czy swego czasu kultowa tancbuda Copacabana etc), to jednak są tak sztywni, egzaltowani i specyficznie nienaturalni, że sprawiają wrażenie wyjętych z innej czasoprzestrzeni.</p>
<p>Grzechem ciężkim kryminału jest zakończenie, które czytelnik łatwo można odgadnąć. Zakończenia „Inspektora van Graafa” przewidzieć nie sposób. Ubertowski okazuje się być egoistą wręcz obrzydliwym nie dając czytelnikowi po temu nawet najmniejszej szansy. Woli nazywać „Inspektora…” powieścią dedukcyjną niż kryminałem i faktycznie jest to określenie nader trafne, bo na dedukcji opiera się całe rozwiązane intrygi, chwiejne i równie (nie)prawdopodobne jak każde inne zaproponowane przez Figlona w toku przesłuchań podejrzanych. Ubertowski, przy pomocy trzecioosobowego narratora, poczuwa się do roli demiurga. Reżyseruje kryminalne przedstawienie i to on ostatecznie decyduje, które z rozwiązań jest tym właściwym, a wybór swój opiera na, nie popartych żadnymi konkretami, domniemaniach. W „Inspektorze van Graafie” wszystko jest „być może”. Pojęcie prawdy absolutnej i niepodważalnej nie istnieje, co jest intrygującą odmianą po szeregu klasycznych kryminałów oferujących czytelnikowi porządnie umotywowane zakończenie.</p>
<p>Ubertowski zaprasza do gry, ale jest to gra na jego warunkach, a że lubi bawić się z czytelnikiem w „Inspektorze van Graafie” zawarł autotematyczny smaczek cudnej urody. Doktor F. spacerując bodajże po Monciaku zauważa biednego pisarza sprzedającego swoje książki po zawrotnej cenie – jeden złoty sztuka. <em>Figlonowi żal się zrobiło niewydarzonego artysty i kupił jedną, przepłacając pięciokrotnie, zaintrygowany tytułem: „Szczególny przypadek pani Pullmannowej”</em> [s. 84]. Powieść z takim tytułem naprawdę istnieje. Napisał ją Adam Ubertowski, a ukazała się w roku 2001. Mam nadzieję, że pisarz w rzeczywistości nie podzieli losu swego literackiego alter ego.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>[„Inspektor van Graaf” Adam Ubertowski, Wydawnictwo EMG, Kraków 2010]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/06/inspektor-van-graaf-adam-ubertowski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Trup z wody</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/06/topielica-gaja-grzegorzewska/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/06/topielica-gaja-grzegorzewska/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 12 Jun 2010 07:44:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kryminalni]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[gaja grzegorzewska]]></category>
		<category><![CDATA[Julia Dobrowolska]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[mazury]]></category>
		<category><![CDATA[polska kolekcja kryminalna]]></category>
		<category><![CDATA[topielec]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1304</guid>
		<description><![CDATA[Jak na kryminał, którego właściwa akcja zaczyna się grubo po połowie jestem mile zaskoczona i wyjątkowo ukontentowana. Nie miałam okazji czytać wcześniejszych powieści Gai Grzegorzewskiej, ale już wiem, że będę uparcie dążyć do nadrobienia zaległości, bo „Topielica” podobała mi się &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/06/topielica-gaja-grzegorzewska/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/06/topielica.jpg" rel="lightbox[1304]"><img class="alignleft size-full wp-image-1305" title="Topielica" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/06/topielica.jpg" alt="" width="200" height="297" /></a>Jak na kryminał, którego właściwa akcja zaczyna się grubo po połowie jestem mile zaskoczona i wyjątkowo ukontentowana. Nie miałam okazji czytać wcześniejszych powieści Gai Grzegorzewskiej, ale już wiem, że będę uparcie dążyć do nadrobienia zaległości, bo <strong>„Topielica”</strong> podobała mi się bardzo, a  w dodatku, ze względu na panujące i w realu i na kartkach powieści Grzegorzewskiej niebotyczne upały, świetnie wpisała się w letni klimat.</p>
<p>Fabułę można zawrzeć w trzech, właściwie czterech słowach: śledztwo, trójkąt erotyczny i Mazury, choć niekoniecznie w tej kolejności. Seksowna detektywka, taka co i przekląć, tupnąć i tyłkiem zakręcić potrafi, Julia Dobrowolska wraz ze swym przyjacielem (i okazjonalnym partnerem seksualnym) Wiktorem ma poprowadzić na Mazurach szkolenie dla młodych entuzjastów kryminologii, a później spędzić kilka dni na <em>dolce far niente</em>. Niespodziewanie napatacza się inny przyjaciel i okazjonalnym partner seksualny Julii – Aaron (choć z nim łączy ją coś bardziej złożonego, co zapewne było rozwijane i pielęgnowane w poprzednich dwóch powieściach). Ten namawia ją na wspólny rejs po jeziorach w towarzystwie zaprzyjaźnionej bandy snobów oraz jego przaśnej i niezbyt rozgarniętej narzeczonej. Julia z przekory zgadza się i dość szybko zaczyna żałować swej pochopnej decyzji.</p>
<p>Cytowany na okładce Ireneusz Julian Grin przestrzega przed traktowaniem „Topielicy” jako przewodnika po mazurskich jeziorach, bo faktycznie jest się czegoś bać. Powieść Grzegorzewskiej to tak zwany z cicha pęk. Właściwie nic niepokojącego się nie dzieje, a jednak napięcie między wersami jest takie, że z nerwów ma się ochotę obgryzać pazury. Znamienne jest już samo umieszczenie akcji na żaglówce &#8211; zamkniętej przestrzeni obwarowanej określonymi przesądami, w dodatku silnie uzależnionej od warunków atmosferycznych, a te, zwłaszcza na wodzie, bywają zmienne i nieprzewidywalne.  Grzegorzewska potrafi snuć opowieść z perspektywy ironiczno – zdystansowanej nie szczędząc cierpkich uwag nikomu, nawet Julii. Potrafi też podsycać ciekawość czytelnika rozrzucając niejako mimochodem tropy sugerujące, że to zadowolone z siebie towarzystwo skrywa jakieś mroczne sekrety. Czytelnik mimo woli godzi się na takie a nie inne tempo i obgryzając te pazury cierpliwie czeka aż wydarzy się to coś.</p>
<p>Do czego przyczepić się można, a nawet trzeba to mało satysfakcjonujące rozwiązanie samej kryminalnej intrygi (nawiasem mówiąc zaczerpniętej z klasyki gatunku), której Grzegorzewska nie poświęca aż tyle uwagi co skomplikowanemu wątkowi obyczajowo-uczuciowemu. Jest też kwestia kluczowego dowodu, który z niewiadomych przyczyn, wbrew rozsądkowi i logice, znalazł się na łódce, ale nawet z tymi niedostatkami „Topielicę” czyta się świetnie.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>[„Topielica” Gaja Grzegorzewska, Wydawnictwo EMG, Kraków 2010]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/06/topielica-gaja-grzegorzewska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

