<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; Europa</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/category/europa/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Mon, 30 Jan 2012 12:38:02 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Zawsze bowiem należy upraszczać</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 Oct 2011 13:34:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[Franz Kafka]]></category>
		<category><![CDATA[Georges Perec]]></category>
		<category><![CDATA[literatura francuska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1547</guid>
		<description><![CDATA[Georges Perec, zupełnie niespodziewanie, zirytował mnie w stopniu ponadprzeciętnym. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że to dziełko o objętości mikroskopijnej*, tak mikroskopijnej, że nazwanie go lekturą na jeden wieczór to grubsza przesada, bo to raczej czytanka na wieczoru ćwierć, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Georges Perec, zupełnie niespodziewanie, zirytował mnie w stopniu ponadprzeciętnym. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że to dziełko o objętości mikroskopijnej*, tak mikroskopijnej, że nazwanie go <em>lekturą na jeden wieczór</em> to grubsza przesada, bo to raczej czytanka na wieczoru ćwierć, albo i mniej, przysporzy mi tyle czytelniczego znoju, że będę czytała to w kawałkach, a między kolejnymi kawałkami zmuszona będę robić sobie kilkudniowe przerwy. Bo inaczej się nie dało. „O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika działu w celu upomnienia się o podwyżkę”, ten pozbawiony kropek szaleńczy potok słów, to nie książka na moje słaby nerwy.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="alignnone" title="O sztuce oraz sposobach" src="http://merlin.pl/O-sztuce-oraz-sposobach-usidlenia-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke_George,images_big,25,978-83-7414-928-0.jpg" alt="" width="255" height="410" /></p>
<p>Wbrew tytułowi notki, który pozwoliłam sobie zerżnąć z samego Pereca, w „O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika …” absolutnie nic nie jest proste. To koszmar, który narasta piramidalnie. Mamy oto bowiem szeregowego pracownika firmy-molocha z bliżej nieokreślonej branży. I ten skromny szeregowy pracownik chce poprosić o podwyżkę. Słowo „chce” jest tu kluczowe, bo od chęci do realizacji daleka, kręta i nieprzyzwoicie wyboista droga. Nieodzowny będzie spryt, cierpliwość i myślenie strategiczne. Na początek wypadałoby chociaż zastać kierownika w biurze, a to bynajmniej proste nie jest, tym bardziej, że taki kierownik w niemal każdej chwili może zatruć się nieświeżym jajkiem, zadławić ością lub zapaść na chorobę zakaźną typu odra, a w najgorszym wypadku wszystko to na raz. I broń boże nie próbuj usidlić kierownika w piątek. Piątek to generalnie fatalny dzień do załatwiania tego typu spraw.</p>
<p>Dzieło Pereca przywiodło mi na myśl „Zamek” Franza Kafki. W ogóle dużo tu z ducha Kafki, poczynając chociażby od, do szczętu zdehumanizowanego, przedsiębiorstwa, które <em>ci płaci za to, byś odwiedzał jego rozmaite działy, składające się na całość lub część jednego z najpotężniejszych przedsiębiorstw w jednym z najważniejszych sektorów naszego najbardziej narodowego przemysłu. </em> Obie książki w istocie opowiadają o  obsesyjnej próbie dotarcie do celu (u Kafki jest zamek, u Pereca podwyżka). Tyle, że ten cel w niepokojący sposób coraz bardziej się oddala. W  „O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika …” ów proces, ta pogoń za króliczkiem, przybiera monstrualne wręcz rozmiary, staje się orgią kombinatoryki i rachunku prawdopodobieństwa, co zresztą po części pokazuje schemat organizacyjny, którego fragment pozwalam sobie Wam zaprezentować.</p>
<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/10/schemat.perec.jpg" rel="lightbox[1547]"><img class="alignnone size-full wp-image-1548" title="schemat.perec" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/10/schemat.perec.jpg" alt="" width="570" height="472" /></a></p>
<p>A! Jest jeszcze jedna, dość zasadnicza, różnica między Kafką, a Perecem. Kafka był <em>sieriozny</em> do bólu. Perec – na szczęście nie.</p>
<p>„O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika działu w celu upomnienia się o podwyżkę”, Georges Perec, przełożył Wawrzyniec Brzozowski, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2011, s. 94.</p>
<p>*75 stron, w tym obrazki, reszta to posłowie</p>
<p>więcej książek z serii <a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank">don Kichot i Sancho Pansa<br />
</a>więcej <a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank">Georgesa Pereca</a></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Każdy jest winny</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/08/wytepic-cale-to-bydlo-sven-lindqvist/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/08/wytepic-cale-to-bydlo-sven-lindqvist/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 27 Aug 2011 19:31:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>
		<category><![CDATA[Skandynawia]]></category>
		<category><![CDATA[Afryka]]></category>
		<category><![CDATA[kolonializm]]></category>
		<category><![CDATA[literatura szwedzka]]></category>
		<category><![CDATA[rasizm]]></category>
		<category><![CDATA[Sven Lindqvist]]></category>
		<category><![CDATA[terra incognita]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1540</guid>
		<description><![CDATA[Oto rzecz godna najwyższej uwagi. „Wytępić całe to bydło” Svena Lindqvista, to książka &#8211; oskarżenie, która pozbawiła mnie wszelkich złudzeń na temat tego jak okrutny i wyrachowany może być biały człowiek. Lindqvist, pochodzący ze Szwecji niezależny dziennikarz i podróżnik, stawia &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/08/wytepic-cale-to-bydlo-sven-lindqvist/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Oto rzecz godna najwyższej uwagi. „Wytępić całe to bydło” Svena Lindqvista, to książka &#8211; oskarżenie, która pozbawiła mnie wszelkich złudzeń na temat tego jak okrutny i wyrachowany może być biały człowiek.</p>
<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/08/Wytepic-cale-to-bydlo_Sven-Lindqvistimages_big31978-83-7414-673-9.jpg" rel="lightbox[1540]"><img class="size-full wp-image-1541 aligncenter" title="Wytepic-cale-to-bydlo_Sven-Lindqvist,images_big,31,978-83-7414-673-9" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/08/Wytepic-cale-to-bydlo_Sven-Lindqvistimages_big31978-83-7414-673-9.jpg" alt="" width="288" height="410" /></a></p>
<p>Lindqvist, pochodzący ze Szwecji niezależny dziennikarz i podróżnik, stawia w swym reportażu – eseju intrygującą i odważną tezę: nazistowska polityka wobec Żydów nie wzięła się znikąd, rasizm i ludobójstwo nie są wynalazkami XX wieku, a Hitler miału wielu godnych siebie poprzedników. Sęk w tym, że o nich się nie mówi. Lindqvist nie jest reporterem śledczym, nie odkrywa tajemnic. Pisze o rzeczach znanych, choćby z lekcji historii czy „Jądra ciemności” Conrada, przywołując tytuł, na który sam autor chętnie się powołuje i z którego zaczerpną tytuł, bo <em>Exterminate all the Brutus, </em>to słowa padające z ust Kurtza. Lindqvist zbiera w całość ciemne sprawki dotąd celowo przemilczane, albo inaczej – interpretowane w sposób wygodny dla białego człowieka. Bo tak naprawdę to my wszyscy przyzwoliliśmy na to, aby na zbrodniczą politykę kolonialną XIX-wiecznych mocarstw, w imię której na siłę „cywilizowano” (czytaj: mordowano lub poddawano okrucieństwo najróżniejszego sortu) mieszkańców podbijanych ziem, spuścić zasłonę milczenia. Temat nie istnieje, podobnie jak znikały jeden po drugim narody eksterminowane przez białego człowieka z Zachodu.</p>
<p>Co w „Wytępić całe to bydło” w mym odczuciu jest najbardziej zawstydzające i odrażające, to fakt, że do prowadzonego bez mrugnięcia okiem regularnego ludobójstwa, usiłowano dorobić naukową teorię, znaleźć empiryczny dowód na (założoną z góry) intelektualną, fizyczną i kulturową niższość dzikich, których w imię postępu można, a nawet trzeba wyeliminować. Rasizm nie jest wynalazkiem dwudziestego wieku.</p>
<p>Reportaż Lindqvista to gorzka pigułka dla białego człowieka. To oskarżenie wymierzone w  zadowolonego z siebie, sytego i przekonanego o własnej wyższości Europejczyka. Każdy jest winny. Myślę, że lekturę „Wytępić całe to bydło” warto połączyć z „Witajcie w raju”. Jeni Dijelemans (nawiasem mówiąc również Szwedki) demaskuje w nim kulisy przemysłu turystycznego, który poniekąd jest kontynuacją ekspansji kolonialnej sprzed wieków. Współczesny kolonializm może i jest mniej krwawy, ale w istocie niewiele je różni.</p>
<p><em>Ty to już wiesz. Ja również. Nie wiedzy nam brakuje. Brak nam odwagi, by to, co wiemy, zrozumieć i wyciągnąć z tego wnioski. </em>[s. 232]</p>
<p>„Wytępić całe to bydło” Sven Lindqvist, przełożyła Milena Haykowska, W.A.B., Warszawa 2009, s. 243.</p>
<p>Seria <a href="http://lekturki.com/tag/terra-incognita/" target="_blank">terra incognita</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/08/wytepic-cale-to-bydlo-sven-lindqvist/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Matki, które nienawidzą dzieci</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/07/na-ratunek-sophie-hannah/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/07/na-ratunek-sophie-hannah/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 14 Jul 2011 09:45:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Kryminalni]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[macierzyństwo]]></category>
		<category><![CDATA[matka]]></category>
		<category><![CDATA[Sophie Hannah]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1533</guid>
		<description><![CDATA[Własne dzieci – koniecznie trzeba dodać. Sophie Hannah jako kryminało- czy thrilleropisarka wciąż nie do końca mnie przekonuje, ALE ciekawość na równi z przekorą ciągnie mnie ku jej książkom*. „Na ratunek” okazało się wyjątkowo sprytnie wykoncypowanym i niekonwencjonalnie uformowanym czytadłem &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/07/na-ratunek-sophie-hannah/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Własne dzieci – koniecznie trzeba dodać.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/07/Na-ratunek_Sophie-Hannah.jpg" rel="lightbox[1533]"><img class="size-medium wp-image-1534 aligncenter" title="Na-ratunek_Sophie-Hannah" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/07/Na-ratunek_Sophie-Hannah-199x300.jpg" alt="" width="199" height="300" /></a></p>
<p>Sophie Hannah jako kryminało- czy thrilleropisarka wciąż nie do końca mnie przekonuje, ALE ciekawość na równi z przekorą ciągnie mnie ku jej książkom*. „Na ratunek” okazało się wyjątkowo sprytnie wykoncypowanym i niekonwencjonalnie uformowanym czytadłem z dreszczykiem. Tak sprytnym i niekonwencjonalnym, że od grafomańskiego koszmarka (w wersji totalnej) powieść Hannah dzieli już tylko <em>cienka czerwona linia</em>, po której pisarka balansuje z wdziękiem dobrze wytresowanej, ups przepraszam, dobrze wytrenowanej bułgarskiej gimnastyczki. Tym razem udało się jej nie przekroczyć, choć nie obyło bez kilku irracjonalnych kawałków jakby żywcem wyjętych ze snu sfiksowanego erotomana. Czytało mi się „Na ratunek” nawet lepiej niż przesadnie melodramatyczne i niespójne <a href="http://lekturki.com/2010/01/przemow-i-przezyj-sophie-hannah/">„Przemów i przeżyj”</a> (w którym, nawiasem mówiąc, taniej erotomanii było dużo więcej), choć nadal powieści Hannah nie mogę uznać za nic lepszego nad <em>czasoumilacz</em> do tramwaju, kolejki, pociągu, ewentualnie na leżak w ogrodzie (w dwóch ostatnich okolicznościach zresztą lekturę ostatnio uskuteczniałam).</p>
<p>Co mile zaskoczyło i potwierdziło słuszność mej czytelniczej intuicji, to konstrukcja powieści. Bowiem pani Hannah ma na thriller własny patent czy jak kto woli formułę**. Intryga „Na ratunek” ciągnie się niczym guma do żucia, to fakt, któremu zaprzeczyć niepodobna, ale ma to i swój urok i uzasadnienie. Akcja powieści toczy się w środowisku zamożnych matek kilkulatków, rozdartych między pracą, a (nazwijmy to) posługą wychowawczą i prowadzeniem domu. Autorka angażuje w fabułę szereg intrygujących postaci, wikłając je w śledztwo tylko na pierwszy rzut oka proste i oczywiste. Zmęczona znojem i udrękami macierzyństwa pełnoetatowa mama Geraldine popełnia samobójstwo, po uprzednim uśmierceniu swej jedynaczki. Na samobójstwo wskazuje dość lakoniczny list pożegnalny i dziennik denatki, z którego wynika, że od dawna cierpiała na depresję i szczerze nie znosiła córki. Sęk w tym, że nikt z jej rodziny nie wierzy w depresję Geraldine, ani tym bardziej samobójstwo. Kto w takim razie jej pomógł?</p>
<p>Finał &#8211; duże zaskoczenie, ale od meandrującego śledztwa, zabaw z tożsamością i paru innych wrzuconych do powieści dyrdymałów, mnie bardziej zainteresowała przemycona w „Na ratunek” ostra krytyka rodziny jako instytucji i macierzyństwa w ogóle. Hannah ujawnia mroczne strony rodzicielstwa, pokazując je jako niekończące się pasmo katuszy, udręk i mąk dla kobiet. Przekonuje, że nie każda kobieta na matkę się nadaję. Dla jej zamożnych bohaterek posiadanie dzieci nie jest dopustem bożym. To smutna przypadłość, obowiązek, który zmusza je do wyrzeczenia się siebie. Te kobiety kochają i nie cierpię swego potomstwa zarazem. Oddają im całą uwagę jednocześnie marząc o chwili świętego spokoju.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>„Na ratunek” Sophie Hannah, przełożył Piotr Kaliński, G+J, Warszawa 2009, 512 s.</p>
<p>* Nie można przemilczeć również czynnika ekonomicznego, bo „Na Ratunek” w Taniej Książce można kupić za jedną trzecią ceny z okładki, co nie jest kwotą znaczącą.</p>
<p>** To pachnie powtarzalnym schematem, ale przedwcześnie nie kraczmy. Poczytamy &#8211; zobaczymy</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/07/na-ratunek-sophie-hannah/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tajemnice Syberii</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/07/stacja-tajga-petra-hulova/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/07/stacja-tajga-petra-hulova/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 06 Jul 2011 13:03:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[czytelnicze wyzwanie]]></category>
		<category><![CDATA[Dania]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[literatura czeska]]></category>
		<category><![CDATA[Petra Hůlová]]></category>
		<category><![CDATA[pociąg]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[Syberia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1528</guid>
		<description><![CDATA[Jeśli jest tak, jak ostatnio napisała porządek_alfabetyczny, że seria z miotłą jest czyśćcem dla kobiet-pisarek, literacką II-ligą, to najwyraźniej Petra Hůlová odbyła już pokutę w babińcu i awansowała do serii Don Kichot i Sancho Pansa. W pełni zasłużenie, bo „Stacja &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/07/stacja-tajga-petra-hulova/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jeśli jest tak, jak ostatnio napisała <a href="http://porzadekalfabetyczny.blox.pl/2011/06/papiloty-wianki-umieranie-z-pragnienia.html" target="_blank">porządek_alfabetyczny</a>, że seria z miotłą jest czyśćcem dla kobiet-pisarek, literacką II-ligą, to najwyraźniej Petra Hůlová odbyła już pokutę w babińcu i awansowała do serii Don Kichot i Sancho Pansa. W pełni zasłużenie, bo „Stacja Tajga” to świetny kawał literatury.</p>
<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/07/Stacja-Tajga_Petra-Hulova.jpg" rel="lightbox[1528]"><img class="size-full wp-image-1529 aligncenter" title="Stacja-Tajga_Petra-Hulova" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/07/Stacja-Tajga_Petra-Hulova.jpg" alt="" width="269" height="410" /></a></p>
<p>Przyznaję jednak, że do powyższej konkluzji nie łatwo było mi dojść, jako że przez mniej więcej pierwsze 120-stron dość intensywnie biłam się z myślami czy w ogóle kontynuować lekturę. Nie byłam przekonana ani tym bardziej przygotowana na chaotyczną, nielinearną narrację, którą, post factum,  muszę uznać za jeden z największych atutów powieści. Powieści wielowymiarowej, nie poddającej się łatwej lekturze, poplątanej i pełnej tajemnic jak losy bohaterów Hůlovej. Bo, wbrew temu co można wywnioskować na podstawie lektury czwartej strony okładki, „Stacja Tajga” nie jest li tylko opowieścią o zniknięciu (Hablunda, duńskiego samozwańczego ekspedytora, który tuż po II wojnie światowej wyruszył do syberyjskiego Charynia, po to, aby nigdy z stamtąd nie wrócić) i poszukiwaniu czy może raczej poszukiwaniach prowadzonych przez Erskego, doktoranta na etnologii, który pod pretekstem szukania tematu do swej dysertacja, powraca do Charynia wiele lat później, aby dowiedzieć się czegoś o Hablundzie.</p>
<p>Tak więc „Stacja Tajga” to nie tylko rozwiązywanie zagadki i grzebanie w przeszłości (nawiasem mówiąc finał był dla mnie dużym zaskoczeniem), ale w mym odczuciu coś bardziej pociągającego – opowieść o mieszkańcach Syberii. Autochtonach i przesiedlonych z Zachodu. Wnikliwe studium ich donkiszoterii, wiwisekcja drobnomieszczańskich naleciałości, skrzętnie skrywanych grzeszków. Portret nieufnej, podzielonej klasowo i zamkniętej w sobie miniaturowej społeczności, zagubionej w głuszy, funkcjonującej zapewne tylko dzięki temu, że Charyń leży przy nitce kolei Transsyberyjskiej. Sama kolej gra zresztą w powieści niepoślednią rolę. Fragmenty opowiadającej o pracy konduktora krążącego niczym Latający Holender między Moskwą i Władywostokiem, podobnie jak widoki zasypanej śniegiem tajgi przesuwającej się za oknami pociągu są magiczne.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p><em>Stacja Tajga </em>Petra Hůlová, przełożył Piotr Godlewski, W.A.B., Warszawa 2011, s. 427.<br />
seria <a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank">don Kichot i Sancho Pansa</a></p>
<p>O poprzedniej powieści Petry Hůlovej – „Czasie czerwonych gór” można przeczytać <a href="http://lekturki.com/2008/06/czas-czerwonych-gor-petra-hulova/" target="_blank">TUTAJ</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/07/stacja-tajga-petra-hulova/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bergman wielkim poetą nie był</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/03/niedzielne-dziecko-ingmar-bergman/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/03/niedzielne-dziecko-ingmar-bergman/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 Mar 2011 15:51:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Biblioteczka Konesera]]></category>
		<category><![CDATA[dzieciństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Ingmar Bergman]]></category>
		<category><![CDATA[konflikt]]></category>
		<category><![CDATA[lato]]></category>
		<category><![CDATA[literatura szwedzka]]></category>
		<category><![CDATA[ojciec]]></category>
		<category><![CDATA[Szwecja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1519</guid>
		<description><![CDATA[Ingmar Bergman wielkim poetą nie był. Wielkim reżyserem owszem. Ale czytając „Niedzielne dziecko” trudno nie oprzeć się wrażeniu, że mógłby i wielkim pisarzem być. Tym bardziej, że na filmowej emeryturze, na którą oficjalnie przeszedł po ukończeniu „Fanny Alexander” spędził dwadzieścia &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/03/niedzielne-dziecko-ingmar-bergman/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ingmar Bergman wielkim poetą nie był. Wielkim reżyserem owszem. Ale czytając „Niedzielne dziecko” trudno nie oprzeć się wrażeniu, że mógłby i wielkim pisarzem być.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="alignnone" title="Niedzielne dziecko" src="http://www.proszynski.pl/includes/modules/thumb/phpThumb.php?src=../../../images/media/products//niedzielnedziecko.jpg&amp;w=200" alt="" width="200" height="281" /></p>
<p>Tym bardziej, że na filmowej emeryturze, na którą oficjalnie przeszedł po ukończeniu „Fanny Alexander” spędził dwadzieścia pięć lat (inna sprawa, że w międzyczasie wziął udział w jeszcze kilku filmowych projektach, nie mniej jednak z kamerą oficjalnie pożegnał się w 1982 roku). Spłodził też trochę książek, ale literaturą stricte, z małymi wyjątkami, się nie parał.</p>
<p>„Niedzielne dziecko” – zmysłowa mini powieść oparta na autobiograficznych wątkach – jest właśnie takim <em>małym wyjątkiem, </em>niewielkim acz znaczącym literackim smakołykiem. Bergman cofa się do lat dwudziestych, swojego dzieciństwa, osadzając akcję w pewien upalny lipcowy weekend, który rodzina Bergmanów spędza z dala od Sztokholmu w wynajętym na lato domu. Ale nie dajcie się zwieść atmosferze idyllicznej beztroski, to tylko pozory, efektowne tło dla opowieści o skomplikowanych relacjach młodocianego Ingmara – wówczas przez wszystkich pieszczotliwie nazywanego Puniem – z ojcem, darzonym powszechnym szacunkiem protestanckim pastorem, w rzeczywistości oschłym i surowym tyranem. Konflikcie, który nieprzerwanie, z większym lub mniejszym natężeniem, trwał do śmierci pastora.</p>
<p>Punio, owo niedzielne dziecko, zdaje się żyć w zawieszeniu między światem realnym, a tym wyobrażonym. Jest dzieckiem niezwykle wrażliwym, wyczulonym na wszelkie niuanse w międzyludzkich relacjach. Zafascynowany tym co mroczne i tajemnicze, a zwłaszcza ciemnymi stronami ludzkiej duszy. Na z gruntu niewinne swary ze starszym bratem, rodzinne posiłki, zabawy czy spacery Bergman nakłada sceny żywo niepokojące i mroczne, nijak nie pasujące do tej sielskiej atmosfery. Stąd „Niedzielne dziecko” jest i w istocie swej opowieścią o lęku. Jego powodach, zarówno tych nadprzyrodzonych – jak wisielec z lasu, jak i niemalże namacalnych – rozpadające się na oczach chłopca małżeństwo rodziców czy właśnie ojciec na swój sposób terroryzujący go psychicznie.</p>
<p>Wielbiciele „Fanny i Alexander” tacy jak ja z radością odnotują punkty wspólne powieści i filmu. Jednym z nich bez wątpienia jest monstrualnie otyła ciotka Emma, której Bergman najpewniej bardzo nie lubił, bo uczynił z niej w filmie żywą pochodnię. Pojawia się też kochana i oddana pokojówka Maj, a i ojczym Fanny i Alexandra – biskup Edward ucieleśniający w filmie zło &#8211; żywo przypomina surowego patriarchę rodu Bergmanów.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p><em>Niedzielne dziecko</em> Ingmar Bergman, przełożyła Halina Thylwe, Prószyński i S-ka, Warszawa 1994, s. 101.<br />
seria: <a href="http://lekturki.com/tag/biblioteczka-konesera/" target="_blank"><strong>Biblioteczka Konesera</strong></a><br />
<strong><a href="http://lekturki.com/tag/szwecja/" target="_blank">literatura szwedzka</a></strong></p>
<p>[z Rajskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/03/niedzielne-dziecko-ingmar-bergman/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Za ścianą</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/03/sciana-marlen-haushofer/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/03/sciana-marlen-haushofer/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 Mar 2011 17:26:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[KIK]]></category>
		<category><![CDATA[literatura austriacka]]></category>
		<category><![CDATA[Marlen Haushofer]]></category>
		<category><![CDATA[natura]]></category>
		<category><![CDATA[samotność]]></category>
		<category><![CDATA[zwierzęta]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1515</guid>
		<description><![CDATA[Pogdybajmy. Gdyby ktoś kiedyś nie napomknął mi o Marlen Haushofer, że warto, bo to pisarka ciekawa i nietuzinkowa, w dodatku pisaniem swym skłaniająca ku refleksjom rozmaitym i gdybym ja nazwiska i polecanego tytułu nie zanotowała, to zapewne do „Ściany” w &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/03/sciana-marlen-haushofer/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pogdybajmy. Gdyby ktoś kiedyś nie napomknął mi o Marlen Haushofer, że warto, bo to pisarka ciekawa i nietuzinkowa, w dodatku pisaniem swym skłaniająca ku refleksjom rozmaitym i gdybym ja nazwiska i polecanego tytułu nie zanotowała, to zapewne do „Ściany” w ogóle bym nie dotarła, bo (między nami mówiąc) streszczenie fabuły zapowiadało coś z zupełnie-nie-mojej-bajki.</p>
<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/03/sciana.marlen.haushofer.jpg" rel="lightbox[1515]"><img class="size-full wp-image-1516 aligncenter" title="sciana.marlen.haushofer" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/03/sciana.marlen.haushofer.jpg" alt="" width="200" height="315" /></a></p>
<p>Nie wiem czy w teorii literatury funkcjonuje taka kategoria jak powieść ekologiczna, ale bez wątpienia „Ściana” czymś w rodzaju eko-powieści jest. Jednak czytanie jej wyłącznie poprzez pryzmat ekologii byłoby brzydkim uproszczeniem. A wbrew pozorom powieść ta do prostych nie należy. Fabuła z grubsza prezentuje się tak: Mieszkanka dużego miasta  wyjeżdża na weekend do domku w górach. Zaniepokojona opóźniającym się powrotem towarzyszy wyrusza na poszukiwania do lasu. Te jednak nie przynoszą żadnego efektu, bo drogę zagradza jej niewidzialna ściana (!), która pojawiła ni stąd ni zowąd z bliżej nieokreślonego, ba, z racjonalnego punktu widzenia niepojętego, powodu. Ot stanęła i odgrodziła ją od reszty świata. Kobieta dość szybko orientuje się, że jest jedynym człowiekiem po tej stronie ściany, a po drugiej ludzkie życie najwyraźniej zamarło, w odróżnieniu od przyrody, która niczym nieokiełznana pleni się w najlepsze.</p>
<p>Gdybym chciała posłużyć się krzykliwą retoryką przekazu reklamowego napisałabym, że <em>bohaterka stacza dramatyczną walkę o przetrwanie, </em>tyle że ta walka u Huashofer jest de facto wyzuta z dramatyzmu, a napuszony patos w „Ścianie” szczęśliwie nie występuje. To skromna i kameralna powieść, w niczym nie podobna do książek, które dotychczas czytałam. Haushofer nie interesuje wyjaśnienie tajemnicy ściany. Niewidzialna zapora stanowi jedynie pretekst do nakreślenia portretu mieszczucha skonfrontowanego z pierwotnymi siłami przyrody.</p>
<p>Bezimienna bohaterka, skazana na własne siły i niewielki zapas żywności zgromadzony w górskiej chatce, uczy się radzić sobie i współistnieć z przyrodą. Do towarzystwa ma zwierzęta: psa, kotkę i krowę, i ze sporym ukontentowaniem odkrywa, że ich towarzystwo jest jej dużo milsze i cenniejsze niż wszystkie sztucznie podtrzymywane więzi i konwencjonalne relacje z czasów sprzed ściany. Zresztą stan przymusowego odosobnienia skłania ją do krytycznego zrewidowania dotychczasowego życia i wyznawanych wartości, które w obliczu zetknięcia z naturą okazują się złudne i  powierzchowne.</p>
<p>To relacja z prostego życia toczącego się rytmem narzuconym przez przyrodę, tak opowiedziana, że czyta się ją z najwyższym stopniem zaabsorbowania. Lektura była dla mnie ogromnym przeżycie emocjonalnym i duchowym, toteż gorąco, a nawet bardzo gorąco „Ścianę” polecam.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 6 out of 6 stars</p>
<p><em>Ściana</em> Marlen Haushofer, przełożyła Zofia Kania, PIW, Warszawa 1990, s. 240.</p>
<p><strong>Seria <a href="../../../../../tag/kik/">KIK</a></strong></p>
<h5>[z Biblioteki Jagiellońskiej]</h5>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/03/sciana-marlen-haushofer/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bogate biedactwa</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/03/arlington-park-rachel-cusk/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/03/arlington-park-rachel-cusk/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Mar 2011 06:42:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Feministyczne]]></category>
		<category><![CDATA[Kobiece]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[kryzys]]></category>
		<category><![CDATA[małżeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[powieść psychologiczna]]></category>
		<category><![CDATA[Rachel Cusk]]></category>
		<category><![CDATA[rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[suberbia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1511</guid>
		<description><![CDATA[Nakład „Arlington Park” mógłby spłonąć na stosie. Albo pójść na przemiał. Czy historia literatury znacząco by na tym zubożała? Nie sądzę. Stosy zapłonęłyby gdyby Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej w trosce o narodowy przyrost naturalny pokusiło się o stworzenie indeksu &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/03/arlington-park-rachel-cusk/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nakład „Arlington Park” mógłby spłonąć na stosie. Albo pójść na przemiał.<br />
Czy historia literatury znacząco by na tym zubożała? Nie sądzę.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/03/arlington.park_.jpg" rel="lightbox[1511]"><img class="alignnone size-full wp-image-1512" title="arlington.park" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/03/arlington.park_.jpg" alt="" width="200" height="320" /></a></p>
<p>Stosy zapłonęłyby gdyby Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej w trosce o narodowy przyrost naturalny pokusiło się o stworzenie indeksu ksiąg zakazanych. Zakazanych, bo zniechęcających do prokreacji, a dzieło Rachel Cusk to zaskakująco skuteczny środek antykoncepcyjny. Potomstwo w jej powieści nie występuje w roli bożego dopustu. To raczej punkt do odhaczenia, smętne ukoronowanie faktu bycia żoną swego męża, kurą domową i mieszkanką luksusowego raju dla zamożnych.</p>
<p><em>Juliet, Amanda, Solly, Maisie, Christine, pięć młodych kobiet, które marzą o niezależności</em> – tyle okładka. <em>Juliet, Amanda, Solly, Maisie, Christine, pięć młodych kobiet, których nie podobna od siebie odróżnić</em> – to już ja. „Arlington Park” to jeden dzień z życia pod londyńskich suburbiów opowiedziany w kilkunastu obrazkach. Powieść skomponowana na pozór przypadkowo, z narracją co i rusz zmieniającą punkt widzenia. Każda z bohaterek Cusk ma swoje pięć minut. Obserwujemy je przy banalnych codziennych czynnościach i gdzieś między przymierzalnią w centrum handlowy, proszoną kolacją na osiem osób, a odbiorem dzieci ze szkoły, każda z podobnych powodów uświadamia sobie jałowość swej egzystencji. Życia sprowadzającego się do bycia luksusową służącą męża i dzieci, wyzutą z własnych ambicji, zrezygnowaną, uwięziono w konwencji idealnej pani domu, robiącej i mówiącej tylko to co powinna i co wypada, a nie to co czuje i na co ma ochotę. I gdy sobie to uświadamiają rodzi się w nich bunt. Bunt, z którego nic nie wynika. Ale bohaterki Cusk stłamszone są na własne życzenie. Pisarka zdaje się sugerować, że świadomie dały zmanipulować się w taki a nie inny damsko-męski układ, że jest to konieczna cena, którą płacą za pozory stabilizacji i wyższy status społeczny. Bo w Arlington Park to fakt posiadania męża i potomstwa decyduje o statusie kobiety.</p>
<p>To niezbyt wesoła konkluzja, ale i nic nowego. Podobne rzeczy się miały u Jane Austen dwieście lat temu. Cusk podobno z założenia demontuje literaturę kobiecą i faktycznie na darmo w „Arlington Park” szukać pochwały macierzyństwa czy instytucji małżeństwa. Odwrotnie. Bohaterki tęskno spoglądają w stronę tych, których nie trzymają żadne zobowiązania. Tak jak ciężarna Solly, którą wyraźnie pociąga krzykliwa niezależność Włoszki wynajmującej u niej pokój. Kobiety, która, o zgrozo, rozwiodła się i zostawiła w Bolonii swoje dziecko. Ukryte tęsknoty Solly są najbardziej wyrazistą częścią powieści. Obrazki z życia pozostałej czwórki zlały mi się w całość jeszcze w trakcie czytania, a to chyba nie jest najlepsza rekomendacja powieści aspirującej do miana psychologicznej.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 3.5 out of 6 stars</p>
<p>„Arlington Park” Rachel Cusk, przełożył Paweł Łopatka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010, s. 312.</p>
<h5>[z Biblioteki Jagiellońskiej]</h5>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/03/arlington-park-rachel-cusk/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W przedpieklu</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/03/stroma-sciana-eugenia-ginzburg/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/03/stroma-sciana-eugenia-ginzburg/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Mar 2011 00:28:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[(auto)biografie i wspomnienia]]></category>
		<category><![CDATA[Bolszaja Rossija]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Eugenia Ginzburg]]></category>
		<category><![CDATA[gułag]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[stalinizm]]></category>
		<category><![CDATA[Syberia]]></category>
		<category><![CDATA[totalitaryzm]]></category>
		<category><![CDATA[Wyzwania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1508</guid>
		<description><![CDATA[Prosta, elegancka i trzymająca w napięciu. Rozłożysta, bo nasycona ogromem szczegółów. „Stroma Ściana” to książka z gatunku tych, o których trudno pisać, bo cokolwiek napisać o powikłanych losach osób, których udziałem była gehenna stalinowskich więzień i gułagu zabrzmi banalnie. Poza &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/03/stroma-sciana-eugenia-ginzburg/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Prosta, elegancka i trzymająca w napięciu. Rozłożysta, bo nasycona ogromem szczegółów. „Stroma Ściana” to książka z gatunku tych, o których trudno pisać, bo cokolwiek napisać o powikłanych losach osób, których udziałem była gehenna stalinowskich więzień i gułagu zabrzmi banalnie. Poza tym, a nie jest to stwierdzenie szczególnie odkrywcze, dużo łatwiej pisać o literaturze przeciętnej niż wybitnej, a bez wątpienia o wybitność ocierają się autobiograficzne zapiski Eugenii Ginzburg.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="alignnone" title="&quot;Stroma ściana&quot; Eugenia Ginzburg" src="https://lh3.googleusercontent.com/-95o1e0P8i90/TXV4lJrthYI/AAAAAAAAAUg/il07OZfGsjU/s1600/Stroma-sciana.jpg" alt="" width="198" height="280" /></p>
<p>Jest rok 1937. Ginzburg – wzięta nauczycielka akademicka i dziennikarka, żona kazańskiego dygnitarza, komunistka wierząca i praktykująca, zostaje aresztowana. Za rzekomą działalność terrorystyczną, w rzeczywistości bez powodu, na podstawie sfałszowanych dowodów i relacji przekupionych świadków. Jej los podzieliły wówczas setki tysięcy radzieckich intelektualistów, ale Eugenia tego jeszcze nie wie. Aresztowanie wprawią ją w zakłopotanie. Nie żeby się go nie spodziewała. Sygnały, że kroi się coś niedobrego, w ciągu ostatnich miesięcy jej wolności były liczne, ale do ostatniej chwili nie wierzyła, że podobna zniewaga może spotkać uczciwego i oddanego członka partii. Toteż aresztowanie bierze  początkowo za pomyłkę systemu, ale system totalitarny się nie myli i (jeszcze) do błędów nie przyznaje. Tego Eugenia też jeszcze nie wie, a zetknięcie ze stalinowskim systemem więziennym, wielogodzinne przesłuchania i pokazowy proces to dopiero początek jej długiej drogi przez mękę. Przez kolejne kręgi piekła: od izolatki w więzieniu o zaostrzonym rygorze w Jarosławiu, przez wielodniowy etap na Kołymę i sam pobyt w obozach pracy.</p>
<p>Ginzburg zaczęła spisywać wspomnienia jeszcze na Kołymie. Po odbyciu dziesięcioletniego wyroku została zwolniona z obozu, ale pozbawiona praw obywatelskich i możliwości powrotu na kontynent. Dopiero po śmierci Stalina pisarka doczekała się rehabilitacji. Jej zapiski, w kontekście innych czytanych przeze mnie książek dotykających kwestii stalinowskich czystek, są pozycją bezprecedensową. Po pierwsze ze względu na samą Ginzburg, jakby nie patrzeć dumną posiadaczkę legitymacji partyjnej, sercem i rozumem popierającą Ojca Narodów. Oczywiście do czasu. Jej poglądy ewoluują, czemu, w nader stonowany i elegancki sposób, daje wyraz w „Stromej ścianie”. Co znamienne i  zdaje się również bezprecedensowe – pisarka, pomimo ogromu cierpień jakich doświadczyła, nie potępia swych oprawców w jednoznaczny sposób. Gardzi nimi, ale nie potępia.</p>
<p>Nie mniej dojmujące od gehenny w obozie są wspomnienia z życia po obozie – de facto ograniczającego się do nieśmiałych prób stworzenia zalążków normalności, ciągłego balansowania na granicy tego co dozwolone i surowo zakazane. Teoretycznie jako wolny człowiek, w praktyce obywatel drugiej, a może nawet trzeciej kategorii, pozbawiony możliwości pracy w ukochanym zawodzie, oddzielony od rodziny, żyjący na skraju ubóstwa, w permanentnym poczuciu zagrożenia – czy i kiedy znów aresztują?  A jednak, paradoksalnie zapiski Ginzburg tchnął specyficznym optymizmem. Przywracają  wiarę w ludzką solidarność i dobrą wolę, które nie zanikają nawet w tak podłych i zdehumanizowanych okolicznościach jak pobyt na Kołymie. Zresztą dzięki bezinteresownej dobroci przypadkowych osób Ginzburg w ogóle udało się przetrwać.</p>
<p>Tylko tytuł wydaje mi się idiotycznie przetłumaczony, bo czy istnieją ściany, które nie są strome?</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>„Stroma ściana” Eugenia Ginzburg, przełożył Andrzej Mandalian, Czytelnik, Warszawa 2009, s. 631.</p>
<p><a href="http://rosjawliteraturze.blogspot.com/" target="_blank">Książka przeczytana na potrzeby wyzwania Rosja w literaturze</a></p>
<h5>[z Biblioteki Jagiellońskiej]</h5>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/03/stroma-sciana-eugenia-ginzburg/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>17</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Niewyparzony pysk Pana Rudnickiego</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/02/smierc-czeskiego-psa-janusz-rudnicki/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/02/smierc-czeskiego-psa-janusz-rudnicki/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 Feb 2011 14:30:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Alma Mahler]]></category>
		<category><![CDATA[archipelagi]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Hans Christian Andersen]]></category>
		<category><![CDATA[James Joyce]]></category>
		<category><![CDATA[Janusz Rudnicki]]></category>
		<category><![CDATA[oniryczna]]></category>
		<category><![CDATA[pogranicze]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1495</guid>
		<description><![CDATA[Janusz Rudnicki. Finalista Nagrody Literackiej Nike 2010. Zdaje się, że nie był to jego debiut na krótkiej liście. Nie mogę sobie teraz przypomnieć, co skłoniło mnie, aby sięgnąć po jego prozę. Na pewno nie fakt, że był w finale, bo &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/02/smierc-czeskiego-psa-janusz-rudnicki/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/02/smierc_czeskiego_psa.jpg" rel="lightbox[1495]"><img class="alignnone size-full wp-image-1496" title="smierc_czeskiego_psa" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/02/smierc_czeskiego_psa.jpg" alt="" width="202" height="315" /></a></p>
<p><strong>Janusz Rudnicki</strong>. Finalista Nagrody Literackiej Nike 2010. Zdaje się, że nie był to jego debiut na krótkiej liście. Nie mogę sobie teraz przypomnieć, co skłoniło mnie, aby sięgnąć po jego prozę. Na pewno nie fakt, że był w finale, bo nominacje i nagrody nie są kryterium wedle, którego dobieram sobie lektury. Dość powiedzieć, że gdy bibliotekarka wręczyła mi rewers do podpisu, z pełną konsternacją odkryłam, że widnieje na nim <strong>„Śmierć czeskiego psa”</strong>, a nie „Męka kartoflana”, którą wedle swego mniemania zamawiałam, ale to już mało istotne.</p>
<p>Istotne natomiast jest to, że odkryłam dla siebie kolejnego wybitnego prozaika. Polskiego – a to cenne i miłe zarazem. Autora o niewyparzonej gębie czy może raczej piórze, operującego soczystą frazą. Bezwzględnego i prowokującego. Wyspecjalizowanego w krótkich formach, które od pewnego czasu pochłaniam z ogromnym upodobaniem i wciąż mi tych opowiadań mało. Na moje szczęście Rudnicki zdążył spłodzić ich już całkiem sporo. Życzę sobie, aby były równie mięsiste, przewrotne i zabawne, jak te ze zbioru „Śmierci czeskiego psa”.</p>
<p>Na tom składają się teksty pierwsze i drugie. Ta cezura znacząca. Teksty pierwsze to w znakomitej większości gorzka groteska. Fantasmagoria z pogranicza Polski, Niemiec i Czech. Zapiski wydarzeń absurdalnych, przerażających czy zabawnych. W swej wymyślnej niedorzeczności sytuujących się gdzieś na pograniczu snu i jawy. Jak proza Franza Kafki, choć Kafka i Rudnicki to dwa zgoła odmienne literackie temperamenty. Łącznikiem, punktem wspólnych tekstów pierwszych jest postać, zapewne o autobiograficznej proweniencji, emigranta, tułacza, gastarbeiter. Taki, co niespecjalnie mu się w życiu wiedzie, a teraz w dodatku uwikłany w niedorzeczne perypetie rodem ze snu. Tak jak w tytułowym opowiadaniu, w którym czeski pies po śmierci zostaje w kartonie po telewizorze uprowadzony przez niemieckich Cyganów. Często punktem wyjścia są autentyczne wydarzenia, które Rudnicki nicuje po swojemu, filtruje przez siebie. Tak jest choćby w przypadku miniaturki <em>Na barykadzie</em>, do której inspiracji dostarczyła pisarzowi prasowa notka o Polakach masowo sprzedających (!) krew i osocze w Görlitz.</p>
<p>Wreszcie teksty drugie. Perełki! Tu już nie wydarzenia, a bardzo konkretne postaci: Hans Christian Andersen, Alma Mahler, James Joyce, Hans-Peter (dla odmiany nie literat, a bezrobotny z byłego RFN) czy Janusz Rudnicki we własnej, neurotycznej do granic możliwości, osobie. W genialnym (!) opowiadaniu <em>Jeżdżę </em>dzieli się refleksjami na temat podróży pociągiem i uczestnictwa w festiwalach i doprawdy nie wiadomo ile tu autentycznego Rudnickiego, a ile konfabulacji. To opowiastki o bardzo konkretnych postaciach, których punktem wyjścia często jest film czy fragment książki na ich temat. Świeżo zdobytą biograficzną wiedzę autor znów nicuje na własną modłę, podaje z odmiennej perspektywy i słowami, które wypływają z tej jego niewyparzonej, neurotycznej, pisarskiej gęby. I tak Andersen a’la Rudnicki jest przede wszystkim cierpiącym na rozliczne bóle ciała i duszy homoseksualistą z obsesją masturbacji. Alma – wyrachowaną arywistką, która kreuje swój wizerunek poprzez dobieranych z odpowiedniego klucza mężów.  A Joyce? Joyce to permanentnie wygłodniały epistolarny żebrak.</p>
<p>Proszę więcej.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>„Śmierć czeskiego psa” Janusz Rudnicki, W.A.B., Warszawa 2009, s. 208.<br />
<a href="http://lekturki.com/tag/archipelagi/" target="_blank"><strong>seria archipelagi</strong></a></p>
<p>[z Biblioteki Jagiellońskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/02/smierc-czeskiego-psa-janusz-rudnicki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O uprzedzeniach</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/01/niespokojny-czlowiek-henning-mankell/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/01/niespokojny-czlowiek-henning-mankell/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 14 Jan 2011 15:52:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kryminalni]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Skandynawia]]></category>
		<category><![CDATA[Henning Mankell]]></category>
		<category><![CDATA[komunizm]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[mroczna]]></category>
		<category><![CDATA[powieść szpiegowska]]></category>
		<category><![CDATA[przemijanie]]></category>
		<category><![CDATA[starość]]></category>
		<category><![CDATA[Szwecja]]></category>
		<category><![CDATA[Wallander]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1485</guid>
		<description><![CDATA[Powinnam posypać sobie głowię popiołem i przyznać tudzież wyznać szczerze jak u konfesjonału, że do „Niespokojnego człowieka” Henninga Mankella uprzedziłam się na długo zanim pojawił się w księgarniach. Uprzedziłam się tak na wszelki wypadek, asekuracyjnie, pomna rozczarowania jakiego doznałam po &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/01/niespokojny-czlowiek-henning-mankell/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/01/niespokojny.czlowiek.jpg" rel="lightbox[1485]"><img class="alignnone size-full wp-image-1486" title="niespokojny.czlowiek" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/01/niespokojny.czlowiek.jpg" alt="" width="178" height="285" /></a></p>
<p>Powinnam posypać sobie głowię popiołem i przyznać tudzież wyznać szczerze jak u konfesjonału, że do <strong>„Niespokojnego człowieka” <a href="http://lekturki.com/tag/henning-mankell/" target="_blank">Henninga Mankella</a></strong> uprzedziłam się na długo zanim pojawił się w księgarniach. Uprzedziłam się tak na wszelki wypadek, asekuracyjnie, pomna rozczarowania jakiego doznałam po lekturze „Chińczyka” – poprzedniego kryminału Mankella, który z perspektywy czasu oceniam jako jedną  z najsłabszych książek jego autorstwa. Uprzedzenie – uprzedzeniem, ale i tak na „Niespokojnego człowieka”, zapowiadanego jako ostatnią część <a href="http://lekturki.com/tag/wallander/" target="_blank">cyklu z komisarzem Wallanderem</a>, czekałam niecierpliwie. Wszak Kurta W. kocham miłością szczerą i prawdziwą, a miłość nie zna wyjątków, toteż każdą książkę przeczytać muszę, bez względu na to czy ta jest gniotem czy nie.</p>
<p>Oczywiście, moje uprzedzenia nie wzięły się znikąd. Wysnułam je na podstawie zapowiedzi treści brzmiących niedorzecznie i niezbyt obiecująco. O zgrozo, jacyś NRD-owscy szpiedzy, zimna wojna, łodzie podwodne i tego typu okropieństwa. Podskórnie czułam, że to nie może być dobra książka i niczym mantrę powtarzałam to przy każdej możliwej okazji. <strong>I pewnie byłaby to niedobra książka, gdyby Mankell inaczej rozłożył akcenty. Pomimo tego, że jego światopogląd jeszcze nigdy nie był tak czytelnie eksponowany, „Niespokojnego człowieka” nie czyta się jak zaangażowanej ideologicznie powieści szpiegowskiej. Na szczęście.</strong></p>
<p>Powieść okazała się bardzo udanym a nade wszystko potrzebnym domknięciem serii. Pożegnaniem z Wallanderem. To właśnie starzejący się komisarz ystadzkiej policji gra tu główną rolę. On, a nie intryga (nawiasem mówiąc zupełnie udanie nakreślona i wciągająca), która stanowi jedynie pretekst do uwypuklenia warstwy psychologicznej. Stąd „Niespokojny człowiek” to nie powieść szpiegowska, a refleksyjny kryminał o przemijaniu. Mankell, nie stroniąc od nostalgicznego tonu, przypomina, że wszyscy, nawet literaccy bohaterowie, są śmiertelni i podlegają prawom przemijania. Wallander jest tu u kresu swej kariery policyjnej, ale i u kresu życia. Ze szwankującym zdrowiem, problemami z pamięcią i alkoholem. Na prośbę Lindy, początkowo z pewnym oporem, podejmuje się poprowadzenia własnego śledztwa w sprawie zaginięcia jej teścia – emerytowanego komandora marynarki wojennej, który pewnego ranka wyszedł z domu i dosłownie rozpłynął się w powietrzu. Sprawa dla Wallandera okaże się swoistym czyśćcem. Pretekstem do zajrzenie w głąb siebie. Przypomnienia dawnych miłości, wzlotów i upadków, tym bardziej, że przeszłość wciąż daje o sobie przypomina, a i przyszłość – w głównej mierze warunkowana marnym stanem zdrowia – nie daje mu spokoju.</p>
<p>Bardzo dobra, ale i smutna książka, kongenialnie dopełniająca cykl.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5.5 out of 6 stars</p>
<p>„Niespokojny człowiek” Henning Mankell, przełożyła Beata Walczak-Larsson, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010<br />
<a href="http://lekturki.com/tag/mroczna/" target="_blank"><strong>mroczna seria</strong></a></p>
<p>[mój własny]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/01/niespokojny-czlowiek-henning-mankell/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

