<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; Literatura dowcipna</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/category/eskapistyczne/humoreski/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Mon, 06 Feb 2012 11:11:56 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Zawsze bowiem należy upraszczać</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 Oct 2011 13:34:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[Franz Kafka]]></category>
		<category><![CDATA[Georges Perec]]></category>
		<category><![CDATA[literatura francuska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1547</guid>
		<description><![CDATA[Georges Perec, zupełnie niespodziewanie, zirytował mnie w stopniu ponadprzeciętnym. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że to dziełko o objętości mikroskopijnej*, tak mikroskopijnej, że nazwanie go lekturą na jeden wieczór to grubsza przesada, bo to raczej czytanka na wieczoru ćwierć, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Georges Perec, zupełnie niespodziewanie, zirytował mnie w stopniu ponadprzeciętnym. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że to dziełko o objętości mikroskopijnej*, tak mikroskopijnej, że nazwanie go <em>lekturą na jeden wieczór</em> to grubsza przesada, bo to raczej czytanka na wieczoru ćwierć, albo i mniej, przysporzy mi tyle czytelniczego znoju, że będę czytała to w kawałkach, a między kolejnymi kawałkami zmuszona będę robić sobie kilkudniowe przerwy. Bo inaczej się nie dało. „O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika działu w celu upomnienia się o podwyżkę”, ten pozbawiony kropek szaleńczy potok słów, to nie książka na moje słaby nerwy.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="alignnone" title="O sztuce oraz sposobach" src="http://merlin.pl/O-sztuce-oraz-sposobach-usidlenia-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke_George,images_big,25,978-83-7414-928-0.jpg" alt="" width="255" height="410" /></p>
<p>Wbrew tytułowi notki, który pozwoliłam sobie zerżnąć z samego Pereca, w „O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika …” absolutnie nic nie jest proste. To koszmar, który narasta piramidalnie. Mamy oto bowiem szeregowego pracownika firmy-molocha z bliżej nieokreślonej branży. I ten skromny szeregowy pracownik chce poprosić o podwyżkę. Słowo „chce” jest tu kluczowe, bo od chęci do realizacji daleka, kręta i nieprzyzwoicie wyboista droga. Nieodzowny będzie spryt, cierpliwość i myślenie strategiczne. Na początek wypadałoby chociaż zastać kierownika w biurze, a to bynajmniej proste nie jest, tym bardziej, że taki kierownik w niemal każdej chwili może zatruć się nieświeżym jajkiem, zadławić ością lub zapaść na chorobę zakaźną typu odra, a w najgorszym wypadku wszystko to na raz. I broń boże nie próbuj usidlić kierownika w piątek. Piątek to generalnie fatalny dzień do załatwiania tego typu spraw.</p>
<p>Dzieło Pereca przywiodło mi na myśl „Zamek” Franza Kafki. W ogóle dużo tu z ducha Kafki, poczynając chociażby od, do szczętu zdehumanizowanego, przedsiębiorstwa, które <em>ci płaci za to, byś odwiedzał jego rozmaite działy, składające się na całość lub część jednego z najpotężniejszych przedsiębiorstw w jednym z najważniejszych sektorów naszego najbardziej narodowego przemysłu. </em> Obie książki w istocie opowiadają o  obsesyjnej próbie dotarcie do celu (u Kafki jest zamek, u Pereca podwyżka). Tyle, że ten cel w niepokojący sposób coraz bardziej się oddala. W  „O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika …” ów proces, ta pogoń za króliczkiem, przybiera monstrualne wręcz rozmiary, staje się orgią kombinatoryki i rachunku prawdopodobieństwa, co zresztą po części pokazuje schemat organizacyjny, którego fragment pozwalam sobie Wam zaprezentować.</p>
<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/10/schemat.perec.jpg" rel="lightbox[1547]"><img class="alignnone size-full wp-image-1548" title="schemat.perec" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/10/schemat.perec.jpg" alt="" width="570" height="472" /></a></p>
<p>A! Jest jeszcze jedna, dość zasadnicza, różnica między Kafką, a Perecem. Kafka był <em>sieriozny</em> do bólu. Perec – na szczęście nie.</p>
<p>„O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika działu w celu upomnienia się o podwyżkę”, Georges Perec, przełożył Wawrzyniec Brzozowski, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2011, s. 94.</p>
<p>*75 stron, w tym obrazki, reszta to posłowie</p>
<p>więcej książek z serii <a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank">don Kichot i Sancho Pansa<br />
</a>więcej <a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank">Georgesa Pereca</a></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przygody z codziennością</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/10/44-scotland-street-alexander-mccall-smith/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/10/44-scotland-street-alexander-mccall-smith/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 19 Oct 2010 15:51:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Czytadło]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Alexander McCall Smith]]></category>
		<category><![CDATA[Edynburg]]></category>
		<category><![CDATA[literatura popularna]]></category>
		<category><![CDATA[powieść obyczajowa]]></category>
		<category><![CDATA[Szkocja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1450</guid>
		<description><![CDATA[Strzeżcie się. Oto powieść zdradziecka, paskudnie bałamutna i to w najgorszym możliwym znaczeniu tych słów. Omamia od pierwszych stron. Nie stron. Omamia od pierwszych zdań. Obwija sobie nieświadomego czytelnika wokół małego palca, trzyma w ryzach i nie puszcza. I zanim &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/10/44-scotland-street-alexander-mccall-smith/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/44-Scotland-Street_Alexander-McCall-Smith.jpg" rel="lightbox[1450]"><img class="alignnone size-full wp-image-1451" title="44-Scotland-Street_Alexander-McCall-Smith" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/44-Scotland-Street_Alexander-McCall-Smith.jpg" alt="" width="198" height="280" /></a></p>
<p>Strzeżcie się. Oto powieść zdradziecka, paskudnie bałamutna i to w najgorszym możliwym znaczeniu tych słów. Omamia od pierwszych stron. Nie stron. Omamia od pierwszych zdań. Obwija sobie nieświadomego czytelnika wokół małego palca, trzyma w ryzach i nie puszcza. I zanim się obejrzysz już będzie przeczytana. Trzask, prask i po wszystkim, a kolejna część dopiero się pisze.</p>
<p>Nie znam wcześniejszych owoców literackiej działalności Alexandra McCalla Smitha, może to i lepiej, bo dzięki temu do <strong>„44 Scotland Street”</strong> podeszłam czysta i niewinna, nie skażona żadnymi opiniami, oczekiwaniami czy złudnymi nadziejami. Dzieło to, jak stoi we wstępie, powstało na zamówienie gazety, znaczy się jest przykładem powieści w odcinkach, formy cyklicznej rozrywki dziś właściwie zupełnie zanikłej, a niegdyś, myślę sobie, udatnie zastępującej telewizyjne tasiemce. Myślę sobie również, że gdyby te „Klany” i „Barwy (nie)szczęścia” miały choć jedną trzecią wdzięku i lekkości „44 Scotland Street” może bym skusiła się na marnowanie czasu przed telewizorem, bo książka McCall Smitha jako powieść – reset, dostarczająca rozrywki urokliwej, bezpretensjonalnej i przepojonej subtelnym humorem, sprawdza się i wedle tej miary i z takimi, niezbyt wygórowanymi oczekiwaniami, podejść do niej należy<strong> </strong>(wciąż pamiętając o specyficznej genezie książki)<strong>.</strong></p>
<p>Bo &#8222;44 Scotland Street&#8221; jako powieść ani nic nowego nie wnosi, ani nie głosi, ani nie zmienia czy neguje, a jej wartość poznawcza jest co najmniej dyskusyjna. Toteż jeśli ma się sprecyzowane oczekiwania wobec misji i funkcji literatury, można sobie lekturę McCalla Smitha darować. To powieść czysto eskapistyczna, gładka i neutralna, dotykająca bezpiecznych i wcześniej wypróbowanych tematów. Jednak podana sprawnie i z polotem codzienność edynburskich przeciętniaków, okazuje się być zdradziecko wciągająca, aż wstyd przyznać, że tak łatwo dałam się złapać na to proste rozwiązanie fabularne.</p>
<p>Mamy tu grupkę mniej lub bardziej udanych lokatorów i znajomych lokatorów tytułowej kamienicy w artystycznej dzielnicy Edynburga: narcystycznego samca alfa z branży nieruchomości, niewydarzonego właściciela galerii, nadopiekuńczą mamuśkę z przerostem ambicji i jej bystrego potomka i kilkoro innych, nie mniej ważnych, bohaterów. Ich ścieżki nieuchronnie się przecinają, śledzimy ich codzienne perypetie, błahostki, radości i zmartwienia – jak w telewizyjnym tasiemcu, tyle że McCall Smith ma więcej finezji od scenarzystów wzmiankowanych produkcji. Owszem, czerpie ze skarbczyka banalnych chwytów i wytartych schematów fabularnych, ale ubiera je w miłą dla oka i ducha frazę, innymi słowy udatnie odświeża. Opowieść toczy się tu w niewymuszony, nieco naiwny sposób. Jest grzecznie i bezpiecznie, żadnych melodramatycznych zwrotów akcji, po których czytelnik z wrażenia będzie zbierał zęby z podłogi. To ułatwia zaprzyjaźnienie się z bohaterami, a, podyktowane przez formułę powieści w odcinkach, krótkie rozdzialiki &#8211; każdy z haczykiem, suspensem lub elementem zaskoczenia &#8211; czyta się szybko. Za szybko.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>„44 Scotland Street” Alexander McCall Smith, przełożyła Elżbieta McIver, Muza, Warszawa 2010</p>
<p>[egzemplarz recenzencki]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/10/44-scotland-street-alexander-mccall-smith/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Stanisław Barańczak – agent, który nie zawiódł nigdy</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/10/biografioly-stanislaw-baranczak/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/10/biografioly-stanislaw-baranczak/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 08 Oct 2010 21:53:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[poezja]]></category>
		<category><![CDATA[Stanis]]></category>
		<category><![CDATA[Stanisław Barańczak]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1437</guid>
		<description><![CDATA[Będzie krótko i węzłowato i nie o Vargas Llosie. Buszując po nowej wypasionej czytelni w Wojewódzkiej Bibliotece przy ulicy Rajskiej*, w dziale polskich poetów (nie pytajcie czego tam szukałam, a w każdym razie tego czego szukałam nie znalazłam) w rączki &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/10/biografioly-stanislaw-baranczak/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/biografioły.jpg" rel="lightbox[1437]"><img class="alignnone size-full wp-image-1438" title="biografioły" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/biografioły.jpg" alt="" width="196" height="280" /></a></p>
<p>Będzie krótko i węzłowato i nie o Vargas Llosie. Buszując po nowej wypasionej czytelni w Wojewódzkiej Bibliotece przy ulicy Rajskiej*, w dziale polskich poetów (nie pytajcie czego tam szukałam, a w każdym razie tego czego szukałam nie znalazłam) w rączki wpadły mi słynne, rekomendowane przy okazji <a href="http://lekturki.com/2010/09/ksiazki-najgorsze-stanislaw-baranczak/" target="_blank">„Książek najgorszych”</a>, <strong>„Biografioły” Stanisława Barańczaka</strong>. Przez tych poetów, których nie było, miałam wolne pół godziny i to jest akurat tyle ile potrzeba na spokojne rozsmakowanie się w „Biografiołach”, bo to rzecz naprawdę niewielka. Liczy sobie ledwo czterdzieści stron z małym okładem, przy czym jedna trzecia tych czterdziestu kilku stron to obrazki. Czytania więc może i nie ma zbyt wiele, ale za to uciechy co nie miara.</p>
<p>Czymże są owe biografioły? Żartobliwymi czterowierszami skonstruowanymi z możliwie nierównych linijek, wariacjami na temat biografii postaci powszechnie znanych, których nazwisko paść musi w pierwszych wersie, a reszta to już szalony, nieraz zgoła absurdalny, ciąg skojarzeń, lingwistyczna żonglerka (bo muszą być rymy!) i radosna twórczość. Zbiorek uzupełnia cudowny suplemencik &#8211; <em>Appendix umożliwiający człowiekowi kulturalnemu zrozumienie i zapamiętanie, o co chodzi w 7 podstawowych utworach W. Szekspira</em>. Tutaj Barańczak nieco podpiłował gałąź, na której jako tłumacz dzieł szekspirowskich siedzi, bo po tak przystępnie wyłożony <em>clue</em>, dajmy na to Otella:</p>
<blockquote><p>Tło: gondole i doże.<br />
Centrum uwagi: łoże.<br />
Wąż: Jago. Mąż: „Ja go!&#8230;”. Duszona:<br />
Żona. Finał: obsada kona</p></blockquote>
<p>kto będzie chciał czytać sztuki? [pytanie retoryczne]<em><br />
</em>Bez wątpienia Barańczak pisząc „Biografioły” bawił się przednio i  podobne poczucie od początku staje się udziałem czytelnika. Wierszyki-portreciki, czasem zaskakująco trafne jak ten o Nabokovie**, nasycone są specyficznym, purnonsensowym humorem, co od razu przywiodło mi na myśl limeryki z <a href="http://lekturki.com/2009/03/rymowanki-dla-duzych-dzieci-wislawa-szymborska/" target="_blank"><strong>„Rymowanek dla dużych dzieci”</strong></a> Wisławy Szymborskiej. Obie książki można postawić obok siebie i czytać na przemian jako remedium na chandrę, globusa i inne dolegliwości ciała tudzież ducha.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>„Biografioły” Stanisław Barańczak, a5, Poznań 1991</p>
<p>*nie wiem od kiedy czytelnia przy Rajskiej jest taka nowa i wypasiona, ale w porównaniu z jej poprzednią wersją jawi mi się niczym, nomen omen, czytelniczy raj na ziemi i już cieszę się na myśl o spędzonych w niej godzinach</p>
<blockquote><p>** Nabokov<br />
Gdy przedstawiono komuś Nabokova,<br />
Rozmowa była niemal nawykowa:<br />
- Czy w życiu jest pan też amatorem Lolit? -<br />
- Iii, przy nich czuję się jak paleolit.</p></blockquote>
<p>[czytelnia na Rajskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/10/biografioly-stanislaw-baranczak/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z Szymborską w WC (lub tramwaju)</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/10/poczta-literacka-wislawa-szymborska/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/10/poczta-literacka-wislawa-szymborska/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Oct 2010 21:33:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Autotematycznie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[grafomania]]></category>
		<category><![CDATA[miniatura]]></category>
		<category><![CDATA[Nobel]]></category>
		<category><![CDATA[Wisława Szymborska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1434</guid>
		<description><![CDATA[Oho. Pewnie zaraz znajdą się tacy, co napiszą, że uprawiam świętokradztwo okrutne, bo jak to można Noblistkę ciągać po toaletach, a nawet jeśli to głośno o tym mówić? Ano można i bez wstydu się do tego przyznaję, że „Pocztę literacką, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/10/poczta-literacka-wislawa-szymborska/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/poczta_literacka.jpg" rel="lightbox[1434]"><img class="alignnone size-full wp-image-1435" title="poczta_literacka" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/poczta_literacka.jpg" alt="" width="200" height="280" /></a></p>
<p>Oho. Pewnie zaraz znajdą się tacy, co napiszą, że uprawiam świętokradztwo okrutne, bo jak to można Noblistkę ciągać po toaletach, a nawet jeśli to głośno o tym mówić? Ano można i bez wstydu się do tego przyznaję, że <strong>„Pocztę literacką, czyli jak zostać (lub nie zostać) pisarzem”</strong> Szymborskiej Wisławy podczytywałam głównie w WC, ewentualnie w komunikacji miejskiej, bo i forma i treść tej małej książeczki doskonale ją po temu predysponuje. Gwoli wyjaśnienia, dla wszystkich tych, którzy rzeczonej publikacji w ręku nie mieli, spieszę wyjaśnić, że „Poczta literacka” jest ni mniej ni więcej, a pamiątką po redakcyjnym epizodzie Szymborskiej. Zbiorem dowcipnych i nietuzinkowych miniaturek prozą będących autentycznymi odpowiedziami na radosną twórczość narodu, nadsyłaną masowo przez ten naród do tygodnika „Życie literackie”.</p>
<p>Szymborska Wisława, na długo przed tragedią sztokholmską oczywiście, do spółki z Włodzimierzem Maciągiem, anonimowo podjęła się misji tyleż niewdzięcznej co i koniecznej: odżegnywania osób, wyraźnie pozbawionych iskry bożej w dziedzinie literatury, od kontynuowania dalszych prób na tym polu. W związku z tym należałoby jej współczuć, ale i pozazdrościć. Współczuć, bo nie wiem kto skłonny byłby czytać wypoty osób, którym bozia poskąpiła literackich zdolności, za to szczodrze obdarzyła pisarską<em> </em>nadpobudliwością oraz wiarą w swój rzekomy dar, często podsycaną przez panie od polskiego. Pozazdrościć natomiast polotu i błyskotliwości z jakim poetka potrafiła na ową grafomańską działalność odpowiadać, tropiąc i, delikatnie acz zdecydowanie, tępiąc nonsensy, nieścisłości, kwieciste metafory, luki w edukacji i inne „kwiatki” początkujących twórców.</p>
<p>W „Poczcie literackiej” Szymborska objawia się po raz kolejny jako mistrzyni erudycji, poczucia humoru i powściągliwości. Forma książeczki predysponuje ją do podczytywania, czyli lektury pokawałkowanej. Stąd ma sugestia, gdzie sprawdzi się dobrze. Książka bez wątpienia warta jest uwagi, nie tylko dla wielbicieli poetki, a lektura, wbrew pozorom, daje sporo do myślenia.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p>„Poczta literacka, czyli jak zostać (lub nie zostać) pisarzem” Wisława Szymborska, wybór Teresa Walas, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2000</p>
<p>[z biblioteki w NML]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/10/poczta-literacka-wislawa-szymborska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Płakałam</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/09/ksiazki-najgorsze-stanislaw-baranczak/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/09/ksiazki-najgorsze-stanislaw-baranczak/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 21 Sep 2010 22:42:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Autotematycznie]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[autotematyzm]]></category>
		<category><![CDATA[grafomania]]></category>
		<category><![CDATA[pamflet]]></category>
		<category><![CDATA[PRL]]></category>
		<category><![CDATA[Stanisław Barańczak]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1415</guid>
		<description><![CDATA[Dokładnie: roniłam krokodyle łzy. I tak sobie myślę, że chyba powinnam stworzyć nową kategorię na blogu, którą nazwałabym na przykład lektury konieczne ewentualnie obowiązkowe, choć ta druga nazwa mniej mi leży, bo od razu trąci szkołą i przymusem, tym czasem &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/09/ksiazki-najgorsze-stanislaw-baranczak/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/09/ksiazki.najgorsze.jpg" rel="lightbox[1415]"><img class="alignnone size-full wp-image-1417" title="ksiazki.najgorsze" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/09/ksiazki.najgorsze.jpg" alt="" width="200" height="280" /></a></p>
<p>Dokładnie: roniłam krokodyle łzy. I tak sobie myślę, że chyba powinnam stworzyć nową kategorię na blogu, którą nazwałabym na przykład <em>lektury konieczne </em>ewentualnie <em>obowiązkowe, </em>choć ta druga nazwa mniej mi leży, bo od razu trąci szkołą i przymusem, tym czasem czytanie dobrej literatury to przyjemność, nie przymus, ale do rzeczy. Więc gdybym już stworzyła kategorię <em>lektur koniecznych</em> to w jednym rządku, obok <a href="http://lekturki.com/2010/08/loteria-shirley-jackson/" target="_blank">„Loterii” Shirley Jackson</a> i oczywiście <a href="http://lekturki.com/2010/09/zamkniete-drzwi-magda-szabo/" target="_blank">„Zamkniętych drzwi” Magdy Szabo</a>, postawiłabym, o ironio, <strong>„Książki najgorsze i parę innych ekscesów krytycznoliterackich”</strong> Stanisława Barańczaka.</p>
<p>Winna jestem Wam wyjaśnienia. Płakałam nie z żalu czy smutku, czy z powodu kataru siennego (a to ostatnie przytrafia mi się najczęściej), a ze <strong>śmiechu </strong>-<strong> </strong>a jest to fakt godzien podkreślenia, bo nie przypominam sobie książki, która doprowadziłaby mnie do takich spazmów radości. Wzmiankowana erupcja wesołości miała miejsce w okolicach strony 54. Nie żebym wcześniej nie chichotała, ale te parsknięcie to było dopiero preludium. To właśnie na owej 54 stronie wydania z roku 1990 zaczyna się krytyczna recenzja powieści <em>Piękna pokora </em>Stanisławy Fleszarowej-Muskat. Książki będącej, krótko mówiąc, powieścią erotyczną osadzoną w realiach marynarki wojennej. Jak zeznaje Barańczak. Nie, przepraszam, jak zeznają  Feliks Trzymałko i Szczęsny Dzierżankiewicz, bo pod takim pseudonimem swe brawurowe i prześmiewcze krytycznoliterackie pamflety Barańczak publikował, wydana przez Ministerstwo Obrony Narodowej (sic!) powieść Fleszarowej-Muskat w warstwie erotycznej <em>może zadowolić najwybredniejszych znawców. </em>Nieco gorzej sprawy mają się z tematyką współczesnego wojska. Para krytyków odczuła po lekturze pewien niedosyt, bo choć <em>marynarska sceneria pozwoliła (…) autorce na wprowadzenie obszernych opisów rzygania od strony zawietrznej, brakuje nam jednak naszych ulubionych scen koszarowych, dziarskiej musztry (…)</em> et cetera.</p>
<p>Nie tylko Fleszarowej-Muskat w „Książkach najgorszych” się dostało. Obok niej autorzy bardzo różni, dziś właściwie <a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/09/Ksiazki-najgorsze-i-pare-innych-ekscesow-krytycznoliterackich.jpg" rel="lightbox[1415]"><img class="alignright size-full wp-image-1416" title="Ksiazki-najgorsze-i-pare-innych-ekscesow-krytycznoliterackich" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/09/Ksiazki-najgorsze-i-pare-innych-ekscesow-krytycznoliterackich.jpg" alt="" width="147" height="224" /></a>zupełnie zapomniani. I dobrze. Co ich łączy? Grafomania. Płodzenie literackich śmieci niezdatnych do czytania, wydawanych w niebotycznych nakładach, jeśli nie pod oficjalną egidą, to zawsze z błogosławieństwem ludowej władzy. Barańczak zasługuje na podziw najwyższy, bo nie dość, że te koszmary czytał, to jeszcze był w stanie pisać o nich ze swadą, ironią i dowcipem, obnażając ich banalność, wtórność, kiczowatość, w dodatku cudnie podrabiając styl i język ówczesnej propagandy. Ten napisany z erudycyjnym zacięciem, zabójczo zabawny antyprzewodnik po literaturze PRL-u, czytało mi się tak wybornie, że od razu zachciałam swój własny egzemplarz. Do niedawno spełnienie mej zachcianki wcale nie byłoby takie proste, ale całe szczęście, że nieoceniony Znak wznowił to cudne dziełko w ubiegłym roku. W dodatku z wydania a.d. 2009 wypadły trzy, dość nudne i z dzisiejszej perspektywy mało aktualne, eseje, które zastąpiło <em>pięć wyskoków paszkwilanckich</em> z 1993 roku. Tylko pięć, bo niestety Autor poczuł się bezradny wobec bezmiaru kiczu III RP i na tym „Książki najgorsze” zakończył. A szkoda.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5.5 out of 6 stars</p>
<p>„Książki najgorsze i parę innych ekscesów krytycznoliterackich” Stanisław Barańczak, a5, Poznań 1990<br />
„Książki najgorsze i parę innych ekscesów krytycznoliterackich 1975-1980 i 1993” Stanisław Barańczak, Wydawnictwo Znak, Kraków 2009</p>
<p>[z biblioteki na Rajskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/09/ksiazki-najgorsze-stanislaw-baranczak/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Hallo Spaceboy</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/05/brak-wiadomosci-od-gurba-edurado-mendoza/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/05/brak-wiadomosci-od-gurba-edurado-mendoza/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 24 May 2010 15:13:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Barcelona]]></category>
		<category><![CDATA[Eduardo Mendoza]]></category>
		<category><![CDATA[kosmita]]></category>
		<category><![CDATA[literatura hiszpańska]]></category>
		<category><![CDATA[sf]]></category>
		<category><![CDATA[ufo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1292</guid>
		<description><![CDATA[Eduardo Mendoza jest chyba jedynym hispanojęzycznym pisarzem, którego lubię czytać bez zastrzeżeń i którego styl nie działa mi na nerwy. Nie mogłam odmówić sobie zatem lektury jego „nowego” dzieła. Cudze łapki słowo nowe zawdzięcza temu, że „Brak wiadomości od Gurba” &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/05/brak-wiadomosci-od-gurba-edurado-mendoza/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/05/Brak-wiadomosci-od-Gurba-bn27490.jpg" rel="lightbox[1292]"><img class="alignleft size-full wp-image-1293" title="Brak-wiadomosci-od-Gurba" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/05/Brak-wiadomosci-od-Gurba-bn27490.jpg" alt="" width="200" height="285" /></a>Eduardo Mendoza jest chyba jedynym hispanojęzycznym pisarzem, którego lubię czytać bez zastrzeżeń i którego styl nie działa mi na nerwy. Nie mogłam odmówić sobie zatem lektury jego „nowego” dzieła. Cudze łapki słowo <em>nowe</em> zawdzięcza temu, że <strong>„Brak wiadomości od Gurba”</strong> w Hiszpanii ukazało się bodajże dwadzieścia lat temu, toteż żadną nowalijką nie jest, ale i tak miło, że Znak zdecydował się na wydanie po polsku tego cuda. Nie jest to po prawdzie powieść najwyższych lotów, a nawet (mając w pamięci trylogię detektywistyczną i <a href="http://lekturki.com/2009/04/niezwykla-podroz-pomponiusza-flatusa-eduardo-mendoza/" target="_blank">„Niezwykłą podróż Pomponiusza Flatusa”</a>) można by rzec, że jedna ze słabszych w dorobku Katalończyka, ale i tak czyta się ją z przyjemnością. Ot niezbyt wyszukany, ale zabawny drobiazg.</p>
<p>Mendoza fabułę „Braku wiadomości od Gurba” oparł na schemacie starym jak świat. Starym, ale wdzięcznym, bo dającym niewyczerpane możliwości strojenia sobie żartów, a rzeczą powszechnie wiadomą jest, że pisarz obdarzony jest poczuciem humoru niebywałym. Przybysza z obcej planety, innymi słowy – kosmitę o matematyczno – logicznym umyśle zestawia z kulturą ziemską w postaci chaotycznego i nieprzewidywalnego organizmu miejskiego Barcelony, intensywnie przygotowującej się do olimpiady. Ach i żeby było jeszcze zabawniej nasz biedny bohater, usilnie poszukujący zaginionego towarzysza misji, właśnie tego Gurba, od którego wciąż brak wiadomości, jest żarliwym katolikiem ze skłonnością do niewylewania za kołnierz. W wielkomiejskim rejwachu traci głowę dosłownie (u zbiegu  Diagonal i Paseo de Gracia) i w przenośni próbując zrozumieć i oswoić otoczenie, zasymilować się z tymi dziwakami ludźmi oraz znaleźć Gurba. Zresztą mimikra z czasem idzie mu coraz lepiej. Kosmita coraz śmielej sobie poczyna, już nie przeraża go obsługa kranu, kupuje mieszkanie i snuje wizję ożenku z jakąś hojnie obdarzoną przez naturę ziemianką, co niestety przekłada się na spadek jakości dowcipów. Im bliżej końca tym „Brak wiadomości od Gurba” mniej zabawny, za to bardziej skłaniający się w stronę banału.</p>
<p>Mendoza kocha i nienawidzi Barcelonę toteż, z sobie tylko znanym wdziękiem kpi i obnaża absurdy natury społecznej jak i obyczajowej. „Brak wiadomości od Gurba” czyta się całkiem, całkiem, kilka razy można się głośno zaśmiać, ale, w odróżnieniu od <a href="http://www.dziennik.pl/kultura/ksiazki/article604326/Nowa_ksiazka_Mendozy_jest_niezwykle_zabawna.html" target="_blank">Piotra Kofty</a>, nie nazwałabym powieści <em>niezwykle zabawną</em>, ani nie sądzę, aby miała szansę stać się obiektem kultu. Jest zbyt nierówna. Zresztą Mendoza popełnił lepsze i śmieszniejsze książki, ta jest  po prostu niezła.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>[„Brak wiadomości od Gurba” Eduardo Mendoza, przełożyła Magdalena Tadel, Znak, Kraków 2010]</p>
<p>[update:] Tytuł oczywiście niecnie ukradłam z piosenki Davida Bowiego. O tej:<br />
<object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="480" height="385" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/q_Ph72pCNlM&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0x3a3a3a&amp;color2=0x999999" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="480" height="385" src="http://www.youtube.com/v/q_Ph72pCNlM&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0x3a3a3a&amp;color2=0x999999" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/05/brak-wiadomosci-od-gurba-edurado-mendoza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Najśmieszniejszy przewodnik po Krakowie</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/05/co-to-jest-watosle-tomasz-i-bartosz-minkiewicz/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/05/co-to-jest-watosle-tomasz-i-bartosz-minkiewicz/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 13 May 2010 22:04:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Przewodniki]]></category>
		<category><![CDATA[Bartosz Minkiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[Cracoviana]]></category>
		<category><![CDATA[Kraków]]></category>
		<category><![CDATA[przewodnik]]></category>
		<category><![CDATA[Tomasz Minkiewicz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1279</guid>
		<description><![CDATA[Zaczęło się od tej recenzji w krakowskiej GW. Wstrząsną mną zwłaszcza fragment o ścieżkach rowerowych układających się w frazę: Pora, abyś zaczął żyć dla Szatana. Generalnie publicyści Tygodnika Powszechnego mają u mnie duży kredyt zaufania, więc od razu zamówiłam wzmiankowaną &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/05/co-to-jest-watosle-tomasz-i-bartosz-minkiewicz/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/05/watosle.jpg" rel="lightbox[1279]"><img class="size-full wp-image-1280  aligncenter" title="watosle" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/05/watosle.jpg" alt="" width="300" height="300" /></a></p>
<p>Zaczęło się od <a href="http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,35796,7857214,Zdecydowanie_najsmieszniejszy_przewodnik_po_Krakowie.html">tej recenzji</a> w krakowskiej GW. Wstrząsną mną zwłaszcza fragment o ścieżkach rowerowych układających się w frazę: <em>Pora, abyś zaczął żyć dla Szatana</em>. Generalnie publicyści Tygodnika Powszechnego mają u mnie duży kredyt zaufania, więc od razu zamówiłam wzmiankowaną książkę (to nazywa się działanie pod wpływem impulsu). Dziś ją odebrałam i… przeczytałam w drodze powrotnej do domu. Jazda roztelepanym autobusem już dawno nie sprawiła mi tyle frajdy.</p>
<p>Wbrew okładce, poręcznemu formatowi tudzież szacie graficznej „Co to jest wątośle?” bynajmniej książką dla dzieci nie jest. Bezceremonialni autorzy w podtytule zapewniają, że jest natomiast <em>najśmieszniejszym przewodnikiem po Krakowie</em> i właściwie sporo jest w tym prawdy, a nawet jeśli dzieło obu Panów Minkiewicz nie jest najśmieszniejsze (w co trudno byłoby uwierzyć) bez wątpienia zasługuje na miano alternatywnego, a nawet awangardowego. Autorzy, jak mniemam prywatnie bracia, to tak zwane towary napływowe, oznacza to, że w Mieście Królewskim się nie urodzili. Piszę o tym nie bez przyczyny, bo tylko towary napływowe stać na dystans i brawurę w podejściu do kwestii, które rodowity Krakowianin traktuje z nabożną czcią i powagą (porównaj z <a href="../../../../../2009/12/alfabet-krakowski-andrzeja-koziola-andrzej-koziol/">„Alfabetem krakowskim Andrzeja Kozioła”</a>).</p>
<p>To nie jest typowy przewodnik. Z normalnością właściwie nie ma nic wspólnego. Minkiewicze najwyraźniej za punkt honoru postawili sobie stworzenie alternatywy dla śmiertelnie nudnego i wyeksploatowanego do granic przyzwoitości kanonu atrakcji turystycznych. Stąd z „Co to jest wątośle?” dowiemy się między innymi o zgubnych skutkach halnego (97% morderców wskazuje na niego jako na winnego popełnionych przez nich czynów), genezie krakowskich szopek (zajęcia terapeutyczne dla ofiar uprowadzonych przez UFO), co należy robić na lotnisku w Balicach, aby pozyskać sympatię autochtonów (udawać zagubionego w mikrej hali odlotów), a także co winno uczynić się po usłyszeniu piosenki barda Turnaua, aby nie mieć pecha (w ciągu godziny uszczypnąć łysego z obwarzankiem). Oczywiście Minkiewicze nie są na tyle zuchwali, aby z przewodnika wyrugować na przykład Wawel, ale tuż obok, w rozdziale poświęconym punktom obowiązkowym, znalazła się też… pętla w Bronowicach, w której to rzekomo w dawnych czasach stała miejska szubienica i prywatny pręgierz dwuosobowy, a teraz można spotkać Diaboła. Tamte rejony w zamieszkiwał niejaki Bogdan Boguchwał Bronowicki, który przy pomocy wątośla w napadzie szału zamordował wiele osób.</p>
<p>Jakieś 90% radosnej twórczości obu Panów to kompletnie brednie, ale nie szkodzi – na tym polega urok tej kąśliwej i nie pozbawionej słodkiej ironii książeczki. To taki nowy oddech skonwencjonalizowanego gatunku. Aż słychać syk powietrza uchodzącego z krakowskiego ego.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>[„Co to jest wątośle? Czyli najśmieszniejszy przewodnik po Krakowie” Tomasz i Bartosz Minkiewicz, Nowy rynek, Kraków 2009]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/05/co-to-jest-watosle-tomasz-i-bartosz-minkiewicz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kretyni z UK</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/05/dewiza-woosterow-pg-wodehouse/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/05/dewiza-woosterow-pg-wodehouse/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 12 May 2010 13:53:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Anglicy]]></category>
		<category><![CDATA[Jeeves]]></category>
		<category><![CDATA[P.G. Wodehouse]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1275</guid>
		<description><![CDATA[Tę jedyną, uroczą w swej naiwności i nieszczególnie mądrą książką, o której wspomniałam tutaj była „Dewiza Woosterów” niejakiego Pelhama Grenville’a Wodehouse, bliżej znanego po prostu jako P.G. Wodehouse. Miałam już przyjemność posmakować twórczości tego Pana. Rok temu, w czasie Wielkanocy, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/05/dewiza-woosterow-pg-wodehouse/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/05/wooster.jpg" rel="lightbox[1275]"><img class="alignleft size-full wp-image-1277" title="wooster" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/05/wooster.jpg" alt="" width="193" height="280" /></a>Tę jedyną, uroczą w swej naiwności i nieszczególnie mądrą książką, o której wspomniałam <a href="../../../../../2010/05/lalka-wojciech-koscielniak/">tutaj</a> była <strong>„Dewiza Woosterów” </strong>niejakiego Pelhama Grenville’a Wodehouse, bliżej znanego po prostu jako P.G. Wodehouse.</p>
<p>Miałam już przyjemność posmakować twórczości tego Pana. Rok temu, w czasie Wielkanocy, leczyłam przejedzenie jego <a href="../../../../../2009/04/pelnia-ksiezyca-pg-wodehouse/">„Pełnią księżyca”</a> toteż z grubsza wiedziałam czegóż spodziewać się po „Dewizie…”. Spakowałam ją do walizki zresztą z premedytacją. Co prawda należę do grona tych, co lubią mieć duży wybór i zawsze wiozą przynajmniej trzy książki*, ale zazwyczaj żadnej nie napoczną. Tym razem było inaczej, za co mogę podziękować mojemu szanownemu małżonkowi, który skazał mnie na samotne popołudnie w jednej z Warszawskich galerii handlowych**. Inna pewnie szlajałaby się po butikach, ja okopałam się na flance kawiarni i przeczytałam Wodehouse’a.</p>
<p>Akcja, choć rozgrywa się w środowisku angielskich wyższych sfer, swą niefrasobliwością i przewidywalnością przywodzi na myśl telenowelę. Suspens też nie jest najwyższej próby, toteż lekturze towarzyszy niezmienna konsternacja połączona z pytaniem: jak można być aż takim głąbem? Cóż z tego skoro Wodehouse ma talent do konstruowania karykaturalnych postaci –intelektualnie ograniczonych leni, snobów z imperialistycznymi zapędami wikłających się w coraz bardziej absurdalne towarzyskie tarapaty. Jedyną ostoją mądrości i rozsądku w tym towarzystwie jest powściągliwy kamerdyner Jeeves wciąż ratujący swego, wyposażonego w kurzy móżdżek, pryncypała Bertiego Woostera.</p>
<p>Fabuła „Dewizy Woosterów” jest tak zawiła, że nie sposób jest streścić w kilku zdaniach. Nie próbował nawet wydawca, zamieszczając na odwrocie jedynie zdawkową notkę na temat twórczości Wodehouse’a. W każdym razie przedmiotem dramatu, wokół którego kręci się akcja jest szkaradny srebrny mlecznik w kształcie krówki – obiekt pożądania tudzież poważnych sporów na linii damsko męskiej, co z kolei generuje cały szereg niedorzecznych scenek z udziałem między innymi sklerotycznego sędziego pokoju, hodowcy traszek, głupawego policjanta i przywódcy angielskiej organizacji nazistowskiej, której znakiem rozpoznawczym są czarne szorty. Katastrofy rytmicznie następują jedna po drugiej, a Berti (uchodzący w tym gronie niemalże za Alfę i Omegę oraz supermena w jednym), przy dyskretnym wsparciu Jeevsa, z pogodą ducha stawia czołom kolejnym niebezpieczeństwom aż po szczęśliwy finał.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 3.5 out of 6 stars</p>
<p>[„Dewiza Woosterów”, P.G. Wodehouse, z angielskiego przełożyła Hanna Rowińska, Książka i Wiedza, Warszawa 1984]</p>
<p>*tym razem prócz P.G. Wodehouse woziłam z sobą tomik reportaży Hanny Krall oraz tego nieszczęsnego Camillerego, którego „Złodziei kanapek” usiłuję przeczytać już od dobrych dwóch tygodni z marnym skutkiem.</p>
<p>**w Warszawie też byłam, w sumie po drodze jest z Lublina do Gdyni.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/05/dewiza-woosterow-pg-wodehouse/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Mała handlarka prozą&#8221; Daniel Pennac</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/02/mala-handlarka-proza-daniel-pennac/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/02/mala-handlarka-proza-daniel-pennac/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Feb 2010 21:36:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[autotematyzm]]></category>
		<category><![CDATA[Daniel Pennac]]></category>
		<category><![CDATA[Francja]]></category>
		<category><![CDATA[literatura francuska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1141</guid>
		<description><![CDATA[Chwilami okrutnie zabawna powieść Daniela Pennaca zupełnie niespodziewanie okazała się przyjemnym antidotum nie tylko na moją osobistą klęskę z Juliusiem Barnesem, ale i na nieciekawą pogodę/samopoczucie/nastrój itepe (niepotrzebne można wedle uznania skreślać). Po „Małej handlarce prozą” nie spodziewałam się zupełnie &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/02/mala-handlarka-proza-daniel-pennac/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/02/Mala_handlarka_proza.jpg" rel="lightbox[1141]"><img class="alignleft size-full wp-image-1142" title="Mala handlarka proza" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/02/Mala_handlarka_proza.jpg" alt="" width="199" height="290" /></a>Chwilami okrutnie zabawna powieść Daniela Pennaca zupełnie niespodziewanie okazała się przyjemnym antidotum nie tylko na moją osobistą klęskę z Juliusiem Barnesem, ale i na nieciekawą pogodę/samopoczucie/nastrój itepe (niepotrzebne można wedle uznania skreślać).</p>
<p style="text-align: justify;">Po <strong>„Małej handlarce prozą”</strong> nie spodziewałam się zupełnie niczego, inaczej mówiąc nie miałam sprecyzowanych oczekiwań i zapewne dlatego jej lektura okazała się przyjemnością samą w sobie. Tym milej jestem zaskoczona, bo Pennac to Francuz, a po francuską literaturę z reguły nie sięgam, a gdy już to czynię tak na wszelki wypadek zbyt wiele sobie po niej nie obiecuję. A tu taka miła niespodzianka. Bohaterem Pennaca, głównym acz nie jedynym wartym uwagi, jest dobroduszny nieborak Beniamin Malaussene. Brat idealny, głowa rodziny czyniąca wszystko, aby tą rodzinę utrzymać. Prostaczek boże z benedyktyńską cierpliwością znoszący upokarzającą pracę na stanowisku kozła ofiarnego (sic!) w oficynie wydawniczej prowadzonej przez lekko nawiedzoną królową Zabo. Zresztą rzec by można, że rolę kozła ofiarnego Beniamin doprowadził do doskonałości bodaj w każdej dziedzinie życia. Któregoś dnia los się uśmiecha do nieboraka. Beniamin otrzymuje od królowej Zabo propozycję nie do odrzucenia – ma udawać czy może wcielić się w rolę autora serii szmirowatych bestsellerów z gatunku realizmu ekonomicznego (czy jakoś tak*), niejakiego JLB, który sam woli pozostać anonimowym. Zdawać by się mogło, że intratna propozycja spadła Beniaminowi z nieba, ale szybko okazuje się, że rola figuranta to dopiero początek tarapatów Malaussene’a.</p>
<p style="text-align: justify;">Książka Pennaca jest zgrabnym mariażem baśni, kryminału i przewrotnej powieści obyczajowej. Fantazyjne przygody mieszają się w „Małej handlarce prozą” z fragmentami zupełnie realistycznymi, ton absurdalny z minorowym (choć tego drugiego jest zdecydowanie mniej), a dowcip i groteska sekundują nagłym zwrotom akcji, których nie powstydziłby się autor najlepszych thrillerów. To wszystko byłoby jednak niczym, gdyby nie barwne pióro Daniela Pennaca (i bardzo dobry przekład). Powieść pełna jest zabójczo trafnych bon motów, żartobliwych powiedzonek i błyskotliwych opisów. Ot choćby takie zdanie: <em>Nie mów nigdy i dojrzałości w odniesieniu do swojej osoby, mój chłopcze, na tobie nie dojrzałby nawet czyrak, a co dopiero decyzja… </em>[s. 61]. Znakomite są również drugoplanowe postaci, spośród których mym niekwestionowanym faworytem był Thian – strzelec wyborowy z gębą <a href="http://vietnam-war.commemoration.gov.au/vietnam-war/images/3207829.jpg" rel="lightbox[1141]" target="_blank">Ho Chi Minah</a> i głosem <a href="http://www.youtube.com/watch?v=orDR4JA91F4" target="_blank">Jeana Gabina</a> (prawda, że boskie połączenie?), który nie rozstawał się z oseskiem obdarzonym permanentnie rozwścieczonym wyrazem twarzy i wdzięcznym imieniem Verdun.</p>
<p style="text-align: justify;">I jeszcze plus za wątek autotematyczny, bo „Mała handlarka prozą” to przede wszystkim satyra na pisarzy i środowisko wydawnicze. Satyra, wypada dodać, udana i zabawna.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p style="text-align: justify;">[„Mała handlarka prozą” Daniel Pennac, tłumaczenie Małgorzata Cebo-Foniok, Wydawnictwo Amber, Warszawa 1997]</p>
<p style="text-align: justify;">*Nie odmówię sobie tej przyjemności i przytoczę zarys jednej z fabuł, aby dać świadectwo tym <em>pennacowskim</em> krotochwilom : (…) <em>mały dziesięcioletni drwal, który dwudziestego pierwszego lipca tysiąc dziewięćset czterdziestego czwartego roku widział, jak całą jego rodzinę torturowało, a potem zgładziło komando SS wypuszczone na równinę Vassiex,  poprzysiągł sobie, że odnajdzie wszystkich zbrodniarzy i ukaże jednego po drugim. Uskuteczniając ten zamiar, mały drwal uratuje amazońskie lasy, które wpadły w ręce tych samych katów, zostanie najpotężniejszym w świecie producentem pulpy do wyrobu papieru, przyjacielem wydawców i pisarzy, tym, który uskrzydla książkę. </em>[s. 257-258]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/02/mala-handlarka-proza-daniel-pennac/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>22</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Trąbka do słuchania&#8221; Leonora Carrington</title>
		<link>http://lekturki.com/2009/10/trabka-do-sluchania-leonora-carrington/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2009/10/trabka-do-sluchania-leonora-carrington/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 31 Oct 2009 15:11:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Feministyczne]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Anglicy]]></category>
		<category><![CDATA[Leonora Carrington]]></category>
		<category><![CDATA[powieść gotycka]]></category>
		<category><![CDATA[surrealizm]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1059</guid>
		<description><![CDATA[„Trąbka do słuchania” to jedyna przetłumaczona na język polski powieść Leonory Carrington, obecnie dziewięćdziesięciodwuletniej ex skandalistki i surrealistki, malarki i feministki przejawiającej skłonności ku mistycyzmowi, przede wszystkim zaś kobiety nietuzinkowej, temperamentnej i obdarzonej niezwykle barwną osobowością tudzież wyobraźnią (a także &#8230; <a href="http://lekturki.com/2009/10/trabka-do-sluchania-leonora-carrington/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>„Tr<img class="alignleft size-full wp-image-1060" title="Trąbka do słuchania" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2009/10/trabka.jpg" alt="Trąbka do słuchania" width="194" height="280" />ąbka do słuchania”</strong> to jedyna przetłumaczona na język polski powieść Leonory Carrington, obecnie dziewięćdziesięciodwuletniej ex skandalistki i surrealistki, malarki i feministki przejawiającej skłonności ku mistycyzmowi, przede wszystkim zaś kobiety nietuzinkowej, temperamentnej i obdarzonej niezwykle barwną osobowością tudzież wyobraźnią (a także biografią). Swą artystyczną karierę zaczynała od romansu z nie kim innym, jak z guru surrealizmu – <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Max_Ernst" target="_blank">Maxem Ernstem</a>, choć zanim tych dwoje (dwadzieścia siedem lat różnicy nie było żadnym problemem) połączyła szalona miłość, Leonora zdążyła odebrać surowe mieszczańskie wychowanie od swego purytańskiego ojca. Skierowany przeciw niemu ostentacyjny bunt okaże się szalenie inspirującym doświadczeniem, podobnie jak ponure domostwo, w którym spędziła dzieciństwo. Już jako kilkulatka zamierzyła sobie, że zostanie lewitującą świętą, ale dopiero pierwsza londyńska wystawa surrealistów wpłynęła na chęć stania się malarką. Niewiarygodnie bujna wyobraźnia Leonory ułatwiła jej przedarcie się ku kręgowi surrealistów, w towarzystwie których mogła w pełni się rozwinąć. Nie tylko malowała i pisała opowiadania*, ale i zaczęła uprawiać sztukę teatralizacji życia codziennego. Do legendy przeszły jej słynne omlety z obciętych włosów gości, którymi Carringotn następnie tychże gości podejmowała na śniadanie, albo „gubienie” ubrań w czasie balu. Nie bez znaczenia na jej dorobek artystyczny pozostał również obłęd oraz epizod w zamknięcia w zakładzie psychiatrycznym.</p>
<p style="text-align: justify;">„Trąbka do słuchania” jest wykapanym dzieckiem lat sześćdziesiątych. Leonora napisała ją już po przeprowadzce do Meksyku, gdy rozkwitła w pełni jej przyjaźń z malarką Remedios Varo, która była nie tylko jej bratnią duszą podzielającą potrzebę płatania figli oraz zainteresowanie Jungiem i alchemią, ale i pierwowzorem jednej z kluczowych postaci powieści – Carmeli Velasquez. Bohaterką i narratorką „Trąbki do słuchania” jest sędziwa i w dodatku brodata Angielka imieniem Marion – miła i dowcipna starowinka mieszkająca wraz z do bólu konwencjonalną i niesympatyczną rodziną, która traktuje ją jak zbędny balast. Marion słabo (a właściwie w ogóle) nie słyszy, nie rozumiem i nie lubi Meksyku, wolałaby się przenieść do Laponii, a prócz niezrównanej Carmeli jej jedynymi przyjaciółmi są dwa koty (z których sierści ma nadzieję w przyszłości zrobić sobie sweter). Pomimo wysoce niesprzyjających okoliczności, rodzina postanawia pozbyć się staruszki umieszczając ją w najtańszym przytułku w okolicy, Marion nie tylko nie traci dobrego humoru, ale i pogodnego dystansu wobec świata. Na przekór wszystkiemu jedynym jej zmartwieniem jest niemożność napicia się herbaty**. Przytułek okazuje się zresztą placówką nad wyraz ekscentryczną. Niemalże dyktatorskie rządy sprawuje w nim doktor Gambit (wraz z, pracującą w charakterze kucharki, żoną), a pensjonariuszki zamieszkują indywidualne chatki w kształcie muchomora, buta, latarni morskiej, szwajcarskiego szaletu (który po bliższych oględzinach okazał się zegarem z kukułką) oraz urodzinowego tortu (obecnie dość mocno sfatygowanego). Leciwe członkinie wspólnoty niemalże pseudoreligijnej wykazują zresztą zaskakującą żywotność, buntując się przeciwko absurdalnej instytucji. Wszczynając strajk głodowy, który przyniesie im wolność absolutną i przy okazji kilka innych rzeczy…</p>
<p style="text-align: justify;">U Leonory Carrington z powodzeniem przenikają się świat wierzeń mitologicznych i mistycznych fascynacji artystki, baśń z wątkami niemalże żywcem wyjętymi z <a href="http://lekturki.com/tag/powiesc-gotycka/" target="_blank">powieści gotyckiej</a> (motyw frywolnej przeoryszy) oraz „Alicji w Krainie Czarów” (niezwykła inicjacja Marion, ale i te wielokształtne domki pensjonariuszek są moim zdaniem kwintesencją Lewisa Carrolla). Do tego pisarka wzbogaciła swą powieść o szereg znaczeń symbolicznych, które sprawiają, że „Trąbkę do słuchania” można czytać i jako pełną humoru i staroświeckiego uroku feministyczną powieść grozy, i apoteozę wolności i kobiecości bez względu na wiek, i powieść z ducha realizmu magicznego, i pełną odniesień do ezoteryki opowieść o wyzwoleniu świata, a także traktat o wyższości matriarchatu nad zhierarchizowanym i nudnym porządkiem męskiego świata.</p>
<p style="text-align: justify;">Książka niebywale wdzięczna i ciepła, nieco przywodząca na myśl <a href="http://lekturki.com/2008/06/madre-dzieci-angela-carter/" target="_blank">„Mądre dzieci” Angeli Carter</a>. Napisana soczystym dowcipnym językiem (znakomity przekład Maryny Ochab), pełna purnonsensowego humoru, mistycznych fascynacji, ale i gier z klasyką literatury. Słowem mała literacka uczta. „Trąbki do słuchania” się nie czyta. „Trąbkę do słuchania” się pożera.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p style="text-align: justify;">[„Trąbka do słuchania” Leonora Carrington, Państwowy Instytut Wydawniczy”, Warszawa 1998]</p>
<p style="text-align: justify;">*Czy któreś z nich zostało przetłumaczone na język polski?</p>
<p style="text-align: justify;">** <em>Jeśli zaraz nie pójdziemy możemy w ogóle nie dostać herbaty, a to byłoby przykre. Możliwe, że dają tylko herbatę i podwieczorek, a nie kolację, w takim przypadku będę głodna aż do śniadania</em> (s.50)</p>
<p style="text-align: justify;">Jako bonus mój ulubiony obraz Leonory &#8211; <a href="http://docentes.uacj.mx/fgomez/museoglobal/images_2004/L_1/Leonora%20Carrington/Leonora%20Carrington%20Laberinto%201991%20Oleo%20sobre%20tela.jpg" rel="lightbox[1059]" target="_blank">Labirynt 1991</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2009/10/trabka-do-sluchania-leonora-carrington/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

