<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lekturki - blog Zofii Jurczak &#187; Eskapistyczne</title>
	<atom:link href="http://lekturki.com/category/eskapistyczne/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lekturki.com</link>
	<description>Zapis namiętności czytania - blog Zofii Jurczak</description>
	<lastBuildDate>Wed, 23 May 2012 14:19:26 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Zawsze bowiem należy upraszczać</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 Oct 2011 13:34:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Krótkie formy literackie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[don kichot i sancho pansa]]></category>
		<category><![CDATA[Franz Kafka]]></category>
		<category><![CDATA[Georges Perec]]></category>
		<category><![CDATA[literatura francuska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1547</guid>
		<description><![CDATA[Georges Perec, zupełnie niespodziewanie, zirytował mnie w stopniu ponadprzeciętnym. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że to dziełko o objętości mikroskopijnej*, tak mikroskopijnej, że nazwanie go lekturą na jeden wieczór to grubsza przesada, bo to raczej czytanka na wieczoru ćwierć, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Georges Perec, zupełnie niespodziewanie, zirytował mnie w stopniu ponadprzeciętnym. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że to dziełko o objętości mikroskopijnej*, tak mikroskopijnej, że nazwanie go <em>lekturą na jeden wieczór</em> to grubsza przesada, bo to raczej czytanka na wieczoru ćwierć, albo i mniej, przysporzy mi tyle czytelniczego znoju, że będę czytała to w kawałkach, a między kolejnymi kawałkami zmuszona będę robić sobie kilkudniowe przerwy. Bo inaczej się nie dało. „O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika działu w celu upomnienia się o podwyżkę”, ten pozbawiony kropek szaleńczy potok słów, to nie książka na moje słaby nerwy.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="alignnone" title="O sztuce oraz sposobach" src="http://merlin.pl/O-sztuce-oraz-sposobach-usidlenia-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke_George,images_big,25,978-83-7414-928-0.jpg" alt="" width="255" height="410" /></p>
<p>Wbrew tytułowi notki, który pozwoliłam sobie zerżnąć z samego Pereca, w „O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika …” absolutnie nic nie jest proste. To koszmar, który narasta piramidalnie. Mamy oto bowiem szeregowego pracownika firmy-molocha z bliżej nieokreślonej branży. I ten skromny szeregowy pracownik chce poprosić o podwyżkę. Słowo „chce” jest tu kluczowe, bo od chęci do realizacji daleka, kręta i nieprzyzwoicie wyboista droga. Nieodzowny będzie spryt, cierpliwość i myślenie strategiczne. Na początek wypadałoby chociaż zastać kierownika w biurze, a to bynajmniej proste nie jest, tym bardziej, że taki kierownik w niemal każdej chwili może zatruć się nieświeżym jajkiem, zadławić ością lub zapaść na chorobę zakaźną typu odra, a w najgorszym wypadku wszystko to na raz. I broń boże nie próbuj usidlić kierownika w piątek. Piątek to generalnie fatalny dzień do załatwiania tego typu spraw.</p>
<p>Dzieło Pereca przywiodło mi na myśl „Zamek” Franza Kafki. W ogóle dużo tu z ducha Kafki, poczynając chociażby od, do szczętu zdehumanizowanego, przedsiębiorstwa, które <em>ci płaci za to, byś odwiedzał jego rozmaite działy, składające się na całość lub część jednego z najpotężniejszych przedsiębiorstw w jednym z najważniejszych sektorów naszego najbardziej narodowego przemysłu. </em> Obie książki w istocie opowiadają o  obsesyjnej próbie dotarcie do celu (u Kafki jest zamek, u Pereca podwyżka). Tyle, że ten cel w niepokojący sposób coraz bardziej się oddala. W  „O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika …” ów proces, ta pogoń za króliczkiem, przybiera monstrualne wręcz rozmiary, staje się orgią kombinatoryki i rachunku prawdopodobieństwa, co zresztą po części pokazuje schemat organizacyjny, którego fragment pozwalam sobie Wam zaprezentować.</p>
<p><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/10/schemat.perec.jpg" rel="lightbox[1547]"><img class="alignnone size-full wp-image-1548" title="schemat.perec" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/10/schemat.perec.jpg" alt="" width="570" height="472" /></a></p>
<p>A! Jest jeszcze jedna, dość zasadnicza, różnica między Kafką, a Perecem. Kafka był <em>sieriozny</em> do bólu. Perec – na szczęście nie.</p>
<p>„O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika działu w celu upomnienia się o podwyżkę”, Georges Perec, przełożył Wawrzyniec Brzozowski, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2011, s. 94.</p>
<p>*75 stron, w tym obrazki, reszta to posłowie</p>
<p>więcej książek z serii <a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank">don Kichot i Sancho Pansa<br />
</a>więcej <a href="http://lekturki.com/tag/don-kichot-i-sancho-pansa/" target="_blank">Georgesa Pereca</a></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/10/zo-sztuce-oraz-sposobach-usidlania-kierownika-dzialu-w-celu-upomnienia-sie-o-podwyzke-georges-perec/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Matki, które nienawidzą dzieci</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/07/na-ratunek-sophie-hannah/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/07/na-ratunek-sophie-hannah/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 14 Jul 2011 09:45:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Kryminalni]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[macierzyństwo]]></category>
		<category><![CDATA[matka]]></category>
		<category><![CDATA[Sophie Hannah]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1533</guid>
		<description><![CDATA[Własne dzieci – koniecznie trzeba dodać. Sophie Hannah jako kryminało- czy thrilleropisarka wciąż nie do końca mnie przekonuje, ALE ciekawość na równi z przekorą ciągnie mnie ku jej książkom*. „Na ratunek” okazało się wyjątkowo sprytnie wykoncypowanym i niekonwencjonalnie uformowanym czytadłem &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/07/na-ratunek-sophie-hannah/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Własne dzieci – koniecznie trzeba dodać.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/07/Na-ratunek_Sophie-Hannah.jpg" rel="lightbox[1533]"><img class="size-medium wp-image-1534 aligncenter" title="Na-ratunek_Sophie-Hannah" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/07/Na-ratunek_Sophie-Hannah-199x300.jpg" alt="" width="199" height="300" /></a></p>
<p>Sophie Hannah jako kryminało- czy thrilleropisarka wciąż nie do końca mnie przekonuje, ALE ciekawość na równi z przekorą ciągnie mnie ku jej książkom*. „Na ratunek” okazało się wyjątkowo sprytnie wykoncypowanym i niekonwencjonalnie uformowanym czytadłem z dreszczykiem. Tak sprytnym i niekonwencjonalnym, że od grafomańskiego koszmarka (w wersji totalnej) powieść Hannah dzieli już tylko <em>cienka czerwona linia</em>, po której pisarka balansuje z wdziękiem dobrze wytresowanej, ups przepraszam, dobrze wytrenowanej bułgarskiej gimnastyczki. Tym razem udało się jej nie przekroczyć, choć nie obyło bez kilku irracjonalnych kawałków jakby żywcem wyjętych ze snu sfiksowanego erotomana. Czytało mi się „Na ratunek” nawet lepiej niż przesadnie melodramatyczne i niespójne <a href="http://lekturki.com/2010/01/przemow-i-przezyj-sophie-hannah/">„Przemów i przeżyj”</a> (w którym, nawiasem mówiąc, taniej erotomanii było dużo więcej), choć nadal powieści Hannah nie mogę uznać za nic lepszego nad <em>czasoumilacz</em> do tramwaju, kolejki, pociągu, ewentualnie na leżak w ogrodzie (w dwóch ostatnich okolicznościach zresztą lekturę ostatnio uskuteczniałam).</p>
<p>Co mile zaskoczyło i potwierdziło słuszność mej czytelniczej intuicji, to konstrukcja powieści. Bowiem pani Hannah ma na thriller własny patent czy jak kto woli formułę**. Intryga „Na ratunek” ciągnie się niczym guma do żucia, to fakt, któremu zaprzeczyć niepodobna, ale ma to i swój urok i uzasadnienie. Akcja powieści toczy się w środowisku zamożnych matek kilkulatków, rozdartych między pracą, a (nazwijmy to) posługą wychowawczą i prowadzeniem domu. Autorka angażuje w fabułę szereg intrygujących postaci, wikłając je w śledztwo tylko na pierwszy rzut oka proste i oczywiste. Zmęczona znojem i udrękami macierzyństwa pełnoetatowa mama Geraldine popełnia samobójstwo, po uprzednim uśmierceniu swej jedynaczki. Na samobójstwo wskazuje dość lakoniczny list pożegnalny i dziennik denatki, z którego wynika, że od dawna cierpiała na depresję i szczerze nie znosiła córki. Sęk w tym, że nikt z jej rodziny nie wierzy w depresję Geraldine, ani tym bardziej samobójstwo. Kto w takim razie jej pomógł?</p>
<p>Finał &#8211; duże zaskoczenie, ale od meandrującego śledztwa, zabaw z tożsamością i paru innych wrzuconych do powieści dyrdymałów, mnie bardziej zainteresowała przemycona w „Na ratunek” ostra krytyka rodziny jako instytucji i macierzyństwa w ogóle. Hannah ujawnia mroczne strony rodzicielstwa, pokazując je jako niekończące się pasmo katuszy, udręk i mąk dla kobiet. Przekonuje, że nie każda kobieta na matkę się nadaję. Dla jej zamożnych bohaterek posiadanie dzieci nie jest dopustem bożym. To smutna przypadłość, obowiązek, który zmusza je do wyrzeczenia się siebie. Te kobiety kochają i nie cierpię swego potomstwa zarazem. Oddają im całą uwagę jednocześnie marząc o chwili świętego spokoju.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>„Na ratunek” Sophie Hannah, przełożył Piotr Kaliński, G+J, Warszawa 2009, 512 s.</p>
<p>* Nie można przemilczeć również czynnika ekonomicznego, bo „Na Ratunek” w Taniej Książce można kupić za jedną trzecią ceny z okładki, co nie jest kwotą znaczącą.</p>
<p>** To pachnie powtarzalnym schematem, ale przedwcześnie nie kraczmy. Poczytamy &#8211; zobaczymy</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/07/na-ratunek-sophie-hannah/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O uprzedzeniach</title>
		<link>http://lekturki.com/2011/01/niespokojny-czlowiek-henning-mankell/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2011/01/niespokojny-czlowiek-henning-mankell/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 14 Jan 2011 15:52:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kryminalni]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Skandynawia]]></category>
		<category><![CDATA[Henning Mankell]]></category>
		<category><![CDATA[komunizm]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[mroczna]]></category>
		<category><![CDATA[powieść szpiegowska]]></category>
		<category><![CDATA[przemijanie]]></category>
		<category><![CDATA[starość]]></category>
		<category><![CDATA[Szwecja]]></category>
		<category><![CDATA[Wallander]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1485</guid>
		<description><![CDATA[Powinnam posypać sobie głowię popiołem i przyznać tudzież wyznać szczerze jak u konfesjonału, że do „Niespokojnego człowieka” Henninga Mankella uprzedziłam się na długo zanim pojawił się w księgarniach. Uprzedziłam się tak na wszelki wypadek, asekuracyjnie, pomna rozczarowania jakiego doznałam po &#8230; <a href="http://lekturki.com/2011/01/niespokojny-czlowiek-henning-mankell/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/01/niespokojny.czlowiek.jpg" rel="lightbox[1485]"><img class="alignnone size-full wp-image-1486" title="niespokojny.czlowiek" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2011/01/niespokojny.czlowiek.jpg" alt="" width="178" height="285" /></a></p>
<p>Powinnam posypać sobie głowię popiołem i przyznać tudzież wyznać szczerze jak u konfesjonału, że do <strong>„Niespokojnego człowieka” <a href="http://lekturki.com/tag/henning-mankell/" target="_blank">Henninga Mankella</a></strong> uprzedziłam się na długo zanim pojawił się w księgarniach. Uprzedziłam się tak na wszelki wypadek, asekuracyjnie, pomna rozczarowania jakiego doznałam po lekturze „Chińczyka” – poprzedniego kryminału Mankella, który z perspektywy czasu oceniam jako jedną  z najsłabszych książek jego autorstwa. Uprzedzenie – uprzedzeniem, ale i tak na „Niespokojnego człowieka”, zapowiadanego jako ostatnią część <a href="http://lekturki.com/tag/wallander/" target="_blank">cyklu z komisarzem Wallanderem</a>, czekałam niecierpliwie. Wszak Kurta W. kocham miłością szczerą i prawdziwą, a miłość nie zna wyjątków, toteż każdą książkę przeczytać muszę, bez względu na to czy ta jest gniotem czy nie.</p>
<p>Oczywiście, moje uprzedzenia nie wzięły się znikąd. Wysnułam je na podstawie zapowiedzi treści brzmiących niedorzecznie i niezbyt obiecująco. O zgrozo, jacyś NRD-owscy szpiedzy, zimna wojna, łodzie podwodne i tego typu okropieństwa. Podskórnie czułam, że to nie może być dobra książka i niczym mantrę powtarzałam to przy każdej możliwej okazji. <strong>I pewnie byłaby to niedobra książka, gdyby Mankell inaczej rozłożył akcenty. Pomimo tego, że jego światopogląd jeszcze nigdy nie był tak czytelnie eksponowany, „Niespokojnego człowieka” nie czyta się jak zaangażowanej ideologicznie powieści szpiegowskiej. Na szczęście.</strong></p>
<p>Powieść okazała się bardzo udanym a nade wszystko potrzebnym domknięciem serii. Pożegnaniem z Wallanderem. To właśnie starzejący się komisarz ystadzkiej policji gra tu główną rolę. On, a nie intryga (nawiasem mówiąc zupełnie udanie nakreślona i wciągająca), która stanowi jedynie pretekst do uwypuklenia warstwy psychologicznej. Stąd „Niespokojny człowiek” to nie powieść szpiegowska, a refleksyjny kryminał o przemijaniu. Mankell, nie stroniąc od nostalgicznego tonu, przypomina, że wszyscy, nawet literaccy bohaterowie, są śmiertelni i podlegają prawom przemijania. Wallander jest tu u kresu swej kariery policyjnej, ale i u kresu życia. Ze szwankującym zdrowiem, problemami z pamięcią i alkoholem. Na prośbę Lindy, początkowo z pewnym oporem, podejmuje się poprowadzenia własnego śledztwa w sprawie zaginięcia jej teścia – emerytowanego komandora marynarki wojennej, który pewnego ranka wyszedł z domu i dosłownie rozpłynął się w powietrzu. Sprawa dla Wallandera okaże się swoistym czyśćcem. Pretekstem do zajrzenie w głąb siebie. Przypomnienia dawnych miłości, wzlotów i upadków, tym bardziej, że przeszłość wciąż daje o sobie przypomina, a i przyszłość – w głównej mierze warunkowana marnym stanem zdrowia – nie daje mu spokoju.</p>
<p>Bardzo dobra, ale i smutna książka, kongenialnie dopełniająca cykl.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5.5 out of 6 stars</p>
<p>„Niespokojny człowiek” Henning Mankell, przełożyła Beata Walczak-Larsson, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010<br />
<a href="http://lekturki.com/tag/mroczna/" target="_blank"><strong>mroczna seria</strong></a></p>
<p>[mój własny]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2011/01/niespokojny-czlowiek-henning-mankell/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>#wstydliwewyznanie</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/11/noc-z-czwartku-na-niedziele-gaja-grzegorzewska/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/11/noc-z-czwartku-na-niedziele-gaja-grzegorzewska/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 17 Nov 2010 21:53:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Eskapistyczne]]></category>
		<category><![CDATA[Kryminalni]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[gaja grzegorzewska]]></category>
		<category><![CDATA[Julia Dobrowolska]]></category>
		<category><![CDATA[Kraków]]></category>
		<category><![CDATA[polska kolekcja kryminalna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1464</guid>
		<description><![CDATA[Wyznanie z gatunku wstydliwych: lubię czytać książki Gai Grzegorzewskiej. Mało, że lubię. Z podnieceniem wyczekuję kolejnej. Nie żeby w fakcie czytania książek Gai Grzegorzewskiej było coś wstydliwego, bo nie (choć, jeśliby spojrzeć na jej twórczość pod kątek przełamywania konwenansów i &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/11/noc-z-czwartku-na-niedziele-gaja-grzegorzewska/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/11/Noc-z-czwartku-na-niedziele_Gaja-Grzegorzewska.jpg" rel="lightbox[1464]"><img class="alignnone size-full wp-image-1465" title="Noc-z-czwartku-na-niedziele_Gaja-Grzegorzewska" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/11/Noc-z-czwartku-na-niedziele_Gaja-Grzegorzewska.jpg" alt="" width="197" height="280" /></a></p>
<p>Wyznanie z gatunku wstydliwych: lubię czytać książki Gai Grzegorzewskiej. Mało, że lubię. Z podnieceniem wyczekuję kolejnej. Nie żeby w fakcie czytania książek <a href="http://lekturki.com/tag/gaja-grzegorzewska/" target="_blank"><strong>Gai Grzegorzewskiej</strong></a> było coś wstydliwego, bo nie (choć, jeśliby spojrzeć na jej twórczość pod kątek przełamywania konwenansów i obyczajowego tabu, to faktycznie co bardziej pruderyjne jednostki znajdą tu liczne powody do rumienienia się, a nawet sarkania nad rozwiązłością Julii Dobrowolskiej i jej przyjaciół tudzież krewnych). To raczej kwestia zachwycającej dezynwoltury i luzu z jakim Grzegorzewska tratuje wszystko i wszystkich z kryminałopisarstwem włącznie, snując swe krwawo-erotyczne fantazje. Gdy inni są siermiężni i do bólu <em>sieriozni</em> ona czerpie z Agathy Christie jednocześnie puszczając oko do konwencji i bawiąc się w najlepsze. Jej powieści (choć ostatnia <a href="http://lekturki.com/2010/06/topielica-gaja-grzegorzewska/" target="_blank">„Topielica”</a> najmniej) sprawiają wrażenie pisanych z premedytacją dla uciechy własnej, a nie z potrzeby powiedzenia czegoś doniosłego czy istotnego. Są najeżone bzdurkami wszelakiej maści (czarna msza połączona z orgią, klątwa z przeszłości), programowo oderwane od rzeczywistości, co  w szczególny sposób uwypuklone jest właśnie w <strong>„Nocy z czwartku na niedzielę”</strong> rozgrywającej się niemal w całości krakowskim klubie. Klubie &#8211; labiryncie, który nie istniej i racji bytu nie ma. W chwili boomu na kryminały, gdy niemal każdy autor rości sobie pretensje do komentowania a nawet analizowania zastanej rzeczywistości, pisane bez zadęcia powieści Grzegorzewskiej okazują się świeżą i bezpretensjonalną lekturą.</p>
<p>Z „Nocą z czwartku na niedzielę” jest nie inaczej, choć książka trochę mnie rozczarowała. Raz, że kiepsko trzyma się tu wszystko kupy, dwa, że Grzegorzewska trochę pojechała ze swoimi fantazjami. Organicznie nie cierpię w literaturze wszystkich sekt i tajnych organizacji, w których rozpustni mieszczanie po ciemku oddają się perwersji, ale mniejsza o to. Trzy, objawił mi się w całej swej doniosłości wzór wedle, którego pisarka konstruuje fabułę. Bynajmniej nie odebrało mi to frajdy z śledzenia rozwoju wypadków, a i rozwiązywanie zagadki pozostało do samego końca poza zasięgiem mych szarych komórek. Co innego kolejne fazy procesu dochodzenia doń. Stały się przewidywalne, bo praktycznie niezmienne i sprowadzające się do ograniczonego główkowania i dreptania w kółko, które okazuje się zupełnie bezowocne dopóki na horyzoncie nie pojawi się jakiś wszechwiedzący jegomość (tu architekt), na tyle stary, aby wiedzieć coś o czym inni nie wiedzą ewentualnie nie chcą wiedzieć, a jest to kluczowe dla całej sprawy. W tak zwanym między czasie musi znaleźć się ktoś dybiący na życie Julci (tu seryjny morderca). Finał – spektakularny, a na okrasę seksualne harce w trójkącie Julia-Aaron-Wiktor (w lochach pod klubem chociażby). Całość podana w stylistyce przywodzącej na myśl poetykę kina akcji klasy B z soft porno i Pudelkiem. Zaskakujące, że z tak okropnie naciąganego pomysłu i ryzykownej stylistyki wyszła zupełnie zgrabna powieść, nie głupia, wciągająca i zabawna. Czekam na kolejną, która <a href="http://www.miastokobiet.pl/?id=267" target="_blank">wedle słów</a> samej  Grzegorzewskiej już się pisze.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>„Noc z czwartku na niedzielę” Gaja Grzegorzewska, Wydawnictwo EMG, Kraków 2007<br />
<a href="http://lekturki.com/tag/polska-kolekcja-kryminalna/" target="_blank"><strong>Tom VI Polskiej Kolekcji Kryminalnej</strong></a></p>
<p>[z Biblioteki Jagiellońskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/11/noc-z-czwartku-na-niedziele-gaja-grzegorzewska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na Mickiewicza w Krakowie mordują</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/10/instytut-jakub-zulczyk/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/10/instytut-jakub-zulczyk/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 24 Oct 2010 15:54:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Sensacyjne]]></category>
		<category><![CDATA[Cracoviana]]></category>
		<category><![CDATA[dom]]></category>
		<category><![CDATA[horror]]></category>
		<category><![CDATA[Jakub Żulczyk]]></category>
		<category><![CDATA[klaustrofobia]]></category>
		<category><![CDATA[Kraków]]></category>
		<category><![CDATA[makabra]]></category>
		<category><![CDATA[z dreszczykiem]]></category>
		<category><![CDATA[zamknięcie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1457</guid>
		<description><![CDATA[Dobry horror to dobre „momenty”. Ale czyje nerwy zniosłyby takie natężenie emocji, gdyby horror składał się z samych „momentów”? Osobną kwestią byłaby literacka wartość takiego dzieła, stworzonego li tylko po to, aby podnosić poziom adrenaliny. Toteż „momenty” trzeba połączyć jakąś &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/10/instytut-jakub-zulczyk/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/Instytut_Jakub-Zulczyk.jpg" rel="lightbox[1457]"><img class="alignnone size-full wp-image-1458" title="Instytut_Jakub-Zulczyk" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/Instytut_Jakub-Zulczyk.jpg" alt="" width="191" height="280" /></a></p>
<p>Dobry horror to dobre „momenty”. Ale czyje nerwy zniosłyby takie natężenie emocji, gdyby horror składał się z samych „momentów”? Osobną kwestią byłaby literacka wartość takiego dzieła, stworzonego li tylko po to, aby podnosić poziom adrenaliny. Toteż „momenty” trzeba połączyć jakąś fabułą, która zrobi pod nie podkład, a gdy trzeba ostudzi temperaturę. Wbrew pozorom dobre spoiwo jest równie istotne jak sceny programowo mrożące krew w żyłach.</p>
<p><strong>Jakub Żulczyk (podobno) został pasowany na polskiego Stephena Kinga. Podobno, bo między nami mówiąc w tym określeniu więcej jest dobrych chęci marketingowców niż rzeczywistych przesłanek.</strong> Zresztą mam wrażenie, że taka stygmatyzacja nie do końca jest tym czego życzy sobie sam zainteresowany, który owszem wyrasta i czerpie z kultury popularnej i to nawet nie pełnymi garściami, a wiadrami, ale niekoniecznie po to, aby zostać zamkniętym w szufladce autorów pop-literatury pisanej ku uciesze mniej wybrednych i wymagających. Nie było mi dotąd dane zapoznać się z poprzednimi powieściami Żulczyka, ale od czasu do czasu zaglądam na jego blog, na którym konsekwentnie kreuje się na, owszem – znawcę popkultury, ale i pisarza celującego do czytelników o potrzebach estetycznych i intelektualnych nieco bardziej wygórowanych niż nieśmiertelna trójca: seks+krew+emocje. Żulczyk chciałby powiedzieć coś frapującego i świeżego o polskim tu i teraz, ale de facto w przypadku <strong>„Instytutu”</strong> na chęciach się kończy, choć nie jest to powieść pozbawiona pewnych zalet.</p>
<p>Jakich? <strong>Bez wątpienia „Instytut” jest sprawnie nakreślonym horrorem z krakowskim kluczem. Zaprojektowanym na bazie pierwotnych lęków, trochę manierycznie napisanym czytadłem z dreszczykiem</strong>. <strong>Literacką próbą zdiagnozowania i dookreślenia zła</strong>. Żulczyk, podobnie jak <a href="http://lekturki.com/2008/03/%E2%80%9Edomofon%E2%80%9D-zygmunt-miloszewski/" target="_blank">Zygmunt Miłoszewski w „Domofonie”</a>, wykorzystuje motyw odcięcia od świata zewnętrznego, zamknięcia we własnym domu, który przestaje pełnić funkcję ostoi spokoju i bezpieczeństwa. Zamienia się w więzienie. Może nie klaustrofobiczne, bo tytułowy Instytut ma ponad sto metrów kwadratowych, ale bez wątpienia więzienie i to w sensie bardzo dosłownym.</p>
<p>Grupa sublokatorów mieszkania przy alei Mickiewicza pewnej niedzieli zostaje całkowicie odcięta od świata zewnętrznego. Nie działają telefony i winda, nie ma Internetu, krata na klatce schodowej wydaje się być zatrzaśnięta na amen. Później będzie już tylko gorzej, a początkowa dezorientacja i niepokój bohaterów stopniowo przerodzi się w panikę połączoną z coraz bardziej dojmującym poczuciem osaczenia i… pogrzebania żywcem. Równolegle toczy się opowieść Agnieszki, głównej bohaterki – trzydziestokilkuletniej właścicielki Instytutu, barmanki w Brzydkim Kocie (ukłon w stronę Pięknego Psa), matki dziecku i niespełnionej artystki, która po ucieczce od męża najwyraźniej przeżywa w Krakowie drugą młodość. <strong>Jej wyznania są właśnie tym spoiwem, kontrapunktem dla „momentów”, który pozwala uspokoić oddech, a to cenne, bo sceny w mieszkaniu są nakreślone sugestywnie i z dużą dozą makabry. Innymi słowy – trzymają w napięciu.</strong></p>
<p>Opowieść Agnieszki pełni tu jeszcze jedną rolę. To właśnie w nią Żulczyk wtłacza swoje trzy grosze na temat współczesności, czyli to co decyduje o „nierozrywkowych” walorach „Instytutu”. Niewątpliwie pisarz jest bacznym obserwatorem i wyłapuje społeczne niuanse, ale jego refleksja na temat polskiej rzeczywistości, prócz kilku udanych stwierdzeń, nie przynosi ani nic nowego, ani świeżego. Jego powieść sprawia wrażenie kompilacji modnych tematów z pierwszych stron gazet. Czegóż tu nie ma? <strong>Trzydziestolatków życie na kredyt, niespełniony artysta realizujący się w telenowelach, przemoc psychiczna wśród uczniów, kibolskie ustawki, religia sukcesu, społeczna znieczulica, upadek rodziny – wszystko pobieżnie zasygnalizowane, jak przystało na powieść wyrosłą z popkultury &#8211; zaledwie liźnięte, wykorzystane w roli tła, tym bardziej efektownego, bo osadzonego w mieście knajp i kościołów.</strong></p>
<p>Bohaterowie Żulczyka to stereotypowi hedoniści (jak osiłek to tępy, jak weganka to wyluzowana), żyjący od imprezy do imprezy, balansujący na skraju alkoholizmu. Postawieni wobec sytuacji tyleż niedorzecznej, co przerażającej zmieniają się w bezradnych i agresywnych histeryków. Ba, ta ich skłonność do histerii jest wręcz nieznośna. Jest jeszcze zakończenie, choć na te wolałabym miłosiernie spuścić zasłonę milczenia. Nie spuszczę jednak, bo<strong> rozwiązanie jest  okrutną kpiną z czytelnika, tak jakby <em>polskiego Stephena Kinga </em>nie stać było na zaproponowanie czegoś mniej oczywistego i banalnego. Ja rozumiem, że popkultura rządzi się pewnymi prawami, ale come on!</strong> Nie mniej jednak, za „momenty” i towarzyszący lekturze dreszczyk emocji niech będzie cztery.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>„Instytut” Jakub Żulczyk, Znak, Kraków 2010</p>
<p>[egzemplarz recenzencki]</p>
<p>W powieści jest mały acz uroczy lokalizacyjny błąd. Otóż widok z budynku numer 20 przy alei Adama Mickiewicza nie jest na Plac Inwalidów, jak twierdzi autor, a na AGH.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/10/instytut-jakub-zulczyk/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>23</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przygody z codziennością</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/10/44-scotland-street-alexander-mccall-smith/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/10/44-scotland-street-alexander-mccall-smith/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 19 Oct 2010 15:51:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Czytadło]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Alexander McCall Smith]]></category>
		<category><![CDATA[Edynburg]]></category>
		<category><![CDATA[literatura popularna]]></category>
		<category><![CDATA[powieść obyczajowa]]></category>
		<category><![CDATA[Szkocja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1450</guid>
		<description><![CDATA[Strzeżcie się. Oto powieść zdradziecka, paskudnie bałamutna i to w najgorszym możliwym znaczeniu tych słów. Omamia od pierwszych stron. Nie stron. Omamia od pierwszych zdań. Obwija sobie nieświadomego czytelnika wokół małego palca, trzyma w ryzach i nie puszcza. I zanim &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/10/44-scotland-street-alexander-mccall-smith/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/44-Scotland-Street_Alexander-McCall-Smith.jpg" rel="lightbox[1450]"><img class="alignnone size-full wp-image-1451" title="44-Scotland-Street_Alexander-McCall-Smith" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/44-Scotland-Street_Alexander-McCall-Smith.jpg" alt="" width="198" height="280" /></a></p>
<p>Strzeżcie się. Oto powieść zdradziecka, paskudnie bałamutna i to w najgorszym możliwym znaczeniu tych słów. Omamia od pierwszych stron. Nie stron. Omamia od pierwszych zdań. Obwija sobie nieświadomego czytelnika wokół małego palca, trzyma w ryzach i nie puszcza. I zanim się obejrzysz już będzie przeczytana. Trzask, prask i po wszystkim, a kolejna część dopiero się pisze.</p>
<p>Nie znam wcześniejszych owoców literackiej działalności Alexandra McCalla Smitha, może to i lepiej, bo dzięki temu do <strong>„44 Scotland Street”</strong> podeszłam czysta i niewinna, nie skażona żadnymi opiniami, oczekiwaniami czy złudnymi nadziejami. Dzieło to, jak stoi we wstępie, powstało na zamówienie gazety, znaczy się jest przykładem powieści w odcinkach, formy cyklicznej rozrywki dziś właściwie zupełnie zanikłej, a niegdyś, myślę sobie, udatnie zastępującej telewizyjne tasiemce. Myślę sobie również, że gdyby te „Klany” i „Barwy (nie)szczęścia” miały choć jedną trzecią wdzięku i lekkości „44 Scotland Street” może bym skusiła się na marnowanie czasu przed telewizorem, bo książka McCall Smitha jako powieść – reset, dostarczająca rozrywki urokliwej, bezpretensjonalnej i przepojonej subtelnym humorem, sprawdza się i wedle tej miary i z takimi, niezbyt wygórowanymi oczekiwaniami, podejść do niej należy<strong> </strong>(wciąż pamiętając o specyficznej genezie książki)<strong>.</strong></p>
<p>Bo &#8222;44 Scotland Street&#8221; jako powieść ani nic nowego nie wnosi, ani nie głosi, ani nie zmienia czy neguje, a jej wartość poznawcza jest co najmniej dyskusyjna. Toteż jeśli ma się sprecyzowane oczekiwania wobec misji i funkcji literatury, można sobie lekturę McCalla Smitha darować. To powieść czysto eskapistyczna, gładka i neutralna, dotykająca bezpiecznych i wcześniej wypróbowanych tematów. Jednak podana sprawnie i z polotem codzienność edynburskich przeciętniaków, okazuje się być zdradziecko wciągająca, aż wstyd przyznać, że tak łatwo dałam się złapać na to proste rozwiązanie fabularne.</p>
<p>Mamy tu grupkę mniej lub bardziej udanych lokatorów i znajomych lokatorów tytułowej kamienicy w artystycznej dzielnicy Edynburga: narcystycznego samca alfa z branży nieruchomości, niewydarzonego właściciela galerii, nadopiekuńczą mamuśkę z przerostem ambicji i jej bystrego potomka i kilkoro innych, nie mniej ważnych, bohaterów. Ich ścieżki nieuchronnie się przecinają, śledzimy ich codzienne perypetie, błahostki, radości i zmartwienia – jak w telewizyjnym tasiemcu, tyle że McCall Smith ma więcej finezji od scenarzystów wzmiankowanych produkcji. Owszem, czerpie ze skarbczyka banalnych chwytów i wytartych schematów fabularnych, ale ubiera je w miłą dla oka i ducha frazę, innymi słowy udatnie odświeża. Opowieść toczy się tu w niewymuszony, nieco naiwny sposób. Jest grzecznie i bezpiecznie, żadnych melodramatycznych zwrotów akcji, po których czytelnik z wrażenia będzie zbierał zęby z podłogi. To ułatwia zaprzyjaźnienie się z bohaterami, a, podyktowane przez formułę powieści w odcinkach, krótkie rozdzialiki &#8211; każdy z haczykiem, suspensem lub elementem zaskoczenia &#8211; czyta się szybko. Za szybko.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>„44 Scotland Street” Alexander McCall Smith, przełożyła Elżbieta McIver, Muza, Warszawa 2010</p>
<p>[egzemplarz recenzencki]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/10/44-scotland-street-alexander-mccall-smith/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zamiecione pod dywan</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/10/zabojstwa-w-badgers-drift-caroline-graham/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/10/zabojstwa-w-badgers-drift-caroline-graham/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 17 Oct 2010 12:20:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Brytyjskie]]></category>
		<category><![CDATA[Kryminalni]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Anglicy]]></category>
		<category><![CDATA[Caroline Graham]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[Midsomer]]></category>
		<category><![CDATA[prowincja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1447</guid>
		<description><![CDATA[W kryminałach Caroline Graham jest coś kojącego. Może to ta estyma z jaką jej bohaterowie podchodzą do, z pozoru tak banalnej czynności, jaką jest picie herbaty? Zupełnie tak jakby filiżanka z parującą zawartością była remedium na dowolną przypadłość ciała lub &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/10/zabojstwa-w-badgers-drift-caroline-graham/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/Zabojstwa-w-Badger-s-Drift_Caroline-Graham.jpg" rel="lightbox[1447]"><img class="size-full wp-image-1448 aligncenter" title="Zabojstwa-w-Badger-s-Drift_Caroline-Graham" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/Zabojstwa-w-Badger-s-Drift_Caroline-Graham.jpg" alt="" width="176" height="280" /></a></p>
<p>W kryminałach <a href="http://lekturki.com/tag/caroline-graham/" target="_blank">Caroline Graham</a> jest coś kojącego. Może to ta estyma z jaką jej bohaterowie podchodzą do, z pozoru tak banalnej czynności, jaką jest picie herbaty? Zupełnie tak jakby filiżanka z parującą zawartością była remedium na dowolną przypadłość ciała lub ducha. Filiżanka herbaty – czy nie brzmi to obiecująco? W tej frazie kryje się jakiś niemalże arkadyjski pierwiastek, zwiastujący przyjemność i beztroskę i w podobnym błogostanie czytałam <strong>„Zabójstwa w Badger’s Drift”</strong>. Może to się wydać nieco zaskakujące, biorąc pod uwagę, że mówimy o kryminale – gatunku, który przynajmniej z założenia powinien podnosić poziom adrenaliny, a nie poczucia błogości. Poza tym w prowincjonalnych morderstwach nie ma nic kojącego, raczej na odwrót – skoro morduje się już nawet bogu-ducha-winne staruszki cywilizacja najwyraźniej chyli się ku upadkowi, herbata nie pomoże i nikt nie powinien czuć się bezpieczny.</p>
<p>„Zabójstwa w Badger’s Drift” to pierwsza powieść Caroline Graham z <a href="http://lekturki.com/tag/midsomer/" target="_blank">cyklu Midsomer</a>. Nie wiem czy najlepsza, nie mnie to oceniać, tym bardziej, że jej kryminały są do siebie dość podobne, ale bez wątpienia to właśnie ta część, spośród dotychczas przeze mnie przeczytanych, ostatecznie przekonała mnie do stylu Graham, a lektura sprawiła mi całą masę przyjemności. Powieść jest nader udaną kompozycją elementów, które w kryminałach szczególnie cenię, podanych w akuratnych proporcjach i zgrabnie ze sobą wymieszanych. Po pierwsze akcja na sennej angielskiej prowincji, co samo w sobie gwarantuje kameralność zbrodni, ale i dodaje śledztwu pikanterii. W Badger’s Drift wszak wszyscy się znają, a pod płaszczykiem przykładnych obywateli wiodą swe grzeszne żywota. Zbrodnia zaburza społeczny ład,  ale i elektryzuje znudzonych mieszkańców, którzy ze strachu przed zdemaskowaniem nabierają wody w usta, a trupa najchętniej zamietli by pod dywan. Po drugie niekonwencjonalne charaktery, oryginalne, ale wiarygodne: zaczynając od ofiary numer jeden – szalenie poukładanej starej panny, która na swe nieszczęście zobaczyła w lesie coś czego widzieć nie powinna, przez mamusię i synusia Rainbird, którzy specjalizowali się w obserwowaniu, ale bynajmniej nie ptaków, a mieszkańców osady, po, na przykład, zapyziałą i przysadzistą córkę miejscowego konowała lub jego szanowną małżonkę – ex prostytutkę. Po trzecie rezonująca para inspektor Barnaby – sierżant Troy, którego obezwładniająca głupota i przekonanie o (domniemanej) własnej doskonałości tyleż intelektualnej co fizycznej w „Zabójstwach w Badger’s Drift” wyjątkowo uroczo jest wygrane. Poza tym do końca nie domyślałam się kto zabił, a to duży plus.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>„Zabójstwa w Badger’s Drift” Caroline Graham, przełożyła Anna Sawicka-Chrapkowicz, GWP, Gdańsk 2005<br />
<a href="http://lekturki.com/tag/midsomer/" target="_blank"><strong>cykl Midosmer</strong></a></p>
<p>[z biblioteki na Królewskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/10/zabojstwa-w-badgers-drift-caroline-graham/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Stanisław Barańczak – agent, który nie zawiódł nigdy</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/10/biografioly-stanislaw-baranczak/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/10/biografioly-stanislaw-baranczak/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 08 Oct 2010 21:53:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Piękna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[poezja]]></category>
		<category><![CDATA[Stanis]]></category>
		<category><![CDATA[Stanisław Barańczak]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1437</guid>
		<description><![CDATA[Będzie krótko i węzłowato i nie o Vargas Llosie. Buszując po nowej wypasionej czytelni w Wojewódzkiej Bibliotece przy ulicy Rajskiej*, w dziale polskich poetów (nie pytajcie czego tam szukałam, a w każdym razie tego czego szukałam nie znalazłam) w rączki &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/10/biografioly-stanislaw-baranczak/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/biografioły.jpg" rel="lightbox[1437]"><img class="alignnone size-full wp-image-1438" title="biografioły" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/biografioły.jpg" alt="" width="196" height="280" /></a></p>
<p>Będzie krótko i węzłowato i nie o Vargas Llosie. Buszując po nowej wypasionej czytelni w Wojewódzkiej Bibliotece przy ulicy Rajskiej*, w dziale polskich poetów (nie pytajcie czego tam szukałam, a w każdym razie tego czego szukałam nie znalazłam) w rączki wpadły mi słynne, rekomendowane przy okazji <a href="http://lekturki.com/2010/09/ksiazki-najgorsze-stanislaw-baranczak/" target="_blank">„Książek najgorszych”</a>, <strong>„Biografioły” Stanisława Barańczaka</strong>. Przez tych poetów, których nie było, miałam wolne pół godziny i to jest akurat tyle ile potrzeba na spokojne rozsmakowanie się w „Biografiołach”, bo to rzecz naprawdę niewielka. Liczy sobie ledwo czterdzieści stron z małym okładem, przy czym jedna trzecia tych czterdziestu kilku stron to obrazki. Czytania więc może i nie ma zbyt wiele, ale za to uciechy co nie miara.</p>
<p>Czymże są owe biografioły? Żartobliwymi czterowierszami skonstruowanymi z możliwie nierównych linijek, wariacjami na temat biografii postaci powszechnie znanych, których nazwisko paść musi w pierwszych wersie, a reszta to już szalony, nieraz zgoła absurdalny, ciąg skojarzeń, lingwistyczna żonglerka (bo muszą być rymy!) i radosna twórczość. Zbiorek uzupełnia cudowny suplemencik &#8211; <em>Appendix umożliwiający człowiekowi kulturalnemu zrozumienie i zapamiętanie, o co chodzi w 7 podstawowych utworach W. Szekspira</em>. Tutaj Barańczak nieco podpiłował gałąź, na której jako tłumacz dzieł szekspirowskich siedzi, bo po tak przystępnie wyłożony <em>clue</em>, dajmy na to Otella:</p>
<blockquote><p>Tło: gondole i doże.<br />
Centrum uwagi: łoże.<br />
Wąż: Jago. Mąż: „Ja go!&#8230;”. Duszona:<br />
Żona. Finał: obsada kona</p></blockquote>
<p>kto będzie chciał czytać sztuki? [pytanie retoryczne]<em><br />
</em>Bez wątpienia Barańczak pisząc „Biografioły” bawił się przednio i  podobne poczucie od początku staje się udziałem czytelnika. Wierszyki-portreciki, czasem zaskakująco trafne jak ten o Nabokovie**, nasycone są specyficznym, purnonsensowym humorem, co od razu przywiodło mi na myśl limeryki z <a href="http://lekturki.com/2009/03/rymowanki-dla-duzych-dzieci-wislawa-szymborska/" target="_blank"><strong>„Rymowanek dla dużych dzieci”</strong></a> Wisławy Szymborskiej. Obie książki można postawić obok siebie i czytać na przemian jako remedium na chandrę, globusa i inne dolegliwości ciała tudzież ducha.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>„Biografioły” Stanisław Barańczak, a5, Poznań 1991</p>
<p>*nie wiem od kiedy czytelnia przy Rajskiej jest taka nowa i wypasiona, ale w porównaniu z jej poprzednią wersją jawi mi się niczym, nomen omen, czytelniczy raj na ziemi i już cieszę się na myśl o spędzonych w niej godzinach</p>
<blockquote><p>** Nabokov<br />
Gdy przedstawiono komuś Nabokova,<br />
Rozmowa była niemal nawykowa:<br />
- Czy w życiu jest pan też amatorem Lolit? -<br />
- Iii, przy nich czuję się jak paleolit.</p></blockquote>
<p>[czytelnia na Rajskiej]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/10/biografioly-stanislaw-baranczak/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z Szymborską w WC (lub tramwaju)</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/10/poczta-literacka-wislawa-szymborska/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/10/poczta-literacka-wislawa-szymborska/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Oct 2010 21:33:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Autotematycznie]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura dowcipna]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[grafomania]]></category>
		<category><![CDATA[miniatura]]></category>
		<category><![CDATA[Nobel]]></category>
		<category><![CDATA[Wisława Szymborska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1434</guid>
		<description><![CDATA[Oho. Pewnie zaraz znajdą się tacy, co napiszą, że uprawiam świętokradztwo okrutne, bo jak to można Noblistkę ciągać po toaletach, a nawet jeśli to głośno o tym mówić? Ano można i bez wstydu się do tego przyznaję, że „Pocztę literacką, &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/10/poczta-literacka-wislawa-szymborska/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/poczta_literacka.jpg" rel="lightbox[1434]"><img class="alignnone size-full wp-image-1435" title="poczta_literacka" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/poczta_literacka.jpg" alt="" width="200" height="280" /></a></p>
<p>Oho. Pewnie zaraz znajdą się tacy, co napiszą, że uprawiam świętokradztwo okrutne, bo jak to można Noblistkę ciągać po toaletach, a nawet jeśli to głośno o tym mówić? Ano można i bez wstydu się do tego przyznaję, że <strong>„Pocztę literacką, czyli jak zostać (lub nie zostać) pisarzem”</strong> Szymborskiej Wisławy podczytywałam głównie w WC, ewentualnie w komunikacji miejskiej, bo i forma i treść tej małej książeczki doskonale ją po temu predysponuje. Gwoli wyjaśnienia, dla wszystkich tych, którzy rzeczonej publikacji w ręku nie mieli, spieszę wyjaśnić, że „Poczta literacka” jest ni mniej ni więcej, a pamiątką po redakcyjnym epizodzie Szymborskiej. Zbiorem dowcipnych i nietuzinkowych miniaturek prozą będących autentycznymi odpowiedziami na radosną twórczość narodu, nadsyłaną masowo przez ten naród do tygodnika „Życie literackie”.</p>
<p>Szymborska Wisława, na długo przed tragedią sztokholmską oczywiście, do spółki z Włodzimierzem Maciągiem, anonimowo podjęła się misji tyleż niewdzięcznej co i koniecznej: odżegnywania osób, wyraźnie pozbawionych iskry bożej w dziedzinie literatury, od kontynuowania dalszych prób na tym polu. W związku z tym należałoby jej współczuć, ale i pozazdrościć. Współczuć, bo nie wiem kto skłonny byłby czytać wypoty osób, którym bozia poskąpiła literackich zdolności, za to szczodrze obdarzyła pisarską<em> </em>nadpobudliwością oraz wiarą w swój rzekomy dar, często podsycaną przez panie od polskiego. Pozazdrościć natomiast polotu i błyskotliwości z jakim poetka potrafiła na ową grafomańską działalność odpowiadać, tropiąc i, delikatnie acz zdecydowanie, tępiąc nonsensy, nieścisłości, kwieciste metafory, luki w edukacji i inne „kwiatki” początkujących twórców.</p>
<p>W „Poczcie literackiej” Szymborska objawia się po raz kolejny jako mistrzyni erudycji, poczucia humoru i powściągliwości. Forma książeczki predysponuje ją do podczytywania, czyli lektury pokawałkowanej. Stąd ma sugestia, gdzie sprawdzi się dobrze. Książka bez wątpienia warta jest uwagi, nie tylko dla wielbicieli poetki, a lektura, wbrew pozorom, daje sporo do myślenia.</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4.5 out of 6 stars</p>
<p>„Poczta literacka, czyli jak zostać (lub nie zostać) pisarzem” Wisława Szymborska, wybór Teresa Walas, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2000</p>
<p>[z biblioteki w NML]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/10/poczta-literacka-wislawa-szymborska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nawiedzone pole kukurydzy</title>
		<link>http://lekturki.com/2010/10/nawiedzony-shirley-jackson-zniwiarz-gaja-grzegorzewska/</link>
		<comments>http://lekturki.com/2010/10/nawiedzony-shirley-jackson-zniwiarz-gaja-grzegorzewska/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 02 Oct 2010 13:45:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zosik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kryminalni]]></category>
		<category><![CDATA[Lekturki]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[duchy]]></category>
		<category><![CDATA[gaja grzegorzewska]]></category>
		<category><![CDATA[Julia Dobrowolska]]></category>
		<category><![CDATA[Kameleon]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[polska kolekcja kryminalna]]></category>
		<category><![CDATA[powieść gotycka]]></category>
		<category><![CDATA[Shirley Jackson]]></category>
		<category><![CDATA[z dreszczykiem]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lekturki.com/?p=1427</guid>
		<description><![CDATA[Ciąży mi jakoś mentalnie, że dwie interesujące, a przeczytane przed miesiącem, książki wciąż nie doczekały się wzmianki tutaj i między nami mówiąc, zważywszy na to szaleńcze tempo, w jakim ostatnio produkuję notki, istnieje pewna szansa, że nigdy wzmianki się nie &#8230; <a href="http://lekturki.com/2010/10/nawiedzony-shirley-jackson-zniwiarz-gaja-grzegorzewska/">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ciąży mi jakoś mentalnie, że dwie interesujące, a przeczytane przed miesiącem, książki wciąż nie doczekały się wzmianki tutaj i między nami mówiąc, zważywszy na to szaleńcze tempo, w jakim ostatnio produkuję notki, istnieje pewna szansa, że nigdy wzmianki się nie doczekają. Okropności. Zrobię zatem coś czego nigdy nie robię w myśl zasady, że każda książka potrzebuje przestrzeni tylko dla siebie. Napiszę o obu za jednym zamachem.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/nawiedzonyzniwiarz.jpg" rel="lightbox[1427]"><img class="size-full wp-image-1428 aligncenter" title="nawiedzonyzniwiarz" src="http://lekturki.com/wp-content/uploads/2010/10/nawiedzonyzniwiarz.jpg" alt="" width="360" height="265" /></a></p>
<p><strong>„Nawiedzony” </strong>Shirley Jackson niech ma pierwszeństwo, poza tym czeka dłużej.</p>
<p>Słów kilka o samej fabule. Naukowiec zaprasza trójkę osób o zdolnościach parapsychologicznych na wakacje w słynącym z opanowania przez siły zła Domu na Wzgórzu. Ich jedynym obowiązkiem ma być spędzanie miło czasu i notowanie swych subiektywnych odczuć. Wśród  nich Eleonor, która przez lata opiekowała się zaborczą matką, a teraz, po jej śmierci, nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Dziewczyna, choć nie zdaje sobie z tego sprawy, jest emocjonalnie i psychicznie rozbita. Poczucie winy związane z  odejściem matki łączy się w niej z wybujałą radością, że wreszcie może żyć po swojemu. Sęk w tym, że dziewczyna nie do końca wie, jak to „życie po swojemu” ma wyglądać. W każdym razie Dom na Wzgórzu szybko pokazuje na co go stać. Goście gubią się w labiryncie pokoi, przeżywają zbiorowe halucynacje i inne chwile mrożącej krew w żyłach grozy. Tyle, że to Eleonor będzie tym słabym ogniwem, które złowieszcza budowla opanuje czyniąc zeń swą ofiarę i doprowadzając na skraj obłędu.</p>
<p>Mam z tę książką pewien problem. Po intrygującym początku z każdym kolejnym rozdziałem bardziej mnie nużyła. Sęk w tym, że z założenia nudzić nie powinna, bo: a/to jest <a href="http://lekturki.com/tag/shirley-jackson/" target="_blank">Shirley Jackson</a>, a ona, jak nikt inny, potrafiła budować nastrój grozy bez makabry rodem z horroru. b/ „Nawiedzony” to dreszczowiec z duchami, ponurym domostwem i wyraźnym nawiązaniem do <a href="http://lekturki.com/tag/powiesc-gotycka/" target="_blank">powieści gotyckiej</a>, czyli typ literatury, który szczególnie lubię i pożądam. Co w takim razie nie zagrało? Albo inaczej, co się stało, że nastrój grozy, który pisarka z dużą konsekwencją i subtelnością kreuje od pierwszych zdań bynajmniej mi się nie udzielił? Odpowiedź na tak postawione pytanie wcale nie jest oczywista. Zdaje się, że to kwestia odpowiedniego rozłożenia akcentów. W „Nawiedzonym” <strong>próba odgadnięcia powodów złej reputacji Domu na Wzgórzu szybko schodzi na dalszy plan, ustępując miejsca dramatowi rozgrywającemu się między Elenonorą i resztą badaczy. Upiorne domostwo zostaje zredukowany do teatralnych dekoracji, a, niestety, psychologiczna konstrukcja postaci tym razem, wyjątkowo, zupełnie mnie nie przekonała.</strong></p>
<p><strong>Ocena:</strong> 4 out of 6 stars</p>
<p>„Nawiedzony” Shirley Jakcson, przełożyła Maria Streszewska-Hallab, Zysk, Poznań 2000<br />
seria <a href="http://lekturki.com/tag/kameleon/" target="_blank"><strong>Kameleon</strong></a></p>
<p>Zgoła inaczej sprawy się mają ze <strong>„Żniwiarzem”</strong> z detektywką Julią Dobrowolską w roli głównej. Ta powieść ukontentowała mnie w stopniu wielkim. Po <a href="http://lekturki.com/2010/06/topielica-gaja-grzegorzewska/" target="_blank">„Topielicy”</a> wiedziałam czego spodziewać się po Gai Grzegorzewskiej i moje oczekiwania ziściły się z nawiązką. Grzegorzewska pisze w bardzo specyficzny sposób. Z przymrużeniem oka i dużą dozą swobody. Nie można odmówić jej odwagi, również tej obyczajowej, a sceny łóżkowe (których tu sporo) przywodzą na myśl soft porno. Jej powieści odznaczają się szokująco prostą, niemalże szkolną, frazą, ale i nader intrygującymi konstruktami postaci, świetnymi dialogami i ciekawie zarysowanym wątkiem obyczajowym. Albo się to kupuje i czyta z ogromną uciechą, albo odrzuca i tyle. Ja zaliczam swą skromną osobę do tej pierwszej grupy. „Żniwiarz” to debiut, kryminał z może i nieco nieporadną intrygą, ale za to jak napisany! Tutaj wspomnieć muszę, że Grzegorzewska (podobnie jak niżej podpisana) ukończyła studia filmoznawcze. To taki dość specyficzny kierunek, którego absolwenci zazwyczaj zajmuje się zupełnie inne sprawami, ale i tak „piętno” studiów pozostaje i właśnie w twórczości Gai jest to świetnie widoczne. Czytając „Żniwiarza” czuć na kilometr, że jego autorka zgłębiała X muzę. Już sam fakt, że trupa (bez głowy) odnaleziono w polu kukurydzy jest znaczący dla całej powieści, utkanej z temu podobnych tropów i nawiązań odsyłających do filmu i kultury popularnej w ogóle. „Żniwiarz” przywodzi na myśl dzieła bawiące się konwencją filmów klasy B. Takie celowo przerysowane i trochę w złym guście, tworzone z premedytacją i pełną świadomością wykorzystywanych rozwiązań. Kapitalna rozrywka. Tylko ta okładka&#8230; yyyy&#8230;</p>
<p><strong>Ocena:</strong> 5 out of 6 stars</p>
<p>„Żniwiarz” Gaja Grzegorzewska, Wydawnictwo EMG, Kraków 2006<br />
<a href="http://lekturki.com/tag/polska-kolekcja-kryminalna/" target="_blank"><strong>Polska Kolekcja Kryminalna</strong></a> tom III</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lekturki.com/2010/10/nawiedzony-shirley-jackson-zniwiarz-gaja-grzegorzewska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

