Być może rozczarowanie roku

Przemęczyłam, wymęczyłam, skończyłam. „Uciekinierka” za mną. I to już chyba oficjalne – książka Alice Munro jest pierwsza w kolejce do miana rozczarowania roku.

Dla ścisłości – rankingu literackich rozczarowań nie prowadzę, raczej staram się szybko o nich zapominać. Nie jest to zresztą specjalnie kłopotliwe, bo należę do tych, którzy pamięć mają dobrą lecz krótką. Tyczy to się (stety-niestety) i książek, tych kiepskich również. Czy nazwę „Uciekinierkę” kiepską? Chyba jednak nie, ale przeciętną i owszem. A mój zawód wobec zbioru (nagrodzonego międzynarodowym Bookerem 2009) jest tym większy, bo i wiele sobie po opowiadaniach Munro obiecywałam. I jak to zwykle bywa z wygórowanymi oczekiwaniami  – na tychże oczekiwaniach się skończyło, a apetyt na opowiadania mocne, intrygujące i kunsztownie podane, takie, które pozostawią mnie z rozdziawioną gębą (dosłownie i w przenośni) nie został zaspokojony.

„Uciekinierka” to osiem opowiadań i pięć bohaterek w różnych momentach życia. Motywem przewodnim zbioru, co nie trudno odgadnąć, jest ucieczka. Sęk w tym, a w tym miejscu znów odnieść się muszę do mej kiepskiej pamięci, tuż po zakończeniu czytania nie jestem w stanie przypomnieć sobie niemalże żadnej historii ze zbioru. Z ośmiu tekstów dwa wywarły na mnie pewne wrażenie, zostały we mnie i zadały temat do przemyślenia. Bohaterką jednego z nich jest Robin, zamknięta w sobie marzycielka, postrzegana przez innych trochę jako dziwaczka, również ze względu na swe głębokie upodobanie do sztuk Szekspira. W czasie jednej z wypraw do Stradfordu na spektakl poznała Daniela. Mężczyzna szarmancko pomógł jej w niedoli, nakarmił, odprowadził na dworzec. Mieli spotkać się za rok, ale do spotkania nie dochodzi, z powodu który Robin pozna wiele lat później. To krótkie opowiadanie, na pierwszy rzut oka nieco łzawe i kiczowate, w gruncie rzeczy jest pięknym miniaturowym dramatem niespełnienia i samotności, rzeczą o niedopowiedzeniach, słowach, których boimy się wypowiedzieć i przypadku, który czasem decyduje o wszystkim. Żałuję, że pozostałe teksty nie są w podobnym tonie. To suche jak wióry opowiastki o małych życiowych dramatach. Ucieczkach fizycznych i duchowych. Planowanych i realizowanych, unurzanych w nudnej codzienności. Wewnętrznego napięcia, ba jakiegokolwiek napięcia, właściwie brak.

Lubię, gdy opowiadania zaskakują, tak, że aż dreszczyk przechodzi po plecach. Teksty Munro mnie nie zaskoczyły, albo inaczej, zaskoczyły mnie swą  nijakością.

„Uciekinierka” Alice Munro, przełożyła Alicja Skarbińska-Zielińska, Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2009, s. 392.

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kanada, Krótkie formy literackie, Lekturki, Piękna i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Być może rozczarowanie roku

  1. Paula DENMARK pisze:

    Oj, to mnie zaskoczyłaś i wzbudziłaś moją uwagę, bo na mojej półce czeka inny zbiór opowiadań Munro „Zbyt wiele szczęścia” a ja dużo sobie po nim obiecywałam po wielu pozytywnych opiniach z jakimi się zetknęłam. Teraz boję się rozczarowania…

  2. Claudette POLAND pisze:

    Z reguły nie lubię opowiadań. A już nade wszystko nie lubię opowiadań, które mnie nie potrafią wciągnąć, zaangażować w opowiadaną historię. Pod tym względem Keret jest chlubnym wyjątkiem – jego teksty czytam z wypiekami na twarzy.

    Wydaje mi się jednak, że „Uciekinierka” Munro wywołałaby we mnie jedynie frustrację…

  3. schizma POLAND pisze:

    Wiem czego unikać ;) Poza tym okładka też nie jest specjalnie zachęcająca. A niestety należę do osób, które najpierw oceniają książkę po okładce (szczególnie robię tak w bibliotece).

  4. peek-a-boo POLAND pisze:

    We mnie tez Munro nadzwyczajnego entuzjazmu nie wzbudziła, choc rozumiem ironie zawarta w tytule Uciekinierki. Tak jak piszesz historyjki sa nieco mdłe, choc wiekszosc ma tzw przeslanie. Pewnie stad ten Booker ;) Kiedys słyszałam czytany w radiu fragment jej nowego zbioru opowiadan wydanego po polsku i to jest dopiero chała. Sztuczne do granic wytrzymalosci, podtytuł mógłby brzmiec jak sobie mala Kanadyjka duże historie wyobraza. Byly tam nawet jakies wątki polskie, wydziwione ze az przykro.

  5. Tanki POLAND pisze:

    Jak lubię opowiadania, tak po Munro nigdy nie miałam ochoty sięgnąć. A z innej beczki: kiedy będzie nowa Flawia?! Jak nawiedzona sprawdzam zapowiedzi na stronie wydawnictwa Vesper i nic, a miała być w lipcu!

  6. Ha, miałam tak z książeczką „Martin Dressler”; jakiś czas po jej przeczytaniu tak bardzo wypadła mi z pamięci, że… wypożyczyłam ją jeszcze raz.

  7. zosia POLAND pisze:

    Za czasów młodości lubiłam tematy ucieczek i uciekinierek, bo one uciekały za mnie, a ja mogłam się wylegiwać w łóżku i przeżywać ich bunt :) Ale tę uciekinierkę tylko przejrzałam, ciężka czcionka. Teraz mam na półce autobiografię Przybory i to samo – przewertuję parę stron i już mnie oczy bolą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>