Jego strumień świadomości płynie dalej, a ja w tym miejscu muszę pisać z większą inwencją niż James Joyce, bo ostatnia próba uzyskania zezwolenia na przekład Ulissesa na perski, jaką podjęli sam Joyce, jego irański tłumacz i jego wydawca, zakończyła się niepowodzeniem. Pan Pietrowicz, który w owych latach usiłował być łagodny wobec irańskich pisarzy i tłumaczy i chciał jakoś rozwiązywać ich problemy, zasugerował, aby w przekładzie Ulissesa na perski monolog Molly Bloom, jednej z kobiecych postaci tej książki, zawierający wizję cudzołóstwa, opublikować po włosku. W ten sposób powieść nie zostałaby poddana ostrej cenzurze, a jednocześnie irański czytelnik nie byłby narażony na erotyczną prowokację… Po włosku, nie po angielsku, gdyż język włoski nie jest szczególnie popularny w Iranie i ciekawscy czytelnicy nie znaleźliby u nas zbyt szybko słownika, by przetłumaczyć sobie monolog Molly Bloom i doznać podniecenia seksualnego.
Irańska historia miłosna. Ocenzurowano Shahriar Mandanipour, przełożył Maciej Świerkocki, W.A.B., Warszawa 2010, s. 110.
Czytam sobie od dwóch dni książkę niebywałą, przewrotną, szalenie oryginalną. Książkę, której każde kolejne zdanie dostarcza mi miłego dla ducha intelektualnego fermentu. Powieść autotematyczną, a autotematyzm jest jedną z tych strategii narracyjnych, które cenię sobie w sposób szczególny. To opowieść o pisaniu o miłości w kraju, w którym o miłości (cielesnej zwłaszcza) nawet myśleć nie wolno, a co dopiero pisać, mówić czy się jej publicznie oddawać. Dlatego para bohaterów – Sara i Dara (imiona z elementarza języka perskiego) – nie mogą sobie patrzeć w oczy, ani wprost rozmawiać. Dlatego wiadomości przesyłają sobie poprzez wymyślny kod literatury – w książkach. Ale tak samo jak na Sarę i Darego dybią patrole Kampanii Przeciwko Zepsuciu Społecznemu, na pisarza czy może raczej narratora poluje Cenzor – równie złowroga i bezkompromisowa instytucja, którą tu symbolizuje na wskroś antypatyczna figura Porfirego Pietrowicza. Irańska historia miłosna. Ocenzurowano jest zmyślnie skonstruowaną, wielowarstwową opowieścią o paradoksach życia w Iranie. W dodatku napisaną w przyjemnie lekkim i dowcipnym tonie. Słowem: zero ckliwości, brak umartwiania. Więcej, gdy już skończę.
Może Cię również zainteresuje:
- Ręka 05/04/2011
- Ja uże na zimu zakutałsi 15/01/2008
- Post ten dedykuję 17/12/2007
- Refleksja z gatunku kulinarnych 07/02/2008










Brzmi bardzo ciekawie i zachęcająco :) Sam tytuł jest prowokujący i nie pozwala odejśc obojętnie.
Słyszałam już o niej, czytałam kiedyś recenzję w prasie niemieckiej (w Anglii chyba tej powieści jeszcze nie ma). Brzmiało smakowicie, a Ty ten smak jeszcze doprawiłaś :)
Miłe Panie cieszę się, że udało mi się pobudzić Waszą ciekawość. Ja wciąż czytam, aczkolwiek z pewnym żalem, bo koniec zbliża się nie ubłagalnie
Ach, stoi u mnie na półce od sierpnia zeszłego roku. Chyba czas się za nią zabrac! Czułam, że to coś ciekawego kupując ją. :)
Zosik, proszę mnie nie denerwować. Gdzieś o tej książce czytałam, zainteresowałam się ze względu na Iran, ale doszłam do wniosku, że to jednak nie dla mnie. A teraz coś tu zaczynasz zachwalać i obawiam się, że będę musiała zweryfikować moje plany…
Dostałam tę książkę na Gwiazdkę i bardzo się na nią cieszę, choć pewnie jeszcze swoje będzie musiała odleżeć (mam kilka starszych, które też bardzo pragną być akurat teraz przeczytane). Cieszę się, że Ci się podoba, teraz jestem już spokojna, że i mnie przypadnie do gustu – a przynajmniej wszystko na to wskazuje :)
z niecierpliwością czekam na dalsze wrażenia. Ale storzyłaś suspense ;)
Puk puk, jesteś tam Zosik?