Joyce Carol Oates znów wpędziła mnie w niejakie zakłopotanie. Nadal nie potrafię w żaden sposób do jej pisarstwa się ustosunkować. Jej proza ani parzy ani ziębi. Krótko mówiąc – jest mi obojętna. Lektura nie wyzwala we mnie niemal żadnych emocji, co jest o tyle dziwne, że o szalenie emocjonalnych reakcjach na prozę Oates czytałam już nie raz.
Zresztą to dość zabawne, bo tom opowiadań „Szalone noce! Ostatnie chwile wielkich mistrzów”, jakby nie patrzeć zatytułowany w sposób obiecujący wiele, ale w istocie swej niewiele oferujący, wprawił mnie w stan skonfundowania podobny temu, który towarzyszył lekturze „Nadobnej dziewicy”. Jedna kwestia pozostaje poza wszelką dyskusją – Oates ma co najmniej obiecujące pomysły na fabułę, które następnie w toku pisania rozmieniają się na drobne, tym samym tracąc swój pierwotny potencjał. To motyw przewodni „Szalonych nocy!”, do których przyciąga magia nazwisk bohaterów: Edgara Allana Poe, Emily Dickinson, Marka Twaina, Henry’ego Jamesa oraz (mnie akurat najmniej) Ernesta Hemingwaya. Oates wikła ich w przedśmiertne szaleństwa, które mogłyby stać się ich udziałem, ale jednak nigdy się nie stały. Zespala wątki biograficzne z fikcją, ale to właśnie fikcja tu króluje.
I tak, kolejno, Edgar Allan Poe ostatnie chwile spędza jako latarnik morski na bezludnej wyspie u wybrzeża Ameryki Południowej, zdradzając narastające objawy obłędu. Emily Dickinson re inkarnuje się w postaci cichego i pokornego robota domowego w wersji de Lux, który adoptuje pewne, drobnomieszczańskie z ducha, małżeństwo z przedmieść. Marka Twaina łączy co najmniej dwuznaczna korespondencja z małoletnimi wielbicielkami jego twórczości. Henry James realizuje się (to teraz takie modne słowo i z lubością i premedytacją go tu użyję) w pielęgnowaniu rannych żołnierzy z frontów I wojny światowej, przy okazji odkrywając w sobie chęć i potrzebę poddaństwa i bycia poniżanym. Wreszcie Ernest Hemingway. Parafrazując tytuł jego kanonicznego dzieła: stary człowiek i strzelba, a dokładnie stary człowiek opętany obsesją samobójstwa.
Wspólnym mianownikiem tomu jest umiejętnie przez Oates kreowana atmosfera narastającego szaleństwa. Nie, bynajmniej nie starczej demencji, a właśnie szaleństwa czy jak to ładnie określano niegdyś – pomieszania zmysłów. Widoczne jest to zwłaszcza w ostatnich chwilach Poe i Hemingwaya. Jeden i drugi zdaje się popadać w obłęd, poddając się swoim własnym, wewnętrznym demonom. Mnie jednak, paradoksalnie, najbardziej ujęły czy może raczej dotknęły ostatnie chwile Jamesa i Twaina – oba opowiadania bardzo gorzkie w wyrazie, eksplorujące mroczne zakamarki ludzkiej duszy.
Co istotne, Oates uwalania swych bohaterów od literackiej profesji. Nawet jeśli wielcy mistrzowie próbują coś pisać (jak Twain i reinkarnacja Dickinson) to czynią to ukradkiem, niechętnie, być może z przymusu, a na pewno w sposób ich niezadowalający. Zmarginalizowanie znaczenia literackich atrybutów to jak odarcie ich z mistyki, z przynależnego profesji pisarza czy poety majestatu, splendoru. Pozbawienie daniny z podziwu wielbicieli. Bohaterowie opowiadań Oates tracą swą boskość. Zrzuceni z piedestału, zmuszeni są stawić czoła sytuacjom boleśnie prozaicznymi: od śmierci psa na czyszczeniu latryny kończąc.
Sęk w tym, że „Szalone noce!” czyta się właściwie tylko dla wielkich mistrzów. To nazwiska bohaterów są atutem, a nie same opowiadania, które bez udziału wielkich mistrzów byłyby puchem marnym. Pozostaję zatem wciąż skonfundowana.
Ocena: 





„Szalone noce! Ostatnie chwile wielkich mistrzów” Joyce Carol Oates, przełożył Bartłomiej Zborski, Bellona, Warszawa 2009, s. 240.
[z Biblioteki Jagiellońskiej]
Książka przeczytana w ramach wyzwania Od zmierzchu do świtu
Może Cię również zainteresuje:
- Nadobne oszustwo 25/07/2010
- Niewarci lub siebie warci 10/01/2011
- „Na wyspę – teraz” Janet Frame 23/06/2008
- „Ognie polne” Shohei Ooka 28/06/2008
- „Don Juan raz jeszcze” Andrzej Bart 13/01/2009
- Sakramenckie nudy 19/08/2010
- „Trzeci człowiek” Graham Greene 29/09/2008











Jak dla mnie sprawa z Oatesową wygląda tak- zależy o czym pisze.
Te o mocniejszej tematyce mi się podbają, pozostalych po prostu nie kumam (albo mnie nie ruszają zupełnie- na jedno wychodzi).
Pomysł Oates nie do końca do mnie przemawia. Wydaje mi się lekko niesmaczny, nawet polany surrealistycznym sosem, i chyba jest w tym odcinanie kuponów od popularności opisywanych tuzów literatury.
Uwielbiana przeze mnie Emily Dickinson w roli luksusowego robota! To brzmi jak groteskowy sen, z którego raczej szybko chciałabym się obudzić.
Ja niestety też nie rozumiem Oates i tego okołonoblowskiego szumu, nudzi mnie i męczy, nawet w wersji kryminalnej („Pustkowie”). Obiecałam sobie przeczytać „Wodospad” jeszcze, do 4 razy sztuka.
Iza to ja tych mocnych „jeszcze” nie czytałam. Robiłam już po prawdzie kilka przymiarek do „Córki grabarza” i „Moja siostra, moja miłość”, ale do tej pory na przymiarkach się kończyło. Natomiast te mniejszego kalibru – póki co, że Cię zacytuję, i mnie nie ruszają. Porządnie napisane, ale w żadnym razie nic wybitnego. I nie wiem co w końcu z tą Oates :/
Lirael pomysł mnie zaintrygował, bo bardzo lubię czytać o pisarzach, ale jego realizacja – już nie do końca. Jest tu faktyczni coś groteskowego. Poza tym opowiadanie same w sobie są średnie. Nijak się mają na przykład do „Loterii” Shirley Jackson (http://lekturki.com/2010/08/loteria-shirley-jackson/), która pisze opowiadania znakomite. Uwagę przyciągają znane nazwiska.
seso o masz, nie wiedziałam, że Oates popełniła kryminał. Zapisuję sobie tę wiadomość w tyle głowy
Przyznaję, uprawiam rzeczone „szalenie emocjonalne reakcje na prozę Oates” :) Choć nie czytałam obu opisywanych przez Ciebie książek akurat – może są słabsze? Tak będę się bronić, i pisarki również ;)
Pingback: Gazeta literacka | Ponownie skonfundowana
Ja tam bardzo lubię prozę Oates, choć faktycznie „Nadobna dziewica” to jedna z jej słabszych książek, a za opowiadaniami jako takimi nie przepadam, więc i te spod jej pióra pewnie mnie nie zachwycą.
To napiszę trochę konkretniej-
Moja siostra- jak dla mnie 6
Bestie- 4+/5- (szczegóły tu: http://filetyzizydora.blogspot.com/2011/01/bestie-joyce-carol-oates.html), ale być może, gdyby była pisana z innej perspektywy, podobała by mi się mniej (a tak , jako krytyka liberalnego szkolnictwa ma u mnie plusa). Ale nie ma co gdybać- było ok- jak dla mnie oczywiście
Córka grabarza- sama historia może i ciekawa, ale ponieważ średnio mnie interesuje dekonstrukcja American Dream, więc bez zachwytów
W średnim wieku- jakieś nieporozumienie, kompletnie nie zaczaiłam o czym to jest ani o co biega
Ta książka akurat mnie niespecjalnie grzeje, ale za „Nadobną dziewicę” zabiorę się za jakieś sto książek:)
Tak bywa… Wielcy są wielkimi za dzieła i czyny, ale ich życie, jakże często, bywa bardziej przyziemne, płaskie, bez polotu, niż nasze. Jeszcze raz: Tak bywa ;) Ucha do góry :)
pozdrawiam serdecznie :)
Ciekawa jestem, jakie wrażenie zrobiłaby na Tobie najnowsza jej książka – „A Widow’s Story”. Pamiętnik pisany po śmierci męża. Oczywiście fabularyzowany, oczywiście jest to pamiętnik nie tylko Joyce-żony, ale także(a może głównie) Joyce – pisarki.
Mnie bardzo poruszyła ta książka, chociaż Oates rok po śmierci męża wyszła za mąż ponownie i to jej niektórzy wytykają…
Pozdrawiam,
Ola