Wizyty w bibliotece wprawiają mnie w szczególnie euforyczny stan ducha. Nie inaczej było dziś. Płynąc na fali radości z powodu udanych łowów (2x Wasilij Grossman, 2x Magda Szabo, 1x Richard Yates, 1x Jo Nesbo, którego książki kompletuje niczym wyprawkę, oczywiście poszłam po zupełnie inne książki) postanowiłam reaktywować Lekturki.
Gdy mnie tu nie było, byłam albo we Wrocławiu na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału (z którego relacje pisałam dla Portalu Kryminalnego), albo na przekór zimie wraz z atmosferycznymi przyległościami – w Francji i z powrotem przez Drezno, które między nami mówiąc dużo bardziej ujęło mnie niż Paryż. Po tych wojażach i wariactwach innych zaordynowałam sobie 4 tygodnie dolce far niente. Jak sama nazwa wskazuje w owym okresie nie robiłam nic prócz tego co absolutnie robić musiałam. Wypadł zatem i blog, bo i od niego potrzebowałam oddechu. Zresztą niespecjalnie byłoby o czym pisać, bo i na czytanie nie miałam czasu lub chęci. W czasie absencji ćoś tam jednak przeczytałam:
„Pierwszy dzień reszty życia” Jurija Drużnikowa
„African Psycho” Alaina Mabanckou
„Rafę” Edith Wharton
„Niespokojnego człowieka” Henninga Mankella
Każda z powyższych warta jest wzmianki i o każdej postaram się coś tam sprokurować. Na początek niech będzie Jurij Drużnikow, bo biedaczek najdłużej czeka. Poza tym „Pierwszy dzień reszty życia” przeczytałam z myślą o wyzwaniu Rosja w literaturze, a to obliguje do działania. Tym bardziej, że powieść Drużnikowa – wypożyczona w ciemno – okazała się lekturą wybitnie zajmującą i po prostu szkoda byłoby o niej tu nie wspomnieć.
Rzecz z gatunku tych gęstych i wielowątkowych, w których bogu-ducha-winny-bohater zostaje wbrew swej woli wciągnięty w nieprawdopodobną i w istocie swej absurdalną intrygę o zasięgu międzynarodowym. Tym bogu-ducha-winnym jest tu Drużnikow we własnej osobie – dysydent, emigrant, wykładowca literatury rosyjskiej na jednym z uniwersytetów w Kalifornii i pisarz, z premedytacją i sporą dozą przewrotności bawiący się konwencją powieści sensacyjno-szpiegowskiej. Z myślą o kolejnej książce pisarz prowadził niezobowiązujące badania na temat Gwiazdy Generalissmusa – odznaczenia, którym towarzysz Stalin sam siebie uhonorował za wygranie II wojny światowej. Wkrótce po tym ślad po Gwieździe zaginął. Nic jednak co tyczy się osoby Stalina nie może być niezobowiązujące, nawet w roku 2005, tym bardziej, że nie tylko Drużnikowa żywo interesują dalsze losy orderu.
Współczesne, sensacyjne w istocie swej, poszukiwania Gwiazdy Generalissmusa w „Pierwszym dniu reszty życia” skonfrontowane są z opowieścią o historii Gwiazdy, a dokładnie opowieścią o Stalinie. Drużnikow poddaje intrygującej analizie stan umysłu zmęczonego, schorowanego despoty. Kreśli intymny portret człowieka bytującego na granicy życia i śmierci, wciąż niepokojący się o swoją pozycję. Nie jest tu krwiożerczym tyranem, a sfatygowanym dziadzią znudzonym koniecznością wielogodzinnego machania do rozentuzjazmowanego tłumu swych „dzieci”. Uwielbienie mas to mało. Wódz wciąż czuł się niedoceniony, zagrożony przez najbliższych współpracowników, Berię i Mołotowa, którzy choć skaczą wokół niego jak małe pieski, to kto wie czy za jego plecami nie spiskują? Stalinowi nie wystarczył tytuł marszałka. Stalin marzył o czymś znakomitszym, ważniejszym, o tytule generalissimusa od wdzięcznego narodu. A że przy okazji mógł ukręcić międzynarodowy interes i zyskać nowego sojusznika w postaci kuwejckiego szejka? Czemu nie.
Uczynienie ze Stalina bohatera- kontrapunktu dla opowiadanej historii nie jest zabiegiem nowym. Tym samym chwytem posłużył się Anatolij Rybakow w monumentalnej sadze „Dzieci Arbatu”. I tu i tu okazało się to bardzo trafnym rozwiązaniem. Fragmenty ze Stalinem to najbardziej udana część „Pierwszego dnia reszty życia”, ale i tej współczesnej – z pozoru dość chaotycznie nakreślonej – nic zarzucić nie mogę. Jedyne czego mogę sobie życzyć to, to aby częściej trafiać na tak udane powieści: z wartką akcją, suspensem i ironicznym komentarzem do rzeczywistości. Nie tylko rosyjskiej.
Ocena: 





„Pierwszy dzień reszty życia” Jurij Drużnikow, przełożył Piotr Fast, W.A.B., Warszawa 2010
seria don Kichot i Sancho Pansa
[z Biblioteki Jagiellońskiej]
Książka przeczytana w ramach wyzwania Rosja w Literaturze

Może Cię również zainteresuje:
- W przedpieklu 08/03/2011
- „Kradnąc konie” Per Petterson 15/11/2008
- Czerepne ripadlo 12/08/2010
- Tajemnice Syberii 06/07/2011
- „Głową o mur Kremla” Krystyna Kurczab-Redlich 10/01/2008
- „Mały palec Buddy” Wiktor Pielewin 14/07/2008
- „Przystupa” Grażyna Plebanek 25/12/2007









Witam na pokładzie :D
Pingback: Gazeta literacka | Ojciec narodu i gwiazda
Przyznam, że tęskno było za Tobą. Jakoś tak Lekturki umilkły. ;0) Ale dobrze, że jesteś. :)
Miło cię znów czytać!
Hej Zosiku witam w Nowym Roku, mam nadzieję, że reaktywacja nie jest efemeryczna ;)
Zosik, wszystkiego dobrego w Nowym Roku :)
Również mam nadzieję, że wracasz na dobre. Ciekawa jestem co sądzisz o najnowszym Mankell’u – dość chłodne oceny do tej pory słyszałam.
Wreeszcie Zosik, brakowało mi Ciebie tutaj:)
I szczęśliwego Nowego Roku oraz wielu przeczytanych książek, niekoniecznie tylko dobrych:)
Drogie Panie i Bazylu dziękuję za miłe słowa :-)
Postaram się wrócić na dłużej i tej wersji się trzymam. To nie postanowienie noworoczne, a raczej próba zdyscyplinowania samej siebie.
Maiooffko nowy Mankell bardzo mi się podobał i jak mnie „natchnie” spróbuję wyłuszczyć powody po temu.
Hiliko, moja droga, a dlaczego nie tylko dobrych?
Bo gdyby czytało się same dobre, pyszne, kolorowe książki, kiedyś by się znudziły:) Te słabe doświadczają według mnie:)