#wstydliwewyznanie

Wyznanie z gatunku wstydliwych: lubię czytać książki Gai Grzegorzewskiej. Mało, że lubię. Z podnieceniem wyczekuję kolejnej. Nie żeby w fakcie czytania książek Gai Grzegorzewskiej było coś wstydliwego, bo nie (choć, jeśliby spojrzeć na jej twórczość pod kątek przełamywania konwenansów i obyczajowego tabu, to faktycznie co bardziej pruderyjne jednostki znajdą tu liczne powody do rumienienia się, a nawet sarkania nad rozwiązłością Julii Dobrowolskiej i jej przyjaciół tudzież krewnych). To raczej kwestia zachwycającej dezynwoltury i luzu z jakim Grzegorzewska tratuje wszystko i wszystkich z kryminałopisarstwem włącznie, snując swe krwawo-erotyczne fantazje. Gdy inni są siermiężni i do bólu sieriozni ona czerpie z Agathy Christie jednocześnie puszczając oko do konwencji i bawiąc się w najlepsze. Jej powieści (choć ostatnia „Topielica” najmniej) sprawiają wrażenie pisanych z premedytacją dla uciechy własnej, a nie z potrzeby powiedzenia czegoś doniosłego czy istotnego. Są najeżone bzdurkami wszelakiej maści (czarna msza połączona z orgią, klątwa z przeszłości), programowo oderwane od rzeczywistości, co  w szczególny sposób uwypuklone jest właśnie w „Nocy z czwartku na niedzielę” rozgrywającej się niemal w całości krakowskim klubie. Klubie – labiryncie, który nie istniej i racji bytu nie ma. W chwili boomu na kryminały, gdy niemal każdy autor rości sobie pretensje do komentowania a nawet analizowania zastanej rzeczywistości, pisane bez zadęcia powieści Grzegorzewskiej okazują się świeżą i bezpretensjonalną lekturą.

Z „Nocą z czwartku na niedzielę” jest nie inaczej, choć książka trochę mnie rozczarowała. Raz, że kiepsko trzyma się tu wszystko kupy, dwa, że Grzegorzewska trochę pojechała ze swoimi fantazjami. Organicznie nie cierpię w literaturze wszystkich sekt i tajnych organizacji, w których rozpustni mieszczanie po ciemku oddają się perwersji, ale mniejsza o to. Trzy, objawił mi się w całej swej doniosłości wzór wedle, którego pisarka konstruuje fabułę. Bynajmniej nie odebrało mi to frajdy z śledzenia rozwoju wypadków, a i rozwiązywanie zagadki pozostało do samego końca poza zasięgiem mych szarych komórek. Co innego kolejne fazy procesu dochodzenia doń. Stały się przewidywalne, bo praktycznie niezmienne i sprowadzające się do ograniczonego główkowania i dreptania w kółko, które okazuje się zupełnie bezowocne dopóki na horyzoncie nie pojawi się jakiś wszechwiedzący jegomość (tu architekt), na tyle stary, aby wiedzieć coś o czym inni nie wiedzą ewentualnie nie chcą wiedzieć, a jest to kluczowe dla całej sprawy. W tak zwanym między czasie musi znaleźć się ktoś dybiący na życie Julci (tu seryjny morderca). Finał – spektakularny, a na okrasę seksualne harce w trójkącie Julia-Aaron-Wiktor (w lochach pod klubem chociażby). Całość podana w stylistyce przywodzącej na myśl poetykę kina akcji klasy B z soft porno i Pudelkiem. Zaskakujące, że z tak okropnie naciąganego pomysłu i ryzykownej stylistyki wyszła zupełnie zgrabna powieść, nie głupia, wciągająca i zabawna. Czekam na kolejną, która wedle słów samej  Grzegorzewskiej już się pisze.

Ocena: ★★★★☆☆

„Noc z czwartku na niedzielę” Gaja Grzegorzewska, Wydawnictwo EMG, Kraków 2007
Tom VI Polskiej Kolekcji Kryminalnej

[z Biblioteki Jagiellońskiej]

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Eskapistyczne, Kryminalni, Lekturki, Polska i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „#wstydliwewyznanie

  1. Pingback: Gazeta literacka | #wstydliwewyznanie POLAND

  2. liritio POLAND pisze:

    Znasz moje zdanie na temat tej pani :) ale przytaknę, że „Noc z czwartku na niedzielę” jednak gorsza jest, niż pierwsza i trzecia. Poza tym, mnie jednak pasowało wyraźne podrasowanie umiejętności Grzegorzewskiej, które widać w „Topielicy”, nadal szalona wyobraźnia i rozbrajający luz w pisaniu, a jednocześnie odrobinę przykręcony kranik z, jak napisałaś „poetyką kina akcji klasy B z soft porno i Pudelkiem” – oby tylko nie zaczęła iść w drugą stronę i nie spoważniała zbytnio :)
    Miłego dnia!

  3. zosik POLAND pisze:

    liritio otóż to. „Topielica” to już inna bajka. Niby ta sama Gaja z rozbuchaną wyobraźnią, ale jednak inna, lepsze – nie bójmy się tego słowa. Progres jest i ja mam nadzieję, że pozostanie sobą, bo ponurych kryminałów jest na pęczki a takich Julii Dobrowolskich, Aaronów i Wiktorów nie

  4. Tanki POLAND pisze:

    OMG, jaka okładka:D Chyba zacznę to czytać.

  5. zosik POLAND pisze:

    Dla okładki? :P

  6. Tanki POLAND pisze:

    Dla kina klasy B.

  7. zosik POLAND pisze:

    To polecam też „Żniwiarza” i „Topielicę” najbardziej, bo jest najlepsza i już bardziej na serio :)

  8. Tanki POLAND pisze:

    Nienienie.Ja chcę właśnie najgorszą!:D

  9. zosik POLAND pisze:

    Masochizm czy ciekawość?

  10. Tanki POLAND pisze:

    Specyficzne upodobania:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>