Gdy rozum śpi budzą się paranoje

Lew Tołstoj znany był ze swego moralnego rygoryzmu i radykalnych poglądów na życie, religie czy kwestie społeczne, przy czym ten jego radykalizm z biegiem lat coraz bardziej się pogłębiał, niebezpiecznie przybliżając się ku anarchizmowi. Co bardziej obcesowe jednostki powiedziałyby, że Lwowi Nikołajewiczowi na starość pomieszało się w głowie. Naturalnie, jego przemyślenia znajdowały również swe odzwierciedlenie w literaturze – im późniejsza, tym bardziej intensywnie. Doskonale widoczne jest to w „Sonaty Kreutzerowskiej” wydanej w serii Koliber (tom 100). Tytułowy utwór z 1889 roku (dwadzieścia lat po „Wojnie i pokoju” i dwanaście po „Annie Kareninie”) zestawiono tu z opowiadaniem „Albert” napisanym trzydzieści lat wcześniej. Oba teksty łączy wątek muzyczny i właściwie nic poza tym. Różnią się od siebie tak diametralnie, że nie sposób pojąć jakim trafem wyszły spod ręki jednego pisarza.

„Albert” to uroczy literacki drobiazg, z ducha nieco przypominający opowieści niesamowite. Tołstoj opowiada historię krótkiej przyjaźni zamożnego kawalera i zapijaczonego acz wybitnie uzdolnionego skrzypka – Alberta – niegdyś triumfującego w koncertowych salach, teraz bezdomnego menela, który przepił nawet własne skrzypce, a powodem jego społecznej i moralnej degrengolady była, oczywiście, nieszczęśliwa miłość. „Albert” jest stosunkowo wczesnym utworem toteż Tołstoj, miast kategorycznej krytykować, pisze o muzyku w tonacji lirycznej, nawet z pewną dozą czułości. W zgoła odmienny ton uderza trzydzieści lat później w „Sonacie Kreutzerowskiej”. Dość powiedzieć, że z każdą chwilą miałam coraz większą ochotę, aby z trzaskiem zamknąć książkę  i rzucić nią o ścianę.

W szkole uczono i uczulano, że bohaterów nie należy utożsamiać z autorem, ale nawet pobieżnie znając biografie i poglądy hrabiego Tołstoja trudno nie odnieść wrażenia, że sporo przemyśleń wsadzonych w usta Pozdnyszewa pokrywa się z jego osobistymi zapatrywaniami na temat roli kobiety we współczesnym świecie czy może raczej – zgubnych skutków obcowania z kobietami. W uproszczeniu rzec by można, że „Sonata Kreutzerowska” jest sztandarowym przykładem literatury mizoginistycznej, ale tak radykalne (jako wkurzona kobieta powiedziałabym nawet – świńskie) poglądy nie wzięły się znikąd. Tołstoj za młodu, podobnie jak Pozdnyszew, bynajmniej święty nie był. Był natomiast rozpustnikiem. Choć nie znosił tego w sobie, nie mógł oprzeć się powabom kobiet i za to tak ich nie cierpiał, obwiniając niemalże za całe zło świata. Antypatia do kobiet wyczuwalna jest właściwie w każdej z jego monumentalnych powieści (vide choćby głupia niczym źrebię Natasza Rostowa z „Wojny i pokoju”), ale właśnie w „Sonacie Kreutzerowskiej” ulega szczególnej kondensacji. Opowiadanie jest studium zazdrości i obsesji w wydaniu patologicznym. Zazdrości i obsesji, która doprowadziło do zbrodni. Akcja rozgrywa się w ciągu jednej nocy, w pociągu. Współpasażer – ów Pozdnyszew – popijając szatańsko mocną herbatę, spowiada się narratorowi ze swego życia i zguby do jakiej doprowadziła go kobieta. Żadna tam kobieta fatalna. Ot matka dzieciom i jego żona zarazem. Pozdnyszew wmówił sobie, że zdradzała go z ubogim muzykiem i przyznaje, że ją zabił. Z premedytacją, zimną krwią, a mimo to sąd go uniewinnił, a i on post factum nie odczuwa wyrzutów sumienia.

Punktem kulminacyjnym opowiadania jest scena, w której żona i domniemany kochanek, przepełnieni muzyczną pasją, grają sonatę Kreutzerowską Beethovena. Napięcie erotyczne miało między nimi aż  trzaskać, ale czy można uwierzyć na słowo Pozdnyszewowi, temu demonicznemu paranoikowi, radykałowi i sfiksowanemu histerykowi? Myślę, że intencje Tołstoja i mój odbiór „Sonaty Kreutzerowskiej” diametralnie się od siebie różnią.

Ocena: ★★★★☆☆

„Sonata Kreutzerowska. Opowiadania” Lew Tołstoj, przełożyły Maria Leśniewska i Eleonora Słobodnikowa, Książka i Wiedza, Warszawa 1987

Książka przeczytana w ramach wyzwania „Roja w literaturze”

[z biblioteki na Borsuczej]

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bolszaja Rossija, Krótkie formy literackie, Lekturki, Piękna, Stareńkie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

17 odpowiedzi na „Gdy rozum śpi budzą się paranoje

  1. Claudette POLAND pisze:

    Również mam w planach wyzwaniowych Tołstoja – i to zarówno Lwa, jak i Aleksieja – i coś czuję, że będzie to traf w dziesiątkę.
    Szczególnie teraz, po przeczytaniu Twojej recenzji.

    A z tym utożsamianiem bohatera z autorem to różnie bywa. Moja mama uczula swych uczniów by nie pisali, że np. „bohaterem książki jest Tołstoj” (i przede wszystkim chyba o to chodzi). Nigdy jednak nie zastrzega bezwzględnie, że autor nie wlał żadnych swych emocji, cech, myśli i marzeń w konkretnego bohatera. Bo przecież wielokrotnie tak właśnie się dzieje.

    Pozdrawiam :)

  2. zosik POLAND pisze:

    A ja mam w planach Izaaka Babla i Jakoba Głoskawera na pewno, a potem okaże się co dalej. Aleksieja nie czytałam, ale Lew, choć był cholernym mizoginem i tak pozostanie jednym z mych ulubionych pisarzy. A z utożsamianiem poglądów autora z bohaterem – to śliski grunt generalnie i trzeba uważać nie mniej w tym przypadku wierzę i ufam, że to Tołstoja farmazony

  3. Pingback: Gazeta literacka | Gdy rozum śpi budzą się paranoje POLAND

  4. maiooffka POLAND pisze:

    Prawie nic nie wiem o Tołstoju, ale dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę. Z chęcią przeczytałabym jego biografię. I taki mam plan :)

  5. zosik POLAND pisze:

    Mówisz o biografii Wiktora Szkłowskiego? Bo ja szczęśliwie takową posiadam :)

  6. maiooffka POLAND pisze:

    A ja JESZCZE nie ;) Tak, myślę nad wydaniem z serii „Fortuna i Fatum” (jakoś tak to brzmi), bo naprawdę zaciekawiłaś mnie jego poglądami. A przeczytałaś już? Warto?
    Jestem pod tym względem niereformowalna i zawsze odbieram książki przez pryzmat autora – wiem, że dobra historia obroni się sama, jednak jako głos konkretnego człowieka-pisarza brzmi dla mnie silniej i dramatyczniej.

  7. zosik POLAND pisze:

    Nie czytałam jeszcze. Szkłowski to ciekawa postać, więc biografie również powinna być interesująca. W domu rodzinnym mam gdzieś również pamiętniki żony Tołstoja i skonfrontowanie jednego głosu z drugim – to dopiero będzie ciekawe. Co do poglądów Tołstoja, jego teorii na życie i rolę człowieka… hmmm… wyłażą na wierzch właściwie z każdej jego powieści. Na przykład w „Annie Kareininie” wiele miejsca poświęcił swej wizji rolnictwa, którą wsadził w usta Lewina. Powiedzieć, że był skrajnie prawicowy to nie do końca prawda, ale podobno właśnie przez to nie dostał Literackiej Nagrody Nobla.

  8. maiooffka POLAND pisze:

    U mnie na półce czekają pamiętniki żony Dostojewskiego („Mój biedny Fiedia”), ale nie potrafię się zmobilizować, by je przeczytać. Za to z przyjemnością przeczytam u Ciebie, jak męża widziała pani Tołstojowa ;)

    „Anna Karenina” przede mną dopiero, ale się teraz waham czy przed nią nie przeczytać biografii autora. Znając jego życie i poglądy, a przede wszystkim epokę (zawsze ciekawie pokazaną w biografiach) powieść nabrałaby nowych barw. Spróbuję przynajmniej tak się do tego zabrać.

  9. Niedługo ma się ukazać wznowienie tej książki w ramach akcji Znaku{bodajże 50 książek na 50-lecie}.

  10. zosik POLAND pisze:

    Maiooffko kochana, ale kto to wie kiedy ja te pamiętniki przeczytam. Ja nawet nie wiem gdzie dokładnie je mam ;-) I sama nie wiem czy zaczynać od biografii Tołstoja. A jak zniechęci Cię do czytania jego powieści? tym czasem i „Anna Karenina” i „Wojna i pokój” to dwie absolutnie fascynujące powieści. Przyznaję, że są miejsca, w których hrabia Tołstoj tak przynudza, że człowiek ma ochotę podciąć sobie żyły (zwłaszcza w „Wojnie i pokój” te kawałki wojenne są bardzo ciężkie), ale pomijając to cała reszta jest absolutnie fascynująca, czarująca i świetnie napisana. Ten rozmach carskiego życia… Ach :-)
    Niebieski ptaku właśnie to skłoniło mnie do sięgnięcia po „Sonatę…” właśnie teraz, aby sprawdzić czy warto w ogóle napalać się na to nowe wydania i w sumie już wiem, że obejdę się bez niego ;-)

  11. agaryt UNITED KINGDOM pisze:

    Mój Boże , przy całym kunszcie pisarstwa Lwa Tołstoja , gdy czytając jego książki człowiek czuje się jakby ktos mu układał klepki rozumu w głowie i doprowadzał do ładu cały bałagan brudnych mylsli i wątpliwosci , jestem wręcz zszokowany że ktos mógł tak opacznie zrozumieć Sonate … Ale tym są własnie książki w odróżnieniu od filmów .. , dają człowiekowi możliwosć wyboru w jaki sposób chemy zrozumieć przesłanie autora choć inną sprawą jest że ten nasz konkretny wybór często jest uzależniony od punktu w jakim sie znajdujemy na naszej drodze ku wiecznoci niebytu .
    pozdrawiam
    agaryt

  12. zosik POLAND pisze:

    Natomiast ja jestem wręcz zszokowana, że ktoś może tak nadużywać spacji

  13. Slawek POLAND pisze:

    Rewelacyjna recenzja, proponuje nastepnym razem przeczytac Claudie, mysle, ze z ta lektura pojdzie latwiej

  14. zosik POLAND pisze:

    Czasem, ale tylko czasem, zastanawiam się skąd w ludziach tyle złośliwości. Pozdrawiam Sławku, jak mniemam stały czytelniku Claudii.

  15. Anna Miksch IRELAND pisze:

    Zgadzam się całkowicie z autorką recenzji, bo miałam podobne odczucia czytając „Sonatę”. I też nie potrafiłam oddzielić osoby autora od dzieła, bo właściwie sama akcja opowiadania była nieistotna, a w usta głównego bohatera – miałam wrażenie – Tołstoj włożył po prostu przydługi wykład, który dziś jest już tak „niepoprawny politycznie” i tak przesiąknięty męskim szowinizmem, że naprawdę trudno mi było dobrnąć do końca lektury. Aby nabrać nieco dystansu do całości przyjęłam, że jest to studium popadania w obłęd głównego bohatera, który to obłęd doprowadza go w końcu do zbrodni. Całośc przepełnona niechęcią, antypatią wręcz, do kobiet jako takich.

  16. hrabia POLAND pisze:

    Nie zgadzam się z tą recenzją. Podmiot liryczny ma się nijak do autora tekstu i nie można oceniać twórcy po losach jego bohaterów. Co do podejścia do kobiet – Tołstoj w swych dziełach ukazuje upadek zarówno kobiet, jak i mężczyzn z wyraźnym przechyleniem na tych drugich. Nie rozumiem potrzeby rzucania książka – tak więc albo czytałem inne opowiadanie, albo osoba pisząca tę recenzję nie do końca posiada umiejętność rozumienia czytanego tekstu. Tołstoj jak nikt inny wchodzi w budowę człowieka od środka, zagląda i widzi to, czego zazwyczaj ludzie wogóle nie dostrzegają. Człowiek szlachetny nigdy winy na drugą osobą nie zrzuca i on taką osobą był. 4/6 za nic nie rozumiem.

  17. Aga POLAND pisze:

    Jakiś miesiąc z okładem skończyłam czytać Sonatę pierwszy raz w życiu, jako 41-letnia kobieta. Książka ta wywarła na mnie wielkie wrażenie. Obserwacje narratora (to bezpieczny termin ten narrator, mogę tu mieć na myśli zarówno Tołstoja, jak i Pozdnyszewa i nikt się nie przyczepi :-P), pomijając jego specyficzne poglądy na imperatyw czystości w małżeństwie, są w moim odczuciu tak trafne, że zdjęłabym czapkę z głowy, gdybym ją nosiła. Dla mnie jest to wielkie realistyczne arcydzieło, które aktualne będzie chyba jeszcze długo po mojej śmierci, stety lub niestety. Opis etapów, przez które przechodzi niejedno małżeństwo (czy ktoś się ze mną zgodzi?), no może poza morderstwem w afekcie (które zresztą można odczytywać jako pewną przenośnię, jako zabijanie nie tyle ciała, co ducha, powiedzmy), to prawdziwe i głębokie studium psychologiczne, pokazujące, że w małżeństwie dochodzi się do momentu krytycznego, kiedy trzeba się zastanowić, czy pomimo poczucia własnej krzywdy i bycia niezrozumianym chcemy jednak zobaczyć w małżonku człowieka i zrobić te kilka kroków na jego spotkanie, czy skończyć z tym wszystkim (miejmy nadzieję, że chociaż drogą separacji lub rozwodu, niekoniecznie morderstwa ;-). Ponadto obserwacje poboczne, jak na przykład opis roli lekarzy we współczesnym świecie, dla mnie są po prostu perełkami realizmu, przy których zaśmiewałam się do łez. Jeśli chodzi o stosunek narratora do kobiet, to mizoginii raczej w niej nie dostrzegłam – przeciwnie, mam wrażenie, że wielokrotnie bierze stronę kobiet i głęboko im współczuje jako grupie zależnej ekonomicznie od mężczyzn, i dlatego zmuszonej poniekąd uciekać się do poniżających sztuczek. Byłam szczerze mówiąc zdumiona trafnością obserwacji mężczyzny na temat ról, w jakie nasza kultura (po dziś dzień zresztą) wtłacza kobiety, które mają być jednocześnie matkami, żonami, kochankami, gospodyniami itd., dyspozycyjnymi na każdym polu. Nie, zdecydowanie nie widzę tam mizoginii. Myślę, że jest to lektura oczyszczająca zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn, zwłaszcza tych, którzy mają za sobą już jakiś małżeński staż. Polecam i pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>