Miałam pisać o „Loterii” Shirley Jackson – kolejnym znakomitym tomie opowiadań, ale „Zniknięcia Esme Lennox” tak dalece wytrąciło mnie z równowagi, że excuze le mot Shirley. Jesteś fantastyczna, ale musisz poczekać.
Lektura powieści Maggie O’Farrell wymęczyła mnie w sposób niewyobrażalny. To literatura z gatunku, tych które czytała się z narastającym ziewaniem i zniecierpliwieniem, a to z powodu literackiej nieudolności wzmiankowanego dzieła, a to z powodu własnej naiwności, która każe brać za dobrą kartę każdą oferowaną przez wydawców „tajemnicę” czy właśnie „zniknięcie”. Tymczasem, a nie będzie to zaskakująca konkluzja, tajemnica tajemnicy nie równa, a subiektywne poczucie zmarnowanego czasu na dzieło nie oferujące nic godnego uwagi, w obliczu tylu ważnych, wciąż czekających na przeczytanie lektur, pozostaje.
Przyznaję, że po „Zniknięciach Esme Lennox” nie obiecywałam sobie zbyt wiele, ale powieść zebrała na tyle dobre recenzje na zaprzyjaźnionych blogach, że nie wahałam się ani przez chwilę, gdy ujrzałam ją w bibliotece. Już po kilkunastu pierwszych stronach czułam, że twórcze wypoty pani O’Farrell raczej nie przypadną mi do gustu, ale twardo czytałam dalej mając w tyle głowy recenzję aerien, z której wynikało, że po setnej stronie wydarzy się „coś”.
Powieść skonstruowana jest na dwóch planach czasowych i z trzech dokumentnie ze sobą wymieszanych narracjach. Wspomnienia Esme Lennox z jej dzieciństwa i młodości płynnie przechodzą w teraźniejszość, mieszając się z teraźniejszością według jej siostrzanej wnuczki Iris, a to wszystko unurzane zostało w reminiscencjach (projekcjach mózgu?) siostry Esme – Kitty z Alzheimerem. Fabułę można streścić w kilku zdaniach. Żyjąca z dnia na dzień Iris dowiaduje się, że jedną z pensjonariuszek (z sześćdziesięcioletnim stażem!) likwidowanego szpitala psychiatrycznego jest siostra jej babki. Dziewczyna, z początku skonfundowana owym faktem, nie przyjmuje do wiadomości, że ma jakąś sfiksowaną cioteczną babkę, ale gdy ją poznaje zmienia zdanie i chce jej pomóc, a przede wszystkim poznać powody jej tajemniczego zniknięcia.
Odpowiedź na pytanie dlaczego Esme została wykluczona, ba, wymazana z rodziny Lennox’ów jest głównym wątkiem powieści, lecz nie jedynym co może wydać się dość zaskakujące w obliczu niewielkiej objętości książki O’Farrell. „Zniknięcia Esme Lennox” puchną od nadmiaru pikanterii rodem z prasy bulwarowej. Pisarka obnaża rejony objęte obyczajowym tabu. Nie, nie, w powieści nie żadnych świństw, ot najwyżej małe świństewka unurzane w aurze niedomówień i starej dobrej dziewiętnastowiecznej obyczajowości. Czegóż tu nie ma? Gwałt, podgląd na alkowę, w której nie dochodzi do poślubnej konsumpcji, romans rodzeństwa, które nie jest rodzeństwem, nieślubna ciąża, choroba psychiczna w rodzinie i tak dalej. Proszę nie myśleć, że jestem pruderyjna. Bynajmniej. Sęk w tym, że dobrze jest, gdy „momenty” czemuś służą, a w „Zniknięciach Esme Lennox”, jeśli czemukolwiek służą to bodaj tylko wzbudzaniu rumieńców na twarzach co bardziej wstydliwych czytelniczek, bo bynajmniej nie pogłębiają powieści, a miast czynić ją bardziej dramatyczną (i zapewne wzruszającą) – odwrotnie robią z niej melodramatyczną chałę. W dodatku sakramencko nudną i boleśnie przewidywalną.
Intrygujący, właściwie klasyczny motyw wariatki na strychu – tu w psychiatryku, kobiety ubezwłasnowolnionej, zamkniętej za jakąś drobnostkę na podstawie arbitralnej decyzji krewnych, mógłby być znakomitym punktem wyjścia dla poruszającej powieści psychologicznej. W „Zniknięciach Esme Lennox” jest atrakcyjną dekoracją i właściwie niczym nad to. O’Farrell rozmienia psychologiczny potencjał na drobne, topiąc go we współczesnym wątku obyczajowym o niepokornej Iris i jej życiowych dylematach na poziomie telewizyjnego tasiemca. Konstrukcja postaci również nie jest mocną stroną pisarki. Nie wierzę, że po tylu latach życia w odosobnieniu jedyne na co stać Esme to snucie z pogodną obojętnością kolejnych wspomnień. Żadnej radości, wściekłości, smutku, wzruszenia czy zdziwienia? W obliczu jej bierności finałowy zwrot akcji tylko podkreśla trywialność całej opowieści.
Mogę zrozumieć zachwyty nad powieścią O’Farrell, ale ich zupełnie nie podzielam, bo wedle mnie „Zniknięcia Esme Lennox” nie są wstrząsającą powieścią o kobiecie prześladowanej za społeczne nieprzystosowanie, a konwencjonalną, żerującą na czytelniczych przyzwyczajeniach powieścią obyczajową ze szpitalem psychiatrycznym w tle, ale to już chyba kwestia czytelniczego temperamentu i oczekiwań względem literatury.
Ocena: 





„Zniknięcia Esme Lennox” Maggie O’Farrell, przekład Katarzyna Karłowska, Rebis, Poznań 2008
[z biblioteki na Borsuczej]
Może Cię również zainteresuje:
- „Na wyspę – teraz” Janet Frame 23/06/2008
- „Przetrzymać tę miłość” Ian McEwan 31/03/2008
- Ponownie skonfundowana 27/01/2011
- „Rebeliantka o zmarzniętych stopach” Johanna Nilsson 13/11/2008
- Przygody z codziennością 19/10/2010
- Podróże łagodzą obyczaje 03/06/2010
- „Złota Pagoda” Yukio Mishima 13/03/2010











motyw wariatki na strychu?
hm… coś jakby pani Rochester :)))
Tak, tak… Coś w tym stylu ;-)
Pingback: Gazeta literacka | Sakramenckie nudy
To super, bo czeka pierwsze po Flawii. Jak spadać z konia, to z wysokiego:P
Jest to jakaś opcje ;-)
To ja bym wolała o „Loterii” :) której jeszcze nie czytałam. A Jackson jest fantastyczna.
Ale Maggie O’Farrell przeczytałam… Ups, nic. I chyba mnie nie zachęciłaś do lektury.
Spokojna głowa, będzie. Zbieram siły, bo tom jest tak dobry i wieloznaczny, że można by napisać o nim pracę magisterską.
Wyjątkowo krytycznie. I bardzo dobrze – nie mam już miejsce na nowe książki, więc pora skończyć z zachwalaniem ;))
Czasem człowiek musi, inaczej się udusi, ale następna będzie nader entuzjastyczna ;-)