A mnie się nie podobało i cześć.
Na tym mogłabym zakończyć pisanie o „Psie z terakoty” mojego ulubionego (a jakże! Mogę to stwierdzić po tych kilku łykniętych kryminałach) włoskiego, a właściwie sycylijskiego pisarza – Andrei Camillerego, ale uprzejmość wymaga wyłuskania powodów mej niechęci. Sęk w tym, że sama do końca nie potrafię takowych zdiagnozować, ani w racjonalny sposób wyjaśnić dlaczego tak bardzo przypadł mi w smak „Złodziej kanapek” czy „Kształt wody”, a „Pies z terakoty”, który de facto niczym szczególnym od wyżej wymienionych się różni, wynudził i zmęczył tak bardzo, że lekturę ostatnich pięćdziesięciu stron rozłożyłam sobie na dwa dni.
Składniki znane i lubiane zagrały i nie zawiodły. Niezmiennie wzbudza we mnie wiele sympatii filozoficzne podejście do życia skromnego i obdarzonego szerokimi horyzontami komisarza Montalbano, zastęp jego współpracowników na czele z nadgorliwym Mimim Augellą i posterunkowym głupkiem Catarellą, nerwowa narzeczona Livia – nietutejsza, Sycylia, dużo pysznego jedzenia i jeszcze więcej kapitalnych obrazków z życia prowincji: tych drobnych awantur, pyskówek i machlojek.
Co jest znakomite i zawsze wprawa mnie w wielkie ukontentowanie – Camilleri jako człowiek południa nie poświęca zbyt wiele uwagi dumaniu nad marnością bytu człowieczego i moralną degrengoladą włoskiego społeczeństwa. Przypuszczalnie jest za gorąco na to, aby tracić energię na gdybanie nad kwestiami, na które ma się znikomy wpływ (w odróżnieniu na przykład od takiego Mankella, który im starszy tym bardziej zafrasowany i zaangażowany społecznie, co niekoniecznie wpływa korzystnie na jego prozę, patrz „Chińczyk”). Nie oznacza to, że z kryminałów Sycylijczyka wyrugowane zostało tło społeczne. Bynajmniej. Jest obecne, miewa się znakomicie, choć podane jest w zgoła odmiennej od skandynawskiej formie – ze sporym dystansem i dowcipem, co tylko dodaje powieściom pieprzu. Wedle tej prawidłowości Montalbano może być stróżem prawa o (niemalże) nieposzlakowanej opinii, tak skutecznym, że przestępcy sami oddają się w jego ręce i równocześnie przyjacielem miejscowego sutenera i jakoś nikogo w Vigacie ten fakt specjalnie nie dziwi. Poza tym jak ten komisarz siarczyście klnie!
Wypada, że nie zagrała intryga – może i nie najważniejszy, ale jednak wciąż wysoce istotny element (w końcu to kryminał, prawda?) . W „Psie z terakoty” zagadka jest, rzec by można, podwójna, rozpięta na przestrzeni niemalże całego dwudziestego wieku – rozwiązanie pierwszej jest preludium dla drugiej – właściwej. Całość pewnie nie jest zła, jeśli kogoś bawią nasycone symboliką intrygi, nazwijmy je, historyczno-spiskowe. Mnie kojarzą się głównie z czytadłami a’la Dan Brown i paradoksalnie zamiast wzbudzać napięcie – śmiertelnie nudzą swoją sztucznością i… literackością, tak jakby kreowane były z przymusu podciągnięcia historii pod określony schemat czy symbol. Pomimo entuzjazmu i ogromu sympatii dla Camillerego w „Psie z terakoty” zupełnie mnie nie przekonał jako autor kryminału. Szkoda.
Ocena: 





„Pies z terakoty” Andrea Camilleri, przełożył Jarosław Mikołajewski, Noir sur Blanc, Warszawa 2002
pozostałe książki Andrei Camillerego
Może Cię również zainteresuje:
- Wiatr z Sycylii 05/06/2010
- „Zapach nocy” Andrea Camilleri 31/01/2010
- „Kształt wody” Andrea Camilleri 05/12/2009
- „Zapora” Henning Mankell 21/06/2008
- Dramat wart wzruszenie ramion 19/04/2010
- Jak prosięta 07/07/2010
- „Uwikłanie” Zygmunt Miłoszewski 02/06/2008











Pingback: Gazeta literacka | Komisarz miał nosa
Widzę, że sezon na niezbyt udane „spaghetti-kryminały” trwa – u mnie też rozczarowanie autorstwa Carofiglio (mroczniejszy niż Camilleri). Czytałam „Złodzieja kanapek” i odniosłam pozytywne wrażenia.
Mnie Pies z terakoty też nie zachwycił, pamiętam. Właśnie w intrydze był jakiś nadmiar… czy brak.
A sam Camilleri postaci Montalbano nienawidzi :) No ale każdy nowy Montalbano wzbudza w czytelnikach falę pożądania również dla innych jego książek, tych, które określa jako prawdziwe… więc pisarz produkuje kolejny kryminał :)
Postanowiłam zapoznać się właśnie z tą inną, prawdziwą twórczością – to będzie Piwowar z Preston. Ale chyba nie w najbliższym czasie, kurka wodna, za dużo mam bibliotecznych do przerobienia, a ta jest na stanie, więc musi poczekać.
Lireal „Złodzieja kanapek” czytałam jednym tchem, na nieszczęście nie zdążyłam go doczytać przed wyjściem do teatru w efekcie czego podarłam kilka par rajstop ;-) Myślę, że „Pies z terakoty” jest udany, ale nie dla mnie…
przewodnikpokrakowie a to mi sprzedałaś ciekawostkę – wiesz, że nie miałam o tym pojęcia, ale i niespecjalnie interesował mnie Camilleri jako Camilleri. Dokopałam się swego czasu tylko do info, że na podstawie cyklu powstał serial. Niestety ja jestem w tych wiecznie głodnych co tylko rozdziawiają gębę z okrzykiem jeszcze! więcej! A „Piwowara z Preston” posiadam (kupiony w Bonie).
„Pies…” już czeka na półce, a ponieważ to tom drugi cyklu, więc jego dzień się zbliża wielkimi krokami. Zasiałaś jednak ziarno podejrzliwości: albo wzejdzie z tego przekora (która zakwitnie zachwytem) albo, sama nie wiem, uprzedzenia może? ;))
Ach, więc to tak. :) Nie znam chyba ani jednej powieści typu Dan Brown, więc nie miałam żadnych złych skojarzeń. A wydane w Polsce książki Camilleriego spoza cyklu o Montalbano to chyba kryminały/sensacje historyczne, więc na razie do nich nie podchodzę, bo się boję, że będą właśnie o jakichś templariuszach… ;)
Maioofko eee… osądzisz sama, naprawdę nie ma co sugerować się moją opinią, bo to jest bardzo subiektywna recenzja, kto wie czy Ty „Psa…” nie odbierzesz zgoła inaczej
Marigolden ha! i tu cie mam. Przynajmniej „Piwowar z Preston” z templariuszami nie ma nic wspólnego. Za inne nie ręczę ;-)
Zgadzam się, że Pies należał do słabszych jego powieści. Ale mi się podobał :)
A w październiku Noir wydaje jego kolejną powieść :)