Pewnie zabrzmi to szalenie po pensjonarsku, ale napisana przed stu laty niepozorna powieść Edith Wharton poruszyła i wzruszyła mnie tak bardzo, jak dawno żadna inna literacka fikcja (zapewne od czasów mego zachłyśnięcia się prozą Houellebecqa, ale to było dawno temu i nieprawda).
Na „Świat zabawy” trafiałam przypadkiem (wiadomo – przypadki są najlepsze) pewnego deszczowego popołudnia, które osładzałam sobie platonicznym spacerem po księgarniach. Platonicznym, czyli takim, który nie wiąże się z kupowaniem. Zatem tylko oglądałam i w pamięci notowałam potencjalnie interesujące tytuły. W księgarni Świata Książki przy Floriańskiej w oko wpadł mi właśnie ów „Świat zabawy”. Notka na IV stronie okładki brzmiała obiecująco, ale na hasło Edith Wharton w tyle głowy od razu zapaliła mi się ostrzegawcza lampka przypominająca o dwóch śmiertelnie nudnych ekranizacjach jej powieści – słynnego „Wieku niewinności” Martina Scorsese i, nieco mniej znanego, „Ethana Frome” Johna Maddena. Jedno i drugie nie było najlepszą zachętą do inwestowania ponad 30 złotych. Zresztą to byłoby zbyt proste. Postanowiłam „Świat zabawy” poszukać w bibliotece. Znalezienie książki nie przysporzyło mi właściwie żadnego problemu – poprzednie wydanie było wepchnięte między jakieś dwa tuziny powieści Williama Whartona.
Sama powieść – miłe zaskoczenie – wciąga od pierwszych stron, choć historię trudno określić mianem szczególnie oryginalnej. Do opowieści o niepozazdroszczenia godnych perypetiach zubożałych arystokratek przyzwyczaiła nas choćby Jane Austen. Zmieniają się po prawdzie plenery. Zamiast angielskiej prowincji – Nowy Jork z przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Reszta z grubsza pozostaje taka sama. Na szczęście Wharton okazała się wytrawną, wyczuloną na psychologiczne niuanse, portrecistką wyższych sfer. Oto Lily Bart – nader urodziwa, a nawet rzec by można wykwintna, pannica - wdzięczna ozdoba każdego towarzyskiego kółka i prawie doskonała kandydatką na żonę. Prawie, bo niestety Lily jest bankrutem, a okrutny świat zabawy, jeśli czegoś prócz nieodpowiedniego pochodzenia nie toleruje, to właśnie ubóstwa.
Powieść Wharton można odczytywać na kilka sposobów. Po pierwsze jako portret środowiska tyleż wytwornego co i obłudnego. Środowiska skrajnie skonwencjonalizowanego, pustego i czyniącego esencją życia pogoń za złudnymi wartościami. Po drugie jako zapis dramatycznych prób utrzymania się na powierzchni, choć te z każdą chwilą coraz bardziej przypominają bezcelową reanimację trupa. Przyzwyczajona do życia na określonym poziomie Lily z niechęcią musi rezygnować z kolejnych kosztownych rozrywek czy sukien, a przecież pannie jej stanu nie wypadać pracować, stworzona jest by leżeć i pachnieć, ewentualnie listy pisać. Jedyną szansą na poprawę sytuacji i ratunek godności osobistej byłoby odpowiednie zamążpójście i owszem o rękę panny Bart stara się kilku majętnych fatygantów, lecz nie zdobywają jej uznania – jako zbyt nudni lub wstrętni, jak do szaleństwa zakochany w niej Rosdale – na swe nieszczęście nieobyty nuworysz z ambicją wspięcia się po towarzyskiej drabinie.
„Świat zabawy” będzie i historią upadku, ale towarzyskiego, a nie – co może wydać się zaskakujące – moralnego. Postać panny Bart w toku powieści bardzo się zmienia. Z lekkomyślnego i zarozumiałego pięknoducha ewoluuje w postać pełną pokory. Lily będzie walczyć, często postępować w sposób nieroztropny, ale okaże się istotą honorową w stopniu zakrawającym niemalże o absurd. Gdy, w efekcie swego nieostrożnego zachowania i plotek rozsiewanych przez byłą przyjaciółkę, Lily zostaje praktycznie wykluczona z kółka wzajemnej adoracji, a jej nazwisko pokryte głęboką niesławą, nie decyduje się na zemstę, choć posiada wszelkie po temu warunki. I właśnie to w powieści Edith Wharton jest najbardziej wstrząsające i dojmujące zarazem.
Bezcenne okazało się osadzenie akcji właśnie w Nowym Jorku. Opisów Wielkiego Jabłka z przełomu wieków nie ma zbyt wiele, ale i tak z powieści Wharton można wyłuskać kilka ciekawych obrazków dających wyobrażenie o tym jak wówczas się żyło i jak wyglądała na przykład słynna Piąta Aleja. W co trudno uwierzyć – była nierówna i kiepsko oświetlona.
Ocena: 





„Świat zabawy” Edith Wharton, przełożyła Ariadna Demkowska-Bohdziewicz, Książka i Wiedza, Warszawa 1991
Może Cię również zainteresuje:
- Niewarci lub siebie warci 10/01/2011
- Ci wstrętni, pretensjonalni faceci! 31/07/2010
- „Niania w Nowym Jorku” Nicola Kraus, Emma McLaughlin 30/12/2007
- Gdy rozum śpi budzą się paranoje 27/09/2010
- „Wyspa klucz” Małgorzata Szejnert 21/05/2009
- Złoty medal w megalomanii 04/11/2010
- „America Dream. Niedopowieść” Natalia Bielawska 24/03/2010










To ja też chcę przeżyć takie owocne spotkanie z tą książką! Nic jeszcze pani Wharton nie czytałam, ale lubię takie klimaty retro, czuję się w nich o wiele bezpieczniej niż we współczesnych fabułach. Zaczynam poszukiwania :)
Ciągle zapominam dodać: książka czerwca to celowe pominięcie? Nic nie zasłużyło na wyróżnienie? Bo to już lipiec nam dobiega końca :)
Kusisz…:P
Maioofko och to są zdecydowanie retro klimaty! Czuję się na tyle zachęcona tę jedną powieścią, że z pewnością sięgnę po kolejne. Zresztą „Wiek niewinności” mam swój. Uszczęśliwiła mnie nim moja droga cioteczka, choć ja (pomna szerokiego ziewania przy oglądaniu filmu) zapierałam się rączkami i nóżkami. Książki czerwca nie ma, bo… upał mnie zmógł i zapomniałam wybrać. Teraz zapewne uzupełnie wraz z książką lipca
Magdzik ano kuszę, bo mam po temu podstawy. Wybacz mi to niedyskretne pytanie, ale nadajesz z Niemiec (jak twierdzi mój rozpoznawcza IP) czy z Krakowa?
Przy Floriańskiej jest księgarnia?? Chyba dawno tam nie byłam :)
Jest, jest. Nieopodal Bramy Floriańskiej, mniej więcej na wysokości McDonald’sa
Pingback: Rafa - Edith Wharton | Zapis namiętności czytania. Lekturki - blog Zofii Jurczak