Nick Hornby, bodajże w „Wierności w stereo”, ukuł takie piękne zdanko, dwa zdanka właściwie: Wszyscy są tacy sami. Zmieniają się tylko adresy i kolory szlafroków. Mogłoby by to być motto „Siedmiu kobiet” Rebeki Miller.
Na hasło „opowiadania” wielu czytelników profilaktycznie ucieka z wrzaskiem w krzaki. Sama kiedyś wzdrygałam się na samą myśl o krótkich form literackich. Mniej więcej dwa lata temu diametralnie zmieniałam na ich temat mniemanie, ale pierwotny atawizm znów dał o sobie znać. Jakie szczęście, że wpadł mi w ręce tom Miller, pisarki chwalonej za powieść „Prywatne życie Pippy Lee”, której jednakowoż z jakiegoś, nie do końca uświadomionego powodu, zgłębić ochoty nie mam. Co innego zbiór tekstów krótki, ale napisanych na zaskakująco równym poziomie, skupionych na kobiecie w siedmiu różnych odsłonach czy inaczej – siedmiu wariacjach na temat kobiecości. Zmieniają się adresy, status społeczny, pochodzenie czy wiek, ale spektrum problemów, w które uwikłane są bohaterki Miller pozostaje podobny.
„Siedem kobiet” to w gruncie rzeczy zbiór dość banalnych historyjek miłosno-obyczajowych z przewijającymi się motywami typu rozpad małżeństwa, zdrada, niechciana ciąża, samotne rodzicielstwo czy kariera w rządzonym przez mężczyzn świecie. O prawdziwej wartości tekstów Miller świadczy subtelne, lekko feminizujące, nasycenie psychologicznymi detalami i wyrazista konstrukcja bohaterek. Co znamienne dla całego tomu, jeśli pojawią się mężczyźni, to jako pretensjonalni uzurpatorzy kobiecej seksualności, kłamcy lub oszuści.
Bodaj najmniej przemówiły do mnie dwa ostatnie opowiadania, o Nancy i Pauli. Nie mogę im niczego konkretnego zarzucić prócz tego, że najsłabiej współgrają z mą wrażliwości. Co innego Greta z pierwszego tekstu. Szara myszka w wydawnictwie, z nudnym mężem i takim życie, która dzięki spotkaniu z popularnym pisarzem nie tylko awansuje w pracy, ale i dojrzewa do poważniejszych zmian. Jej postać na tyle mnie zaintrygowała, że życzyłabym sobie, aby Miller uczyniła z niej bohaterkę czegoś dłuższego.
Znakomite w „Siedmiu kobietach” jest to, że klimat opowiadań się po prostu czuje. Od pierwszych słów wchodzi w ich świat i z poczuciem lekkiego niedosytu żegna. Miller, co znamienne, nie puentuje tekstów w zaskakujący sposób. Kończy na wskroś neutralnie, dzięki czemu narracja „Siedmiu kobiet” toczy się swobodnie, bez wykrzykników czy przykuwających uwagę karkołomnych pomysłów fabularnych, a czytelnik płynie niczym nie krępowany. Dzięki temu zbiorek można odczytywać zarówno jako próbę refleksji nad zbiorowym portretem współczesnych Amerykanek jak i indywidualne, prywatne, historie. I z jednej i drugiej perspektywy książka Rebeki Miller broni się.
Ocena: 





„Siedem kobiet” Rebecca Miller, przełożył Jędrzej Polak, Muza, Warszawa 2010
Może Cię również zainteresuje:
- Probably the best collection of short stories in the world 07/08/2010
- „Faktoria jedwabiu” Tash Aw 21/02/2008
- Być może rozczarowanie roku 27/07/2011
- „Straszne historie o otyłości i pożądaniu” Anna Fryczkowska 30/08/2008
- „To, co zostaje” Glen Duncan 04/12/2008
- Biedna Lily Bart 29/07/2010
- „Miłość za kilka włosów” Mohammed Mrabet 07/08/2009










Pingback: Gazeta literacka | Ci wstrętni, pretensjonalni faceci!