Mekka powietrzników

Powietrznicy to innymi słowy letnicy (nie mylić z pensjonariuszami sanatoryjnymi!), którzy przybywają w dane miejsce dla zbawczych mocy powietrza, ale, ale, aby wszyscy mieli jasność, Lanckorona, o której tu mowa, to nie tylko tlen pierwszej jakości. Może i łatwo ją przeoczyć, ale  jej istnienia zdecydowanie nie sposób zignorować, bo i widoki tu nieprzeciętne, i ciekawa architektura (włącznie z romantycznymi ruinami zamku), i cisza wręcz niebywała i do tego najlepsze na świecie placki ziemniaczane, a nade wszystko niedefiniowalne coś, unoszącego się bodaj w tym wyborowym powietrzu. Nieuchwytny nastój beztroski, aura słodkiego nieróbstwa, ale i rozkładu i starzenia?

Nie dziwi zatem nic a nic sentyment, z jakim o Lanckoronie pisze jeden z jej najzagorzalszych wielbicieli – Kazimierz Wiśniak, znany zapewne bardziej jako współtwórca „Piwnicy pod Baranami” niż honorowy obywatel naszej czarującej bohaterki. Wiśniak popełnił książeczkę wielkiej urody i interesującą per se. W „Powietrznikach w Lanckoronie” cofa się do czasów dwudziestolecia międzywojennego, odtwarzając dzieje tego niegdyś popularnego miejsca wypoczynku, letniska tłumnie nawiedzanego również przez artystów. Od narodzin, przez przypadające na przełom lat 20tych i 30tych czasy rozkwitu, po powolny zmierzch w okresie Rzeczypospolitej Ludowej i współczesne próby reaktywacji.

Dawnej świetności oczywiście odtworzyć się nie da. Zabytkowe wille i legendarne lanckorońskie pensjonaty popadają w ruinę. Z dawnej Mekki powietrzników pozostały tylko dwa, które do dziś przyjmują gości. Nad miasteczkiem unosi się lekki smrodek przemijania, co nie oznacza, że Lanckorona chyli się ku upadkowi. Bynajmniej, miewa się doskonale. Ta starość jest tu, rzec by można, wpisana w krajobraz, a wszędobylskie ruiny i zarośnięte, przyklejone do zbocza chałupy czynią ją jeszcze bardziej czarującą, romantyczną i tajemniczą. W „Powietrznikach w Lanckoronie” Wiśniakowi udało oddać skrawek przeszłości, przywołać spłowiałe wspomnienia i nastrój błogiego leniuchowania z czasów, gdy nie latało się do Egiptu, a szczytem wyrafinowania były wczasy nad Balatonem.  Jego opowieść przepojona jest tęsknotą za latem, wakacyjną beztroską i nostalgią za tym co minione. Wielka w tym zasługa licznych starych fotografii oraz przytoczonych wspomnień tych, którzy przez lata współtworzyli niepowtarzalny klimat miasteczka na wzgórzu.

Ocena: ★★★★★☆

[„Powietrznicy w Lanckoronie: Historia letniska” Kazimierz Wiśniak, Małopolski Instytut Kultury, Kraków 2008]

Dla odmiany i z przekory Lanckorona zimą


Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Lekturki, Przewodniki i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Mekka powietrzników

  1. Ach, przypomniałaś mi cudowny weekend w jednym z dwóch ocalałych pensjonatów lanckorońskich kilka lat temu… i nie był to wcale snobistyczny TADEUSZ :) Zatęskniłam.

  2. zosik POLAND pisze:

    Czyli Zamek? Mi się marzy weekend w lanckorońskim pensjonacie, ale póki co zadowalam się pysznym widokiem z górnej pierzei w czasie popołudniowych wypadów

  3. Zamek, Zamek :)
    Przy czym ostrzegam, że to miejsce nie dla tych, co szukają luksusów. Nawet łazienki są wspólne :)
    Ale drewniany pokoik z własnym, również drewnianym, balkonem i widok z niego zrekompensują wszystko.
    Przepięknym dodatkiem do pensjonatu jest wspaniały ogród, który oczarował i zaczarował moją córkę.
    Chętnie bym tam wracała, gdyby nie problem z dojazdem do Lanckorony, gdy się nie dysponuje autem.

  4. Źródło: „Przewodnik literacki po Krakowie i województwie małopolskim” Ewy Zamorskiej-Przyłuskiej

    [...]Sławomir Mrożek. Ten ostatni odwiedzał także drugi pensjonat wybudowany przez Józefa Lorenza, „Zamek” (ul. Zamkowa 40), pełniący początkowo rolę willi rodzinnej (1921, gruntownie przebudowany po pożarze z 1959 roku). „Zamek” gościł między innymi Jalu Kurka, Antoniego Słonimskiego, Jerzego Broszkiewicza i Joannę Olczak-Ronikier. Andrzej Wajda przygotowywał się tu do inscenizacji „Wesela”, a Konrad Swinarski – „Dziadów”. [...] Do najwierniejszych przyjaciół Lanckorony należał Marek Grechuta, który poświęcił jej piosenkę nagraną po raz pierwszy w 1983 roku. Rozpoznajemy w niej scenerię pensjonatu „Zamek”.

    Tekst zamieszczam w osobnym komentarzu :)

  5. Widok z balkonu willi w Lanckoronie
    to panorama bitwy nieskończonej
    pola przez które nie popędzą konie
    póki nie będzie zboże wykoszone

    Na pochyłościach rozłożone paski
    żółto-zielone wstążki od orderów
    których nie noszą – jedyne oklaski
    to skrzydła wrony wśród zboża szpalerów

    Stół nakryty wyostrza łyżki profil
    a cerata pod nią błyszczy się w kratkę
    kształty i wzory, dla których chlorofil
    to jest dzbanek na miętową herbatkę

    Widok na stronę dojrzałej przyrody
    przesila się w oku w nawałnicę ziół
    dmą aromatów przeźroczyste kłęby
    rozległa forpoczta wyplecionych buł

    Stroma uliczka wiedzie do piekarni
    stygnie na półkach zwyciężona gleba
    młoda dziewczyna sypie dla ptaszarni
    pachnące ziarno w kształcie grudek chleba

  6. zosik POLAND pisze:

    Ha! Dobrze, że i w moim posiadaniu jest ta wspaniała książka

  7. No to Cię nie zaskoczyłam :)

  8. zosik POLAND pisze:

    Raczej dałaś miłą zapowiedź czekającej mnie lektury :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>