Nie przypuszczałam, że popełnię tu wyznanie o podobnej treści, a jednak. „Pod Zawianym Kaczorem” – piąta znana mi powieść Marthy Grimes, bez wątpienia jednej z mych ulubionych autorek kryminałów, po prostu mnie rozczarowała i dość wynudziła. Może i nie boleśnie, bo czytało się „Zawianego Kaczora” szybko i dość przyjemnie, choć bez emocjonalnego zaangażowania, ale liczy się sam fakt, a jeśli czegoś oczekiwać mogę od ulubionej autorki kryminałów to z pewnością nie nudy i rozczarowań.
O dziwo nie pomogło, a wręcz przeszkodziło, osadzenie akcji w Stratford upon Avon – rodzinnym mieście mego idola lat cielęcych, czyli Williama Szekspira (w czasie, gdy moi rówieśnicy czytali Musierowicz czy tam kogo ja z wypiekami na twarzy skupowałam różne przekłady „Hamleta”, a nawet próbowałam czytać w oryginale, jak łatwo odgadnąć z marnym skutkiem). Stratford faktycznie jest miasteczkiem malowniczym, ale niestety i opanowanym przez hordy turystów, choć nawet oni nie są w stanie przyćmić jego wielkiej urody i czaru, toteż wydawało mi się, że tym ciekawiej będzie mi się czytało o miejscach mi znanych. Nieprawda. Było wręcz odwrotnie.
Więc w tym sielankowym Stratfordzie, w szczycie letniego sezonu, trup ścieli się gęsto, budząc, zupełnie zrozumiały zważywszy na okoliczności i sposób dokonywania morderstw, niepokój a nawet popłoch zarówno w szeregach miejscowych służb porządkowych - nieprzywykłych do takich krwawych okropieństw, jak i w grupie mniej lub bardziej dziwacznych zamożnych Amerykanów uczestniczących w ekskluzywnej wycieczce, bo to właśnie ich, konsekwentnie, z zimną krwią i, co gorsze, bez wyraźnego powodu, ktoś wyrzyna niczym prosięta. Na szczęście i nadinspektor Richard Jury i jego wierny kompan Melrose Plant są w pobliżu i choć przybyli do Stratford w zgoła odmiennym celu (uczuciowym – zdradzę) poczuwają się do obywatelskiego obowiązku i poważnie biorą do pracy.
Długo myślałam o tym co mi nie zagrało, bo wcale nie było to takie oczywiste i proste. „Pod Zawianym Kaczorem” jest bowiem zupełnie sprawnie napisane, a jednak cierpi na wzdęcie z powodu nadmiaru: komputery, teorie spiskowe, przeintelektualizowane dzieci, rozwiąźli lub zupełnie pomyleni Amerykanie z durnymi imionami, motywy z palca wyssane, kidnaping, Kuba Rozpruwacz i do tego dużo Szekspira, a jeszcze więcej Christophera Marlowe’a – innego elżbietańskiego poety, na punkcie którego jeden z uczestników feralnej wycieczki ma obsesję absolutną. Przez to intryga jest niedorzeczna, kompozycja pokawałkowana, i choć rozgrywa się w bardzo angielskich okolicznościach przyrody tej angielskości, tak czarującej w „Pod Anodynowym Naszyjnikiem”, tutaj jest tyle co kot napłakał.
Ale uczciwie przyznać trzeba, że powieść ma kilka udanych momentów. Broni się oczywiście duet śledczy: Jury kontra Plant. Niemalże do łez rozbawiły mnie kawałki z Lady Dew – jurną (ale czy tak można mówić o kobietach?) staruszką regularnie zalewającą się w pestkę i z upodobanie przeglądającą świerszczyki. Reszta. Cóż. Przez wzgląd na mą sympatię do Grimes zamilknę.
Ocena: 




z dużym minusem
[„Pod Zawianym Kaczorem” Martha Grimes, przełożyła Anna Jarzębowska, W.A.B., Warszawa 2010]
Pozostałe książki Marthy Grimes
Mroczna seria
Może Cię również zainteresuje:
- „Pod Anodynowym Naszyjnikiem” Martha Grimes 05/08/2009
- Romantyczność 28/05/2010
- „Stacja Cold Flat Junction” Martha Grimes 24/01/2010
- „Hotel Paradise” Martha Grimes 09/10/2007
- „Subtelny nos Lilli Steinbeck” Heinrich Steinfest 16/03/2010
- Laurka dla Henryka 30/07/2010
- O uprzedzeniach 14/01/2011










Grimes, Grimes. Oj, co ja mam z tą kobietą :) Na razie przeczytałam „Hotel Pardise” i byłam zadowolona. Później jednak jakoś mój zapał ostygł i nie śpieszno mi do czytania kolejnych części. Ale z tą serią też się zapoznam, bo trzeba mieć swoje zdanie. ;-)
Nie czytałam Grimes jeszcze, ale tyle się nasłuchałam. Niestety z kryminałami mam klops, bo z zasady nie kupuję książek, które przeczytam tylko raz (kryminał z reguły jest taką lekturą), więc polegam li tylko na zbiorach bibliotecznych.
Na tej zasadzie natknęłam się już na Krajewskiego, Czubaja, Akunina, a teraz Miłoszewskiego. Apeluję tym samym do użytkowników WBP na Rajskiej – jeśli ktoś ma gdzieś przetrzymaną Grimes to proszę o jej oddanie, a najlepiej zakamuflowanie :D
Pozdrawiam :)
Vampire, ale ja ją i tak lubię. Trochę ponarzekam, ale następne powieści i tak czytać będę ;-)
Claudette Przyznaję, że na Rajskiej Grimes ani razu nie widziałam, ale czy nie da się jakoś Grimes zarezerwować? W Jagiellonce na pewno mają jej kryminały (bo czego oni tam nie mają? he). „Hotel Paradise” czytałam w tych cudownych czasach, gdy jeszcze byłam studentką
Faktycznie trup sciele sie tam gesto, ale u Grimes zawsze tak ;). Mnie sie podobało, moze dlatego że troche nabija sie ze swoich ziomkow, moze przez sympatycznego kota, moze dlatego, że nigdy nie dotarłam do Stratfordu i wątek historyczny całkiem mi odpowiadał. Jedna uwaga: wydaje mi sie, ze Kaczor to czwarta, a nie piata czesc serii. Piata jest pewnie w tlumaczeniu i ona, moim zdaniem, jest dopiero marna!
Nie czytałam żadnej książki tej autorki, natomiast skuszona promocją w księgarni naukowej na Podwalu zakupiłam w cenie 9 zł „Hotel Belle Rouen” :D i teraz czeka wiernie w kolejce.
Peek piąta mi znana książka Grimes, bo w to wlicza się cykl z Emmą, a nie piąta cyklu o Jurym, bo faktycznie Kaczor jest czwarty. I faktycznie nieźle sobie Grimes dworuje z Amerykanów, ale i tak to nie to :/ I zasiałaś ziarno niepokoju tą 5 częścią
Magdzik to się pewnie ucieszysz, że i „Pod Huncwotem” będzie można za grosze w ramach lata z kryminałem kupić. Tu są wymienione wszystkie książki wydane w tegorocznej edycji: http://www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1506730,1,lato-z-kryminalem-2010-czas-zaczac.read
:D
Zamówiłam tę książkę ze względu na nazwisko autorki oraz, jakże by inaczej, czarnego kota na okładce. Nie zważając na to, która to część serii. Wynika więc z tego, że tym razem zacznę od końca. Co może wcale nie jest takie złe, bo zdaje się, że pierwsze części oceniłaś lepiej niż Kaczora.
W kazym razie zamówienie dotrze na dniach i ciekawa jestem lektury. Pozdrawiam!
Mnie się całkiem podobało, chociaż rzeczywiście te książki są do siebie dosyć podobne. W każdym razie „Kaczor” zły nie był, jakoś tak na poziomie poprzedniego tomu, jak dla mnie, oczywiście. :-)
Ja czytałam wszystkie cztery części serii o Jurym i Plancie po kolei, bez przerw na inne książki i ta część również mi się podobała (aczkolwiek mogę się zgodzić z Twoimi argumentami). Najbardziej nie podobało mi się to, że więcej książek serii jeszcze nie zostało przetłumaczonych.
Nie uwierzę… dopóki nie przeczytam sama ;) Mam tak dobre wspomnienia z lektury książki pani Grimes, że nie przyjmuję do wiadomości żadnych negatywnych opinii. Przynajmniej na razie :))
Agussiek pierwszych dwóch części jeszcze nie czytałam. Oczywiście mam je, ale pewnie jeszcze sporo poczekają. „Pod Anodynowym naszyjnikiem” to część numer 3 i ta faktycznie bardzo mi się podobała
Ysabell :-)
Karolina mi też zbytnio się nie podoba, że na kolejne tomy trzeba czekać aż tyle (choć może to i lepiej, bo człowiek bardziej ich wyczekuje?). A tak z innej beczki czy mogłabyś coś zrobić z tym upałem?
Maioofko podoba mi się takie podejście
Zosik: może wyślę moje kalosze w podróż dookoła świata? Chociaż obawiam się, że wtedy byłoby straszne oberwanie chmury i trwałoby baaaaardzo długo. Ale pomyślę. ;)
A tak, bo ja gapa jestem. Dopiero teraz sprawdziłam w necie, że Martha Grimes napisała dwie serie książek i Twoje recenzje, które miałam w pamięci, dotyczyły cyklu z Emmą Graham, a Kaczor to część przygód inspektora Jurego. Teraz już wiem :) Pozdrawiam.
Karolina jeśli mają być klęski żywiołowe to może faktycznie lepiej nie
Agussiek ha! widzisz i wszystko jasne, ale i ja mam swój skromny udział we wprowadzeniu Ciebie w błąd, bo czytam nie po kolei
Grimes nie znam, bo jak wiesz Zosik nie przepadam za kryminałami, choć ostatnio zabrałam się przypadkiem za Koontza – ale czy to kryminały :/? Jednak podoba mi się Twoje „cielęce” czytanie Szekspira – witaj w klubie odmieńców, bo ja – choć nie Szekspirem ale Sołżenicynem, Bułhakowem i Kłosińskim (więc rozdrabniałam swoje uczucia)- również nie współgrałam „z podwórkiem”.
A wiesz, że ja Koontza nigdy nie czytałam… On chyba bardziej powieści sensacyjne pisze, tak jak Coben, a jego chyba ze dwie powieści zaliczyłam, nawet nie pamiętam jakie. Wciągały, prawda, ale literatura z nich żadna.
Nieee, no nic godnego zapamiętania ale w sam raz na te upały:) ogłupiające i szybkosięczytające:)
Swoją drogą Moni mi się teraz Dean Koontz kojarzy przede wszystkim z trzecim sezonem Californication :D :D :D Tam też jest jeden dean Koontz ;)
To chyba serial, telewizja?… hmmmm nie pogadam :/ ale wierzę Ci Zosik:)
Tak serial i to jaki! O pierwszym sezonie pisałam tutaj: http://lekturki.com/2007/11/californication-2007-rezyseria-scott-winant-stephen-hopkins/
:) Dziękuję, „brzmi” ciekawie. Mimo wszystko to serial, a ja nie potrafię zmusić się regularnego łykania witamin, więc o regularnym oglądaniu serialu mogę zapomnieć!
A ja mam odwrotnie – pierwsze [w Mrocznej serii] książki Grimes były dla mnie nie do przejścia, tak były rozwleczone. Już myślałem, że niczego tej autorki nie dotknę. Postanowiłem jednak dać jej szansę i przyznam, że Kaczor mi się podobał. Pewnie dlatego, że była tam akcja i wiele różnych wątków, nie mających co prawda wpływu na rozwój całości, ale za to sprawnie napisane. A to już coś.
A czytałeś wcześniejsze powieści z cyklu z Jurym?