Bardziej angielski niż królowa

Jak bardzo jestem „do tyłu” z wszystkim niech najlepiej świadczy fakt, że „Listę pana Rosenbluma” wybrałam sobie na lekturę towarzyszącą 20. Festiwalowi Kultury Żydowskiej, a ten skończył się dwa tygodnie temu. Swoją drogą chyba nie można wyobrazić sobie bardziej interesujących okoliczności czytania, bo debiutancka powieści Natashy Solomons dotyka tematu powojennej asymilacji Żydów. W przewrotny sposób.

Jak zrobić z niemieckiego Żyda angielskiego dżentelmena w wersji hard? Znaczy się bardziej angielskiego niż sama Królowa? W teorii rzecz zdawać by się mogła dość prosta: wystarczy ściśle trzymać się listy. Listy zawierającej bodajże 115 wyznaczników angielskości, poczynając od takich oczywistości jak codzienna lektura Timesa, jaguar w garażu i garnitur od jednego słusznego krawca w szafie czy zakupy w Harrods po subtelności typu, jak te z punktu 108: małżonka angielskiego dżentelmena farbuje włosy fioletową płukanką, ma wypielęgnowane paznokcie i gra w tenisa oraz brydża. Z realizacją akurat tego punktu Jack Rosenblum – nasz neofita – będzie miał spory problem, bo to on marzył o całkowitej asymilacji, nie zaś jego żona Sadie, która ani na spoufalanie się z, ani tym bardziej na upodabnianie się do Angielek ochoty nie miała, a na aspiracje swego entuzjastycznego małżonka spogląda niczym na mrzonki osoby niespełna rozumu.

Gdy okoliczne kluby golfowe odmawiają przyjęcia w swe szranki Jacka, ten tylko na chwilę traci rezon. Skoro Mohammed nie może przyjść do góry – góra przyjdzie do Mohammeda. Porzuca świetnie prosperującą fabrykę dywanów. Wyprowadza się do Dorset z zamiarem zbudowania własnego pola. Szybko przekona się, że dobre chęci i zasobny portfel nie zagwarantują ani przychylności lokalnej społeczności, ani sukcesu w branży budowlanej.

„Lista pana Rosenbluma” skonstruowana jest dość typowym passusie: jedno pragnie czegoś co drugiemu zupełnie nie w smak. Powieść Solomons, od popadnięcia w banał, ratuje czas i miejsce, a nade wszystko konfrontacja wielu punktów widzenia: Jacka, Sadie oraz rdzennych mieszkańców, dla których żydowski przedsiębiorca jest w najlepszym wypadku nieszkodliwym wariatem, w gorszym – żałosnym i śmiesznym desperatem. Ten prosty zabieg  wydobył z „Listy pana Rosenbluma” nowy, głębszy wymiar, a także dodał powieści sporo humoru, dość gorzkiego nawiasem mówiąc.

Zachowawcza Sadie kurczowo trzyma się przeszłości. Definiuje swoje życie w kategoriach przedtem – życie w Niemczech oraz nowe życie w Anglii, które jest potem. Pielęgnuje pamięć o zmarłych przodkach, czuje się wykorzenienia, ale i tak nie ma zamiaru się zmieniać. Jack z kolei żyje teraźniejszością, a dla nowej tożsamości – maski, za którą skryje prawdziwe pochodzenie –  jest gotów poświęcić wiele, właściwie wszystko.  Nie waha się ani przed zmianą nazwiska, ani przed wgryzieniem się w pęto nie koszernej kiełbasy, przy czym to pierwsze będzie jak postawienie kropki nad i. Od tego momentu nie będzie już odwrotu.

Przyzwoita powieść, nawet bardzo jeśli weźmiemy pod uwagę, że to debiut. Z krzepiącym zakończeniem. W dodatku napisana w szalenie filmowy sposób, toteż nie dziwi informacja, że autorka już pracuje nad scenariuszem. Nie mniej jednak, jak na książkę osadzoną w środowisku Anglików, lektura „Listy pana Rosenbluma” nie wzbudziła we mnie szczególnego entuzjazmu.

Ocena: ★★★★☆☆

[„Lista pana Rosenbluma” Natasha Solomons, przełożyła Aleksandra Górska, Rebis, Poznań 2010]

Rebis, jak zwykle, nie popisał się okładką. Popatrzcie jaką śliczną okładkę miało wydanie hiszpańskie, angielskiemu zresztą też niczego nie brakuje

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Brytyjskie, Lekturki, Piękna i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

20 odpowiedzi na „Bardziej angielski niż królowa

  1. Skarletka POLAND pisze:

    Polska okładka nie jest zła, chociaż hiszpańska i angielska rzeczywiście ładniejsze. Trochę mnie „ostudziłaś” tą recenzją, gdyż kiedy wcześniej czytałam jej opis, pomysł wydawał mi się świetny – a Ty piszesz, że książka „przyzwoita”… Trzeba będzie przeczytać i wyrobić sobie własną opinię :)

    Pozdrawiam

  2. Karolina.ja POLAND pisze:

    Szczerze mówiąc polska okładka sprawiła na mnie o wiele lepsze wrażenie niż angielska czy hiszpańska, które są dla mnie zbyt bliskie kiczu. Fakt, że co innego zdjęcie a co innego okładka „na żywo”.

    Ja się jakoś do serii „Salamandra” nie potrafię przekonać. Chociaż wydali w niej Ishiguro, więc nie może być zła… A wracając do tematu okładek – ogólnie rzecz biorąc te poprzednie okładki serii były chyba lepsze.

  3. cedur POLAND pisze:

    A moim zdaniem to jedna z lepszych książek, jaką zdarzyło mi się czytać ostatnio. Świetnie napisana – to raz, dwa – wielowymiarowa, co w z pozoru lekkiej lekturze bardzo trudno osiągnąć. Można ją interpretować na najróżniejsze sposoby – jako opowieść o bólu pamięci, poszukiwaniu tożsamości, sile miłości, przypowieść ekologiczną etc. Dla mnie osobiście jest to opowieść o szaleństwie, takim Cervantesowskim, Jack to wypisz wymaluj współczesny Don Kichot, Curtis – Sancho Pansa, a Sadie jest wariacją na temat Dulcynei.
    Nie zgodzę się z Tobą w sprawie okładki – moim zdaniem polskie wydanie ma zdecydowanie najładniejszą.

  4. zosik POLAND pisze:

    Skarletko pomysł faktycznie bardzo intrygujący. Ja, po przeczytaniu noty na okładce, wiedziałam, że muszę przeczytać książkę i dość szybko ją nabyłam. Nie przeczę, że czyta się przyjemnie, ale i nie można mieć zbyt wygórowanych oczekiwań. Ot niezła powieść
    Karolina ha! i tu Cie mam, bo powieść jest lekko kiczowata i te miłe dla oka, optymistyczne obrazki na okładkach świetnie współgrają z jej zawartością. W Salamandrze wydali sporo niezłych książek (np. Jeanette Winterson) aczkolwiek nie tratuję wszystkiego co się w niej ukaże jako „must read”.
    Cedur wszystko to co piszesz jest bardzo interesujące i nie sposób się z tym nie zgodzić. Faktycznie w Jacku można doszukiwać się donkichotowskiego rysu nie mniej do Cervantesa Natashy Solomons daleko, a i cała historia jakkolwiek by jej odczytywać, a faktycznie dzięki wielości perspektyw zyskuje głębszy wymiar, wciąż pozostaje ckliwą bajeczką napisaną ku pokrzepieniu serc głównie. Za dużo w historii Solomons „hollywoodzkości”, tak jakby autorka za wszelką cenę starała się zrealizować schemat znany z filmu, mieszając ckliwość, patos z odrobiną kiczu i tak zwanych szczęśliwych trafów, które prowadzą ku łatwemu do przewidzenia słodkiemu spełnieniu.

  5. cedur POLAND pisze:

    Słodkie spełnienie nie jest złe, w krzepieniu serc też nic zdrożnego nie widzę. Lubię natomiast swoje opinie poprzedzać określeniami w rodzaju „w moim przekonaniu”, „uważam” etc, wychodząc z założenia, że nie wszyscy muszą je podzielać i starając się unikać formułowania ex cathedra generalizujących sądów. Co rzekłszy dodam, że taka sentymentalno-bajkowa konwencja w odniesieniu do bolesnych i nieco już wyeksploatowanych tematów, jakimi są holocaust i antysemityzm, jest – moim zdaniem -jednym z większych atutów tej powieści.

  6. zosik POLAND pisze:

    I ja też nie widzę niczego zdrożnego w krzepieniu serc, ale od literatury pięknej oczekuję więcej. Posługując się znów filmową nomenklaturą, uczciwie przyznać trzeba, że zupełnie czym innym jest nawet najbardziej zmyślna komedia romantyczna, a czym innym film dajmy na to takiego Felliniego choć jedno i drugie może rozbawić do łez, pokrzepić, a i dać do myślenia. Natasha Solomons Fellinim literatury nie jest, choć kto wie czy z kolejnymi powieściami jeszcze nie rozwinie skrzydeł. W każdym razie będę jej kibicować. Pozdrawiam :-)

  7. czytanki anki POLAND pisze:

    Cedur – bardzo ciekawe spostrzeżenia dot. donkiszotowskiego rysu. Coś w tym jest. Popieram też kwestię opinii wyrażanych ex cathedra;)

  8. cedur POLAND pisze:

    Czytanki Anki – dzięki. Zosik – Fellini literatury? Nie, no błagam… Tarantino liryki, Woody Allen baletu, Tarkowski muzyki klasycznej?… Film jest wszechobecny i wypiera bardziej wiekowe Muzy, zgoda, ale po co mu to ułatwiać?

  9. czytanki anki POLAND pisze:

    Dobre, dobre – Cedur. Zwłaszcza Woody Allen baletu;) Do końca dzisiejszego dnia będę się śmiała;)

  10. zosik POLAND pisze:

    mnie się bardziej podoba Tarantino liryki :-) Lepiej sama bym tego nie ujęła!

  11. Ambo POLAND pisze:

    czytani anki wykazałaś się uroczą ignorancją. Przecież recenzja to jest wyrażanie opinii ex cathedra! Takie są wymogi tego gatunku. Nie nauczyli cię tego na lekcjach języka polskiego? ;-)

  12. czytanki anki POLAND pisze:

    Odsyłam do wypowiedzi Cedur, ona lepiej przedstawiła problem. I właśnie na lekcjach polskiego uczono mnie, że nie należy czynić z własnych opinii jedynie obowiązujących i w tym celu dla podkreślenia impresji recenzenta używać wyrażeń typu „w moim odczuciu”, „uważam” itp. Ale pewnie chodziliśmy do innych szkół;)

  13. Ambo POLAND pisze:

    Kto tu czyni ze swoich opinii jedyne i obowiązujące? Zosik ma prawo wyrażać swoją opinię i odczucia, ma zawsze ciekawe zdanie o przeczytanej książce i bardzo dobrze, takie jej prawo, w końcu jej blog czy strona. Twoje i cedra zarzuty są po prostu śmieszne. A swojemu poloniście pogratuluj. Zresztą widać po twoich tekstach…

  14. cedur POLAND pisze:

    Ojej, coś jednak musi być w tej książce, skoro wzbudza takie emocje. Ambo – rozumiem, że tak cię wciągnęła lektura Listy, czemu zresztą się nie dziwię, że nie miałaś/eś czasu sprawdzić, zatem służę: słownik wyrazów obcych Kopalińskiego – ex cathedra (głosić co, orzekać) autorytatywnie, bezapelacyjnie, w sposób nie dopuszczający dyskusji. Po cóż w takim razie miejsce na komentarze na tym blogu? I jeszcze jedno: osobiście staram się nie używać przymiotników w sądach na temat innych osób, co zresztą nie jest zasługą mojej polonistki czy szkoły, a kwestią zwykłej kultury. Ale jako osoba dopuszczająca pluralizm poglądów, rozumiem, że dla Ciebie ten argument jest „po prostu śmieszny”. Może pogadajmy o muzyce, ponoć łagodzi obyczaje :)

  15. kraciata POLAND pisze:

    oj to boli, jak ktos skytykuje ksiakze, ktora mi sie podobala. Ajaj. dobrze, ze autorka ma odwage pisac to co mysli o danej ksiazce. ma wyraziste poglady, ktore sa ciekawym glosem w dyskusji i w odroznienie od cedur i czytanek anki jej glos poparty jest argumentami! Mozna sie z nimi nie zgadzac, ale jesli nic nowego sie nie wnosi do dyskusji, takie zlosliwienie sie, jak tu sie uprawie, jest po prostu niesmaczne i niegrzeczne.

  16. kraciata POLAND pisze:

    i dodac musze cedur, ale sie dales sprowokowac! Hihi! Gdybys byl tak kulturalny jak twierdzisz ta prowadzaca w kosmos rozmowa skonczylaby sie juz dawno temu. Meritum czyli powiesc solomon gdzies sie po drodze zagubila. ale najwyrazniej twoje musi byc zawsze na wierzchu.

  17. cedur POLAND pisze:

    Kraciata: sęk w tym, że ja nie widzę u Zosik argumentów, które wychodziłyby poza jej widzimisię (czyt. subiektywną ocenę z pretensjami do ogólnie obowiązującej), swoje tezy starałam się racjonalnie uzasadnić. Nie było moim zamiarem przekonywać nikogo, po prostu chciałam wyrazić swoje zdanie, pochopnie, jak widać, zakładając, że ten blog takiej dyskusji mam służyć. Gdybym chciała, jak to ujęłaś, „uprawiać wyzłośliwianie się”, napisałabym (choć bardzo boję się Ambo): Ed Wood recenzji :-)

  18. kraciata POLAND pisze:

    z pretensjami do ogolnie obowiazujacej powiadasz. i wszystko jasne o co tyle szumu! jest jedna obowiazujaca, pochlebna jak rozumiem, recenzja powiesci salomon, a jesli ktos ma inne zdanie to do piachu. Dalsza dyskusja jest zbędna

  19. zosik POLAND pisze:

    A poza tym, że jestem Edem Woodem recenzji jestem też Żydem, komunistą, masonem, a także cyklistą i homoseksualistą i w dodatku piszę na zamówienie Al Kaidy i Samoobrony (na raz!), toteż gdzie mnie tam, profanowi błyskotliwego debiutu pani Natashy, do ciebie cedur :]
    Skoro już wszystko o sobie wiemy uważam powyższą dyskusję za zamkniętą. Kropka

  20. cedur POLAND pisze:

    Ojej, nie bijcie. Dobra, w obliczu tak zmasowanego ataku i nieodpartych, racjonalnych argumentów przyznaję: to fatalna powieść (w odróżnieniu od recenzji). Zosik, nie napisałam, że jesteś Ed Woodem recenzji, tylko że mogłabym tak napisać, gdybym była złośliwa. Z resztą epitetów, jakimi uczynnie sama się obrzucasz, jestem skłonna – w obliczu twojej dalszej argumentacji – także się zgodzić. Podobnie jak dla świętego spokoju zgodzę się nawet, że wyraz „naraz” pisze się oddzielnie, choć jeszcze wczoraj słowniki podawały inaczej. Nara.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>