Wiatr z Sycylii

Z „Złodziejem kanapek” miałam pewien problem. Problem ów polegał na tym, że zaczynałam bodaj ze sześć razy po to, aby po góra 2-3 stronach z różnych (bynajmniej nie wynikających z niedostatków treści) powodów przerwać i tak w kółko, toteż właściwie stałam w miejscu i coraz mniejszą miałam ochotę na czytania. Tym czasem to był błąd, bo kryminały Andrei Camillerego należy czytać jednym ciągiem, od strony pierwszej po ostatnią kropkę, innymi słowy jedziemy od deski do deski na raz i wówczas ma to sens. Jak bolesne bywa przerywanie (zwłaszcza w okolicach końca) przekonałam się, gdy zostało mi około 30 stron, a musiałam poniechać lekturę i przygotować się do wyjścia do teatru (na „Nadobnisie i koczkodany” Witkacego nawiasem mówiąc). Podarłam w związku z tym trzy pary rajtek, a „Złodzieja kanapek” doczytałam dopiero wieczorem.

Marigolden pewnie urwie mi teraz głowę, bo przy okazji wpisu o „Zapachu nocy” surowo nakazała mi czytanie cyklu po kolei. Tym czasem, jak to ja, z przyrodzoną sobie dezynwolturą biorę to co stoi na bibliotecznej półce, a że stała cześć trzecia i czwarta cyklu z Salvo Montalbano, więc wzięłam trzecią. Tytuł od razu skojarzył mi się z klasykiem neorealizmu, czyli „Złodziejami rowerów” Vittorio de Sici (jeśli ktoś ma ochotę pooglądać filmy rozdzierające i łzy wyciskające to polecam dzieła tego Pana), ale jedno z drugim właściwie nie ma nic wspólnego. „Złodziej kanapek” zaczyna się od tego, że wieje wiatr, co już w samo w sobie jest kłopotliwe i niebezpieczne. Każde krakowskie dziecko bowiem wie, że gdy wieje halny dzieją się rzeczy straszne (a 97% morderców wskazuje na niego jako na winnego popełnionych przez nich czynów, co wiemy z przewodnika braci Minkiewicz). Na Sycylii halny nie wieje, ale i tak komisarz Montalbano od rana był mocno nie w sosie. A jego zły humor tylko pogłębiła sprawa trupa w windzie, której rozwiązanie nie będzie wcale tak oczywiste i proste jak przypuszczał.

Przyznać muszę, że Montalbana darzę niebywałą sympatią pomimo tego, że ma wrodzoną skłonność do pakowania się w kłopoty i zadzierania nie z tym kim trzeba, bywa antypatyczny, kapryśny a nawet wredny (zwłaszcza względem swego nierozgarniętego podwładnego Catarelli, który w „Złodzieju kanapek” wyjątkowo dobrze wpisuje się w rolę posterunkowego kretyna). Nie mniej jednak specyficzne poczucie humoru Salva, jego szczerość i dobroduszność  starannie ukrywana pod maską twardziela w połączeniu z miłością do literatury, dobrego jedzenia i wina czyni z vigatiańskiego komisarza postać mi bardzo bliską. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to w powieściach Camillerego irytujący jest sprowadzony do schematycznych ról sposób konstruowania postaci kobiet. Zupełnie jakby nie miała żadnego wyboru między rolą kury domowej a prostytutki, ale to takie małe czepialstwo, a kryminały Camillerego tak czy siak ubóstwiam.

Ocena: ★★★★★☆

[„Złodziej kanapek” Andrea Camilleri, przełożył Jarosław Mikołajewski , Noir sur Blanc, Warszawa 2007]

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Europa, Kryminalni, Lekturki i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Wiatr z Sycylii

  1. maioofka POLAND pisze:

    Pod wpływem takich pozytywnych opinii zaczęłam rozglądać się za Camillerim, ale póki co mam tylko 2 tomy i, co najważniejsze, żaden nie jest pierwszym z cyklu. A nie potrafię czytać nie po kolei – neurotyczna osobowość naszych czasów się kłania ;)
    Przy okazji – ta seria przypomina mi o ‘trylogii marsylskiej’ Izzo. Trudno powiedzieć skąd takie skojarzenie, ale mam nadzieję, że to nie tylko złudne współbrzmienie nazwisk bohaterów, bo Marsylia i Fabio Montale urzekli mnie i chętnie do nich wracam.

  2. tamaryszek POLAND pisze:

    Nic bliżej nie wiem o Camillerim, ale nabrałam sympatii do Salva. Cóż: wieje wiatr – znikają kanapki… Trzeba czytać dalej, może i kobietki wyrobią sobie charakter. Oby. Pozdrawiam :)

  3. Marigolden POLAND pisze:

    „Marigolden pewnie urwie mi teraz głowę, bo przy okazji wpisu o „Zapachu nocy” surowo nakazała mi czytanie cyklu po kolei.”

    Nie jestem taka znowu pryncypialna. ;) Czy wspominałam, że sama zaczęłam znajomość z Camillerim właśnie od „Złodzieja kanapek”? :D Dopiero potem było jak należy. Nie prowadziłam wtedy jeszcze bloga, ale z tego co pamiętam wrażenia z książki miałam podobne. Cieszę się, że Ci się podoba, drżałam, że Cię wioskowy przygłup Catarella do spółki z papierowymi kobietami zniechęcą, ale widzę, że Montalbano nie dał im się przyćmić. :)

  4. zosik POLAND pisze:

    Maioofko Izzo nie znam i póki co nie mam zamiaru zmieniać tego stanu rzeczy. Gdzieś wyczytałam, że jego trylogia ma wiele wspólnego z kryminałem noir, a ja za takowym nigdy nie przepadałam. Co innego Camilleri, którego ubóstwiam i już doczekać się nie mogę kolejnego tomu, który mam nadzieję dorwać w bibliotece.
    Tamaryszku koniecznie. Myślę, że nadchodzące lato jest świetnym momentem na rozpoczęcie przygody z Montalbano, bo Camilleri wspaniale opisuje morze, plaże, jedzenie i słońce.
    Marigolden cieszę się, że mi głowy nie urywasz i powiem Ci, że każda kolejna część podoba mi się coraz bardziej, a Montalbano. Powiem tak – im więcej się złości, wydziwia i klnie tym większą go darzę sympatią.

  5. latajaca_pyza ITALY pisze:

    Camillieri to przesympatyczny starszy pan, a jego książki są naprawdę fajne. Czytałam Złodzieja kanapek i bardzo się mi spodobała ta pozycja. Jak na Sycylię, to tylko z Camillierim. :)

  6. giera POLAND pisze:

    po ostatnich przygodach lekturowych, muszę przeczytać coś lżejszego, więc może, tę knigę.

    [na Sycylię najlepszy "Lampart" Lampedusy!!!]

  7. maioofka POLAND pisze:

    Jeśli kryminał noir to R.Chandler, to nie miałam takich skojarzeń czytając. Ale nie ukrywam, że Marlowe mnie bawi i lubię jego historie.
    U Izzo jest mnóstwo Marsylii, lokalnej kuchni i klimatów społecznych. Będę polecać, bo uważam, że może się spodobać :)

  8. karoLina POLAND pisze:

    Atrament z kałamarnicy odnaleziony i zakupiony :) Jest więc szansa, że wyżerka w stylu komisarza Montalbano jednak dojdzie do skutku.

  9. Anhelli POLAND pisze:

    Chyba przypadł by mi gostek do serca. Raz, że wyszukuję ostatnimi czasy prozy włoskiej, to jeszcze rozsmakowuje się w kryminałach… Poszukam, bo znam autora :)

    pozdrawiam serdecznie :)

  10. zosik POLAND pisze:

    Pyza chciałabym na Sycylię, choć mam wrażenie, że pod względem temperatur mamy taką małą Sycylię w Krakowie. Szkoda tylko, że tego wspaniałego żarełka niet :/
    Giera cokolwiek Camillerego bierz w ciemno. Będzie jak znalazł na ten skwar. A „Lamparta” czytałam dawno temu. Szczerze – wolę ekranizację Viscontiego
    Maioofko trochę mnie zachęciłaś, nie będę już Izzo tak bezwględnie przekreślać
    Karolajno chyba będę musiała się do Ciebie wprosić ;-)
    Anhelii koniecznie, jak wspomniałam wcześnie, książki z Montalbano można brać w ciemno. Czyta się je pysznie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>