Wesołe i obfitujące w przygody.
„Z wąskim psem do Carcassonne” Terry’ego Darlingtona z serii naokoło świata zalegała na mojej półce od tak dawna, że właściwie zdążyłam zapomnieć o jej istnieniu. Tym czasem nie ma chyba niczego lepszego (prócz kryminałów takich jak „Topielica” rzecz jasna) i milszego do czytania w upalne popołudnia i duszne wieczory niż relacja z podróży po kanałach.
Darlingtonowie – Terry i Monica – po przejściu na emeryturę, zamiast niańczyć wnuki, uprawiać ogródek czy oddawać się innym stosownym dla ich wieku rozrywkom, postanowili zaznać przygody. W związku z tym zafundowali sobie po tatuażu i barkę – cygarowatą narrow boat – o jakże uroczym imieniu Phyllis May, przystosowaną do angielskiego systemu żeglugi śródlądowej, który nie strawiłby łodzi szerszej niż dwa metry i 10 centymetrów. Sprawili sobie też do kompletu równie wąskiego psa z angielskiej klasy robotniczej – whippeta Jima z rodziny psów o idiotycznych wieloczłonowych imionach, który, wedle słów samych zainteresowanych, żywi się skwarkami, pierdzi, uwielbia wizyty w pubach i panicznie boi się pływać, toteż wilkiem morskim, ani nawet kanałowym nazwać go niepodobna.
Życie kanałowych nomadów dało Darlingotonom taki wiatr w żagle, że wbrew zdrowemu rozsądkowi i nie zważając na prośby, groźby i ostrzeżenia znajomych, rodziny, fachowców tudzież firm ubezpieczeniowych (które odmawiają polisy dla Phyllis May ) tym swoim cienkim jak patyk narrow boat podejmują się karkołomnej przeprawy przez kanał La Manche i następnie dopłynięcia do Carcassonne. Książka jest zbiorem miniaturek z tej wielkiej przygody czy jak kto woli –szaleństwa starszego małżeństwa. W luźnych relacjach Darlingtona hurraoptymizm przeplata się z tonem minorowym, a niesamowite przygody (włącznie z nalotem flotylli samolotów na Rodanie) z monotonią – jak to na wodzie, ale zapisków nie czytałoby się tak dobrze, gdyby nie dowcipne puenty wieńczące nie zawsze, z punktu widzenia Darlingtonów, zabawne sytuacje oraz oczywiście niesforny Jim.
Książka jest szalenie osobista. Od podróży w rozumieniu odkrywania nieznanego w „Z wąskim psem do Carcassonne” istotniejszy jest sam fakt przemieszczania i perypetie mu towarzyszące przefiltrowane przez czynnik ludzki i psi. Zmieniające się krajobrazy, zabytki czy system dróg wodnych liczą się w mniejszym stopniu niż doświadczenia i emocje towarzyszące podróży. Stąd książka nie jest typową literaturą podróżniczą. Nadałabym jej raczej etykietkę rekreacyjno-humorystycznej. Na próżno szukać w niej szczegółowych opisów atrakcji turystycznych oraz porad z gatunku „gdzie pójść? Co zjeść”, ale po to są przewodniki, a dla przyjemności czyta się Terry’ego Darlingtona!
Ocena: 





[„Z wąskim psem do Carcassonne” Terry Darlington, przełożył Tomasz Bieroń, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2008]
Nalałem sobie jeszcze jeden kieliszek Chiroubles i nabiłem na widelec kawałek kotleta jagnięcego. Aby poczuć smak Chiroubles, trzeba dwa razy powoli wypowiedzieć nazwę, przewrócić oczami i pomyśleć o jeżynach i deszczu, a jeśli jesteś facetem to dodatkowo o smaku ust dziewczyny, którą jako szesnastolatek pocałowałeś przy ligustrowym żywopłocie, licząc na to, że jej mama nie patrzy przez okno [s. 220-221]
Zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony www Darlingtonów. Z informacji w niej umieszczonych wynika, że w listopadzie ubiegłego roku w wyniku pożaru Phyllis May zakończyła swój barkowy żywot.
Może Cię również zainteresuje:
- „Zapiski z małej wyspy” Bill Bryson 23/03/2009
- Podróże łagodzą obyczaje 03/06/2010
- „Mała handlarka prozą” Daniel Pennac 02/02/2010
- „Powiedział mi wróżbita” Tiziano Terzani 12/02/2009
- „Berlin-Moskwa. Podróż na piechotę” Wolfgang Büscher 20/05/2008
- Bon Appétit! 02/07/2010
- „Rzeczy” Georges Perec 04/02/2010













Narobiłaś mi apetytu ;)
O! To koniecznie trzeba przeczytać. :)
Czytałam w tamte wakacje i też się podobało :)Cała trójka na zdjęciu wygląda sympatycznie, a Jim tylko przyczaił się na krótko – uszko świadczy o szelmowskich zamiarach.
Brzmi jak świetna książka na lato – przyjemna, zabawna, pokazująca trochę świata, a w dodatku lekka. Nie kojarzę okładki, ale teraz jeśli mi się gdzieś rzuci w oczy (najchętniej w bibliotece), to z chęcą się zapoznam :)
swietna recenzja! Musze koniecznie przeczytac
wreszcie dostałam ” Z pamiętnika niemłodej już mężatki” – co do Samozwaniec miałaś Zosiu rację, więc pewnie i w przypadku „Z wąskim psem..” zdam się na Twój gust :) pozdrawiam
Czara sasasa. Taka ze mnie zła baba :]
Vampire_Slayer zgadzam się i polecam szczerze. I nie zrażaj się przy początkowym chaosie. Na końcu polskie wydania jest umieszczony wywiad z Darlingtonem, w którym przyznaje, że pierwsze dwa rozdziały pisał przez dwa lata, a reszta poszła jak z płatka i faktycznie to czuć :-)
Nutta jestem przekonana, że już knuje co by tu spsocić albo od kogo wyżebrać skwarkę
Mandżurio, kraciata :-)))
marchew do usług! Polecam się na przyszłość :-)
„Trzech nie panów, nie w łódce, wliczając w to psa” ;)
Kusisz, ale się nie dam. Póki co przynajmniej… :))
Moja droga Twój upór jest bezzasadny :-) A mówiąc poważnie gdybyś się wybierała na jakiś urlop albo miałam dosyć poważnych książek Darlingtonowie pięknie umilą Ci czas.
Zosik, z lektur lekkich i przyjemnych na nadchodzące lato mam już odłożone: 6 tomów Grimes, 2 tomy Izzo, 3 części Camileri’ego, a na deser Theorin i Sigurdardottir może? Oj, i przecież pod wpływem Twojego zachwytu, pan Whicher też dołączył do tej wesołej gromadki ;) Taki mam już apetyt na te tytuły, że będę walczyć z każdą nową pokusą.
ALE tytuł „Z wąskim psem…” już nie umknie mej uwadze – jak się w przyszłości znajdzie w zasięgu mego wzroku, to z pewnością się połakomię. Oby było to w dalekiej przyszłości :)
Maioofko ale będziesz mieć wakacje! Już Ci zazdroszczę na myśl o czytaniu Marthy Grimes w cieniu drzewa z drinkiem w ręce. Mam jeszcze 3 tomy do przeczytania serii z Jurym. Za ten najnowszy pewnie zabiorę się lada chwila, a póki co już zacieram rączki bo koło mnie leży to cudne wydanie nowej powieści Alana Bradleya (tego od „Zatrutego ciasteczka”) – „Badyl na katowski wór” i to jest dopiero pokusa, której nie sposób się oprzeć!
chciałam kupić teściowi i …zapomniałam;)
To jak już kupisz nie omieszkaj zastosować, jak to mówi Kasia.Eire, prawa pierwszej nocy :D
I będziesz teraz Bradleyem kusić?? Nieeeeee! :) Już, już miałam kupić w końcu „Zatrute ciasteczko”, gdy odkryłam, że ukazała się właśnie druga część i wznowienie pierwszej w ciekawszej okładce. I nowa grafika mnie oczarowała i tylko takie już chcę :)) Takie lato bez zakupów mnie wykończy…
Nowe okładki są świetne. Bardzo klimatyczne!