Allen Ginsberg nie spał ze Zbigniewem Warpechowskim na fortepianie w jazz klubie Helikon

Czyli Śladami Allena Ginsberga po Krakowie

Poeta, guru amerykańskiej kontrkultury, zafascynowany środkami odurzającymi hipis, czołowy (jeśli nie najważniejszy, ale nie mnie to oceniać) przedstawiciel Beat Generation, brodacz, kolega tego zabójczo przystojnego Jacka Kerouaca (muszę w końcu przeczytać „W drodze”, swoją drogą ciekawe czy Allen, zdeklarowany homoseksualista, smolił do Jacka cholewki?) – można by tak jeszcze długo, ale nie to jest istotne, bo zakładam, że każdy z grubsza wie kim Ginsberg był. Istotne jest to, że autor „Skowytu” odwiedził Kraków! I żeby to raz. Trzy razy! Kolejno w 1965, 1986 oraz 1993 roku. Spacer jego śladami zapowiadał się tak smakowicie, że nie mogłabym odmówić sobie przyjemności w nim uczestniczenia. I nie pomyliłam się – było rewelacyjnie.

Śladami Allena Ginsberga po Krakowie z klasycznym zwiedzaniem nie ma wiele wspólnego. To raczej, rzec by można, spacer alternatywny, reinterpretujący wydeptane szlaki turystyczne, poszerzający tradycyjny przekaz o muzykę, nagrania wypowiedzi świadków, zdjęcia i rysunki. Precyzyjnie zaplanowany i perfekcyjnie przeprowadzony performance przewodnicki Agaty Dutkowskiej – nagrodzony w konkursie Fresh Zone w ramach tegorocznego (nawiasem mówiąc bardzo udanego) Art Boom-u.

Dutkowska – studentka intermediów na krakowskiej ASP i przewodniczka – intensywnie eksploruje przestrzeń miejską w poszukiwaniu śladów bytności Ginsberga. Jej projekt, opierający się głównie na wspomnieniach świadków tamtych wydarzeń, jest próbą rekonstrukcji obecności Ginsberga: tego  co robił, gdzie bywał, z kim się spotykał oraz – co najistotniejsze – jaki wpływ miał na zachowawczy Kraków od lat sześćdziesiątych poczynając. Ale jej projekt to również podróż wstecz, przywołująca miejsca, które od dawna nie istnieją, zawłaszczone i przekształcone przez wciąż ewoluującą tkankę miejską.

Wystartowaliśmy w foyer teatru SCENA STU przy alei Zygmunta Krasińskiego. To tu Ginsberg w 1986 roku miał swój wieczorek poetycki, w czasie którego śpiewał bluesy do własnych tekstów i grał na małej fisharmonii. Uczestnik tamtego spotkania w liście do żony wspominał, że poeta był wyjątkowo skromnie ubrany, miał dwie pary okularów na nosie i eleganckim piórem podpisywał tomiki. Chusteczką ocierał spoconą łysinę, a po zakończeniu spotkania wyjechał do Kielc.

Następny przystanek – rogowa kamienica przy ulicy Retoryka. W latach sześćdziesiątych mieszkał w niej Krzysztof Niemczyk – ówczesny pierwszy skandalista miasta Krakowa i przyjaciel gołębi*, związany z Cricoteką Tadeusza Kantora. Podobno zwykł przechadzać się po miejscach publicznych wysmarowany pastą do zębów lub z przyczepionymi skrzydłami.
Utwory bitnika były w 1965 roku w Polsce właściwie nie znane. Wysłużone i zatłuszczone wydanie „Skowytu” krążyło wśród ówczesnych dekadentów, przenoszone pod płaszczami. To Niemczyk podobno jako pierwszy zobaczył długowłosego Ginsberga siedzącego na dworcu PKP w niegustownej kurtce w kratę. Z kolei Zbigniew Warpechowski – druga osoba podejrzewana o bycie pierwszą (jakkolwiek pokrętnie to nie brzmi) – twierdził, że Amerykanin miał skórzaną kurtkę z frędzlami i przechadzał się po ulicy Sławkowskiej. Tak czy siak jedno jest pewne – cokolwiek Ginsberg miał wówczas na sobie musiał się wyróżniać, a w mieszkaniu Niemczyka przy Retoryka zachowywał się co najmniej ekstrawagancko, a nawet zuchwale podpisując się na kuchennej ścianie swego gospodarza i tworząc pewne dzieło, o którym za moment.

Planty. Jeśli Ginsberg tutaj bywał, co jest wielce prawdopodobne, choć dowodów brak, zapewne rzucał się w oczy. Swą aparycją przywodził na myśl hippisa, którego lokalsi mogli pytać czy ma dragi – towar deficytowy, jak wszystko w PRL-u. Sam poeta był do tego stopnia zafascynowany środkami odurzającymi, że zgłębiał ich temat w Meksyku. A Krakowianom spragnionym odurzenia mógł odpowiedzieć tajemnicze wham bam.


Przy ulicy Gołębiej wisi Złota Rynna Poetycka i skrzynka, do której każdy może wrzucić swój wiersz. Ginsberg z niej nie korzystał, co nie znaczy, że jego poezja nie miała lekko w Polsce, a właściwie w konserwatywnym Krakowie. Tomik „Znajomi z tego świata” po wydaniu w roku 1993 nakładem katolickiej oficyny M został bardzo szybko wycofany ze sprzedaży. W oficjalnym komunikacie wydawca tłumaczył się, że nie popiera poglądów i stylu życia autora (innymi słowy do M dotarło, że wydało tomik zdeklarowanego homoseksualisty).

Kilka kroków dalej, przy ulicy Brackiej, znajdowało się kolejne mieszkanie Krzysztofa Niemczyka – dziś stylowy pub. Podobno sąsiedzi nie lubili Niemczyka, bo prowadził tutaj całodobową Piwiarenkę pod Wulkanem, do której schodziły się pielgrzymki spragnionych, ale nie to jest istotne, a fakt, że wśród gości był i Ginsberg, który ze zwykłą sobie nonszalancją, z ukradzionej Niemczykowi kostki masła wyrzeźbił ołtarz buddyjski, a następnie namaścił mieszkanie. [prawdopodobną rekonstrukcję ołtarza skonsumowaliśmy z chlebem].

Rynek 13. Dziś jedno z najbardziej ekskluzywnych miejsc Krakowa. W latach 60-tych siedziba klubu SAiW. Podawano tam tanią herbatę, a podczas jednego z Kwadransów Poetycki Zbigniew Warpechowski wykonał, zapewne pierwszy w Polsce, performance. Zainspirował go nie kto inny jak sam Ginsberg rzeźbiący maślany ołtarz w mieszkaniu Niemczyka. Po zakończeniu pracy poeta zaintonował mantry. Warpechowski się ich nauczył i wykorzystał po swojemu. Innymi słowy Ginsberg to ktoś w rodzaju duchowego ojca polskiej sztuki performance!

Klub Pod Jaszczurami. To tutaj Ginsberg wygrał konkurs na najdłuższą brodę. Prócz tytułu Króla Bród dostał dwie butelki wina, którymi podobno paskudnie się sponiewierał.

Przy ulicy świętego Marka 15 w latach 60-tych swą siedzibę miał klub jazzowy Helikon. Plotka głosi, że to właśnie tutaj Ginsberg na fortepianie spał z Warpechowskim, ale to nie prawda. Było zupełnie inaczej.

Zabawna przewrotność dziejów. W PRL-u na dworzec PKP przenosiło się nocne życie Krakowa po zamknięciu nielicznych knajp, a tutejszy bar był jednym przybytkiem, który serwował piwo po północy. Dziś ani na piwo, ani na nocną posiadówkę w kolejowym barze nie ma szans, choć wnętrze świątyni konsumpcji zapewne wiele się nie zmieniło od czasów, gdy Niemczyk zobaczył Allena Ginsberga w kurtce w kratkę.

Tutaj też symbolicznie urywa się ślad po bitniku, który wczesnym rankiem roku 1965 przechodził tędy spiesząc się na pociąg do Oświęcimia.

*Niemczyk prowadził dom otwarty dla gołębi. Dla przypomnienia – mieszkańcy Krakowa programowo i gremialnie nienawidzą gołębi

Może Cię również zainteresuje:

    Ups… Ten wpis jest jedyny w swym rodzaju ;-)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Foto, Spacery literackie i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Allen Ginsberg nie spał ze Zbigniewem Warpechowskim na fortepianie w jazz klubie Helikon

  1. Olka POLAND pisze:

    Interesujące. :)

  2. nutta POLAND pisze:

    Ciekawa wyprawa:)
    Najbardziej gołębi nienawidzi Wieszcz, który regularnie jest przez nie obs…

  3. maioofka POLAND pisze:

    Kawał roboty wykonała osoba, która to wszystko wyszukała i skleiła w taką „wycieczkową” całość. A dzięki Tobie, Zosik, grono zwiedzających się znacznie zwiększyło ;)

  4. Anhelli POLAND pisze:

    Wspaniała notka, zajmująca, pełna szczególików… Myślę, że sama w sobie może posłużyć za świetny przewodnik. Poza tym zaciekawiłaś mnie samym dziełkiem. Nazwisko nie jest mi obce, niestety swego czasu nasłuchałam się jakichś bzdurnych anegdot o tym panu, a że onegdaj celowałam w inny typ literatury, potraktowałam to jako wyznacznik i teraz bardzo tego żałuję. Z jego twórczości jestem w posiadaniu jedynie „Kaddish” z lat sześćdziesiątych, w oryginale, który przysłał mi nawiedzony znajomy z NY, ale jako że angielski brzmi w moich uszach lepiej niż polskie tłumaczenia – zresztą nie wiem czy są jakieś – dlatego nie załamałam się czytając te mocno depresyjne wiersze…
    Jeszcze raz wielkie uznanie dla zręcznej i ciekawej notki.

    Pozdrawiam bardzo serdecznie :)

  5. :)
    Szkoda, że nie miałam możliwości uczestniczenia w tym spacerze!
    No i gratuluję buddyjskiego ołtarza, piękna robota :)

  6. => Anhelli
    „polskie tłumaczenia – zresztą nie wiem czy są jakieś”
    Oczywiście, że są jakieś, szacowne Wydawnictwo Literackie wypuściło Ginsberga w prestiżowej serii poetyckiej dwujęzycznej.

  7. mary POLAND pisze:

    wow. ciekawa ta wycieczka. pozdrawiam :))

  8. zosik POLAND pisze:

    Olu a żebyś wiedziała, że interesujące :-) Zwłaszcza jeśli tak jak ja lubi się odkrywać miasto od nowa
    Nutta sasasasa ;-) Jeszcze w czasach studenckich ze znajomymi mieliśmy taki koncept, aby wyłapać tych małych obsrańców i wydelegować do Afryki
    Maioofko z tego co wiem projekt powstał jako praca dyplomowa na ASP, ale faktycznie nakład pracy musiał być tytaniczny tym bardziej, że cały spacer był ilustrowany odpowiednią muzyką, nagraniami wywiadów lub samego Ginsberga (Wawel wypożczył zestawy słuchawkowe), a także obrazkami pokazującymi np. ówczesne stroje.
    Anhelli żałuj, że nie widziałaś mnie – zestaw słuchawkowy na uszach, aparat na ramieniu, notes w dłoni i na zmianę nerwowo notowałam lub fotografowałam co się da. W każdym razie baaaardzo dziękuję Ci za miłe słowa. Mam nadzieję, że to nie będzie ostatnia „spacerowa” notka a’propos samego Ginsberga to warto sięgnąć po „W drodze” Jacka Kerouaca. Jest tam jedną z postaci :-)
    Przewodnikupokrakowie witaj w mych skromnych progach! Ołtarza należy pogratulować naszej przewodniczce Agacie Dutkowskiej. Wykonała go z masła (82% tłuszczu) z Warlubia. Nawiasem mówiąc czy znasz książeczkę braci Minkiewicz? http://lekturki.com/2010/05/co-to-jest-watosle-tomasz-i-bartosz-minkiewicz/

  9. zosik POLAND pisze:

    Mary :-))))

  10. Jak tylko zaczęli „Wątośle” reklamować na Wybiórczej, poleciałam do księgarni – Hetmańskiej zresztą – obejrzeć, co i jak. No i cóż. Przejrzałam i stwierdziłam, że poczucie humoru chyba mam inne, bo nic mnie tam nie bawi, rzecz jest cieniutka i z pewnością wystarczyłaby na wkładkę w gazecie – wówczas byłabym skłonna wydatkować na taką gazetę jedną dziesiątą ceny publikacji czyli 2,40 PLN. Ot, po to tylko, żeby mieć, bo cracoviana kolekcjonuję. A tak to podziękowawszy.
    Może na zły dzień trafiło :)
    A do Lekturek zaglądam – z przyjemnością – od dłuższego czasu.

  11. zosik POLAND pisze:

    A ja uśmiałam się jak norka i teraz z lubością cytuję co lepsze kawałki

  12. Asia POLAND pisze:

    Nie wiedziałam , że sam Allen Ginsberg był w Krakowie ! To wspaniałe ! Uwielbiam go i jego poezję. A ” w drodze” bardzo pani polecem – cudowna książka ( jedna z moich ulubionych). Dziękuję za ten interesujący artykuł :) !

  13. zosik POLAND pisze:

    Asiu cała przyjemność po mojej stronie. Cieszę się, że sprawiłam Ci tyle frajdy i przyrzekam, że przy pierwszej sprzyjającej okazji przeczytam „W drodze” i nie omieszkam tu podzielić się swymi wrażeniami – toteż zachęcam do odwiedzania (ot taka mała autopromocja)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>