Nieprzewidywalny nie do przewidzenia

Adam Ubertowski, wedle noty na okładce kojarzony z nurtem prozy postmodernistycznej, był mi postacią dotąd zupełnie nieznaną. Innymi słowy nie kojarzyłam go ani nurtem postmodernistycznym, ani z żadnym innym. Zuchwale mniemam, że w podobnej sytuacji będzie większość moich Szanownych Czytelników (przyznać się kto wcześniej znał to nazwisko?), a to moi mili błąd, który należy naprawić, chociażby czytając „Inspektora van Graafa”.

Umówmy się – jako kryminał „Inspektor van Graaf” jest dość nudny. Po prawdzie odczucie nudy jest subiektywne, ale tak czy siak intryga toczy się ociężale i niemrawo, a inspiracją twórczością Agathy Christie pachnie na kilometr, ale można na to przymknąć oko, bo Ubertowski, w końcu kojarzony z nurtem prozy postmodernistycznej, nadrabia niedostatki intrygi czym innym. Bawi się z konwencją klasycznego kryminału, a orężem jego wyrafinowany język i przewrotna narracja i są to powody, dla których warto po „Inspektora van Graafa” sięgnąć.

Doktor Figlon to specjalista od metateorii, okazjonalnie użyczający policji swych niebywałych talentów w dziedzinie dedukcji. Jest gapowaty, skryty, ale i dość zadufany w sobie. W nielicznych wolnych chwilach lubi oddawać się cichej celebracji własnych intelektualnych przymiotów. Właśnie wybrał się do Sopotu na wyczekiwany urlop. Właśnie ten nadbałtycki kurort zasugerował mu przyjaciel – inspektor Van Graaf – mający w tym swój własny ukryty cel. Figlon szybko oddaje się wakacyjnemu nastrojowi, poznaje nawet w barze ponętną niewiastę i pewnie kontynuowałby spokojnie letni wypoczynek, gdyby nie upomniała się o niego sopocka policja.

Najbardziej oczywistą spośród zastosowanych przez Ubertowskiego przewrotności jest brak polskich nazwisk. Wszyscy zwą się tu z holenderska, co od razu narzuca wrażenie sztuczności i odrealnienia, bo choć postaci krążą po autentycznych sopockich plenerach (typu Monciak, Krzywy Domek czy swego czasu kultowa tancbuda Copacabana etc), to jednak są tak sztywni, egzaltowani i specyficznie nienaturalni, że sprawiają wrażenie wyjętych z innej czasoprzestrzeni.

Grzechem ciężkim kryminału jest zakończenie, które czytelnik łatwo można odgadnąć. Zakończenia „Inspektora van Graafa” przewidzieć nie sposób. Ubertowski okazuje się być egoistą wręcz obrzydliwym nie dając czytelnikowi po temu nawet najmniejszej szansy. Woli nazywać „Inspektora…” powieścią dedukcyjną niż kryminałem i faktycznie jest to określenie nader trafne, bo na dedukcji opiera się całe rozwiązane intrygi, chwiejne i równie (nie)prawdopodobne jak każde inne zaproponowane przez Figlona w toku przesłuchań podejrzanych. Ubertowski, przy pomocy trzecioosobowego narratora, poczuwa się do roli demiurga. Reżyseruje kryminalne przedstawienie i to on ostatecznie decyduje, które z rozwiązań jest tym właściwym, a wybór swój opiera na, nie popartych żadnymi konkretami, domniemaniach. W „Inspektorze van Graafie” wszystko jest „być może”. Pojęcie prawdy absolutnej i niepodważalnej nie istnieje, co jest intrygującą odmianą po szeregu klasycznych kryminałów oferujących czytelnikowi porządnie umotywowane zakończenie.

Ubertowski zaprasza do gry, ale jest to gra na jego warunkach, a że lubi bawić się z czytelnikiem w „Inspektorze van Graafie” zawarł autotematyczny smaczek cudnej urody. Doktor F. spacerując bodajże po Monciaku zauważa biednego pisarza sprzedającego swoje książki po zawrotnej cenie – jeden złoty sztuka. Figlonowi żal się zrobiło niewydarzonego artysty i kupił jedną, przepłacając pięciokrotnie, zaintrygowany tytułem: „Szczególny przypadek pani Pullmannowej” [s. 84]. Powieść z takim tytułem naprawdę istnieje. Napisał ją Adam Ubertowski, a ukazała się w roku 2001. Mam nadzieję, że pisarz w rzeczywistości nie podzieli losu swego literackiego alter ego.

Ocena: ★★★★☆☆

[„Inspektor van Graaf” Adam Ubertowski, Wydawnictwo EMG, Kraków 2010]

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kryminalni, Lekturki, Polska i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Nieprzewidywalny nie do przewidzenia

  1. mary POLAND pisze:

    jak ja lubię Twoje recenzje :)

  2. zosik POLAND pisze:

    Mary z wzajemnością :-)

  3. maioofka POLAND pisze:

    Coraz bardziej kryminalnie się tutaj robi ;) A ja sobie obiecuję kryminały i na przekór (sobie! niektórzy tak mają…) zabieram się za wszystko inne.
    To jest jakaś seria specjalna? Bo wygląda podobnie jak „Topielica”. Oczywiście nie żebym od razu biegła kupować ;))

  4. zosik POLAND pisze:

    Maioofko tak wyszło, że ostatnio oddaję się namiętnie kryminałom. Zapewniam Cię, że to nie ostatnia recenzja tego typu, którą w najbliższym czasie tu wrzucę. Kryminały są bardzo wdzięczną rozrywką na lato toteż, rzec by można, same wchodzą :-)
    Poza tym masz bystre oko. Faktycznie i „Topielica” i „Inspektor van Graaf” zostały wydane w serii Polska Kolekcja Kryminalna (Wyd. EMG). Z tej serii masz jeszcze „Orchidee”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>