Pod publiczkę

Dawno nie czytałam powieści, która nie powstałaby dla z góry określonego celu (pomijając aspekt finansowy), nie miała drugiego albo trzeciego dna, myśli przewodniej, zawartej mimochodem społecznej analizy tudzież krytyki czegoś tam. Nie kierowałaby ku czytelnikowi ważkich pytań nad pokrętną naturą świata albo chociaż nie byłaby napisana w wyrafinowany sposób. Zupełnie odzwyczaiłam się od literatury, która od czytelnika nie wymaga zbyt wiele ani nie daje nic w zamian, toteż w spory mentalny popłoch wprawiła mnie lektura „Wody dla słoni” – powieści, która jest solidnym czytadłem i niczym nad to.

Sara Gruen pisze o cyrkowej trupie przemieszczającej się długim pociągiem po Ameryce lat trzydziestych, ale ambicją autorki, jakkolwiek solidnie do napisania książki by się nie przyłożyła, nie było sportretowanie środowiska cyrkowców, ani odtworzenie klimatu lat prohibicji i wielkiego kryzysu. Jedno i drugie posłużyło pisarce za efektowne tło dla do bólu banalnej opowieści miłosnej i to zapewne jest klucz do zrozumienia sukcesu komercyjnego „Wody dla słoni”, którym polski wydawca nie omieszkał pochwalić się w nocie na okładce.

Narratorem i bohaterem „Wody dla słoni” jest gburowaty starzec – Jacob Jankowski z dziewięćdziesiątką na karku i głową pełną wspomnień. Na rozpamiętywanie przeszłości ma dużo czasu, bo rodzina, brzydko mówiąc, wypięła się na niego. Mieszka w domu starców, ale myślami powraca do czasów, gdy po tragicznej śmierci rodziców przypadkiem przyłącza się do wędrownej trupy cyrkowej jako weterynarz. Tam poznaje miłość swego życia – cudowną Marlenę. Na swe nieszczęście ta jest już zajęta (w bardzo dosłownym znaczeniu tego słowa) przez zaborczego dyrektora areny. Człowieka o niepokojąco zmiennych nastrojach.

Gruen jest zręczną rzemieślniczką świadomą potrzeb i oczekiwań czytelnika. W „Wodzie dla słoni” nie brakuje zatem i dramatycznych zwrotów akcji, napięcia, chwytającej za serce przyjaźni człowiek – zwierze, odrobiny nieprzyzwoitości, ale i nieodzownej dla zrównoważenia efektu –  czystej, niewinnej i nieposkromionej miłości. Do tego dodaje nieco zadumy nad nieuchronnością przemijania i starczą samotnością, tyle że w jej pisarstwie dużo jest  politycznej poprawności, lęku przed kategorycznym osądem, krytyką czy pochwałą. Innymi słowy Sara Gruen pisze tak jakby nie miała własnego zdania, przezroczyście, a „Woda dla słoni” jest powieścią, która z założenia ma się każdemu spodobać, trochę pograć na emocjach, ale nikogo nie urazić. Pomimo przewidywalności czyta się ją niczego sobie, ale bardziej ze względu na cyrk w tle niż cokolwiek innego.

Ocena: ★★★★☆☆

[„Woda dla słoni” Sara Gruen, przełożył Mariusz Ferek, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2007]

Polskie wydanie ma paskudną okładkę o nieodgadnionej symbolice (czerwony słoń, pasiasty drążek i księżyc w tle), toteż z sadystyczną radością wrzucam okładkę australijskiego wydania.
Swoją drogą temat „cyrkowy” mnie na tyle zaintrygował, że chętnie sięgnęłabym po jakieś teksty na ten temat. Za beletrystykę już podziękuję, ale może ktoś mógłby mi polecić coś z literatury faktu?

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Lekturki, USA i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Pod publiczkę

  1. Ja ogólnie nie przepadam za cyrkami, ale fajnie byłoby poznać je trochę „od kuchni”. Cyrki, gdzie są tylko ludzie jestem w stanie przeżyć, ale zwierząt już nie.
    Co do okładki, ta mi się bardzo podoba, ale polska jest hmm.. dziwna, tandetna i niezbyt odpowiednia, jak dla mnie. Ale co ja tam wiem. :)

  2. zosik POLAND pisze:

    Ja też nie. Omijam je szerokim łukiem, bo nie podoba mi się to co wyczynia się w tych instytucjach ze zwierzętami, nie mniej jednak temat jest interesujący do zgłębienia, jaka sama trafnie to ujęłaś, od kuchni :)

  3. Claudette POLAND pisze:

    Mnie cyrk zawsze kojarzył się z Misiem Coralgolem, który był potwornie denerwującą postacią z mocno podejrzanymi skłonnościami!
    Jakoś ciężko wyobrazić mi sobie życie w cyrku, a już kompletnie w mym mniemaniu nie ma tam miejsca na miłość.

    I nie wiem, czy chciałabym poznać taką, dla mnie już z założenia niemożliwą, historię. Bo jak tu się choćby wczuć w losy bohaterów, których nie mogłabym zrozumieć?

    Zatem to dobrze, że polskie wydanie ma odstraszającą okładkę. Jakby była taka, jak australijska to zaraz bym tę książkę nabyła.
    A tak to może kiedyś zabiorę z bibliotecznej półki – by zaspokoić ciekawość.

    Pozdrawiam :)

  4. zosik POLAND pisze:

    Mój egzemplarz z Rajskiej :))) Przez dłuższy czas chciałam sobie nawet „Wodę dla słoni” kupić. Z sobie tylko znanych powód byłam niemiłosiernie napalona na tą powieść i teraz, już po lekturze, ciesze się, że się wstrzymałam, bo zdecydowanie nie jest to książką, którą chciałaby mieć i do której z jakiś powodów bym wracała.

  5. maioofka POLAND pisze:

    A to niespodzianka – książka była tak wychwalana gdzie nie spojrzałam, że figurowała na mojej liście do zdobycia i to koniecznie i to własnego egzemplarza! :) Ale że jestem ostatnio przytłoczona dużą ilością nieprzeczytanych książek, to się nawet w duchu cieszę z każdego niewypału. Pewnie już nie kupię, o :)

  6. zosik POLAND pisze:

    Maioofko myślę, że tutaj gra pierwszorzędną rolę nastawienie do lektury. Lubię serię Salamandra Rebisu, tym bardziej, że udało im się wydać już całkiem sporo niezłych i wartościowych powieści. Stąd wysokie wymagania i rozczarowanie po zetknięciu z banalną historią. Nie mam poczucia zmarnowanego czasu, ale i cieszę się, że książka wróci do biblioteki :)

  7. Tanki POLAND pisze:

    Mi się tak podoba okładka, że chyba sobie jednak kupię…co za burżujski powód:/

    Nawiasem mówiąc, każda książka, którą pożyczam z biblioteki, okazuje się być na tyle fajna, że chcę się zaopatrzyć we własny egzemplarz (przykład: „Muzyka pop z Vittuli”). No, może poza lekturami:> Poza tym, muszę mieć wszystko w takich wydaniach, jakie mi się podobają, przez co od 13 lat usiłuję kupić tą KONKRETNĄ „Anię na uniwersytecie” (swoją drogą, jedna z moich ulubionych części cyklu – Iza Gordon i listy Tadzia) i przez co chyba nigdy nie kupię sobie „Zbłąkanego odbicia” Francoise Sagan (obrzydliwa okładka!). No, ale to taka dygresja.

    Co do książek o cyrku, chyba Topol miał coś takiego…nie wiem, nigdy nie wnikałam w twórczość tego pana, bo widząc jego dzieła na sklepowych półkach, podbiegałam z radością i wydawałam jęk zawodu, widząc, że to „Topol”, a nie „Topor”…

  8. zosik POLAND pisze:

    Tanki z przekorą spytam okładka polskiego wydania czy australijskiego? Twoją słabość do konkretnych wydań doskonale rozumiem. Ileś tam lat temu była taka seria „kanon na koniec wieku” czy jakoś podobnie się nazywała i to były zdecydowanie jedne z najlepszych wydań współczesnej klasyki. Mam „Proces” i „Nieznośną lekkość bytu” – marzę o reszcie.

  9. Tanki POLAND pisze:

    Australijskiego. No tak, nie pomyślałam, że może być trochę trudno dostępne u nas:>
    Wizualnie ładne są okładki Znaku, ale nie są znów aż tak trwałe – mój biedny Oscar Wao trochę się swego czasu „poobdzierał” w walizce, mimo że był opatulony w ubrania. Na szczęście, nie zniszczył się aż tak bardzo. No i mam słabość do tych walących po oczach okładek Salsy:D

  10. zosik POLAND pisze:

    To prawda Znak chyba w Polsce robi najlepsze okładki, przynajmniej w temacie prozy dla dorosłych. W.A.B. ma też całkiem niezłe. Bardzo podoba mi się na przykład większość okładek mrocznej serii – zwłaszcza Mankellów (no może poza „Chińczykiem”). Salsy nie lubię właśnie dlatego, że za bardzo wali po oczach. Ach i zapomniałabym – jeszcze Karakter za całokształt. Ich książki są śliczne.

  11. Anhelli POLAND pisze:

    Zbudziłaś we mnie instynkt łowcy. Czasy, o której traktuje ta książka – w USA – należą do moich ulubionych :D

    Pozdrawiam serdecznie :)

  12. zosik POLAND pisze:

    Anhelli, ale proszę nie obiecuje sobie po „Wodzie dla słoni” zbyt wiele :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>